xxxx52 Posted May 11, 2008 Posted May 11, 2008 dostalam e-mail ,ze Alma zostala uspiona ,gdyz przestala chodzic na tylne i przednia lapke ,przestala jesc. pare miesiecy piesek byl szczesliwy ,zyl w spokoju miedzy ludzmi i innymi pieskami.teraz biega napewno szczesliwa,zdrowa, na 4 lapkach w psim niebie. Quote
Abernathy Posted May 11, 2008 Posted May 11, 2008 Bonsai napisał(a):Ona jest manipulowana... Trzebaby odsunąć od władzy p. Drygasa, by można było zobaczyć jej prawdziwe intencje. A może dałoby sie sprowokować, żeby ktoś z prasy naswietlił publicznie sytuację ? Oczywiście nie mam na myśli, zeby dowalić kierowniczce tylko wręcz przeciwnie :diabloti: Quote
Miu Posted May 17, 2008 Posted May 17, 2008 Trochę późno ta informacja, ale: Dzisiaj o godz. 17 na ulicy Babina 3 ( żywa ) w Kaliszu odbędzie się akcja na rzecz zwierząt z kaliskiego schroniska przy okazji obchodów Ogólnopolskiego Tygodnia Wegetarianizmu. Więcej informacji tutaj. Quote
Abernathy Posted May 22, 2008 Posted May 22, 2008 A tak naprawdę to kto zorganizował tę akcję ? Quote
Bonsai Posted June 17, 2008 Author Posted June 17, 2008 Powoli do przodu. Wolontariatu nadal nie ma, ale udało nam się dojść do takiego porozumienia, gdzie wyciagamy psiaki na różne imprezy: ostatnio na wystawę psów. Dzięki temu poszły dwa psiaki z pięciu, które zabraliśmy. Małymi kroczkami idziemy do przodu, choć nadal nie jest tak dobrze jak byśmy chcieli, to wspólnymi siłami coś działamy. Tu o ostatniej akcji: http://www.calisia.pl/articles/1972-wsp-lnie-dla-zwierzak-w Quote
lewkonia Posted August 25, 2008 Posted August 25, 2008 900 psów w zakładzie utylizacji Łukasz Zalesiński 25-08-2008, ostatnia aktualizacja 25-08-2008 07:51 http://www.rp.pl/artykul/10,181124.html "Rzeczpospolita" >> Panie prokuratorze Kubiak - "o łamaniu prawa możemy mówić gdy usypane są psy zdrowe" - tę zasadę bardzo łatwo ominąć przez: # niepodawanie leków psom chorym na błahe schorzenia, które łatwo wyleczyć - często nawet niewielkim nakładem kosztów; # umieszczanie psów w zatłoczonych boksach, gdzie dochodzi do zagryzień, lub ciężkich poranień: # "przyklejanie" do psa etykietki "nieresocjalizowalnego". Te wymienione powyżej powody i sposoby postępowania pozwalają "wyprodukować" skuteczne alibi dla eutanazji KAŻDEGO psa w schronisku. Quote
lewkonia Posted August 28, 2008 Posted August 28, 2008 Hallo - dogomaniacy z Kalisza - jak wygląda sprawa kaliskiego schroniska z bliska? O co tu chodzi? Czy rzeczywiście doszło do zaniedbań, czy też chodzi o konflikt ludzi? Quote
Ada-jeje Posted August 28, 2008 Posted August 28, 2008 Wierze tylko i wylacznie w wypowiedz Sylwestra Piechowiaka, nie jest to jedyne schronisko w Polsce ktore dokonuje masowyej eutanazji, kazdy z nas kto dokladnie sledzi losy schronisk na dogomani wie ze tak jest !!! tak byc musi.:-( Powod jest prosty PIENIADZE, nigdy nie zrozumie tego azeby schronisko ktore ma np. 100 miejsc moglo podpisac umowy z kilkoma gminami. TU MAMY ODPOWIEDZ. :angryy: Podam nastepny przyklad, schronisko w OL ma podpisane umowy ryczaltowe z okolo 10 gminami. GDZIE UPYCHA TE PSY :crazyeye: CO SIE Z NIMI DZIEJE. Podobnie rzecz ma sie w Myslowicach. Schroniska te nie maja stron psow wystawianych do adopcji, nie maja wolontariatu, a szwindel sie kreci. Quote
Bonsai Posted August 31, 2008 Author Posted August 31, 2008 Znów działamy pełna parą. Oby tym razem wszystko zakończyło się całkiem pomyślnie. Oto teksty, długie, ale warto przeczytać. Pierwszy wysłaliśmy do organizacji prozwierzęcych, drugi do Prezydenta Kalisza. --------------------------------------------------------------------- Szanowni Państwo, Zwracamy się do Was o wsparcie starań naszego stowarzyszenia na rzecz poprawy losu zwierząt będących w dyspozycji kaliskiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt. Kaliskie Stowarzyszenie Pomocy dla Zwierząt „Help Animals” od dłuższego czasu próbuje nakłonić władze Kalisza do zmiany postępowania względem bezdomnych zwierząt z miejskiego schroniska na takie, które uwzględniałoby podmiotową godność tych zwierząt i miało za swoją zasadniczą motywację ich dobrostan. Niestety, nasze monity, raporty i apele spotykają się co najwyżej z niecierpliwością włodarzy Kalisza, nigdy zaś ze zrozumieniem. Bez względu na zwrotne deklaracje troski i uwagi poświęcanej problemowi bezdomności zwierząt, miasto niewiele robi na rzecz zmiany fatalnej kondycji schroniska. Tymczasem sytuacja zwierząt w nim przebywających jest w istocie dramatyczna. Jak informujemy w podanym Państwu do wiadomości