irenas Posted September 24, 2015 Author Posted September 24, 2015 Okazuje się, że w jakimś anglojęzycznym kraju żyje sobowtór Szerloka, który uśmiecha się dokładnie tak jak on, kiedy jest szczęśliwy! PS. Konfirmie, nikt nie pyta, widać wszyscy wiedzą - jak brzmi meksykańska nazwa tego grzyba? Quote
konfirm31 Posted September 24, 2015 Posted September 24, 2015 Jest w linkowanym haśle z Wiki "W kuchni meksykańskiej znany pod nazwą cuitlacoche lub huitlacoche. Nazwa ta pochodzi z języka nahuatl: cuitlacochi cuítlatl (łajno) + cochi (spać), od ptaków Harporhynchus longirostris Schlz z rodziny krukowatych, mających zwyczaj spać na odchodach bydlęcych)." A Szerloczek angielski - też z prześlicznym uśmiechem :), czyli grinkiem ;). Moje piesy się nie uśmiechają :( Quote
irenas Posted September 25, 2015 Author Posted September 25, 2015 Dzięki za wyjaśnienie. Rzeczywiście niezachęcające do jedzenia. A u mnie uśmiecha się tylko Szerlok. Za to całą gębą i bardzo często, kiedy tylko jest w dobrym nastroju, a jako, że jest to pies z gruntu pogodny i wesoły, to dobry nastrój go właściwie nie opuszcza. No chyba, że się czegoś boi (np. krów), albo jakiś niedelikatny lekarz wyciska mu gruczoły okołoodbytowe w zbyt kawaleryjski sposób. Wtedy po prostu gryzie. Quote
Grażyna49 Posted September 25, 2015 Posted September 25, 2015 Cudny usmiech.A jakie ząbeczki piękne. Szerlok to faktycznie bardzo pogodny piesek,podejrzewam,że angielski sobowtór ma podobny charakterek . Krysiu , wielkie dzięki za wyjasnienie.Olszówek nie jadam od zasłyszenia pierwszych informacji o toksyczności a gołąbków wolę nie jadać. Wystarczają mi z blaszkowych opieńki , kanie i gąski.Tych jestem pewna. Dzisiejszej nocy troszkę popadało,więc może i u mnie grzybki się pokażą. Co prawda jest jeszcze zapas /2 5 litrowe wiaderka ususzonych i ze 30 słoiczków marynowanych/ "wyszły" tylko te przygotowane do duszenia. Miłego weekendu dziefffczeta cudne. Quote
irenas Posted September 25, 2015 Author Posted September 25, 2015 Przecież w grzybach nie chodzi o grzyby, ale o ich zbieranie! Ja nie jestem wielką grzybiarą, jak mówiłam zbieram tylko maślaki, a też odczuwam ten dreszcz podniecenia, kiedy znajdę jakiś okaz, i potrzebę znalezienia następnego. To chyba takie samo uczucie jak hazard - bardzo wciąga! Pamiętam, że kiedyś moi znajomi na widok grzybów w lesie (wtedy akurat była ich obfitość) jak w amoku porzucili dziecko w wózku na dróżce i popędzili zbierać. To już uzależnienie, z którego pewno trzeba by się leczyć, gdyby grzyby były cały rok. Quote
Nutusia Posted September 25, 2015 Posted September 25, 2015 U mnie nie chodzi o zbieranie, bo ja grzybów po prostu... nie widzę! Potrafię zdeptać i nie zauważę. A jak każdy człowiek - zniechęcam się szybko do czegoś, co mi nie wychodzi ;) Jeśli już chadzam, to po prostu na spacer po lesie i nawet się nie... rozglądam :D Ale w ubiegłym roku, gdy we czwórkę w 2 godziny zebraliśmy blisko 30 kg grzybów - nie powiem - wciągnęło mnie i dobrze, że dziecka w wózku nie miałam ;) Quote
Grażyna49 Posted September 26, 2015 Posted September 26, 2015 Nareszcie pada u mnie od wczoraj. Może i w mojej okolicy grzybusie się pokażą. Jak tam kociaczek się sprawuje? Czy dalej trzyma sztamę z "piesami"? Quote
irenas Posted September 26, 2015 Author Posted September 26, 2015 Kociaczek jest fantastyczny! Jeszcze tak kontaktowego, proludzkiego i propsiego nie widziałam. A przy tym jest niezwykle rozsądny - bryka, ale w granicach ogródka, na ulicę w ogóle się nie zapuszcza, znalazł sobie punkt obserwacyjny na dachu chybzika (przypominam - schowek!) i uważnie obserwuje świat z wysokości.(I tu chciałam umieścić zdjęcie, ale TinyPic odwraca mi je ostatnio o 90 stopni (vide grill!), a ja nie potrafię potem tego wyprostować.) Psy akceptuje, ale tylko te domowe, wariatki się wystrzega, na działkę Nikusia, kiedy jest, w ogóle nie zagląda. Mądralek z niego. Nutusiu, widzę, że w kwestii zbierania grzybów jesteśmy pokrewnymi duszami. Ja też ich nie widzę, kiedyś wlazłam na wielkie gniazdo maślaków i dopiero krzyk towarzyszącej mi osoby mnie zatrzymał w locie. Na szczęście udało mi się ich nie zdeptać. Ale jeśli już mi się uda coś znaleźć, to właśnie jest tak jak piszesz - dobrze, że dziecka ze sobą nie mam. Quote
