majuska Posted May 24, 2014 Posted May 24, 2014 minął już chyba ponad tydzień, dziewczyny , które bywają w schronie, czy jest jakaś odmiana w zachowaniu Sary ?? Quote
ariete2503 Posted May 24, 2014 Posted May 24, 2014 Agula dziś do niej przemawiała, ale nie wiem, czy był jakiś pozytywny odzew ze strony Sary. Była dziś nasza wetka; mówiła, że państwo nie mieli z nią takich problemów, że ponoć w domu zachowywała się normalnie. Być może jej zachowanie jest spowodowane w dużej mierze nagłą zmianą warunków. Wetka twierdzi, że z czasem powinna się "otworzyć". Tylko kiedy to nastąpi? Quote
karolakola Posted May 25, 2014 Posted May 25, 2014 [quote name='Becia66']Karolakola wkleiła to na Fb, to dokładnie jakby o naszej Saruni :shake:. http://m.mmgorzow.pl/artykul/podrzucone-nadzieje To samo sobie pomyślałam jak wklejałam to na fb .... Quote
figa33 Posted May 25, 2014 Posted May 25, 2014 to już kilka dni przecież , powinna się powoli oswajać ..:shake: Quote
Agula99 Posted May 25, 2014 Posted May 25, 2014 figa33 napisał(a):to już kilka dni przecież , powinna się powoli oswajać ..:shake: Kilka dni?? Figuś, to już tydzień!!!!!!! Quote
Pani Profesor Posted May 28, 2014 Posted May 28, 2014 przeglądam wątki waszych psiaków, przyszłam od Czestera z wątku...i widzę, że źle się dzieje :shake: wolę nie myśleć, co robi dzieciak obecnie, skoro rodzice mu zabrali jego ulubioną zabawkę do maltretowania.. a co do suni, to musi być makabrycznie skrzywdzona, skoro była względnie normalnym psem, a teraz nie da do siebie podejść- coś musiało się naprawdę stać, może rodzina wie, tylko chce to zataić? może została czymś uderzona i ma gdzieś jakiś ukryty uraz, np. guz/siniak, który ją boli? żal suczynki :( Quote
karolakola Posted May 29, 2014 Posted May 29, 2014 Myślę że nie ma się co tutaj nakręcać scenariuszami rodem z horrorów, być może dzieciak ją trochę męczył ale jej obecny stan jest prawdopodobnie wynikiem zamiany życia z rodziną w mieszkaniu na obcy boks i tyle. Dziewczyna która ją przyjmowała mówiła że zachowywała się OK przy właścicielu, ci ludzie przyjeżdżali z nią również do gabinetu w miarę regularnie i żadnych niepokojących zachowań nie zaobserwowano - jeżeli miałaby traumę po dzieciach to już wtedy byłoby to widać. Psy tak jak ludzie mają różną psychikę, jedne cieżkie przeżycia znoszą lepiej, inne gorzej. Pozostaje ją oswajać i mieć nadzieję że w końcu coś zaskoczy. Quote
Agula99 Posted May 29, 2014 Posted May 29, 2014 Ja nie mam pojęcia jak ją oswajać, spędzam ogólnie z nią góra 5 minut, wejście do boksu, podanie jedzenia, przemowa (ona warczy ciągle i nieustannie), potem zaglądam do niej od czasu do czasu i zachęcam do wyjścia z budy (ona nie wychodzi, patrzy dziwnym wzrokiem), to tyle, na tą ilość psów ja nie mam czasu nad nią stać, nie jest dobrze, nic się nie poprawiło, a to już 3 tydzień. Jak tak dalej pójdzie, to będzie tylko gorzej, zdziczeje kompletnie, ja jej w ogóle nie wypuszcza, bo nie dam rasy jej zagonić.....porażka straszna, tak mi jej żal.....:shake: Quote
Pani Profesor Posted May 29, 2014 Posted May 29, 2014 dziewczyny, a taka "terapia szokowa" jaką stosuje Eldad z youtube? ten, który znajduje bezdomniaki i jeśli nie chcą przełamać lęku, to bierze za fraki na ręce, przeczekuje atak, głaszcze, przytula i czeka, aż się uspokoją...z tego co widziałam na filmach - działa, nie wiem ile w tym prawdy, a ile montażu i przesady, ale skoro ona nie gryzie np. u weta tylko po prostu burczy, to może taka szokówa w grubych rękawicach? a nuż? Quote
