Neigh Posted November 16, 2007 Posted November 16, 2007 Z kotem było tak: wracałam z dzieckiem z gimnastyki........do nas na wieś. Jadę, patrze przy drodze na takim niby "parkingu" - fragment ubitego pobocza pod lasem - siedzi kociak................i łypie. Ciemno już było. Jak myślicie co zrobiłam? Ano po hamulcach, szybki nawrót i na ten parking. Kot w las.......kulejąc. No to wysłałam moją Zuzię. Ona ma 9 lat.......i dar. Wszystko do niej lezie, poza tym mała, to mniej straszna. Dziecko niestety wdało się w matkę..........doszła do lasu zawodząc kici kici. Chwilę się zawahała.....obejrzała na mnie. A to wiecie........ciemno, las, zero latarni i ....wlazła w głąb. No bomba. Wrzuciłam awaryjne i zastanawiając się kto się zaraz zatrzyma, żeby dać nam w łeb...........rzuciłam się za Nieodrodną Córką Swojej Matki. ( czyli cholera jasna mnie....... w odniesieniu do "swojej matki"). Słuchajcie to było nieprawdopodobne zewsząd dochodzł miaukot. Mama ich tu jest dużo - wyszeptało moje dziecko. Zaczęłyśmy obie łażąc na czworakach wabić koty. Nic nie było widać. Nagle zobaczyłam zbliżający się kształt......cicho pojękujący. Zamrłam wstrzymując oddech. Kształt doszedł do mojej ręki. Chwyt! I mam! - z rąk zwisa mi wierzgający, drapiący przerażony kot. Rękę mam podrapaną do krwi......ale nie puściłam! Wiedziałm, że jak puszczę, drugiej szansy złapania nie będzie. Zuzka dawaj kurtkę!!!! Dziecko zdarło z siebie kurtkę, zmumifikowałysmy kota, żeby uniknąc pazurów. Wracamy zarządziłam........mamaaaaaaa - wyjęczał łzawo stwór bez kurtki. Nie ma o czym gadać. Zaraz nas tu ktoś zamorduje, po ciemku ich nie wyłapiemy. Poza tym jak je utrzymasz??? Nie mamy transportera............do samochodu, ale już....!!!! Okazałam się jędzą..... W samochodzie przerażony kształt właczył motorki..........cieeeeeepło:smile:. I tym sposobem mam : czarną kotkę, noc z głowy........świadomośc możliwej masakry na drodze. Umówioną kociarę na jutro, naszykowane żarcie i transporter., JA JUŻ NIE CHCĘ MIŁOŚĆI DO ZWIERZĄT!!!!!!! W piątek wraca mój TZ - fakt zna mnie.......fakt ma nadal ogromną słabość. ( do mnie niby)....... Ale wiecie........to ma swoje granice. Tak napisałam jakiś miesiąc temu. A tydzień temu zaczął się regularny dramat. Quote
Neigh Posted November 16, 2007 Author Posted November 16, 2007 No była historia na stronę i się nie zapisała :angryy: Quote
Neigh Posted November 16, 2007 Author Posted November 16, 2007 Będzie w odcinkach: Kotka została odrobaczona, odpchlona i przez 3 tygodnie z leśnego zamorka zmieniła sie w kota do kota podobnego z błyszącym futrem itp. Po tym czasie pojechałam na szczepienie........miała niebawem jechać do własnego domu. Dom był zakocony i dobrze sie zapowiadający.... Podczas wizyty usłyszałam: jest kotna. Natychmiastowa sterylka potrzebna, potem będzie to niebezpieczne, za duże krwawienie. Ok. Sterylizacja przebiegła bez problemu. Po tygodniu w zeszły piatek pojechała do nowego domu, który obiecał sam kota zaszczepić. Jednak jej tam nie zostawiłam. Mam tak, ze jeśli mam cien wątpliwości kota nie zostawiam. Tu cień był sporych rozmiarów......... Gdy zła wracałam do domu nie miałam pojęcia że ratuję jej zycie. W domu zjadała połowę kolacji - szok bo zwykle wchłaniała bez oporów wszystko i każdą ilość.... No ale mogła się zestresować podróżą. Potem była sobota.........dalej nie chciała jeść........ Quote
