Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 1.8k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='swan']normalnie jestem :loveu::loveu::loveu:
dziękować dziękować dziękować :Rose:

[quote name='Marta i Wika']Ale Corin jest... inna :crazyeye: ;)
Od Abisi?
Bardzo.
Zupełnie z innej bajki.
I to zarówno z wyglądu jak i charakteru: Corin jest żywa, szybka (dużo szybsza od Figi), zwinna, chyba nigdy się nie męczy ale też i jest dość zadziorna w stosunku do psów. Przy naszych spotkaniach musimy bardzo uważać. A i tak na dzień dobry prawie zawsze uda się jej założyć Figuni "trzymanie"... na szczęście Figa uważa, ze to świetna zabawa :roll: :p
... no i potem jest już zabawa.

W zeszły weekend byłyśmy z Kasią i Corin nad jeziorkiem.
Dopiero teraz miałam czas poprzeglądać fotki... aa oto kilka z nich :-)

Powiązali psy do drzew...


...no to się Figa zawiązała w kokardkę :p


Portretowo Corinowo:


Portretowo Abisiowo:


Nuuudy... to se zjem patyka, a co.

Posted

ale rewelacja te zdjęcia zabaw i te loty w wodę:loveu:

może moje też zaczną się taplać w wodzie, jak się nauczyą aportować:razz:

Posted

PaulinaT napisał(a):
Corin jest żywa, szybka (dużo szybsza od Figi), zwinna, chyba nigdy się nie męczy ale też i jest dość zadziorna w stosunku do psów. Przy naszych spotkaniach musimy bardzo uważać. A i tak na dzień dobry prawie zawsze uda się jej założyć Figuni "trzymanie"... na szczęście Figa uważa, ze to świetna zabawa :roll: :p


Oj, to nie dla Wiki towarzystwo :shake:
Wika nie uważa takich rzeczy za zabawę, tylko za zamach na godność osobistą i ciężką obrazę świętości ;)

A jak zmusiłaś szarpeja do pływania? Wrzuciwszy? ;)

Posted

Marta i Wika napisał(a):
Wrzuciwszy? ;)

wciągnąwszy :cool3:
ale na swoje usprawiedliwienie mam, że bez tej kąpieli chłodzącej pewnie by padło mi to zwierze z przegrzania... a tak - luz bluz ;-)

Myślę, ze Wika nie wytrzymałaby towarzystwa Corinki... :siara:

Posted

helo. te zdjęcia w locie do wody bardzo fajne są.

ale widziałam wczoraj psa. otóż psa na kolczatce prowadził opalony dresiarz i pies ten robił chyba za amstaffffa albo pitbullllla. Wygladał jak złożony z kilku psów, tak mniej więcej: umaszczenie jak Cola, figura Figi, na tym osadzony nieproporcjonalnie wielki łeb w kształcie przypominający głowę doga, z kopiowanymi uszami w ksztacie dwóch żagli. pan był dumny a obok niego kroczyła równie szczęśliwa pani z dziwnym yorkiem..:diabloti:

Posted

Hahahaha ta Corin jak Żaba - staranować, wywalić i podeptać :diabloti: Chwyty tysz umie zakładać :p i największą przyjemność czerpie jeśli spotka "rywala" preferującego taką właśnie zabawę :diabloti: i absolutnie nie wykazuje wtedy agresji, nawet wściekłą spienioną astkę potraktowała - "ale fajnie, najpierw się nie chciała bawić, ale teraz mnie goni! Ale frajda! W nooogiii!" :megagrin::megagrin::megagrin:

Posted

Już piszę.
Od czego by tu zacząć... pewnie najlepiej od początku.

Od samiutkiego początku Figa była moją ulubienicą.
Gdy pojechałyśmy z supergogą do schronu "zobaczyć" podrzucone szczeniaki - a było ich wtedy w jednym boksie 10, wszystkie czarne i było już ciemno :cool3: ona od razu rzuciła mi się w oczy. Była najchudsza, najbardziej wygięta i ogólnie najbiedniejsza.
Dostała u wetki białą "obróżkę" z bandaża ale tak naprawdę ona jedna jej nie potrzebowała bo nie miałam problemu z odróżnieniem jej od sióstr, mimo, że teoretycznie niczym się nie różniła od nich.
Dostała też specjalne imię - Figa - rodowodowe imię mojej szarpejki, Laluni.
Już wtedy marzyłam sobie cicho, że ją zostawię u siebie...
I tak mijały tygodnie, kolejne suczki trafiały do domów, niektóre wracały z nieudanej adopcji (Colinda) a Figa cały czas była nawet nie wystawiona...