liście do Prezydenta miasta Kalisza, od połowy 2005 do końca 2007 r. w schronisku zginęło ponad 1000 zwierząt o łącznej wadze ponad 10 ton. Biorąc pod uwagę brak rzeczywistego zaangażowania zarządzającego schroniskiem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w programy edukacyjne i adopcyjne, skierowane do mieszkańców naszego miasta, odnosimy wrażenie, że eutanazja jest tutaj uważana za właściwe i odpowiednie narzędzie rozwiązywania kwestii bezdomności wśród zwierząt. Kierownictwo schroniska od lat skutecznie blokuje możliwość pracy wolontariuszy z bezdomnymi zwierzętami znajdującymi się w dyspozycji schroniska, najwyraźniej nie widząc potrzeby ich socjalizacji (co, w perspektywie przywiązania do usypiania zwierząt jako najskuteczniejszej metody na ich bezdomność, wydaje się być nawet zrozumiałe). Nasz niepokój wzbudza także fakt, iż kaliski TOZ nie reaguje na apele publicznego rozliczania się ze środków pozyskiwanych od krajowych i zagranicznych sponsorów. Odnosimy wrażenie, że pieniądze te nie są inwestowane w infrastrukturę schroniska, która pozostawia wiele do życzenia. Psy mieszkają w zdezelowanych obiektach, w dużym przegęszczeniu, powodującym stres, agresję i inne problemy psychiczne. Jednocześnie teren schroniska jest na tyle duży, iż rozbudowa boksów wydaje się sprawą względnie prostą. Prostą, pod warunkiem oczywiście, że ma się dobrą wolę i jest się kierowanym interesem zwierząt. Mamy niestety powody by odmawiać tych przymiotów kierownictwu kaliskiego schroniska, a także lokalnej organizacji TOZ instytucjonalnie odpowiedzialnej za pracę schroniska. (Kuriozalnym jest fakt, iż odwołana została część zarządu lokalnego oddziału TOZ tj. prezes, sekretarz i skarbnik – zresztą bezprawnie w świetle statutu TOZ - ze względu na próbę współpracy z naszym Stowarzyszeniem na rzecz dobrostanu zwierząt. Nadrzędne struktury TOZ nie reagują na protesty odwołanych osób i także nie chcą współpracować z "Help Animals".) Dlatego domagamy się od władz naszego miasta rozwiązania umowy o jego prowadzenie z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami i radykalną restrukturyzację organizacji pracy schroniska, proponując jednocześnie by miasto wzięło na siebie bezpośrednio odpowiedzialność instytucjonalną za schronisko. Szanowni Państwo, „Help Animals” to stowarzyszenie, którego praca w całości oparta jest na wolontariacie. Podejmujemy liczne interwencje w sprawie bezdomnych oraz dręczonych przez właścicieli zwierząt, współpracując w tym zakresie z Policją i Strażą Miejską, prowadzimy działania edukacyjne, których przedmiotem jest adopcja bezdomnych zwierząt, sterylizacja zwierząt domowych, walka z bazarowym handlem zwierzętami domowymi, promocja humanitarnego traktowania niosek i inne. Współpracujemy w tym celu z miejscowymi organizacjami pozarządowymi oraz z lokalnymi mediami. Zdecydowaliśmy się na wystąpienie do Państwa z prośbą o wsparcie naszych starań na rzecz bezdomnych zwierząt z kaliskiego schroniska, ponieważ widzimy w nim ostatnią szansę na to, iż nasz głos zostanie poważnie potraktowany przez władze Kalisza. Do tej pory w praktyce ignorowały one nasze wystąpienia, zarówno krytyczne jak i te zawierające pozytywne propozycje rozwiązania problemu bezdomności wśród zwierząt. Zignorowały także serię tekstów opublikowanych na łamach lokalnych gazet. Mamy nadzieję, że wsparcie Państwa organizacji pomoże osiągnąć cel, jakim jest rzeczywista i trwała poprawa losu bezdomnych zwierząt z kaliskiego schroniska. Cel ten jest odległy i bliski zarazem. Odległy, gdyż głównym naszym wrogiem jest bezduszność biurokracji i brak wrażliwości na los zwierząt odpowiednich organów lokalnej władzy. Bliski, gdyż mamy pozytywny wzór tuż „za miedzą”, w pobliskim Ostrowie Wielkopolskim, który wraz z sąsiednimi gminami prowadzi schronisko dla bezdomnych zwierząt w sposób nienaganny. Mamy nadzieję że także w Kaliszu, również dzięki interwencji Waszych organizacji, termin „opieka nad zwierzętami” przestanie być eufemizmem. Gorąco prosimy o interwencję w sprawie listu do Prezydenta Kalisza, który Państwu dostarczyliśmy. W Kaliszu jest niewielka, ale zdeterminowana grupa ludzi zorganizowanych wokół naszego stowarzyszenia; zdeterminowana, by uczynić życie bezdomnych zwierząt możliwie lepszym. Wsparcie, jakie możecie im okazać, udowodni miejscowym władzom, że nie jesteśmy bezsilną grupą „krzykaczy”, którą można bezkarnie ignorować; że bezdomne zwierzęta mają dużo większe wsparcie, niż dotąd to sobie wyobrażali. Wierzymy, że ten społeczny odgłos