Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ale czy to w takim razie możliwe że Bonia nie bała się własnej śmierci, tylko ja to błędnie odebrałam ? Żadna z nich sie nie bała, ale też z żadną (choć wszystkie kochałam) nie byłam tak związana, jak z Bonią. Opieka nad kaleczka to szczególne doświadczenie, szczegolna więż. Czy przychodziła bo ściągałam ją swoją rozpaczą ? Czy bała się o mnie widząc, co się dzieje ?
To pewne, że zwierzęta widzą i rejestrują tamtem świat. Moja nieżyjąca już Foczunia wyczuła śmierć mojego Brata i też dawała znać, zachowywała się nie tylko inaczej i irracjonalnie, ale była bardzo wystraszona, jakby w odmu była jakaś obca, wroga siła. To było 15 lat temu ale do dziś mam gęsią skórę, jak o tym pisze.

  • Replies 810
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Foczunia, moja pierwsza ONeczka, była bardzo długo po odejściu obecna w domu. Tym samym w ktorym byłyśmy z Bonusią. Ale obecność Foczuni była spokojniejsza, choć intensywnie wyczuwalna, natomiast Bonia była krócej - jakieś dwa tygodnie (Foczka kilka miesięcy, zamin odeszła na drugą stronę). Ale Bonia jak czułam nie była taka spokojna.

Posted

ewa36 napisał(a):
Ale czy to w takim razie możliwe że Bonia nie bała się własnej śmierci, tylko ja to błędnie odebrałam ? Żadna z nich sie nie bała, ale też z żadną (choć wszystkie kochałam) nie byłam tak związana, jak z Bonią. Opieka nad kaleczka to szczególne doświadczenie, szczegolna więż. Czy przychodziła bo ściągałam ją swoją rozpaczą ? Czy bała się o mnie widząc, co się dzieje ?
To pewne, że zwierzęta widzą i rejestrują tamtem świat. Moja nieżyjąca już Foczunia wyczuła śmierć mojego Brata i też dawała znać, zachowywała się nie tylko inaczej i irracjonalnie, ale była bardzo wystraszona, jakby w odmu była jakaś obca, wroga siła. To było 15 lat temu ale do dziś mam gęsią skórę, jak o tym pisze.



Bonia nie bała się śmierci. One patrzą na to inaczej niż my. Martwią się ale o swoich właścicieli.

Posted

Obecnie nie wyczuwam już obecności Bonusi. Któregoś dnia, będąc sama w domu, usiadłam tak, jak zawsze kolo niej siadałam, i porozmawiałam z maleńką. Powiedziałam, żeby się o mnie nie bała, ze cierpię bardzo ale na to nie ma rady i żeby nie czekała, aż ból mnie opuści, tylko żeby była szczęśliwa po tamtej stronie - dośc już wycierpiała i się wytułała. Powiedziałam, że zrobiłam to, żeby wreszcie była wolna i mogła pójśc dokąd chce i żeby mi wybaczyła. Ze zwracam jej wolność i prosze, żeby na mnie czekała ale na właściwym miejscu po tamtej stronie, a nie w zawieszeniu. I żeby do mnie wracała, kidy tylko będzie mogła, bo to już zawsze będzie jej dom.

Posted

Od tamtej pory Bonia nie przychodzi. Przeszła na tamtą stronę a mimo to jest blisko inaczej, już spokojniej.
Tak, ja także myślę, że one w przeciwiwństwie do nas nie boją się śmierci, bo one nie mają się czego bać. Ona z Raju nigdy nie wyszły, nigdy nie złamały najświętszych ani naturalnych praw. I są autentyczne, jak my nigdy nie będziemy.

