zmierzchnica Posted July 29, 2007 Posted July 29, 2007 O, bardzo się cieszę :) a że mało długowłosa.. co tam :) i tak pewnie jej nowi państwo się w niej zakochają ;) życzę powodzenia suni :) Quote
graszka Posted July 30, 2007 Posted July 30, 2007 To nie problem dlugosci wlosa tylko braku jakichkolwiek oznak onkowatosci:lol: . Ale jest naprawde madra, to jej trzeba przyznac i slucha nowych Panstwa jakby ich znala od zawsze. I nawet dotarlo do niej, ze kot to prawowity mieszkaniec domu i krzywdy mu robic nie wolno. Mysle, ze wszystko sie dobrze pouklada. Po prostu, ktos kto wpisywal w ksiazeczke zdrowia Romci "owczarek niemiecki dlugowlosy", musial byc niewiedomy na jedno oko a na drugim miec zacme:lol: To jest po prostu bardzo sympatyczny kundelek, może w jakims dalekim pokoleniu spokrewniony z onkiem. Pozdrowki Quote
graszka Posted August 1, 2007 Posted August 1, 2007 Moze by jakis admin albo moderator przezucil ten watek na inne forum /ta adopcja juz sie zakonczyla i mam nadzieje, ze szczesliwie/. Przepraszam za chwilowy brak wiesci, ale mam remont w mieszkanku i odcieta bylam od netu Wszystko z Romcia jest ok, kot w miare zaakceptowany /tylko kot teraz musi zaakceptowac nowa sytuacje, ze nie jest juz jedynym zwierzakiem/. Romcia bryka po ogrodzie jakby zawsze tam mieszkala, uskutecznia poranne wylizywanko calej twarzy nowego pancia i zaczyna normalnie jesc. Czyli generalnie chyba udana adopcja. Panstwo coraz bardziej w Romci zakochani /nawet lekko zostalam zbesztana, ze sie czepiam braku oznak onkowatosci, bo i tak jest piekna,/ Quote
graszka Posted August 3, 2007 Posted August 3, 2007 No i niestety nie jest tak rozowo, jak sie na poczatku wydawalo. Niestety Romcia gania kota!!!, przepedza z posesji a w domu waruje przy miejscu w ktorym siedzi i czeka az sie ruszy. Na poczatku byla nim po prostu zainteresowana i mielismy nadzieje, ze to po prostu tylko zainteresowanie a nie chec przepedzenia /szczegolnie, ze Ula zapewniala, ze pies wychowal sie z kotem i nic mu nie robil/. Kot jest zestresowany, gubi siersc, nie chce jesc i tylko patrzy gdzie sie schowac przed Roma. Siostra juz nie ma pomyslu jak zalagodzic sytuacje, bo kiedy trzyma kota na rekach i mowi psu, ze nie wolno ikarci za ataki to wydaje sie, ze pies rozumie a robi co innego. Wczoraj siostra dzwonila do Uli i okazalo sie, ze niestety Roma przeganiala obce koty z ogrodu /sic!/. Wiec Twistera tez traktuje jak obcego i przegania. A ja pytalam Ule o stosunek do kotow i akceptowanie kotow bylo warunkiem NIEZBEDNYM w podjeciu decyzji o adopcji. Moze ktos ma pomysl na rozwiazanie tej sytuacji? Quote
Ela_and_Krzys Posted August 3, 2007 Posted August 3, 2007 Graszka, probujcie na spokojnie. U nas sytuacja byla troche inna bo przyszedl do nas do domu kociak - gdzie byl pies rezydent. Pierwsze kilka dni - koszmar - musielismy sie barykadowac ze zwierzakami w oddzielnych pokojach. Tak naprawde przez tydzien prawie nie bylo zadnej poprawy - kazda interakcja konczyla sie ogromnym stresem u kota (spadla mu mocno odpornosc i zlapal jakas infekcje), podrapanym i krawiacym nosem u psa, jednym slowem dramat. I wtedy znajoma hodowczyni kotow podsunela nam fantastyczny pomysl. Umieszczenie kota w tym samym pomieszczeniu co pies ale - na jakis czas - w takiej wielkiej klatce wystawowej (mozna takie pozyczyc ze zwiazku felinologicznego). Klatka jest tak wielka ze spokojnie miesci sie legowisko, miseczki, kuweta i jest sporo miejsca do zabawy. Kotek wie ze jest bezpieczny, pies nie ma do niego dostepu, i moga sie ze soba oswajac - obwachiwac, patrzec. Nawet jak pies rzuca sie na klatke to nic kotu nie zrobi. Oczywiscie jak psa nie bylo w domu / w pokoju - kotek mogl chodzic spokojnie po calym pomieszczeniu. Po tygodniu takich klatkowych interakcji jest duzo, duzo lepiej. Nie korzystamy juz z klatki. Zwierzaki moze sie nie przyjaznia, ale jesli nie wchodza sobie wzajemnie w droge jest zupelnie OK, moga przebywac w jednym pokoju luzem. Zbyt dlugie proby wachania koncza sie jeszcze prychaniem kota i okazjonalnie ucieczka - ale jestem pewna ze zwierzaki nie stanowia dla siebie zagrozenia. I z dnia na dzien ich kontakty sa coraz lepsze. Quote
