Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 975
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Mateusz to co zrobiłeś było cudowne. Nie każdy decyduje się na adopcję starszego, chorego psa.
Ludzie wolą szczeniaki i młode radosne psy. Ty dałeś dom właśnie Limce i to dzięki Tobie nie odeszła samotnie w schronisku w betonowym boksie.

Oby więcej było takich ludzi.

Posted

A ja podziękuję, że Limka była....
Dzięki Limce poznałam wspaniałych Ludzi.....
Lenę, Hanię, Agę, Mateusza, Kasię i Mateusza Mamę.................
Dzięki Limce stali się mi też bliżsi Menrzuś i Halbina....................
Dziękuję...

Posted

[quote name='GoniaP']Powiem tak....
Spadł z Nieba...
Zabrał mi Limkę ;)
Zawładnął Nią całkowicie :)
Rozkochał w sobie :)
Najpierw scedował na mnie rolę fotografa...
Ale już mi ją odebrał :loveu:
Jest Jej Panem, jest Jej Opiekunem, jest Jej Ostoją :loveu:
Będzie z Nią do końca...
Mateusz... Limkowy Anioł :loveu:
Dziękuję...
Dziękujemy wszyscy!!



[FONT=Arial]przeczytałam to znowu wczoraj :loveu::loveu::loveu:to też jest piękne ...


TAK ....powinniśmy dziękować Naszym zwierzaczkoma za to ze SĄ:loveu::loveu:żę BYLY :loveu::loveu:
[/FONT]

