Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Kochani! Mam wielką, wspaniałą wiadomość! Koloratka zaprzyjaźniła się z Psotką!!! Wyraźnie ma dość więzienia na schodach na strych, zaczęła chodzić po domu, nie ucieka, ociera się o psicę - po prostu super! Potwierdziło się to, że psy gonią koty, bo te uciekają. Od chwili, kiedy Koloratka zaczęła się poruszać powolnym, kocim krokiem, skończyły się pościgi. Juka patrzy osłupiała na te demonstracje psio kociej czułości i... też nie goni. Chociaż widać, że sporo ją to kosztuje. Malagosku - wygląda na to, że to tylko kwestia czasu, że w pewnym momencie będziesz mogła sobie spokojnie usiąść przy kawie i ciasteczku, nie czuwając ciągle nad tym, gdzie jest Rajka, a gdzie Borys.

Posted

Dobrze,że Twój domek na górce stoi.

Faktycznie wielkie rozlewisko.

Irenko podałam adres i telefon w prywatnych wiadomościach.

Napisz czy dostałaś.

Dajcie znać kiedy mogę się Was spodziewać to jakieś ciasto zakręcę.

Posted

Dostałam.

Wczoraj byłyśmy na zebraniu oddziału TOZu w Wyszkowie. Potem bolała mnie trochę głowa, bo jak 16 kobiet (nie było ani jednego faceta!) zaczęło rozmawiać, zrobił się niezły rejwach, ale byłam pod wrażeniem sprawności, z jaką zebranie zostało przeprowadzone: w trzy godziny zapoznałyśmy się ze sprawozdaniem rocznym z działalności oddziału, stanem jego finansów, wymieniłyśmy wolne wnioski, napiłyśmy się herbaty/kawy i poczęstowałyśmy ciastkiem. Dobre wrażenie potęguje się, kiedy sobie przypomnę pewne zebranie spółdzielni mieszkaniowej w Natolinie, gdzie wówczas mieszkałam, które trwało w sumie... 15 godzin! (No nie jednego dnia, trzy dni, ale to i tak rekord jak dla mnie). I nie skończyło się żadną wiążącą konkluzją. Jednak co baby to baby! Pan Żakowski pytał w wywiadzie po 8 marca: jak to się dzieje, że dziewczyny skrzykną się raz dwa i przychodzą tłumy, a facetom się to nie udaje. Może dziewczyny po prostu nie mają czasu na zbędne dywagacje, bo mają za dużo obowiązków, żeby sobie na coś takiego pozwolić? 

Jeszcze jedna dykteryjka zebraniowa: na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej, do której należała moja Mama, panowie tak bardzo pokłócili się o  to, jakimi nowymi rurkami zastąpić stare rurki, że jeden z "dyskutantów" dostał zawału i...UMARŁ! Wyobrażacie sobie głupszy powód śmierci?

  • Upvote 1
Posted

Wczoraj, wracajęcy z Ostrołęki, na zalanej łące przechadzały się dwa żurawie. Co to za piękne ptaki! Jeszcze nigdy nie widziałam ich z tak bliska (no w telewizorze oczywiście tak, ale w naturze zdarzyło mi się to pierwszy raz). 

Posted

Odwiedzam Irenaskowe

 zachwycam lapenkami w brodzikach

 na laczkach , nad rzeczka

  i spiace lapenki

 stokroc pozdrwiam

 Niechaj wiosnka przyniesie

 Wam

 tylko dobre cudowne

 spokojne dzioneczki

Podobny obraz

 

Posted

a ja najbardziej lubię szpaki :) Siedzi taki dżentelmen na drutach nad moim domem i sobie gwiżdże. Co roku ma gniazdko pod naszym dachem w towarzystwie wróbli.

Posted

Wczoraj pod wieczór na jednym z moich ponad stuletnich dębów tłukły się dwa gołębie. Nie wiem o co, bo nie było w pobliżu ani samiczki, ani gniazda nie bardzo dało by się na tej cienkiej gałązce zbudować (Konfirmie, gołębie budują gniazda na drzewach, czy gdzie indziej?). Wyglądało to niezwykle po ludzku: obok stoi drugie wielkie drzewo oferujące dziesiątki gałęzi i gałązek, ale dwa głupki walczą o jedną i tę samą. Nawet gadzina gapiła się na nie zdumiona.

A dziś rano ciąg dalszy pozytywnej historii przyjaźni Koloratki i Psotki: wyszły razem przed dom i kocica położyła się przed psicą brzuszkiem do góry i zaczęła się wyginać na wszystkie strony, prosząc o pieszczoty. Jestem zaskoczona tą nagłą zmianą, z dnia na dzień relacje między zwierzakami się zmieniły. Dobrze to działa także na Jukę, już tak się nie czai do skoku na widok Koloratki. Wygląda na to, że i u nas pewnego dnia zapanuje spokój.

