Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='PaulinaT']

"oby te nasze też tak długo żyły"...


Trzeba dany nam czas maksymalnie wykorzytać. I po prostu być i cieszyć się sobą.

Przykro mi:-(

I zgadzam sie ze trzeba cieszyc sie soba poki czas... a 10.5 roku na cc to i tak duzo...szkoda ze tak szybko odchodza... dobrze ze zostaja nam wspomnienia tego nikt nam nie zabieze...

  • Replies 1.8k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Nie było mnie 3 dni.
Służbowe wyjazdy... :roll:
Psy sie dały we znaki mojej Mamie a koty (a zwłaszcza Dzitka) mojej sisterce.
uff.
Zaraz jade wszystko naprawiać, sprzątać i przywoływac do porządku... :cool3:

Posted

Marta i Wika napisał(a):
http://images32.fotosik.pl/120/4a3e626b195f88bd.jpg
Piękna strzyga zielonooka :p

Ale Figa ma gnata :crazyeye: A inne nie próbują jej zabierać?

Noo gnat co się zowie :p
A zawzięta nad nim okrutnie.
Niezmordowana.

Abi gnata olewa, Layla może i by chciała ale jak już ma to nie wie co z nim dalej :roll: a Szarik... nie wykazuje zainteresowania kością przetworzoną.
Jakoś nie ma specjalnego kłopotu.
No chyba, że akurat Lalunia chce sprawdzić co ma Figulec więc Figula gryzie warcząc jednocześnie a Laluś nad nią stoi i wymusza. Szczekaniem.
Na szczęście nudzi im się to po kilku minutach (i moich interwencjach).

Furciaczek - jesteśmy już po. :multi:
:lol:

Posted

Abi się właśnie zabrała za kość :o
Layla oczywiście wymusza pojękując nad nią boleściwie a Figa... cóż, Figa cos kombinuje w kuchni... :roll:
Tylko, ze jak Abi coś chce to bierze i ma a reszta może najwyżej postękać ;-)

Posted

GoniaP napisał(a):
Ja bym nie mogla dać kości Bobolowi i zostawić przy nim Tochę :shake: Wszystko jej wolno, tylko nie zaglądać do michy....
Ale odwrotnie jest ok ;)

Nie no w takim wypadku lepiej nie ryzykować, kość niezgody niemile widziana ;-)

Posted

PaulinaT napisał(a):

Tylko, ze jak Abi coś chce to bierze i ma a reszta może najwyżej postękać ;-)


zawsze wiedziałam że małemu to zawsze wiatr w oczy :placz:

Posted

A u nas jest odwrotnie. Jak Wika (najmniejsza) coś ma to reszta może najwyżej postękiwać ;)
Ale ostatnio Czarek i Aira też zrobiły się takie wyżarte i nie tak łatwo im zabrać. Bo kiedyś to Wika im z pyska wyjmowała i uciekała z tym do siebie.

Posted

swan napisał(a):
zawsze wiedziałam że małemu to zawsze wiatr w oczy :placz:

No Abi ma przewagę, fakt.
Ale - jak dobrze wiesz ;-) nie wielkość o sile stanowi :p

Siostrzyczki się spotkały po 2 tygodniach niewidzenia :-)






Posted

Zabawka konga z wkładką stanowi wielką podnietę.
Nie wiem, czy odważę się ją zostawić psom, jak będę wychodzić.
Najbardziej zainteresowany jest Szarik ;-)

Posted

Ciotka Paulina, a gdzie można kongo zamówić, może bym mojej niuńce też zamówiła, może nie zareaguje odrzutem totalnym. Ona teraz taka biedna jest - musi dziennie tyle pięter pokonywać piechotą &bez windy), że serce jej pęka powoli i jest nieciekawie. Ograniczyłam spacery do 2 dziennie, bo inaczej nie wiem czy dałaby radę. Ale może coś za to bym jej dała.

