konfirm31 Posted November 17, 2015 Posted November 17, 2015 Jak dla mnie - ale tu Irenas rządzi, to takiego pięknego psiaka, nie należy usuwać :) Quote
devoner Posted November 17, 2015 Posted November 17, 2015 Jak dla mnie - ale tu Irenas rządzi, to takiego pięknego psiaka, nie należy usuwać :) dzięki,to moja sucz adoptowana Quote
irenas Posted November 18, 2015 Author Posted November 18, 2015 Devonerze, NIE MOŻNA! Ja nie widzę Twojej pięknej adoptowanej suczy choćby raz! Tylko informację o dublu. A tak a propos - piękny czy nie, jak dla mnie to żadnego psiaka nie należy usuwać. Kocham je wszystkie. Te brzydale też. Quote
devoner Posted November 18, 2015 Posted November 18, 2015 Devonerze, NIE MOŻNA! Ja nie widzę Twojej pięknej adoptowanej suczy choćby raz! Tylko informację o dublu. A tak a propos - piękny czy nie, jak dla mnie to żadnego psiaka nie należy usuwać. Kocham je wszystkie. Te brzydale też. Irenas skoro nie widzisz foty to nie dogo Ci nawala,ja bym raczej przeglądarkę,albo system operacyjny podejrzewała,że coś z nimi nie tak. Quote
irenas Posted November 20, 2015 Author Posted November 20, 2015 Ha! A masz może pomysł, gdzie szukać źródła błędu? Aż taką informatyczką nie jestem. Quote
devoner Posted November 20, 2015 Posted November 20, 2015 Ha! A masz może pomysł, gdzie szukać źródła błędu? Aż taką informatyczką nie jestem. też nie jestem w tym dobra,wiem jedno mój komp ma nadal windows XP i nie mam z niczym problemów na dogo i nie miałam,natomiast wielu ludzi się skarży z kolejymi windowsami na takie właśnie problemu jak niemożność dodania zdjęć np. Quote
konfirm31 Posted November 20, 2015 Posted November 20, 2015 A ja "działam" na Linuxie - chociaż nie wszystko na nim działa. Podobno jest bezpieczniejszy. Z komputerów, sama niewiele wiem - ratuje mnie TZ, ale teraz Go nie ma, więc trzymam kciuki, żeby nic mi nie padło do Jego powrotu ;) Irenasie, dziękuję za przemiłe spotkanie, które bardzo korzystnie wpłynęło na moje wariujące ostatnio RR :), - jak to kiedyś nieprawidłowo pisano ;) Quote
malagos Posted November 20, 2015 Posted November 20, 2015 Po znajomości wcisnę się tu ze swoim kocim wątkiem: http://www.dogomania.com/forum/topic/333927-czarna-zgraja-9-kot%C3%B3w-u-stuletniej-babule%C5%84ki/?p=16646663 Quote
irenas Posted November 21, 2015 Author Posted November 21, 2015 Malagos, wpisałam się do kociego wątku - zajrzyj, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś i może zadzwoń! Devoner, to jednak ani moja przeglądarka, ani mój komputer, bo zdjęcie wklejone "dla sprawdzenia" widzę, Śliczności. I ta mina! Napisałam Ci już, że żadnych psów nie należy usuwać. Przynajmniej z tego wątku. Może te problemy wynikają ze złośliwości rzeczy martwych skoro Tobie się udało. Tylko nie wiem, czym sobie zasłużyłam na taką złośliwość rzeczy martwych. Fakt, nie mam do nich jakiegoś specjalnego nabożeństwa, ale to jeszcze nie powód... Byliśmy dziś na wielkim spacerze po drugiej stronie szosy ostrołęckiej. Ja widziałam, a psy na szczęście tylko odrobinę poczuły, stado saren, które pomknęło na nasz widok (mają zdecydowanie lepszy wzrok!) w stronę ruchliwej drogi. Na szczęście nic nikomu się nie stało. Złapałam towarzycho na smycz w obawie, że zapach będzie zbyt kuszący, po czym szczęśliwie bez problemów wróciliśmy do domu. Dotlenieni na maksa! Quote
