JoSi Posted July 15, 2008 Posted July 15, 2008 Wyszłam z Frotką na spacer, umocowałam w pojeździe a pod śmietnikiem czekali bezdomni z działek ze zdobyczą. Wręczyli dla Frotki nowe opakowanie pampersów dla ludzi zupełnie nietknięte. Znaleźli wyrzucone. Tak było wczoraj bo dzisiaj zaczęło się małe tornado od dzwonka listonosza. Cztery psy rzuciły się ratować dom z ujadaniem i podskokami co spowodowało wyciśnięcie z pampersa i śpioszka Frotki dosyć miękiej koo.. na podłogę i prawie na wszystko. Sunia była cała brudna, podłoga, moje spodnie i bluzka brudne, jedna poduszka z wersalki też oberwała no a zapach odpowiedni wciskał się wszędzie. Musiałam wymyć psa, naoliwić, zmienić pieluszkę i śpioszek, przyszyć poduszeczki do czystego, na koniec przebrać się sama. Sunia jest już prawie wyczesana z podszerstka, jeszcze tylko trochę futra zostaje na szczotce, obcięte odrasta. Tak dobrze, że jesteśmy razem na dobre i trochę gorsze. Spacery są coraz łatwiejsze, mniej akustyczne i bez wywracania wózka. Quote
Fasolka Posted July 15, 2008 Posted July 15, 2008 Kiedy spacerowałam z Gizmem (sparaliżowanym ale pełnym życia buldożkiem f.) to pytałam takich ludzi jak ta opalajaca się dama czy są pewni i skąd to wiedzą, że on cierpi? Bo nie ma przykrzejszej rzeczy niż patrzenie na cierpienie zwierzaka... A Gizmo biegał na tych swoich terenowych kółkach, ganiał po dołach, górach, krzakach, wodzie i tylko mu się pychol śmiał :-) W ogóle nie wyglądał na cierpiacego psa... A jak ktos się na niego zaczynał gapić stawał na przeciwko i patrzył prosto w oczy - taki to pewien siebie facecik ;-) Myślę, że niektórym ludziom świat się niezgadza jak ktoś robi coś inaczej niż oni i ubierając to w rzekomo w dobrej intencji słowa usiłują zaprowadzić swój porządek... Czyli porządek świata bez niepełnosprawnych, również zwierząt... A bezdomni, którzy Ci przynieśli pieluchy - suuuper!!!! :-) I takie cudna ta Twoja gromadka :-) Piękne zdjęcia :-) Quote
JoSi Posted July 16, 2008 Posted July 16, 2008 Fasolko, ta pani była wściekła, że jej przeszkadzamy w kontemplacji utrwalania zmarszczek a nie zmartwiona stanem suni. To wynikało z całości monologu, którego nie warto cytować. Obecnie Frotka przesypia w ciągu dnia tyle co reszta psów, nie łazi za mną gdy się ruszę, jest naszym psem w swoim stadzie. Ona to WIE. Jej nerwowość wynikała z mojej niepewności, teraz jest zdecydowanie spokojniejsza. Głaszczę ją i przytulam do woli, dawniej nie chciałam jej aż tak przyzwyczajać do siebie i martwiłam się na myśl o rozstaniu. Psy lepiej czują od nas, nie trzeba im słów. Gdy siedzę przy komputerze, cztery psy są obok, gdy idę do łóżka, wszystkie przemieszczają się do sypialni. Koty różnie, lubią zmieniać miejsca, cztery na ogół śpią ze mną w różnych układach. Quote
Fasolka Posted July 16, 2008 Posted July 16, 2008 JoSi napisał(a): Obecnie Frotka przesypia w ciągu dnia tyle co reszta psów, nie łazi za mną gdy się ruszę, jest naszym psem w swoim stadzie. Ona to WIE. Jej nerwowość wynikała z mojej niepewności, teraz jest zdecydowanie spokojniejsza. Głaszczę ją i przytulam do woli, dawniej nie chciałam jej aż tak przyzwyczajać do siebie i martwiłam się na myśl o rozstaniu. Psy lepiej czują od nas, nie trzeba im słów. Gdy siedzę przy komputerze, cztery psy są obok, gdy idę do łóżka, wszystkie przemieszczają się do sypialni. Koty różnie, lubią zmieniać miejsca, cztery na ogół śpią ze mną w różnych układach. Psy lepiej czują od nas, nie trzeba im słów :loveu: JoSi - Wielka racja!!!! :loveu: Cieszę się, że tak Wam dobrze i że Frotka juz WIE, że jest u siebie... I cudne jest to, że tak Ci towarzyszą :-) Quote