W końcu ogłosiłam, że zostaje.
Oj nasłuchałam się.
Od wszystkich.
Od rodziny, znajomych - jednak ślepa i głucha na wszelkie rozsądne argumenty trwałam przy swoim. No uparta jak osioł.
W tym czasie Figa z niegrzecznego szczeniaka zrobiła się fajnym i grzecznym psiakiem.
Tak tak GRZECZNYM - mimo, ze w porównaniu z molosami była wulkanem destruktywnej energii :eviltong:
Przybiegała na zawołanie, chodziła przy nodze, nauczyła się zostawać w kennel klatce. Jak szła na spacer sama nie wdawała się w żadne pyskówki z psami - jak szła na spacer grupowy to i owszem :lol:

Moja kochana mała szczurka.
Jeździła na molosowe wyjazdy, chodziła na molosowe spacery...

Zawsze było jej pełno i zawsze chciała sie głaskać.

Wg sąsiadki mojej - najbardziej była do mnie przywiązana, bardziej od Abu i Laluni...

I wszystko było niby super.
Tylko pojawiło się kilka przeszkód.

Pierwsza z nich to moja nowa - po 6-ciu latach inna - praca. Związana z wyjazdami na szkolenia, egzaminy, zjazdy, cyklówki.
Musiałam wtedy rozparcelowywać psy - Figa raz została na tydzień u petsitterki, raz u mojego... ekhem TZta. :oops:
Abi i Lalunia trafiały zawsze do mamy, bo są niekłopotliwe, nie niszczące, nie kopiące i nie podkopują się pod płotem.
Niestety wszystko to robi Figa więc zostawianie jej u mamy wiąże się z ryzykiem, że coś zbroi lub... wydostanie się poza teren co jest ekstremalnie niebezpieczne ze względu na bardzo ruchliwą drogę.
Raz ją ściągałam ze spacerku po drugiej stronie ulicy.... :wallbash:

Druga z przeszkód to "drobna" zmiana planów życiowych...

Po licznych rozmowach, tygodniach dojrzewania do decyzji i wielu bezsennych nocach poprosiłam znajomą o ogłoszenie w prasie.
Oczywiście miałam nadzieję, że nikt się nie zgłosi. W końcu Cola siostra Figi, była ogłaszana ponad pół roku z marnym skutkiem.

No - Figa nie.

Zgłosiły się 4 rodziny: z Rybnika, z Gdańska, z Łodzi i ze Szczecina.

Rybnik i Łódź się jakoś wykruszyły.

Gdańsk sprawdziła kochana samoglow i zdecydowałam że Figi tam nie dam - zbyt mi ta rodzina i ogólna sytuacja przypominały nieudaną adopcję Coli.

Został Szczecin.
Zapakowałyśmy się więc z mamą w sobotę do auta i pojechałyśmy, biorąc pod uwagę, że możemy wracać w niezmienionym składzie.

Cóż mogę powiedzieć.
Nie było się do czego przyczepić.
Ludzie prości i niezbyt bogaci ale przesympatyczni, życzliwi. Figa ich z miejsca polubiła.
4 dorosłe osoby i cały czas ktoś jest w domu - nie ma więc ryzyka, że mała coś narozrabia.
Do tego teren ogrodzony wokół bloku i blisko do ładnych terenów spacerowych.
I kotka w domu do towarzystwa.
Jak byłyśmy na miejscu dzwoniły telefony a nowa Pańcia Figi opowiadała jakiego mają ślicznego pieska...

No i Figa tam została.
A my wróciłyśmy...

Do wieczora podobno warczała i nie chciała dać się pogłaskać, jednak kolację zjadła i w łóżku pod kołdrą spała :roll:
Na spacer też poszła i już na drugi dzień było ok.
Jak dzwonię to słyszę jaka to Figa jest kochana... i że suchego nie chce tylko podroby z kaszą... :cool1:

Myślę więc że wszystkim nam wyszło to na dobre.
Ja mam więcej czasu który mogę poświęcić Abisi i Laluni, Figa ma cztery osoby tylko dla siebie... no i dla kici ale chyba jakoś się podzielą ;-)

Cały czas przekonuję siebie, że to że tak długo była u mnie nie okazało się z krzywdą dla niej.
Ale dzięki temu wydałam psa, który jest odchowany, wychowany, zsocjalizowany, wysterylizowany i któremu mogłam lepiej dobrać ludzi bo wiedziałam wszystko o jej charakterze.