irenas Posted November 23, 2015 Author Posted November 23, 2015 Wczoraj byłyśmy z Malagos u kotów stuletniej babuni (a tak przy okazji: ale forma! Chudziutka, zasuszona, ale całkiem sprawna i fizycznie i intelektualnie. Mieszka sama!). Bardzo wszystkich czytających ten wątek namawiam, na zainteresowanie się tymi zwierzakami. Widziałam tylko całe czarne (łaciate się pochowały), ale są śliczne. Mimo trudnych warunków sierść mają bardzo błyszczącą, niektóre dają się nawet wziąć na ręce. Zdecydowałam się na dwa maluchy, jako że są już tylko dwa, a były trzy. Domek stoi tuż przy ruchliwej ulicy, tak więc populacja kotków zmniejsza się gwałtownie. Podobno zorientowały się, że państwo z naprzeciwka je dokarmiają i kiedy tylko usłyszą skrzyp furtki, gnają w ich stronę nie patrząc co i jak. Pomyślcie kochani - jeśli sami nie możecie przygarnąć takiego zwierzaczka, może ktoś z krewnych albo znajomych? Idzie zima, one mieszkają w takich dziurawych drewutniach. Koniecznie trzeba im pomóc. Quote
Grażyna49 Posted November 23, 2015 Posted November 23, 2015 Pięknie Irenko .tylko nic nie piszesz jak maluszki zostały przyjęte przez domowników. Strasznie jestem ciekawa jak dzikuski zareagowały na pieski. Quote
konfirm31 Posted November 23, 2015 Posted November 23, 2015 Ja zrozumiałam, ze kotków u Irenasa jeszcze nie ma. Będzie jeden i chyba jutro? Quote
irenas Posted November 23, 2015 Author Posted November 23, 2015 Są. Oto one: Znowu trzeba wykręcać głowę! Ale dobrze że chociaż zdjęcie widać. Jak się możecie domyślić kotki zostały schowane przed szczekającym na nie Szerlokiem. Dziunia je olała, podobnie jak Kajtek (co zrozumiałe), a bardzo zaniepokojony Karmelek uciekł z domu. Na szczęście szybciutko wrócił, bo na dworze zimno, a on lubi ciepełko. Z tego co udało mi się zauważyć w trakcie nierównej walki (zakończonej podrapaniem mnie po ręce. Jestem teraz srebrzysta, bo Malagos mnie potraktowała czymś takim odkażającym, co jest srebrne) jeden jest ociupinkę większy i ma białą koloratkę oraz czubki łapek, a drugi (druga???) jest całkiem czarny/a. Chociaż to się może okazać niedokładnym opisem, bo tak się szarpały, że niewiele dało się zobaczyć. Straszne dzikusy. Ciekawa jestem, ile czasu zajmie im oswajanie się. Malagos i Tomek pożyczyli mi klatkę, mam je w niej trzymać przez kilka dni dopóki się nie przyzwyczają. Wstawiłam tam kuwetę ze żwirkiem, ale jeść dam im dopiero jutro rano, żeby ich nie straszyć po nocy. 1 Quote
Mazowszanka13 Posted November 23, 2015 Posted November 23, 2015 brawo Ireno za uratowanie kotków ! Na zdjęciu ich nie widzę, ale wierzę na słowo :) Quote
konfirm31 Posted November 23, 2015 Posted November 23, 2015 Kotki są schowane w przykrytej klatce, czyż nie? Brawo, Irenko. A to srebrzyste, to "zwierzęcy" Alu spray , ale na ludzi, też działa :). W końcu, wszyscy jesteśmy ssakami :) Quote
irenas Posted November 24, 2015 Author Posted November 24, 2015 Kochani! Ale mi się trafiły młodociane kocie geniusze! Poszłam spać z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Do klatki wstawiłam jedzenie (uświadomiłam sobie, że one nic nie jadły co najmniej od 12 godzin, a takie maleństwa nie powinny tak długo głodować), przykryłam ją starannie i zamknęłam drzwi, żeby miały spokój. O 3 nad ranem obudził mnie metaliczny dźwięk, a potem "łubudu!" coś poleciało na podłogę. Porwałam się z łóżka, a podniecony jak wesz na grzebieniu Szerlok razem ze mną, i wpadłam do "salonu". Klatka