Monia70 Posted October 5, 2007 Posted October 5, 2007 Jejuś,pięęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęękny :loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu: Quote
Becia66 Posted October 5, 2007 Posted October 5, 2007 Straszny łasuch na pieszczoty, mój TZ nie ma chwili wytchnienia...:eviltong: Quote
Becia66 Posted October 5, 2007 Posted October 5, 2007 A najdziwniejsze jest to, że w domu zachowuje sie jakby zawsze w nim mieszkał...:roll: tzn. jest bardzo spokojny, grzeczny, nic nie niszczy i w zasadzie leży przez cały czas....i pomysleć że przez 7 lat był w schronisku... Quote
Guest monia3a Posted October 5, 2007 Posted October 5, 2007 Jesso jaka różnica pamiętacie Batona w pierwszym poście?? on już się zmienił a jak będzie wyglądał w nowym domku?? :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: Quote
Becia66 Posted October 5, 2007 Posted October 5, 2007 Boli go chyba ten amputowany kikut bo go często liże...:-( i jest tak jakby poraniony...:shake: Quote
sacred PIRANHA Posted October 5, 2007 Posted October 5, 2007 moze ociera nim np o chodnik jak sie kladzie....:( trzeba by sie weta poradzic jakiegos dobrego... Quote
albiemu Posted October 5, 2007 Author Posted October 5, 2007 nasz wet powiedział, że w takich sytuacjach najlepiej jest odjąć łapę przy stawie biodroeym. Teraz wciąż go podrażnia i widać, że musi go boleć. Nie da sobie biedny dotknąć tylnich łap, wpada w panikę :( Quote
sacred PIRANHA Posted October 5, 2007 Posted October 5, 2007 [quote name='albiemu']nasz wet powiedział, że w takich sytuacjach najlepiej jest odjąć łapę przy stawie biodroeym. Teraz wciąż go podrażnia i widać, że musi go boleć. Nie da sobie biedny dotknąć tylnich łap, wpada w panikę :([/quote] no to co teraz....?:-( Quote
albiemu Posted October 5, 2007 Author Posted October 5, 2007 Rozmawiałam z Agnieszką, jutro jedziemy z nim do weta w Warszawie a konkretnie do siostry Agnieszki. Zastanawiam się ... Baton mnie zna, bał się u weta ale widać dzielnie znosił bo miał mnie i Becię. Agnieszki i Pana Janusze nie zna, nie wiem jaki będzie kiedy znów wet go dorwie. On naprawdę strasznie się boi i zaczyna ze strachu kłapać pyskiem. Nie wiem czy nie powinien najpierw poznać Agi i JAnusza, potem dopiero do weta, np za tydzień dwa. Inna sprawa kikut z tego co widzę nie wygląa najlepiej. Zalecane było odjąć Batonowi kikut, ponieważ ma najprawdopodobniej nerw na wierzchu i bardzo cierpi kiedy się na nim opiera itp :( Sama nie wiem, to wszystko trzeba przemyśleć. W W-wie jest szansa go przyśpić, zrobić RTG ale jaki będzie kiedy się wybudzi a nie będzie mnie i Kudłatej? On naprawdę się do nas przywiązal. Agi nie zna ... Quote
Murka Posted October 5, 2007 Posted October 5, 2007 Faktycznie nie ten pies :-o Niesamowita odmiana. 7 lat w schronisku? :shake: Dziewczyny niesamowite jesteście :Rose: A jak zgłosił się dom dla Batona? Z netu? Pytam, bo też szukam domu dla trzyłapka Czarusia, który już kilka lat siedzi w schronisku :placz: i tak mi się marzy, że kiedyś zobaczę jego zdjęcia z nowego domu uśmiechniętego i biegającego... Trzymam kciuki za klimatyzację Batona w nowym domu :happy1: Quote
Becia66 Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 Baton od 4 godzin w drodze do Warszawy. Wcale nie chciał wyjśc za bramę, widać że czuł sie dobrze i bezpiecznie na moim ogrodzie. Teraz z pełną odpowiedzialnością mogę napisać że to niesamowity pies. Mądry, spokojny, zrównoważony i bardzo, bardzo czuły...:loveu: Przywiązał się do całej rodziny przez tak krótki okres niesamowicie. Każde podejście do niego, każdy głask, ciepłe słowo - wywoływało falę radości. BYł taki smutny w samochodzie kiedy odjeżdżał :-(, pewnie myślał że już odnalazł swoje miejsce na ziemi........Dobrze że to albiemu go odwozi bo to najlepsze ręce w jakie mógł trafić...:loveu: Quote