Jedyne co się nie zmienia to histeryczne podejście Juki do jedzenia. Znowu zabrała Szerlokowi kostkę z pyska. On już wie, że nie należy się zbytnio opierać i po pierwszym warknięciu oddał potulnie zdobycz (wyłożoną na pewno przez tych, którym moje psy przeszkadzają. Wyjątkowo wredni ludzie!). To się pewno już nigdy nie zmieni - głód wyraźnie odciska bardzo głębokie piętno. U ludzi chyba też - mój Ojciec zaznał go w czasie wojny i potem wszelkie pozytywne uczucia wyrażał za pomocą karmienia ponad wszelką rozsądną miarę.

Posted

Grzywacz budują gniazda na drzewach, krzewach, czasem na występach domów, na wysokości 3-5 metrów. Ogromnie się cieszę, że Koloratka zaprzyjaźnia się czy Psotką i że nawet Juka łagodnieje.

Co do zjadania różnych znalezisk przez psy, to chyba nie tylko kwestia przeżytego kiedyś głodu, ale i charakter. 

Bliss była wychudzona ogromnie, kiedy zabraliśmy ją ze schroniska. Początkowo, rzucała się na jedzenie i zjadała wszystkie śmieci na spacerach. Po odkarmieniu i krótkim szkoleniu, nie ma z tym żadnych problemów. Lerka była tylko kilka godzin bezdomna i głodu nie zaznała, a cały czas rzuca się na jedzenie i chociaż dobrze wie, że na spacerze nie wolno nic zżerać, trzeba ją pilnować, lub nakładać kaganiec. 

Biorąc pod uwagę, że ludzie są różni i często czytamy o szpilkach, gwoździach czy trutce na szczury w kiełbasie, bardzo pilnuję Lerki  z tą jej namiętnością jadania różnych fuji na spacerze. 

Posted

Musze się przyznać, że nasza dieta bezglutenowa nie bardzo przynosi efekty. W sumie i tak się obżeramy, tyle że bez zwykłego chleba. Kupuję chleb bezglutenowy i jemy po 1 kromce dziennie. Ale do tego mięso, kiełbasa, ser żółty, obiad normalny, też mięsny. Wczoraj upiekłam chlebek z mąki kukurydzianej, ryżowej i ziemniaczanej, z ziarnami, na drożdżach. No, doopki nie urywa, ale da sie zjeść. Mam z nim mikro kanapkę do pracy.

Czas na zmiany...dorastam do diety Ewy Dąbrowskiej, dzięki konfirmie za te książeczki. Jeszcze dziś poczytam i kto wie...

Ale Tomek nie wytrzyma dłużej bez mięsa, niż 2 tygodnie. Chce spróbować pościć razem ze mną, ale nie wyobraża sobie np. grilla tylko z pieczoną papryką, a nie soczystą karkówką. Jakie są Wasze doświadczenia?

Posted

6 tygodni na diecie. Kilka kg mniej, wspaniałe samopoczucie już w drugim tygodniu diety. Dla mnie najtrudniejsze były roślinne śniadania. Obiady, z warzyw duszonych/pieczonych, nie były takie złe.  Karkówka z grilla niestety nie. To jest dieta oczyszczająca i nie może być krótsza, niż 2 tygodnie. Potem tz zdrowa dieta, o której pisze Dąbrowska i na tym etapie, ryba czy drób z grilla (byle nie za często), jest do przyjęcia. 

Posted

Malagosku, daj se spokój z tą dietą bezglutenową! Ostatnio w telewizorze mówili, że z bardzo długotrwałych badań obejmujących liczną grupę badanych (ok. 200 tys.) wynika, że dieta bezglutenowa może prowadzić do cukrzycy nr 2. Oczywiście jeśli się ją stosuje, nie mając celiakii czy innej nietolerancji glutenu. A cukrzyca to naprawdę paskudna choroba.

Swoją drogą to okropne, że praktycznie nie ma się do kogo zwrócić, gdy coś boli. "Mój" lekarz zafiksował się na moim nadciśnieniu, w związku z czym wszelkie bóle nóg podciąga pod problemy z krążeniem. Albo na moje pytanie, czy należy brać acard czy inną aspirynę, oznajmił, że nie, bo ja mam zdrowe serce, a to tylko przy chorym sercu ma sens. A nigdy w życiu mnie nawet nie osłuchał, nie mówiąc już o jakichś bardziej zaawansowanych badaniach. 

A Ty Konfirmie musisz jeszcze zrzucić kilka kilogramów, bo jesteś zdecydowanie za gruba! I na pewno byłaś za gruba, kiedy się odchudzałaś, nie mam co do tego cienia wątpliwości! (Tych, którzy Krysi nigdy nie widzieli, informuję, że jest to jedna ze szczuplejszych znanych mi osób i absolutnie, ale to absolutnie nie powinna już niczego zrzucać. Wyzłośliwiam się z zazdrości, bo ja co mam to mam.)