Macia Posted May 29, 2014 Posted May 29, 2014 Pani Profesor napisał(a):dziewczyny, a taka "terapia szokowa" jaką stosuje Eldad z youtube? ten, który znajduje bezdomniaki i jeśli nie chcą przełamać lęku, to bierze za fraki na ręce, przeczekuje atak, głaszcze, przytula i czeka, aż się uspokoją...z tego co widziałam na filmach - działa, nie wiem ile w tym prawdy, a ile montażu i przesady, ale skoro ona nie gryzie np. u weta tylko po prostu burczy, to może taka szokówa w grubych rękawicach? a nuż? Tylko zwróć uwagę, że u niego są to zazwyczaj małe psy (przy takich metodach). Tu suka jest duża i jest to po prostu niebezpieczne. Co innego wzięcie na smycz, a co innego chwycenie i trzymanie. Ja bym osobiście na taką "zabawę" się nie odważyła. Też mieliśmy takie psy w schronisku, które przyprowadzone zachowywały się dobrze, a po włożeniu do kojca - masakra. Szkoda, że sunia jest tak daleko. Zaglądam tutaj regularnie, bo żal jej strasznie. Quote
majuska Posted May 30, 2014 Posted May 30, 2014 Ona nie jest jakas duża, ja bym sie odważyła, rękawice grube i jakąs kurtka i bym wzięła w objęcia, o ile faktycznie to działa...w pracy mam różne akcje i nie straszne mi gryzienie,wczoraj mnie taki mały rozdziadowany pomeranian ucharatał :D Quote
Pani Profesor Posted May 30, 2014 Posted May 30, 2014 ja się tylko tym sugeruję, że pisałyście, że sunia jest u weta spokojna, bo w końcu jakoś ją doktor musiał obejrzeć..może taka bomba czułości coś da, nie wiem - nie znam się, a na odległość nie pomogę. osobiście za bardzo bym się cykała,pies pewnie by poczuł wahanie i tyle z mojej pomocy, ale może ktoś doświadczony się odważy? Quote
ariete2503 Posted May 31, 2014 Posted May 31, 2014 Nasza wetka często bywa w schronisku, może umówić się na taką "akcję" w jej obecności? Skoro u wetki była spokojna, może ją dobrze kojarzy i jakoś przełamie lęk? Quote
Becia66 Posted May 31, 2014 Author Posted May 31, 2014 Agula napisz co tam dzisiaj u Sary. Jest jakiś postęp, taki chociaż ciut ciut ? Quote
Agula99 Posted June 1, 2014 Posted June 1, 2014 A gdzie tam....zauważyłam tylko tyle, że jak Elvis jest na wybiegu to ona odważy podejść do krat i mu się przygląda, natomiast jak nas widzi to tylko buda , warczenie, lub za budą i warczenie, ot taki postęp....:shake: Quote
figa33 Posted June 1, 2014 Posted June 1, 2014 czyli jak ma otwarty boks , to nie ma mowy aby sama wyszła ? a jak by tak z Elvisem do niej przyjść , tzn . zostawić boks otwarty i niech sobie Elvis zagląda ? Quote
Agula99 Posted June 1, 2014 Posted June 1, 2014 Ja nie wiem czy ktoś w ogóle otwiera jej boks, ja jej nie otworzę, bo potem jej nie złapię :shake: Quote
Baski_Kropka Posted June 4, 2014 Posted June 4, 2014 Tak wpadłam tutaj nawet nie wie skad... i jak to czytam.. to Wam tylko powiem, że pies w takim stanie tylko się pogorszy jeśli nikt z nim nie przepracuje przełamania tego lęku... Wiem, że w schronisku są warunki jakie są..ale może jakiś wolontariusz poświęci dzień na posiedzenie u niej w boksie. Popróbuje ją jakoś zachęcić, na przynęte jakąś pyszną parówkę pieczonego kurczaka cokolwiek? Ona może faktycznie w domowych warunkach jest fajnym psem, a w takim stanie nikt jej nie zechce. Bo któż by chciał kota w worku albo tykającą bombe zegarową? Oczywiście najlepszą pod słońcem opcją był by dom tymczasowy... ale rozumiem, że o tym nie ma żadnej mowy? Quote
Agula99 Posted June 4, 2014 Posted June 4, 2014 Baski_Kropka, nie ma takiego wolontariusza który by siedział z psem w budzie, bo u nas są wolontariuszami małe dzieci, przyjdzie ich dwoje czasem troje, takie 5 kl, 6 kl, a tak ja jestem sama i muszę ogarnąć wszystkie psy...:shake: Quote
