Grażyna49 Posted April 13, 2017 Posted April 13, 2017 Kochane moje cioteczki,nie wiem czy zdołam jutro znaleźć chwilkę na dogomanię,więc już teraz...... Zdrowych, wesołych,pogodnych Świąt dla gospodyni tego wątku oraz wszystkich zaglądających Cioteczek. Quote
irenas Posted April 13, 2017 Author Posted April 13, 2017 Dzięki, Cioteczko Grażynko! Jak na razie trzęsie mną jasna cholera przez technologie XXI wieku. Po pierwsze, prawdopodobnie nie będę miała telewizji akurat na święta, bo świerkowi u sąsiada myśliwego znowu urosły gałęzie i zasłania antenę! (Przypominam - mamy wiek XXI) Po drugie chciałam skorzystać z nc+go, żeby ominąć tę trudność, a to draństwo nie chce się zalogować, jakby je zamroziło! Po trzecie (to już wspomnienie, ale jakże irytujące!) cały wczorajszy dzień spędziłam na próbach odebrania mmsów od Malagos i Konfirma. Ciągle wyskakiwał mi błąd i spróbuj później. Wymieniłam dziesiątki e-maili z jakimś miłym panem z Plusa. W końcu udało się. Jeszcze powinniście zobaczyć, jak to się odbiera, kiedy wreszcie nie pojawi się informacja o błędzie! Sukces nad sukcesy w drugim dziesięcioleciu XXI wieku udało mi się odebrać cztery czy pięć zdjęć za pomocą smartfonu! Hip, hip, Hurra! To nie moje pierwsze zmagania z technologią- kiedy przeniosłam swój numer do Plusa, okazało się, że ich obsesja na punkcie bezpieczeństwa graniczy z paranoją. Żeby wejść na swoje konto w sieci potrzebuję pluskodu (tak to się zwie), a kiedy już go wpiszę, dostaję smsem e-hasło JEDNORAZOWE, które muszę wpisać do odpowiedniej kratki. Co niestety nie gwarantuje zalogowania się na koncie. Kiedyś spędziłam około godziny usiłując przeprowadzić tę operację wraz z miłą panią z Plusa i skończyło się na wysłaniu mi hasła dobrą, staromodną pocztą. Potem był taniec góralski z przytupem w celu zmiany pluskodu na moje prywatne hasło, też trwał jakiś czas. W tej chwili wszystko działa, ale we mnie został lęk przed kruchością tych rozwiązań i obawa, że w każdej chwili może to szlag trafić i całą operację trzeba będzie zacząć od nowa. W Orange'u wpisywałam swój adres e-mailowy i hasło i już byłam na swoim koncie. Do banku mam podobnie, a nawet jeszcze prościej. I nie jestem jakaś szczególnie tępa jeśli o technologię chodzi. Pochlebiam sobie. Quote
irenas Posted April 15, 2017 Author Posted April 15, 2017 Słuchajcie ludziska! Tak patrzę przez okno i na telewizor i mam coraz większe wątpliwości co do imprezy 23 kwietnia. Według zapowiedzi w przyszłym tygodniu ma być o 3 do 7 stopni plus jakaś wichura czyli odczuwalne - 4. To raczej nie jest temperatura do balowania na zewnątrz, jak Wam się wydaje? Może przełóżmy to na późniejszą datę? Przy czym słyszałam, że długi weekend też ma być nieszczególny. To może, żeby już było całkiem bezpiecznie (na ile to możliwe) spotkajmy się 13 albo 14 maja? Mam nadzieję, że ta propozycja nie burzy nikomu precyzyjnego planu i jest rzucona z wystarczającym wyprzedzeniem. Czekam na odzew. Macie całe Swięta, żeby się zastanowić. Quote
