Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='Ulka18']Wachuro,
Mam nadzieje, ze wiecej osob przeczyta Twoj post z opisem wizyty w schronisku i ze wreszcie zrozumieja jakie to dla mnie jest trudne, zeby co miesiac sie wybrac do schroniska, zrobic zdjecia do strony, wirtualnym, przezyc ta wizyte i zachowac normalny umysl i nie zwariowac :angryy:
I tak mialas szczescie, ze nie trafilas na pania Ole...

Ja akurat to wiem i podziwiam Ciebie i wszystkich wolontariuszy, którzy mimo wszelkich przeciwności ciągle chcą pomagać. :loveu:

[quote name='Ulka18']Z tego co pamietam chyba pisalam Ci mailem wraz ze zdjeciami, zebys wczesniej zadzwonila do schroniska, lub napisala, kiedy przyjdziesz.Wtedy jest latwiej.

To też wiem, ale jakoś nie mogłam się dodzwonić. Dlatego za pierwszym razem,gdy ta pani blondynka spokojnie nam powiedziała, że jest sama, że musi psy nakarmić i żebysmy przyszli następnego dnia, uznaliśmy, że jesteśmy już umówieni. To dla mnie było zrozumiałe. Tyle, że następnego dnia odpowiedź była taka sama. A my w środę wyjeżdżaliśmy, więc nie było możliwości odwiedzin dnia następnego.

[quote=] Sorry, ale tego to nie rozumiem...na zewnatrz jest od kilku dni temperatura -5 ~ - 10, nie ma szans, zeby woda nie zamarzla :shake: nawet jesli doleja goracej rano, to o 10 rano jest juz lód...

Ale i tak przykry to widok, bo ta woda nie sprawiała wrażenia dolanej rano, chociaż pewnie masz rację. Ale z drugiej strony pani zamiast burczeć, mogła nam to właśnie w ten sposób wyjaśnić.

Jeszcze raz wyrazy uznania i szacunku dla Twoich wysiłków w poprawę losu tych biednych zwierzaków.

  • Replies 510
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Jeśli chodzi o zamarzającą wodę, to my trzy razy dziennie rozbijamy lód i dwa razy (rano i wieczorem) wywalamy lód i wlewamy świeżej wody. A i tak gdyby ktoś przyszedł niespodziewanie to woda by była zamarznięta pewnie.
A my mamy w tym momencie trzy pojemniki z wodą... a tu tych pojemników są setki. Nie ma możliwości, aby zadbać, aby stale była świeża woda....

wachura, trzeba było wcześniej uprzedzić, że wpadniesz (najlepiej umawiać się z Kierownikiem) i w jakich godzinach najlepiej, żeby nie przeszkadzać. W schronisku praca jest naprawdę ciężka, a jeszcze w święta, jak ktoś miał dyżur sam jeden to na pewno dostał w kość, że odechciało mu się wszystkiego. Ja wczoraj byłam w schronisku, było kilkoro ludzi i każdy biegał jak poparzony. Po świętach roboty było masa.
Rozumiem Twoje rozdrażnienie, bo przyjechałaś, chciałaś dobrze, oczekiwałaś wdzięczności i miłego przyjęcia. Ale ja też staram się zrozumieć pracowników, bo sama kiedyś całe weekendy spędzałam w schronisku od rana do wieczora i wiem jak mimo wielkiej miłości do zwierząt można mieść dość. My przyjeżdżamy tam rzadko i na godzinkę-dwie. A oni ten smród, hałas, brud mają codziennie. To jest ich praca fakt, ale praca cholernie ciężka i nieprzyjemna i kokosów za to nie mają.
My wolontariusze możemy sobie czasem odpuścić, zrobić święto, nie chce nam się jechać, wstawić zdjęć itp. nie robimy. A oni nawet jak im się nie chce, to muszą.

Spójrz na to z punktu widzenia pracownika: kobita w święta zamiast odpoczywać w domu z rodziną, sama w schronisku, od rana na nogach, posprzątała kociarnię, świetlicę nakarmiła psy (ponad 500 sztuk), koty (150 sztuk), w piecach napaliła, roboty jeszcze miała innej masę, a tu nagle ktoś przychodzi i pyta dlaczego woda jest zamarznięta.

