Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 1.5k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='patch75']a nie ma tam kogos, kto moglby odwiedzac Dingo? to by mu choc troche pomoglo

Ale Dingo jest odwiedzany przez nas! Chodzi na spacerki, jest czesany i wtedy jak jest z człowiekiem, to jest szczęśliwy! Ale jak tylko się odchodzi od niego, to płacze...:-( A przecież nie możemy przez cały dzień zajmować się tylko jednym psem, niestety...:shake: inne też chcą...
Dlatego szukamy spokojnego domku z kawałkiem ogródka dla Dingusia i z człowiekiem!

Posted

wiecie..............
Dingo to czarna rozpacz
nie dosc ze staruszek
ledwo chodzi i upada
to psychicznie
masakra
tak rozpacza ze ktokolwiek z odwiedzajacych jest choć trochę wrazliwy na los psow
ucieka ze schroniska ze slowami
"nie mogę tego sluchac :-( "
" nie wiedzialem am ze peis moze tak rozpaczac"

Ratunku zanim mu pęknie serce

Posted

[quote name='justynavege']wiecie..............
Dingo to czarna rozpacz
nie dosc ze staruszek
ledwo chodzi i upada
to psychicznie
masakra
tak rozpacza ze ktokolwiek z odwiedzajacych jest choć trochę wrazliwy na los psow
ucieka ze schroniska ze slowami
"nie mogę tego sluchac :-( "
" nie wiedzialem am ze peis moze tak rozpaczac"

Ratunku zanim mu pęknie serce

Wiecie co - ja nie mogę już tego spokojnie czytać.

Czy jest jakaś możliwość żeby go do mnie przywieźć ?

Nie wiem jak sobie poradzę z tą logistyką, bo będzie trudno.

Sytuacja jest taka: mam 8-letniego "onkowatego" w domu, który też został wyrwany ze szponów śmierci. Jestem dla niego wszystkim, nie pozwoli się nikomu do mnie zbliżyć, nie wolno nikomu mnie dotknąć - no jednym słowem - chyba jeśli istnieje jakiś "bóg" - to właśnie ja dla niego takim jestem.

Mam naprawdę duży ogród, zawsze przygarnięte przeze mnie bidy mieszkały w domu i nie wyobrażam sobie, żeby Dingo mieszkał gdzie indziej.

Jeszcze nie wiem jak to rozwiążę - ale to już mój problem.

Czy jest taka możliwość żeby Dingo do mnie zawitał ?

Nie mogę po niego jechać - uwierzcie - nie mam takiej możliwości w tej chwili - A TU NIE MA NA CO CZEKAĆ !!!!!!!!!!

Posted

Zosia4 napisał(a):
Wiecie co - ja nie mogę już tego spokojnie czytać.

Czy jest jakaś możliwość żeby go do mnie przywieźć ?

Nie wiem jak sobie poradzę z tą logistyką, bo będzie trudno.

Sytuacja jest taka: mam 8-letniego "onkowatego" w domu, który też został wyrwany ze szponów śmierci. Jestem dla niego wszystkim, nie pozwoli się nikomu do mnie zbliżyć, nie wolno nikomu mnie dotknąć - no jednym słowem - chyba jeśli istnieje jakiś "bóg" - to właśnie ja dla niego takim jestem.

Mam naprawdę duży ogród, zawsze przygarnięte przeze mnie bidy mieszkały w domu i nie wyobrażam sobie, żeby Dingo mieszkał gdzie indziej.

Jeszcze nie wiem jak to rozwiążę - ale to już mój problem.

Czy jest taka możliwość żeby Dingo do mnie zawitał ?

Nie mogę po niego jechać - uwierzcie - nie mam takiej możliwości w tej chwili - A TU NIE MA NA CO CZEKAĆ !!!!!!!!!!


Zosiu, czyli chcesz wziąć go do siebie?!:lol:
Aż się popłakałam z radości!

Napisz dokładnie gdzie mieszkasz, to będziemy coś kombinować!

Posted

Jestem i cały czas myślę. Aż z tego myślenia mi głowę rozsadza.

Logistyka jest ważna, bo od tego będzie zależało moje codzienne życie, nie tylko moje.
Sytuacja jest taka jak opisałam. Ani mniej ani więcej.

A mieszkam 6 km od Gorzowa Wlkp.

