Berek Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 Kuskus, masz jakieś gigantyczne uprzedzenia do obroży elektrycznej - toć to taki sobie sprzęcik, przy użyciu ktorego nota bene wychodzi czlowiekowi duuużo parówek, bo przecież jednocześnie budujesz sobie fajną relację z psem p.t. impulsy przytrafiają się psom ktore gonią zwierzynę, a przy pańci jest zawsze taaaak cudownie :smile:. Więc ciagły uśmiech do zwierzaka i pokazywanie mu jak to fajnie jest przybiegać na wołanie :smile: . Pies brzmi jak dobry pies myśliwski (co w kontekście słów pana-debilnego-myśliwego może dla Was wyglądać dziwnie). Powiedz, czy macie możliwość powiadomienia hodowcy zwierzaka że on jest u Was i że nie bardzo sobie radzicie...? Tak się zastanawiam, czy dla obu stron (tj. Waszej i psa) nie byłoby lepiej oddać go komuś doświadczonemu, kto będzie umiał wykorzystywać jego wrodzone zdolności i cechy, zgodnie z jego naturą - Wy się tylko z tym męczycie... Być może hodowca znalazłby kogoś takiego? Quote
Czekunia Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 A ja nie wiem czy w Waszym przypadku bikejoring to dobre rozwiązanie... Na "za jakiś czas" na pewno, ale nie w chwili obecnej. Skoro masz problem z utrzymaniem psa na smyczy, to tym bardziej jazda na rowerze w jego towarzystwie nie będzie bezpieczna, ani dla Ciebie, ani dla psa. Edit: Mam dwa psy w typie wyżłów (niemieckiego i weimara) i coprawda nie czuję się jakimś super ekspertem, ale uważam, że powinniście wprowadzić gwizdek i od tego zacząć pracę z psem. Quote
Harley Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 Gwizdek i linka jako trening przywołania. Zupełnie nie rozumiem dlaczego skreśliłaś długą linkę, ja używam 30-metrowej. Powinna dużo pomóc w nauce przywołania, tym bardziej że chodzisz z psem na pola, więc nie będzie problemu zaplątania o drzewa. Nie przejmuj się się komentarzami ludzi, mi też mówią "Taka długa smycz i jeszcze się z nią urwał, hahaha" kiedy widzą jak pies biega z linką ciągnącą się za nim. Nie wyprowadzasz psa na tej lince, ona jest tylko twoją asekuracją na wypadek utraty kontroli nad psem. Napisz jak uczyliście przywołania. Czy używacie imienia psa przy karceniu go? Przykładowo Portos zżera śmieci, a ty do niego z wyrzutem w głosie: "Portos ty śmieciarzu"? Takie użycie imienia osłabia reakcję na imię przy przywołaniu. Wtedy lepiej wołać nie używając imienia albo przestać używać imienia w złych sytuacjach. Próbowałaś cofnąć się do samego początku z przywołaniem? Czyli wołasz psa i nagradzasz jak podejdzie siedząc o 1 metr od Ciebie w domu, w nudnej sytuacji. Potem zwiększasz odległość, wołasz z kolejnych pomieszczeń i nagradzasz. Raz zabawa, raz mizianko, raz żarełko. Zwiększasz trudność ćwiczenia dopiero gdy masz dany etap zrobiony perfekcyjnie czyli widzisz, że pies biegnie z błyskiem w oku, bez chwili zawahania. Najlepiej zaczynając przywołanie od nowa zmienić komendę albo wprowadzić gwizdek. Na etapie nauki: nigdy nie wołasz psa co do którego nie masz pewności, że przyjdzie. Jeśli na spacerze pies łapie wiatr i przymierza się do ucieczki przydeptujesz linkę(warto mieć na końcu solidny supełek) i tyle. Przywołanie ma oznaczać dla psa, że czeka go coś super. Z wysiłkiem fizycznym to bym podchodziła ostrożnie. Pies będzie wymęczony przez pierwsze dwa tygodnie, a potem zacznie nabierać kondycji szybciej niż właściciele i będzie coraz gorzej. Postawiłabym na ćwiczenia fizyczno-intelektualne. Jakieś szukanie przedmiotów, może tropienie? Jeśli on jest taki cięty na zwierzynę to jako zabawkę-nagrodę polecam szarpak z naturalnego futra. BTW: Jeśli dorwał sarnę i ją puścił to wcale aż taki cięty na zwierzynę nie jest. Quote
a_niusia Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 ja mam 3 gordony i mysle, ze calkiem spore doswiadczenie w wychowywaniu psow z gr 7 jak tez i doswiadczenie w uzywaniu obrozy elektrycznej. po pierwsze i najwazniejsze: wyzel wegierski to jest pies dla "konesera". na pewno nie na kanape, a jego slodka morda i karmelowy kolorek bardzo wszystkich gubi. zastanowcie sie, czy mu nie znalezc nowego domu. skontaktujcie sie z hodowca. druga sprawa...linka. linka jest narzedziem totalnie sprzecznym z behawiorem wyzla. jesli ktos nie chce, aby jego pies znikal i sie oddalal, to nie powinien brac wyzla. bo jesli ktos uwiaze wyzla na linie to nawet jesli lina bedzie miec 30 metrow, to nic nie zmieni. twoj pies bedzie frustratem na sznurku i jak go ze sznurka spuscisz to poczuje sie jak uwolniony od wrzoda na dupie czyli od ciebie...a to troche masakra zostac wrzodem na tylku wlasnego psa. jesli chodzi o obroze elektryczna, to w tym przypadku polecanie jej swiadczy o zupelnej nieznajomosci podstaw pracy z wyzlem oraz psychiki wyzla...powiedzialabym nawet, ze ogolnie o troche slabym pojeciu o tym jak w ogole obrozy elektrycznej uzywac. aby uzyc oe w przypadku