Posted

Tylko dlaczego miłosierny Bóg skazuje je na człowieka, tego nie wiem :-( Przecież to także Jego stworzenia, przecież je także kocha :-(
Bonia zapewne miała przede mną jakiegoś opiekuna, miała około 8, 5 roku, kiedy ją zabrałam. Czy jego też kocha ? Czy mu wybaczyła ? I czy w zwiazku z tym jest naprawdę moja, czy to do mnie przyjdzie po tamtej stronie ? A jeśli ten człówiek nie potrafił jej pomóc ? One są miłością, są czyste, nie pamietają tego, co złe.
Myślę, że to my za nie odpowiadamy w 100%, więc jeśli jej nie dopilnował, jeśli j a utracił (nie mówiąc nawet, że porzucił) to już stracił do niej prawo. Zresztą miłość to wolność, niech sama wybierze.

Posted

Ewo!
Oglądałam przez przypadek program o śmierci klinicznej i opowiesci osób,które to przeżyły.
Najbardziej utkwiła mi relacja pani,która opowiadała o kwiatach,jakie tam spotkała,które jakby z nią rozmawiały i głos tego jakby światła,który powiedział: nieważna forma,istotne są uczucia.
Ja głęboko wierzę w to,że nawet,a zwłaszcza,jeśli cierpimy,czy to duchowo,czy cieleśnie- to jest to dla naszej duszy dobre,bo może ona poznać wiele odcieni uczuć.
Im więcej zgromadzi ona "doświadczeń" tym na wyższy poziom wchodzi- tym bliżej Stwórcy.
Dlatego ja się nie buntuję,nie mówię" dlaczego mnie to spotkało"?
Rozumiem,że dlatego,aby poznać dane uczucie,poznać jak to jest,aby tym mocniej rozumieć bliźnich,którzy doświadczyli bólu,rozpaczy,samotności,bezradności,braku perspektyw,braku miłości i innych tragicznych doswiadczeń.

Posted

Epe kochana, oczywiście, że cierpinie jest dla naszej duszy dobre, bo jak stal hartuje sie w ogniu, tak dusza ludzka w cierpieniu i nie ma innej drogi niestety ... Spokój, dobrobyt, powodzenie rozleniwiają i bardzo spłycają, dosć popatrzeć na "gwiazdy", ktore z materialnego punktu widzenia osiągnęły wszystko, a nawet dużo więcej, a potem walą sobie w żyłę albo w łeb. Bo nie mają duszy, bo ją w sobis stłamsili i są - byli tylko garstką odruchów, a to nie uchroni przed upadkiem. Niewątpliwie cierpienie uszlachetnia.
Kto nie był nigdy w serca potrzebie, tego nie chcą na ziemi i nie chcą go w niebie.
Trudno mi powiedzieć, czy ja siębuntuję, ale myślę, że w pewnym stopniu tak. Ze względu na Bonię, że tak chorowała, cierpiała, była unieruchomiona i niczemu nie winna - to najbardziej.

Posted

Mam o to żal sama do siebie ale tak, buntuję się i dopuszczam do siebie myśli czemu inne żyją na wózku i im się udało a jej nie :-( Czy inne są mniej kochane ? Nie ! Więc dlaczego ona nie dostała tego, co one dostały, szansy na dalsze życie kochaną, choćby na wózku :-(

Posted

Mnie dane było zajmować się nią, pokochać ją, ona była mi dana jako bilet do podnózka Stwórcy, ale co jej było dane ? Czy mam prawo o to pytać ? Jak i gdzie umiejscowić tu cierpinie niewinnego stworzenia ? czyżbym była jednak człowiekiem małej wiary ?
od poczatku czułam, że ona daje mi więcej, o wiele więcej niż ja jej. Moze dlatego nie mogę się pogodzić z jej odejściem. Odejście uckochanej istoty boli, ale warto kochać. Bez tego jesteśmy tylko formą, pustą skorupą. Miłość zapala w trj skorupie światło.
Być moze do końca życia, a na pewno długo jeszcze będę zadawać sobie pytanie, czy mogłam być dla niej lepszą opiekunką.

