Vectra Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 A wracając do tematu psów z pseudohodowli - piszecie, że jeśli ludzie przestaną kupować zwierzęta z takich miejsc, to problem sam się rozwiąże - tylko co stanie się z tymi zwierzaczkami, które już przyszły na świat?!?:razz: Moim zdaniem w tym przypadku powiedzenie, że czasem trzeba coś poświęcić, żeby zyskać więcej NIE MA ZASTOSOWANIA... Jak ludzie przestaną kupować , to pseudo hodowcy przestaną produkować ...ot takie prawo rynku .. a jak kupują , to i produkują na potęgę Co do tej skóry , to może być nużeniec , jak najszybciej do weta by zrobił zeskrobiny .. nieleczone będzie się pogłębiać ..na początek nie musi być wybitny dermatolog .. wystarczy codzienny weterynarz. PS Posiadanie przez psa metryki / rodowodu nie zobowiązuje właściciela do odwiedzania wystaw .. można metrykę schować do szuflady , ba można dać własnemu psu do zabawy :) Z waszą suczką też nie musieliście jeździć jej pokazywać Quote
uncanny Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 U weta już byliśmy, póki co dostała jakiś preparat w płynie do smarowania miejsc zmienionych chorobowo, później byłyśmy jeszcze raz - dostała zastrzyk. Nie pamiętam nazw leków. Teraz próbujemy umówić się do doktora Popiela z AR we Wrocławiu, bo wydaje mi się, że zwykły wet nie jest w stanie nam pomóc. Ja nie uznaje leczenia na wyczucie :angryy: a mam wrażenie, że póki co właśnie takie było stosowane. Najpierw powinny być badania, później leki, a nie faszerowanie psa jakimiś super specyfikami metodą prób i błędów. Jeśli chodzi o wybór sprzedawcy psa - masz rację - nie będzie popytu, nie będzie podaży. Jest tylko problem tych maluchów, które już przyszły na świat. Ja się boję pomyśleć co byłoby z naszą Fibunią, gdybyśmy jej nie kupili. Moim zdaniem najlepsze są małe hodowle domowe, tzn. nie muszą się nawet nazywać hodowlami - chodzi mi o ludzi, którzy raz czy dwa razy w życiu suni dopuszczą ją do odpowiedniego partnera ;) Z tymi wystawami też masz oczywiście rację - nie musieliśmy na nie jeździć. Ale pojawia się też pytanie - kogo właściwie nazywamy pseudohodowcą? Kogoś kto sprzedaje psy bez metryczek? Bo jeśli tak, to gdybyśmy nie odbębnili z huską tych 3 (jeśli dobrze pamiętam) wystaw, moglibyśmy śmiało mówić o sobie "pseudohodowcy". W końcu raz urodziła szczeniaki, które gdyby nie te wystawy, nie miałyby metryk. P.S. Wcześniej pisałam, że przed zakupem Fibi dzwoniłam do kilku hodowli żeby wypytać o Rhodesiany i szczerze mówiąc czasami miałam ochotę po prostu się rozłączyć. Usłyszałam 2 lub 3 razy, że nie powinnam nigdy w życiu kupować psa bez metryki, bo to właściwie towar niepełnowartościowy :roll: Wydaje mi się, że o tym czy pies będzie "normalny" itd. nie świadczy samo posiadanie metryki. Jest mnóstwo ludzi, którzy mają psy z rodowodami i nie jeżdżą z nimi na wystawy - ich szczeniaki nie mają metryk, a są rewelacyjnymi psami dającymi mnóstwo szczęścia swoim właścicielom. Poza tym bardzo dużo ludzi nie może pozwolić sobie na psa z rodowodem, o czym miałam się okazję przekonać kiedy sprzedawaliśmy nasze huskie. Ludzie wybierali te bez metryczek od "konkurencji", bo były tańsze (chociaż nasze sprzedawane były właściwie za połowę ceny, którą moglibyśmy za nie chcieć). Quote
WŁADCZYNI Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 Pytanie czy człowieka, którego nie stać na psa z rodowodem stać na ewentualne leczenie? Któe w przypadku psów z pseudohodowli często jest długie i kosztowne - kto w pseudohodowli bada psy na choroby dziedziczne np. na dysplazję? Leczenie jest długie, bolesne i kosztowne, często przekracza i to wielokrotnie koszt psa po badanych rodzicach z rodowodem. Suka szczeniaków mieć nie musi - więc kryć jej nie trzeba, na wystawy też nie trzeba jeździć. Chcesz pieska do kochania kup z metryką i schowają ją, albo adoptuj psa. Pseudohodowca nie powinien dostać nic. W hodowli nie chodzi o kasę, ani o robienie miotów z i drugiego bez metryki tylko o pracę nad ulepszaniem rasy którą się kocha. Quote
Vectra Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 słyszałam 2 lub 3 razy, że nie powinnam nigdy w życiu kupować psa bez metryki, bo to właściwie towar niepełnowartościowy Prawdę usłyszałaś :) Pies bez metryki nie jest rasowy jest w typie rasy .. wiec po co płacić nie małą kasę za niepełnowartościowy produkt ? Poza tym bardzo dużo ludzi nie może pozwolić sobie na psa z rodowodem, o czym miałam się okazję przekonać kiedy sprzedawaliśmy nasze huskie. Ludzie wybierali te bez metryczek od "konkurencji", bo były tańsze (chociaż nasze sprzedawane były właściwie za połowę ceny, którą moglibyśmy za nie chcieć). Tak , tak - stały tekst :diabloti: Najcudowniejsze wytłumaczenie , które mnie osobiście nieziemnko bawi .. wole dać 1000 czy 1500 za psa rasowego niż 500 za kundelka z którego nie wiadomo co wyrośnie .... Skoro nie stać