pusta, talerzyk wylizany do czysta. Dwie czarne kupki nieszczęścia siedzą pod stołem - mniejsza w kącie, większa wskrabała się na rurki od kaloryfera (na szczęście nie gorącego). Szerlok oszalał, zaczął szczekać piskliwym głosem, który wyraźnie zdenerwował kotki, bo rzuciły się do ucieczki, a on oczywiście za nimi. Ale zabawa! zdawał się mówić. Tylko maluchy chyba tego tak nie odbierały. Kiedy się rozejrzałam po pokoju, stwierdziłam, że żadnych szkód - poza kupą na parapecie - nie ma. Wazoniki co prawda leżały na podłodze, ale się nie potłukły. Jedno czarne schowało się pod jedną kanapą, drugie za drugą, Szerlok latał dookoła, nie mogąc ich dosięgnąć aż dostał książką po tyłku (wyznaję ze skruchą) i natychmiast przestał. Wygoniłam go z pokoju i zamknęłam drzwi. Przed ponownym zaśnięciem słyszałam skrobanie w kaloryfer i szaleńcze tupanie - kotki wyraźnie się ganiały. Dziś rano sytuacja się poniekąd powtórzyła, tylko, że większa kupka nieszczęścia siedziała na stole koło klatki (chciała tam wrócić???), a mniejsza pod dużą kanapą. Podstawiłam im pod nos jedzenie, zabrałam warującego z nosem przy kanapie Szerloka i resztę towarzycha na spacer, a pokój znowu zamknęłam. Na razie panuje cisza. Martwią mnie tylko ich oczy - mniejszy/a ma oba zaropiałe. Oczu tego z koloratką nie zauważyłam, bo przemieszcza się z szybkością światła. Jak ja mam im zakrapiać tę gentamycynę, którą przypisał Tomek? Na szczęście dał mi też antybiotyk w tabletkach, rozkruszyłam i dosypałam do jedzenie. To będzie z pewnością skuteczniejsze. Karmelek sprawia wrażenie zagubionego i zaniepokojonego. Ale spał grzecznie z nami, jak zwykle, zjadł śniadanie jak zwykle, tylko jak szliśmy na spacer nie chciał zostać w domu. Schronił się w wiatrołapie. Quote
konfirm31 Posted November 24, 2015 Posted November 24, 2015 No, to masz wesoło ;) Irenko. Kociaki mają pewnie "koci katar", jak większość kotów z trudnych warunków i dzikości....... :( Mazowszanka przekazała mi dla Ciebie trzy książki z bazarku Nutusi. Jak będziesz w MM, koniecznie do mnie wpadnij. Gdyby książek nie było, "wpadanie konieczne", też pożądane (ale, książki są :)) Quote
malagos Posted November 24, 2015 Posted November 24, 2015 Tylko jak się te pluskwy wydostały z klatki?? Przez te oczka? Irenko może dawaj im jesć w otwartej klatce, żeby wiedziały, ze tu jest ich dom. I kuweta. Quote
Nutusia Posted November 24, 2015 Posted November 24, 2015 O matko, ale się dzieje! No właśnie, jak się z klatki wydostały?... Uważaj na Karmelka, Irenko, żeby sobie nie poszedł precz. Koty są pod tym względem całkiem nieprzewidywalne :( No i żeby się kk nie zaraził. Jak miałam u siebie przez tydzień dwa kociaki z kk na przechowaniu, siedziały w oddzielnym pokoju, gdzie pozostałe zwierzaki nie miały wstępu. Moje na szczęście dawały sobie oczka zakrapiać... Quote
Grażyna49 Posted November 24, 2015 Posted November 24, 2015 To ja nie jestem taka domyślna jak Krysia. Patrzę i patrzę ślepym wzrokiem na zdjęcie,głowę przechylam na wszystkie strony i kotków nie widzę. Nie wpadłam na pomysł,że siedzą w klatce przykryte . Oj, to masz wesoło Irenko. Myślę,że takie młodziutkie malizny szybko się oswoją. Może karmelek zaakceptuje krewniaków. Quote
konfirm31 Posted November 24, 2015 Posted November 24, 2015 Ja nie jestem domyślna, Grażynko, tylko wyszkolona przez koleżanki kociarki ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.