konfirm31 Posted April 15, 2017 Posted April 15, 2017 Ja jestem ZA. Pogoda nas nie rozpieszcza i chyba dopiero w maju będzie lepiej. Mnie ten termin odpowiada 100%, bo ani wcześniej, ani później, nie mogę. Poczekamy, co powie reszta. Do Nusi - zadzwoń, bo Ona rzadko na dogo. Na pociechę, słoneczny las (przez chwilę) w Wielką Sobotę. Zawilce w pełnym rozkwicie, młode listki na drzewach. Quote
irenas Posted April 15, 2017 Author Posted April 15, 2017 Tylko, na co mi zwróciła uwagę pewna znajoma, 12, 13, 14 i 15 maja to zimni ogrodnicy i zimna Zośka. Ot zagwostka! Quote
konfirm31 Posted April 15, 2017 Posted April 15, 2017 24 minuty temu, irenas napisał: Tylko, na co mi zwróciła uwagę pewna znajoma, 12, 13, 14 i 15 maja to zimni ogrodnicy i zimna Zośka. Ot zagwostka! To racja :(. Może być zimno. Jak inni mogą wcześniej /później, to ja się przyłączę następnym razem :). Quote
irenas Posted April 16, 2017 Author Posted April 16, 2017 Wcześniej to będzie to co jest, podejrzewam. Czekam więc na sugestie, jaka data komu odpowiada i będziemy szukać średniej. A swoją drogą dziwne to aktualne zimno: termometr pokazuje +5, wieje silny wiatr, pomyślałam więc, że jest bardzo zimno i włożyłam czapkę. No i było mi w niej za gorąco! Quote
irenas Posted April 16, 2017 Author Posted April 16, 2017 Testosteron ma ogromną siłę ogłupiającą. Dziś rano Szerlok spotkał swojego najukochańszego wroga, Leosia. Wędrowali razem w całkowitym spokoju i pogodzie ducha, potem Szerloka udało mi się przywołać, bo ja nie do końca ufam takim "przyjaźniom", a Leoś został z tyłu. Kiedy jednak przechodziliśmy koło leosiowej furtki ten dopadł Szerloka z furią i dzikim szczekaniem, nie bacząc na to, że sięga mu do kolana. Został przygnieciony do ziemi i pouczony, kto jest większy (Szerlok uznał ten incydent za niewart użycia zębów). Postali potem koło siebie na sztywnych nogach, powarkując, aż Szerlok dał się przekonać, że nagródka (suszona wątróbka) to jednak lepsza opcja. Całe szczęście, że pani Leosia, Agnieszka, jest osobą myślącą i rozsądną i podeszła do scysji z filozoficznym spokojem. Quote
irenas Posted April 17, 2017 Author Posted April 17, 2017 Strasznie jestem przybita i przygnębiona, bo Szerlok i spółka zamordowali kota. Walczyłam z całych sił, żeby go obronić, ale mi się nie udało. I im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że to był błąd, bo Szerlok uznał, że, próbując go nie dopuścić do biednego zwierzaka, bawię się z nim i tym bardziej się do tej "zabawy" przykładał. Skończyło się tragicznie - śmiercią kota i moimi ranami od ugryzień broniącego się stworzenia, które nie zrozumiało, że chcę mu pomóc. Na swoją obronę mam fakt, że zdenerwowanie i rozpacz odjęły mi całkowicie jasność myślenia, obrona atakowanej słabszej istoty to chyba "wdrukowana" cecha kobiet (sąsiad nie przejął się zbytnio ani śmiercią zwierzaka jego siostry, ani moimi ranami), rzuciłam się kotu na ratunek całkiem odruchowo, dopiero potem przyszła ta refleksja z zabawą. Co prawda nie wiem, jak mogłabym je odciągnąć od takiej atrakcji jak kot, który nie zdążył wskoczyć na płot. Pewno nijak, ale mnie to gnębi. Teraz szukam dobrych kagańców dla całej trójki, chociaż tak naprawdę aktywnie w morderstwie brali udział głównie Szerlok i Juka. Psotka ujadała ze strategicznej odległości, doskakując tylko od czasu do czasu, a Dziunia stała spokojnie z boku. W związku z tym proszę o radę: czy kagańce fizjologiczne istotnie są takie dobre? Jeśli ktoś ma doświadczenia w tej mierze, będę wdzięczna za informację. Quote
