Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Mojego samca kastrowalismy jak mial 12 lat. To bylo przy okazji operacji torebek przy odbycie. A kastracja dala jeszcze dodatkowy efekt, bo zmniejszyla sie powiekszona prostata. Boby wyciszyl sie dopiero po roku od operacji no i mam spokoj z suczkami i" placzem, ze gdzies tam jest sunia, a on musi siedziec na smyczy".

Posted

Ja miałam problem z rzucaniem się do tirów i darciem ryja na inne psy.

Poza wszystkim co napisała Amber to jeszcze dodam, że ja na początku wolałam zawrócić lub skręcić gdzieś w boczną uliczkę niż ryzykować mijankę na zbyt małej odległości. Spróbuj stopniować trudność ćwiczeń. 

Ćwiczenie które mi dużo pomogło: na widok psa schodziłam w bok(dużo wcześniej niż nas minął) i ćwiczyłam zmiany pozycji naprowadzając początkowo smakiem. Takie siad-waruj w konkretnym tempie. U mnie to dało świetne efekty bo pies da się zabić za żarcie. No i ćwiczenie równania przy nodze choćby nie wiem co się działo. 

Dorplant to dobry pomysł, bo słyszałam o nich bardzo dobre opinie. Robią IPO, hodują owczary - osoby w sam raz na twój problem.

No i do tego problem co ty masz dobrze się przepracowuje z pozorantami. Ja z pozorantem ćwiczyłam kiedy mój pies fikał do ludzi z kijami(parasole, nordic walking, laski, kule etc.)

10442360_731252566913640_703005334646922

Posted

Strasznie mi miło, że tak zainteresowaliście się tematem. 
Odpiszę po krótce jak tylko mogę (czasu tyci).

 

Amber- co do wyczucia kiedy pies się spina na obcego to mam opanowane akurat, ale niestety jest sytuacja np. rowerzysta, który machnie z boku na rowerze a ten już WIO. Oczywiście utrzymuje go, ale łopatka moja już wymaga chyba wymiany. I właśnie to jest najgorsze, ile wysiłku muszę włożyć w to żeby go utrzymać. Waży około 40 kg, ja prawie 60. Wyobraźcie to sobie. Jak coś chce powąchać to prze na przód i tyle, zapiera się nogami, a ja lecę i stawiam kroki milowe ....

Mysza2- miło (chociaż brzmi to samolubnie) słyszeć, że troszkę takich ludków jest. Zauwazyłam, że kiedyś właśnie tworząc konstrukcje (śmieszną, ale jednak) kolczatka założona wyżej tak, że zahaczała o kaganiec, że pies nie był trzymany tylko za szyję ale i za pysk dawała więcej i to sporo. Bo jakoś czuł większą kontrolę z mojej strony. Ja męczę się już o te 2-3 lata za dużo, w sumie już nie wiem kiedy się zaczęło, ale wnioskuję patrząc na wiek, że jak dojrzał całkowicie mu odbiło. Wykastruję, nie ma innej opcji. I wiem, że to trwa zanim piesek się uspokoi chociaż lekko, bo ciężko od razu wszystko zmienić, ale liczę, że cokolwiek się zmieni jednak. 

Teresaa118- No proszę, dajesz mi nadzieje. Psiak 12 letni. 

Harley- Twój do tirów, mój się rzuca na motory. Gdybym go nie trzymała pewno pobiegłby w jasny cug. 

Sowa- skontaktuje się na dniach. Bo i pieniążki wpadną, i powróciłam do domku. 


Z tym, że moi drodzy, po namyśle i sprawdzeniu stwierdzam, że to jedzonko już średnio coś daje. Jak był mały zabawiałam go zabawkami, był szał. Nic innego ważne nie było, potem były ciasteczka przy nauce chodzenia przy nodze chociażby i ogólnie, żeby odwrócić uwagę od psa. Ale teraz takim ciasteczkiem ciężko mi zwrócić jego uwagę na mnie. 