Posted

Ja zamówiłam TU

A Szarik to ostatnio ogłupł.
O 3 w nocy z wielkim hałasem i zapamiętaniem zabiera się za tą wielką kość, co Figa dostała.
:angryy:

Czarne diabełki dziękują cioci caroolci :lol:

Posted

[quote name='GoniaP']Paula, żyjesz???
Żyjemy. Obedwie ;-)
Ale ledwie co.
Straty bojowe: skrajnie nadwyrężone kolana i rana na przedniej łapie, tuż przy klatce piersiowej - najprawdopodobniej panna nadziała się na jakiś drut. Rana byłaby do szycia ale za dużo czasu upłynęło i już się zszyć nie da.

Ale ale - zacznę od początku.
Wczoraj wybrałam się na spacer z całą moją czwórką dość późno bo ok.16 dopiero, bo mam jakiegoś wirusa dziwnego i nietęgo się czuję. Pojechaliśmy więc w odludne okolice, żeby spacer był spokojny.

Najpierw Lalunia była na smyczy ale gdy wyszłyśmy na skraj wielkiego pola puściłam ją na chwilkę luzem (wiem! miałam już nigdy tego nie robić), po pierwsze dlatego, że się czułam ciut słaba a po drugie chciałam spokojnie chwilkę porozmawiać przez telefon o sprawach nie cierpiących zwłoki.

Lalunia - cała szczęśliwa - pobiegła na przód, trochę węszyła a trochę ganiała się z Figą.
Kręciła się w okolicy kępy krzaczastej.
Po chwili z krzaków przybiegła Figa ale Laluni ani hu-hu.
Nic to - zaraz wróci - i peplam sobie nadal beztrosko.
Po 10 min. zaniepokojona stwierdziłam do słuchawki "wiesz tej małpy nadal nie ma".
No ale nic to - zaraz wróci.
Po kolejnych 5 minutach skończyłam rozmowę tel. i zaczęłam wołać, gwizdać itepe - bez skutku.
Wróciłam więc w okolice krzaczastej kępy, przeszłam przez pole, lasek - Laluni ani widu ani słychu.
Zaczęło robić się ciemno.
Po 1.5 godziny zaczęłam dzwonić po posiłki.

Ciemno już było kompletnie.
Przyjechać mógł tylko Pawełek w towarzystwie imprezowym (ostatnia sobota karnawału w końcu) i przez godzinę jeździli po okolicach - Laluni niet.
Ja cały czas kręciłam się tam, gdzie spacer się rozpoczął.
Pawełek z ekipą się zniechęcili i pojechali, namawiając mnie dotego samego, bo "to jak szukanie igły w stogu siana" i "lepiej przyjedź rano".
A w życiu.

Pojechałam tylko dotankować auto i ruszyłam w objazd okolicznych dróg leśnych. Cudem chyba nie wpadłam w rowy żadne, nie zakopałam się ani nie utopiłam w Warcie - mój stary gruchotek to jednak dobre terenowe autko, w sam raz na kros.
Tak minęły kolejne 2 godziny - czyli już prawie 6 godzin poszukiwań.
Komórka mi padła, ja wymarznięta - bo głowa cały czas za oknem, z gorączką (wirus) psy pozostałe w aucie jęczą.

Pojechałam więc do domu wypić coś ciepłego, zostawić jęczących i podładować komórkę.
Wysłałam wtedy esemesy do wszystkich możliwych - "Błagam, jutro jedźcie do Naramowic, Radojewa lub Biedruska na spacer - zginęła Layla!" czy jakoś tak.
To była też chwila załamania - łez, zwątpienia.

Mama się uparła, ze chce ze mną jechać - pojechałam więc po mamę i ruszyłyśmy z powrotem.
Coś mnie tknęło - i zamiast prosto do Radojewa, czyli w okolice gdzie Lalka zniknęła skręciłam w lasy już w okolicach Naramowic i jechałam leśnymi szlakami - przydała się znajomość tych terenów z czasów, gdy jeździłam konno w tamtych okolicach i dobrze poznałam wszelkie ścieżki.