Posted


To też wiem, ale jakoś nie mogłam się dodzwonić. Dlatego za pierwszym razem,gdy ta pani blondynka spokojnie nam powiedziała, że jest sama, że musi psy nakarmić i żebysmy przyszli następnego dnia, uznaliśmy, że jesteśmy już umówieni. To dla mnie było zrozumiałe.
Niestety informacja o tym, ze bylas w Wigilie mogla nie zostac przekazana...moze kolejnemu na zmianie, ale nie pracownikowi z drugiego dnia... takze p.Basia mogla nie wiedziec, ze bylas i widzialas p.Ize.

Mnie czesto schodzi kilka dni, zeby umowic sie i dograc terminowo z kierownikiem. Bo tylko z nim robie zdjecia, chociaz ostatnio z P.Zbyszkiem dobrze mi sie je robi.

W schronisku pracuja prosci ludzie i zarabiaja naprawde malo, chyba kierownik wyciaga na reke 1100 zl, pracownicy ok.900 - 950 zl.
Ja bym nie pracowala w schronisku za takie pieniadze :roll:

Zeby ich poznac i zdobyc ich zaufanie, ze to nie jednorazowy wybryk (vide akcja Kasiek na Dniach Mielca 2006), musialy minac prawie 3 lata, bo tyle juz jezdze do schroniska. Teraz nie wchodzimy sobie w droge kompetencjami, my robie swoje, oni swoje. Jakos nam sie udalo wyciagnac schronisko z doliny calkowitego zapomnienia. Murka zapoczatkowala dobry kurs. Niestety predkosc nie od nas zalezy calkowicie, trzeba brac pod uwage charaktery ludzi pracujacych w schronisku, sa to z reguly ludzie pochodzenia wiejskiego, czyli z natury nieufni i podejrzliwi, zmiany nie leza w ich naturach.
Na wszystkie nowosci potrzebuja wiecej czasu.

A schronisko biedne, roczny budzet mielecki to miesieczny krakowski :shake: I tak cud, ze zwierzeta nie gloduja...

Posted

[quote name='Murka']Jeśli chodzi o zamarzającą wodę, to my trzy razy dziennie rozbijamy lód i dwa razy (rano i wieczorem) wywalamy lód i wlewamy świeżej wody. A i tak gdyby ktoś przyszedł niespodziewanie to woda by była zamarznięta pewnie.
Rozumiem, chociaż można to było mi normalnie wytłumaczyć.

[quote=] wachura trzeba było wcześniej uprzedzić, że wpadniesz (najlepiej umawiać się z Kierownikiem) i w jakich godzinach najlepiej, żeby nie przeszkadzać. W schronisku praca jest naprawdę ciężka, a jeszcze w święta, jak ktoś miał dyżur sam jeden to na pewno dostał w kość, że odechciało mu się wszystkiego.
Pisałam już wyżej - nie udało mi się dodzwonić. Byłam w poniedziałek, zrozumiałam panią blondynkę, ale ona zapewniła mnie, że we wtorek nie będzie żadnego problemu i że będę mogła wejść. Więc nie miałam powodu, by jej nie wierzyć. tymczasem we wtorek okazało się, że problem jest.

[quote=] Rozumiem Twoje rozdrażnienie, bo przyjechałaś, chciałaś dobrze, oczekiwałaś wdzięczności i miłego przyjęcia.
Nieprawda, nie spodziewałam się żadnej wdzięczności ani miłego przyjęcia. Znam schronisko w Mielcu i znam realia. Spodziewałam się jednak normalnego przyjęcia tak, jak chyba każdy by się spodziewał.

Nota bene, moja mama tam prawie regularnie kazdego miesiąca przywozi coś - a to żarcie, a to przysmaki, a to garnki ostatnio z forum i zawsze ma te same odczucia co ja i nigdy też nie udało się jej wejść do środka (a może to i dobrze dla niej). tyle, że to jest starsza osoba i tak jak pisała Ulka18 - nie musi znosić tej opryskliwości i nie musi tam przychodzić. Tylko że to schronisko na tym traci. Na tym jednym usmiechu.