Kolczatka z tym paskiem już jest, niestety to samo. Więc co no, pozostaje mi nie oszaleć całkiem i ten kontakt z Dorplant. 

 

Posted

Trzymaj się! Dasz radę! Dorplant - dobra miejscówka.

Na pocieszenie - mój poprzedni też ważył ok 40 kg, a ja jeszcze nigdy nie dobiłam do 50 ;) Jak dojrzał, zaczął się rzucać na samce. Furia waży 20 kg, ale powera ma 2 x tyle, co ten poprzedni pies. I nienawidzi przejeżdżających samochodów. Rzucanie się w miarę wypleniłam, ale nienawiść pozostała ;)

 

Co do metod - to nie jest tak, że jest jedna jedyna słuszna. Ja to widzę jako miks. Kilka czynników, które należy spełnić jednocześnie i równolegle rozwijać. Po pierwsze zasady, które ustalasz i konsekwentnie egzekwujesz Ty oraz świadomość tego jakiego masz gagatka (czyli BHP). Po drugie - kontrola fizyczna, o której pisze Amber i tu potwierdzam - kolce są bardzo pomocne (jako narzędzie do korekty, przytrzymania, powstrzymania - nie zastąpią zwykłej obroży); Furia ma zarówno zwykłą obrożę i do niej smycz i kolce z krótką linką, "w razie W". Smycz z 2 karabińczykami też może być pomocna. Jak poprawnie założyć i używać kolczatkę oraz jak się nie zamotać w 2 linkach albo "podwójnej" smyczy pokażą Ci Dorplanty. Do tego koncentracja na sobie (a nie na żarciu i zabawce) i trening posłuszeństwa. Czyli coś, co Ci daje kontrolę psychiczną. Żmudna droga, ale warto. Dorzucę jeszcze kontrolę emocji - nie wolno Ci się denerwować i spinać, bo pies to czuje i traktuje jako sygnał do wyskoku. Także wdech- wydech i wiara w to, że się uda :) No i oczywiście koordynacja ruchowa. I to nie jest złośliwość, tylko fakt. Wbrew pozorom to nie jest oczywiste, jak utrzymać tę rękę w miejscu kiedy pies wyrywa i cały się spina. Dlatego jeszcze raz Ci polecam Dorplant, jest za dużo niuansów aby to wszystko samemu ogarnąć, łatwo zabrnąć w ślepą uliczkę, cuda tylko w Erze ;) i warto mieć kogoś kto spojrzy z boku "tu i teraz". Btw. pozdrów Tigrę od "kuzyneczki" Furii ;)

Posted

Chodzę do Dorplanta z moim psem i szczerze polecam tą szkołę. Profesjonalne i indywidualne podejście do każdego psa. Jakbyś miała jakieś pytania dotyczące szkoły to śmiało pisz na pw ;) 

Posted

Beatrx-  Jeśli chodzi o te wyrwania do ludzi etc to zbyt wiele nie mam szans zrobić a jedynie go utrzymać ;) Ale kiedy ciągnie po prostu do siuśków czy coś to ja staram się jakoś stanąć i go przyciągnąć do nogi mówiąc 'noga'. Czasem jak szarpie to przyciągam go do siebie i każe siadać dopóki się nie uspokoi. Ale to udaje się sporadycznie.

Aczkolwiek kiedyś właśnie coś pamiętam czytałam o tej metodzie, czy to przy szarpaniu czy przy zwracaniu uwagi psa na siebie. Żeby wpoić mu, że pewne złe zachowania zakończą się tylko siedzeniem. Nie umiem wytłumaczyć do końca. Być może chodziło tu o wyciszenie się psa.

