Magda Olga Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 Niedawno dowiedziałam się, że mój 13 letni pudelek (średniak) ma raka nadnercza. Miał chore nerki, podwyższony mocznik, ciągłe pragnienie i nieopanowany apetyt, problemy z trzymaniem moczu i tak dalej, i tak dalej. Doraźnie pomagały (i wciąż pomagają) kroplówki. Okazało się, że to choroba Cuschinga, a usg wykazało tego raka. Stanęłam przezd trudnym wyborem: operować czy nie? i w związku z tym chcę Was prosić o radę, może ktoś miał podobne doświadczenia. Zastanawiam się, czy warto biedaka męczyć operacją, szczególnie, że jest już starszy i miewał problemy z wybudzeniem się z narkozy. Quote
LAZY Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 Magda a co mówi wet? Jakie są rokowania po operacji? Czy to jedyne wyjście, żeby żył, czy to kwiestia długości życia. 13 lat to sporo, aczkolwiek sa psy ktore żyją o wiele dłużej. To jest zawsze bardzo trudna decyzja, każdy przypadek jest inny, każda choroba jest inna. Nie wiemy czy podejmując decyzje o operacji postępujemy slusznie, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy pies w tym wieku ją przeżyje. Z drugiej strony jak nie podejmiemy ryzyka możemy sobie wyrzucać, ze za szybko się poddaliśmy. Nie ma jednej recepty na wyjście z tej sytuacji. Ja na swoim przykladzie moge powiedzieć, ze przy następnym chorym psie (odpukać!!!) znajdę weta, który mi wyłoży kawę na ławę i powie, że juz czas, że nie warto psiaka męczyc dla własnego egoizmu. Mam do siebie żal, że Lazy (zmarła na białaczkę) pozowliłam cierpieć! Liczyłam na wyzdrowienie, dawalam chemię, ale poza kilkoma lepszymi dniami było źle. Nie wiem czy dla niej te dobre dni z nami były warte późniejszego cierpienia. Kiedyś usłyszałam bardzo dobre stwierdzenie dr Jagielskiego (świetny onkolog): "Leczenie psa nie powinno mu sprawiać wiecej cierpnienia niż jego choroba". Trzymam kciuki za mądrą decyzję. Pozdrawiam serdecznie Quote
Magda Olga Posted September 3, 2007 Author Posted September 3, 2007 Dzięki, Lazy, za wsparcie. Wet mówi, że nie chce brać odpowiedzialności za moją decyzję, więc właściwie nie mówi nic. Wiem tyle, że pewnie piesek pożyje jeszcze trochę bez operacji, ale jak długo - to zależy od tego, jakie będzie tempo rozwoju choroby. Z drugiej strony jest już starszy i chociaż zawsze wierzyłam, że będzie żył do 20, a najlepiej wiecznie, zdaję sobie sprawę, że nie młodnieje. Może nie warto go zamęczać, ingerencja chirurgiczna, narkoza to jednak duży wysiłek dla organizmu. Co innego, gdyby był szczeniakiem... Zresztą sama nie wiem. Pewnie bez względu na to, jaką decyzję podejmę, będę później miała do siebie pretensje, że postąpiłam źle. Cyt. z dr Jagielskiego dokładnie oddaje moje wątpliwości. Quote
Agappe Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 Magda ja już Ci napisałam co ja bym pewnie zrobiła. owszem to podejscie egoistyczne, ale chyba nie moglabym sobie poradzić z myślą, ze za łatwo się poddałam, że nie spróbowałam :shake: :shake: byłaś też u innych lekarzy?? może inni weterzynarze powiedzieliby jakie Dziadek ma szanse??:roll: Quote
