Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Jak Pani Rowerowa z tych myślących inaczej, to już nie będę się Jej czepiać ;). Pozostanę przy stwierdzeniu, że Juka (czemu to imię?),miała ogromnego farta  :).

Jak ma 10 - 12 miesięcy, to tak jak Lerka, kiedy do nas nastała. Cieczka może być w każdej chwili, jak tylko się odkarmi. I pewnie jeszcze urośnie i wzwyż i wszerz . Ciekawe, kiedy Juka zbierze odwagę i...siły i wyjdzie z tego samochodu?

Posted

"Juka" ku czci sierściucha poznanej przez Was na imprezie Zosi. Była to jamniczka szorstkowłosa. W cichości ducha miałam nadzieję (całkowicie płonną, wiem), że podliżę się Zosi i weźmie sunieczkę do siebie. Ale oni tylko jamniki szorstkowłose. Zafiksowali się. A i ja już nie taka chętna, żeby Jukę im oddawać!

Wracając do Juki. Dzisiaj została przeniesiona do domu (robią daszek nad tarasem, gdzie jedliśmy, miałam więc kogo poprosić o pomoc). Całą noc spędziła w aucie w tym zimnisku. Ale dom zaakceptowała po pierwszym stresie. Zwiedziła go, kuśtykając okrutnie. A potem  nawet wyszła z nami na spacer. Trzyma się bardzo ładnie, nie musiałam jej zakładać smyczy. Tyle, że po 10 m bolące nogi odmówiły posłuszeństwa i wróciła do ogródka, a my z Dziunią i Szerlokiem (Kajtuś o tej porze śpi) zrobiliśmy małe kółko. Po powrocie zastaliśmy Jukę pod drzwiami na tarasie. Wygląda na to, że już jest u siebie i bardzo pilnuje, żeby to się nie zmieniło.. Teraz śpi w dużym pokoju, reszta towarzycha pokładła się na swoich zwykłych miejscach i też pochrapuje. Dziunia troszkę na Jukę poszczekuje, ale i tak bardzo mało, jak na jej możliwości. Oby te nożyska się jak najszybciej zrosły, nie mogę się doczekać normalnych spacerów.

Co do cieczki, pani wetka z Ostrołęki była dość kategoryczna w twierdzeniu, że Juka cieczkę już miała. Może doświadczony weterynarz potrafi to poznać po widoku "oprzyrządowania"? I dlatego kazała mi ją obserwować, czy aby nie jest w ciąży. A urosnąć wszerz za bardzo jej nie wolno ze względu na połamane kości i uszkodzone stawy. To będzie dla mnie najtrudniejsze, bo ja z tych co to jak kochają, to karmią. Mam to po tatusiu. 

Posted

Fakt, Juka całkiem niepodobna do jamnika szorstkowłosego i myślę, że wcale z tego powodu, nie jest zmartwiona ;). I mądra -  pilnuje się cudem otrzymanego domku, a to dobrze rokuje. Z cieczką, jak już była, to faktycznie, trzeba obserwować. Ja początkowo myślałam, że Lerkę wyrzucono profilaktycznie , bo miała cieczkę i zaszła, bo z psami latała - tak podobno bywa :( - ale to była profilaktyka jeszcze dalej posunięta - zaczynająca się pierwsza cieczka......Co do tycia, to jestem przekonana, że z psami, to tak jak z ludźmi. Jedni jedzą i nie tyją(Bliss), a inni nie jedzą, a tyją(Lerka). Świat jest niesprawiedliwy.

Widzę, że u Ciebie prace budowlane cały czas trwają - daszek nad tarasem - dobra rzecz, tylko o ociepleniu stropu nie zapomnij

Posted

Juka, bystrota niesłychana! Wystarczyło, że raz jej pokazałam, jak się wychodzi na dwór przez wejście psio/kocie, a powrót już wymyśliła sama! Ale powoli zaczyna powszednieć: Szerlok jest na mnie obrażony, na sunię zresztą też, mimo że ona rozpłaszcza się przed nim jak naleśnik i liże go po pysku, z Dziunią obie się obwarkują, tylko Kajtusia olewa, a on ją, bo chyba jej obecność nie do końca do niego jeszcze dotarła. Sama Juka zaczyna nabierać pewności i już nie jest taka pokorna. Chociaż jeszcze płaszczy się przede mną, ale niektórych poleceń już nie wykonuje, bo przecież taki młodziak wie lepiej niż zgred! Poranny spacerek nieco ją przeraził, położyła się i ani w tę, ani we w tę. Dopiero jak ją wzięłam na smycz, poszła za mną. Potem ją spuściłam i cały czas deptała mi po piętach. Z tego akurat się cieszę, bo nie muszę mieć oczu dookoła głowy, tak jak przy Szerloku, który ma już 3 lata i najwyraźniej uznał, że jest dość dorosły, żeby o sobie decydować.