JoSi Posted July 17, 2008 Posted July 17, 2008 Chodziłyśmy z Frotką w wózeczku na spacerze i spotkałyśmy znajomą. Pani bardzo się przestraszyła, zalała pytaniami czy tak się suczce pogorszyło. Przypomniałam sobie spotkanie z tą osobą pare dni wstecz, gdy Frotka bez wózka zapychała po łące a ona, jak się okazało, myślała, że pies chodzi. Quote
JoSi Posted July 19, 2008 Posted July 19, 2008 Frotka - mała fabryczka strachu produkowanego na mój użytek. Znów ma zaczerwienione lewe kolano a jeszcz doszły zaczerwienienia kostek u obu stóp. Nie mam pojęcia jak sobie te kostki obija, moze o wózek gdy rusza łapami. Ostatnie dni przemykamy się między przelatującemi opadami. Właśnie grzmi, trawa jest mokra i Frotki na nią nie puszczam. Jest taki pijaczek osiedlowy, który na mój widok dostaje nerwowej czkawki i stale się czepia. Siedział sobie z kolegami na ławeczce i kategorycznie wrzasnął: niech pani tego psa uśpi! Stwierdziłam z całym spokojem, że jego to owszem, chętnie bym uśpiła bo i tak płakać po nim nikt nie będzie. Koledzy ryknęli śmiechem i może da mi spokój. Proponuję korektę w stopniowaniu przymiotnika "zły": zły, gorszy, człowiek. Quote
black_cat Posted July 19, 2008 Posted July 19, 2008 JoSi napisał(a): Proponuję korektę w stopniowaniu przymiotnika "zły": zły, gorszy, człowiek. zgadzam sie i podpisuje pod propozycją Quote
red Posted July 19, 2008 Posted July 19, 2008 Josi, dokładnie tak jest, ja na co dzień toczę walkę z ludźmi, starszymi, którzy latają do kościoła a trują koty, zamykają okienka, pomimo, że są malutkie kotki w piwnicy, a ja je otwieram, bo umarłyby z głodu. I tak codziennie ... straszą mnie policją itd itp. Quote
black_cat Posted July 19, 2008 Posted July 19, 2008 to tak jak jedna baba gdy wzielam mojego psa na rece bo strasznie szczekal i chcialam go uspokoic, tak smiesznie zaczal ziewać, a ona do mnie ze powinnam go uspic bo juz stary jest ;/ Quote
JoSi Posted July 20, 2008 Posted July 20, 2008 black_cat napisał(a):to tak jak jedna baba gdy wzielam mojego psa na rece bo strasznie szczekal i chcialam go uspokoic, tak smiesznie zaczal ziewać, a ona do mnie ze powinnam go uspic bo juz stary jest ;/ Dwa lata temu, gdy ocieplali bloki, przeżyłam koszmar. Założono nowe okienka w piwnicach z kratkami, przez które koty nie mogły się wydostać. Zaalarmowałam wszystkie możliwe instytucje z administracją na czele a odzew był zerowy. TOZ w końcu podobno interweniował, powiedzieli, że nasza administracja stwierdziła komfort kotów u nas, chodzą swobodnie po klatkach schodowych. G.... prawda. Przez okienko w piwnicy (klatka obok) ktoś zobaczył młodego kociaka. Zdobyłam klucz od tej piwnicy i TZ wywalił nowiutką kratę, krótko mówiąc zdewastował, otworzyliśmy okno a na drugi dzień kotka z czterema kociakami była już na zewnątrz. Ale ile z tych kotów zginęło? Sposobem na dewotki/dewotów jest cytowanie Jana Pawła II: "Jak można kochać Boga, którego się nie widzi, nie