Inez de Villaro Posted March 26, 2009 Posted March 26, 2009 Pani Ewo, zrobiła Pani dla niej wszystko, co możliwe!!!!! Quote
ewa36 Posted March 26, 2009 Posted March 26, 2009 Coś dziwnego dzieje się za mną i z czasem. Ale myślę, że ona dała mi więcej, niż ja jej. Choroba nas nie pokonała, choroba nas zjednoczyła. Tam, gdzie rodzi się miłość, nie ma przegranych. To stworzenie było pogodniejsze, godniejsze i cierpliwsze w znoszeniu choroby niż większość znanych mi ludzi. I niewątpliwie była bardziej od nich ludzka. Czy coś zaniedbałam ? Czy coś przeoczyłam ? Czy czegoś ją pozbawiłam nie godząc się na operację ? Nigdy sie nie dowiem ale te pytania mnie nie odstepują. Quote
ewa36 Posted March 26, 2009 Posted March 26, 2009 Nie wiem czy mam wielkie serce czy też po części płaczę po trochu nad sobą. Chciałam mieć ją dla siebie ale tak się nie da. Jeszcze długo po jej śmierci wstawałam [PHP[/PHP] do niej nad ranem żeby zmienić jej pielusię. Słyszałam jak podczołguje się na przednich łapkach do misi z wodą, czułam jej zapach, jej futerko. Bonusia była dla mnie jak dziecko i opiekowałam się nią jak dzieckiem. Quote
ewa36 Posted March 26, 2009 Posted March 26, 2009 Dziękuję za dobre słowo. Jeszcze nie mogę o tym pisać, nie pogodziłam się z jej odejściem. Dopóki jej nie miałam nie wiedziałam, że można tak kochać. Quote
ewa36 Posted March 26, 2009 Posted March 26, 2009 17 marca minął rok, od kiedy przywiozłam Bonunię do domu. Sama nie mogę w to uwierzyć. Quote
Inez de Villaro Posted March 26, 2009 Posted March 26, 2009 Pani Ewo, jak ktoś ma WIELKIE serce, to kocha się MOCNIEJ ale tez cierpi sie BARDZIEJ.... bardzo współczuję :( Quote
wapiszon Posted March 27, 2009 Posted March 27, 2009 Ewuniu, byłaś dla Bony najlepszym Ludziem. Ona sobie teraz BIEGA za Tęczowym Mostem i macha do Ciebie ogonkiem. I jest Twoim Psim Aniołem. Quote
ewa36 Posted March 27, 2009 Posted March 27, 2009 To Boneczka nauczyła mnie miłości wiernej, bezwarunkowej, oddanej. Nauczyła mnie poświęcenia z radością, dajacą napęd do życia i do działania. A jednak jestem egoistką bo chciałam ją dla siebie zatrzymać. Ale przecież nie oddaje się własnego serca dobrowolnie. Bonia zatrzymała moje serce w depozycie i wiem, że to dobra inwestycja. Czas leczy rany, tylko kiedy rana boli, trudno w to wierzyć. Quote
ewa36 Posted March 27, 2009 Posted March 27, 2009 Dziękuję Wapiszonku ona już za życia była psim aniołeczkiem była zawsze taka pogodna taka uśmiechnięta i taka cierpliwa ... Znosiła zabiegi i codzienne zastrzyki przez cały czas uśmiechając się i liżąc mnie po rękach ... Wreszcie dobry Stwórca postanowił ją zabrać do domu ... On też kocha kwiaty :-( Quote
ewa36 Posted March 27, 2009 Posted March 27, 2009 Za najważniejsze uważam że Bonusia czuła się u mnie bezpiecznie i czuła, wiedziała, że jest kochana. To dla tej kochanej psineczki było najważniejsze. Ona mi wybaczy tylko czy ja wybaczę sobie. Quote
ewa36 Posted March 28, 2009 Posted March 28, 2009 Bonusia mój skarbeczku moja kosmatko czekaj na mnie malutka prędzej niż póżniej zobaczymy się znowu :placz: Quote
ewa36 Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 Któregoś dnia będę mogła myśleć o tobie suczynko bez bólu. :-( Któregoś dnia ból odejdzie, a zostanie sama miłość. Moje słoneczko ukochane. Quote
ewa36 Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 Spośród wszystkich moich trzech dziewczynek Bonusi e kochałam najbardziej. Chciałam jej wynagrodzić cierpienie i chorobę. Ale ona sie nie skarżyła, ona się zawsze uśmiechała i to ona mi hojnie wynagrodziła swoją obecnością. Opieka nad takim stworzeniem jest szczególnym doświadczeniem. Jest szczególną lekcją miłości pogodnej, radosnej, opiekuńczej bez poświęceń i bez rezygnowania z siebie. Nigdy nie czułam, abym z jej powodu z czegokolwiek rezygnowała. Dany nam był cudowny rok i zawsze już będę szła przez dalsze życie z nią, z wartosciami jakie wniosła. Quote