I tak, jak napisałam wyżej - nie jestem rozdrażniona - jest mi normalnie przykro po ludzku. Sygnalizowałam już, że zawsze przeżywam wizyty w schronisku i dlatego ja nie mogłabym wykonywać tej pracy, którą Wy robicie, za co chylę czoła z wdzięcznością. To byłoby ponad moje siły.

Opisałam, co widziałam i co odczułam. Jeśli to w czymkolwiek pomoże, to dobrze. Jeśli nie, to trudno. I tyle.

Posted


Nota bene, moja mama tam prawie regularnie kazdego miesiąca przywozi coś - a to żarcie, a to przysmaki, a to garnki ostatnio z forum i zawsze ma te same odczucia co ja i nigdy też nie udało się jej wejść do środka (a może to i dobrze dla niej).
Wachuro,
Chyba byla Twoja Mama na hali ze 2-3 razy, jak zyl poprzedni podopieczny. Tak slyszalam od kierownika.

Co do wizyt w schronisku, to naprawde nie należa do przyjemnych, czesciowo ze wzgledu na 'traktowanie klienta'. Przydaloby sie krotkie szkolenie ze "sprzedazy".

Bylam kiedys z moja Mama i ona nie chciala wejsc do schroniska ze wzgledu na liczbe bezdomnych nieszczesc i wrazliwosc....wiec musiala czekac na mnie w samochodzie. Nie polecam zadnej starszej osobie wizyt w schronisku.

Posted

Ulka18 napisał(a):


A schronisko biedne, roczny budzet mielecki to miesieczny krakowski :shake: I tak cud, ze zwierzeta nie gloduja...


Dlatego kochana Ulka18, Murka i inne osoby pomagające, a także Pan Kierownik - :Rose: :loveu: i co tam jeszcze możliwe. Robcie swoje proszę Was z całego serca.

A co do wizyty - tak, jak napisałam. Ja sobie wszystko potrafię rozumem wytłumaczyć, tylko sercem nie bardzo.

I jeszcze raz powtórzę prywatne pytanko do Ulka18 - czy możesz spytać o możliwość dołożenia słomy do bud suczek, jesli to możliwe? Chętnie za to zapłacę.

Posted

Ulka18 napisał(a):
Wachuro,
Chyba byla Twoja Mama na hali ze 2-3 razy, jak zyl poprzedni podopieczny. Tak slyszalam od kierownika.



Masz rację, faktycznie, chociaż ja wiem o jednej wizycie. Nowego podopiecznego jednak nie widziała. Za każdym razem odchorowuje wyjście do schroniska i powoli się poddaje.

Posted

Wachura,
juz zapytalam o slome.
I czesciowo przeslalam Twoj post kierownikowi, bo on sam zyły wypruwa, jezdzi calymi dniami po jedzenie, a nie tylko on pracuje na image schroniska.......moze nie wie, jak przyjaciele schroniska sa traktowani i ze mogliby byc zyczliwiej przyjmowani.

Mam nadzieje, ze mimo, ze Twoja Mama nie wchodzi do schroniska, to moze obejrzec Bialaska na moich zdjeciach. Ostatnio Bialasek stal jak cyrkowiec na budzie.

Posted

Wachurko, na wstępie - ogromne podziękowania, za odwiedziny sunieczek, za zawiezienie paczki i za Twoją wrażliwość.

Powiem szczerze, że dopiero jak się czyta takie realistyczne relacje, to człowiekowi stają włosy na głowie, ale to dlatego, że tak wiele jeszcze jest do zrobienia mimo wysiłków tylu osób zaangażowanych w pomoc schronisku...

Szkoda, że opiekunka wirtualna ma takie problemy, żeby odwiedzić "swojego" podopiecznego..., trochę to smutne, ale widocznie na razie niewiele możemy na to poradzić...:shake:

Chyba najważniejsze, żeby mimo wszystko się nie zniechęcać... no bo psiaki są "Bogu ducha winne", a pracownicy pewnie dwoją się i troją, tylko jest ich mało i funduszy wciąż nie wystarcza...