psa takiego jak wyzel najpierw trzeba z takim psem stworzyc minimum wiezi pies-przewodnik (a ty aktualnie nie jestes przewodnikiem swojego psa) oraz zrobic podstawy przywolania i to najlepiej na gwizdek, bo biegnacy pod wiatr pies mysliwski nie slyszy jak go wolasz. inaczej twoj pies skonczy jak mnostwo psow z gr 7-a serio znam ich bardzo, bardzo duzo, ktore sa czolowymi spierdalaczami, ciagle nosza na szyjach elektryczki, ale maja ten balast gleboko w dupie, a pancie stoja i przyciskaja guziczki mowiac "zobacz, zobacz on sie uodpornil na prad!". lub tez gdy przywalisz psu pradem to spieprzy w sina dal, bo niby dlaczego pies, ktory ma cie gdzies, ma do ciebie przybiec, gdy dzieje sie cos zlego? powinniscie spotkac sie z kims, kto sie na wyzlach zna i kto te psy po prostu rozumie. skad jestescie? Quote
kuskus89 Posted November 18, 2014 Author Posted November 18, 2014 Kuskus, masz jakieś gigantyczne uprzedzenia do obroży elektrycznej - toć to taki sobie sprzęcik, przy użyciu ktorego nota bene wychodzi czlowiekowi duuużo parówek, bo przecież jednocześnie budujesz sobie fajną relację z psem p.t. impulsy przytrafiają się psom ktore gonią zwierzynę, a przy pańci jest zawsze taaaak cudownie :smile:. Więc ciagły uśmiech do zwierzaka i pokazywanie mu jak to fajnie jest przybiegać na wołanie :smile: . Pies brzmi jak dobry pies myśliwski (co w kontekście słów pana-debilnego-myśliwego może dla Was wyglądać dziwnie). Powiedz, czy macie możliwość powiadomienia hodowcy zwierzaka że on jest u Was i że nie bardzo sobie radzicie...? Tak się zastanawiam, czy dla obu stron (tj. Waszej i psa) nie byłoby lepiej oddać go komuś doświadczonemu, kto będzie umiał wykorzystywać jego wrodzone zdolności i cechy, zgodnie z jego naturą - Wy się tylko z tym męczycie... Być może hodowca znalazłby kogoś takiego? oe brzmi niehumanitarnie. mąż stwierdził że może to jest dobry pomysł. ja nie mogę tego ugryźć. ALE z punktu widzenia- albo to ja go klepne twardą ręką po dupie i on będzie potem siedział z podkulonym ogonem i patrzył na mie tymi swemi oczętami, albo obroża....no ok. ale to trochę tak robić psu krzywde na odległość. no jak kopanie leżącego- niehumanitarne. Aczkolwiek kiedyś w sklepie dla psów i kotów, jak kupowałam konga i wdałam się w rozmowę z ekspedientką powiedziała ona ze są obroże które np psikają psu w nos wodą o smaku jakiego pies nie lubi. Ale kurde...Portos lubi nawet czosnek więc co ja mogę..? hodowcy nie znamy, tylko myśliwego od którego go mamy. Myśleliśmy żeby go oddać. kiedy już oboje mamy dość. a potem portos przychodzi i położy ten swój śliczny łeb na kolanach i co pan zrobisz? kierpca nie zeźresz jak to mawiał mój kolega. No i kurde...oboje bardzo chcieliśmy mieć psa. teraz jesteśmy zdołowani i przekonani że do niczego sie nadajemy skoro sobie z nim nie radzimy. Boimy się że oddamy mu komuś kto też się nie będzie umiał nim zająć. a po za tym wszystkim- jak oddamy Portosa to potem już nigdy psa nie weźmiemy z traumy że sobie znów nie damy rady.... A ja nie wiem czy w Waszym przypadku bikejoring to dobre rozwiązanie... Na "za jakiś czas" na pewno, ale nie w chwili obecnej. Skoro masz problem z utrzymaniem psa na smyczy, to tym bardziej jazda na rowerze w jego towarzystwie nie będzie bezpieczna, ani dla Ciebie, ani dla psa. Edit: Mam dwa psy w typie wyżłów (niemieckiego i weimara) i coprawda nie czuję się jakimś super ekspertem, ale uważam, że powinniście wprowadzić gwizdek i od tego zacząć pracę z psem. hehee,,też tak pomyślałam na samym początku. ale! sanki! sanki też może pociągnąć a są bezpieczniejsze! śnieg w końcu spadnie :) tylko ze to jest rozwiązanie na jeden sezon.... Gwizdek i linka jako trening przywołania. Zupełnie nie rozumiem dlaczego skreśliłaś długą linkę, ja używam 30-metrowej. Powinna dużo pomóc w nauce przywołania, tym bardziej że chodzisz z psem na pola, więc nie będzie problemu zaplątania o drzewa. Nie przejmuj się się komentarzami ludzi, mi też mówią "Taka długa smycz i jeszcze się z nią urwał, hahaha" kiedy widzą jak pies biega z linką ciągnącą się za nim. Nie wyprowadzasz psa na tej lince, ona jest tylko twoją asekuracją na wypadek utraty kontroli nad psem. Napisz jak uczyliście przywołania. Czy używacie imienia psa przy karceniu go? Przykładowo Portos zżera śmieci, a ty do niego z wyrzutem w głosie: "Portos ty śmieciarzu"? Takie użycie imienia osłabia reakcję na imię przy przywołaniu. Wtedy lepiej wołać nie używając imienia albo przestać używać imienia w złych sytuacjach. Próbowałaś cofnąć się do samego początku z przywołaniem? Czyli wołasz psa i nagradzasz jak podejdzie siedząc o 1 metr od Ciebie w domu, w nudnej sytuacji. Potem zwiększasz odległość, wołasz z kolejnych pomieszczeń i nagradzasz. Raz zabawa, raz mizianko, raz żarełko. Zwiększasz trudność ćwiczenia dopiero gdy masz dany etap zrobiony perfekcyjnie czyli widzisz, że