Isadora7 Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 [quote name='ewa36']Spośród wszystkich moich trzech dziewczynek Bonusi e kochałam najbardziej. Chciałam jej wynagrodzić cierpienie i chorobę. Ale ona sie nie skarżyła, ona się zawsze uśmiechała i to ona mi hojnie wynagrodziła swoją obecnością. Opieka nad takim stworzeniem jest szczególnym doświadczeniem. Jest szczególną lekcją miłości pogodnej, radosnej, opiekuńczej bez poświęceń i bez rezygnowania z siebie. Nigdy nie czułam, abym z jej powodu z czegokolwiek rezygnowała. Dany nam był cudowny rok i zawsze już będę szła przez dalsze życie z nią, z wartosciami jakie wniosła. Pani Ewo Słyszalam o Pani same dobre rzeczy. Obserwowałam po cichu Pani życie z Bonusią. Poniekąd zetknęłyśmy się również na wątku Carego (robiłam mu aukcje). Doskonale wiem co Pani czuję. Ktoś tu kiedyś na forum powiedział, że wszystkich psiaków żal i o wszystkie walczymy, wszystkie kochamy, ale są takie które gdzy odejdą zostawiaja pustkę i bliznę na sercu na zawsze, zabieraja z sobą kawałek nas. I to jest prawda, dla mnie takim był Edi, teraz mam Rambiego i Rudą, kocham ich niewyobrażalnie. Ale zawsze sama myśl o Edim wywołuje ból w sercu. Pani Ewo dałą Pani najwspanialszy okres życia Boni. Ona to wie, ona czeka na Panią. Bardzo bardzo Panią rozumiem. Quote
ewa36 Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. To dla mnie ogromnie ważne, bo ciagle nie mogę pogodzić sie z odejściem Boni. Wbrew temu co niektórz sądzili, ona mi niczego nie zabrała, w niczym nie ograniczyła, ale bardzo wiele wniosła. Wielkie znaczenie ma dla mnie fakt, że jest ktoś wspólodczuwający, ktoś kto niestety dobrze wie, jak to boli. Bardzo dziękuję za pomoc dla Carego, nie wiem, co byśmy bez Pani pomocy zrobiły. Ja również słyszałam o Pani bardzo wiele dobrego, zresztą bez tego co krok widoczne są Pani niebywałe allegra dla sierotek. Jest Pani człowiekiem ktory nie odmawia pomocy i mam za to dla Pani wielki szacunek. To dobrze, że Bonia na mnie czeka. chciałabym żeby tak było. Quote
ewa36 Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 Teraz już po jej odejściu wytrzucam sobie że może należało robić więcej, więcej ćwiczyć, więcej masować, więcej ją podnosić na piłeczce, na wózku, którego serdecznie nienawidziła i nie mialam serca maltretować jej tym wózkiem, może faktycznie to cholerna operacja byłaby wyjściem. A może po prostu nie mogę pogodzić się z prostym faktem że jej już nie ma, że byc może nie można było przywrócić jej zdrowia. U ludzi też nie zawsze to się udaje. To wszystko wraca i tak bardzo żal. Quote
ewa36 Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 Najgorsze jest to, że Bonia chyba wiedziała, po co tego dnia przyszedl Dr, i to nie daje mi spokoju. Bała się malutka pomimo że byłam cały czas z nią, leżałam obok, cały czas ją tuliłam i do niej mówiłam. Pomimo to zasnęła bardzo spokojnie, z główeczką na moich kolanach. Ona już znała dobrze Dr, odwiedzał nas co tydzień a przez pierwsze miesiace dwa razy w tygodniu. Sama nie wiem, skąd w tym momencie wzięłam na to siły. To przecież normalnie przekracza możliwości ludzkie. Bonia była dla mnie jak dziecko. Quote