Grażyna49 Posted September 28, 2015 Posted September 28, 2015 Poniedziałkowe pozdrowienia przesyłam. Ja chętnie zdjęcie obejrzę nawet odwrócone . Quote
irenas Posted September 28, 2015 Author Posted September 28, 2015 I nawzajem. Jak tak, to proszę: Miałam cichą nadzieję, że może się naprostowało, ale nie. W oryginale jest w pionie, nie rozumiem, dlaczego przy kopiowaniu się przekręca. Quote
Nutusia Posted September 28, 2015 Posted September 28, 2015 Piękny Karmelek i piękna... hortensja! ;) :D Quote
konfirm31 Posted September 28, 2015 Posted September 28, 2015 Nie wiem czemu się przekręca, ale i kot i kwiat udane :) Quote
irenas Posted September 28, 2015 Author Posted September 28, 2015 Kochane, tę hortensję dostałam od Joasi - ogrodniczki z Chotomowa na parapetówę. Mam teraz dzięki Szanownym Gościom całą kolekcję tych wspaniałych kwiatów, żeby tylko udało mi się ich nie zmarnować, bo z tego co wiem, to łatwe w obsłudze nie są. Jutro odbędą się postrzyżyny dębów. Pod nóż pójdą wszystkie te drobne gałązki, które zabierają tyle światła. Zrobi to pan Edward, znajomy jednej z moich sąsiadek, który ma takie hobby, z zawodu będąc szklarzem. I nie myślcie sobie, że to jakiś młodzieniaszek, o nie! Tak na oko dałabym mu 50 i duże plus. Wszystko by było dobrze, gdyby brał wysięgnik i ciachał. Ale on własnoręcznie i własnonożnie wspina się na drzewa ze spalinową piłą i przycina co trzeba!!! Dowiedziałam się także, że muszę zadzwonić do PGE, żeby przycięło dwa konary zagrażające drutom elektrycznym. Boję się trochę, że mi pokaleczą te piękne drzewa. Czy oni mają chociaż najbledsze pojęcie o przycinaniu drzew, czy rżną na ślepo? Bo pan Edward wyraźnie się na drzewach zna. Stwierdził, że ten dąb bliżej bramy jest na wpół pusty (istotnie, kiedy w niego pukał brzmiało tak głucho, jakby pod korą nic nie było) i że choruje, a drugi (ten, który zabiera najwięcej światła) jest zdrowy, choć mniej więcej w tym samym wieku. Quote
Grażyna49 Posted September 29, 2015 Posted September 29, 2015 Dziękuję za zdjęcie. Karmelek jest cudny i na pierwszy rzut oka widać,że jest bardzo pogodnym kociakiem. Co do Hortensji,nie powinnaś mieć problemów. Wydaje mi się,że jest to odmiana kwitnąca na tegorocznych pędach więc nie grozi jej przemarzanie. Po przekwitnieciu,zasychaniu kwiatów trzeba je obciąć z dwoma najbliższymi listkami.. Quote
irenas Posted September 29, 2015 Author Posted September 29, 2015 Dziękuję za informację. Wygląda na to, że każda hortensja ma zupełnie inne wymagania. Dlatego uważam je za trudne. Jedna kwitnie na tegorocznych, druga na dwuletnich - bądź mądry i pisz wiersze! A ja mam problem z Dziunią - co rano budzi się zlana własnym moczem. Byłam wczoraj u weterynarza, dał jej antybiotyk jeszcze na 4 dni, ale dziś rano znowu była cała mokra. Podejrzewam, że to raczej starcze nietrzymanie moczu, będzie przecież miała 14 lat w listopadzie! Wiem, że jest jakiś lek na tę dolegliwość. Jak się nazywa i czy można go kupić bez recepty? Quote
devoner Posted September 29, 2015 Posted September 29, 2015 Irenas lek dla psów to propalin,ale odradzam jak raz użyjesz to już do końca życia,ja bym spróbowała z ditropanem to lek dla ludzi i często pomaga,ale jest na receptę. Quote