sacred PIRANHA Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 [quote name='becia66']Baton od 4 godzin w drodze do Warszawy. Wcale nie chciał wyjśc za bramę, widać że czuł sie dobrze i bezpiecznie na moim ogrodzie. Teraz z pełną odpowiedzialnością mogę napisać że to niesamowity pies. Mądry, spokojny, zrównoważony i bardzo, bardzo czuły...:loveu: Przywiązał się do całej rodziny przez tak krótki okres niesamowicie. Każde podejście do niego, każdy głask, ciepłe słowo - wywoływało falę radości. BYł taki smutny w samochodzie kiedy odjeżdżał :-(, pewnie myślał że już odnalazł swoje miejsce na ziemi........Dobrze że to albiemu go odwozi bo to najlepsze ręce w jakie mógł trafić...:loveu:[/quote] trzymamy kciuki za podroznika:loveu: Quote
Guest monia3a Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 I znów się wzruszyłam :-( ale tym razem to łzy szczęścia On nawet nie wie co go teraz czeka, w końcu wytęskniony dom dom na całe życie, już nigdy nikt go nie odda będzie szczęśliwy :loveu: U Ciebi czuł się bezpiecznie dałaś mu odczuć jak to fajnie być znów kochanym, czuć ciepłą dłoń na swoim grzbiecie, on już promieniał jak był u Was a jak będzie szczęścily już w swoim domku ?? Ech... czekam na fotki :loveu: Quote
sacred PIRANHA Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 [quote name='monia3a'] Ech... czekam na fotki :loveu:[/quote] wszyscy czekamy...takie szczesliwe zakonczenia daja sile, gdy jest ciezko i mamy ochote to "rzucic" wszystko...:oops: Quote
Becia66 Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 Albiemu z Kudłatą są już w Warszawie i dojeżdżają właśnie w umówione miejsce. Po drodze były 2 spacerki ale Baton jest bardzo smutny i ja też... bo bardzo za nim tęsknimy...:great: Quote
sacred PIRANHA Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 [quote name='becia66']Albiemu z Kudłatą są już w Warszawie i dojeżdżają właśnie w umówione miejsce. Po drodze były 2 spacerki ale Baton jest bardzo smutny i ja też... bo bardzo za nim tęsknimy...:great: [/quote] to niesamowite jak szybko mozna pokochac psa, prawda? ja wiozlam sunie ze schroniska z Zamoscia do DT w Mielcu...trzy godziny drogi...a tesknie teraz za nią jak glupek:shake::-( Quote
Monia70 Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 Smutek i szczęście, pogodne mysli i rozterki ,płacz i śmiech to nieodłączne atrybuty dobroci i szczęścia.Tak to sie układa, że rzeczy te towarzyszą nam w życiu.I dobrze, bo przez to jesteśmy bogatsi wewnętrznie..... Batonik jest smutny, bo stracił dobroc, którą juz poznał.On nie wiedział,że czeka go coś jeszcze.Dla niego dom o beci był już jego domem. Mam nadzieje, że w nowym domku znajdzie całą moc njawiekszych , pozytywnych uczuć. Quote
Becia66 Posted October 6, 2007 Posted October 6, 2007 Baton już w drodze do Gdańska :multi::multi::multi:. Wizyta u weta w Warszawie wypadła całkiem dobrze ale o tym niech już napisze albiemu jak wróci do Rzeszowa, bo w końcu to ona zmieniła mu życie. Przez cały czas siedział nam Baton na sercu, ta adopcja wydawała się arcytrudna, a jednak..... dzięki zapartości i desperacji albiemu Baton znalazł dom !!! ALbiemu - jestem dumna że mogę z Tobą współpracować :loveu: A ty Kudłata jesteś świetnym kierowcą :eviltong: i dziękuję że na długich trasach zawsze można na ciebie liczyć... Quote
albiemu Posted October 7, 2007 Author Posted October 7, 2007 Tak jak pisała Becia Batonik zadomowił sie na dobre i wcale mu się nie podobała wizja wyjazdu od niej. Jednak skoro juz raz zaufał i był lepiej to wyszedł ze mną ufnie wciąż patrząc na Becie - a może jednak mogę zostać??? Becia ze łzami w oczach powiedziała, że już wie dlaczego uwzięłam się na Batona. Oj ciężko im było się rozstać. W dordze do Warszwy BAton jechał sam z tyłu, pięknie i mądrze. Po kilku godzinach władowałam się do niego ale jako silny , zdrowy i samodzielny już samiec wolał sam :) BABO MIEJSCE MI ZABIERASZ. Była na mnie obrażony, że go znów wiozę i zabrałam od Beci. POzdróż minęła nam bardzo spokojnie i bez niespodzianek. SPOTKANIE Czekaliśmy we trójkę pod lecznicą i wciąż się zastanawiałam czy to dobry pomysł Batona męczyć. Baton