konfirm31 Posted April 17, 2017 Posted April 17, 2017 Strasznie mi przykro, Irenko :(. Myślę, że kagańce, to dobre rozwiązanie, szczególnie dla Juki i Szerloka, bo Psotka zbyt lękliwa(chociaż może to się zmienić), a Dziunia starsza i stateczna. Uniemożliwisz psom polowanie na koty, kury itp i jednocześnie......... uspokoisz obawy sąsiadów przed psami nie na smyczy ;). W kagańcu, przejście w te i we wte przez "tereny zamieszkałe", a na polu, czy innym odludziu, można zdjąć. Ja wiele dobrego słyszałam o tych fizjologicznych, ale ponieważ są metalowe, to uderzenia takim kagańcem, są bardzo bolesne dla uderzonego. Dlatego jestem zwolenniczką paskowych skórzanych(Bliss) i plastikowych(Lerka), oczywiście dobrze dobranych . Poczytaj o przyzwyczajaniu psa do kagańca. Quote
irenas Posted April 17, 2017 Author Posted April 17, 2017 Są jeszcze gumianne, firmy Baskerville, z jakiejś specjalnej gumy, którą można kształtować po umieszczeniu kagańca na jakiś czas w ciepłej wodzie. Te podobno nie bolą przy uderzeniu. Tylko ich kształt wydaje mi się kontrowersyjny - dookoła pyska jest gruby pasek gumy, który - jak mi się wydaje - uniemożliwia zianie. Chociaż producent twierdzi co innego. No i ich cena jest niebagatelna. Psotka tez powinna nosić kaganiec. Jest lękliwa i dlatego potrafi ugryźć, zwłaszcza pijanego faceta. Mam tylko nadzieję, że nikt nie kopnie żadnego z zakagańcowanych psów, co już mi się kiedyś zdarzyło. Quote
Grażyna49 Posted April 17, 2017 Posted April 17, 2017 Bardzo Ci współczuję , Irenko. Nie wiem jak bym się sama zachowała w takiej sytuacji ,człowiek działa instynktownie nie myśląc co było by lepsze. Ja też jestem za kagańcami zwłaszcza,że psiarnia chodzi luzem. Moje sunie / a wiesz,że zawsze były to psy dużych ras/ zawsze miały kagańce skórzane. Quote
irenas Posted April 18, 2017 Author Posted April 18, 2017 Chyba w myśl porzekadła "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" wypadek z biednym kotem zetknął mnie z bardzo sympatycznymi ludźmi. Nie, nie mówię o dogomaniaczkach, bo to się rozumie samo przez się, ale o urzędnikach. W makowieckim sorze kazali mi się zgłosić z kotem do Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego, żeby wysłali zwłoki na badanie pod kątem ewentualnej wścieklizny. Pojechałam tam, spodziewając się najgorszego, godzin spędzonych na nieprzyjemnym śledztwie, nadmiaru papierologii i biurokracji, a przede wszystkim nadętych i wściekłych urzędników. A tu totalne zaskoczenie! Bardzo mili młodzi ludzie, jeszcze milszy ich szef, cała procedura spisywania wypadku nie zajęła dłużej jak 20 minut. Wyszłam niezwykle podbudowana. W trakcie okazało się, że w szpitalu w Makowie nie ma oddziału zakaźnego, na który dostałam skierowanie na sorze, muszę więc jechać albo