Magda Olga Posted September 3, 2007 Author Posted September 3, 2007 Umówiłam się z Anią, że wpadnę do niej z Dziaduniem i będziemy kombinować. Zgadzam się z Tobą, trzeba robić, co w naszej mocy, tylko przeraża mnie myśl, że zmarnuję mu ostatnie miesiące życia. A, i zupełnie nie na temat - jak to zrobiłaś, że się do mnie Anatka uśmiecha ze zdjęcia? Wstawiłabym sobie Dziadunia, ale nie umiem... Quote
Agappe Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 Magda Olga napisał(a):Umówiłam się z Anią, że wpadnę do niej z Dziaduniem i będziemy kombinować. Zgadzam się z Tobą, trzeba robić, co w naszej mocy, tylko przeraża mnie myśl, że zmarnuję mu ostatnie miesiące życia. A, i zupełnie nie na temat - jak to zrobiłaś, że się do mnie Anatka uśmiecha ze zdjęcia? Wstawiłabym sobie Dziadunia, ale nie umiem... Trzymam kciuki za właściwą decyzję!! (a co do zdjęcia: panel użytkownia, Edytuj Avatar/ Pamietaj: Maksymalna wiekość obrazka może mieć 100 na 100 pixeli lub 13.7 KB (lub mniejsze).) Quote
Cheritka Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 Ja nie podjęłabym się operowania takiego psa, DZiadunio ma już tyle lat, że pewnie się nie wybudzi z narkozy, a jak się wybudzi to i tak nie wiedomo czy dojdzie do siebie. Przykro to mówić, ale takie są fakty. Quote
gayka Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 A choroba Cushinga jak została zdiagnozowana? Bo lekrze często na oko takie diagnozy stawiaja niestety:mad: mojej suni tez lekarz Cushinga wmawiał...a okazało się , że badania w tym kierunku były dośc skomplikowane no i sunia oczywiście zadnego Cushinga nie ma! Co do narkozy to stosowane obecnie gazy np.isofluran są naprawdę bardzo bezpieczne.Moja 16- latka miała w oststnich 40 dniach dwa powazne zabiegi i obie narkozy zniosła świetnie.problem w tym ,że większośc lecznic nie ma poprostu sprzętu do narkozy wziewnej , a nawet jak mają, to stosują gorsze gazy!! Zrób tak żeby Twój psiak miał maksimum komfortu! Trzymam kciuki za Was!! Quote
dorotak Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 Mój jamnik miał właśnie raka nadnercza. Miał 10 lat i nic nie wskazywało, że jest chory. Dopiero atak bólu brzucha w nocy, szybka jazda do całodobowej kliniki i RTG ujawniło guz wielkości sporej piłeczki :crazyeye: Owszem, trochę przytył, ale ponieważ rok wcześniej był kastrowany, to myślałam, że przytył "normalnie"... Niestety nie... Ponieważ poza tym guzem nie miał innych problemów zdrowotnych, to zdecydowałam się na operację. Guz został usunięty. Niestety na kontrolnym USG, które zrobiliśmy chyba trzy tygodnie po operacji, okazało się, że guz odrósł i jest prawie wielkości poprzedniego...:shake: Rudy przeżył jeszcze około 2 tygodnie... :-( Każdy guz jest inny - ten odrósł prawie natychmiast :-( Ale nie żałuję decyzji o operacji. I na pewno podjęłabym ją jeszcze raz. Tyle, że ja "miałam łatwiej", bo Rudy nie miał innych problemów zdrowotnych... Trzymam kciuki za Dziadunia - na pewno podejmiesz dobrą decyzję... Quote
Magda Olga Posted September 3, 2007 Author Posted September 3, 2007 Dzięki wszystkim za zainteresowanie. Cusching został zdiagnozowany na podstawie charakterystycznych objawów (które opisałam na początku) oraz usg i badań krwi. Co do operacji - nawet jeśli pies przeżyje narkozę, to jednak ingerencja będzie spora i zanim dojdzie do siebie, to się pewnie nieźle umęczy. Może mu przedłużę życie, ale z tego duża część to będzie cierpienie... To pewnie egoistyczne myślenie, ale wolałabym nie mieć możliwości podejmowania takiej decyzji. Quote