pies biegnie z błyskiem w oku, bez chwili zawahania. Najlepiej zaczynając przywołanie od nowa zmienić komendę albo wprowadzić gwizdek. Na etapie nauki: nigdy nie wołasz psa co do którego nie masz pewności, że przyjdzie. Jeśli na spacerze pies łapie wiatr i przymierza się do ucieczki przydeptujesz linkę(warto mieć na końcu solidny supełek) i tyle. Przywołanie ma oznaczać dla psa, że czeka go coś super. Z wysiłkiem fizycznym to bym podchodziła ostrożnie. Pies będzie wymęczony przez pierwsze dwa tygodnie, a potem zacznie nabierać kondycji szybciej niż właściciele i będzie coraz gorzej. Postawiłabym na ćwiczenia fizyczno-intelektualne. Jakieś szukanie przedmiotów, może tropienie? Jeśli on jest taki cięty na zwierzynę to jako zabawkę-nagrodę polecam szarpak z naturalnego futra. BTW: Jeśli dorwał sarnę i ją puścił to wcale aż taki cięty na zwierzynę nie jest. W sumie.... uczyliśmy go przywołania na zasadzie smakołyków i mizianka. i tak narawde z tego co zauważyłam on przybiega pod warunkiem że właśnie czegoś nie goni albo nie kopie w jakiejś norze albo nie jest głaskany przez obcych (niestety..) w domu nie ma problemu- łazi za nami jak cień- gdzie my tam on, nie trzeba go wołać. no chyba że coś nabroił- rozwalił kosz w kuchni albo kwiatka albo zjadł zapakowane fbrycznie czekoladki, albo rozwalił pieluchy dziecka- wtedy wie że nabroił i że będziemy wrzeszczeć. i niestety tak- kiedy chcemy go skarcić wołamy go imieniem. Jak inaczej? ale rozumiem że to był głupi pomysł... z przywołaniem jest problem jak ma jakiś bardzo silny bodziec. komendy "zostań" tudzież "zostaw" niepróbowaliśmy go uczyć.. 30 m linka....jak znajde sklep to się zaopatrze... Quote
kuskus89 Posted November 18, 2014 Author Posted November 18, 2014 Kuskus, masz jakieś gigantyczne uprzedzenia do obroży elektrycznej - toć to taki sobie sprzęcik, przy użyciu ktorego nota bene wychodzi czlowiekowi duuużo parówek, bo przecież jednocześnie budujesz sobie fajną relację z psem p.t. impulsy przytrafiają się psom ktore gonią zwierzynę, a przy pańci jest zawsze taaaak cudownie :smile:. Więc ciagły uśmiech do zwierzaka i pokazywanie mu jak to fajnie jest przybiegać na wołanie :smile: . Pies brzmi jak dobry pies myśliwski (co w kontekście słów pana-debilnego-myśliwego może dla Was wyglądać dziwnie). Powiedz, czy macie możliwość powiadomienia hodowcy zwierzaka że on jest u Was i że nie bardzo sobie radzicie...? Tak się zastanawiam, czy dla obu stron (tj. Waszej i psa) nie byłoby lepiej oddać go komuś doświadczonemu, kto będzie umiał wykorzystywać jego wrodzone zdolności i cechy, zgodnie z jego naturą - Wy się tylko z tym męczycie... Być może hodowca znalazłby kogoś takiego? oe brzmi niehumanitarnie. mąż stwierdził że może to jest dobry pomysł. ja nie mogę tego ugryźć. ALE z punktu widzenia- albo to ja go klepne twardą ręką po dupie i on będzie potem siedział z podkulonym ogonem i patrzył na mie tymi swemi oczętami, albo obroża....no ok. ale to trochę tak robić psu krzywde na odległość. no jak kopanie leżącego- niehumanitarne. Aczkolwiek kiedyś w sklepie dla psów i kotów, jak kupowałam konga i wdałam się w rozmowę z ekspedientką powiedziała ona ze są obroże które np psikają psu w nos wodą o smaku jakiego pies nie lubi. Ale kurde...Portos lubi nawet czosnek więc co ja mogę..? hodowcy nie znamy, tylko myśliwego od którego go mamy. Myśleliśmy żeby go oddać. kiedy już oboje mamy dość. a potem portos przychodzi i położy ten swój śliczny łeb na kolanach i co pan zrobisz? kierpca nie zeźresz jak to mawiał mój kolega. No i kurde...oboje bardzo chcieliśmy mieć psa. teraz jesteśmy zdołowani i przekonani że do niczego sie nadajemy skoro sobie z nim nie radzimy. Boimy się że oddamy mu komuś kto też się nie będzie umiał nim zająć. a po za tym wszystkim- jak oddamy Portosa to potem już nigdy psa nie weźmiemy z traumy że sobie znów nie damy rady.... A ja nie wiem czy w Waszym przypadku bikejoring to dobre rozwiązanie... Na "za jakiś czas" na pewno, ale nie w chwili obecnej. Skoro masz problem z utrzymaniem psa na smyczy, to tym bardziej jazda na rowerze w jego towarzystwie nie będzie bezpieczna, ani dla Ciebie, ani dla psa. Edit: Mam dwa psy w typie wyżłów (niemieckiego i weimara) i coprawda nie czuję się jakimś super ekspertem, ale uważam, że powinniście wprowadzić gwizdek i od tego zacząć pracę z psem. hehee,,też tak pomyślałam na samym początku. ale! sanki! sanki też może pociągnąć a są bezpieczniejsze! śnieg w końcu spadnie :) tylko ze to jest rozwiązanie na jeden sezon.... Gwizdek i linka jako trening przywołania. Zupełnie nie rozumiem dlaczego skreśliłaś długą linkę, ja używam 30-metrowej. Powinna dużo pomóc w nauce przywołania, tym bardziej że chodzisz z psem na pola, więc nie będzie problemu zaplątania o drzewa. Nie przejmuj się się komentarzami ludzi, mi też mówią "Taka długa smycz i jeszcze się z nią