zaważy na efektywności naszych starań. Poniżej podajemy adres Prezydenta miasta Kalisza: Prezydent miasta Kalisza Janusz Pęcherz Główny Rynek 20 62-800 Kalisz tel. 062 765 43 01 fax 062 764 20 32 e-mail: prezydent@um.kalisz.pl W załączeniu przesyłamy tłumaczenia fragmentów opracowań Biura Ochrony Zwierząt Fundacji Argos dotyczące sytuacji w kaliskim schronisku i działalności TOZ w ogóle. Oryginalne teksty znajdują się na stronie internetowej BOZ: http://www.boz.org/. Ponadto zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej naszego Stowarzyszenia, na której zamieszczamy informacje na temat samego Stowarzyszenia oraz prowadzonych przez nas działań: http://www.helpanimals.pl Łączymy wyrazy szacunku, --------------------------------------------------------------------------- Kaliskie Stowarzyszenie Pomocy dla Zwierząt HELP ANIMALS ul. Asnyka 58/42 62-800 Kalisz, tel. +48 0603 948 69, e-mail: animals.kalisz@plusnet.pl , www.helpanimals.pl Sz.P. dr inż. Janusz Pęcherz Prezydent Miasta Kalisza Szanowny Panie Prezydencie, Właśnie mija rok od momentu, gdy nasze Stowarzyszenie poinformowało Pana o sytuacji zwierząt w kaliskim Schronisku. Sytuacji tragicznej, wymagającej natychmiastowej interwencji. Nie będę Panu ponownie przytaczał treści tamtych dokumentów. Wspomnę tylko o najważniejszych liczbach. Od połowy 2005r do końca 2007 r. w schronisku zginęło ponad 1000 zwierząt o łącznej wadze ponad 10 ton. Zwierzęta te zginęły, bo władze miasta, odpowiedzialne na mocy delegacji ustawy o ochronie zwierząt za opiekę nad bezdomnymi zwierzętami, nie potrafiły zapewnić im właściwych warunków bytowania. Na skutek wieloletnich zaniedbań i braku odpowiednich inwestycji, a także właściwego nadzoru schronisko zatraciło swoje funkcje opiekuńcze, stając się obozem śmierci dla zwierząt. Na mocy stosownych umów prowadzenie schroniska powierzono Towarzystwu Opieki Nad Zwierzętami. Wieloletnie zaniedbania ze strony TOZ doprowadziły infrastrukturę schroniska do stanu ruiny, czego skutki ponosi teraz miasto (część pobieżnie i bezładnie wykonywanych napraw obciąża, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, bieżący budżet schroniska) oraz zwierzęta przebywające w schronisku. Wymiana części instalacji elektrycznej, żeby można było uruchomić (kupioną rok wcześniej!) chłodnię do przechowywania żywności dla zwierząt, wymiana cieknącej od lat części instalacji grzewczej, malowanie (?!) przerdzewiałych i rozpadających się konstrukcji boksów dla psów to tylko niektóre przykłady na nierzetelność i brak gospodarności w sprawowaniu nałożonych na TOZ obowiązków. Kosmetyczna zmiana kierownika schroniska miała taki skutek, że rozpoczął on swoje urzędowanie od remontu własnego gabinetu. Wszystkie nieprawidłowości zarządzający schroniskiem usiłują tłumaczyć brakiem środków finansowych, jednak jak dotąd kaliski oddział TOZ, od lat prowadzący schronisko, ani razu nie rozliczył się publicznie ze sposobu wydatkowania darowizn otrzymywanych na opiekę nad zwierzętami i rozbudowę schroniska od sponsorów krajowych i zagranicznych. Uważamy, że wyjaśnieniem tego powinna zająć się Najwyższa Izba Kontroli. Przypominamy, że schronisko otrzymało w 2007roku dotację w wys. 250 tys.zł. W tym roku jest to kwota 300 tys.zł + 40 tys. na program sterylizacji zwierząt. Pomimo zwiększonych nakładów zarządzający nim nie potrafią nawet ograniczyć zjawiska ogromnej śmiertelności zwierząt w schronisku, ani przygotować się technicznie i merytorycznie do realizacji programu sterylizacji (brak odpowiedniej infrastruktury uniemożliwia wdrożenie programu sterylizacji; jak dotąd w schronisku wykastrowano JEDNEGO psa!). Uważamy, że główną przyczyną obecnej, bardzo złej sytuacji zwierząt przebywających w schronisku jest nieudolne zarządzanie nim. Poza tym TOZ nie przedstawiło jak dotąd żadnej koncepcji rozwiązania istniejącego od lat problemu zagęszczenia schroniska (poza wzmożonymi ostatnio eutanazjami, na co jednoznacznie wskazują m.in. dane z zakładu utylizacji), a na wiele zwierząt przebywających w nim nadal przypada po 1,5 m2 powierzchni w boksie. W schronisku nadal nie ma kwarantanny (uruchomione w ubiegłym roku 3 małe boksy służą praktycznie do wszystkiego, czyli do niczego dobrze), brak jest pomieszczeń do izolowania chorych zwierząt (łatwiej i wygodniej uśpić niż leczyć), itd. Brak jest ze strony TOZ jakichkolwiek projektów adresowanych do miasta i właścicieli psów, które mogłyby przyczynić się do ograniczenia nadpopulacji bezdomnych zwierząt. Wymuszone m. in. przez nasze