kogoś na psa rasowego , to w jakim celu kupuje rasopodobnego ? Jak mnie nie stac na oryginał , nie kupuje tańszej podróbki ... zadowalam się tańszym produktem Szkoda , że rozmnażanie rasopodonych nie psów jest w PL uważane jako piractwo ;) Moim zdaniem najlepsze są małe hodowle domowe, tzn. nie muszą się nawet nazywać hodowlami - chodzi mi o ludzi, którzy raz czy dwa razy w życiu suni dopuszczą ją do odpowiedniego partnera ;-) Ale po co ? mało mamy psów ?? Wejdź na PWP (Psy w potrzebie) odwiedź schronisko .. zobacz ile tam jest takich domowych produktów ... właśnie takich gdzie myśleli , że sunia raz lub dwa powinna mieć szczeniaczki. A skąd u kundla wiedzieć czy aby jest odpowiednim partnerem ? Jaką masz pewność , że Twój pies jest z odpowiedniego skojarzenia ? Czy są wolni od chorób genetycznych , czy nie było kryc między rodzeństwem ,matką , ojcem etc ..... Nie wiem nic o swoim psie .. wiesz tylko , że jest z problemami natury behawioralnej .. która może być też dziedzczona .. i że jest w TYPIE rasy Rhodesian.Nie jest psem rasowym. ************************* i zaraz zacznie się wojna :evilbat: Prawdę trzeba przyjmować z honorem :) Quote
Visenna Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 Prawdę trzeba przyjmować z honorem Ano trzeba...moj "niepełnowartosciowy produkt" bez papierów jest niestety bardziej wartościowy niż ten z papierami, kupowany z dobrej hodowli, jako wystawowy. Już się więcej nie dam nabrać. Quote
Berek Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 "Pytanie czy człowieka, którego nie stać na psa z rodowodem stać na ewentualne leczenie? " Powiedzmy sobie szczerze, kundelki za złotówkę też chorują.... A temat pseudo- i "pełno" (wartościowych) hodowli stary jak... Dogomania. Gdyby hodowcy sami nie strzelali sobie tylu goli, pewnie byłoby lepiej ze świadomością w społeczeństwie. Delikatnie rzecz ujmując: z tym odpowiednim doborem partnerów do rozrodu to... pewnie z 5% hodowców faktycznie wykonuje ciężką pracę. Większość kryje tym co aktualnie na topie, albo prymitywnie rozumując w stylu "ciemny pies plus jasna suka = średnie potomstwo). Nie wspominajmy o badaniach... Przeważajaca większość yorków w tym kraju cierpi na tzw. luxating patella. Ale obowiązku badań na to GENETYCZNE schorzenie nie ma - i co, ktory hodowca to robi? NIKT. Słownie: żaden. Bo... "nie ma obowiązku". W rezultacie połowa populacji yorkó w pewnym okresie życia zaczyna kuleć. No ale hodowcy nie przebadają psów używanych do hodowli bo jeszcze by wyszło że ... nie należy ich do rozrodu używac - takiej rasy modnej, na ktorą jest popyt... :roll: Lepiej nie wiedzieć i - za przeproszeniem Państwa - "rżnąć głupa" - wypadające rzepki? Po NASZYCH psach tego nie ma, to na pewno u konkurencji... :eviltong: Ciekawe że nawet u braci Czechów wiele hodowli ras "toy" pyszni się wręcz zeskanowanymi wynikami badań na rzepki na swoich stronach internetowych. Ot, inna kultura hodowania zwierzątek... :cool1: Identyczna sytuacja w innych rasach - jak coś nieobowiązkowe to "po co"... :p :mad: I w ogole po co robić badania, jeszcze ktoś pomyśli że w naszej hodowli coś nie teges. :cool1: NIc dziwnego że jak przeciętny Kowalski ma do wyboru wydać dwie swoje pensje za pieska z rodowodem (do niczego mu niepotrzebnym - tak rozumuje Mr Kowalski) w zamian otrzymując pieska ktory może być zdrowy, ale może i być chory - bo w razie czego hodowca i tak się wypnie... i może być pięknym przedstawicielem rasy ale rownie dobrze może być malo do niej podobny (w zamian otrzyma się namaszczone stwierdzenie: no cóz, genetyka...) - to pan Kowalski poskrobie sięw łeb i kupi pisz-pan-szeltaka u pani Jadzi z przeciwka. Niestety. Ubolewam nad tym ale po trosze rozumiem. :razz: Quote
WŁADCZYNI Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 Czyli mam przestać się łudzić że hodowlą zajmują się pasjonaci chcący dobra rasy a nie kasy? :placz: zawsze mi się wydawało że partnera szuka się co najmniej najlepszego, że robi się badania jeśli istnieje ryzko chorób - w 'moich' białasach na szczęście dużo nie ma bo psy użytkowe, a te niesprawne nie były używane w hodowli. Jestem świadoma że nie każda hodowla jest super, ale tylko 5% to strasznie mało. Quote
Guest Mrzewinska Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 Przez zapisanie sie do ZK nikt nie staje sie nagle etycznym hodowca, jesli przedtem etycznym nie byl. Sa w ZK hodowcy pasjonaci, sa rozmnazacze dla pieniedzy tylko. I tych rozmnazaczy lepiej unikac dokladnie tak, jak producentow bezpapierowych psow. Placic i maksymalnie wymagac, albo brac psa pod opieke za darmo, bez wymagania czegokolwiek. Trzeciego wyjscia nie widze. Zofia Quote