Posted

Limka.....biedula leżąca w schroniskowym boksie, potrzebująca przytulenia, nie miała nawet siły by sie ruszyć, zrezygnowana, tych oczek nigdy nie zapomnę.....jej widok mnie zamurował, trudno było powstrzymać łzy...cóż mogłam zrobić.
Pojechałam tego dnia do schroniska zupełnie pod wpływem impulsu ale pewnie tak miało być, sama nie wiele mogłam ale wiedziałam że ktoś inny może pomóc tej mordzie i tak też się stało. Tak zaczęła się moja przygoda z Limką choć wtedy jeszcze tego nie wiedziałam.
Na drugi dzień zadzwonił telefon,jakaś kobieta mówi o psach a ja nie wiem o co chodzi nie dopuszcza mnie do głosu tylko pyta czy mogę pojechac do schroniska i zrobić pare zdjęć- to była Gonia_P. Wsiadłam w samochód i pojechałam najpierw do Goni a potem do schroniska. I tak poznałam Anioła od psiaków i nie tylko....
Mineło pare dni,nie wiedziałam co dalej się dzieje.A boksio siedział mi w głowie i co i zadzwoniła Gonia że Limke trzeba wyciągnąć ze schroniska i zawieść do kliniki, ja nie zastanawiają się i nikomu nic nie mówiąc znikłam z pracy na 3 godziny i pojechałam.Limka była tak wygłupiona,przy tym tak smutna,wsiadła bardzo chętnie do samochodu, na przednim siedzeniu była bardzo widoczna i podziwiana przez innych kierowców:loveu:
Zastanawiam sie teraz kto był bardziej zdenerwowany ja czy Limka, dla mnie wszystko to było nowe, nie miałam pojecia gdzie jest klinika ale jechałam, psiak był teraz najważniejszy!!!
Jak wszyscy wiecie Limka przeszła operacje miała ogromnego guza, usunięto jej śledzione, wykonano badania, powoli wracała do sił.
Gonia i Aga usilnie szukały dla Limki domu, było ciężko,znalazł się domek tymczasowy huuuuurrrrrraaaa. I znów przypadkiem miałam to szczęście i wraz z Gonią, Karolą i Donvitem odwieźliśmy Limkę do Leny.
Lena niesamowicie opiekuńcza kobieta, dbała o nią jak o dziecko, spacerki,wizyty u weta, lekarstwa, smakołyki i co najważniejsze miłość, ciepły kąt, przytulanki, drapanko, zabaweczki i w końcu Limka zaczeła się uśmiechać.Jej czas u Leny niestety dobiegał końca, domku nie było widać....z Leną bardzo się związały, Limka znów poczuła że człowiek może byc dobry i dać jej szczęście. I nie mogło być inaczej... Limka trafiła do mojego domku. Biedactwo znów nie wiadziało co sie dzieje, nie dość ze zmieniła miejsce to jeszcze właściciela, który wcześnie rano wychodzi do pracy i wraca późno, jedyne co miała to swój kocyk, kołderke i wielkie legowisko od cioci Agi:). Poranki były najgorsze nie zdążyłysmy nigdy sie sobą nacieszyć, zaraz po spacerku wychodziłam do pracy, póżniej pałeczke przejmowała Gonia, codziennie w południe przyjeżdżała i zabierała
Limke na długie spacery, świata poza sobą nie widziały, z Gonią ciągle na łączach jak dwie wariatki, życie kręciło sie wokół Limy. Wiecie ile to radości dawało widzieć jak ten psiak z każdym dniem się zmienia,cieszy kiedy wracasz, kręci dupką, daje całusy....
Z czasem Limka po spacerkach zaczeła z Goncią wracać do jej domku skąd codziennie ją odbierałam, radziłyśmy sobie jak tylko mogłyśmy, w zasadzie mozna powiedzieć ze u mnie Limka tylko sypiała, większośc czasu spędzała z Gonią, jak wracałysmy do domu nie opuszcała mnie z poczatku na krok, śledziła każdy mój ruch, pamietam że nawet jak szłam sie kompać Limka musiała być ze mną, myśle że sie bała ze znów ktoś ją zostawi, miała dośc samotności, potrzebowała miłości , po paru dniach było lepiej znów się przyzwyczajała, z resztą tak jak ja, ale przy mojej pracy i obecnej sytuacji posiadanie psa na stałe byłoby tylko męczarnią dla zwierzaka. I tak nam leciały dni, spokojne że Limka ma póki co własny kącik,a poszukiwania domku trawały. Niestety od początku można powiedziec że los nam nie sprzyjał do końca, było zbyt dobrze, ludzie potrafia być okrutni, co niektórym nie podobało się to że Limka płacze czasami gdy jest sama w domku, a jej tylko było smutno...niestety nie mogła zostać ze mną dłużej, mieszkanie w którym mieszkam wynajmuje i niestety na pewne rzeczy nie miałam wpływu.
To był dramat, miałam wrażenia że cały świat dowiedział się o Limce, dziewczyny postawiły wszystkich na nogi, dom dla Limki był pilnie potrzebny, czas leciał nieubłaganie jak by szybciej niż zwykle, brakowało juz pomysłów, Gonia była załamana.......
Ale jednak nad Limką ktoś czuwał.........cuda się zdarzają i tym cudem okazał sie Mateusz!!!!!!!!!!!!!Pamiętam że Mateusz spóźniał się na pierwsze spotkanie z Limką, Gonia siedziała w pokoju i palila papierosa za papierosem, ja nie potrafiłam usiedzieć na miejscu, ciągle chodziłam do kuchni i wypatrywałam go przez okno i w końcu wypatrzyłam.....
W drzwiach stanął młody chłopak zafascynowany Limką, jeszcze jej nie widział ale juz wiedział ze wróci z nią do domu, Gonia nie miała żadnych wątpliwości, Mateusz zabrał Limke na spacer a my szalałyśmy z radości.
Mateusz nie miał tak łatwo, Gonia już o to zadbała, biedny chłopak został prześwietlony ,ale był twardy nie dał się hi hi hi.
Odwiozłam Limke do jej nowego domku, nie było to łatwe ale przecież jechała do domu........po długiej drodze otworzyły się dla niej drzwi do raju, nie miał łatwego życia ten pies. Limka była niesamowitym psem, grzecznym, łagodnym, nic tylko tulić , kochać i całować, nie robiła żadnych problemów, na spacerkach kochana, lekarstwa pieknie przyjmowała, u weta anioł, taki pies to.....brak słów.Razem z Matim tworzyli piękny duet, to na niego czekała, to on miał być jej Panem, to ona z nim miała witać kolejny dzień, chodzć na spcerki i cieszyć każdą wspólna chwilą, to siebie nawzajem tak długo szukali. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to żeby
zrozumieć odejscie Limki po tak cięzkim losie i tak krótkim czasie z Matim, nic nie dzieje się przypadkiem. Jeden pies spowodował że drogi wielu róznych ludzi z różnych środowisk spotkały się, zobaczcie czego ten pies nas nauczył, ile ludzi o niego walczyło-jak chcemy to potrafimy-JEDEN PIES.Miłości psa nie da się opisać i nie da się z niczym porównać, tego trzeba doświadczyć!!! Boli bardzo boli że jej nie ma, ale nie była sama, odeszła bedąc bardzo kochana, wiele miłości dała innym i wiele jej dostała, Mateusz bardzo cierpi, nie cierpi już Limka, tak to juz jest.....
Nie macie pojęcia ile zawdzięczam LIMCE odmieniła moje życie w najtrudniejszym momencie,bo dzięki niej poznałam mojego Anioła Stróża, obie z Limką doświaczyłyśmy co znaczy zły człowiek, obie wiele zawdzieczamy Goni,nic nie dzieje się przypadkiem......Mateusz przywróciłeś Limce wiare w człowieka w to że potrafi być on najlepszym przyjacielem psiaka!!! Gonia przywróciła mi wiare w człowieka, póki co w jednego!DZIĘKUJE.
LIMKA śpij słodko.