kochając wszystkiego co stworzył?". Oczywiście nikt nie słyszł tego, co Papież mówił u nas, będąc ostatni raz. Wygląda na to, że tylko ja, głęboko niewierząca, wysłuchiwałam wszystkich chomilii siedząc przed telewizorem a nie wrzeszcząc "niech żyje Papież" i zagłuszjąc słowa tak mądrego Polaka. Na szczęście dzięki Frotce mam częste i dobre rozmowy, ludzie się otwierają. Tłomaczę, że taki pies i tak ma większe szczęście od tych, co siedzą pozamykani w domach zamiast jeździć na wózkach, od dzieci do dorosłych. Przeważnie spotykam się ze zdziwieniem: nie wiedziałam/em. Totalny brak wyobraźni. Quote
JoSi Posted July 21, 2008 Posted July 21, 2008 Moniu, za każdym razem, gdy przypinam Frotkę do wózka, myślę ze smutkiem o Dżekusiu i wielką wdzięcznością o TOBIE. Jestem Ci wdzięczna za radość Frotki. Quote
Monia70 Posted July 21, 2008 Posted July 21, 2008 Joasiu , kochanie a ja za każdym razem kiedy tutaj wchodzę, kiedy pomyślę o Froci i Tobie jestem szczęśliwa.Moje serce się raduje, jak wiem, że kawałek "druta" specjanie wygiętego i przymocowanego do 2 kółek dało Frotce życie.Dało wam szczęście. Choc często łzy stają mi w oczach kiedy patrze na tą małą , szaloną panienkę , gdy śmiga na wózku... Dżekuś nie doczekał tego :-( Mimo , że 5 sierpnia minie rok kiedy powędrował w moich ramionach w stronę słońca , nie ma dnia , żeby to nie bolało. Ale wiem, że wszystko ma swoje miejsce w życiu.Jego życie, jego smierć, ten wózek, Frotka w Twoim domu....wszystko to jest jakos ułozone. JoSii, jesli mogę.... To Dzekulek , kilka miesięcy przed odejściem.Jeszcze maleńki aniołeczek dreptał na swych króciótkich łapeńkach... [URL]http://pl.youtube.com/watch?v=cQFlhZWH8wM[/URL] Quote
Panca Posted July 21, 2008 Posted July 21, 2008 Monia70 poplakalam sie ...tak bardzo Cie rozumiem jak strasznie boli odejscie ukochanego psiaka....25.07.08 bedzie rok jak nie ma Gapa:-(:-(mam drugiego psa ale Gap na zawsze pozostanie w mej pamieci ..sa dni kiedy strasznie za nim tesknie...w rocznice jade nad morze i od razu popedze na jego grob bo tam go pochowalam w pieknym miejscu na wydmie, z widokiem na morze ktore tak bardzo kochal:-( przepraszam ze wcisnelam prywate na watek Froci ale to dla tego ze po odejsciu Gapa rowniez oddalam jego leki i specjalistyczna karme potrzebujacemu pieskowi w schronisku.... Quote
JoSi Posted July 22, 2008 Posted July 22, 2008 Dziewczyny, tak pięknie piszecie o swoich psach, które żyją w nas, jak i moja ukochana collie, Szirin, która odeszła 14 lat temu (we wrześniu). Nikt i nic ich nie zastąpi, czuję ją przy mnie razem z niewidomym kotem, Behemotem. Moja największa przyjaciółka pomagająca wychowywać dzieci, mój malkontent skrzywdzony przez ludzi. Ech... Synowi emocje opadły a więc wrócił rozum. Opowiedział ciekawą historię o ojcu kolegi, który miał poważną kraksę na Zakopiance z dwoma bokserami w skiereszowanym samochodzie. Jedn bokser wyskoczył przez rozbitą szybę, drugiego zaklinowały siedzenia. Ciężko ranny kierowca nie chciał być zabrany przez pogotowie, chyba że z psem. Pracownicy pogotowia nie mieli wyjścia, wyciągnęli i zabrali psa, właściciel czuwał, stracił przytomność już pod szpitalem. Syn tego pana zaopiekował się psem, drugiego szukał przez ogłoszenia i obietnice nagrody. Po dwóch miesiącach bokser się znalazł w dobrym stanie, ludzie go złapać nie mogli ale karmili i dbali, żeby nagroda nie przepadła. Bokser z pogotowia miał kręgozmyk i już nigdy nie chodził na tylnych nogach tylko na szaliku. Quote