Ujechałyśmy kawałek - skręciłyśmy w las i na środku ścieżki kto ledwie stoi na nogach?
No kto?

LALUNIA.


Była jakieś 6 km od miejsca, gdzie się zgubiła.
Była zmęczona, ubłocona i kulejąca.
I chyba dość już przestraszona i zdezorientowana.
Całą głowę miała poobijaną przez chaszcze - opuchnięte powieki, zaczerwienioną skórę.
Całe szczęście, że była w kubraczku - przynajmniej nie wyziębiła się.

Layla zgubiła się o 16.30 - znalazłam ją chwilę przed 1 w nocy.

Laluniu kochana - proszę Cię, ja chcę się trochę ponudzić, naprawdę nie musisz się tak starać i dostarczać mi tylu wrażeń.
Naprawdę.

Posted

Oj tak - też takiego dramatycznego smsa dostałam :-) I strasznie byłam zła że jestem w Kosieczynie, jedyne co przyszło mi do głowy to stary sposób z zostawianiem czapki czy kurtki :roll:
Całe szczęście, że nic poważnego się nie stało. Ale współczuję :shake: Ja umieram ze strachu, jak Wika zginie mi na 5-10 minut. A tu tyle godzin :shake:

Posted

Odebrałam noca sms-a - byłam troche otępiała po powrocie ze szpitala od taty, ale już zaczęliśmy ustalać w domu system rannego szukania. Fotki Laluni z netu, ulotki dla spotkanych ludzi. Odetchnełam, gdy dostałam odwołanie alarmu.

Paulina, jak jeszcze puścisz tą słodziastą hipciowatą łazęgę - to komisyjnie :mad:.
Ale może jak najadła się strachu i cierpienia to sie czegos nauczy. Jak myślisz!!!

Posted

ło matko.......... jakim cudem na siebie trafiłyście o tej pierwszej w nocy to opatrzność czuwała :crazyeye:

to bez szycia na tej bąbelkowatej skórze się zagoi????

Posted

Marta i Wika napisał(a):
jedyne co przyszło mi do głowy to stary sposób z zostawianiem czapki czy kurtki :roll:

Jechałam z myślą, że na miejscu zostawię jej kołderkę. Dziękuję, bardzo dziękuję za rady. Każda taka myśl dodawała mi otuchy - że są sposoby i że na pewno poskutkują.
Zresztą ja cały czas wierzyłam, że ją odnajdę...

supergoga napisał(a):
zaczęliśmy ustalać w domu system rannego szukania. Fotki Laluni z netu, ulotki dla spotkanych ludzi.


Gosiu - plan był taki, że gdybym jej nie znalazła w nocy jadę do domu robię ulotki i wracam rozklejać i roznosić po wszystkich okolicznych domach. Z zaznaczeniem, że nagroda i że ona sterylizowana jest...

supergoga napisał(a):
Ale może jak najadła się strachu i cierpienia to sie czegos nauczy. Jak myślisz!!!

Nie sądzę, żeby czegoś ją to nauczyło - myślę przeciwnie, że adrenalina związana z tropieniem i pogonią była tak wielką nagrodą dla niej, że tym bardziej będzie uciekać.

swan napisał(a):
ło matko.......... jakim cudem na siebie trafiłyście o tej pierwszej w nocy to opatrzność czuwała :crazyeye:

to bez szycia na tej bąbelkowatej skórze się zagoi????


to jakiś cud był, że akurat wtedy tam pojechałam!
czy się zagoi - napewno, pewnie dłużej to będzie trwało - ale to nie jest takie rozcięcie, z jakim nie dałybyśmy sobie rady ;-)

Alfa i Zuzia napisał(a):
Może lepiej jej nie puszczaj ze smyczy?:roll:


supergoga napisał(a):
Paulina, jak jeszcze puścisz tą słodziastą hipciowatą łazęgę - to komisyjnie :mad:.

Bóg mi świadkiem - nie spuszczę nigdy więcej, nawet na sekundę... :shake:
NIGDY!!!!!

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...