stowarzyszenie na schronisku (pod presją lokalnych mediów) udostępnianie zwierząt do promowania adopcji trudno nazwać inicjatywą schroniska. Dane dotyczące publikowanych przez nas zwierząt okazują się często błędne lub nieaktualne, co świadczy o panującym nadal bałaganie w dokumentacji schroniska. Dane dotyczące śmiertelności zwierząt przekazywane przez schronisko w oficjalnych dokumentach w dalszym ciągu nie pokrywają się z informacjami, które otrzymujemy ze źródeł niezależnych od schroniska. Panie Prezydencie, Przesyłając Panu rok temu tak wstrząsającą i wymowną informację o stanie schroniska wierzyłem, że Pan, jako gospodarz Miasta, podejmie natychmiastowe konkretne decyzje, bowiem chodziło tu nie o martwą materię, a o żywe istoty, które również na swój sposób czują i rozumują. Każdy dzień zwłoki przynosił śmierć kolejnego zwierzaka. Pan jednak praktycznie nie zrobił nic. Usankcjonował Pan istniejący stan faktyczny opierając się na raporcie Powiatowego Lekarza Weterynarii; raporcie który powstał pod wpływem alternatywy: zamknąć schronisko czy utrzymać je, nie zagłębiając się w oczywiste fakty i licząc, że w bliżej nieokreślonej przyszłości coś zmieni się na lepsze. Odrzucił Pan wszelkie nasze sugestie odnośnie ratowania zwierząt w schronisku. Podpisał Pan kolejną umowę o prowadzenie schroniska z Towarzystwem Opieki Nad Zwierzętami zadowalając się bezpodstawnie stwierdzeniem Sekretarza Generalnego TOZ, że w kaliskim schronisku nie jest źle, że widział on gorsze schroniska. Niestety ja też słyszałem o gorszych schroniskach, widziałem zdjęcia zagłodzonych zwierząt i masowe grzebanie zwłok. Czy takie sytuacje mają wyznaczać standardy w kwestii prowadzenia schronisk? To nie jest żaden rzeczowy argument, a jedynie próba ominięcia niewygodnego problemu, bez najmniejszej próby rzeczywistego rozwiązania go. Pański zastępca w piśmie skierowanym do nas 18.03.08. twierdzi, że: "podległe mi służby nadal regularnie monitorują sytuację, stan sanitarno-weterynaryjny oraz dobrostan w kaliskim schronisku". Czy jednak rzeczywiście wie Pan co aktualnie dzieje się w Schronisku? Według posiadanych przez nas informacji tylko w pierwszym kwartale bieżącego roku do zakładu utylizacji przekazano ze schroniska prawie 1200 kg zwłok zwierzęcych, czyli więcej niż w analogicznym okresie poprzednich lat. Drugi kwartał przedstawia się podobnie, z tą różnicą, że wzajemne zagryzanie się zwierząt w znacznym stopniu zastąpiły eutanazje. Tak oto wygląda Pana program naprawy sytuacji w kaliskim schronisku. Panie Prezydencie, Stowarzyszenie nasze wielokrotnie deklarowało chęć współpracy na rzecz poprawy sytuacji bezdomnych zwierząt zarówno z TOZ prowadzącym schronisko, jak i z Władzami Miasta. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami z zupełnie niezrozumiałych przyczyn traktuje nas jak wrogów, czego najlepszym przykładem było nielegalne i niezgodne ze statutem samego TOZ odwołanie prezesa kaliskiego oddziału właśnie za próbę nawiązania z nami współpracy. Pomijanie przez Pana i podległe Panu służby kolejnych apeli i raportów kierowanych przez nas, lub udzielanie wymijających i nieadekwatnych do stanu faktycznego odpowiedzi (jak choćby ta z marca br.) także nie świadczy o rzeczywistej chęci współpracy dla zapewnienia bezdomnym zwierzętom dobrostanu. Umorzenie przez prokuraturę postępowania w sprawie łamania przez zarządzających schroniskiem "Ustawy o Ochronie Zwierząt" i znęcania się nad bezdomnymi zwierzętami w schronisku nie zamyka ostatecznie tej drogi rozwiązania problemu. Jednak postępowanie sądowe, do którego zamierzamy doprowadzić wszystkimi dostępnymi środkami prawnymi, samo w sobie także go nie rozwiąże, bez względu na orzeczenie sądu. Istniejąca sytuacja zmusza nas do zwrócenia się o poparcie naszych działań do krajowych i międzynarodowych organizacji zajmujących się obroną praw zwierząt. Ponadto, na podstawie art.31 Kodeksu Postępowania Administracyjnego, wnosimy o niezwłoczne: - wszczęcie postępowania wyjaśniającego w sprawie wszelkich zaniedbań i nieprawidłowości w funkcjonowaniu Schroniska dla Bezdomnych zwierząt w Kaliszu, które doprowadziły do masowej zagłady przebywających w nim psów i kotów - wypowiedzenie umowy o prowadzenie schroniska zawartej z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami - cofnięcie udzielonego Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami pozwolenia na prowadzenie Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt. Oczekujemy informacji o podjętych przez Pana działaniach w trybie ustawowym. Z