urwał, hahaha" kiedy widzą jak pies biega z linką ciągnącą się za nim. Nie wyprowadzasz psa na tej lince, ona jest tylko twoją asekuracją na wypadek utraty kontroli nad psem. Napisz jak uczyliście przywołania. Czy używacie imienia psa przy karceniu go? Przykładowo Portos zżera śmieci, a ty do niego z wyrzutem w głosie: "Portos ty śmieciarzu"? Takie użycie imienia osłabia reakcję na imię przy przywołaniu. Wtedy lepiej wołać nie używając imienia albo przestać używać imienia w złych sytuacjach. Próbowałaś cofnąć się do samego początku z przywołaniem? Czyli wołasz psa i nagradzasz jak podejdzie siedząc o 1 metr od Ciebie w domu, w nudnej sytuacji. Potem zwiększasz odległość, wołasz z kolejnych pomieszczeń i nagradzasz. Raz zabawa, raz mizianko, raz żarełko. Zwiększasz trudność ćwiczenia dopiero gdy masz dany etap zrobiony perfekcyjnie czyli widzisz, że pies biegnie z błyskiem w oku, bez chwili zawahania. Najlepiej zaczynając przywołanie od nowa zmienić komendę albo wprowadzić gwizdek. Na etapie nauki: nigdy nie wołasz psa co do którego nie masz pewności, że przyjdzie. Jeśli na spacerze pies łapie wiatr i przymierza się do ucieczki przydeptujesz linkę(warto mieć na końcu solidny supełek) i tyle. Przywołanie ma oznaczać dla psa, że czeka go coś super. Z wysiłkiem fizycznym to bym podchodziła ostrożnie. Pies będzie wymęczony przez pierwsze dwa tygodnie, a potem zacznie nabierać kondycji szybciej niż właściciele i będzie coraz gorzej. Postawiłabym na ćwiczenia fizyczno-intelektualne. Jakieś szukanie przedmiotów, może tropienie? Jeśli on jest taki cięty na zwierzynę to jako zabawkę-nagrodę polecam szarpak z naturalnego futra. BTW: Jeśli dorwał sarnę i ją puścił to wcale aż taki cięty na zwierzynę nie jest. W sumie.... uczyliśmy go przywołania na zasadzie smakołyków i mizianka. i tak narawde z tego co zauważyłam on przybiega pod warunkiem że właśnie czegoś nie goni albo nie kopie w jakiejś norze albo nie jest głaskany przez obcych (niestety..) w domu nie ma problemu- łazi za nami jak cień- gdzie my tam on, nie trzeba go wołać. no chyba że coś nabroił- rozwalił kosz w kuchni albo kwiatka albo zjadł zapakowane fbrycznie czekoladki, albo rozwalił pieluchy dziecka- wtedy wie że nabroił i że będziemy wrzeszczeć. i niestety tak- kiedy chcemy go skarcić wołamy go imieniem. Jak inaczej? ale rozumiem że to był głupi pomysł... z przywołaniem jest problem jak ma jakiś bardzo silny bodziec. komendy "zostań" tudzież "zostaw" niepróbowaliśmy go uczyć.. 30 m linka....jak znajde sklep to się zaopatrze... Quote
kuskus89 Posted November 18, 2014 Author Posted November 18, 2014 Kuskus, masz jakieś gigantyczne uprzedzenia do obroży elektrycznej - toć to taki sobie sprzęcik, przy użyciu ktorego nota bene wychodzi czlowiekowi duuużo parówek, bo przecież jednocześnie budujesz sobie fajną relację z psem p.t. impulsy przytrafiają się psom ktore gonią zwierzynę, a przy pańci jest zawsze taaaak cudownie :smile:. Więc ciagły uśmiech do zwierzaka i pokazywanie mu jak to fajnie jest przybiegać na wołanie :smile: . Pies brzmi jak dobry pies myśliwski (co w kontekście słów pana-debilnego-myśliwego może dla Was wyglądać dziwnie). Powiedz, czy macie możliwość powiadomienia hodowcy zwierzaka że on jest u Was i że nie bardzo sobie radzicie...? Tak się zastanawiam, czy dla obu stron (tj. Waszej i psa) nie byłoby lepiej oddać go komuś doświadczonemu, kto będzie umiał wykorzystywać jego wrodzone zdolności i cechy, zgodnie z jego naturą - Wy się tylko z tym męczycie... Być może hodowca znalazłby kogoś takiego? oe brzmi niehumanitarnie. mąż stwierdził że może to jest dobry pomysł. ja nie mogę tego ugryźć. ALE z punktu widzenia- albo to ja go klepne twardą ręką po dupie i on będzie potem siedział z podkulonym ogonem i patrzył na mie tymi swemi oczętami, albo obroża....no ok. ale to trochę tak robić psu krzywde na odległość. no jak kopanie leżącego- niehumanitarne. Aczkolwiek kiedyś w sklepie dla psów i kotów, jak kupowałam konga i wdałam się w rozmowę z ekspedientką powiedziała ona ze są obroże które np psikają psu w nos wodą o smaku jakiego pies nie lubi. Ale kurde...Portos lubi nawet czosnek więc co ja mogę..? hodowcy nie znamy, tylko myśliwego od którego go mamy. Myśleliśmy żeby go oddać. kiedy już oboje mamy dość. a potem portos przychodzi i położy ten swój śliczny łeb na kolanach i co pan zrobisz? kierpca nie zeźresz jak to mawiał mój kolega. No i kurde...oboje bardzo chcieliśmy mieć psa. teraz jesteśmy zdołowani i przekonani że do niczego sie nadajemy skoro sobie z nim nie radzimy. Boimy się że oddamy mu komuś kto też się nie będzie umiał nim zająć. a po za tym wszystkim- jak oddamy Portosa to potem już nigdy psa nie weźmiemy z traumy że sobie znów nie damy rady.... A ja nie wiem czy w Waszym przypadku bikejoring to dobre rozwiązanie... Na "za jakiś czas" na pewno, ale nie w chwili obecnej. Skoro