Becia66 Posted June 4, 2014 Author Posted June 4, 2014 Agula nie przesadzaj, w soboty jest Ariette, czasem violcys do ciebie przyjeżdża to niech posiedzą u Sary w boksie. Ja też niedługo będę bardziej dyspozycyjna czasowo to sobie z nią posiedzę. Quote
Becia66 Posted June 5, 2014 Author Posted June 5, 2014 (edited) Ciągle myśle o Sarze, siadłam dzisiaj i na kundelkowej stronce napisałam tekst i pomyślalam że może ktoś zrobił by jej wydarzenia na Fb, może to byłaby jakaś szansa dla niej. [FONT=Arial]Sara - koszmarny powrót z adopcji[/FONT][FONT=Arial] [/FONT] [FONT=Arial][FONT=verdana]To się nazywa szok, niedowierzanie, po prostu wydaje sie niemozliwym - a jednak [/FONT]po półtora roku[FONT=verdana] ,,bycia w domku'' wróciła do nas ruda spanielowata suczka która była zaadoptowana jako mały szczeniak [/FONT]. Wtedy wyglądała tak [/FONT][FONT=Arial] a obecnie zwrócona w schroniskowym boksie z przerażeniem w oczach tak [FONT=verdana]Byliśmy przekonani że idzie do dobrego domku, mieszkanie w bloku, jedno kilkuletnie dziecko, ludzie mili i sympatyczni, naprawdę wydawali sie okay. Przyjeżdżali do naszej wet Justyny na szczepienia, zrobili sterylizację, aż.....urodził sie im drugi syn i ponoć ich starszy syn tak zrobił się zazdrosny i zaborczy o ich uczucia, że zaczął wyładowywac całą złośc na psie i nie mogli dać sobie z tym rady, a poza tym pan powiedzial że wyjeżdża do Irlandii i nie ma sie kto Sarą zająć.[/FONT] [FONT=verdana]Jakby nie było - nic ich nie tłumaczy żeby po[/FONT] półtorarocznym [FONT=verdana]posiadaniu psa odwieźć do schroniska i porzucić jak starą skarpetę, mogli we własnym zakresie poszukać innego domu lub poprosić nas o pomoc. Sara niczego nie przeczuwająca jeszcze radosna przyszła z panem do schroniska ktory ją odpiął ze smyczy i zostawil. I w tym momencie zaczyna sie prawdziwe cierpienie psa spowodowane niezrozumieniem sytuacji, strachem i porzuceniem przez człowieka z którym był związany od szczeniaka, który karmił, dbał, wyprowadzał na spacery i kochał....bo kochać widocznie już przestał. Ogromna trauma nieraz przerasta to małe psie serce które potrafi zgasnąć z tęsknoty w zimnej schroniskowej budzie.[/FONT] [FONT=verdana]Nie wiem jak się ustosunkować do tego co się stało, po prostu nie wiem, zamurowało nas wszystkich kompletnie bo taka sytuacja to naprawdę ewenement nie tylko na Boguchwałę.[/FONT] [FONT=verdana]Nie wiemy co z sunią będzie, dzisiaj jest już 5 czerwca czyli 3 tygodnie odkąd Sara przebywa w schronisku, a ona do tej pory nie opuściła boksu, siedzi wciśnięta za budę, nie daje do siebie podejść i warczy kiedy się zbliżamy, nie chce żadnego kontaktu i to przerażenie w oczach...a w tych oczach jest wszystko : tęsknota, rozpacz i wszechogarniające cierpienie. I pomyśleć że jeszcze niedawno była zupełnie normalnym psem...[/FONT] [FONT=verdana]Dla takich ludzi powinna być kara i to bardzo dotkliwa, z ogólnym napiętnowaniem ze strony otoczenia włącznie. Jak można tak skrzywdzić i zmarnować psa, przecież wzięli do domu ślicznego szczeniaczka, przez jakiś czas to było jakby ich dziecko, opiekowali sie, karmili i przytulali, a potem bez większych emocji wykopali z domu. Nigdy, przenigdy tego nie zrozumiem...[/FONT] [FONT=verdana]Kontakt becia66@onet.eu[/FONT] [FONT=verdana]tel.606262450[/FONT] [/FONT] Edited June 5, 2014 by Becia66 Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.