Jump to content
Dogomania

Cocker spaniel Drakkar + miaukunka Zorka[*]


Recommended Posts

Posted

Miałam nadzieję, że to tylko zły sen:-( A to jednak prawda:placz: Cały dzień ryczę, nie mam co z sobą zrobić:-( Drakuś też odczuwa pustkę, ciągle chodzi po domu i szuka Zorulki...:placz:

  • Replies 3.3k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Bardzo mi przykro :-(

Taka piękna i młoda kotka - jeszcze wczoraj zachwycałam się jej zdjęciami :-(

[CENTER]Dla Zorci


['] ['] ['] [']


[LEFT]Madziu, trzymaj się jesteśmy z Wami :calus:
[/LEFT]
[/CENTER]

Posted

[FONT=Comic Sans MS]To straszne jak odchodzą nasi przyjaciele [/FONT]
[FONT=Comic Sans MS]:placz::-(:placz::-(:placz::-(.[/FONT]
[FONT=Comic Sans MS]Pewnie teraz się bawi z moim Kapryskiem[/FONT]
(to mój pierwszy pudelek).
Współczujemy Ci bardzo.

Posted

dziękuję Wam wszystkim:-(. Zorcia już pochowana, mam nadzieję, że jest jej dobrze tam, gdzie teraz jest. Nie mogę się przyzwyczaić, że już nikogo nie ma wieczorem na moim łóżku, że karmię tylko Drakusia:placz: Drakkarek co chwilę zagląda do kuwety, węszy po pokojach, skomli...:-( Jemu też jest źle.
Gassi,
dziękuję za bannerki, są śliczne, ale wybiorę ten drugi.

Posted

O kurcze :-(:-(:-(:-(:-( Tak mi przykro....:( wiem co czujesz bo sama straciłam w 2007r. kota który miał nie całe 3-4 miesiące :-( znalazłam go nie żywego na dworze :-(
Zorciu pozdrów tam mojego Kazanka i inne kotki które teraz z Tobą biegają po TM

[FONT=Arial Black]


  • [/FONT]

    Posted

    Bardzo mi przykro z powodu Zorki :-(:placz:


  • Wiem jak to jest stracić kota... Ja miałam kiedyś kota maćka, on był prze kochany :loveu: Pewnego dnia zniknął na 3 dni, wrócił taki dziwny... Następnego dnia, tata pojechał z nim do weta jak byłam w szkole, wrócił bez kota...
    Mówił że pani weterynarz mówiła ze nie da go się już uratować, tata mówił ze jak go brał był sztywny i coś mu z pyska ciekło... Płakałam strasznie :placz:
    Przy obiedzie łzy ciekły mi do rosołu :placz: Nawet babcia za maćkiem płakała...
    To był jedyny nie powtarzalny najukochańszy na świecie, Maciek :loveu::placz:

  • Posted

    Dzięki:-( Zostały przynajmniej zdjęcia i wspaniałe wspomnienia... Właśnie, życie i szczęście są takie kruche!:placz: Jednego dnia bawię się z kotem, a drugiego już go może nie być:shake: Dziękuje gassira...

    Posted

    Niestety, każdy kiedyś odchodzi. Tylko dlaczego do cholery Zoruś tak szybko?!:-(

    PS. Zastanawiam się, czy mogę założyć Zorci wątek na "Tęczowym Moście"?

    Posted

    magda_drakkar napisał(a):
    Dzięki:-( Zostały przynajmniej zdjęcia i wspaniałe wspomnienia... Właśnie, życie i szczęście są takie kruche!:placz: Jednego dnia bawię się z kotem, a drugiego już go może nie być:shake: Dziękuje gassira...