po podróży spokojnie sobie siedział i bał się zasnać. Głowa mu opadała ale cały czas w jednym oku miał mały lufcik przez który kontrolował sytuację. Pryjechali.... Pani Agnieszka oaza spokoju, fantastyczna postać :), Pan Janusz, który pomimo dobrego serca i fanatastycznej osobowiści grał twardziela, syn Pani Agi, który juz wie od mamy jak podchodzić do psów i IRA. Sama medialna Ira, jak ktoś wie to IRASIAD :) dla towarzystwa. Przyjęłi Batona bardzo dobrze i widać było z wielka uwagą. Za chwilę przyszła siosta Agi z innymi weterynarzami i postanowili robic wszystko jak trzeba i ja przytaknęłam bo widziałam, że trafiłm na grono fantastycznych fachowców. Decyzja - rtg, aby zobaczyć co dzieje się ze stawami. Baton był masakrycznie przerażony, widać było, że potwornie źle znosi dotyk całego tyłu. Biedny - tyle lat minęło a on dalej z taka straszną nieufnością. Tzreba było go przyśpić. JAK WIELKĄ KRZYWDĄ BYŁO TO CO SPOTKAŁO KILKA LAT TEMU BATONA SKORO NA WPÓŁ PRZYTOMNY Z NAMI WALCZYŁ ABY GO NIE DOTYKAĆ W TYLNIE ŁAPY. MUSIAŁO GO TRZYMAĆ KILKA OSÓB ABY DAŁ SIĘ ZBADAĆ. Szybka decyzja RTG. Miał zrobione kilka zdjęć, wszystko jest dobrze. Kręgosłup i staw biodrowy w stanie dobrym, tylko fatalnie ucięty kikut. Jest ujęta kość pod stawem kolanowym czyli został ostry kawałek kości, który nie jest otoczony mięśniami. Taki kolec protsto w skórę. Wet powiedział, że kiedys kość może wyjść, ale skoro tyle lat to sie nie stało, może tak nie będzie. Zalecenia narazie, Baton ma mieć sporo ruchu, dieta i za dwa trzy miesiące trzeba bęzie zobaczyć czy kikiut Batonowi bardziej przeszkadza czy jest pomocny. Ogólnie jest zasada że amputując łapę robi się to jak najwyżej. Unika się wtedy podrażniania kikuta, boleści fantomowych i kilku zbędnych kilogramów wiecej w przypatku Batona. Ale jest jak jest, zobaczą co będzie dalej i wtedy decyzja. Podsumowując, była masa emocji. Ale w dołku mnie ściska na wspomnienie tego wszystkiego. BATON - zapomniany, niechciany z tabliczką PIES NA ZAWSZE W SCHRONISKU KALEKA. Wczoraj aby mu pomóc na głowie stanęło trzech lekarzy, ktorzy bardzo się przejęłli jego losem, my dwie i dwoje fanastycznych osób które przyjechały. Pomimo obrazu walki, zębów Batona każdy podchodził do niego z sercem. Baton wciaż nie przytomny złapał Agę za rękę a ona spokojnie wyciągnęła ja z pyska i spokojnie tłumaczyła, że nie wolno. Zastanawiam się - gdyby Batonowi trzeba było pomóc w schronisku jak myślicie - jak długo by znosili taką walkę skoro od samego początku nikomu nie chciało sie o niego walczyć? Jestem więcej niz pewna, Baton zostałby uśpiony z ramienia kalectwa, braku do niego sentymentu i dlaczego nie? Teraz Baton jest bezpieczny, wczoraj wieczorem był na spacerze dawał się juz pieścić, tłamsić, nawet lizał ich po twarzy. Ten pies tyle razy był wystawiony na to aby nie ufac ludziom. On nadal ufa. Podziwiam go za walkę o siebie w schronie, u weterynarza bo chciał nam pokazać że będzie o swoje życie walczył. Przez tyle lat walczył zupełnie sam, teraz z naszą pomocą wywalczył sobie dom, lepsze życie, uwagę i należną mu miłość. To nie tylko my mu pomogłśmy - ON POMÓGŁ SOBIE SAM, że w trudnych warunkach, po amputacji i często głodu żył dla siebie i wbrew szystkiemu. Quote
albiemu Posted October 7, 2007 Author Posted October 7, 2007 TEN PIES POKAZAŁ NAM WARTOŚĆ SWOJEGO ŻYCIA! JEST WARTE WSZYSTKIEGO OD KILKU DNI A WCZEŚNIEJ ?? Muszę Was przeprosić, wczorajszy dzień to była masa zdarzeń i nie udało mi się zrobić zdjęć. OLRZYMIE PODZIĘKOWANIE DLA LECZNICY W WARSZAWIE, ZA FACHOWE PODJEŚCIE DO PSA, KTÓRY ZA KAŻDYM RAZEM GDY WSTAŁ PRZY ADOPTUJĄCYM STRACIŁ SWĄ WARTOŚĆ, A W OCZACH LEKARZY WYWOAŁ POSTANOWIENIE TRZEBA MU POMÓC. lEKRZOM, KTÓRZY Z OLBRZYMIA CIERPLIWOŚCIĄ ZBADALI BATONA, GDZIE TYLKO SIĘ DAŁO, WYKONALI KILKA ZDJĘĆ CO NIESIE ZA SOBĄ OLBRZYMIE KOSZTY A NIE WZIĘLI ZA TO ANI GROSZA! ŻYCZĘ SOBIE I INNYM TAKICH WETERYNARZY JAK WY Z MIŁOŚCIĄ DO ZWIERZĄT. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.