Tibby- Dzięki. Wieczorkiem jakoś się odezwę. :)

Posted

 

 

Ale kiedy ciągnie po prostu do siuśków czy coś to ja staram się jakoś stanąć i go przyciągnąć do nogi mówiąc 'noga'. Czasem jak szarpie to przyciągam go do siebie i każe siadać dopóki się nie uspokoi. Ale to udaje się sporadycznie.

 

w takich sytuacjach często najlepiej jest pozwolić psu iść tam gdzie chce, szczególnie jeżeli nie masz siły żeby go zatrzymać. bo to jest najgorsze rozwiązanie, że pies cię wlecze tam gdzie chce bo ty nie masz siły mu się przeciwstawić a jednocześnie nie chcesz go puścić w tym kierunku. w ten sposób właśnie pies "uczy się" ciągnięcia na smyczy. uczy się że ciągnięcie nie tyle jest nawet opłacalne co jest po prostu konieczne. żeby spacery nie wyglądały tak, że jest to ciągłe siłowanie się psa z tobą bo cokolwiek on sobie wymyśli to musi cię tam siłą zaciągnąć.

 

jeżeli nie chcesz żeby pies ciągnął to najlepiej jest nie uczyć go ciągnięcia. nie uczyć go czyli żeby ciągnięcie NIGDY nie zostało nagrodzone sukcesem. częścią tego oczywiście jest sytuacja że jak pies ciągnie to go zatrzymujemy aż się nie uspokoi ale inną częścią jest też taka sytuacja ze jak pies gdzieś chce zboczyć parę metrów żeby powąchać jakiś krzaczek to nie trzymamy go siłą "może się uda utrzymać" a jak się nie uda to jesteśmy do krzaczka przez niego dowlekani tylko idziemy za nim tak żeby ciągnąć nie musiał. wtedy nacisk obroży na szyję nie jest dla psa "spacerową koniecznością" tyko jakimś sygnałem od opiekuna. naprawdę psy słuchają ludzi, tylko trzeba im dać na to szansę.

 

dobra do tego jest trochę dłuższa linka (tak z 5 m - wtedy jest to dłuższe niż normalna smycz a jednocześnie ciągle możesz psa kontrolować, 10 m to za dużo, kontrola jest wtedy słaba), którą możesz zawiązać sobie w pasie i "zaprzeć się" całym ciałem jak pies próbuje gdzieś cię dociągnąć a jednocześnie w przypadku krótkich dystansów masz szanse wypuścić kilka metrów linki żeby sobie piesek mógł podejśc do interesującego go krzaczka bez ciągnięcia cię za sobą. tak samo można sie przemieszczać na dalsze odległości - pies jest na lince, chce iśc w jakimś kierunku - wypuszczasz zapas linki tak żeby nie odczuwał ciągnięcia (napięcia obroży na karku, nie uczy się że musi cię ciągnąć jak chce osiągnąć cel) a jak już skończy się linka to nie pozwalasz mu posuwać się do przodu, zapierasz się nawet całym ciałem i dwiema rękami "wybierasz" zapas linki zbliżając się do niego. i znowu jak na moment napięcie linki zelży to wypuszczasz tyle ile masz "zebrane" a piesek się posuwa dalej. chodzi o to żeby go nauczyć że:

czuję opór obroży (ciągnięcie) - stoimy,

nie czuję oporu - można iść gdzie sobie chcę.

w ten sposób nacisk obroży staje się swojego rodzaju komendą. tak jak końmi kieruje się wodzami lub naciskiem kolan tak pies uczy się że opór obroży oznacza że w danym kierunku nie może się dalej posuwać a nie oznacza tego ze do dalszego posuwania w tym kierunku trzeba po prostu zaprzeć się ile sił, znieść ból powodowany kolczatką i zawlec tam opiekuna.