sisay Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 [quote name='uncanny'] trafiłam tu dlatego, że szukam pomocy dla mojej suni. Myślę, że to jedno zdanie zawiera w sobie cały paradoks tego, o czym tu piszecie... "Kupiłam sunie, rasową, nie szkodzi ze bez rodowodu, ale jest śliczna. A teraz SZUKAM POMOCY! " :angryy: Sunia się boi wszystkiego, ma choroby skorne i Bóg wie jakie, a to dopiero początek. Mogę spytać, ile zapłacilaś za ten - przepraszam za określenie - worek bez dna? Ile już teraz kosztowaly cię wizyty u weta? A co na to "hodowca", może jego spytaj o radę co powinnaś zrobić i dlaczego suka tak się wszystkiego boi? Skoro jest takich fachowcem i zajmuje się rozmnażaniem zwierząt, to powinien wiedzieć jak rozwiązać Twój problem. Ale pewnie nie przejmie się zbytnio, bo w tym kojcu już siedzą kolejne Fibusie, którym Twoja zrobiła miejsce!! A już byłaś tak blisko, szukałaś po hodowlach, tam mialabyś zdrowego, porządnego psychicznie psa z pełnym wsparciem i radą hodowcy. Nie musiałabyś "szukać pomocy" - nie po to się płaci kupę kasy za psa, żeby potem mieć z nim same problemy! I na koniec muszę Cię rozczarować - Twoja suczka nigdy nie bedzie "normalnym" rodezjanem - opanowanym, pewnym siebie, godnym zaufania, towarzyskim, bezproblemowym. W jej psychice są nieodwracalne zmiany wynikłe z zaniedbania podstawowej socjalizacji w najmłodszym wieku! Ona od samego początku powinna być SOCJALIZOWANA. W dodatku 5 miesięcy to krytyczny wiek w którym psy są niesamowicie wrażliwe, chłoną jak gąbka i potrzebują ciężkiej pracy wychowawczej, a jej jeszcze doszła w tym ciężkim okresie zmiana domu której ona nie zniesie bez uszczerbku. Jedyne co możesz teraz zrobić, to zabierać ją gdzie tylko się da i starać się zeby miała jak najwięcej fajnych, pozytywnych doświadczeń. Ale nigdy jej całkiem nie naprawisz. Mimo to życzę Ci powodzenia, chociaż mam żal że dałas tym ludziom kolejny powód do ich podłej działalności. Quote
sisay Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 uncanny napisał(a): Moim zdaniem najlepsze są małe hodowle domowe, tzn. nie muszą się nawet nazywać hodowlami - chodzi mi o ludzi, którzy raz czy dwa razy w życiu suni dopuszczą ją do odpowiedniego partnera ;) NIE!!! Najlepsze są hodowle gdzie ludzie WIEDZĄ CO ROBIĄ - obojętne czy mają jedną, czy pięć suk hodowlanych. Kochająca paniusia rozmnażająca swoją suczkę z miłości do niej może popełnić takie same błędy z niewiedzy, co pseudohodowca mający to wszystko w nosie. Psy rozmnaża się dla ludzi i powinno się to robic tak, żeby ci ludzie byli w pełni z nich zadowoleni. Quote
Visenna Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 A już byłaś tak blisko, szukałaś po hodowlach, tam mialabyś zdrowego, porządnego psychicznie psa z pełnym wsparciem i radą hodowcy. Hahaha...fakt- wnętrostwo to nie choroba...ale moze skutkować choroba. Dodaj jeszcze: gdyby szukała po hodowlach ze znajomym kynologiem i wetem, toby miała zdrowego, porządnego psychicznie psa. Bo inaczej to mogłaby dostać pecika z syndromem kennelowym dokładnie tak samo jak z pseudohodowli, bo skąd przeciętny człowiek ma wiedzieć czy ta hodowla jest dobra czy nie, skoro w związku nawet mowią "dobra hodowla, daje ładne pieski, wygyrwają na wystawach"...a pieski reaguja paniką na halterek, na dotyk - bo w domu siedzą w klatkach, zeby sobie np.cennej szaty nie nie zniszczyły. Albo w kojcach, bo ich za duzo zeby biegały luzem po domu takie wielkoludy, lub niszczyły ogród. Quote
sisay Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 Visenna, ja pisząc "hodowla" mam na myśli naprawdę hodowlę. Sam papierek nie wystarczy. żeby kupić psa, trzeba się do tego przygotować. Ludzie więcej wysiłku wkladają w kupienie telewizora!! Sprawdzają producenta, czytają specyfikację, porównują modele i marki, dowiadują się jakie ma funkcje, pytają o gwarancję, kupują w salonie ze sprzętem a nie na bazarze... Poza tym, nie wiem czy zauważyłaś, ale tu była mowa o dzwonieniu po hodowlach wylistowanych na stronie klubu rasy. A to znaczy ze hodowle spełniają wymogi Klubu - wierz mi że te wymogi są większe niż w ZK. Pewnie ze są przypadki psów z papierami które są w jeszcze gorszym stanie. Ale przecież ludzie mają oczy i uszy i potrafią odróżnić jedną hodowlę od drugiej! Wśród hodowców RR znam wielu takich, dla których hodowla to całe ich życie, poświęcają temu mnóstwo czasu i pracy. Ale jak ktoś się obraża na samym wstępie za odradzanie kupowania psa bez papierów... :shake: Quote