poważaniem (podpis szefa) Do wiadomości: Przewodniczący Rady Miasta Kalisza Biuro Lobbyngu Prozwierzęcego Fundacja Viva! Polska Fundacja Zielonej Ligi Koalicja dla Zwierząt Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt "Animals" Ośrodek Działań Ekologicznych "Źródła" Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturalne Klub Gaja Stowarzyszenie Empatia Stowarzyszenie Obrońców Zwierząt Arka People for the Ethical Treatment of Animals, UK The Royal Society for the Prevention of Cruelty to Animals, UK Viva! Vegetarians International Voice for Animals, UK World Society for the Protection of Animals, UK Eurogroup For Animals, Brussels Europaischer Tier- und Naturschutz e.V, Munch Tierschutzverein Franziskushof e.V, Kalletal Stichting Buitenlandse Ansielen, Foundation for Foregin Animal Shelters, Holland Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce, Warszawa Neil Parish, Przewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w Parlamencie Europejskim Janusz Wojciechowski, Wiceprzewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w Parlamencie Europejskim, Wiceprzewodniczący Grupy ds. Opieki i Ochrony Zwierząt oraz media: „Zielone Brygady” „Gazeta Wyborcza” „Dziennik” „Rzeczpospolita” „Polska” „Głos Wielkopolski” „Ziemia Kaliska” „Życie Kalisza” „7 Dni Kalisza” „Nowe Fakty Kaliskie” „Nasz Rynek” (wydanie kaliskie) „Mój Pies” Magazyn “Vege” TVP Polsat TVN Polskie Radio Radio Zet Radio RMF Radio Tok FM Radio Eska Radio Centrum Polska Agencja Prasowa Onet.pl wp.pl interia.pl gazeta.pl ngo.pl o2.pl TVN24.pl dogomania.pl -------------------------------------------------------------------------- http://www.rp.pl/artykul/17,181124_900_psow_w_zakladzie_utylizacji.html - http://wiadomosci.wp.pl/kat,9911,title,900-psow-w-zakladzie-utylizacji,wid,10289025,wiadomosc_prasa.html?ticaid=167d5 Http://ww6.tvp.pl/780,20080825778421.strona Quote
Miu Posted September 3, 2008 Posted September 3, 2008 :) Najprawdopodobniej już za chwilę będzie można ruszyć z wolontariatem. Quote
Bonsai Posted September 7, 2008 Author Posted September 7, 2008 Tak na szybko: http://dogomania.pl/forum/showthread.php?t=84641&page=24 Quote
millarca Posted September 8, 2008 Posted September 8, 2008 kolejne TOZowskie schronisko ,czyli mordownia psow.Kiedy ta organizacja starych geriatrykow przeniesie sie razem z nimi na tamten swiat? Quote
Alex78 Posted September 8, 2008 Posted September 8, 2008 Prawo powinno regulować odpowiednimi przepisami takie sytuacje. Najlepiej, aby w każdym powiecie musiało powstać schronisko na określoną ilość psów i kotów. Dotacja szłaby z budżetu starostwa oraz powołanoby stowarzyszenie, aby mieszkańcy mogli przekazywac darowizny lub 1% podatku. Podpisanoby umowę z gabinetem weterynaryjnym z powiatu, który obsugiwałby to schonisko (szczepienia, badania, leczenie). Quote
Ada-jeje Posted September 8, 2008 Posted September 8, 2008 Wszyscy milosnicy zwierzat jak rowniez ludzie myslacy, wiedza ze bez nowelizacji ustawy nic wielkiego nie dokonamy dlatego tez na tym watku po raz kolejny popieram powstala KOALICJE DO SPRAW ZWIERZAT i ma juz nowo opracowana ustawe ktora miejmy nadzieje ze rzad zatwierdzi, :roll: wtedy dopiero bedzie mozna ruszyc do walki o losy zwierzat w schroniskach i nie tylko. Quote
basiapron Posted September 8, 2008 Posted September 8, 2008 co do utylizacji psów-powiem tyle,robią to legalnie i przynajmniej dzięki temu wiadomo co jest grane.Tak sie składa że większośc weterynarzy bierze pieniądze za utylizację uśpionego zwierzęcia a okazuje się ze nie trafia ono wcale do spalarni z którą weterynarz ma podpisaną umowe tylko na wysypiska bo taniej kosztuje.Każdy zakład weterynaryjny powinien mieć kwity dostarczenia danej liczby kilogramów danego dnia do spalarni,dziwnie się składa ale np w ciągu całego miesiąca trafia do spalarni np 3 kg,to raczej nie możliwe zeby w jednym miesiącu wet uśpił tylko kota,nie mówiąc o odpadkach medycznych które ważą więcej a też powinny trafić do spalenia.Ja tylko ostrzegam przed takowymi praktykami. Quote