Posted

kocham mam ogromne problemy z internetem :shake::mad:
wejscie na dogo graniczy z cudem

Zosiu czy decydujesz sie przygarnąc Dingusia?
Dingo nie bardzo moze konywać barierę typu schody
wiec mieszkanie w ogrodzie z cieplą np budą to wg mnie dobre rozwiązanie tym bardziej ze pies przyzwyczajony cale zycie mieszkał nie w mieszkaniu

jesli chodzi o transport mysle ze wszyscy staniemy na glowie
wiem ze Dinguś ma " na swoim koncie " pieniazki od wujka Don
wiec i na paliwo by bylo

wiecie co..............
Dinga rozpacz jest tak wielka ze nawet najwięksi twardziele wymiękają
ja do twardzieli nie naleze ale staram sie nie ryczeć przy nim
:-(

Posted

Może zróbmy tak: nie ogłaszajmy jeszcze "godziny zero".
Ja się decyduję na Dinga - tylko naprawdę muszę się przespać z moimi domowymi problemami.
Nie jest to takie proste, bo rzeczywiście mój czterołapy domownik jest aniołkiem ale tylko w stosunku do mnie.

Nie chcę żadnych bójek dwóch dorosłych samców i wiem też, że będą walczyć o moje względy. Dingo w starciu z moim Barrym nie będzie miał większych szans. Barry to naprawdę agresor.

Mam jeszcze dwie dorosłe suki ON, które są na wybiegu - i tu też uprawiam logistykę, bo one też mnie potrzebują. Jest też kot (domowy).

Coś jednak wymyślić muszę - sen da mi pełniejszą jasność umysłu

Posted

Zosia4 napisał(a):
Jest jednak plus w tym wszystkim - nie mam schodów.


To najważniejsze: nie ma schodów, jest człowiek, Twoja miłość, jest kawałek ogródka, dobre chęci, transport się załatwi...!

Posted

Wiem ,że tu wszyscy czekają na mnie.
A ja dzisiaj całej nocy nie "przespawszy i beczywszy".

Tak sobie rozważyłam całe za i przeciw - czy ktoś podejmie za mnie taką decyzję żeby jeden pies był izolowany ?

W końcu nie biorę psa po to żeby był skazany na więzienie - to jest coś najgorszego co może być.

Mój Barry już jest pełnoprawnym domownikiem - i on ma już tego świadomość ( to już prawie półtora m-ca jak tu jest [jest też po babeszjozie i wielu innych trudnych przejściach, o których mam nadzieję, że zapomni]).

Biorąc Dinga nie miałabym sumienia zamykać go gdziekolwiek. Po doświadczeniach z 20 letnim Liskiem wiem, jak dla takiego starszego pana jest potrzebny ciągły kontakt, głos człowieka, głaskanie i smakołyki (to tak w skrócie, bo to jest niemal 80 % czasu spędzanego przeze mnie w domu).

Sytuacja u mnie jest taka, że po dogłębnym rozważeniu - jedyna możliwość to byłoby zamykanie Dinga w jednym z pokoi - a skoro on tak rozpacza, to ja bym chyba nie zniosła jego płaczu.
Mój Barry jak pisałam - to agresor. Potrafi nawet zawarczeć na mojego syna, który do mnie podchodzi. O innych odwiedzających nawet nie wspomnę, bo to już "mecyje nie z tej ziemi".

Nie mogę - skoro jestem przy zdrowych zmysłach - decydować się na "tylko oferowanie mu ogrodu", który i tak byłby kontrolowany przez Barriego.

Poradźcie coś - to był z mojej strony impuls, jak zawsze zresztą. I tego impulsu nie umiałam opanować.
Zawsze tak jest, że jak jest "ta ostatnia chwila" - to zdaję sobie z tego sprawę i staram się pomóc.

"Okrzyczcie" mnie teraz. Poddaję się - ale nie umiem skazać psa na poniewierkę w odosobnieniu, czy to Barriego czy to Dinga.

Posted

Zosiu, a tylko ogród nie bylby lepszy od tego, co sie teraz z nim dzieje?
I zawsze mozna tylko na tymczas, choc wiem, ze to jest przypadek beznadziejny, ze i tak bylabys docelowa przystania....

Bardzo Ci wspolczuje tego dylematu i tych emocji, bardzo

Posted

Nie obciążajcie Zosi ! Ona i tak jest aniołem!!
Czy nie znajdzie się osoba z ogrodem i suczką/lub najlepiej bez/,która da
ostatnie schronienie temu biedakowi?
Ja myślę,że po dotychczasowym jego życiu i obecnych stresach dużo juz mu nie zostało.
Niechby psisko na koniec zaznał jeśli nie miłosci,to chociaż poczucia bezpieczeństwa i trochę człowieka!!

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...