idusiek Posted January 9, 2011 Posted January 9, 2011 suuuuuuuuuuuuuuuper ! ladymartusia- adresatka grawerowana z blachy- koniecznie! Quote
ronja Posted January 9, 2011 Author Posted January 9, 2011 cieszę się ogromnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! kasiek jesteś wielka Quote
beam6 Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 Suuuper, bardzo się cieszę !!! :lol: :multi: :lol: :multi: :lol: Quote
Ellig Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 [quote name='kasiek.']kopiuje Duży beżowy - budyniowy, długowłosy ze stojącymi uszami (prawdopodobnie owczarek belgijski). Ma na sobie obrożę. Błąka się prawdopodobnie od paru dni. Jest nieufny ale łagodny. Nie podchodzi. Prawdopodobnie wystraszony. Znaleziony 09.01.11 r. Przyszedł do autokomisu przy Modlinskiej 326. Kontakt z włascicielem lub znalazcą: Ewa tel. 691 447 545 fiona.r@wp.pl Dziekuje!Ciagle byl na Modlinskiej...Trzymaj sie Roan! Quote
Ellig Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 http://zaginionepsy.pl/obiekt,8141,Znaleziony,Warszawa,Leo.html Dziekuje Pani Ewo!!!!!!!!!!! Quote
Lulka Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 cuuuuuuuuuuuuuuudownie!!!!!!!!!! super kasiek. ze znalazlas to ogloszenie!!!! wielkie podziekowania dla ludzi z komisu!!!! te adresatki naboje to sa niestety do bani, chyba ze sie je zaklajstruje porzadnie tasmą Quote
Vlk Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 ladymartusia: ja od początku nie ufałam nabojom ;) stwierdziłam, że jak moja bestia rzuci się w wodę czy błoto to z karteczki w środku nic nie zostanie. Wygrawerowana blaszka jest dobrym pomysłem - na mocnym kółku. Dodatkowo może być mniejsza grawerowana blaszka przynitowana jakoś ładnie i sprytnie do obroży - na zapas :D cieszę się, że się znalazł, bo do niego zaglądałam czasem jeszcze za czasów "grzybkowani" potem mi się rzuciło w oczy, że zaginął (po zmianie imienia straciłam trop, co to za wątek ;) ) Quote
zołzowata Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 Wiadomości super tylko jeszcze zmienić tytuł, żeby można się było cieszyć bez wglądu nawet:cool1: Quote
esperanza Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 uffff :) Całe szczęście, że się znalazł. Quote
Jo37 Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 Bardzo się cieszę,że rudzielec już w domu. Quote
fona Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 Bałam się tu wchodzić po tym, jak przeczytałam, że zagnął. A tu taka wiadomość!!! kasiek., podwyżki nie widać, ale premie masz tam na górze ;) Adresówki naboje trzeba sklejać np. lakierem do paznokci. Roanku, na drugi raz nie kombinuj. Quote
kasiek. Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 Dziękuje wszystkim za słowa uznania ,przydają się!.Mam nadzieje ,ze Kora w koncu przestanie usuwać moje posty ,jak znajduje podobnego psiaka ,a nie identycznego ,bo to mnie zniechęca:shake: Jakos tak Tuptuś przyniósł mi szczęście i codziennie jeden gol! Ale znowu nie mogłam trafić na kontakt ,bo wątek długi i nie wiedziałam kto jest właścicielem ,a foto z pierwszego postu ...sami zobaczcie. Ostatnio tez ludzi pogoniłam w nocy po psa ,nie ich ale wszystko sie zgadzało ,a ich juz jest;) Roan a ty psiaku jak nie umiesz trafić do domu jak masz" pare metrów" to może juz nie rób takich wycieczek ,ale starałeś sie a to sie liczy,nawet rasę zmieniłeś na belga:evil_lol::multi: Quote
Kora Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 Kasiek, jak wstawia sie ogloszenia to wczesniej trzeba sprawdzic dokladnie daty zaginiecia i znalezienia dopiero wpisac, zawiadomic:roll: to nie wyscigi. Natomiast jesli chodzi o kasowanie ogloszen to kasuje te o ktorych wiem ze psy sie znalazly, a informacje dostaje ten kto je wstawial. Quote
wiga138 Posted January 10, 2011 Posted January 10, 2011 Roan.................nie spałam w nocy z piątku na sobotę.....:diabloti: ....ale buziaczek dla Ciebie ;) Quote
LILUtosi Posted January 11, 2011 Posted January 11, 2011 Super że Roanik dupkę grzeje już w domku. Te naboje to fuszera, dwa razy kupowałam , raz tanie, drugi raz droższy i za każdym razem pies nie nosił tygodnia. Quote
