akucha Posted October 14, 2007 Posted October 14, 2007 Aga rozbita na amen... Jeździła z nią po różnych klinikach. Quote
brazowa1 Posted October 14, 2007 Posted October 14, 2007 o matko,ja ciagle mialam nadzieje,ze to przejsciowe problemy...ale schronisko odbilo juz swoje pietno :( zegnaj Doris, moge tylko pocieszac,ze zdazylas zostac zabrana do domu i spedzilas u Neris kilka wspaniałych tygodni,na jedzenie dobrych rezczy,na zabawie z kociakami,tak jak kocie dziecko czas spedzac powinno. Neris,bardzo Ci wspołczuje. Na ile ta choroba jest zarazliwa? Quote
olenka_f Posted October 14, 2007 Posted October 14, 2007 :-(:-(:-( nie mam co napisać, nic nie jest warte napisania, jedyne to to że odeszła kochana i choć troszkę życia miała raj przy Neris:-( Quote
Jola_K Posted October 14, 2007 Posted October 14, 2007 FIP to dziwna choroba w zasadzie nie jest zarazliwa, dotyka pojedyncze zwykle mlode osobniki z obnizona odpornoscia jest calkowicie nie uleczalna http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=7808 mowia ze wiekszosc kotow ma koronowirusy ale tylko u kilku procent dochodzi do rozwoju choroby pozostale kociaki powinny byc bezpieczne mam nadzieje, ze nic nie pokickalam :oops: Quote
akucha Posted October 14, 2007 Posted October 14, 2007 Tu też o niej piszą: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zakaźne_zapalenie_otrzewnej_kotów Quote
brazowa1 Posted October 14, 2007 Posted October 14, 2007 Obe reszta kociat miała sie dobrze,zeby one czegos nie zabrały ze soba ze schroniska :( Trzymaj sie Nerisku. Quote
Kasia25 Posted October 14, 2007 Posted October 14, 2007 Agnieszko bardzo mi przykro.................... Śpij mała kruszynko [*] Quote
Celina12 Posted October 14, 2007 Posted October 14, 2007 Tak Neris spędziła u wetów dzis kilka godzin-podawano kroplówki ale niestety...:-(:-(..śpij Maleńka :placz: Agnieszko-dałaś Jej miłość, opiekę , zabawy....trzymaj się. Quote
kaerjot Posted October 15, 2007 Posted October 15, 2007 Maleńka [*] [*] [*] Neris, trzymaj się. Quote
BIANKA1 Posted October 15, 2007 Posted October 15, 2007 Bardzo mi przykro :-( Śpij spokojnie maleńka [*] Quote
Neris Posted October 15, 2007 Author Posted October 15, 2007 kopiuję z miau Czegoś takiego w życiu nie przeżyłam... jeszcze w piątek biegała z innymi, bawiła się myszką i łosiem, skakała na klatkę świnek dopraszając się o głaskanie. W sobotę rano przywitał mnie słaniający się kot. Jeszcze wąchała jedzenie, próbowała brać do buzi ale nie jadła. Pomyślałam że to ciało obce - żwirek, kawałek myszki... pobiegłam do weta, mała była blada i żółkła w oczach. Nie udalo się pobrać krwi, za niskie ciśnienie. Dostała antybiotyk, leki osłonowe na wątrobę, kroplówki, witaminy, myślałam że będzie lepiej... A wczoraj w rozpaczy jeździłam po Warszawie szukając dobrego weta i lecznicy, w której zrobią transfuzję, bo to byla dla niej jedyna już szansa. I DOPIERO w lecznicy zaczął się pojawiać płyn w jamie brzusznej. Potem - za 2 godziny - płyn w płucach. Ona UTONĘŁA na moich oczach. Furosemid nic nie zdziałał, aminophyllinum też. Krzyczałam do weta, że moja Doris nie oddycha, on rozpaczliwie próbował ją reanimować, ale jej już nie było... Byliśmy 3 godziny w tej lecznicy. Pobrany po próbie reanimacji płyn był już krwisto-brunatny, nie pozostawiający złudzeń. Jutro będzie 100% pewności, przyjdą wyniki testów. Quote
olenka_f Posted October 15, 2007 Posted October 15, 2007 :-(:-(:-(:-( jest mi strasznie przykro, trzymaj się Nerisku Quote