Neigh Posted November 16, 2007 Author Posted November 16, 2007 W sobotę nie jadała, ale nic się poza tym nie działo. Temperatura w normie. Kupa ciut lużna, ale zdecydowanie nie biegunkowa...... A jednak......jakiś czas temu straciłam dwa kociaki na panleukopemię. Lęk pozostał. Kiedy wieczorem zwymiotowała.......pognałam do najbliższej czynnej lecznicy. Przekonywałam, ze to moze być to. Potraktowano mnie jak rozhisteryzowaną wariatkę, kotka została na obserwacji. W niedzielę rano przez tel poinformowano mnie, ze nic się nie dzieje złego. Nie wymiotuje nie ma gorączki, biegunki. Domagałam się jednak badań. Do kotki pojechała nieoceniona Tajdzi ( ja w niedzielę pracowałam). Wymusiła badania........ Około 14 dostałam telefon - pani przypuszczenia sie potwierdziły. No i co z tym kotem dalej? Zatkało mnie. Przecież to nie ja jestem wetem do diaska!. Dowiedziałam sie, ze leczenie będzie drogie........tu zawieszono głos ...........proszę się zastanowić.......to przecież nie pani kot. Czyli mam mu pozwolić umrzeć?!! RATUNKU!!!!! Na szczęście wiedziałam gdzie wołać o pomoc. Tajdzi pognała z kotem na Białobrzeską......dotarła tam Jana ( z miau) z Foką. Foka przeszła panleukopenię.......jest "ozdrowieńcem" oddała Małej krew. DZIĘKI DZIEWCZYNY!!!!!!!!!!! Bezimienna dostała neupogen, tfx. Czułam się jak na seansie z akupunktury. Miliony zastrzyków......Patrzyłam bezsilna, a z małą było coraz gorzej. Po 5 godzinach kroplówek i zastrzyków została przewieziona do innej lecznicy. Miała tam spędzić noc pod kroplówką. Dzwoniłam tam co 3 h. Mieli mnie dość........ale za każdym razem bałam się, że usłyszę .........przykro mi odeszła. Rano nadal żyła......Gdzieś tam pojawiła się nutka nadziei..to był poniedziałek Quote
Neigh Posted November 16, 2007 Author Posted November 16, 2007 We wtorek zaczęła się krwista biegunka.........w sposób niekontrolowany lała się z niej "woda z krwią". Znów zaczęłam się bać. I wtedy usłyszałam: mała, czarna jest mocna. Nie da się. I fakt - życia trzymała się kurczowo i konsekwentnie. Kiedy w pewnej lecznicy ( podać, że na Tatarkiewicza? ) pytając o możliwośc umieszczenia kota usłyszałam przez tel 50 zł dziennie + kroplówki. Nie wiem czy to się pani opłaca....... Nerwy mi puściły ........i wysyczałam..........." a o tym to zadecyduje Matka Natura" + pierdut słuchawką. No fakt - rachunek jest ( jak dla mnie kosmiczny), ale powiedzcie mi proszę co miałam robić? Miałam pozwolić jej umrzeć? Miałam nie zapłacić za kroplówki, bo za te same pieniądze można zaszczepić i wysterylizować kilka "śmietnikowych" miotów? Czy mogłabym życ z poczuciem, ze nie próbowałam jej pomóć tylko ze wzgędu na "brak opłacalności"??? Quote