Czarnych kotów brak. Mam nadzieję, że zamieszkały po prostu na strychu, który teraz jest już cały czas otwarty. Karmelek w ogóle nowej suni się nie boi, ona zresztą też go zaakceptowała i daje mu całuski.

Aha, a chodzenie Juce idzie coraz lepiej. Wygląda na to, że znacznie bardziej dokucza jej stare złamanie niż nowy uraz, bo rzadko tę nogę stawia na ziemi. 

Posted

Mam nadzieję, że Szerlok i Dziunia szybko zaakceptują nową, a i czarne koty , przestaną się chować po kątach. Irenko, pamiętaj, że w sforze to Ty rządzisz( zwłaszcza młodziakami), pomimo zgredowatości ;)

 

Posted

O Mamuniu najdroższa! Jaka forsa! Bardzo przepraszam, ale ze względu na nagłe powiększenie się rodziny, mogę tylko wspierać duchowo. Co czynię bardzo mocno. I trzymam kciuki, żeby trafił się ktoś bardzo zamożny i bardzo dobry, kto będzie mógł pomóc bardziej konkretnie.

 

Powiększenie rodziny zsikało się dziś w nocy, zalewając pół sypialni. A głupia pańcia wczoraj dała kosteczkę, co zaklopsowało psinę. Takie mamy problemy wydzielnicze.

Ale poza tym jest coraz lepiej. Koty powoli wracają, Szerlok dziś na spacerze zapraszał Jukę do zabawy. Żeby jeszcze nie kładła się w drzwiach! Nic nie pomaga, nawet jak ją siłą odsuwam, zaraz wraca na posterunek. Bo to jest stróżowanie, żebym jej nie uciekła. Musi wiedzieć, że wszystko jest OK, tylko wtedy jest spokojna. Inaczej kręci się jak g... w przeręblu i popiskuje. Ale kiedy widzę ten latający ogonek, wijące się z radości ciałko i wyraz bezwzględnego oddania na pyszczydle, roztapiam się jak lody na słońcu. Niech żałują ci, którzy nigdy takich przeżyć nie mieli!

  • Upvote 1
Posted

Bliss też przeważnie leży pod drzwiami i piilnuje. Jak koty wróciły, to super, ale trzeba obserwować, czy zdrowiejąca Juka, nie będzie miała ochoty na nie zapolować, szczególnie w warunkach ogrodowych. Szerlok z pewnością szybko doceni nową koleżankę _ gorzej z Dziunią ;)

Posted

Juka nie leży pd drzwiami wejściowymi tylko w drzwiach do pokoju, w którym aktualnie przebywam. Jeśli chcę wyjść do kuchni, albo do drugiego pokoju, muszę przez nią przełazić, bo się nie ruszy. Głowę kładzie na progu, a resztę ciała od jednej strony futryny do drugiej. Chyba jej sprawię koszulę, żeby mogła ją rozedrzeć i będzie Rejtan.

Posted
14 godzin temu, irenas napisał:

Juka nie leży pd drzwiami wejściowymi tylko w drzwiach do pokoju, w którym aktualnie przebywam. Jeśli chcę wyjść do kuchni, albo do drugiego pokoju, muszę przez nią przełazić, bo się nie ruszy. Głowę kładzie na progu, a resztę ciała od jednej strony futryny do drugiej. Chyba jej sprawię koszulę, żeby mogła ją rozedrzeć i będzie Rejtan.

Skąd ja to znam.Moja Rasti to samo robi.Jak drzwi zewnętrzna są otwarte to na progu leży,a jak są zamknięte to w przejściu między pokojem a przedpokojem.

Wyobraźcie sobie jakie wygibasy muszę robić przy moim niesprawnym kręgosłupie i operowanych bioderkach.

U nas zawsze to miejsce zajmuje najstarsza domowniczka .

Posted

Juka zaczyna doceniać spacery. Co prawda rano musiałam ją ciągnąć na smyczy jak krowę na łańcuchu, bo panicznie się boi szczekania psów, a droga wiodła obok Beni i Uty, obu niezwykle szczekliwych. No ale po południu już była zadowolona i próbowała nawet odbiegać ode mnie na kilka kroków i wąchać trawę (do tej pory szła praktycznie trzymając mnie za palec u ręki), podniosła też upuszczonego przez Szerloka pluszaka i tryumfalnie go niosła, póki nie przyszedł go zabrać. Ale pokojowo. Będą z niej ludzie! Jeszcze tylko te połamane kości muszą ją boleć, zwłaszcza jak próbuje się załatwić. Nie idzie jej to za dobrze. Będę musiała znowu dać pyralginę.