Visenna Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 Sam papierek nie wystarczy. żeby kupić psa, trzeba się do tego przygotować. Ludzie więcej wysiłku wkladają w kupienie telewizora!! Sprawdzają producenta, czytają specyfikację, porównują modele i marki, dowiadują się jakie ma funkcje, pytają o gwarancję, kupują w salonie ze sprzętem a nie na bazarze... Tak - bo wiedzą o co pytać. Znają sie na tym. Nie wymagaj, zeby ludzie chcąc kupić psa, uczyli sie ile powinien mieć zębów w szczęce, jaki kształt głowy itp...bez przesady, posiadanie psa wiąże sie z odpowiedzialnoscia ale nie do tego stopnia. Własnie po to powinna być hodowla - zeby człowiek, który chce np. Yorka (powiem o nich bo na nich cos tam wiem) i wie o nich tyle że trzeba je czesac, bawić się z nimi, zapewnić ruch, kąpać i dobrze karmić - zeby taki człowiek mogł kupić psa bezpiecznie. Bez sprawdzania, dzwonienia itp i wreszcie - bez dawania za niego 3 tysiace zł, bo w takiej hodowli sobie liczą (no bo gwarancja że pies to 8 cud swiata..) - jak dla mnie jesli coś jest okreslone mianem hodowli to powinno się tam psa kupic w ciemno, lub z informacją co z nim nie tak. To paranoja, zeby zwykły człowiek musiał łazić, szukac, wypytwyac, moze jeszcze detektywa brac ;)...toż to się psa odechciewa mieć! Bo trzeba zachować energię żeby o niego zadbać maksymanie prawidłowo jak juz sie go bedzie mialo...dodatkowo- skad taki czlwoiek ma wiedziec komu ufac, zwłaszcza jak raz juz sie na psa rodowodowego nacial? jedni piszą to, drudzy tamto,a szary człowiek stoi posrodku i głupieje! No bo skoro nawet Zk nie mozna ufac? To na jakiej podstawie ma ufac jakiemuś Klubowi? Bo na dogomanii ktoś tak napisał? Pompeo na swoim froum tez duzo pisze... Niestety ale tu się nie dam przekonać - powtórze za Berkiem - hodowcy nie robią nic, zeby pies rodowodowy był dostępny dla zwykłego człowieka, który chce mieć przyjaciela danej rasy bo mu sie ona podoba, a nie wystawowca i który nie czuje potrzeby we wczytywnaniu sie w rodowowody do piatego pokolenia wstecz, zeby sprawdzic czy jego przyszłe szcenie nie bedzie mialo jakejs wady..no poza paroma dorbymi duszami, ktorzy mają miękkie serce i są na tyle uczciwi,ze oddadzą tego peta za te 800zł otwarcie uprzedzajac jaki jest. Ale tych to ze świecą szukać, choć nie przeczę ze są tacy, bo na pewno są. Tylko tych "dobrych" hodowli niestety nie ma tyle, zeby każdy pragnacy nabyć pieska go otrzymał, bo by nie nadążali z "produkcją" (paskudne słowo, wiem) szczeniąt ;) Quote
Guest Mrzewinska Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Bylam zwyklym hodowcą. Wykupienie jednego ze szczeniat z pierwszego miotu, juz doroslego, ze zlych warunkow kosztowalo mnie cene calego miotu. Inni ludzie chcieli kupic szczenie nie do wystaw, bo im nie zalezy, tylko do szkolenia najlepsze, wybralam. Potem przychodzili z pretensjami, ze na wystawie ta suka nie wygra, a ja powinnam przewidziec, ze tylko tak mowili, a beda chcieli wystawiac i wygrywac (doslownie taki tekst uslyszalam). Genialna psychicznie, bez wad, ale najwyzej bardzo dobra, nie doskonala. Nie byla lubiana za to w domu. Z sześciu szczeniakow dwa trafily dobrze. W drugim miocie jedno szczenie mialo nabyty uraz. Oddalam za darmo, w polecone rece, wada opisana w umowie, doroslo, biegalo, skakalo, plywalo, zdrowe psychicznie, ale pozostalo utykanie na jedna lape - nie leczone przez wlascicieli nigdy. Nie cenili, bo za darmo i zabili dwuletnie zwierze, gdy powaznie zachorowalo - bez zwiazku z urazem - zanim zdazylam odebrac. Z sześciu szczeniakow do smierci kochane i zadbane bylo jedno. Powiedzialam - nigdy szczeniat. Mialam psa samca reproduktora. Dopuscilam do suki. Pieknego i calkowicie zdrowego szczeniaka naleznego mi za krycie sprzedalam za 1/3 wartosci rynkowej do poleconych rak, co chcialy szkolic. Tanio, bo znalam nabywce i zawierzylam, ze marzy o szkoleniu. Zrezygnowano ze szkolenia, zamknieto w klatce z innymi psami, mlody pies wylamal zeba na pretach, zostal, bo nie rokowal na wystawach juz, sprzedany tez tanio handlarzowi. Ale od handlarza ja pod grozba, ze zostanie zabity, musialam wykupic za 10-krotna wartosc rynkową. Powiedzialam - nigdy wiecej krycia. Za duzo do tego pieniedzy dolozylam w zyciu, ani nie mam ochoty patrzec, co ludzie robia ze szczeniakami wypieszczonymi przeze mnie. Gdybym wtedy wiedziala co wiem teraz, sprzedawalabym tylko za ciezkie pieniadze, bo wtedy sa cenione. Zofia - jeden z bylych hodowcow zwiazkowych. Quote
Visenna Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Za duzo do tego pieniedzy dolozylam w zyciu, ani nie mam ochoty patrzec, co ludzie robia ze szczeniakami wypieszczonymi przeze mnie. Gdybym wtedy wiedziala co wiem teraz, sprzedawalabym tylko za ciezkie pieniadze, bo wtedy sa cenione. Nie mozna karać innych ludzi wyoską cena psa za to, że nie miało sie szczęścia bądz nie umiało znaleźć właściwego nabywcy dla swoich szczeniat! Ja mam rodowodowca peta sprzedanego jako wystawowego za 1650 zł i w typie rasy, za 700. I oba psy mają lepiej nież niejeden multichampion, założę się! Cena nie ma tu nic do rzeczy, a najbardziej nie mają serca dla zwierząt bogaci ludzie, bo mają tyle kasy że jak dziecko zepsuje jedna zabaweczkę- pieska to mu sie kupi drugą, zaden problem, choć oczywiście mie mozna uogólniać. A dla pseudohodowcy zaporowa cena psa jest tylko zachetą do jego kupna i rozmnażania, bo skoro "on taki drogi, to ile ja zarobie na szczeniakach!". Odbiera sie szansę na posiadanie psa ludziom nie majętnym, oni dostają karę za bogatych suk...now, inaczej tego nie mozna nazwac, bo psy sa juz teraz drogie i przecietnej osoby na rodowodowe szczenię nie stać już teraz! A teksty w stylu - nie stać Cię na psa to bedzie Cię stac na leczenie są żenujace po prostu, bo przy kundelkach sie szuka domu za wszelką cene i nie pyta o finanse, a kundel to taki sam pies jak rasowy. Zreszta mnie nie stać było na żadnego psa, oba są prezentem - ale żaden nigdy nie chorował a wszystko co trzeba u weta maja na bieżąco i nigdy nie braknie pieniędzy na nie! Nie kasa jest tu gwoździem programu moi drodzy, tylko ludzka wrazliwosć . Jak jej nie ma to nic nie pomoże!! Quote