masz problem z utrzymaniem psa na smyczy, to tym bardziej jazda na rowerze w jego towarzystwie nie będzie bezpieczna, ani dla Ciebie, ani dla psa. Edit: Mam dwa psy w typie wyżłów (niemieckiego i weimara) i coprawda nie czuję się jakimś super ekspertem, ale uważam, że powinniście wprowadzić gwizdek i od tego zacząć pracę z psem. hehee,,też tak pomyślałam na samym początku. ale! sanki! sanki też może pociągnąć a są bezpieczniejsze! śnieg w końcu spadnie :) tylko ze to jest rozwiązanie na jeden sezon.... Gwizdek i linka jako trening przywołania. Zupełnie nie rozumiem dlaczego skreśliłaś długą linkę, ja używam 30-metrowej. Powinna dużo pomóc w nauce przywołania, tym bardziej że chodzisz z psem na pola, więc nie będzie problemu zaplątania o drzewa. Nie przejmuj się się komentarzami ludzi, mi też mówią "Taka długa smycz i jeszcze się z nią urwał, hahaha" kiedy widzą jak pies biega z linką ciągnącą się za nim. Nie wyprowadzasz psa na tej lince, ona jest tylko twoją asekuracją na wypadek utraty kontroli nad psem. Napisz jak uczyliście przywołania. Czy używacie imienia psa przy karceniu go? Przykładowo Portos zżera śmieci, a ty do niego z wyrzutem w głosie: "Portos ty śmieciarzu"? Takie użycie imienia osłabia reakcję na imię przy przywołaniu. Wtedy lepiej wołać nie używając imienia albo przestać używać imienia w złych sytuacjach. Próbowałaś cofnąć się do samego początku z przywołaniem? Czyli wołasz psa i nagradzasz jak podejdzie siedząc o 1 metr od Ciebie w domu, w nudnej sytuacji. Potem zwiększasz odległość, wołasz z kolejnych pomieszczeń i nagradzasz. Raz zabawa, raz mizianko, raz żarełko. Zwiększasz trudność ćwiczenia dopiero gdy masz dany etap zrobiony perfekcyjnie czyli widzisz, że pies biegnie z błyskiem w oku, bez chwili zawahania. Najlepiej zaczynając przywołanie od nowa zmienić komendę albo wprowadzić gwizdek. Na etapie nauki: nigdy nie wołasz psa co do którego nie masz pewności, że przyjdzie. Jeśli na spacerze pies łapie wiatr i przymierza się do ucieczki przydeptujesz linkę(warto mieć na końcu solidny supełek) i tyle. Przywołanie ma oznaczać dla psa, że czeka go coś super. Z wysiłkiem fizycznym to bym podchodziła ostrożnie. Pies będzie wymęczony przez pierwsze dwa tygodnie, a potem zacznie nabierać kondycji szybciej niż właściciele i będzie coraz gorzej. Postawiłabym na ćwiczenia fizyczno-intelektualne. Jakieś szukanie przedmiotów, może tropienie? Jeśli on jest taki cięty na zwierzynę to jako zabawkę-nagrodę polecam szarpak z naturalnego futra. BTW: Jeśli dorwał sarnę i ją puścił to wcale aż taki cięty na zwierzynę nie jest. W sumie.... uczyliśmy go przywołania na zasadzie smakołyków i mizianka. i tak narawde z tego co zauważyłam on przybiega pod warunkiem że właśnie czegoś nie goni albo nie kopie w jakiejś norze albo nie jest głaskany przez obcych (niestety..) w domu nie ma problemu- łazi za nami jak cień- gdzie my tam on, nie trzeba go wołać. no chyba że coś nabroił- rozwalił kosz w kuchni albo kwiatka albo zjadł zapakowane fbrycznie czekoladki, albo rozwalił pieluchy dziecka- wtedy wie że nabroił i że będziemy wrzeszczeć. i niestety tak- kiedy chcemy go skarcić wołamy go imieniem. Jak inaczej? ale rozumiem że to był głupi pomysł... z przywołaniem jest problem jak ma jakiś bardzo silny bodziec. komendy "zostań" tudzież "zostaw" niepróbowaliśmy go uczyć.. 30 m linka....jak znajde sklep to się zaopatrze... Quote
Harley Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 To nie jest tak, że jak pies potrafi wykonać komendę w domu to i wszędzie ją wykona. Trzeba stopniować trudność i ćwicząc z gwizdkiem lepiej przerabiać kolejne etapy za wolno i zbyt mozolnie niż przyśpieszyć i spalić komendę. Jeśli karzesz psa który do Ciebie przybiegł lub ty go dogoniłaś to jedynie uczysz go, że następnym razem nie ma po co przychodzić. Było fajnie z dala od pańci, a tu pańcia przyszła i wlała. Wniosek - trzeba jak najdłużej być z dala. Jest jeszcze opcja zwiększenia motywacji - nic w życiu za darmo. Jedzenie tylko za wykonanie komend lub przyjście na gwizdek. Jak sobie gwizdniesz 200 razy dzienne to będą efekty. Nie przyjdzie, nie będzie jadł. Ale skoro to łakomczuch to szybko wywnioskuje co mu się opłaca. Najlepiej kup gwizdek myśliwski - psy go słyszą z dużych odległości i ma w miarę przyjemny dźwięk(jeśli robisz dużo ćwiczeń to ma znaczenie dla gwizdającego). Quote
Berek Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 A_niusiu, toć piszę jak sołtys krowie na rowie, że ktoś musialby pokazać rodzinie zasady pracy z o.e. BTW trochę demonizujesz wyżełki. Tzn. rozumiem że akurat w tej grupie - nieodłacznie powiązanej z myśliwymi - faktycznie możesz mieć do czynienia z nadreprezentacją właścicieli głupio używających tego sprzętu (sorki za prztyczek w kierunku łowieckiego środowiska i tego stylizującego się na nie - wszyscy wiemy, o co kaman :smile: ). Sądzę że w przypadku tego psa bez awersji się nie obejdzie - gwizdek to takie samiuśkie narzędzie które się psu warunkuje jak wuwuzela, trąba jerychońska, dwie pokrywki od garnków i co tam kto chce :smile: . Natomiast zwierzak ma ponad rok i głębokie przekonanie że pogoń za ruszającymi się istotami jest czymś najwspanialszym na świecie. Quote