brazowa1 Posted October 15, 2007 Posted October 15, 2007 Biedna Neris,co Ty musiałas przezywac...strasznie Ci wspołczuje.:-(:-(:-( Jak reszta kociat? Quote
Neigh Posted October 15, 2007 Posted October 15, 2007 Przeszłam w wakacje historię z tej półki. Dwa cudowne kociaki dzikusy.......złapane na klatkę łapkę.......takie parchate jak powiedział wet. Wyprowadzone na prostą, wykochane, oswojone........kiedy zaczęły mruczeć i same nieśmiało włazić na kolana dopadła je nadostra postać panleukopenii.........najpierw odszedł biało- czarny Salem, kilka dni później jego biało - rudy brat Jaskier...... Choroba postępowała bezobjawowo.........nie pomogły leki, kroplówki, krew ozdrowieńca. Koszmar..... Wiem co przeżywasz Neris........i wiesz jak Ci bardzo współczuję....... Quote
Neris Posted October 15, 2007 Author Posted October 15, 2007 Jedzą, bawią się, szaleją. Wyrywały mi dzisiaj kawałki kurczaka z ręki - chciałam dokładnie wiedzieć ile każdy z ich zjadł więc dawałam po kawałku. Inka szaleje. Wyje, piszczy. Ona musiała wiedzieć, że coś jest nie tak, dlatego właśnie Doris najbardziej hołubiła... Quote
brazowa1 Posted October 15, 2007 Posted October 15, 2007 Doris byla naprawde najmilszym z tych kociakow "balkonowych",najbardziej oswojona i lgnaca do człowieka :-( oj.... Quote
kaerjot Posted October 16, 2007 Posted October 16, 2007 Straszne, nawet sobie nie wyobrażam co czujesz. Quote
Halo (Alfa i Zuzia) Posted October 17, 2007 Posted October 17, 2007 straszne są te kocie choroby:( Dobrze że chociaż była szczęśliwa na koniec. Quote
Neris Posted October 17, 2007 Author Posted October 17, 2007 Wywaliły karmę z miski, wyjadły niektóre chrupki, resztę porozwalały... Zrobiły koopala na dywanik który im dałam do tępienia pazurków. Darły się jak opętane jak im usiłowałam obciąć pazury... Shorti jest BARDZO silny - on to taki chlopak ze wsi - krzepki, zwarty. Wyrywał się okropnie, w końcu dał mi łapą po gębie i uciekł. Ma komplet pazurów... Quote
Neigh Posted October 17, 2007 Posted October 17, 2007 Neris napisał(a):Wywaliły karmę z miski, wyjadły niektóre chrupki, resztę porozwalały... Zrobiły koopala na dywanik który im dałam do tępienia pazurków. Darły się jak opętane jak im usiłowałam obciąć pazury... Shorti jest BARDZO silny - on to taki chlopak ze wsi - krzepki, zwarty. Wyrywał się okropnie, w końcu dał mi łapą po gębie i uciekł. Ma komplet pazurów... No to wygląda nieźle.............Neris wiesz, że sobie kotkę w lesie znalazłam.......i nie majac wyjścia do domu przywiozłam............mam nadzieję, że jest odporna......... Quote
Neris Posted October 17, 2007 Author Posted October 17, 2007 ja sobie też znalazłam błękitnego kota na dzialkach, ale strasznie dziki. chciałam odjajcyć i wypuscić, coś czuje że nic z tego nie będzie... nie jestem normalna, jak kładłam doris to mówiłam jej "teraz będziesz musiala leżeć sama...". Taka maleńka była, prawie nic nie zostało z mojej wiewióreczki... Quote
brazowa1 Posted October 17, 2007 Posted October 17, 2007 Biedna Neris....:( Z smutkami zawsze borykasz sie sama... Kociaki,macie byc zdrowe i grzeczne,co? a nam doniesli kotke,domowa,z 3 maluchami....w ciagu 4 dni,mimo,ze kocie dzieci byly przy matce,mimo,ze rodzina była w osobnym pomieszczeniu :( :( ;( zostal jeden.Chociaz dzisiaj moze i jego juz nie ma:( Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.