Guest Mrzewinska Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Pani Visenno, ja Pani nie zarzucam nieumiejetnosci kupna, wiec prosze takze pohamowac sie z tekstami w stylu "nie umialo sie znalezc nabywcow". Zaden hodowca nie wejdzie nabywcy do mieszkania na 10 lat przed kupnem szczeniaka i nie przeswietli intencji, takich cudow nie ma. Nikogo nie karzę - ale do nikogo doplacac wiecej zamiaru nie mam. I znam zbyt wiele analogicznych przykladow od znajomych hodowcow. Owszem, znam przyklad, ze szczenie, o ktore dobija sie wielu jest oferowane komus za symboliczna oplate, bo akurat warunki domowe i serce do zwierzat zostaly dokladnie przez lata poznane, ale to sa absolutne wyjatki. I zeby to jedno szczenie oferowac komus wyjatkowemu za symboliczna oplatę, trzeba iles innych sprzedac za normalna cene - albo doplacac do nich. Ja doplacac wiecej do PT nabywcow nie będę. Nie stac mnie na to. A sama jestem jak najbardziej przecietnym nabywca i na swoje kolejne rodowodowe szczeniaki oszczedzalam kilka lat. Jesli odlozy sie co miesiac tyle, ile kosztuje utrzymanie szczeniaka (w mojej rasie 200 zl minimum), to po roku dysponujac 2400 zl, mozna przebierac w ofertach polskich, czeskich i slowackich rodowodowych szczeniat. Zofia Quote
Berek Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Zosiu, spokojnie. ;) Widzisz, Ty miałaś o tyle pecha że hodowałaś rasę baaaardzo specyficzną. Powiem Ci - że bałabym się hodować maliniaki bo niestety, obok trafiajacych się coraz częściej ludzi świadomych, ktorym decyzja o malinie rodzila się kilka lat :lol: - niestety dużo się kręci kolo rasy "buractwa", nawet czasem zwiazanego ze sportem czy psami użytkowymi, ale bez pojęcia, bez wyczucia, bez rozumu - i kupujących "bo to samograj". :angryy: Niestety podobnie dzieje się z borderami. Ale, wiesz, widzę co się dzieje w psach ozdobnych na przyklad - i tu też jest paranoja ale niestety w większej części jednak nakręcana przez hodowców. I znów z praktyki znam psy za bardzo, bardzo, bardzo ciężkie pieniądze ktore trafiają do parszywców. I te pieniądze za nie zapłacone ich w niczym nie ochroniły... Natomiast uważam że sztuczne windowanie cen jak najbardziej szkodzi konkretnym rasom. A nawet niechby, ale niechże najdrożej kosztują psy naprawdę zapowiadajace się na bardzo wybitne egzemplarze. Być może rzecz w umowach i zwyklej uczciwości - jednak Polska ma swoją specyfikę. Mam nadzieję że coraz więcej będzie u nas tak rozsądnych hodowców jak np. hodowca owczarkow australijskich z Estonii, ktory sprzedał psa jako wystawowego do Polski, po paru miesiacach wyszła wada, wlaściciele psa wykastrowali a hodowca spokojnie zwrócił im część pieniędzy - tak, że w sumie zaplacili za pecika - ktorego przecież mieli.;) Czy u nas to jest możliwe? Owszem, znam takich hodowców. Ale większość naprawdę w ogole nie rozumuje w ten sposób... Doskonale wiem że mamy do czynienia z żywymi organizmami. Gwarancji nikt na nic nie da - ale do licha cała akcja r=r opiera się na szumnych hasłach że "tylko zwierzę z rodowodem daje nam pewność zdrowia i wyglądu". :cool3: Byloby miło gdyby ogół hodowców wziął to pod uwagę. I zaczynał dzialać juz w momencie planowania krycia, a nawet przed nim (badania - nawet takie, ktorych jaśnie oświecony ZK nie wymaga, ale na choroby o ktorych wiadomo że sie trafiaja w rasie); jeśli zaś pojawiaja sie kłopoty z ktorymś szczeniakiem, to nie ma co udawać że to nabywcy na pewno cosik pochrzanili albo piesek nie od nas, tylko... sprobować pomóc. Na Dogo jest teraz sprawa poszukiwania właściciela 4-ro letniego yorka z tatuażem. Cztery wytypowane hodowle tych luksusowych pieskow nie mogły pomóc - w jednej tylko sprawdzono psy z "podejrzanych" miotów i wszystkie były w swoich domach do ktorych je sprzedano. W trzech pozostalych hodowlach wypuszczających szczenięta za 3000 zlotych nikt nie miał nawet adresów nabywców, bo po co, zaplacili, poszli w piz..* i spokój. :shake: P.S. A propos kennelozy, mam zadziwiająco dużo przypadków - od lekkich po najcięższe, kompletnie beznadziejne - pieskow z takim rodowodem że hej... - przyczynek do uwag mowiacych "chcesz mieć psa z dobrych charakterem, to musisz kupić rodowodowego". BTW ja tam i tak uważam że z przyczyn etycznych NALEŻY kupować rodowodowego. Tylko mi szkoda że dodatkowo trzeba zatrudniać detektywa, weterynarza i tresera do wizyty w każdej hodowli - a tak naprawdę powinno być tak że fakt iż taka hodowla jest "oficjalna" i wypuszcza psy z udokumentowanych pochodzeniem powinien jednak cokolwiek nam gwarantować - ano, minimum uczciwości. Quote