 

bo żeby pies reagował na komendę słowną w czasie silnego pobudzenia i wrócił do nogi to naprawdę ta komenda musi być na dobrym poziomie a pies musi mieć dobrze rozwiniętą samokontrolę co chyba w tym wypadku nie ma miejsca :D

Posted

Mój owczarek niesyty też był "lekko narwany" ale po szkoleniu mu przeszło, jeśli chodzi o większe psy trzeba się poważnie zastanowić na tresurą ,wychowanie psa jest najważniejsze kiedyś miałem mniejszego psa bo sznaucera miniaturkę także nad takim można zapanować samemu jak się rwie z owczarkiem już nie jest tak fajnie:). próbowałem oczywiście sam nauczyć go pewnych komend ale nie wychodziło to zbyt dobrze więc zdecydowałem sie na pomoc profesjonalistów.

Posted

Karol, mam nadzieję że nie założyłeś konta w celu promocji owych profesjonalistów, bo to nie jest w dobrym tonie, ale to Twój pierwszy post, to możesz nie wiedzieć ;) Przeczytałam artykuł z podanej strony o kantarku i wymiękłam. Baszkowa, nie daj się namówić na kantar.

 

Spike dobrze pisze:

chodzi o to żeby go nauczyć że: czuję opór obroży (ciągnięcie) - stoimy, nie czuję oporu - można iść gdzie sobie chcę. w ten sposób nacisk obroży staje się swojego rodzaju komendą
oraz fajnie opisał mechanizm "uczenia ciągnięcia na smyczy". Ale Twój problem jest bardziej złożony niż tylko i wyłącznie ciągnięcie. Więc zdałabym się na szkolenie face to face niż on-line. Jest strasznie dużo niuansów, które zmieniają postać rzeczy. Przy temperamentnym psie, nadmiar samodzielności przy braku podporządkowania zwiastuje wysokie loty na drugim końcu smyczy i mocne zdziwienie ze strony psa, kiedy jednak zaczynasz czegoś wymagać, choćby powrotu do domu, kiedy on chce sobie jeszcze węszyć i ciągać od siuśka do siuśka.

 

A co do siadu, to mogłaś czytać o wskazaniu czynności zastępczej. Siadanie nie ma być karą za złe zachowanie, tylko zachowaniem, jakiego oczekujesz od psa w danej sytuacji i które nagradzasz. Korzystałam z tego na pewnym etapie oduczania wyskoków do samochodów. Obrazowo: zamiast się jarać i wyskakiwać - masz usiąść i wysiedzieć dopóki auto nie przejedzie, w międzyczasie emocje opadną, a jak Cię zwolnię z siadu, to dostaniesz nagrodę. A jak wyrwiesz - będzie korekta. Przy czym jest dokładnie tak, jak piesze Spike - żeby wyegzekwować komendę w stanie silnej ekscytacji, musisz ją mieć dobrze wypracowaną. 

Posted

Czyli w żaden sposób nie pokazujesz piesków, że rzucanie się na ludzi jest źle i nie będzie akceptowane. A pieski rzucanie się lubią, jest to czynność samonagradzajaca. Wiec piesek będzie się rzucał, bo to dla niego fajne i nikt mu tego nie zabrania. Ot, troszkę szyjka poboli, bo mu obciążnik na drugim końcu smyczy lekko zawadza i nic poza tym. Bo, sorry, ale w tym momencie jesteś jedynie elementem na drugim końcu smyczy, z którym pies się nie liczy. Między wami nie ma współpracy, a jedynie wzajemna przepychanka. Koniecznie udaj się do dobrego trenera, który Tobą pokieruje.

Posted

 

 

 Ot, troszkę szyjka poboli, bo mu obciążnik na drugim końcu smyczy lekko zawadza i nic poza tym.

 

czyli jak "szyjka poboli" to za mało i trzeba go po łbie tłuc?

raczej idź do tego dorplantu, tam ci pomogą lepiej.