Neigh Posted November 16, 2007 Author Posted November 16, 2007 W środę zaczęła się stabilizować. Od wczoraj jest w domu:loveu: Wiem że: nie umiem robić kroplówek warto mieć przyjaciół mała, czarna i mocna - to tylko KAWA:-) Nie jest bezimienna. Ma na imię Kawa. Wyszła z panleukopemii. Zawdzięcza życie Tajdzi, Janie, Foce, ...........- nie pamietam nicka I wetkom - doktor Adzie i doktor Dominice. Dostała imię na szczęście. Nadal jest bardzo słaba. Ale dała radę. Szuka domu. Takiego, gdzie Ktoś zrozumie jak cennego ma kota. Kota który komuś innemu moze uratować życie. NIewielu dało radę tej strasznej chorobie ONA dała:-). Moja mała, dzielna Kawa. Musi jechać na indestinalu i convalescence. Jej rachunek to ( do tej pory) 550 zł. Bardzo Was proszę pomóżcie :oops:.......to naprawdę astronomiczna kwota. Mam różne rzeczy na bazarki. Nie umiem jednak wystawiać..... Cena życia ........500 zł. I kto sie odważy powiedzieć.....a moze nie warto było??? Quote
Kanzaj Posted November 17, 2007 Posted November 17, 2007 Boże Neigh - po prostu brak mi słów... Dziękuję Ci za Jej życie, życie, o które przecież zawsze warto walczyć..., eh, komu ja to mówię?... Przykro mi, że na razie nie mogę wesprzeć Was finansowo, bo moje 12-o osobowe psio-kocie stado pochłania każdą kasę, na razie więc przesyłam ciepłe fluidy... (musimy się kiedyś poznać osobiście) Quote
Ziutka Posted November 17, 2007 Posted November 17, 2007 Neigh....nie mogę załadować zdjęć na serwer :( Quote
Ziutka Posted November 17, 2007 Posted November 17, 2007 Ufff....:mdleje: :mdleje: :mdleje: :mdleje: męczyłam się z dogo do tej pory żeby wstawić te foty (tak wolno chodzi :shake: :angryy:) ale cioteczko udało się....zresztą wiesz, że dla Ciebie wszystko :loveu: P.S. Bardzo są potrzebne pieniążki....pomóżcie :-( Quote
malagos Posted November 18, 2007 Posted November 18, 2007 To forum nadal działa niedobrze... Kochana Kawusia i kochana Neigh! Teraz powinno być tylko lepiej. w sprawie bazarku zwróć się moze do Zmysła, mi pomógł bardzo. Moze ja też czegoś poszukam w chałupie, by wystawić...Ta jednak poważna suma. a co sie stało z resztą kociaków w lesie? Udała sie akcja wyłapania? Quote
BoWa Posted November 18, 2007 Posted November 18, 2007 Neigh, cieszę się,że Ci się udało :loveu: i wiem, jak to jest, bo sama tego doświadczyłam. Podaj numer konta, to poproszę św. Mikołaja,żeby Ci przelał troszkę gotówki ;) Kawa jest piękną kocią i trzymam kciuki, żeby już było bez stresów ! Quote
malagos Posted November 18, 2007 Posted November 18, 2007 Komu Kawusię na sniadanko? Najmilsza chwila poranka.... :cool3: Quote
Miki Posted November 19, 2007 Posted November 19, 2007 Piję małą czrną i myślę o Tobie śliczna, dzielna kawo i o Twojej nieocenionej przyjaciółce. Jesteście obie wspaniałe :loveu: ale na dogo nie ma nowych postów :mad: W czasie akcji z Frodem nie mogę pomóc finansowo, ale na bazarek pewnie bym coś znalazła, tylko nie wiem co to może być i nie jestem w stanie się tym zająć.:oops: Jak dziś czuje się mocna Kawa? Quote
Neigh Posted November 19, 2007 Author Posted November 19, 2007 Oj problemy są z tą dogomanią niesamowite. Ze 3 posty już mi się tu nie zapisały........:((( No więc : a. reszta kociaków............udało się znaleźć tylko jednego - leżał przy drodze....Reszta zapadła się pod ziemię. Nie chciałam im tam zostawiać ( wystawiać ) jedzenia. To bardzo niebezpieczne miejsce. b. Kawa dziś lepiej. Wczoraj miała goroczkę - prawie 40 stopni. Ja jestem bez samochodu nadal. Tajdzi jezdziła.......kurs Białostocka - Śreniawitów. Juz jest lepiej. Podobno leukocyty za bardzo poszły w górę i organizm tak się broni. Efekt - dziś muszę zapłacić rachunek - 610 zł. Wieczorem Kawa ma jeszcze jedną wizytę u weta ( cały czas ma niewyjęty veflon). Sformułowanie "leże finansowo" jest zbyt delikatne...... Quote