Berek Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Ma-ja, tak, trzeba się "znać" żeby umieć wychwycić rózne szczególiki i niuanse ktore dla laika są niezauważalne. :roll: A niestety mogą świadczyć o poważnych problemach. (ups- posty przeskakują... wyszło jak prekognicja jakaś) Quote
sisay Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Visenna napisał(a):Tak - bo wiedzą o co pytać. Znają sie na tym. Nie wymagaj, zeby ludzie chcąc kupić psa, uczyli sie ile powinien mieć zębów w szczęce, jaki kształt głowy itp... No proszę Cię, czy trzeba się ZNAĆ żeby ocenic warunki jakie panują w hodowli?? :roll: Wystarczy odwiedzić hodowcę, porozmawiać z nim chwilę, zobaczyc psy i już wszystko wiadomo. Już nawet rozmowa przez telefon może dużo powiedzieć o hodowcy. Mówimy tu cały czas o normalnym psie "do kochania" a nie przyszłym interze, bo to już zupełnie inna kwestia. Quote
Guest Mrzewinska Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Berku, ja hodowalam rase bardzo typowa i najbardziej zwyklą - owczarki niemieckie w latach 80. ub. wieku. Maliniaka mialam reproduktora - na poczatku tego wieku. I mam suke maliniaczke teraz, na ktorej hodowac na pewno nie bede. I ZK, i hodowcy, i nabywcy to przecietna naszego spoleczenstwa i stosunku do zwierzat w ogole. Nabywca dysponujac pieniedzmi moze przynajmniej wplynac na to, aby zlych hodowcow wyeliminowac. Dobry hodowca nie ma praktycznie jak wyeliminowac zlych nabywcow. Bo sie dowiaduje za pozno, po fakcie, i nie zawsze da rade odebrac szczeniaka. Zofia PS w Kanadzie slicznie poradzono sobie z problemami dalszej hodowli... Jesli kupuje sie szczeniaka z zamiarem hodowania - nie tylko placi sie wiecej, ale i hodowca decyduje o wystawach, doborze reproduktora. Dopiero o nastepnym pokoleniu wyhodowanym i pozostawionym u siebie mozna decydowac na wlasna reke. To daje wspanialy odsiew chetnych do produkcji byle jak i za wszelka cene na dobrym materiale hodowlanym. Ale do tego konieczny jest system prawa, ktory natychmiast wykluczy kogos lamiacego umowe. Quote
uncanny Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Visenna... w 100% się z Tobą zgadzam!;) Gdybym miała odpisać na wszystko co przeczytałam, to musiałabym opracować esej ;), a na to aktualnie nie mam czasu :(, więc napiszę tylko kilka spostrzeżeń, które od razu mi się nasunęły: 1. Tutaj nie chodzi o pieniądze, a Wy do tego wszystko sprowadzacie porównując koszty. Nie zawsze też chodzi o to, żeby kupić to co "najlepsze", czasem można wydać więcej pieniędzy na "towar niepełnowartościowy", jeśli ma się poczucie, że można temu "towarowi" trochę pomóc. 2. A jednak w niektórych "pseudohodowlach" można zbadać psa na dysplazję... 3. Dlaczego niby "kochająca paniusia" może tylko popełnić błędy i jakie to mogą być błędy? za dużo ciepła i miłości?:roll: 4. Vectra napisała "Ale po co? mało mamy psów?? Wejdź na PWP (Psy w potrzebie) odwiedź schronisko .. zobacz ile tam jest takich domowych produktów ... właśnie takich gdzie myśleli , że sunia raz lub dwa powinna mieć szczeniaczki. A skąd u kundla wiedzieć czy aby jest odpowiednim partnerem ? Jaką masz pewność , że Twój pies jest z odpowiedniego skojarzenia ? Czy są wolni od chorób genetycznych , czy nie było kryc między rodzeństwem ,matką , ojcem etc ..... " Wytłumacz mi proszę jedną rzecz - dlaczego ktoś kto dopuści swoją rodowodową sukę do rodowodowego psa tylko raz w życiu robi źle? Mój pies nie jest dla mnie tylko ja dla niego. Nie musi być idealny - tak jak ja nie jestem. Jego ogon i uszy mogą układać się tak jak im wygodnie, a białe skarpetki byłyby jedynie fajnym dodatkiem. Dlaczego wszystkie psy mają wyglądać tak bardzo podobnie? Może ludzie też powinni zacząć czesać się tak samo, przestać farbować włosy, ubierać się identycznie? Poza tym nie napisałam, że pies boi się wszystkiego. Jest radosną suczką, zachowuje się jak każdy inny szczeniak, którego w przeszłości miałam przyjemność wychowywać lub brać udział w jego wychowaniu, bardzo szybko się uczy, biorąc pod uwagę fakt, że do 5 miesiąca życia nie była uczona niczego poza tym, że ma się nie pchać jak jedzenie idzie. W miejscu gdzie ją kupiliśmy nie panowały tragiczne warunki. Psy były karmione dobrą karmą (którą widziałam - nie opieram się tylko na tym co usłyszałam od właścicielki), były dobrze traktowane, miały świetny kontakt z dziećmi - do tej pory jak Fibi widzi jakieś dziecko na ulicy to szaleje z radości. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że mieszkały na dworze. Nie oszukujmy się jednak - wiele rodowodowych piesków też wychowało się w kojcu. Quote