ewa36 Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 Wstawała do niej w nocy codziennie jak do dziecka, jak dziecku zmieniałam pielusie i myłam i osuszałam dupine i brzuszek. Podawałam jedzonko i miseczke z wodą. Tak bardzo weszło mi to w krew że teraz przytłacza mnie pustka, po odejsciu tego stworzenia żadne nie jest już w stanie mi jej zastąpić. Wreszcie choroba wzięła górę. Powtarzam sobie jednak, że tam, gdzie rodzi się miłość, nie ma przegranych. Ona wie, że ją kochałam i nadal kocham. Wiedziała to za życia, tego jednego jestem pewna. I tylk oto stanowi dla mnie odpowiedx na ból, choć go nie eliminuje. Quote
Isadora7 Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 [quote name='ewa36']Teraz już po jej odejściu wytrzucam sobie że może należało robić więcej, więcej ćwiczyć, więcej masować, więcej ją podnosić na piłeczce, na wózku, którego serdecznie nienawidziła i nie mialam serca maltretować jej tym wózkiem, może faktycznie to cholerna operacja byłaby wyjściem. A może po prostu nie mogę pogodzić się z prostym faktem że jej już nie ma, że byc może nie można było przywrócić jej zdrowia. U ludzi też nie zawsze to się udaje. To wszystko wraca i tak bardzo żal. Ja tez po śmierci Edunia wyrzucałam sobie, a i teraz po latach (umarł 6 sierpnia 2002) wyrzucam sobie, że zrobiłam nie tak. Może powinnam zmienić lekarza, a może pomóc mu odejść, a nie decydować się na operację której nie przeżył. Tak chyba już jest jak tak mocno sie kocha. Bo kocham go nadal. Tak jak Pani Bonusię. Spoglądam sobie nieraz tutaj Ogród Psiej Szczęśliwości, aby popłakać i ciągle Ediego prosze - wybacz. Pani Ewo tak chyba mamy. Bo to tylko śmierć i tylko przerwanie życia fizycznego. Miłość zostaje. Quote
epe Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 Pani Ewo! Ja również rozumiem Pani uczucie- ja też do tej pory nie mogę się pogodzić ze śmiercią mojej ONki Zuzi:placz: Zwłaszcza,że jej przedwczesna śmierć jest winą wetów- dopiero ostatni rozpoznał prawidłowo chorobę,ale było już za późno- serce stanęło,leki już nie pomogły:placz: To było w 2006r.,a dla mnie jak wczoraj! Miałam przed nią inne psy,mam też nowego nieszczęśnika-kalekę powypadkowego,ale Zuzia,to sunia moja najkochańsza- nigdy już nie spotkam takiego psa! Jestem jednak spokojna- wiem napewno,że ona tam czeka na mnie i już będziemy zawsze razem. Dzięki tej głębokiej wierze,mogłam wziąć nowego psa- nawet tak myślę czasami,że ona może chciała pomóc temu psu i dlatego odeszła? Aby zrobić miejsce dla niego? Bo wie,że i tak ją zawsze kochać będę najbardziej? Quote
ewa36 Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 Tak, chyba tak to jest. Równie dobrze Bonisu mogła nie przeżyć operacji, zresztą dla nie sama już tylko narkoza była pgromnym ryzykiem a nikt nie dawal funta kłaków za powodzenie operacji. Bonia nienawidziła lekarzy, bała się ich. Robiłam, co mogłam, aby jej życie było jak najbardziej komfortowe, aby czuła się bezpieczna i kochana. Kiedy coraz pewniejszym stawało się, że raczej już nie wstanie, nie zrezygnowałam z podawania leków ani z zabiegów. Walczyłysmy do końca. Sami lekarze byli zdziwieni, że tak długo była w dobrym stanie, żadnych odleżyn ani nawet odparzeń o obrzękach nie mówiąc po tylu miesiacach leżenia. Kryzys przyszedl nagle, nagle pojawiły się nie wiadomo skąd obrzęki łapine i woda w brzuszku. I to potworne zapalenie pęcherzam który opróżniał się tylko do połowy. Quote
ewa36 Posted March 29, 2009 Posted March 29, 2009 Wtedy właśnie nasz Dr Ostaszewski, ktory opiekowal się nią od początku powiedział mi, że lepiej nie będzie, że trzeba by szykować jej kolejny worek leków oprócz tych, ktore już miała a i tak nie wiadomo, jak by to było. I że czas zakonczyć tą nierówną walkę. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.