Rozumiem też Ulko18 Twoje rozterki, ale proszę nie zaprzestawaj swoich działań na rzecz schroniska, bo naprawdę robisz tyle dobrego dla psiaków, że pewnie trudno by ocenić Twój wkład w rozwój mieleckiego schroniska. Ja i pewnie wiele innych osób dowiedziało się istnieniu tego miejsca tylko dzięki Twoim aukcjom i prowadzeniu strony internetowej. Aż strach pomyśleć, jak mogłoby schronisko wyglądać bez pomocy tylu wirtualnych opiekunów i adopcji "internetowych", które są wyłącznie Twoją zasługą...

Kobitki, w ogóle dziękuję Wam wszystkim zaangażowanym w pomoc dla tych bidaków, jak to się mówi w kupie siła, a ja przytoczę tu moje ulubione zdanie B. Schulza: "To co dla jednego człowieka jest ryzykiem, niemożliwością, na głowie postawionym kaprysem - odbite w czterech oczach staje się rzeczywistością." W naszym przypadku tych oczu jest coraz więcej i z tego należy się cieszyć...

Posted

Chyba najważniejsze, żeby mimo wszystko się nie zniechęcać... no bo psiaki są "Bogu ducha winne", a pracownicy pewnie dwoją się i troją, tylko jest ich mało i funduszy wciąż nie wystarcza...

Wczoraj bylam na watku schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, ktory zalozyla GrybbaRybba. Tam jest 100 psów i 6 pracownikow i dyrektor.
W Mielcu jest 550 psow (w tej chwili) i 150 kotow i 9 pracownikow w tym kierownik. Wg mnie to jest stanowczo za malo.... nie ma szans na dobry poziom obslugi przy tak nielicznej zalodze.
Ja i pewnie wiele innych osób dowiedziało się istnieniu tego miejsca tylko dzięki Twoim aukcjom i prowadzeniu strony internetowej.

Strone zalozyla Murka. Dzieki niej w ogole swiat sie dowiedzial o mieleckim schronisku. Ja tylko pociagnelam to co Ona zaczela. Od prawie 3 lat jezdze co miesiac do schroniska, po kazdej wizycie w schronie mam dola, jak kazdy kto odwiedza schronisko. Ale trzeba robic zdjecia, stronke, aukcje, organizowac pomoc, bo bez tego zwierzaki nie maja zadnych szans.
Dzieki niebiosom psiaki maja wirtulanych opiekunow, bo bez nich bylaby straszna bieda...:shake:

Na poczatku tak wygladaly boksy


Teraz wiecie jak wygladaja, bo sa zdjecia na watku zbiorowym i na mieleckim na aukcjach. Dzieki opiekunom wiele sie zmienilo :multi:


Aukcje wystawiamy teraz wieksza liczba osob, dolaczyla Terra, Ewatr, Reno2001, Kluska4, Sabinka02 i wiele, wiele innych, dzieki ktorym mamy non stop po 50 aukcji allegro.


Tutaj aukcja Joyki
http://www.allegro.pl/item290253674_kudlata_sunia_mily_puchaty_owczarek.html

Posted

Joyka niestety jest taka bałaganiara :wink:
Przy mnie kiedys wysypala cala miske karmy na ziemie i zajadala :oops:
A tutaj widac i sobie wysypala i Babuni tez :roll:
Nie wspomne o slomie...





Posted

MTJL napisał(a):
Oj, to Babunia (vel Bunia) ma się z Joyką, oj ma...:evil_lol:

Zdecydowanie to Joyka rzadzi w boksie. Babunia to taka cichutka kruszynka, bardzo spokojna z niej sunia. Szkoda, ze obie suczki nie znalazly jeszcze domow, ale my sie przeciez nie poddajemy i domow szukamy caly czas.

Posted

O rany! Ale to by było cudne, gdyby Bunia i Joyka miały dom...
A Pani przyjedzie? Sprawdzi?
A może - nawet gdyby to była ta sunia - zabierze Bunię do siebie? Rozmarzyłam się...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...