Berek Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 "ZK, i hodowcy, i nabywcy to przecietna naszego spoleczenstwa i stosunku do zwierzat w ogole. Nabywca dysponujac pieniedzmi moze przynajmniej wplynac na to, aby zlych hodowcow wyeliminowac. Dobry hodowca nie ma praktycznie jak wyeliminowac zlych nabywcow. Bo sie dowiaduje za pozno, po fakcie, i nie zawsze da rade odebrac szczeniaka. " Ależ ja się z Tobą Zosiu zgadzam! Tyle, ze nie znoszę bezkrytycznego "hasełkowania" jakie czasem czytuję choćby na Dogo (oczywiście nie mowię o Tobie) - i szufladkowania, zwłaszcza zaś wglebiania nieszczęsnych przeciętnych Kowalskich ktorzy mogą nie chcieć robić doktoratu z dziedziny "poszukiwanie dobrej hodowli". Wiesz dobrze jak dużo hodowli - dobra, nie szukajmy dalej - ON wypuszcza mioty z papierami i bez. Wiesz że temat ten, poruszony kiedyś przy samej wierchuszce związkowej, został obśmiany po prostu...? :-o Kwestia badań była już tutaj poruszona, co mam robić jak szukając dla znajomych szczeniaka do roboty w pewnej rasie gdzie i tak jest mało hodowli a z nich da się wybrać moze ze trzy w ktorych sie znajdzie psa z powerem a nie wypchaną owcę - od topowej hodowczyni usłyszałam że ona badań robić nie będzie bo nie są wymagane...? :-( Wiem że znajomi ślepego psa będą i tak kochac ale mają aspiracje do sportu - jednak wolałabym ich w niewidome zwierzątko nie ubrać - a przynajmniej znac procent szans że to się nie przytrafi... Źle się dzieje w samej organizacji - i to nie znaczy że mamy się na nią obrażać, potępiac w czambuł oraz szukac szczeniąt na bazarach - bo pies za 300 zl to pies zagłodzony i z całą pewnością wyhodowany na krzywdzie zwierząt, nie ma cudów. Ale nie należy też ze ślepą wiarą malować świata na czarno-biało.... :roll: Quote
Guest Mrzewinska Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Berku, wiesz rownie dobrze jak ja, ze nasze polskie przepisy hodowlane lekcewaza kompletnie charakter, ze najwazniejszy jest eksterier. Wiec jak chcesz cos z wieksza pewnoscia, ze nie bedzie kukielka, owszem, moze byc kukielka do lubienia, do kochania, na kanape, do opieki, ale nie do wspolpracy, nie kupujcie w Polsce. Chyba ze znasz suke matke, i priorytety hodowcow i warunki odchowu. Moje propozycje odnosnie szkolenia hodowcow i testow tez zostaly obsmiane przez wierchuszke ZK. "Ta nić czarna sie przędzie" = co? Jakby mi procenty nie szkodzily zbytnio, to poszlabym na wodke. Ale to też nie pomoże. Zofia Quote
Visenna Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Mrzewinska napisał(a): Pani Visenno, ja Pani nie zarzucam nieumiejetnosci kupna, wiec prosze takze pohamowac sie z tekstami w stylu "nie umialo sie znalezc nabywcow". Po pierwsze mi nie trzeba zarzucać nieumiejętności kupna, ja się do niej otwarcie przyznaję, żaden ze mnie kynolog! a po drugie - ja napisałam "że nie miało sie szczęścia bądz nie umiało znaleźć właściwego nabywcy dla swoich szczeniat!"- raz ze to do nikogo imiennie, a dwa, jeśli już poczuła Pani z tym chęć identyfikacji, to tam jest "bądź" - inaczej też mozna napisać "lub" - mozna sobie wybrać pod którą katergię się należy - a chyba Pani przyzna, że najwyraźniej szczęscia do nabywców to jednak brakło...ale ponieważ są i tacy hodowcy których absolutnie nie interesuje do kogo trafia szczenię, dlatego po "bądź" jest druga część zdania o niepotrafieniu, a powinna być i trzecia- " nie zależy im". Ale to nie znaczy że mam na myśli Panią, gdybym miała napisałabym imiennie wprost - należę do osób raczej mowiących prostu z mostu. Mrzewinska napisał(a): A sama jestem jak najbardziej przecietnym nabywca i na swoje kolejne rodowodowe szczeniaki oszczedzalam kilka lat Ja nie mam niestety czasu, zeby oszczędzać na psa kilka lat, za kilka lat to moze mnie już nie być, mam to nieszczęście być dość cięzko chora... Poza tym bez przesady, pies to nie dom, zeby na niego trzeba było latami odkładać...to jest niezdrowa sytuacja kiedy na psa trzeba odkładać latami - no chyba że ma być to naprawdę już sprawdzony champion hodowalny, to jestem w stanie zrozumieć jego cenę. Ale nie cenę pecika. Ma-ja napisał(a):No proszę Cię, czy trzeba się ZNAĆ żeby ocenic warunki jakie panują w hodowli?? Wystarczy odwiedzić hodowcę, porozmawiać z nim chwilę, zobaczyc psy i już wszystko wiadomo. Już nawet rozmowa przez telefon może dużo powiedzieć o hodowcy. Mówimy tu cały czas o normalnym psie "do kochania" a nie przyszłym interze, bo to już zupełnie inna kwestia. Tak Ma-ju dokładnie tak...byłam w hodowli, rozmawialiśmy godzinę z hodowcą, pokazywał swoje championy, inne szczenięta, rodziców...odpowiadał chetnie na wszysktie pytania, wyptytywał czy chcemy wystawiać, kiedy mowilam że nie, bo się nie znam, chcę po prostu psa - zachecał do tego bardzo, bo szczeniaczek