Posted

Pięknie to napisałaś Hancia :-(
Limko... Znam cię tylko ze zdjęć i z tego wątku... Ale i tak jeszcze kilka minut temu płakałam za tobą, literek na klawiaturze prawie nie widziałam.. Limko, nie zapomnę o tobie
[*]

Posted

Był późny październikowy wieczór. Jeśli dobrze sięgam pamięcią - poniedziałek. Przeglądałem aukcje na Allegro. Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, żeby w progi mojego domu znów zawitał zwierzak - jak za dawnych czasów, kiedy miałem mały zwierzyniec. Oprócz temperamentnego terriera walijskiego - Astry - miałem także dwie pary papużek, chomiki, rybki i patyczaki. Dwa lata temu w listopadzie odeszła ostatnia z moich pociech. Dom stał się pusty, a ja na jakiś czas opuściłem ognisko rodzinne.

Trudno było mi jednoznacznie określić, w jaki sposób znaleźć tego szczególnego psiaka. Doszedłem do wniosku, że skoro nie ma dla mnie znaczenia płeć, wiek i rasa - moim wyborem musi rządzić przypadek. Przeraziło mnie to! Czy mój wybór będzie oby trafny?

Nigdy nie przepadałem za bokserami, ponieważ kojarzyły mi się głównie z osobami, za którymi nigdy nie trawiłem i vice versa, ale zdjęciu tej bokserki nie mogłem się oprzeć. Było już późno, kiedy zorientowałem się, że już trzeci raz wracam do ogłoszenia z tą uroczą sunią. Moja Kasia zapytała się, czy chce wziąć tego boksera. Odpowiedziałem coś na miarę, że muszę. Nie pamiętam dokładnie, ponieważ byłem bardzo poruszony krótkim streszczeniem historii boksinki.

We wtorek obudziłem się z górnolotnym nastawieniem, że muszę tego dnia zrobić coś dobrego dla świata. Coś małego, ale zawsze... W pracy czekałem na dłuższą chwilę, żeby móc swobodnie wykonać telefon. Wykręcając numer obleciał mnie strach, ale po kilku minutach byłem już umówiony na spotkanie z dziewczynami, które w tym momencie opiekowały się psiną. Smsem oznajmiłem Kasi, żeby wieczorem czekała na mnie w swoim domu.

Stojąc w popołudniowym korku samochodowym chciałem wykonać telefon potwierdzający moje przybycie, ale pomyślałem, że psina na pewno nigdzie mi nie ucieknie. Z radia dobiegał mnie refren piosenki Ayo, który w tekście miał zdanie – „The help is coming”. To był znak!:) Spóźniłem się około kwadransa – miałem nadzieje, że nie będzie to odebrane jako nietakt. Za chwilę miałem przejść blisko dwugodzinny wywiad. Obawiałem się, że spóźnienie zostanie odnotowane szybko na moją niekorzyść. Pomyślałem jednak, że to ja będę panem tej sytuacji i bez pieska dzisiaj nie wracam do domu.;)

Przywitały mnie dwie kobiety. Zero testosteronu w pobliżu. Stąpałem po cienkim lodzie. Gradobicie pytań mieszało się z obserwacją każdego mojego zachowania. Odniosłem wrażenie, że niektóre pytania były wręcz absurdalne. Wydawało mi się, że pewne kwestie są oczywiste, jednak – jak się okazało – tak nie było dla każdego wcześniejszego „klienta” fundacji. Jedynym mankamentem było pytanie o zgodę mojej mamy na psa. Białe kłamstwo dla dobra istotni jeszcze nikomu nie zaszkodziło.;):oops:

Zobaczyłem Limkę i pierwsze, co przeszło mi przez myśl to pójść z nią na spacer. W tym celu zrobiłem wszystko, żeby przerwać interview. Udało się! Dziewczyny wyglądały, jakby miały dusze na ramieniu, że strachu, czy nie przepadnę gdzieś z tym psem. Z tego powodu pierwszy spacer trwał nie dłużej niż kwadrans.

Po powrocie zostałem zapytany, jakie są dalsze moje decyzje. Po raz kolejny odniosłem wrażenie, że moje plany były oczywiste od samego momentu wykonania telefonu w sprawie Limki. Dałem to dziewczynom jasno do zrozumienia. Po raz kolejny padło pytanie o mamę. Zrobiło mi się gorąco, jednak bez wahania potwierdziłem wcześniejsze słowa. Jedna z dziewczyn chciała odwieźć ze mną Limkę do nowego domku. Gdy to usłyszałem zalał mnie zimny pot. To musiał być test! ( Oczywiście po jakimś czasie przyznałem się do mojego małego kłamstewka, ale spotkałem się z wyrozumiałością Gosi :) ) Będąc chwilę przed domem sam na sam wykonałem telefon do mamy.