Posted

Za całą tego życia niedorzeczność,
będzie nam dany przystanek wieczność,
będzie tam spokój i zawierzenie,
co precz odepchną wszelakie cierpienie,
to nie jest złuda i to nie są czary,
do tego trzeba odwagi i ..... wiary

Posted

Ewo!
Ja myślę,że Bonia stanęła na Twej drodze,abyś doznała tak wielkiej miłości-te inne psy żyją na wózkach,ale nie wierzę,że są tak kochane.
Muszę Ci napisac,że Twoja miłość,tak głęboka,tak czuła,taka bezgraniczna-moja do Zuzi wydaje mi się taka mała:oops:
I mimo,że tak cierpisz,to zaczynam Ci zazdrościć. Jesteś zanurzona w tej miłości i tylko ona się liczy.
Może o to chodziło? To chciała Ci Bonia ofiarować? Może nie chodziło o cielesną opiekę?
To Wasze dusze się pokochały,szkoda,że tu na ziemi liczy się ta bliskość fizyczna- tak to już stworzone zostało.

Posted

Epe, miłości sie nie licytuje ani nie porównuje, tylko nosi w sercu i żyje z nią i dla niej. Zuzia jest Twoją miłością i wartością, a Bonia moją. Nikt nam tego nie odbierze, nikt nie ma takiej mocy.
Miłośc jak małe ziarenko z wiatrem życia leci, ale kiedy wiatr ten go w sercu zasieje, to tylko razem z sercem wyrwać ją można.
Nie na skale kruszyły się kopie rycerzy i topory drwali,
ale na żdżble trawy, na tym, co kochali

Posted

Chyba tak, chyba jednak nie chodziło tylko o ficzyczn a opiekę - ona była po prostu środkiem, budującym więż.
Nie mogło tylko o to chodzic, to nie mogło sie tak skończyć.

Posted

Dla ciebie Bonusiu, Ewo - dla Was.

[SIZE=2]F[SIZE=2]ranciszek J. Klimek

Zapłacz,

[SIZE=2]kiedy odejdzie,

jeśli Cię serce zaboli,
że to jeszcze za wcześnie
choć może i z Bożej woli.

Zapłacz,
bo dla płaczących
Niebo bywa łaskawsze,
lecz niech uwierzą wierzący,
że on nie odszedł na zawsze.

Zapłacz,
kiedy odejdzie,
uroń łzę jedną i drugą,
i - przestań
nim słońce wzejdzie,
bo on nie odszedł na długo.

Potem
rozglądnij się w koło,
ale nie w górę;
patrz nisko
i - może wystarczy zawołać,
on może być już tu blisko...

A jeśli ktoś mi zarzuci,
że świat widzę w krzywym lusterku,
to ja powtórzę:
on wróci...
Choć może w innym futerku

Posted

Piękna słowa Izadoro, dziękuję ci za nie.
Byłam w Dębogórze, posadziłam Bonusi na górce pod lasem tam, gdzie leży razem z Brendą i staruszką Luną srebrny świerk.
Od piatku nie mogę normalnie spać, snuję się nocami po domu z jej zabaweczką - pluszowym pieskeim, kupionym dla niej przez Ciocię Bekę, ktory razem z nią przyjechal z Konstancina.
Babcia spytała mnie, co zrobię kiedy Oni - moi Dziadkowie - odejdą, skoro tak rozpaczam po psie.
Ja sama nie sądziłam, że tak mnie to poruszy, tak zaboli, a przecież wiedziałam, że jest bardzo chora :-(

Posted

Nie wiem jak się pozbierać choć wiem, że powinnam :-(
Dla mnie nie mażadnej róznicy pomiedzy odejściem takiego stworzenia a kogoś bliskiego - ona była mi bliska.
Jest już wolna. to sobie samej zawsze powtarzam, kiedy ból staje się zbyt dojmujący.
Zwróciłam jej wolność.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...