Posted

Nie, w żadnym wypadku, psa się NIE tłucze. Natomiast zapodać jedną, zdecydowaną, czytelną i zrozumiałą dla psa korektę, która znaczy ni mniej nie więcej "hej, nie akceptuję takiego zachowania! ocknij się!". Dla kontrastu wskazujesz jakiego zachowania oczekujesz, pomagasz psu jeśli dopiero się uczy, a następnie nagradzasz pożądane zachowanie. Białe - czarne i system zero-jedynkowy. Psy lubią czytelność i jasne zasady.

Posted

takie coś to jest możliwe tylko wtedy gdy pies ma nad sobą jakąś kontrolę. natomiast jeżeli dziewczyna ma problem nawet z utrzymaniem psa to w ogólnej szarpaninie o czytelności takiej "korekty" można zapomnieć. wg mnie to problemem podstawowym w takim wypadku jest spóźniona reakcja. jak akcja "rozszarpię wszystko i zeżrę" jest już w toku to można ją co najwyżej przeczekać bo żadne "korekty" wtedy już nie pomogą, trzeba by psa zacząć tłuc żeby on się nas zaczął bać, ale chyba nie o to chodzi.

zobaczcie sobie ten filmik:

https://www.youtube.com/watch?v=Zv0g95QVpCE

tam gdzies w 45 sekundzie jak sie maliniak podniecił to capnął swojego opiekuna aż ten mu musiał gonga strzelić żeby się uspokoił. a przecież to są psy które ciągle takie akcja trenują i on za chwilę zupełnie spokojnie siedzi (a policjant se rękę pogryzioną ogląda :).

 

ja tam myślę że dorplant jest dobrym rozwiązaniem. tam pokażą dokładnie po czym rozpoznawać narastające pobudzenie psa tak żeby można było odpowiednio zareagować. natomiast najlepsze co tutaj można poradzić to chyba to co napisała harley - odchodzić z psem, o ile się da, od pobudzającego czynnika właśnie żeby STOPNIOWAĆ TRUDNOŚĆ ĆWICZEŃ.

ja naprawdę ci polecam zrobienie sobie takiej 5 metrowej linki albo porządnej taśmy. tak żebyś ją mogła zawiązać wokół pasa (nie na supełek tylko jakoś porządnie), wtedy masz pewność że pies ci się nie wyrwie i jednocześnie zawsze masz możliwość złapania takiej linki w dwie ręce. bo jak rozumiem jest spory problem z tym ze pies jest po prostu za silny i trudno ci jest cokolwiek zrobić gdy masz smycz w jednej ręce a na drugim końcu bestia szaleje.

Posted

Czyli w żaden sposób nie pokazujesz piesków, że rzucanie się na ludzi jest źle i nie będzie akceptowane. A pieski rzucanie się lubią, jest to czynność samonagradzajaca. Wiec piesek będzie się rzucał, bo to dla niego fajne i nikt mu tego nie zabrania. Ot, troszkę szyjka poboli, bo mu obciążnik na drugim końcu smyczy lekko zawadza i nic poza tym. Bo, sorry, ale w tym momencie jesteś jedynie elementem na drugim końcu smyczy, z którym pies się nie liczy. Między wami nie ma współpracy, a jedynie wzajemna przepychanka. Koniecznie udaj się do dobrego trenera, który Tobą pokieruje.

Dokładnie. Samo trzymanie psa gdy ten się rzuca nic nie daje. MUSI być wtedy zastosowana korekta. 
spike... czy ty kiedykolwiek miałeś do czynienia z agresywnym psem? Bo z tego co czytam to chyba nie bardzo ;) Korektę daje się właśnie w chwili gdy pies jest w "red zone", bo niby kiedy? Jak jest spokojny przed czy już po fakcie? ;) Przed to się psa skupia na sobie, jednak pies szczególnie na początku zanim nie ogarnie schematu lubi się wyłamać i wtedy się włącza korektę.

