Bruna Posted August 27, 2014 Posted August 27, 2014 21 lipca podczas kiedy ja byłam na wakacjach, straciłam moje największe oczko w głowie. Doskonale znam ten ból, kiedy odchodzi istota, z którą spędziło się całe życie. Kiedy urodziłam się, pilnował mnie z moim bratem, wsadzając nos w wózek. Ach, te sielanki spędzone pod gruszą... Uczyłam się z nim chodzić. Ares non stop mnie przewracał, chcąc się tulić. Pamiętam chwile, gdy jeździłam na nim, niczym na koniu. Spędzałam z nim chwile na trawie. On - tarzał się po ziemi, oczekując ode mnie przytulasa. Ares był dla mnie niczym anioł stróż. W 2012 roku przeżył atak psa, który na szczęście skończył się szwami. Osoby dawały mu kiepskie szanse na przeżycie, lecz on był silny. Niektórzy mówią, że dobrze, bo nie byliśmy podczas jego śmierci. Lecz ja czuję, że moglibyśmy być do końca uderzenia jego serca. Podobno pies czuje, kiedy właściciele odjeżdżają i się pragnie śmierci w momencie nieobecności. Ares chował się w krzakach, przed moimi dziadkami. Też nie chciał im sprawiać bólu. Na początku myślałam, że on sam umarł. Dziadkowie nie chcieli mówić, że go uśpili, ponieważ myśleli, że może przejdzie nam przez głowę,że Ares mógłby pożyć dłużej. Podobno pies odchodzi, kiedy czuje, że wypełnił swoją misję. I w pełni to zrobił. Żył ponad 14 lat. A ja, Aresie, dziękuję Ci za te wszystkie spędzone lata. Za dobre i za złe... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.