Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Przykro mi to słyszeć. Czy to jest kwestia schylania się? Bo kiedyś w telewizorze widziałam ogródek dla kogoś na wózku (co szczęśliwie nie jest jeszcze Twoim udziałem!). Grządki były usytuowane wyżej, tak żeby można było do nich sięgnąć bez schylania się. Może coś takiego byłoby rozwiązaniem? Jeśli oczywiście aż tak bardzo kochasz prace ogródkowe, żeby robić daleko idące przeróbki.  Bo ja, tak jak mawiała jedna z moich znajomych: "Lubię marchewkę, ale nie na tyle, żeby ją jeść".

Posted
11 godzin temu, irenas napisał:

Przykro mi to słyszeć. Czy to jest kwestia schylania się? Bo kiedyś w telewizorze widziałam ogródek dla kogoś na wózku (co szczęśliwie nie jest jeszcze Twoim udziałem!). Grządki były usytuowane wyżej, tak żeby można było do nich sięgnąć bez schylania się. Może coś takiego byłoby rozwiązaniem? Jeśli oczywiście aż tak bardzo kochasz prace ogródkowe, żeby robić daleko idące przeróbki.  Bo ja, tak jak mawiała jedna z moich znajomych: "Lubię marchewkę, ale nie na tyle, żeby ją jeść".

Uśmiałam się setnie z ostatniego zdania/

Aż tak to ja nie kocham upraw ziemnych.

Z nudów grzebałam w ziemi jak jeszcze mogłam się schylać.

Nawet marchewkę miałam.........Wystarczy już tej pracy ......no chyba ,że się prawnuczek kiedyś pojawi to trzeba będzie znowu dla szkraba w ekologię się bawić.

Moja wnusia co 29 kończy 25 lat od małego była żywiona babcinymi warzywkami.

Posted

Kochani, Szerlok jest GENIALNY! Wczoraj późnym wieczorem siedziałam przy komputerze, totalnie zdołowana zniknięciem Koloratki (vide "Czarna  zgraja u stuletniej babuleńki"), kiedy nagle pojawił się mój ukochany pies, podekscytowany jak wesz na grzebieniu. Trącał mnie nosem, pokazywał pyszczydłem na kuchnię i przestępował nerwowo z nogi na nogę. Tu ja wykazałam się inteligencją i poszłam do kuchni. Na podłodze leżała Koloratka! Wróciła łaskawie na łono rodziny. Szerloka wyściskałam, pochwaliłam z wielkim entuzjazmem. Bardzo był zadowolony. Nakarmiłam kocinę, chociaż ona nadal przede mną ucieka, no ale taka niepełnosprawna porusza się znacznie wolniej. Potem siedziałyśmy na kanapie - ona na moich kolanach. Mruczała i przytulała się do mojej nogi, a potem do Karmelka, który łaskawie raczył zauważyć, że pojawiła się połowa jego haremu, której nie było od czterech dni. Za radą mojej kanadyjskiej przyjaciółki zamknęłam na noc wyjście dla kotów i psów, co skutkowało Szerlokiem latającym po domu i szczekającym, kiedy tylko coś się za oknem ruszyło. Trochę jestem niewyspana. A dziś rano kocica po śniadaniu zawinęła się i tyle ją widziałam. Znowu siedzi w szopce. No, ale przynajmniej wiem, że żyje i jest na dobrej drodze do wyzdrowienia. Jadę więc po koci prowiant, bo wszystko wyżarły. To nara.

Posted

Witaj, witaj! Zapraszamy do pogaduszek nie zawsze związanych z psami czy kotami, ale jakoś tam, choćby luźno z przyrodą.

A żurawie umilkły. Czy to dlatego, że zimno, czy poleciały dalej?

Posted

oj coś ciężko z czasem, jak widać nie tylko u mnie :)

mam trójkę : sunię na zdjęciu  i 2 koty płci różnej, które właśnie szaleją mi tu za plecami. Zwłaszcza koteczka : z okna na podłogę po tapczanie i znowu z okna na ziemię,  po moim krześle i pacnąć roślinę, i pacnąć kota ......

Tego Gutka ze zdjęcia już pożegnaliśmy

A sunia jest wprawdzie z ogłoszenia już nie pamiętam gdzie było, ale na dogo tez był wątek miotu i ona mnie tu wprowadziła

 

 

Posted

To zajrzyj jeszcze na wątek "czarna zgraja u stuletniej babuleńki", zobaczysz informacje o moich kotach. Przy czym wyjaśniam, że ta stuletnia babuleńka to nie ja. Jeszcze nie, chociaż nie miałabym nic przeciwko dożyciu takiego wieku w takiej formie, jak ona!

Posted
O 11.12.2014o20:51, irenas napisał:

Dawno już nie wstawiałam zdjęć Panicza. Oto dwie wcale niezmarznięte doopki przytulone na jednej kanapie. Tak sobie myślę, że z diabłem tasmańskim taka scena nie byłaby możliwa.

 

uypef.jpg

szukałam zdjęcia bohatera wątku i wreszcie  znalazłam, a te karakułki gdzie maja nózki

Posted

Podkulone. Ale jeszcze całkiem sprawne mimo swoich 17 lat. Natomiast nie mają oczek i uszek, bo stareńkie. Dlatego chodzą cały czas na sznurku, a nie jak reszta ferajny luzem.

Posted

Gospodyni tego wątku także życzy Wesołych Świąt wszystkim cioteczko, wujeczkom, pieseczkom i koteczkom! I całemu światu!