To samo z tą linką. Proponujesz metodę drzewa, która jest może ok, ale tutaj mamy przykład totalnego olewania właściciela przez psa i moim zdaniem należy dobitniej pokazać pieskowi kto tu rządzi. O przywiązywaniu linki do pasa i trzymania jej oburącz w chwili ataku może już się nie będę wypowiadać :P. Ogólnie pomysł całkowicie poroniony i bardzo niebezpieczny dla każdego kto wie, jak taki atak wygląda. Pocięte ręce, możliwe uszkodzenie kręgów, wywrotka i inne cuda... Polecałabym raczej porządną smycz gumowaną o długości max 150 cm + kolce za uszami. Żadne kantarki, bo wtedy jak niby pies ma nosić kaganiec? 

Mój pies waży 40kg+ ja w chwili najgorszych czasów jego zachowania ok. 48 kg więc bywało ciężko, ale po to się z psem pracuje, żeby nie chodziło tylko o fizyczną kontrolę. Na początku też Jari wkładał całą siłę w atak, natomiast po czasie siła malała bo pies był nie tylko hamowany siłowo, ale również psychicznie. Teraz jak mu się coś nie spodoba to potrafi się rzucić ale to jest dosłownie takie hops do przodu, napięcie smyczy jest może kilka sec i pies sam wraca do nogi bo jest tak wyuczony schematu, że wie, że po prostu nie wolno. Ot, reaktywny piesek. Ale z miarę już poukładaną banią, jak na niego niestabilny charakter. 

Posted

https://www.youtube.com/watch?v=WfWBYIHRu_g

Co lepsze - twarda blokada na kolcach, najpierw uniemożliwienie ataku, a potem przekonanie zwierzęcia, że człowiek nie atakuje, chociaż okazuje, że jest mocniejszy psychicznie, czy też pogryzieni ludzie i w efekcie igła dla psa?

Posted

Ja się z wami spierał nie będę bo już nie raz się przekonałem że to do niczego nie prowadzi. Natomiast po prostu nie wierzę w to, że dziewczyna która jest całkowicie ignorowana przez dużego psa a fizycznie jest w stanie ledwie go utrzymać będzie potrafiła skutecznie "korygować" jego agresję bez pomocy kogoś doświadczonego.

 

Dlatego szczerze radzę iść do tego dorplantu a w międzyczasie stosować metody które jest w stanie stosować w okolicznościach gdy jest w stanie psa kontrolować. a "napady szału" po prostu przeczekiwać. Tym bardziej, że na podstawie skromnego opisu, bez możliwości zobaczenia jak faktycznie pies się zachowuje, to nikt nie jest w stanie właściwie zdiagnozować problemu. Agresja jest zbyt poważna sprawą żeby zdawać się na internetowe porady ludzi którzy nigdy nie widzieli jak pies się faktycznie zachowuje. Choćby byli takimi fachowcami jak wy.

A "red zone" to zostawmy panu millanowi, widziałem go wielokrotnie w akcji i nie bardzo polecam.

 

 

 

ak jest spokojny przed czy już po fakcie?

 

Jeszcze tylko na to pytanie odpowiem. Oczywiście PRZED atakiem, wyprzedzająco gdy widzimy narastające pobudzenie. Wtedy uczymy psa samokontroli. Szarpanie się z nim gdy już jest w furii niczego go nie nauczy. Dlatego tak jak pisała harley, dobrze jest z psem odejść na taką odległość żeby był w stanie nad sobą panować a nie dopuszczać do tego żeby szalał a następnie szarpać go kolczatką. Znaczy "korygować".

 

Poleciłbym wam może książkę Inki Sjosten "Posłuszeństwo na co dzień" ale myśl przewodnia zawarta w tej książce, jak sądzę, jest dla was nie do przyjęcia. Natomiast autorce tematu polecam bardzo.

Posted

Z pierwszymi akapitami się jak najbardziej zgodzę. Jeżeli dziewczyna ma możliwość fachowej konsultacji to trzeba korzystać. 