do Ostrołęki albo do Ciechanowa. Nigdy tam jeszcze nie byłam, pomyślałam więc sobie, że jest okazja przejechać się w tamtą stronę. I nie zawiodłam się. Sliczne okolice, pogoda doskonała (przez okno, bo na dworze ziąb, że ząb na ząb nie trafia), droga niezła. Dojechałam do szpitala, znalazłam odpowiedni oddział i już, już się zapowiadało, że spełnią się moje obawy - na korytarzu siedzieli wściekli ludzie, przed drzwiami stała do rejestracji jakaś smutna pani (z boreliozą, jak się wynikło z rozmowy), którą wygoniono z tejże rejestracji. Ojoj, niedobrze! Po chwili okazało się, że: a) lekarz miał przyjmować od 11.00 której jeszcze nie było, czyli wściekłość ludzi była całkowicie nieuzasadniona (pewno tak jak ja spodziewali się, że zostaną źle potraktowani i na zapas się zezłościli); b) pani do rejestracji wróciła i szybko zapisała panią z boreliozą do lekarza; c) ja od razu zostałam przyjęta w izbie przyjęć (obok rejestracji) przez bardzo miłą panią, (chwilowo niepraktykującego) zwierzoluba, która bardzo pożałowała kotka, opowiedziała mi o swoim stareńkim psie i dorosłym synu, który płakał, kiedy psiaka trzeba było uśpić. Miła pani pielęgniarka wezwała przez telefon panią doktór. Przy okazji dowiedziałam się, jaka straszna panuje w szpitalu biurokracja. Naprawdę groza. Pojawiła się pani doktór, blondynka w wieku 40+, cała spięta i zjeżona. Ja tam nie wiem, czego ona się spodziewała, czy jakiejś jęczącej starej baby, czy jakiejś agresji z mojej strony, w każdym razie zajęło jej ze 2 - 3 minuty, żeby wyluzować. Potem było już sympatycznie. Co prawda musiałam kolejny raz opowiedzieć o całym zdarzeniu, ale rozmowa przebiegła w przyjaznej atmosferze. Jeszcze tylko pan doktór z Makowa poinformował nas, że wynik badania kota będzie w czwartek, a pani doktór podjęła decyzję, że z zastrzykiem czekamy do informacji o wyniku badania. O 11.45 sprawa została załatwiona, pożegnałam się serdecznie z obiema paniami i ruszyłam w drogę powrotną. Quote
konfirm31 Posted April 18, 2017 Posted April 18, 2017 Cieszę się, że wszystko udało się sprawnie załatwić. Również mnie cieszy, że PIW makowski jest sympatyczny, bo kto wie, czy nie trzeba będzie z nimi kiedyś współpracować w sprawach zwierzęcych. A do Ciechanowa i okolic , musimy się wybrać na wycieczkę. I to niejedną :). Quote
irenas Posted April 19, 2017 Author Posted April 19, 2017 Mam jeszcze jedną refleksję wynikającą z tej smutnej historii. Otóż cały dramat rozgrywał się pod furtką właścicieli kota. Hałas był pod niebiosa, ja też wołałam o pomoc, ale nikt, absolutnie nikt nie wyściubił nawet nosa.(dla rozumiejących i zawsze usprawiedliwiających innych: sąsiedzi byli w domu).Taka "dyskrecja" mnie po prostu poraża. Nie pierwszy raz miałam do czynienia z takim zachowaniem: wiele lat temu moi sąsiedzi wypuścili na spacer swojego 9-letniego syna z dwoma młodymi, pełnymi sił bokserami. Chłopiec trzymał je na smyczy. One zresztą zawsze chodziły na smyczy. Co nie przeszkodziło im napaść na mojego biednego Kubusia z padaczką pourazową. Jak nietrudno się domyśleć biedne dziecko nie mogło sobie dać rady