zielony Posted September 18, 2008 Posted September 18, 2008 Witam serdecznie. Cytat; Według Help Animals w schronisku, które prowadzi Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, masowo uśmierca się psy. – Od połowy 2005 r. do końca 2007 r. zginęło tam przeszło 900 czworonogów. Część zapewne padła, ale część poddano eutanazji. Kto wie, jaka ilość psów trafia do schronisk z Waszych miast? W jakim są stanie fizycznym i psychicznym? W jakim wieku i czy nie są zbyt chore, aby narażać inne? Budować lub rozbudowywać schroniska można bezprzerwy. A co robić z psami niebezpiecznymi dla ludzi i innych zwierząt, które zagryzają inne psy i jedzą je. To nie jest łatwa robota, zwłaszcza wtedy, gdy nie ma zrozumienia wśród społeczeństwa. Schronisko to jeden wielki ŚMIETNIK do którego trafiają psy bo ; ktoś je rozmnożył i nie ma co z tym zrobić, poraz kolejny, bo; nie dają rady z wychowaniem, a pomocy nie szukali, lub nie pomyśleli , bo ; psy były trzymane przez rok w domy i nic poza nim nie widziały, a na dodatek mnożyły sie wzajemnie i maja padaczkę i inne choroby fizyczne i psychiczne itd. Słuchajcie kto to ma robić ? Ocena jadnak musi być prawidlowa zanim zapadnie decyzja i kadra wyszkolona z doświadczeniem. Trzeba tam przepracować dzień w dzień aby to zrozumieć. Quote
Bonsai Posted October 27, 2008 Author Posted October 27, 2008 Niestety, tak: 1. Lata 2005- 2007 – w schronisku utraciło życie ponad 1000 zwierząt o łącznej masie blisko 10ton. 2. Rok 2008 – /od dn.4.01 .do dnia 20.08 / -przekazano ze schroniska do zakładu utylizacji zwłoki 213 zwierząt / 168 psów i 45 kotów / o łącznej masie 2231 kg. Co do wolontariatu, to ja osobiście nie mam możliwości osobiście próbować pomagać psom, ale poczytajcie wypowiedź mojej znajomej... Niestety nie jest to zbyt optymistyczne... Długie, ale przeczytajcie. Do schroniska zaczęłam przychodzić jakieś dwa lata temu, jeszcze za “starego” kierownictwa, wciągnęła mnie w to koleżanka, która opiekowała się kotami. Potem była przerwa, w czasie której wszystkim zabroniono przychodzić do schroniska: staliśmy się niewygodni. Od niedawna wznowiona została działalność wolontariatu – i znów zaczęłam działać. Zza muru wszystko wygląda prawie jak należy, natomiast pewne rzeczy zauważa się dopiero, jak wejdzie się w to głębiej.. Trudno tu opisać wszystko, co dzieje się w schronisku i co jest nieprawidłowe i przerażające, i nie o to mi tu chodzi, ponieważ większość spraw została już omówiona przez Help Animals i można o tym poczytać i na Calisii i na ich stronie. Dziś chodzi mi tylko o mój osobisty konflikt z kierownictwem schroniska, bo że nie jestem tam osobą mile widzianą, o tym wiedzą wszyscy, którzy tam ze mną chodzą. Chcę opisać te sytuacje konfliktowe, które sprawiły zapewne, że dziś zaraz po wejściu do schroniska dowiedziałam się o tym, że kierowniczka zabrania mi wstępu na teren schroniska, że nie wyobraża sobie naszej dalszej współpracy i nie chce ze mną dyskutować na ten temat. Oczywiście nie po to tak sobie organizowałam cały dzień i przesuwałam pracę, żeby wejść do schroniska i zaraz z niego wyjść, toteż już w nim zostałam i chyba tylko siłą mogliby mnie z niego wyciągnąć. Smutne: człowiek poświęca swój czas, pieniądze na dojazd, zakup smyczy, obroży, karmy, nie chce za to żadnych pieniędzy, żadnych względów – a spotyka się z tym, że kierownictwo krzyczy (!), obrzuca oskarżeniami, że utrudnia się mu pracę i pomiatają nami jak im się podoba. Ale wracam do sprawy, przeanalizowałam wszystkie sytuacje, które mogą mieć wpływ na to, że stosunek kierownictwa do mnie jest taki, a nie inny i opiszę je poniżej, sami oceńcie: 1. Pewnego dnia poszłyśmy do schroniska i okazało się, że jeden z naszych ulubionych psiaków, suczka Mola, został pogryziony przez psy w boksie. Leżała w klatce półprzytomna, zakrwawiona, trzęsąca się z zimna (dopóki się nie pojawiłyśmy, nikt nie wpadł na pomysł, żeby nakryć psa czymkolwiek, żeby miał ciepło). Czekała ją wizyta u lekarza – kiedy? To do końca nigdy nie jest wiadome. Kiedyś byłyśmy świadkami sytuacji, kiedy w czasie wielkich letnich upałów na środku placu stała klatka z psiakiem, który też czekał na lekarza – okazało się, że czekał w tej klatce już jakieś dwie godziny przed tym, zanim pojawiłyśmy się w schronisku, wystawiony bezpośrednio na słońce, nawet bez miski z wodą! Gdy to zobaczyłyśmy, nakryłyśmy z pomocą pracownicy klatkę dużą tekturą, żeby chociaż miał trochę cienia i wstawiłyśmy do klatki miskę z wodą. Potem, gdy jakąś godzinę później wychodziłyśmy ze schroniska, pies nadal czekał w tym samym miejscu, a lekarza wciąż nie było. Toteż widząc tę biedną pogryzioną psinę zaproponowałam kierownictwu rzecz następującą: bierzemy psa do auta (mojego) i jedziemy z nim do lekarza, też na swój koszt, najważniejsze, żeby jak najszybciej otrzymał pomoc. Chwila namysłu.. W porządku, jedźcie. Ale zanim zdążyłyśmy pomyśleć, jak przetransportować psiaka do auta, kierownictwo wykonało kilka telefonów i cofnęło zgodę na wyjazd. Dlaczego? Chciałyśmy