graszka Posted August 3, 2007 Posted August 3, 2007 Dzieki za rade ale w tym przypadku nie wchodzi w gre. Twister ma juz 5 lat i od poczatku mial duzo swobody i wolnosci /dom 140m, 20 arow dzialka i mozliwosc buszowania po calej wsi/. Wiec mysle, ze zamkniecie go w klatce to wiekszy stres niz 4 Romy do kupy. Ale podsunelas mi pomysl. Oni niepotrzebnie od poczatku chcieli mu pokazac, ze ona nic mu nie zrobi i probowali ich trzymac blisko siebie. Chyba trzeba ich trzymac na bezpieczna odleglosc i pokazac Twisterowi, ze dbaja o jego bezpieczenstwo /Roma na odleglosc, przynajmniej dlugosc pokoju i przywolywana na miejsce za kazdym razem jak chce sie do niego zblizyc/. I mysle ze z czasem mozna probowac zmniejszac dystans ale do granic, ktore zaakceptuje Twister. Moze to cos da, probujemy.:roll: Quote
graszka Posted August 21, 2007 Posted August 21, 2007 Socjalizacja przebiega pomyślnie, kot już się prawie zupełnie przyzwyczaił do Romci, nawet pozwala lizać sobie łapki. Ostatnio Romcia zapoznawała się z naszą Meluchą i troszkę ją spacyfikowała i nawet próbowała podgryzać za ucho i łapkę, Melucha pół raza większa od Romci i tak się dawała, ale może z czasem będzie lepiej, muszą się do siebie przyzwyczaić i Romcia musi sobie uświadomić, że Melka nie jest dla niej zagrożeniem jej pozycji w domu nowych Państwa. Drodzy forumowicze, u Romci ogólnie ok. Tylko mam kilka uwag co do stanu jej zdrowia. Ula zapewniała, że pies jest w 100% zdrowy. Ponieważ początkowo siostra nie chciała jej stresować do weta udała sie dopiero we wtorek w zeszłym tygodniu i zaczęło się. Romcia miała jako szczeniak krzywicę i dlatego ma taki troszkę sztywny chód /wydawało nam się, że to efekt może jakieś mieszanki z dobermanem/ ma tłuszczaki na głowie, które wymaga operacji w najbliższym czasie /Ula zapewniała, że to defekt kosmetyczny i poprzedni wet twierdził, że najlepiej tego nie ruszać, bo to tylko taki "defekt kosmetyczny"/ ma również 5 pazury na tylnych łapach /podwójne/, które też trzeba usunąć /według Uli, w niczym nie przeszkadzały, wg nowego weta w przypadku zahaczenia np. o wysoki próg pies może naderwać i dostać krwotoku, wg weta pies nie miał czyszczonych uszu najprawdopodobniej od początku życia /teraz 2 tygodnie siostra musi jej czymś tam zalewać i czyścić, żeby to wszystko badziewie wyszło/. Pies miał też bardzo długie pazury, Ula twierdziła, że jej szybko rosną i jakieś 2 tyg temu były obcinane. Kiedy wet się za nie zabrał, pies kompletnie nie kumał co chcą mu zrobić / wyglądało jakby nigdy nikt mu ich nie obcinał/. Siostra i szwagier bardzo się już do Romci przyzwyczaili, żeby nie powiedzieć, że już ją pokochali i z pewnością zadbają o zdrowie Romci i przeprowadzą zabiegi. Chodzi tylko o to, że mam wrażenie, że Ula mocno nas rozczarowała i chyba ma szczęście, że już wyjechała, bo po wizycie u weta, siostra naprawdę ostro by jej wygarnęłą. Uważam, że nie oszukuje się ludzi, którzy chcą nam pomóc i zaopiekować się naszym, w tym wypadku, zbędnym ju psem. Faktycznie, tak jak Ula napisała w któreś ze swoich wypowiedzi "zrobiła wszystko, żeby znalęźć psu dobry dom", posunęłą się nawet do okłamania. Przepraszam, że tak długo piszę ale mam nadzieję, że być może będzie to kiedyś komuś ku przestrodze. Nie tylko tzreba brać pod lupę, tego kto chce adoptować psa i sprawdzać jego prawdomówność, ale w drugą stronę też trzeba być mocno ostrożnym. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.