radiesteta Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 Trochę żartobliwie kupić jakiegoś drona lub zdalnie sterowany samolot i niech za nim goni. Ciekawe co by szybciej padło pies czy bateria w urządzeniu ? Albo hihi latawiec na lince. Quote
Joy1 Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 Gdy mówimy o kłopotliwym, niewłaściwym zachowaniu psa, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest to zachowanie naturalne dla tego gatunku zwierzęcia, ale nieakceptowalne dla opiekuna; czy patologiczne, więc nie mieszczące się w etogramie psa.kuskus89 - piszesz, że twój wyżeł jest kłopotliwy, ponieważ nie ma dość biegania, najczęściej nie reaguje na polecenia, mocno psoci, gdy zostaje sam. To są zachowania typowe dla psiego nastolatka, którego dotąd nikt nie wychowywał, a jedynie żądał od razu określonych reakcji, nie licząc się przy tym z naturalnymi-wrodzonymi potrzebami psa. Każde stworzenie, także pies, uczy się powtarzając zachowania, które przyniosły mu korzyść, a unikając zachowań, które nie pozwoliły osiągnąć celu lub doprowadziły do kłopotów. Jest to więc proces, który trwa w czasie. Opłacalne dla psa zachowania stopniowo pojawiają się coraz częściej, a te nieopłacalne zanikają - też stopniowo. Nie da się więc nauczyć psa "na skróty", po kilku, czy kilkunastu powtórkach, czy kilkukrotym skarceniu obrożą elektryczną. Warto też mieć świadomość, że pies kojarzy skutek (kara/nagroda) z przyczyną (własne zachowanie) w odstępie czasu do 3-4 sekund. Jeśli spotyka go kara/niechęć opiekuna po jego powrocie do zdemolowanego domu - pies zrozumie tylko tyle, że wracający właściciel jest agresywny. Nagana za opieszałe przychodzenie na wołanie - dla psa oznacza, żeby nie przychodzić następnym razem, bo właściciel wtedy "warczy". Impuls obrożą elektryczną pies skojarzy z tym, na czym jest w tej właśnie chwili skoncentrowany, np. ptak siedzący na gałęzi, atrakcyjny ślad węchowy. To tylko właściciel wiedział, że miało być za ignorowanie przywołania (którego pies mógł nie słyszeć, mocno skoncentrowany na swoim zajęciu). Sporo o karach (w tym obroży elektrycznej) tu: Dlaczego nie stosujemy awersji - Szkolenie psów metodami pozytywnymi Nauka zostawiania znalezionych paskudztw: ▶ PIES DOMOWY kurs wychowania psa, nauka zostawiania, szkolenie psów Warszawa - YouTube Nauka przywołania (tu na przykładzie malamuta - psa z równie silnym instynktem łowieckim, co wyżeł, za to o wiele mniej skłonnym do współpracy z przewodnikiem): Przywoływanie malamuta | Mals.pl Co do klikera: Kliker to nie magiczna różdżka, na którą jest się skazanym, bo bez niej tracimy władzę nad psem. To sposób pozwalający precyzyjnie przekazać sygnał zwierzakowi w czasie uczenia go. Zasadę klikera wykorzystuje się przy szkoleniu wszelkich zwierząt np. koni, delfinów, kotów a także do nauczenia przywołania zwierząt w zoo (lwy, niedźwiedzie), żeby wracały z wybiegu do pomieszczeń. Jeśli z nimi można sobie dać radę przy pomocy klikera, to pomyśl, co można osiągnąć z psem - wrażliwym psychicznie i o silnej potrzebie pracy z człowiekiem - jak wyżeł węgierski właśnie. Sensowny trener (może i pan od klikera) zdecydowanie pomoże ogarnąć psa. Ale trzeba pamiętać, że pies nie "jest zepsuty" i nie "wyregulowanie psa" jest tu potrzebne, a przyjęcie pewnych zasad postępowania. Ta książka nie jest nowością wydawniczą, ale wciąż bestsellerem; wydawana na całym świecie w wielu językach: Kliker - skuteczne szkolenie psa :: Kyno Księgarnia A propos kagańca: nie zapobiegnie skrzywdzeniu zwierzaka, którego pies dopadnie na spacerze. Nieduże zwierzę, jak młodziutka sarna, pies zatłucze/połamie kości przy próbach chwycenia go zębami z kagańcem na pysku. Zwierzę krótkodystansowe (sarna, zając), jeśli w krótkim czasie nie zgubi pogoni klucząc, zostaje zagonione na śmierć. Mieszkam (z różnymi psami) wśród łąk i lasów, rozmawiam z leśnikami i wiem co się ciągle zdarza. Każde wyżej zorganizowane niż dżdżownica stworzenie potrzebuje też zajęcia dla psychiki. A skoro nie łowy to może to: Otto's Tricks! 13 week old Vizsla - YouTube Hanna the Vizsla does Vizsla Tricks - YouTube Jeśli bikejoring, intensywne zabawy biegowe dla psa, to warto wiedzieć: Bieganie z psem coraz popularniejsze – co warto o tym wiedzieć | VETcardia - blog Quote
Ryss Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 Brawo, Joy! To się nazywa fachowa porada, a nie jakieś berki-bajerki - z zajebistą zaklinaczką trzech zajebistych psów w tle. Quote