z psami, którym nie poradziłby i niejeden dorosły. To też się działo pod furtką rodziców chłopca. Hałas też był ogromny, bo boksery warczały i szczekały, a Kubuś skowyczał. I co? Ano nic. Żadnej reakcji. Pełna dyskrecja. Jakoś mi się udało zapanować nad sytuacją, ale niesmak pozostał. Zresztą na ich sąsiedzką czujność w żadnej kwestii nie mogłam liczyć. A byliśmy podobno zaprzyjaźnieni. Mam też bardzo pozytywny przykład sąsiedzkiej "niedyskrecji". Kiedy nagle zapadłam na paskudne, obezwładniające zapalenie płuc, moja ukochana sąsiadka Basia właściwie uratowała mi życie, bo zaniepokoił ją brak ruchu w moim domu i na posesji. Przyszła i zobaczywszy mnie, wezwała pogotowie. Zaprzyjaźnieni sąsiedzi (przez płot) dowiedzieli się o mojej chorobie ode mnie samej znacznie później. O tym, że była próba włamania do mojego domu zresztą też. Mam więc apel: nie bądźmy zbyt dyskretni! Jeśli kogoś razi sąsiedzkie "wścibstwo", uświadommy mu, że jego całkowity brak może mieć bardzo poważne skutki. 2 Quote
Grażyna49 Posted April 19, 2017 Posted April 19, 2017 Święta racja,Irenko. Od ubiegłego roku mąż mieszka ze mną na działce,bo do pracy ma prawie tyle samo z Załubic co ze Starówki. Poprzednio tylko na weekendy przyjeżdżał a przez 5 dni sama siedziałam.Kilka operacji w tym czasie przeszłam. Moi sąsiedzi zawsze komin obserwowali i jak tylko dymu nie widzieli to dzwonili lub wpadali z zapytaniem co się dzieje. To bardzo miłe , tym bardziej ,że to tacy zwykli sąsiedzi nie zaprzyjaźnieni specjalnie. Quote
irenas Posted April 19, 2017 Author Posted April 19, 2017 Ja się z Basią zaprzyjaźniłam, uważałyśmy na siebie wzajemnie, ratowałam jej męża, kiedy spadł z drabiny i połamał łokieć i rękę (To nawet było zabawne: słyszę, sąsiad mnie woła "Irenko, chyba złamałem rękę". Pędzę więc i zastaję taki widok: Staś stoi z wyciągniętą ręką, z której sterczy goła kość i obficie leje się krew. Chyba złamał...), wymieniałyśmy się roślinkami na wiosnę, czasami chodziłyśmy na spacer z psami. Do dziś się widujemy od czasu do czasu, raz oni przyjeżdżają do mnie, raz ja wpadam do nich. Bardzo to miłe i bardzo sobie tę przyjaźń cenię. A tak wyglądają mordercy kotów, kiedy pańcia wyjeżdża do miasta (bądź gdziekolwiek indziej): Pańcia jeszcze nie wyjechała, a one już tęsknią, bandyci! 1 Quote
Grażyna49 Posted April 20, 2017 Posted April 20, 2017 Faktycznie wyglądają na typowych morderców /hi hi hi/ takie piękne łagodne pyszczydła. Ot, przydarzyło się bo jak coś ucieka to trzeba gonić,zwłaszcza jak się ma kompana do awantury. Szkoda kotka ,wielka szkoda,ale już nic nie zmienisz.Mozę tylko faktycznie zaopatrzyć je w kagańce skórzane. Quote