idusiek Posted January 16, 2011 Posted January 16, 2011 a ja z ludwą mamy nowych podopiecznych ostrowskich- zapraszam uprzejmie na wątek, bo nie mamy ani kasy ani deklaracji ani nic..tylko 2 psy i rachunki Filipek, spędził w Ostrowi pewnie z rok.... http://www.dogomania.pl/threads/2001...domu-na-zawsze i Iskierka- mała niunia z dworca autobusowego http://www.dogomania.pl/threads/2001...a-wagę-złota Zapraszam, kazda pomoc na wagę złota ! Nie mamy żadnych deklaracji ale same koszty Quote
Niuni&Pupi Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Zapraszam na bazarek dla Staruszków: http://www.dogomania.pl/threads/200296-CI%C4%84GLE-DOK%C5%81ADAMY-Ksi%C4%85%C5%BCki-i-totalny-misz-masz-na-STARUSZKOW%C4%84-SKARPET%C4%98-do-31.01. Quote
jola_li Posted January 22, 2011 Posted January 22, 2011 UUUUUUUUUUUUffffffffffffffffffffffffffff:bigcool::bigcool::bigcool: Dziewczyny, zmieńcie tytuł wątku na bardziej optymistyczny ;-). Zaglądałam przez linka prowadzącego na początek i ----- już dalej nie czytałam.... Dziś na szczęście postanowiłam zajrzeć. Będzie mi się dobrze spało :bigcool::bigcool::bigcool: Quote
jola_li Posted January 23, 2011 Posted January 23, 2011 Zobaczcie, tutaj można zamówić numerek: http://allegro.pl/grawerowany-identyfikator-dla-psa-lub-kota-i1423590313.html Też postanowiłam zafundować takie kilku pieskom ;-). Quote
ronja Posted January 23, 2011 Author Posted January 23, 2011 tytuł próbowałam zmienić już kilka razy - bez skutku. Quote
esperanza Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Roan odszedł. Mail od jego pani: "czas temu zaadoptowaliśmy od Was wielkiego, fajnego, kudłatego psa Roana do naszego domu na Czeremchowej w Warszawie. Muszę od razu też powiedzieć, że kilkukrotnie już zbierałam się, by do Was napisać, ale za każdym razem nie byłam nawet w stanie normalnie skupić wzrok od łez przez wiadomość, którą muszę się z Wami podzielić. Ale trwa już to zbyt długo i w końcu trzeba to powiedzieć. Zacznę może od początku. Roan, szczególnie od wiosny tego roku, zrobił się bardzo nadpobudliwy i narowisty. Przy czym razem z symptomami psyhicznymi wzmogła się też jego siła fizyczna. Nie mówię tu tylko o nieustannym kopaniu dołów, którego nie można było wyplenić żadnym sposobem ani rozwaleniu bramy wjazdowej przez wielokrotne rzucanie się na nią. W lato nasiliło się to do tego stopnia, że Roan zaliczył zerwanie stalowego łańcucha, na którym go czepialiśmy podczas dostaw do firmy, aż siedmiokrotnie (przy czym za każdym razem łańcuch był nowy i 2 razy zmieniany na grubszy. Doszło nawet raz do tego, że Roan przez swoje roztargnienie rzucił się na ojca Marcina gdy ten zamykał bramę. Byłam tego świadkiem i z miejsca powiem, że to nie była sytuacja kiedy pies po prostu się wystraszył i zaatakował ze strachu, bo ktoś wykonał gwałtowny ruch. Roan spał kilka metrów od bramy w budzie, po czym nagle się poderwał i w mgnieniu oka po prostu zaatakował. Ponieważ tata się schylał do zapięcia kłódki, Roan ugryzł go na szczęście na plecach, w okolicach łopatki, przez ubranie. Nie podarł niczego ani nie okaleczył, ale tata nosił siniaki w tym miejscu przez ponad 2 tygodnie. Doszliśmy do wniosku, że może po prostu go nie poznał, uznał, że to obcy i bronił swego, bo sytuacja nigdy wcześniej nie miała miejsca ani potem też się nie powtórzyła. Piszę to wszystko dlatego, żebyście zrozumieli nasze motywy postępowania: Postanowiliśmy zabrać Roana do lekarza weterynarii w celu ustalenia jakiegoś leczenia dietą lub hormonalnego by był trochę spokojniejszy. Było to w sierpniu. Pani doktor wysłuchała nas ze zrozumieniem i zaproponowała kilka wyjść. Między innymi powiedziała, że chyba najlogiczniejszą rzeczą na początek dla Roana bez konieczności leczenia go sztucznie hormonami jest jego kastracja. Poddała nam argumenty że pies będzie przez zanik jąder spokojniejszy, że na starość to zawsze jeden organ mniej do zepsucia się. Dodatkowo przypomnieliśmy sobie, że na umowie z Wami też widniał podpunkt który dotyczył, że jako właściciele