jechać nie do tego lekarza, z którym schronisko ma umowę, lecz do innego (szczerze mówiąc nie wiem, dlaczego to niedopuszczalne, skoro koszt leczenia wzięłybyśmy na siebie a schronisko by na tym zaoszczędziło, ale trudno). Ok, mówimy, zawieziemy psinę do lekarza, z którym mają umowę. I tu zdziwienie – zgody nie ma. Kierownictwo tłumaczy, że kierowca już jedzie i zaraz po psa będzie. No dobrze, ustalamy z koleżankami, że ja pojadę do tego lekarza z psiakiem mimo wszystko, żeby zaproponować pomoc finansową w leczeniu psa. Kierowca przyjeżdża – około godziny później. Pytam głośno czy zabierze mnie do lekarza czy mam jechać swoim autem – break odpowiedzi, więc nie pytam więcej, tylko pędzę do auta i jadę do lecznicy, żeby na miejscu zdążyć jeszcze pomóc w wynoszeniu psa z auta. Jestem tam chwilę przed autem schroniska, widzę wysiadającą kierowniczkę, która zauważa mnie i wściekła podchodzi pytając: “A pani po co tu przyjechała?!!!!” Zdziwiona odpowiadam, że chciałam porozmawiać z lekarzem o stanie psa, na co kierowniczka krzyczy, że z nikim nie będę rozmawiać. No tego, to już było za dużo, więc odpowiedziałam, że nie ona mi będzie dyktować, z kim mogę, a z kim nie mogę rozmawiać i poszłam prosto do gabinetu lekarskiego. Był w nim lekarz i jakaś miła pomocnica, wchodzę i mówię, że został przywieziony piesek ze schroniska, po pogryzieniu, i że bardzo proszę, jako osoba, która poniekąd się tym psem opiekowała (próbowałyśmy i nadal próbujemy znaleźć mu dom), o to, żeby ratować go za wszelką cenę. I jeśli funduszy schroniskowych zabraknie na leczenie tego psiaka, to nie jest żaden problem, ze swojej kieszeni wyłożę tyle, ile byłoby potrzeba, żeby tylko go ratować, żeby go nie usypiać. Lekarz nagle, słysząc o usypianiu oburza się, że o co ja go oskarżam, że on żadnych psów nie usypia, więc jeszcze raz tłumaczę, o co mi chodzi i wychodzę (szczerze mówiąc jego reakcja jest dla mnie zastanawiająca). Czekam na zewnątrz, po wizycie wchodzę jeszcze raz i pytam pomocnicy lekarza o stan psa – okazuje się, że nie jest bardzo źle, wyjdzie z tego, więc wsiadam do auta i pędzę do schroniska, żeby powiedzieć o tym dziewczynom, bo pewnie się niecierpliwią i martwią. Na miejscu – awantura. Kierownictwo krzyczy (przy świadkach) że nie życzy sobie takiego zachowania, że czuje się kontrolowane, że po co ja tam byłam itp. itd. Żadne argumenty nie działają, ba – nawet nie mogę się przebić przez ogłuszający monolog, więc daję sobie z tym spokój, dowiedziawszy się przy tym, że z żadnym wolontariuszem nigdy nie było tyle problemów, co ze mną. Czyżbym była wyjątkowa? :-) 2. Któregoś dnia jadę do schroniska przed pracą, mam jakieś pół godziny – max 45 minut na spędzenie ich z psami, bo żeby zdążyć do pracy po wizycie w schronisku muszę zdążyć się przebrać, umyć i dojechać na miejsce. Na spacer wyjść z psiakami nie zdążę, po prostu postanawiam więc posiedzieć przy psach i kotach, pobawić się z nimi, podrapać, pogłaskać, tym bardziej, że jest wśród nich suczka, nad której przygarnięciem długo się zastanawiałam – mam w domu już dwa psy, dlatego decyzja o trzecim psie nie jest taka prosta). Podchodzi kierowniczka i pyta, co będę robić. Trudno to ująć w jednym słowie, dlatego mówię, że po prostu dziś przyjechałam po to, żeby pobyć ze zwierzakami. Bo ona by miała robotę (i tu mam wizję grabienia liści – ostatnio ulubionego zajęcia kierownictwa na terenie schroniska. Dziwnym trafem zajmowanie się psami jest ostatnią rzeczą, o jaką kierownictwo zwykle prosi wolontariuszy). Odpowiadam, że przykro mi, ale akurat w tym dniu wolę spędzić ten czas, który mam, z psami. Potem dowiaduję się, jak bardzo to zabolało kierownictwo. 3. Wspominałam już, że była w schronisku sunia, nad którą się zastanawiałam – otóż wchodzę któregoś dnia do schroniska, trzymam pod pachą worek karmy i idę go postawić na środku, przy budach, żeby zwolnić ręce. Powinnam iść się przywitać, żeby wiedziano, że weszłam, ale myślę, te kilka minut różnicy nie zrobi. Przy okazji widzę, jak moje maleństwo cieszy się na mój widok, więc niewiele myśląc podchodzę do niej, żeby pogłaskać i przytulić. Pies przy sąsiedniej budzie szaleje z zazdrości, więc podchodzę także do niego. No i widzę kierownictwo – po minie sądząc, będzie źle.. I rzeczywiście – kolejna awantura, że nie zgłosiłam, że wchodzę, że nie powiedziałam dzień dobry, a dzień dobry świadczy o kulturze itp itd. Moje tłumaczenia, że bardzo przepraszam, że chciałam zaraz przyjść, zostały przekrzyczane. No cóż, chamstwo ze mnie wychodzi, skoro nie umiem nawet dzień dobry powiedzieć..