Natomiast odchodzenie z psem na odległość "żeby był w stanie nad sobą panować" to bardzo ładna pozytywistyczna... utopia. Jak zwykle dobre chęci mieszają się z życiem i wychodzi zgrzyt. Oczywiście można uciekać przed problemem omijając "zagrożenie", ale kiedyś ktoś np. wyjdzie zza zakrętu i co? Ma mieć poharataną twarz bo nie zdążyliśmy odejść i poczekać aż piesek się samo skontroluje? ;) Odchodzenie nie uczy psa samokontroli gdy "zagrożenie" jest przed jego nosem. Trzeba zacisnąć zęby i się zmierzyć z problemem, a nie od niego uciekać. 

Praca bez rozproszeń jak najbardziej tak. W samotności trenowanie tego równaj, siadania, leżenia itp. ale nie tyle dla samych komend, tylko po to aby pies oswoił się z tym, że czegoś od niego wymagamy i nauczył się współpracować z człowiekiem. Żeby go przestał traktować jak balast na drugim końcu smyczy, a zaczął respektować polecenia. W psa z problemami trzeba włożyć dużo więcej pracy niż w rodzonego aniołka, taka przykra prawda. On te komendy musi mieć wbite na blachę bez rozproszeń, żeby kontynuować pracę w rozproszeniach, a na końcu w konfrontacji i nawet w tym "red zone" (użyłam tylko określenia, bo akurat jest fajne) 

Mam na swoim osiedlu babkę tak btw, która właśnie całe życie swojego psa stosuje metodę wyciszania z oddali. Wygląda to tak, że chodzi przerażona cały czas wypatrując "zagrożeń", a jak nas np. widzi (nasze psy się nie lubią) to dostaje spazmów, zawija się na pięcie, ciągnąc z całej siły swojego brytana na obrożę, albo staje w rozkroku jakby trzymała słonia na smyczy i... nic więcej. I tak jak ja mam Jariego tak nic się w kwestii zachowania tego psa i jej nie zmieniło. Zawsze ucieka na drugą stronę ulicy czy polanki ciągnąc go za sobą, albo staje jak wryta i trzyma go z całej siły. Żal mi tej kobiety. Naprawdę. Bo żyje w ciągłym strachu i ma 0 kontroli nad tym psem. Dobrze, że jest młoda i zdrowa, to go przynajmniej ma siłę utrzymać. 

Jedyne co robię ja to nieco schodzę na bok jak ktoś idzie z psem i mocno trzymam swojego w garści. Ale nigdy nie zawracam, nie uciekam, nie zatrzymuje się z boku sadzając psa... Kocham tę ostatnią formę "pracy" btw. Przynajmniej z mojego doświadczenia wynika, że psy się lepiej mijają w ruchu niż jak siedzą i mają czas, żeby się "zagrożeniu" przyjrzeć i nakręcić. Zawsze z duszą na ramieniu mijam takie parki, bo bardzo często Azorek nie wytrzymuje w siadzie i następuje atak boczny. Tak czy inaczej to nie jest tak, że Jari mija te psy spokojnie merdając ogonkiem. Taką formę rehabilitacji chyba też można włożyć miedzy bajki. Nie. Mija je napięty, ale nie odkleja się od nogi i nie robi wyskoków. To jest taka znacząca różnica. A jak widzę, że się nakręca za bardzo, to po prostu do niego mówię czasem z korektą czasem i nie "ej, ej, ej, idziemy!" i daje znak ręką w którym kierunku. To jest już tak dla niego czytelne, że od razu luzuje. Ale to są schematy wypracowane. Od tego się nie zaczyna. Na tym się kończy ;)

Posted

Może i racja, może i tak jest. Niemniej ja jestem w 100 proc. przekonany że stosowanie korekt, nawet jeżeli są wskazane w danym przypadku musi być zrobione w sposób umiejętny i co bardzo ważne W ODPOWIEDNIM MOMENCIE.