irenas Posted April 20, 2017 Author Posted April 20, 2017 Zamówiłam takie fizjologiczne. Gimnastyki przy tym było co niemiara, bo rodzajów jest od groma i ciut ciut. Mam nadzieję, że będą dobre i że uda mi się przymusić to towarzycho do ich noszenia. Bardzo sympatyczna pani w sklepie internetowym (IPO-SKLEP z artykułami treningowymi dla psów, gdzie te kagańce okazały się najtańsze. Chociaż nie tanie zwłaszcza, jak się kupuje trzy!) poradziła smarować kratki przed nosem pasztetem albo innym aromatycznym smakołykiem, żeby się dobrze kojarzyły. No i dawać dużo nagródek przez kratki. Trzymajcie za mnie kciuki! Konsekwencja nie jest moją mocną stroną, a tu trzeba się wykazać wręcz żelazną. Skórzane chyba są niezbyt dobre ze względu na namakanie, poza tym łatwo się dają przeżuwać. Jedno mnie tylko niepokoi - do umocowania tego ustrojstwa służy jeden pasek, coś na kształt obroży. Przecież chyba nie trzeba być psim Einsteinem, żeby to zdjąć? Ktoś ma doświadczenia w tej kwestii? Quote
konfirm31 Posted April 20, 2017 Posted April 20, 2017 Jak napisałam, mam dla swoich psów tylko kagańce skórzane i plastikowe i tyko..... doświadczenia bolesności uderzeń po nogach kagańcem metalowym, więc nie doradzę, jak go montować. Pani że sklepu, udzieliła fachowych porad, co do technik obłaskawiania psa z kagańcem. Warto to poćwiczyć w domu, żeby przy wyjściu na spacer, poszło łatwiej :)). Quote
Grażyna49 Posted April 21, 2017 Posted April 21, 2017 Zawsze na początku są tańce i chęć zrzucenia "ustrojstwa". Niestety u Ciebie będzie jeszcze gorzej bo 3 na raz "potfffffory" będą szalały. Nic tylko praktyka i cierpliwość . Mój skórzany "namordnik" ma już przeszło 20 lat i kolejne sunie go nosiły. Do dzisiaj jest w dobrym stanie. Quote
irenas Posted April 21, 2017 Author Posted April 21, 2017 Grażynko, dziękuję za duchowe wsparcie i dobre słowo. Trzymaj kciuki za moją (marną) wytrwałość. A teraz widok, który poprawia humor. Przynajmniej mnie poprawił. Oby takie pogodne dni zawitały do nas na dłużej, a nie tylko na 12 godzin! .picasa.ini Quote
irenas Posted April 22, 2017 Author Posted April 22, 2017 Zgłaszam wniosek formalny o podniesienie temperatury co najmniej o 10 stopni Celsjusza oraz o znaczne przyhamowanie wiatru! Quote
Grażyna49 Posted April 23, 2017 Posted April 23, 2017 14 godzin temu, irenas napisał: Zgłaszam wniosek formalny o podniesienie temperatury co najmniej o 10 stopni Celsjusza oraz o znaczne przyhamowanie wiatru! Popieram. Ja też chcę ciepełka takiego jak 1 kwietnia. Robiliśmy grilla w ogródku i było cudownie. Quote
irenas Posted April 23, 2017 Author Posted April 23, 2017 W co pogoda bawi się z nami dzisiaj, trudno powiedzieć. Swieci słońce i na spacerze muszę zdjąć kurtkę, bo się zagotuję. Pięć minut później wskakuję w kurtkę z powrotem i zapinam się pod szyję, bo nadleciały chmury i zbiera się na deszcz. Duje przy tym, aż przykro. Za chwilę pada coś w pół drogi między śniegiem i gradem. Niedługo. Za pięć minut wychodzi słońce, niebo jest tak błękitne, że oczy bolą od patrzenia. Muszę się jednak pochwalić: między jednym gradośniegiem a drugim udało mi się posadzić trzy akebie pięciolistkowe. A Psotce udało się je wysadzić między jednym słońcem, a drugim. Musiałam je obłożyć kamieniami, podobnie jak hortensję, którą wykopała wcześniej. Co z tą suką jest nie tak? Ona chyba jakaś psychiczna - raz się do mnie przytula i łasi, a za minutę kuli i ucieka cała przerażona, mimo, że nic się moim stosunku do niej nie zmieniło. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.