Neigh Posted November 19, 2007 Author Posted November 19, 2007 A może ktoś wie jak się robi - zasady, sposób itp allegro cegiełkowe? A i jeszcze Wpłaty: eva - 30 zł Wieeelkie dzięki i głęboki dyg Quote
Neigh Posted November 19, 2007 Author Posted November 19, 2007 Dogo nadal kiepsko działa. Kawa została na noc w lecznicy. Niestety kolejna kroplówka..........dziewczyna wprawdzie nie ma biegunki,.......ale jest nadal odwodniona i jakaś taka mało żwawa:(. Eeeee czasem to nie mam siły......... Quote
Neigh Posted November 20, 2007 Author Posted November 20, 2007 Właśnie ją odebrałam z lecznicy. Rachunek dobił 700 zł. Mała musi dostawać kroplówki podskórne. Ma zaburzenia w "gospodarce elektrolitowej". Ja mam debet na koncie i kompletny brak finansowania dalszego lecznia. Nie wiem co robić. Naprawdę nie wiem. Quote
Mraulina Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 Robienie kroplówek to nie filozofia. Kochana: kupujesz w aptece glukozę do iniekcji i płyn wieloelektrolitowy. Oraz strzywawki 20 ml + igiełki 0,8. Podgrzewasz glukozę i płyn do ok. 40 stopni. Nie można podawać kroplówki chłodnej, jak to robią niektórzy weci, bo to zaburza bilans cieplny. No i wstrzykujesz podskórnie - w przypadku odwodnionego kota średnich rozmiarów ok. 120 ml (60 glukozy - 60 płynu wiel.) dziennie, rano i wieczorem. Kroplówka najlepiej wchłania się w ciepełku (termoforek). Kotek powinien być w cieple, ale bez przesady. Koszt dzienny takiej sprawy to jakieś 6 zł. Dobrze by było skombinować scanomune - ale podawać dopiero wtedy, kiedy ruszy przewód pokarmowy, i bez osłonki (zawartość kapsułki wysypujemy na łyżkę, merdamy z wodą, wsysamy do strzykawki - i do pysia). A o tym, że kot spędza noc pod kropłowką... pierwszy raz słyszę. Zmień przychodnię. Quote
Neigh Posted November 20, 2007 Author Posted November 20, 2007 A zaliczyłam już trzy przychodnie:-). Trudno zeby nie spędzała nocy, jeśli podanie kroplówki trwa tak na oko 3- 4 h. Jedna kropelka na 10 sec. Podawano około 250 ml. No to można sobie przeliczyć:-). Szczerze mówiąc już nie bardzo wiem na którą miałabym zmienić. Kroplówki sama nie zrobię. Przykro mi, ale nie dam rady. Nawet z zastrzykiem podskórnym mam problem. Quote
Mraulina Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 Strzykawa i już. Po co kropelki? Ja tam daję kroplówki od lat, nauczył mnie tego mój wet. Ratuj kota i tyle. Kroplówkę MUSISZ zrobić. MUSISZ. MUSISZ. Robię kroplówki od parunastu lat, problemy miałam tylko na początku. Quote
Mośka Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 Neight - poprosze nr konta na PW. Jestes Wielka! I nie zalamuj się - wszystko się ułoży. Quote