majqa Posted July 22, 2008 Posted July 22, 2008 JoSi napisał(a):Dziewczyny, tak pięknie piszecie o swoich psach, które żyją w nas, jak i moja ukochana collie, Szirin, która odeszła 14 lat temu (we wrześniu). Nikt i nic ich nie zastąpi, czuję ją przy mnie razem z niewidomym kotem, Behemotem. Moja największa przyjaciółka pomagająca wychowywać dzieci, mój malkontent skrzywdzony przez ludzi. Ech... (...). Takie zwierzaki zawsze pozostają w sercu. Każdy kolejny jest równie kochany ale nie ma dwóch takich samych miłości. Quote
Wisełka Posted July 22, 2008 Posted July 22, 2008 Monia70 napisał(a): To Dzekulek , kilka miesięcy przed odejściem.Jeszcze maleńki aniołeczek dreptał na swych króciótkich łapeńkach... http://pl.youtube.com/watch?v=cQFlhZWH8wM Aż serce ściska :-( Quote
JoSi Posted July 23, 2008 Posted July 23, 2008 Codziennie o 19.30 wychodzę z samą Tusią na ostatni spacer przy okazji zabierając śmieci. Tusia siedzi w torebce więc robię za kangura. Wczoraj, już na chodniku, zobaczyłam panią z pierwszej klatki. Stała wrzeszcząc na swoją sukę, która coś jadła na trawie przed innym blokiem. Suka nie reagowała, pani się wściekła, powiedziała "idź w cholerę, nie mam czasu", weszła do swojej klatki zamykając bramę. Gwizdnęłam na Dalję, pani wróciła i czekała co z tego wyniknie. Po jakimś czasie uało mi się skłonić psa do powrotu, złapałam za obrożę, wygłaskałam. Ta suka nigdy nie chodziła luzem. Podeszła kobieta z twarzą Bazyliszka i smyczą, pies się skulił, czyli wiadomo: bity. Dwie torby śmieci gdzieś wcięło, zupełnie nie wiedziałam czy wyrzuciłam. Tusia zrobiła co miała, wracamy a pod moją bramą stoi biała torba ze śmieciami. Gdzie czarna? Zabrałam, poszłyśmy do śmietnika, znów wracamy i spotykamy pana Tadeusza, który mówi - ktoś ukradł moje śmieci. -Ja ukradłam - stwierdziłam ponuro. -A, to dobrze, już myślałem, że mam coś z głową, poszedłem na chwilę do piwnicy. -To ja mam coś z głową. Uprzejmie nie zaprzeczył. Godzina 21-wsza, ostatni spacer Ryfki i Fafika. Spotykamy jeża maszerującego za blokiem przez ścieżkę spacerową. Fafik podniecony, koniecznie chciał powąchać tego jeża więc mu pozwoliłam. Był jak zwykle na smyczy i w kagańcu, dopadł kolce w trawie, odskoczył gwałtownie i całą dlugość smyczy owinął wokół lampy. Łapki Frotki bez zmian, ona sama o wiele grzeczniejsza. Quote
black_cat Posted July 23, 2008 Posted July 23, 2008 Mogłaby Pani książkę pisać, super się czyta:) Quote
Wisełka Posted July 23, 2008 Posted July 23, 2008 black_cat napisał(a):Mogłaby Pani książkę pisać, super się czyta:) Jestem za! JOSI wydaj może jakąś książkę. Co Ty na to?? :lol: Dorobisz się fortuny i będziesz mogła pomóc całej masie takich uroczych Frotusi :loveu: :loveu: :loveu: ;) Quote