ładnie mnie mam wychowała. 4. Niedziela, już po wizycie w schronisku, jadę do domu. Kontaktuje się ze mną małżeństwo, które chciało przygarnąć pieska ze schroniska i skontaktowało się ze stowarzyszeniem, żeby ktoś pomógł im w wyborze psiaka. W tygodniu nie mogą podjechać, bo pracują, więc umawiamy się za 10 minut w schronisku i zawracam auto. Jak mam czekać tydzień ze świadomością, że biedny psiak jest przeze mnie skazany na schroniskowe warunki, to wolę wrócić i załatwić sprawę od ręki, i mieć świadomość, że psiak jest szczęśliwy. Małżeństwo przemiłe, chodzimy po schronisku, żeby wybrać psiaka, wreszcie – wybrana maleńka sunia. Bierzemy psa i idziemy spisać formalności – pracownica informuje nas, że tego psa wziąć nie można. Wszyscy zdziwieni, pytam: dlaczego? Bo ten szczeniak jest dopiero tydzień, a musi być dwa tygodnie, bo może właściciel się po niego zgłosi. Mówię, że ok, ale przecież czasami ludzie podpisywali oświadczenia, że biorą to na siebie, że jeśli właściciel się zgłosi, to psa oddadzą. Nie, nie jest to możliwe, dowiadujemy się, ponieważ ten szczeniak nie był szczepiony. To nie jest problem, mówię – biorę to na siebie, zaraz podjedziemy do lekarza i psiak będzie zaszczepiony. Jeśli mi nie ufa, to mogę pojechać po lekarza i przywieźć go do schroniska, zrobi zastrzyk na miejscu. W tym momencie zostaję podniesionym głosem wyproszona z pomieszczenia, bo “przekraczam swoje kompetencje”. Potem pracownica prowadzi małżeństwo do innego pomieszczenia, gdzie są dwa maleńkie szczeniaki do wzięcia. Idę z nimi i widzę dwa maleństwa, jeszcze mniejsze niż szczeniak, którego wcześniej wybrali. Pytam ile czasu te szczeniaki są w schronisku – pracownica rzuca mi piorunujące spojrzenie i odpowiada, że tydzień. Ale te były szczepione – dodaje. I znowu wyprasza mnie z pomieszczenia, wypychając mnie ręką. Proszę więc ją, żeby mnie nie dotykała (zwłaszcza w taki sposób) i mówię, że ci państwo poprosili mnie o pomoc, więc mogę z nimi być. Ostatecznie jednak zostaję wyproszona na amen i na amen zakrzyczana. Wychodzące z psiakiem małżeństwo mówi mi, że współczują nam tego, jak jesteśmy w schronisku traktowani i rozchodzimy się do domów. Dokończeniem całej historii jest dzisiejszy dzień, kiedy to w 3-osobowej grupie poszłyśmy do schroniska. Na wstępie jedna z pracownic poinformowała mnie, że decyzją kierowniczki nie mam wstępu na teren schroniska, czego jednak nie wzięłam do siebie i do psów poszłyśmy. Naprawdę szkoda mi czasu na jałowe dyskusje, podczas gdy wygospodarowuję te 2-3 godziny w ciągu dnia na to, żeby pojechać do schroniska i pobyć z psami, które tego potrzebują. Za chwilę pojawiła się kierowniczka, która – niczym gradowa burza wyrzuciła z siebie żale w moim kierunku i oznajmiła, że współpraca nam się nie układa, więc ona nie wyobraża sobie mojego przychodzenia do schroniska. Ci, którzy byli przy tej “rozmowie” mogą poświadczyć, że do porozumienia dojść nie mogło, ponieważ krzyk kierownictwa był ogłuszający i nie dopuszczający do głosu. Dowiaduję się także, że pracownica, z którą “był konflikt” w niedzielę, zagroziła że: “albo ona, albo ja!”. Na dodatek część rozmowy odbyła się w pomieszczeniu, w którym była wspomniana wyżej pogryziona suczka, która obecnie jest już bardzo żywa i tylko szuka okazji do ucieczki z salki, w której jest trzymana. Kierowniczka stała w otwartych drzwiach i wrzeszczała (inaczej nie mogę tego nazwać), moja koleżanka trzymała suczkę i prosiła, żeby kierowniczka zamknęła drzwi, te jednak nie zostały zamknięte i w pewnym momencie Mola wyprysnęła na dwór. I co usłyszałyśmy? Że to wszystko przez nas. A jakże. A do schroniska i tak będę przychodzić. Nie przychodzę tam dla kierownictwa, nie przychodzę tam dla pracowników. Przychodzę tam dla zwierząt. Większość z nich nie ma nikogo, prócz nas. Quote
Mona_S10 Posted October 27, 2008 Posted October 27, 2008 Niesamowite! takie zachowanie świadczy tylko o ludzkiej ignorancji i to jeszcze kierownictwa schroniska ! Dobrze jednak, że są ludzie którzy walczą o te zwierzaki bo bez nich na pewno by zgineły. A zachowanie kierownictwa jest dla mnie niedopuszczalne !!!!! Jak można być takim człowiekiem ?! Naprawde o takim absurdzie to jeszcze nie słyszałam :shake: Quote
viverna Posted October 27, 2008 Posted October 27, 2008 szczerze współczuję tym psiakom takiego schronu... myślę, że to całe kierownictwo ma pewnie sporo na sumieniu i boi się wolontariuszy, którzy za dużo mogą się dowiedzieć... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.