Cheritka Posted September 4, 2007 Posted September 4, 2007 Ja miałam zupełnie inną sytuację ale Wam opiszę ::roll: Mój 9 letni pudelek w pełni zdrowia został pogryziony(na Mazurach) i to tak, ze nie było sensu go ratować. WET dał mi jeszcze nadzieję i oczywiście powiedziałam -żeby robił wszystko aby pies żył, (zrobił dużo zciągnął z mojego konta bardzo dużą sumkę) Psa i tak musiałam uśpić po 2 tygodniach ( podjęłam złą decyję, dołożyłam mu jeszcze cierpień).:placz: :placz: :placz: Teraz nigdy bym na siłę nie przedłużała życia które i tak zgaśnie.:placz: . Może nie powinnam porównywać, ale jakoś od tej pory nie mam zaufania do weterynarzy :mad: i uważam, że sami powinniśmy więcej decydować i NIE RATOWAĆ na siłę psa. Może dajmy Dziaduniowi godnie umrzeć i nie dokładajmy mu cierpień. To strasznie trudna decyzja. Współczuje Ci Madziu. Quote
LAZY Posted September 4, 2007 Posted September 4, 2007 Nigdy nie bedziemy mieli pewności, ze podjęta przez nas decyzja była jedyna i słuszna. Nie walcząc będziemy sobie zarzucać zbyt szybkie poddanie się, leczac psa możemy oskarzać siebie o to, ze przez naszą samolubność cierpiał...Musimy kierować sie jego dobrem i własnym instynktem...Szkoda, ze mało jest wetów, którzy wzięliby na siebie odpowiedzialność za nasze decyzje. Jak Lazy była chora to jeden wet mówił: jak to białaczka to trzeba sie powoli żegnać, a drugi: nigdy nie wiadomo, można próbować...Wolałabym żeby obaj mówili to samo, zeby powiedzieli koniec! Proszę pozwolić jej odejść. I tutaj nie chodzi o kasę, bo pomimo tego, ze wydaliśmy na jej leczenie 1000 złotych w ciagu miesiaca to to nie było ważne. Ważne bylo to, że pozwoliliśmy jej sie męczyć... Daj znać jaką podejmiecie dezycję. Quote
Cheritka Posted September 4, 2007 Posted September 4, 2007 http://free4web.pl/3/1,100348,257549,Threads.html;jsessionid=40EDD3EE1FEDA37F69514B18D45DC229 Wstawiłam tu zdjęcia Dziadunia, jeśli ktoś chętny , to zapraszam. Quote
Magda Olga Posted September 4, 2007 Author Posted September 4, 2007 [quote name='Ewaa']http://free4web.pl/3/1,100348,257549,Threads.html;jsessionid=40EDD3EE1FEDA37F69514B18D45DC229 Wstawiłam tu zdjęcia Dziadunia, jeśli ktoś chętny , to zapraszam. Jipek przed i po strzyżeniu u Pani Ewy. Widać różnicę :-) Dziękuję, to naprawdę bardzo miłe! Wciąż nie wiem, co zrobię. Słyszałam, że istnieją jakieś homeopatyczne leki, które pomagają na Cuschinga, ale ponoć trzeba je sprowadzać ze Stanów. Czy ktoś coś o tym wie? Bo ja niestety niewiele. Ale jeśli homeopatia mogłaby pomóc, to byłoby świetnie. Szukam sposobów na leczenie bez operacji. Kroplówki, które Dziadunio regularnie dostaje pomagają doraźnie, ale nie są w stanie zahamować choroby. Lazy, co do odpowiedzialności wetów za decyzje dotyczące zdrowia zwierzaków - ja w pewnym sensie rozumiem, że boją się ewentualnych (mniej lub bardziej słusznych) pretensji właścicieli, ale rzeczywiście przydałoby się oparcie w kimś z rzetelną wiedzą. Sama nie czuję się na tyle kompetentna, żeby decydować o życiu swojego psa. M.in. stąd ten wątek. Mam jeszcze pytanie do Doroty: jakimi sposobami leczono Twojego jamniczka (poza operacją usunięcia nowotworu)? Quote