- Mamo! Dzisiaj wrócę do domu z psem!
- Co?! Jesteś taki sam jak Twój ojciec! Wszystkie decyzje podejmujesz bez konsultacji ze mną!! CZEŚĆ!

Mama rzuciła słuchawką, ale zachowałem zimną krew. Chodziło o to tylko, że trochę ogarnąć w domu, bo nie miałem na to czasu między pracą i spotkaniem.:) Opuszczając dom Gosi powiedziałem jej, że czuje się, jakbym właśnie adoptował dziecko. Patrzyłem na Limę i czułem ogromną odpowiedzialność za każdy dzień jesienni jej życia.:oops:

Hania pojechała swoim samochodem, a Lima zaszczyciła tylne siedzenie mojej "perłowej strzały". Stres wdał się jej we znaki, ponieważ co chwilę musiałem uchylać okno;) Po drodze zabraliśmy moją Kasię. Wcześniej wysyłała mi nerwowe smsy z zapytaniem, jak potoczyło się spotkanie. Udało mi się także dodzwonić do mojej mamy i wyjaśnić sprawę w kilku zdaniach. Lima od razu wkradła się do jej serca. Wkradła się do serca nas wszystkich.



Lima momentalnie wniosła mnóstwo radości do naszego domu. Radość, której od pewnego czasu brakowało po stracie mojego taty. Mama powiedziała, że sypia spokojniej odkąd Lima jest z nami, pomimo że chrapie i świszczy przez sen.:) Przez pierwsze dni moja Kasia zajmowała się Limą, kiedy byłem w pracy. Po powrocie ciągle zabierałem Limkę za samochodową wycieczkę. Chciałem pokazać jej mój świat. Spacerowała z nami nad Maltą i po okolicznych lasach Antoninka. Towarzyszyła mi też podczas przerzucania węgla w moim domu na wsi, gdzie wygospodarowaliśmy jej kanapę obok pieca. Była wulkanem energii. Tętniła życiem. Zachwyciła nawet moją siostrę i szwagra, którzy zwykli zawsze traktować zwierzęta bardzo przedmiotowo. Ja każdego kolejnego dnia wpadałem na kolejny pomysł, gdzie mógłbym ją zabrać za kolejnym razem lub w przyszłości. Lista była długa. Limka bardzo szybko stała się naszym oczkiem w głowie. Nasz słonik! Nasza paróweczka! Nasza LIMA!

Nasze serca wkrótce wypełnił żal, który swoją kumulację osiągnął podczas ostatnich dni, kiedy – jako jej właściciel – musiałem podjąć kolejne „dalsze decyzje”.

Odeszła na moich rękach...

Byłem jej to winien.




Mateusz

Posted

Kochana Limka zasłużyła aby odejść spokojnie... Mam nadzieję że Tam, jest jej lepiej... I tylko czeka na Ciebie. Limko, biegaj teraz radośnie po tęczowych łąkach...

Posted

Mateuszu - życzę Ci by wszystkie doświadczenia życiowe w tym Nowym Roku
przynosiły Ci dużo szczęścia a dobro ktore czynisz dawało radość i szczęscie
innym - tym dwunoznym i tym bezbronnym czworonoznym:loveu::loveu:

Posted

Paulina87 napisał(a):
Mateusz to co zrobiłeś było cudowne. Nie każdy decyduje się na adopcję starszego, chorego psa.
Ludzie wolą szczeniaki i młode radosne psy. Ty dałeś dom właśnie Limce i to dzięki Tobie nie odeszła samotnie w schronisku w betonowym boksie.

Oby więcej było takich ludzi.


Podpisuję sie pod Pauliną...

-----------------------------------
Jest mi naprawdę przykro.....

Posted

bardzo mi przykro ze w ten sposob musieliscie pozegnac ten stary rok...

dziekuje ci za to mateuszu, ze Limka odeszla kochana...ze podjales sie troskliwej opieki nad sunia...ze mogla zasnac na zawsze spokojna- w twoich ramionach...

ta decyzja nigdy nie jest latwa, ale jest nie raz jedyna sluszna jaka mozemy podjac...!!!

dziekuje ci mateuszu za to ze przyniosles nam nadzieje i wiare ze tacy ludzie jak Ty, twoja kasia i Mama jeszcze istnieja...wszystkiego dobrego w nowym roku!!!

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...