Posted

Ale za to potem cały dzień był słoneczny i ciepły. A dzisiaj widziałam pierwszego bociana. Sąsiedzi, którzy mieszkają tuż obok gniazda, mówili, że przyleciały trzy, pobiły się i w końcu żaden nie zamieszkał w gnieździe.

Posted

Poświątecznie i chmurzasto.

Na Mazurach bocianów nie było, a żurawie, były głównie słyszalne. Dopiero, jak wracaliśmy do domu, spotkaliśmy jednego, jak się pasł na prerii i tradycji, stało się zadość. Lerka latała ze stadem dużych psów i wspaniałe się(dwa owczarki, jedna labradorka) bawiła. Oczywiście, Bliss też i my również. Czas spędzaliśmy przy stole i na długich spacerach po lesie i łąkach, szczególnie, że pogoda dopisała.

Posted

Kochani, jest problem. Jedna z moich sąsiadek jest bardzo chora, idzie do szpitala, z którego nie wraca już do swojego domu, tylko do córki. Dom zostanie sprzedany. Niestety nie ma komu wziąć Miry, wielkiej, siedmioletniej suki daleko spokrewnionej z długowłosym owczarkiem niemieckim. Sunia jest zdecydowanie domowa, ładnie jeździ samochodem, przez plot szczeka na Szerloka, ale to o niczym jeszcze nie świadczy. Jej najbliżsi sąsiedzi mówią, że to bardzo spokojne zwierzę. Świetnie dogaduje się z dziećmi, bo ta pani ma wnuki, z którymi Mira często się bawi. Trzeba jej poszukać nowego domu, najlepiej tak jak teraz u cywilizowanego człowieka na wsi. Wiem, jakie to trudne. Prosiłam o zdjęcia, ale nie wiem, czy nie będę musiała sama ich zrobić. Ci "najbliżsi sąsiedzi" nie chcą jej wziąć, chociaż akurat Bogdanowi dobrze by zrobił pies, z którym trzeba chodzić na spacer, bo facet zanudzi się na tej emeryturze na śmierć. No ale Danusia z kolei boi się o swój ogródek. Podobno już kiedyś miała psa, który jej zniszczył uprawy, co ją "wyleczyło z psa na zawsze". (Wrrrr!)POMÓŻCIE! Popytajcie, ja wiem, ze musiałby się zdarzyć cud, ale może akurat się zdarzy.

Posted

Mogę wykupić ogłoszenia na bazarku u Kasander ;), tylko te zdjęcia konieczne.

Zastanawiam się, jak to jest, że rodziny osób które miały psy, (a obecnie z różnych powodów, nie mogą nadal sprawować nad nimi opieki), nie czuja się moralnie zobowiązane do otoczenia tych porzuconych zwierząt własną opieką, lub przynajmniej do szukania im dobrego domu. Czemu są tacy bez serca? bez sympatii dla zwierzaka, którego znali i którego kochał/kocha ich bliski? Zwierzaka, z którym, jak napisała Irenas, bawiły przez wiele lat się dzieci rodziny? Czy to nic nie znaczy?

U mnie w Makowie, też kolejny pies, zostaje bez dachu nad głową - pisałam o nim na wątku Kejciu i Ziutki

Niestety, Pani zainteresowana ew. adopcją, zrezygnowała i Pusia z dywanu i kanapy, wyląduje z gminnym boksie. Oczywiście, Pani Asia, będzie ją ogłaszać, ale..... co malizna przeżyje zanim znajdzie dom..... :(.

W gminnych boksach, na adopcje czeka już prawie 10 psów :(

Posted

Biedna Pusia, jak jej pomóc? :( Ona taka trochę fasolkowa tylko chyba większa.

Ja bym ją ogłaszała z tymi zdjęciami z fb, są całkiem ładne. A jak by się udało zrobić jakieś inne to się najwyżej podmieni albo doda. Krysiu mogę ją ogłosić gdybyś chciała na tych podstawowych 5-6 portalach tylko potrzebuję informacji z jakim tekstem, tym co w linku czy jakimś innym?

Posted

Marysiu, dzięki za chęć pomocy :).

Teraz sunia jest pod opieką Pani Asi i Ona ją będzie ogłaszać, więc póki co - poczekamy. A może bidę weźmie ktoś z Makowa?, bo jest ogłaszana na miejscowych portalach.

Posted

Boże drogi! Ja już czasem nie mogę czytać czy słuchać o tych wszystkich biednych stworzeniach. A na dodatek ci, którzy ewentualnie wzięliby psa, mają takie wymagania, że strach. A to ma być malutki, a to gładkowłosy... Przy dzieciach też by tak wybrzydzali? Sądząc po Chinach na przykład gdzie podobno przeprowadza się przemysłowe ilości aborcji żeńskich płodów, bo nikt nie chce mieć dziewczynki, to tak. Ja rozumiem, że duży pies jest większym problemem niż mały. Rozumiem, że jamnik linieje w mniej uciążliwy sposób niż donek. Ale przecież tu chodzi o ratowanie życia. Wielkie słowo ŻYCIE nadużywane we wszystkich możliwych sosach. Kiedy odnosi się do zwierząt (i do kobiet), jakoś przestaje się liczyć.

Żeby sobie i innym poprawić humor przypominam o topieniu Marzanny w Dyszobabie dnia 17 kwietnia. Nutusiu i Marysiu, na Was też możemy liczyć? Organizacja prowiantu taka jak przy parapetówie, jeśli nikomu to nie przeszkadza. Z góry dziękuję.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...