dorotak Posted September 4, 2007 Posted September 4, 2007 Magda Olga napisał(a):Mam jeszcze pytanie do Doroty: jakimi sposobami leczono Twojego jamniczka (poza operacją usunięcia nowotworu)? Żadnymi... Jak okazało się, co jest powodem bólu, to zaraz umówiliśmy się na USG (następnego dnia albo dwa dni później), żeby zorientować się, jakiego narządu dotyczy. Niestety nie dało to jednoznacznej odpowiedzi. Była hipoteza, że jest to guz śledziony (o ile dobrze pamiętam). W przeciągu kolejnych paru dni została przeprowadzona operacja. Wtedy okazało się, że jest to guz nadnercza. Po trzech tygodniach zrobiliśmy kontrolne USG, żeby zobaczyć, jako to wygląda po zaleczeniu ran operacyjnych. Niestety nie wyglądało dobrze... Właściwie już wtedy wiadomo było, że nie ma ratunku... Rudy nie cierpiał. Po operacji normalnie dochodził do siebie. Atak bólu miał znowu tuż przed tym kontrolnym USG. Nie pamiętam, co wtedy dostawał, ale to było doraźne na zniesienie bólu. Następnego dnia już był w bardzo dobrej kondycji. Trzeci, najsilniejszy, ostatni atak znowu miał w nocy. Zdecydowałam, że rano pojedziemy do weta skrócić jego cierpienia. Ale odszedł w nocy sam... Cała "choroba" - od rozpoznania do śmierci psa - trwała nieco ponad miesiąc... Pomiędzy tymi atakami bólu, które nie trwały dłużej niż jedną noc, pies był w bardzo dobrej formie. Dlatego nie poddawałam się. Dopiero fakt, że guz odrósł tak szybko spowodował, że przy kolejnym ataku bólu uznałam, że nie będę dłużej czekała. Ale - może na szczęście - nie musiałam sama podejmować decyzji o uśpieniu.... Nie wiem, czy mimo tego postanowienia byłabym w stanie... :shake: Quote
Bronesia Posted September 5, 2007 Posted September 5, 2007 Magdo wspomniałaś o homeopatii, może skontaktuj sie z psimi homeopatkami. Ja znam te: http://www.bbvet.pl/ http://homeowet.pl/601.html Myślę, że i ludzki homeopata mógłby coś podpowiedzieć. Moje psice dostają leki homeo, które zlecił ludzki homeopata. Jeśli zechcesz to odszukam kontakt do kogoś kto sprowadza leki z zagranicy, ale czy akurat ze Stanów, nie wiem. Quote
Magda Olga Posted September 5, 2007 Author Posted September 5, 2007 Rzeczywiście, decyzja o uśpieniu zwierzaka musi być ogromnie trudna. Na szczęście jeszcze nigdy nie musiałam jej podejmować. I obym nie musiała. Żywię (naiwną...?) nadzieję, że z Dziaduniem wyjdziemy na prostą i wszystko będzie dobrze, a reszta stadka (4 kotki) ma się nieźle. Bronesiu, dziękuję za kontakt do psich homeopatów. Co do leków - skonsultuję się jeszcze z koleżanką, weterynarzem. W razie czego się odezwę. Dzięki. Quote
Magda Olga Posted September 6, 2007 Author Posted September 6, 2007 Wyjeżdżam na parę dni, więc przez jakiś czas nie będę pisać. Jeszcze raz dzięki wszystkim za troskę :-) Quote