Mam nadzieję, że się nie pomyliłam...

Chyba w te wakacje będę musiała pojechać na weekend do Międzyzdrojów i po drodze wstąpić na kawkę.
Do Figuni ;-)

Posted

Zrobiłaś dobrze :razz: Powiem Ci że nawet wzorowo ;)
Jeżeli masz okazję to odwiedzaj ją i poproś aby Ci zdjęcia przysyłali :cool3: Bądź z nimi w stałym kontakcie (o ile nie jesteś już). Na pewno wiedząc co się u niej dzieje będziesz spokojniejsza i będziesz pewna że trafiła tam gdzie miała :)

Posted

Według mnie również właściwie postąpiłaś. Pies skoro trafił w dobre ręce, szybko się przyzwyczai i tam teraz będzie jej dom. Odwiedzaj ją i się orientuj w sytuacji, to będziesz spokojniejsza jej dalszego losu :p

Posted

Camara napisał(a):
Paulina, czasem rozsądek musi brać górę. Serce się poskleja...


no.
ze tak mądrze powtórzę za koleżanką Camarą.

wiesz, z psami tak jak z ludźmi -
...jeśli życie pisze inne scenariusze - trzeba w pewnym momencie pozwolić komuś odejść... ;)

Posted

Oj pisze scenariusze.
A pomysłowe jest - to życie - jak cholera.
By je cholera :mad:

Scenariusz pierwszy.
Szarik nam zachorował.
Na epilepsję.
W przeciągu miesiąca miał 3 ataki, z czego 2 bardzo silne jednego wieczoru.
Silne - czyli z utratą przytomności i trwające ponad 2 minuty.
Wg weterynarza takie ataki są w jego wieku bardzo niebezpieczne od razu więc przeszedł na leki.
No ale nie wiadomo czy to od tych leków czy od upałów - bardzo podupadł na nogach, potyka się o te swoje 4 łapy, czasem ni z tego ni z owego przysiada bo ustać nie może, na kaflach w kuchni się rozjeżdżają mu te tylne girki...

Tu nasz senior w doborowym suczym towarzystwie grzeje kości na tarasie.


Szarpejowi też się przysnęło.


Natomiast Bari preferuje piaseczek :p

Posted

Scenariusz drugi.
Sobota późny wieczór (jakoś tak przed 23 było).
Wróciłyśmy z mamą ze spaceru - wszystkie pinć psów w aucie, 4 w miejscu gdzie a normalnych autach są tylne kanapy ;-) a Lalunia na kolankach pasażera :roll:
Zaparkowałam wzdłuż bramy.
Wysiadam.
Biorę Lalunię.
Wysiada mama.
Za mamą w sposób pozostający poza kontrolą wyskakuje Milka.
Nadjeżdża bardzo szybkie auto.

"Milkaaaa" - sią drę.

"Milkaaaa" mama się drze.

Łubudu.

Auto nie przyhamowawszy pojechało.

Na ulicy pozostała wyjąca Milka...

I my dwie, zaryczane...

Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie.

Psy za bamę, mama z Milką do auta, w 6 minut byłyśy w Poznaniu w całodobowej lecznicy - z którą mam najgorsze skojarzenia, już dwa psyz wypadku które tam zawiozłam nie żyją.

A tam sajgon.
1 młody wet i 2 psy (dobek i ONek) walczące o życie ze skrętami żołądków...

Wet rzucił okiem na Milkę i kazał czekać.

Czekamy.

Czekamy.

Czekamy.

Milka zachowuje się zupełnie normalnie...

Nadszedł czas badania...

Milce nie jest nic, dokładnie nic.
Dostała tylko metacam i coś tam jeszcze i wróciłyśmy do domu...
Fuksiara jedna.
I my też...

Posted

Camara napisał(a):
Paulina, czy Szarik ma chorą wątrobę?

Badania krwi miał robione w zeszłym roku.
Wszystkie parametry były w normie.

Prawdę powiedziawszy myślałam, ze porobi jeszcze jakieś badania.
Ale pozostał przy oględzinach plus wywiad szczegółowy.

Wet tylko się dopatrzył blizny na rogówce której nie było w zeszłym roku (jeden wet ma go pod opieką od początku - czyli już 2 lata). Nie wiadomo skąd się wzięła.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...