a_niusia Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 A_niusiu, toć piszę jak sołtys krowie na rowie, że ktoś musialby pokazać rodzinie zasady pracy z o.e. BTW trochę demonizujesz wyżełki. Tzn. rozumiem że akurat w tej grupie - nieodłacznie powiązanej z myśliwymi - faktycznie możesz mieć do czynienia z nadreprezentacją właścicieli głupio używających tego sprzętu (sorki za prztyczek w kierunku łowieckiego środowiska i tego stylizującego się na nie - wszyscy wiemy, o co kaman :smile: ). Sądzę że w przypadku tego psa bez awersji się nie obejdzie - gwizdek to takie samiuśkie narzędzie które się psu warunkuje jak wuwuzela, trąba jerychońska, dwie pokrywki od garnków i co tam kto chce :smile: . Natomiast zwierzak ma ponad rok i głębokie przekonanie że pogoń za ruszającymi się istotami jest czymś najwspanialszym na świecie. bynajmniej nie miałam na myśli psów należących do mysliwych, bo psy, których właściciele to mysliwi-kynolodzy mają zwykle tak ułożone zwierzęta, że tylko się od nich uczyć. Mam na myśli panciusie, które kupiły sobie wyżelka bo ładny. Z całej grupy 7 wegra polecałabym najmniej jako psa rodzinnego, a grupę 7 naprawdę znam dobrze od każdej strony Quote
rozi Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 Znam/znałam dwa wyżły węgierskie w Warszawie. Psa - już nie żyje - jak najbardziej rodzinnego, posłusznego, zrównoważonego i sukę, kupioną przez pańciusię, bo ładna, i ta suka obrożę tylko dla ozdoby nosi, tak jest ułożona, więc nie wiem czemu niby te węgry takie trudne mają być. Quote
Joy1 Posted November 18, 2014 Posted November 18, 2014 Jeszcze trochę dodam. kuskus89 - myślę, że tak na prawdę nie chcesz pozbyć się swojego psa i rozumiem, że już nie masz cierpliwości do jego zachowania. Za dużo spadło na ciebie na raz. To niezwykle inteligentny, żywiołowy zwierzak, więc jest bardziej absorbujący, niż przeciętny. I w dodatku przybył w najbardziej kłopotliwym wieku, a ty nie masz doświadczenia w wychowaniu psa. A to trochę inaczej, niż wychowanie dziecka, bo przecież nie rozumie słów, niektóre gesty interpretuje inaczej, niż my, niesamowicie przejmuje emocje, no i ma instynkty, które mają duży wpływa na zachowanie. Przeczytaj, proszę o specyfice tej rasy: WYŻEŁ WĘGIERSKI KRÓTKOWŁOSY - Psy - rasy psów - ogłoszenia o szczeniakach - psy rasowe - wszystko o psach - pie Cytaty: "Po pierwsze węgier to pies bardzo wrażliwy. Oddany swojemu Panu ufa mu bezgranicznie, nie znosi szorstkiego traktowania i karcenia. Należy wychowywać go konsekwentnie, ale absolutnie nie twardą ręką." "Jednak najpiękniejsze co vizsla ma do zaoferowania to jego charakter." Nie poddawaj się, jeszcze nic straconego! Dasz radę! Pamiętaj tylko, że to pies: nie robi na złość, ani nie odwdzięcza się - kieruje się psią "logiką", inną, niż nasza, nie zna pojęcia moralności, ulega instynktom. Świat psa jest naprawdę fascynujący, tylko ktoś musi cię w niego wprowadzić, bo przykładając ludzką miarę, nie dotrzesz tam. Znajdź rozsądnego trenera, który wyjaśni ci, jak dogadywać się z psem na co dzień i wprowadzi w szkolenie. Krótkie wskazówki z forum nie wystarczą, chociaż mogą wspomóc, gdy już będziesz wiedziała co, jak i dlaczego z psem. Już samo uczenie się z opiekunem jest dla psa bardziej absorbujące niż bieganie za piłką w górę i w dół, więc potem potrzeba wyciągania rzeczy z szafek i rozwlekania wszystkiego nie jest już taka pilna. Syty wrażeń pies (wybiegany - tak, ale i zagospodarowany psychicznie) chętnie przesypia nieobecność właściciela. Jeśli psisko jest szczególnie bystre i wymagające - cóż, właściciel musi zdobyć się na większą kreatywność w organizowaniu mu zajęć. Np. Karmienie (jeśli to sucha karma) nie z miski, tylko z czegoś takiego: Trixie Zabawka edukacyjna - Kula karmnik - 14cm [TX-3491] Nadzianego konga można zawiesić nisko nad podłożem - będzie wciąż dostępny, ale już nie tak wygodny do uchwycenia, pies musi pokombinować, jak wyjeść zawartość. Lub schować go do kartonu, przykryć miską, potem do kilku kartonów - znów pies musi znaleźć sposób, żeby go wydostać. Quote
Brezyl Posted November 19, 2014 Posted November 19, 2014 Znam/znałam dwa wyżły węgierskie w Warszawie. Psa - już nie żyje - jak najbardziej rodzinnego, posłusznego, zrównoważonego i sukę, kupioną przez pańciusię, bo ładna, i ta suka obrożę tylko dla ozdoby nosi, tak jest ułożona, więc nie wiem czemu niby te węgry takie trudne mają być. Choćby dlatego, że tamten to typowy użytek, a te warszawskie mogły od paru pokoleń być psami typowo wystawowymi. Wiesz ja znam alaskana, który wygrywa zawody obi, bawi się w agi, freesbee, flayball, ostatnio spróbował pasterstwa wprawiąjąc w zdumienie fachowców od pasienia, ale jakoś się nie dziwię, że cała reszta rasy ma inne zainteresowania. Wyjątki się zdarzają. Quote