JoSi Posted July 24, 2008 Posted July 24, 2008 Witam serdecznie!!!! Zwracam się z ogromną prośbą o wsparcie finansowe i mailowe dla Wspaniałego Człowieka... Tomasza!! Tomasz jest synem Pani Krystyny Sroczyńskiej, prezesa Fundacji EMIR, której jestem wolontariuszem!! Fundacja EMIR pomaga bezdomnym zwierzętom, likwiduje schroniska w których psy umierają w cierpieniach, likwiduje pseudo hodowle w których psy są rozmnażane w koszmarnych warunkach. EMIR jest na każde skinienie psa...., kota....czy każdego innego zwierzęcia!! Niestety! Teraz EMIR potrzebuje pomocy!!! Spalił się dom syna Pani Krysi...Tomka! Stało się to nocą i Tomek wraz z rodziną został praktycznie... w piżamie!!! Nawet w TAKIEJ nie zapomniał o zwierzętach, które miał pod opieką!!!!!! Razem z rodziną ratował je narażając życie!!! BARDZO, BARDZO PROSZĘ O POMOC!!!!! Jeśli nie finansową to mailową!! Bardzo proszę o rozesłanie poniższego maila we wszystkie możliwe miejsca, do wszystkich znajomych!!!!! ONI NAPRAWDĘ NA TO ZASŁUGUJĄ!!!!!!!!!!!! Oto treść maila do rozesłania: ______________________________________________________________________________________________________________ Wiesz o tym??? Na gruzach tego, co było domem... gdzie mieszkała miłość i zwyczajne życie... Sześć cudem ocalonych istot, dziękuje Najwyższemu i małemu kotu... za ocalenie życia..." Tak zaczynają się słowa podziękowań pewnego człowieka o niezwykłym sercu i głębokiej wrażliwości - Tomasza Sroczyńskiego - współpracownika i syna założycielki Fundacji dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych EMIR (www.fundacja-emir.org) za dotychczas okazaną pomoc. W nocy - a właściwie nad ranem - z 15/16 lipca 2008r. całkowicie spłonął mu dom. Po przebudzeniu, Tomek zdążył jedynie wyprowadzić rodzinę - śpiące dzeci i żonę ... ,wypuścić psy - najstarszy syn pomagał ratować psy i małego kociaka... który w zasadzie im wszystkim uratował życie. Pozostałe koty, które były w domu zaginęły - nie wiadomo co się z nimi stało... najprawdopodobniej uciekły wcześniej, przez otwarte okna - na pogorzelisku nie znaleźli ich ciał. Dwa koty z czterech - już wróciły. Za pomoc w odnalezieniu 2 pozostałych Tomek wyznaczył nagrodę - mimo wszystko ma nadzieję, że odnajdą się żywe. Z ognia poza nimi i psami nie zdążyli uratowć niczego; dom po spaleniu trzeba będzie rozebrać aż do fundamentów... ONI - zostali w piżamach, bez niczego więcej... POTRZEBNA JEST KAŻDA POMOC !!! Tyle zostało z domu Tomasza Sroczyńskiego... http://picasaweb.google.pl/tomsro/Dom Jeśli ktoś chce oraz może wspomóc Tomka i jego bliskich, proszony jest o dokonywanie wpłat (każda kwota - nawet najmniejsza - jest bardzo ważna ! ) na konto Fundacji EMIR - Bank Śląski Nr 88 1050 1924 1000 0022 6878 6056 - z dopiskiem "pomoc dla Tomka" lub przesyłanie darów rzeczowych na adres: Fundacja dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych EMIR - Oddział, ul. Słoneczna 4, 96-321 Żabia Wola. Pozdrawiamy. Wolontariusze Fundacji EMIR _______________________________________________________________________________________________________________ Pozdrawiam, Ania Adamska Quote
JoSi Posted July 24, 2008 Posted July 24, 2008 Ta "pani" to przez filmik z występów w "kundlu" ? Sobie wypraszam, jesteśmy koleżankami. Przesyłam maila DIF, tragiczna sytuacja. Czy ktoś jedzie z Krakowa do W-awy samochodem? Znalazła bym jakieś rzeczy do przekazania, np. kołdrę, ale te paczki są takie drogie !!! Quote
Monia70 Posted July 24, 2008 Posted July 24, 2008 Też myslałam o paczce ale koszta są ogromne:shake::-( Więc będa pieniążki na konto. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.