Nutusia Posted September 29, 2015 Posted September 29, 2015 Propalin - to lek weterynaryjny. W przypadku naszej Tośki zadziałał już po pierwszej dawce. W przypadku Lesia, różnie z tym bywa, ale jednak poprawa jest. Quote
konfirm31 Posted September 29, 2015 Posted September 29, 2015 Propalin, to lek psychotropowy. Stosowany jest u suk z posterylizacyjnym nietrzymaniem moczu. http://www.vetoquinol.pl/fileadmin/common/Document_commun_groupe/PROPALIN.pdf U mojej śp Buki (poprzedniczka Bliss), działał, ale suka była jak galareta - cały czas w lęku, ale ona była w ogóle lękliwym psem, w dodatku z agresja lękową :( . Z tego powodu, propalin został zmieniony na Incurin(estrogen). http://www.ema.europa.eu/docs/pl_PL/document_library/EPAR_-_Product_Information/veterinary/000047/WC500063389.pdf Ten również działał, ale po 1,5 roku podawania, pojawił się guz listwy mlecznej :(....... U Buki posterylizacyjne nietrzymanie moczu, wystąpiło w 4 lata po sterylizacji wykonanej z powodu ropomacicza. Dostawała najpierw ludzki lek driptane - to samo, co ditropan (stosowany w wysiłkowym nietrzymaniu moczu) - bez efektu :(. Ewidentnie, miała posterylizacyjne nietrzymanie moczu :(. Bliss, była sterylizowana w schronisku zaraz po odłowieniu, po miesiącu pobytu w schronie, trafiła do nas. Jest już z nami 3 lata i póki co, z sikaniem jest OK. I oby tak zostało :). Quote
malagos Posted September 29, 2015 Posted September 29, 2015 konfirm, szacun za wiedzę :) W Grecji łapałam się na tym, ze widząc jakieś nieznane w Polsce drzewo czy krzew, robiłam zdjęcie i mówiłam do Tomka "Zapytam Krysię, Ona będzie wiedziała"... I mam tych zdjęć trochę do oceny! Quote
Nutusia Posted September 29, 2015 Posted September 29, 2015 Właśnie (w końcu!!!) zgrałam zdjęcia z parapetówki - wyślę na maile ;) Quote
konfirm31 Posted September 29, 2015 Posted September 29, 2015 konfirm, szacun za wiedzę :) W Grecji łapałam się na tym, ze widząc jakieś nieznane w Polsce drzewo czy krzew, robiłam zdjęcie i mówiłam do Tomka "Zapytam Krysię, Ona będzie wiedziała"... I mam tych zdjęć trochę do oceny! Strach się bać ;). Quote
irenas Posted September 29, 2015 Author Posted September 29, 2015 Myślę, że Dziunia ma starcze nietrzymanie moczu, bo wysterylizowana musiała zostać bardzo dawno temu. Do mnie trafiła, kiedy miała 4 lata, wysterylizowana. Do tej pory nie było problemu. Sądzę też, że nie bez znaczenia były te jej kąpiele w Narwi, chociaż kąpała się tylko w upał, jednak musiało to jej zaszkodzić na pęcherz. Chyba wszystko po trochu jej zaszkodziło. Tomek (Malagosowy) uważa, że nie trzeba jej nic podawać. Tyle, że ona bardzo brzydko pachnie, a przecież nie będę jej codziennie kąpać, bo jeszcze bardziej pogorszę stan jej pęcherza. A teraz coś dla wielbicielek Karmleka. Oto przegląd jego póz podczas snu: Quote
konfirm31 Posted September 30, 2015 Posted September 30, 2015 Wiem niestety dobrze, jak śmierdzi obsikana kudłata suka :( i jak patrzy przepraszająco na właściciela, a ten jest bezradny i nie wie co robić? W dodatku, niedługo będzie zima i obsikana sunia, tym łatwiej będzie się przeziębiać. Jak jej nie przejdzie, poszukałabym weta urologa w Warszawie, lub skorzystała z porady Złotego Doktora od Nutusi :). Quote
malagos Posted September 30, 2015 Posted September 30, 2015 Konfirm ma rację, trzeba zacząć działać, bo samo nie przyjdzie, skoro nie przechodzi po lekach. A kot uroczy! Cudak ! Quote
Nutusia Posted September 30, 2015 Posted September 30, 2015 Obsikany pies też nie pachnie fiołkami. Dlatego naszego Lesia golimy. A zasikany brzuszek przecieramy mokrymi chusteczkami, takimi dla niemowląt. Myślę, że Dziuni warto zrobić podstawowe badanie moczu, bo może wyjść, że problem jest spowodowany zapaleniem pęcherza jednak. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.