zobowiązujemy się do kastracji/sterylizacji zwierzęcia. Po kilkudniowej dyskusji na forum rodzinnym doszliśmy do wniosku, że pomysł jest dobry i że się decydujemy. Ustaliliśmy z panią doktor termin na ciepłą sierpniową sobotę. My Roana przygotowalismy zawczasu, zastosowalismy się do zaleconej diety, ona zamknęła przychodnię i zostawiliśmy Roana pod jej opieką na czas zabiegu. Zabiegł przebiegł bez przeszkód. Roan wybudził się bez problemu pod okiem lekarza i kiedy był już przytomny, zostaliśmy wezwani by go odebrać. W domu umieściliśmy Roana w warsztacie by mieć na niego oko i ustaliliśmy "warty" żeby przy otumanionym psie czuwać (no i sprzątać to, co narobi). Wszystko z początku wydawało się w porządku, ale po godzinie 23:00 leki uspakajające przestały działać i Roan zrobił się niespokojny. Marcin z miejsca zadzwonił do Pani doktor by się poradzić i telefonicznie ustaliliśmy, że podjedziemy z nim by zaaplikowała dawkę uspokajacza. Niestety tu zaczął się dramat. Podczas podroży Roan zaczął już porządnie rozrabiać w combi i mimo, że z nim siedziałam z tyłu, ciężko było nad nim zapanować. Jazda do weterynarza nie trwała więcej niż 6 minut, bo pani weterynarz ma gabinet nieopodal Czeremchowej, ale Roan zdążył mnie poturbować, rozwalić po części klosz który miał założony i ...nagle przestać się rzucać. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to był skręt żołądka, bo doświadczyłam takiego czegoś po raz pierwszy, ale w dosłownie kilku chwilach Roan się uspokoił, zaczął dyszeć i zaczął mu okropnie puchnąć tułów. Reszta trwała coś pomiędzy 20 a 40 minut - ciężko mi powiedzieć. Pani weterynarz dzielnie walczyła o Roana przez cały ten czas. Próbowała zahamować przebieg tego skrętu, dzwoniła już po asystę mając nadzieje, że jeśli się jej uda, to przeprowadzi w drugim pomieszczeniu operację mającą za zadanie (chyba, bo nie wiem czy dobrze zapamiętałam) odkręcić i przyszyć żołądek. Byłam i trzymałam go w gabinecie cały czas. Marcin czekał za drzwiami, bo nerwy go niestety zawiodły. Niestety nie udało się go uratować. Ja wtedy nie wiedziałam dokładnie co się stało i byłam jak walnięta obuchem. Pies mi odszedł dosłownie na rękach i nie wiedziałam czemu. Pani doktor mi już po wszystkim tłumaczyła co, dlaczego i jak się stało. Że to był właśnie skręt żołądka o bardzo ostrym przebiegu, że najwyraźniej Roan wbrew wszystkim szacunkom, musiał być trochę starszy niż się wszystkim wydawało i kilka innych wytłumaczeń, których z powodu emocji nie pamiętam, ale były jak najbardziej logiczne. Jest mi strasznie, strasznie przykro. Kiedy słuchałam pani doktor tam wtedy w gabinecie, myślałam co ja Wam wszystkim, którzy trzymali przez tyle czasu kciuki, łożyli, leczyli Roana i mięli nadzieję na jego poprawę sytuacji i szczęśliwy dom, powiem. W ostatnim przebłysku kulturalnego zachowania podziękowałam pani doktor za trud i poświęcenie. Trzeba było ją widzieć jak walczyła o każdy oddech psa, ale na prawdę nic to nie pomagało. Mieliśmy się u niej pojawić w następnym tygodniu po tej sytuacji by odebrać potwierdzenie z jej pieczątką by Wam je wysłać jako prawny dowód, ale nie byliśmy w statnie psychicznym tam wrócić. Jeśli będzie to konieczne, to jakoś się zmusimy. Marcin kilka razy próbował do Was zadzwonić, ale za każdym razem jak się do tego zabierał, zaczynał płakać. Ojciec Marcina też to okropnie przeżywa do tej pory. Mimo, że to już jest wbrew prawu, zabrał pani weterynarz Roana ze stołu i powiedział, że na żadne spalenie go nie odda, bo to jego pies. No i go pochowalismy w ogródku pod drzewem obok innych naszych dawnych pupili. Marcin bardzo się obwinia i uważa, że to jego wina, bo to on podpisał się na jakiejś kartce przed zabiegiem i go oddał pod nóż. W końcu doszłam do wniosku, że jednak jest grudzień i że muszę się zmusić i trzeba Was powiadomić :( Bardzo nam wszystkim przykro. Roan był kochany przez całą naszą rodzinę i sąsiadów i nadal cierpimy po jego stracie. Nie wiem nawet czy na naszej Czeremchowej kiedykolwiek będzie inny pies." Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.