a_niusia Posted November 19, 2014 Posted November 19, 2014 nie ma czegos takiego w Polsce a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że w Europie jak podział linii na użytkową i wystawową w tej rasie. pokusiłabym się o stwierdzenie, ze w większosci ras z gr 7 fci nie ma czegos takiego. dlaczego? otoz nawet jesli aktualnie niektore hodowle nie dobieraja rodzicow tak, aby uzytkowo byli jak najlepsi, tonie robią też nic, żeby byli uzytkowo do bani. i genetyka to nie czary: chyba oczywiste jest, ze w takiej sytuacji geny rozkladaja sie w sposob bardzo, bardzo przypadkowy. wyzly nie sa trudne w ulozeniu. sa specyficzne. takiego psa trzeba rozumiec, kochac to, co on kocha itd. tak jak napisalam-gr 7 jest dla koneserow. to, ze ten pies jest taki jaki jest, nie swiadczy o tym, ze jest "uzytkowy" tylko o tym, ze jest mlody, nieogarniety, niewychowany, a wlasciciele nie wiedza jak do niego dotrzec, ja mam w domu psa wywodzacego sie ze starych, bardzo uzytkowych, polujacych europejskich linii. suka ta robi WSZYSTKO. kazda forma pracy jest dla niej czyms totalnie zajebistym. jest ogarnieta tak, ze np. podczas wystawy psow lazi sobie bez smyczy miedzy ringami, bo wiem, ze numeru nie zrobi. zabralam ja na agility, to wszyscy oczy przecierali ze zdziwienia. nie przeszkadza jej to byc absolutna petarda w polu. a nie mieszka u mysliwych. raczej u ekologow. uzytkowy wyzel jest psem mega nastawionym na wspolprace z przewodnikiem. i o nie jest zaden wyjatek. pies ten od poczatku jednak byl odpowiednio szkolony, wiedzielismy, co bierzemy do chaty, i my i psy jestesmy otwarci na swoje potrzeby. mysliwemu jest potrzebny zrownowazony, ogarniety, godny zaufania pies, a nie nieogar goniacy za zwierzyna. pies, ktory goni zwierzynie nie jest uzytkowy. jest wypaczony. wyzel nie zmeczy sie zabawa z owczarkiem niemieckim. owczarek predzej wykituje. nie zmeczy sie tez lizaniem konga, zabawka "interaktywna" czy kula smakula. poczytajcie dembinioka, spotkajcie sie z kims, kto wyzly ma i wie, o co biega. zobaczcie jak powinien wygladac spacer z takim psem, gdzie jest zabierany, co robi, za co wlasciciel go chwali za co gani. bo kula smakula to wam nie pomoze:)))) Quote
rozi Posted November 19, 2014 Posted November 19, 2014 Ale ja nie mówię o psie, który jest tematem wątku, tylko o ogólnej wypowiedzi w kwestii w kwestii polecania, czy nie polecania węgrów, zwłaszcza że wspomniana "pańciusia" kupi sobie dla tej urody raczej wystawowego, niż typowego użytka. Nie lubię takich uogólnień, przeciętny człowiek po poczytaniu paru wątków dochodzi do wniosku, że właściwie żadna rasa się dla niego nie nadaje, takie one są strasznie wymagające, można wpaść w kompleksy naprawdę. No ale to off top, przepraszam. Quote
a_niusia Posted November 19, 2014 Posted November 19, 2014 Ale ja nie mówię o psie, który jest tematem wątku, tylko o ogólnej wypowiedzi w kwestii w kwestii polecania, czy nie polecania węgrów, zwłaszcza że wspomniana "pańciusia" kupi sobie dla tej urody raczej wystawowego, niż typowego użytka. Nie lubię takich uogólnień, przeciętny człowiek po poczytaniu paru wątków dochodzi do wniosku, że właściwie żadna rasa się dla niego nie nadaje, takie one są strasznie wymagające, można wpaść w kompleksy naprawdę. No ale to off top, przepraszam. problem w tym, ze "typowo wystawowy" wyzel nie istnieje. Quote
rozi Posted November 19, 2014 Posted November 19, 2014 A "typowo użytkowy"? Taki "po rodzicach polujących" (: Pisałam o typowym użytku, nie o typowym wystawowym, "wystawowy" to tu określenie raczej umowne, czyli piesek z domowej, miejskiej hodowli, bez tradycji myśliwskiej. Quote
a_niusia Posted November 19, 2014 Posted November 19, 2014 nie ma czegos takiego jak wyzel uzytkowy/wystawowy. wyzel jest uzytkowy, gdy sie go uzytkuje, a nie gdy goni sarny i gryzie je po tylkach. to, ze nie ma sie kontroli nad wyzlem i robi on, co chce, nie swiadczy o tym, ze jest o uzytkowy. przeciwnie. Quote
rozi Posted November 19, 2014 Posted November 19, 2014 Co nie zmienia faktu, że wyżeł może być świetnym psem rodzinnym, dość długo żyję i znałam wiele rozmaitych wyżłów w mieście (węgierskie tylko dwa), z żadnym nie było problemów i po prostu nie rozumiem Twojego nie polecania. Quote
a_niusia Posted November 19, 2014 Posted November 19, 2014 nie rozumiesz, bo nie wiesz nic o wyzlach. przeczytaj moj post jeszcze raz. wyzel moze byc super psem rodzinnym. co wiecej: ja sama sobie nie wyobrazam innego psa rodzinnego niz wyzel. ale nie mozna oczekiwac, ze napruty energia i niewykorzystana checia do pracy pies bedzie cichy, milutki i grzeczny. Quote
rozi Posted November 19, 2014 Posted November 19, 2014 No fakt, wyżła nie miałam. Jeśli chodzi o rasy myśliwskie miałam tylko dwa gordony i jagdterriera, widać wyżły są bardziej jakoś skomplikowane ;-) Quote
a_niusia Posted November 19, 2014 Posted November 19, 2014 mialas gordony? a czymze jest gordon jesli nie wyzlem? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.