Posted

Juka, złotooka pięknisia.

20160429_090249.jpg

 

Postępy robimy kosmiczne! Dzisiaj na spacerze naszczekałyśmy na Żabcię (ma już 4 szczeniaki). Zrobiłyśmy to, bo wszyscy szczekali, a zwłaszcza Szerlok, którego uznałyśmy za swój wzór i przewodnika duchowego. Niestety, resztka kostki danej dwa dni  temu przez głupią pańcię, zbiła się znowu i nie chce z nas wyjść. W robocie była już pyralgina, olej parafinowy, a ostatnio głupia pańcia dała nam no-spę, w nadziei, że się rozluźnimy i wykupkamy z siebie wreszcie to świństwo.

A tak wyglądamy na spacerze:

 

 

20160429_100903.jpg

Posted

Oooo? Szybko sie wykluło to bocianiątko :)

A za te opisy psicy i koszulę Rejtana to Cię Kobieto Irenas po prostu kocham :) i wyściskam w niedzielę :)

Posted

Bardzo rezolutnie panienka wygląda na tym tarasie - tak jakby tam mieszkała od nie wiadomo ilu lat :). Mój ci on jest - znaczy - taras. I jestem u siebie :).

A kto dzieci bocianom przynosi?

Posted

Melduję, że problem z zaparciem rozwiązany. W sumie trochę zabawnie: wetka poleciła poić psicę olejem parafinowym. Jako, że w domu nie miałam zalecanych ilości, poprosiłam sąsiada, który akurat jechał do Różana, żeby mi kupił w aptece, bo mnie sąsiad Maciek właśnie napoił piwem. Miły sąsiad przywiózł olej... rycynowy. 4 buteleczki. Pani aptekarka się pomyliła. Sprawdziłam w internecie, czy psu można to dać - można. Więc dałam. Po mniej więcej godzinie, Juka wyleciała z domu jak strzała i kucnęła pod (a właściwie na) hortensji. Niestety nic się nie zadziało. Ja wpadłam w desperację, wraziłam rękę w gumową rękawiczkę, siadłam praktycznie na psicy i mimo jej jęków i protestów wydłubałam z niej to świństwo. Uff! Wszystkim ulżyło. Sunia od razu się uspokoiła. Teraz śpi snem sprawiedliwej. I dobrze.

Nie tylko bocianiątko szybko się wykluło. Mam wrażenie, że w tym roku wszystko jakoś szybciej się dzieje. Wydaje mi się, że zawsze najpierw kwitły tarniny, a dopiero potem drzewa owocowe, a teraz wszystkie kwitną razem. Od kilku dni słyszę już kukułkę i słowika. Też chyba znacznie wcześniej niż zwykle, prawda?

Posted

no w mieście wiosna nie taka, ale juz  widziałam malutkie jajeczkowe skorupki w parku więc sa gdzieś pisklaki i kaczą parę z malusieńką choć tylko jedna kaczuszka :)

podziwiam suczysko ale i kaktusy

Posted

Prawda, że ładne? A jak kwitną! Wielkie różowe trąbki. Co prawda w postaci rozwiniętej istnieją tylko jeden dzień, potem więdną, ale jest ich dużo. Imponujące. Tyle, że muszą mieć pełne słońce, jak to kaktusy.  Czyli muszę je przenieść do południowo - zachodniej części ogródka, żeby miały odpowiadające im warunki. Teraz stoją od wschodu.

Miałam z nimi kilka zabawnych przygód. Raz Szerlok machnął ogonem i zrzucił donicę z nimi. Donica się stłukła, a podniesienie tego cuda z ziemi okazało się nie lada wyzwaniem. Nic nie pomagało, ani skórzane rękawice robocze, ani złożona gazeta. Zagryzłam zęby i podniosłam ciężar, a kolce radośnie wbijały mi się w dłonie. Następnym razem sama sobie zapewniłam bezpośredni kontakt z tą "ozdobą": potknęłam się, a jedyne o co się mogłam oprzeć, żeby nie zwalić się na ziemię, to były właśnie te kaktusy. Oparłam się otwartą dłonią. Czysta rozkosz! Jednak nie są to bardzo złośliwe kaktusowe potwory, bo nie mają takich malutkich kolców z haczykiem na końcu, jak inny gatunek (nie wiem, jak się nazywa, ale na pewno go znacie), które jeszcze kilka dni po dotknięciu kłują i jątrzą.

Będziesz jutro u Malagos? Jak chcesz, to przywiozę Ci jedną kulkę, też Ci się tak rozrosną (nie wiedzieć kiedy. Ja przy nich praktycznie nic nie robię, czasem tylko podlewam).

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...