    Tobie bynajmniej zostały zdjęcia ;).
    Mi tata kiedyś z pracy przyniósł dwa dachowce, czarną kocicę z białą krawatką - Balbinkę - i szarego pręgowanego (nie wiem czy ta maść ma jakąś nazwę) - Kacperka. Nie wiem ile miały miesięcy, nie pamiętam :shake:. Były na działce w piwnicy, w kartoniku, miały wszystko czego potrzebowały i było im naprawdę ciepło. Pewnego dnia zalało nam piwnicę, na szczęście w porę uratowaliśmy kotki, wzięliśmy je do domu, ale po kilku dniach okazało się, że Kacperek dostał kociego kataru, byłam mała, a tata, żebym tak nie płakała powiedział mi, że zawiózł go do weterynarza i jakieś dzieci bardzo go polubiły i że zgodził się żeby go wzięły, bo podobno bardzo chciały mieć kota. Byłam na tatę zła, dopiero potem powiedział mi prawdę :placz:. Została nam Balbinka, która była wspaniałą kotką :loveu:. Zawsze jak przebiegałam przez przedpokój to ona polowała na moje nogi i się na mnie rzucała. Zawsze zostawialiśmy jej troszkę odkręconą w łazience wodę w kranie i ona tak tą wodę piła łapiąc ją języczkiem. Codziennie zrywała z żabek mojej mamie firanki :evil_lol:, a moja mama tak się na nią wkurzyła i powiedziała, że... Więcej firanek chyba nie wiesza :lol:. Zawsze wieczorem tak świeciły jej się oczy, a ja wtedy wybuchałam śmiechem :stupid::lol:, zawsze jak mój tata w zimie ściągał polara i kładł go na rogówce, to ona na nim się kładła, a jak ktoś z nas źle się czuł to przychodziła do nas, siadała na kolanach i przechodziło. A potem musieliśmy wywieźć ją na działkę :shake:, nie wiem czemu, tak zadecydowali rodzice. W zimie codziennie do niej chodziliśmy, zanosiliśmy ciepłe mleczko i karmę, miała w schowku ciepłą budkę ze styropianem, kocykiem i wszystkim co trzeba jej było, a w drzwiach do schowka były małe drzwiczki którymi wychodziła na polowanie :razz:. Pewnego dnia pojechaliśmy z tatą na działkę, wtedy Babina strasznie miauczała i kręciła się koło mojego taty (jego lubiła najbardziej). Okazało się, że zaraz będzie rodzić :crazyeye:. Mój tata musiał być przy niej, a mi kazał iść gdzie indziej, bo na mnie parskała :roll:. Urodziły się dwa śliczne kotki, czarne jak mamusia, taty nigdy nie widzieliśmy. Wyłożyliśmy dodatkowymi kocykami budkę Biśki i dopiero miała ciepło :multi:. Któregoś dnia (kotki już otworzyły oczy) pojechaliśmy na działkę, ja zostałam w samochodzie bo rodzice mieli iść tylko zanieść mleko Balbinie i jej maluszkom. Jak wrócili, powiedzieli mi, że jeden kotek nie żyje i już go pochowali :placz::placz::placz:. Jak Kitka (tak nazwaliśmy ocalałą kotkę) już dorosła, to niestety musieliśmy wywieźć je do babci na wieś - znów nie wiedziałam czemu :roll:. Na drogę dostały zastrzyk uspokajający (tata jest pielęgniarzem, coś tam o tym wiedział :eviltong:), ale nic nie dało, więc trzeba było drugi. Siedziały w kartonie, Biśka wyszła i siedziała na zagłówku od kierowcy :loveu:. Ufff, dojechaliśmy! Dwa lata żyły sobie jak chciały, Kitka do tej pory, Balbinkę niestety kilka miesięcy przed wakacjami kopnęła cieląca się krowa :oops::shake::placz::placz::placz:. Jak przyjechaliśmy do babci i się o tym dowiedziałam, a do tego, że miała złamany kręgosłup i nie mogła chodzić, a znikła bez śladu, to myślałam, że zaryczę się na śmierć :shake::-(.
    Nie mam po niej nic - tylko jedne zdjęcie, jak trzymam ją na rękach a ona mi się wyrywa :evil_lol:. Dodam jeszcze, że teraz babcia ma chyba z 10 kotów :P. A Kitka nigdy nie dała się dotknąć - teraz wszystkie te koty tam są dzikie i nie dadzą się złapać :P.


    Ale się rozpisałam xD.

    Posted

    pewnie,że możesz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    I pamiętaj,że Zorcia zawsze będzie,żyła w Twoim sercu gdzieś na dnie jest kawałek przeznaczony tylko dla niej i już żaden inny zwierz nie zabierze jej tego miejsca zawsze będzie w Twoim secu i dzięki temy była tak wspaniałym kotem!!!!

    Posted

    Już założyłam Zorci wątek...
    Karolina_Nett wzruszające...:-( Zorka zawsze piła wodę z wanny, to chyba miało jej przypominać wodopój...:lol: Nigdy nie z miski. No bo gdzieżby księżniczka miała pić ze zwykłej miseczki?! Niedopuszczalne:evil_lol: Nienawidziła obcych kotów, psów też nie. Pamiętam jak raz wyszłam z nią do ogródka, przy ogrodzeniu by akurat jakiś piesek, a Zorka wybiegła za płot i zaczęła go gonić:lol: Oj, tak wyjątkowa z niej była panienka:loveu::-( Było przed nią jeszcze całe życie!

    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


    ×
    ×
    • Create New...