fajny.. sprawiał wrazenie kompetentnego hodowcy, oferował pomoc w wychowaniu psa, zarezerwował sobie prawo pierwokupu jesli sie "rozmyślimy", wziął od nas namiary i kontakktował sie pytając jak sie ma piesek. Ja naprawdę nie chcę mowić o nim zle - ale prawda jest taka że z obiecanego wystawowca mam peta, a wyrównania do ceny peta nikt nam nie zaoferował niestety.. i najgorsze jest to, ze nie wyrażono jakiegoś ubolewania z faktu nie poinformowania nas o wadach psiaka, chęć odkupienia psa bądź partycypacji w kosztach jego "prostowania" była podyktowana wyłącznie obawą o robienie hodowli "złej sławy" :shake: A ja nie chcę oddawac psa, nie chcę go prostowac, za bardzo go kocham - chciałam zwykłego "przepraszam, skoro to pet to wyrównamy państwu do ceny peta..." Berek napisał(a):BTW ja tam i tak uważam że z przyczyn etycznych NALEŻY kupować rodowodowego. Tylko mi szkoda że dodatkowo trzeba zatrudniać detektywa, weterynarza i tresera do wizyty w każdej hodowli - a tak naprawdę powinno być tak że fakt iż taka hodowla jest "oficjalna" i wypuszcza psy z udokumentowanych pochodzeniem powinien jednak cokolwiek nam gwarantować - ano, minimum uczciwości. Ja też tak uwazam...ale dopoki niestety hodowcy ( mowię o swojej rasie, nie wiem jak jest np w onkach...) bedą robić wszystko zeby przecietny człowiek nie mogł kupic rodowodowego, to sterylizascja wszystkich kundli i pozostawienie tylko rasowych psów, pozostaje niestety w sferze marzeń. I to nie jest kwestia wyłacznie moralnosci i świadomosci nabywców, im szybciej to hodowcy zrozumieją, tym lepiej dla psów. Quote
Vectra Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 byłam w hodowli, rozmawialiśmy godzinę z hodowcą, :hmmmm: ja jak byłam odebrać staffika , to siedziałam u hodowcy cały dzień i tak rozmowy było mało i mało ... dodam , że uczestniczyłam w rozwoju Frania od jego poczęcia jak i poprzez jego narodziny .. do ukończenia 8 tygodni kiedy go odebrałam .. dostawałam prawie codziennie relacje przez telefon , zdjęcia , maile .. .. Franek ma dziś 17 miesięcy i nadal co najmniej 3 razy w tygodniu gadam z hodowcą .. BA ostatnio hodowca wpadł do nas w końcu na dłużej (trzy dni) Szczerze , to nie miała bym odwagi mieć pretensje do hodowcy o cokolwiek ... hodowca też nie wróżka ,a pies to nie rzecz .. ino żywe zwierzę ,a natura lubi być przewrotna. CO do wyboru hodowli , patrzyłam głownie na to jak są dorosłe psy traktowane , chociaż u staffików mogę powiedzieć śmiało w każdej polskiej hodowli jest wzorowo .. nie hoduje się tych psów jak myszek w klatkach ... Psy dorosłe podobnie jak u mnie były znaczy do tej pory są pełnoprawnymi członkami rodziny , szczeniaki też tak były traktowane. Mam psa z super psychiką ... to dla mnie najistotniejsze ... idealny pies wzorcowy pod względem eksterieru mnie nie rajcował ..... bo nie z wyglądem się mieszka ,a z charakterem. A za moją Lalke w drodze licytacji dałam 5 prawie lat temu 1000 zł , mój TZ do tej pory nie wie ;) problemy z Lalką opisałam tu po części .... nie żałuje , ogromnym nakładem pracy mam super , ekstra psiaka , oddanego , kochającego , który przeszedł swoje piekło .. piekło które zgotował mu człowiek. Nie wiem skąd jest , nie wiem gdzie została spłodzona ... wiem tylko , że wyciągnęłam ją z przepaści życia. Kolejną suczke pitopodobną , mam ze schroniska , też jej charakter został podeptany , też trwa praca by zaufała , by się nie obawiała , by polubiła ludzi od nowa , bo ma dystans do mężczyzn .. była bita i to raczej tak solidnie .. jest kochanym pieskiem , odpłaca miłością za miłość ... jest psem niezwykle energicznym , nie nauczonym relaxu .. początkowo nawet jak spała to bardzo nerwowo ... jak do mnie trafiła miała ok roku ... jest z nami ok 7 miesięcy .. przez ten czas uczyliśmy ją życia od nowa i nadal uczymy. Jako ciekawostkę dodam , że w schronisku ocenili ją jako agresywnego psa , miała być uśpiona .... rozumiem dlaczego tak ją ocenili .. wyciągali ją na chwytaku ... a ona panicznie bała sie wszelkiego rodzaju kijów , od szczotki , mopa etc .. w schronisku nie miała gdzie uciec to i burczała ze strachu .... na początku u mnie jak myłam podłogę czy zamiatałam , trzęsła się jak osika , uciekała wpadała w panikę .... dziś sprząta ze mną. Już to pisałam , u nas w kraju nie ma kultury posiadania psa , nadal duża część społeczeństwa traktuje psa jak przedmiot , rzecz która nie czuje , nie myśli .... Aktualnie mam dwa psy z hodowli gdzie nie zaznały krzywdy , trzeci który odszedł :( niedawno też był z dobrego domu ;) i dwie suki które tu trochę opisałam czyli po przejściach ... To jest kolosalna różnica między zachowaniami tych psów .. pies po przejściach nigdy nie będzie tak beztroski , spontaniczny , lekki .. zawsze zostaje ten maleńki , minimalny cień obawy , mimo że ufa , wie że nikt krzywdy nie zrobi .. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.