tajdzi Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 Mraulina napisał(a):Robienie kroplówek to nie filozofia. ....Dobrze by było skombinować scanomune - ale podawać dopiero wtedy, kiedy ruszy przewód pokarmowy, i bez osłonki (zawartość kapsułki wysypujemy na łyżkę, merdamy z wodą, wsysamy do strzykawki - i do pysia). A o tym, że kot spędza noc pod kropłowką... pierwszy raz słyszę. Zmień przychodnię. Mraulina, wybacz, ale twoje rady są nie na miejscu Pani Doc prowadząca KAWĘ zostawiła ją na noc na OBSERWACJĘ, nie tylko na kroplówkę W momencie, kiedy kot jest osłabiony, a stawiając go na blacie widzę, ze rozjeżdżają mu sie łapy - wybacz, ale sama go nieodratuję A odnośnie kroplówek, proszę miej na uwadze, że oprócz NaCL 1/2 z glukozą KAWA dostaje też baterię leków przeciwwymiotnych, przeciwbiegunkowych i przeciwgorączkowych Podawanie tych leków w nieznanych proporcjach może kota zabić Tak więc pani doc naliczyła nam za kroplówkę i za badanie krwi, a nie za pobyt przez noc - kiedy po prostu siedziała z kotem i sprawdzała, czy wszystko jest ok Cieszę się, że pojawiają się co i rusz nowe rady Tak samo dobre, jak "zabierz kota, zabierz, lepiej, żeby był u ciebie niż na ulicy, co z tego, ze masz panleukopenie i kolejny kot będzie umierał - zabierz zabierz i martw się o finanse" ... Będę murem stać za naszą panią doc, bo to ona wyrwała KAWĘ zza tęczowego mostu, ona codziennie przybiegała i sprawdzała, czy wszystko jest ok, często nawet jak nie miała dyżuru i ona codziennie odpowiadała na wszystkie nasze pytania co dalej robić, gdzie jechać, jak działać - w sytuacji kiedy reszta lekarzy miała jedno zdanie "a po co takiego kota ratować???!!!!" czekam teraz na lincz z waszej strony Bo pewnie się zaraz pojawi Ale miejscie na uwadze, ze wioząc KAWĘ co i rusz sprawdzałam czy żyje siedziałam zamiast w pracy - w lecznicach, żeby czekać na dorych wetów zawalałam sprawy w domu i nietylko, żeby KAWA przeżyła, żeby choć trochę pomóc Neigh, zamiast mówić "no dobra, twój kot, to weź coś rób, ale nie wymagaj odemnie niczego, poza komentowaniem" No i dodam, ze trzymanie na rękach kota, który co i rusz wyrywany jest zza tęczowego mostu nie należy do przyjemnych doznań Zwłaszcza, że to już 3 kot Bo przecież lepiej zabrać do zarażonego domu, zgodnie z radami doświadczonych, niż zostawić... Wybaczcie mocną ironię ale w zderzeniu z rzeczywistością, niektóre pomysły wydają się bezsensowne... w razie, gdyby ktoś chciał mnie opierdzielić, czekam na maile, może nie zaśmiecajmy wątku KAWY Zwłaszcza, że teraz stoimy z bardzo banalnym, ale niestety mocno upierdliwym problemem, jakim jest kasa - a w tym, mam nadzieje, Neigh uzyska choć troszkę wsparcia, które teraz na prawdę jest niezbędne. Quote
Neigh Posted November 20, 2007 Author Posted November 20, 2007 Co by się nie działo i co by kto nie myślał, to akurat Tajdzi na tym wątku proszę nie opierdzielać, bo się straaaasznie wkurzę. Nawet jak ja ponosi..........to ma ją prawo ponosić. HOWGH ! a. to ona siedziała z kotem w lecznicach ( po 5 h czasem) kiedy ja byłam w pracy. b. to ona przyjezdzała do mnie na wieś po kota - do lecznicy - do mnie z powrotem - do własnego domu. W nocy żeby nie było wątpliwości, kiedy ja byłam uziemiona z dziećmi - bez auta. Zrobiła niezliczoną ilość kilometrów, przesiedziała godziny z Kawą u wetów. Znała Janę, Fokę - wiedziała skąd wziąć leki.......i gdzie jechać. I powiedziała jedną ważną rzecz - "są rzeczy ważne i ważniejsze" No! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.