Dlatego, moim zdaniem, nie powinno się ich polecać przez internet ludziom którzy sobie z własnym psem nie radzą. Bo chyba nawet zwolennicy takiego rozwiązywania problemów zgodzą się że to nie może polegać na chaotycznym szarpaniu psem. Trzeba wiedzieć co się robi, kiedy i w jakim celu.

I dlatego zamiast po omacku próbować na podstawie rad z internetowego forum dobrze jest jednak szkoleniowca odwiedzić. Tym bardziej że dorplant ma naprawdę dobrą opinię. To nie jest jakaś byle szkółka którą sobie wczoraj założył gostek po przeczytaniu dwóch książek i skończeniu internetowego kursu. A ceny nie są jakieś zaporowe. A dziewczyna jest z łodzi. Nie musi dojeżdżać 200 km tylko ma ich na miejscu.

I żeby nie było, nie jestem z dorplantu i nie mam z nimi nic wspólnego. Po prostu słyszałem dobre rzeczy o nich i widziałem ich filmy na yt.

Posted

Bo korekta musi być wykonana w odpowiednim momencie. Czy ktokolwiek tu twierdził inaczej? Czy ktokolwiek tu kazał dziewczynie tluc psa? Nie. Za to wszyscy ją wysyłają do szkoleniowca.

Posted

Nie wiem w którym miejscu ktos tu napisał zeby "chaotycznie szarpać psa"? :P Korektę jak najbardziej daje sie w odpowiednim momencie. Co do tego nie ma watpliwości ;)
Szkoleniowiec dobra rzecz ale po to jest forum, zeby z własnego doświadczenia tez coś pomoc, podpowiedzieć ;)

Posted

No dobrze, ale mamy tu do czynienia z osobą która nie wie jak stosować te wasze "korekty", czy wy nie czytałyście jej postów czy jak? Jakby była specjalistką od wychowywania psów (z korektami czy bez) to nie pytała by na forum co zrobić żeby jej własny pies nie rzucał się na inne. Nie było by takich opisów:

 

 

 

Nie wyobrażam sobie, że za każdym razem wyjdę tylko na chwile na siku i tyle bo się boje, że na kogoś skoczy..
Latam za nim jak głupia, ręka wyrwana już była, kolano przetyrane.
Ale dzisiejsza sytuacja gdy skoczył na dziewczynę, tak ot,  mnie przerosła.

 

A te zdania świadczą o tym że ona naprawdę nie wie co robić. Ten pies nią szarpie i robi co chce. Dodajcie do tego rady żeby ona zaczęła szarpać psem (nieumiejętnie bo się na tym nie zna W OGÓLE) a w końcu dojdzie do tego że pies rzuci się i na nią. To czarny scenariusz ale przecież nie niemożliwy.

Naprawdę staram się być delikatny ale wy jakoś w ogóle nie bierzecie pod uwagę okoliczności i zaistniałej, konkretnej sytuacji. Już naprawdę nie chcę poruszać tematu, że wasza rada "stosować korekty" jest dawana w ciemno każdemu kto ma problemy z psem choć na oczy tego psa nie widziałyście. Ale niech nawet będzie, że macie rację i w tym wypadku trzeba stosować "korekty".

No ale same przyznajecie że korekta musi być stosowana w sposób właściwy (nie tylko chodzi o czas, timing, ale też o intensywność czy "technikę korygowania") a jednocześnie radzicie żeby się brała za to osoba która nie ma o tym pojęcia. Jak dla mnie jest to nielogiczne.

 

Oj chyba najwyższy czas się ewakuować z tej rozmowy skoro już się zaczęły teksty o "dobrodziejstwach kolczatki". I jak rozumiem nie wystarcza wam ze pieska "troszke poboli szyjka". Ma boleć porządnie. To dopiero jest prawidłowe szkolenie :D

Jak to powiedzial Kuno Liechtenstein: "Pogański kraj, pogańskie obyczaje". :D

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...