Magda Olga Posted March 30, 2008 Author Posted March 30, 2008 Lazy, Agappe, Cheritko, Gayko, Dorotko-k, Bronesiu! Wczoraj stało się to, czego tak bardzo się bałam. Mój najkochańszy przyjaciel Jipek (imię z „Doktora Dolittle”), znany także pod uroczym pseudonimem Dziadunio, opuścił nas na zawsze. Dwa dni temu tak spuchły mu łapki, że nie był w stanie nawet wstać, a na mój widok ledwo podnosił główkę. Kiedy weterynarz (bardzo dobry profesor, zna się na rzeczy) powiedział, że jedyne, co może zrobić, to zapisać mu jakieś maści, które pewnie niewiele pomogą, wiedziałam, że to już koniec. Nie pozostawił wątpliwości. Jestem mu niezmiernie wdzięczna za to, że pomógł nam podjąć tę trudną decyzję. Wiem, że to był dobry moment. Siedziałam z moim pieskiem przez prawie dwie godziny i najspokojniej (nie licząc łez, które spływały mi po policzkach – nie byłam w stanie tego opanować, chociaż bardzo się starałam) jak potrafiłam głaskałam go po główce. Nie żałuję, że nie został w końcu operowany. Nie było potrzeby dokładać mu bólu. Starość miał dobrą, wesołą (jak to życie staruszka), bezpieczną. Nikt nigdy nie okazał mu niechęci, nawet, gdy po raz trzeci w ciągu jednej godziny zasiusiał całe mieszkanie (nerki...). A i tak przypominają mi się niezliczone sytuacje z tych niemal 14 lat naszego wspólnego życia, w których mogłam wobec niego postąpić lepiej. Dbajcie o swoje zwierzaki najlepiej jak potraficie. Róbcie, co możecie, żeby były jak najszczęśliwsze. Wykorzystujcie każdą chwilę z nimi. Żeby potem nie żałować. Wiem, co mówię. Od wczoraj płaczę właściwie bez przerwy. To był mój pierwszy pies, z którym się wychowałam. Myślę, że taka więź, jaka była między nami, jest nie do powtórzenia. Rozumieliśmy się doskonale, on mnie, a ja jego. Bardzo go kochałam, a raczej wciąż kocham. Nigdy nie zapomnę. Moje kotki czują, że coś jest nie tak i nie odstępują mnie na krok. Kochane bestie. Ale nigdy nie zastąpią mi Jipka. Mogłabym o nim pisać i pisać tak długo i tak obszernie, że padłby serwer Dogomanii. Ale, na szczęście dla serwera, pójdę sobie teraz jeszcze trochę popłakać. Dziękuję Wam za wsparcie w trudnym momencie. To wtedy było dla mnie bardzo ważne. Dzięki. Wszystkiego dobrego dla Waszych Piesków. Oby jak najdłużej żyły w dobrym zdrowiu . Magda Quote
Cheritka Posted March 30, 2008 Posted March 30, 2008 A niedawno tak ładnie bawił się z miomi pieskami i był taki ożywiony :roll:. Bardzo Ci współczuję, ale wiem, że bardzo go kochaliście. Pamiętaj jak było mu z Wami dobrze. Łączymy się z Tobą i Twoją rodziną :-(:-(:-( Quote
LAZY Posted March 30, 2008 Posted March 30, 2008 Teraz jest juz w krainie wiecznej szczęsliwości i znowu szaleje jak za młodu. Łaczę się z Tobą w bólu...(') Quote
mary333 Posted April 6, 2008 Posted April 6, 2008 Magda, Bardzo Ci współczuję i świetnie Cię rozumiem- moja sunia też ma guz nadnercza, który odrósł w rok po usunięciu pierwszego. zdecydowaliśmy się nie operować ponieważ po pierwszej operacji przez 4 doby sunia była na granicy śmierci, a do tego wykryto u niej cukrzycę. doszliśmy do wniosku że nie wolno dokładać jej cierpień i teraz po prostu cieszymy się każdą chwilą z nią mając świadomość że to życie z wyrokiem i że zapewne kiedyś (oby jak najpóźniej) trzeba będzie podjąć najtrudniejszą decyzję. pozdrawiam Cię serdecznie Quote
Magda Olga Posted April 29, 2008 Author Posted April 29, 2008 mary333 - jak się ma Twój piesek? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.