Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Asia zapytała mnie czy nie znam kogoś, kto zrobiłby wizytę p/a w Sosnowcu.

Niezawodna Mysza2 się zgodziła, Eluś dziękujemy!!!

Tamb ustal proszę z Myszką szczegóły

  • Upvote 1
Posted

Myślę, że zrezygnowali z Agatki. Głupio mi dzwonić i pytać bo przy adopcji wychodzę z założenia, że to ludzie muszą bardzo chcieć, żeby potem było dobrze.

Posted

Jest bardzo źle. W nocy kot Dziecko zaczął kichać i mieć ślinotok. W tym czasie pies Kajtek charczał i dyszał. Rano znowu wizyta w lecznicy. Kot Dziecko złapał wirusową infekcję drug oddechowych, chorobę ciężką, długą w leczeniu i bardzo zaraźliwą. Okres wylęgania choroby - 3 tygodnie. Złapał ją w lecznicy bo po zabiegach wielokrotnie przebywał tam od początku grudnia. Mam obserwować pozostałe 10 kotów. Kotka Zulka jest w trakcie leczenia na zapalenie krtani, wczoraj były zastrzyki, kolejne jutro. A pies Kajtek ma chore serce i pogorszenie. Dostał zastrzyk, mam obserwować. Na pewno będzie zmiana leków na więcej. Usiłowałam spać od 5 rano do 8.30. To trwa już za długo, zaczynam tracić siły. 

Posted
O 13.01.2016o18:51, Gabi79 napisał:

Asia zapytała mnie czy nie znam kogoś, kto zrobiłby wizytę p/a w Sosnowcu.

Niezawodna Mysza2 się zgodziła, Eluś dziękujemy!!!

Tamb ustal proszę z Myszką szczegóły

Bardzo dziękuję za przeprowadzenie wizyty przedadopcyjnej. Domek nie jest zły ale jeszcze lepszy pojawił się wczoraj w Krakowie. Mandarynka na początku lutego zostanie krakowianką. Mam nadzieję, że po 3 tygodniowej obserwacji nie będzie miała objawów choroby.

Posted

Agatka i Ula zostały w lecznicy. Dziecko w lecznicy ale jest dużo lepiej. Po południu byłam z Zulką na zastrzykach bo dalej nie ma dawnego głosu i kaszle. A przed chwilą Mandarynka zaczęła kichać i jeśli to nie zbieg okoliczności to jutro pojawią się pierwsze objawy. Pralinka z niewyraźną miną siedzi w transporterze i nie wiem, czy to zły nastrój czy bierze ją choroba, z Miją podobnie. Miodek, Tosia, Tola i Gina normalne.

Posted

Warto ratować i szukać domów z najwyższej półki. Umarła bardzo biedna kotka z mojej adopcji. Znalazła dom 5 lat temu. Dostałam takiego maila:

Dzień dobry,
dzisiaj rano zmarła Kruszynka. Tydzień temu zatruła się kwiatkiem 
("Gwiazda Betlejemska" - niestety nie wiedzieliśmy, że są to kwiaty 
trujące!). Zawiozłem ja do weterynarza (Krakvet). Była b. słaba i 
gwałtownie wymiotowała. Ponieważ jej stan się nie poprawiał (przez cały 
tydzień była w szpitalu pod kroplówką, czasami także w inkubatorze), 
więc lekarze b. dokładnie ją zbadali i wykryli na zdjęciu rtg, że miała 
dziurę w przeponie (potem okazało się, że wielkości pięciozłotówki) 
przez którą pół żołądka wpadło do płuc i przygniatało lewe płuco. 
Wczoraj miała operację (operował skład 3-osobowy pod kierunkiem dra 
Orła). Operacja podobno się udała (taką informacje miałem wczoraj w nocy 
ok. 23.00), ale gdy rano pojechałem zapytać o jej zdrowie dowiedziałem 
się, że ok. 6.00 zmarła (serce przestało bić i mimo prób rozgrzania nie 
udało się jej reanimować.
Tę dziurę w przeponie oraz część żołądku w płucach miała prawdopodobnie 
od momentu, gdy Pani ją wzięła temu pijakowi ponad 5 lat temu. 
Prawdopodobnie musiał ją silnie kopnąć w brzuszek i dlatego wypadał jej 
odbyt oraz powstała dziura w przeponie (naruszone zostały oba końce 
przewodu pokarmowego). Z odbytem udało sie jakoś zaleczyć (mimo, że jej 
kilka razy potem jeszcze wypadał, to dawało się go wsadzić na miejsce i 
wydawało sie, że może normalnie żyć). Niestety cały czas musiał być 
jakiś problem z pęknięta przeponą (czego nie było widać) i z żołądkiem, 
gdyż Krusia - mimo że jadła dość dużo - nie przybierała na wadze (ważyła 
cały czas ok. 3 kg), b. szybko sie męczyła (stąd nie mogła sie długo 
bawić sznureczkiem), wymiotowała częściej niż inne kotki (mamy jeszcze 
dwie inne) a gdy leżała mi na piersiach i uciskała pościel, mrucząc, to 
słyszałem, że w brzuszku jej co jakiś czas burczało. Niestety, do czasu 
zatrucia nie wpadliśmy na to, że może miec dziurę w przeponie. Pewnie 
był to dla niej duży dyskomfort, ale chyba przez te 5 lat nie cierpiała, 
bo - choć była cały czas nerwowa - to jednak bawiła się, dawała się 
głaskać i zrobiła sie kotkiem bardzo przylepnym. Niestety zatrucie 
kwiatkiem i gwałtowne wymioty zaostrzyły sytuację (prawdopodobnie wtedy 
przepona pękła mocniej i więcej żołądka dostało sie do płuc. Lekarz, 
który ja operował, mówił, że jej żołądek składał sie jakby z dwóch 
worków i był trzy razy większy niż u zdrowego  kotka, miała przy tym 
powiększoną i twardą śledzionę oraz trzustkę. Bardzo chcieliśmy ją 
uratować... Była tydzień w szpitalu, miała dobrą opiekę, codziennie 
kilka razy przychodziłem zapytać o jej stan,  także narkozę miała mieć 
nie najtańsza, ale lepszej jakości...
Kruszynka była wspaniałym kotkiem, troszkę nerwowym (zapewne z uwagi na 
ten uraz), ale jednak radosnym i wesołym. Uwielbiała skakać na stół albo 
na kolumnę - dosłownie frunęła w powietrzu. Bardzo dużo "mówiła" (nie 
potrafiła miauczeć - może z uwagi na przygniecione lewe płuco - tylko 
chrypiała "łech, łech"). Uwielbiała leżeć mi na kolanach a w nocy - na 
piersiach. Czasami w ciągu dnia wskakiwała na biurko i albo uderzała 
mnie ogonkiem w nos, albo szturchała noskiem, prosząc, żeby ją pogłaskać.
Co roku zabierałem wszystkie koty na wieś na trzy miesiące. Tam miała 
łąkę i ogrodzony, bezpieczny teren. Codziennie rano dopominała sie, aby 
ją wypuścić i biegała po trawie albo wylegiwała się w słońcu. Zawsze 
łapała najwięcej kleszczy i nigdy nie potrafiła nic upolować (choć 
czasami zasadzała się, tak, jak jej sprawniejsze koleżanki). Miała 
waleczne serce. Jedna z kotek, którą mamy, nieraz ją goniła, ale Krusia 
zawsze potem odpłacała jej tym samym, mimo, że nie miała szans w walce, 
bo była dużo mniejsza (jedynie ją straszyła i przeganiała). Tamta, jak 
widziała groźną Krusię, to uciekała.
Czuła sie bezpiecznie i wiedziała, że była bardzo, bardzo kochana. 
Odpłacała się za naszą miłość całym swoim kocim sercem.
Dziękujemy Pani, że dzięki Pani mogliśmy przeżyć z nią taką wspaniałą 
przygodę. Szkoda, że trwała ona tak krótko...
Pochowaliśmy ją dziś wieczorem na wsi. Na zawsze będzie z nami, ale 
przede wszystkim pozostanie w naszej pamięci.
-- 
Pozdrawiam serdecznie 

Posted

Dzisiaj przelałam część, do końca przyszłego tygodnia resztę a leczenie dalej trwa. Dzisiaj wszystkie 11 kotów dostało Zylexis. W czwartek tylko Agatka, Mandarynka, Ula i Dziecko. To dopiero pierwsza dawka ale co mam zrobić. Trzeba koty ratować. Dziecko od dzisiaj w domu (dalej z cewnikiem).

Posted

W poniedziałek jadę z 8 kotami na 8.30 do lecznicy na zylexis. Znowu taksówka, stres, niekończące się wydatki. Z tych w domu Zulka jest w najgorszym stanie, pewnie będzie kroplówka. Te 3, które są w lecznicy dostają wszystko na miejscu. Ula dalej w najgorszym stanie, potem Mandarynka. Agatka w najlepszym ale jeszcze nie do zabrania do domu.

Posted

tamb, dzięki za odpowiedź :)
Od środy mieszka z nami około pięcioletni, czarny kocur, więc mamy dwa czarne koty.
Na razie kotka na niego burczy i syczy, ale nie atakuje. On ją intryguje, ale ona się go boi. Ona waży 5 a on 8 kg, więc jest od niej trochę większy ;)
Ona go ciekawi, ale on ignoruje jej fochy.
Zobaczymy, ale chyba będzie dobrze :)
Dużo zdrowia dla kotów!

Posted

Magdarynka, koty się dogadają. Będzie dobrze.

Dzisiaj zawiozłam Zulkę do doktora bo było pogorszenie. Dostała kroplówkę i została w lecznicy. Jutro jak przyjadę na zastrzyki z 7 kotami to wrócę z 8 bo Agatka już może wrócić do domu. Teraz najgorzej jest z Zulką , Ulą i Mandarynką. Chciałabym, żeby już wyzdrowiały. Zylexis, który dostają strasznie drogi ale pomaga.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...