  • Upvote 1
Posted
4 godziny temu, konfirm31 napisał:

6 tygodni na diecie. Kilka kg mniej, wspaniałe samopoczucie już w drugim tygodniu diety. Dla mnie najtrudniejsze były roślinne śniadania. Obiady, z warzyw duszonych/pieczonych, nie były takie złe.  Karkówka z grilla niestety nie. To jest dieta oczyszczająca i nie może być krótsza, niż 2 tygodnie. Potem tz zdrowa dieta, o której pisze Dąbrowska i na tym etapie, ryba czy drób z grilla (byle nie za często), jest do przyjęcia. 

Mam nadzieję,że mnie Irenka nie pogoni za zaśmiecanie wątku.

2 lata temu byłam 3 tygodnie na diecie Dąbrowskiej.Schudłąm niewiele /chyba 2 kilo/Widziałam,że jelita się uszczelniają,bo po buraczanym zakwasie przestałam sikać na różowo.Mniej więcej w połowie mało się pod ziemię nie zapadłam.....Miałąm kontrolne prześwietlenie kręgosłupa i w pewnym momencie stojąc pod aparatem okropnie się spociłam.Słuchajcie to był taki okropny smród,że skarpetki męża po całodziennym chodzeniu pachniały przy tym pocie.Wstyd straszny.

Nie zauważyłam żeby kręgosłup się "naprawił".Tym razem jestem na tej diecie tylko dlatego,że Saul zaleca oczyszczenie organizmu przy stosowaniu mega dawek witaminy C .Wczoraj minęło 3 tygodnie.Schudłam 5 kilo,zmniejszyłam dawki tramalu do jednej pastylki dziennie/150 mg/ zamiast trzech.Od roku po raz pierwszy mam nogi nieopuchnięte.Niestety uwidoczniły się popękane naczynka na stopach,których nie było widać pod opuchlizną.Mam zamiar pociągnąć następne trzy tygodnie dietę ,a witaminki brać do skutku.W tej chwili biorę 30 gram kwasu askorbinowego dziennie plus niacynę,wit A,E,D w normalnych dawkach.Do tego każdego dnia zjadam

po jednej łyżeczce czarnuszki i sezamu/mielone koniecznie/.Staram się pamiętać o kurkumie.Sezam zwłaszcza połączony jasny z ciemnym uzupełnia lepiej przyswajalny wapń niż produkty mleczne. Nie wierzę,że  kręgosłup sam się "zreperuje" , ale jeśli ból będzie na tyle do wytrzymania,że odwlecze operację,będę zadowolona.Poza tym wprowadziłam troszkę z diety Mosleya jem między 10 a 17 .Rano do 10 i po 17 tylko piję.

Jeśli chodzi o grila....trudno bez mięsiwa się obyć.Ja mam troszkę praktyki po wnusi wegance.Teraz jak mnie nachodzi na mięsko czy wędlinę to sobie wizualizuję płaczące cielątko prowadzone do rzeźni,albo reklamę łaciatego , jak pięknie wygląda krowia rodzinka.

Chciałam jeszcze napisać,że w następnym tygodniu / czwartek i sobota/ będę zajęta .Robimy kiełbasy.Niby tylko dla siebie,ale ludzie zaprzyjaźnieni tak mnie męczą,że nie wiem czy 30 kilogramami uda mi się ich obdzielić.

Posted

Oczywiście, że Ci nie mam za złe, zwłaszcza,  że piszesz ciekawe rzeczy. A tak na marginesie - nie masz czasem wrażenia, że przeprowadzasz eksperyment na żywym organizmie, wchłaniając przemysłowe ilości witamin i innych substancji?  Żyjemy w tak okropnym świecie, że podchodzę podejrzliwie do wszystkiego i nie wierzę zwłaszcza tym, którzy obiecują spektakularne rezultaty. No i trochę jestem fatalistką - uważam, że "wyżej nerek nie podskoczysz", a  ludzie rodzą się z "zaprogramowaną" wagą, oczywiście w wieku dorosłym, i na dłużej mogą od niej "oddstać" tylko o kilka kilogramów w tę lub wewtę i nie na zbyt długo, ale zmienić jej drastycznie, całkowicie i na zawsze nie. Tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia i obserwacji. A już dieta bez efektu jojo po prostu nie istnieje!

 

PS A jak robisz kiełbasy to nie widzisz słodkich, różowych świnek szlachtowanych bez litości? To są strasznie trudne sprawy, każdy musi sobie z tymi problemami radzić sam. Nie dodawajmy sobie wzajemnie poczucia winy, jeśli lubimy mięso. Chociaż z drugiej strony, oglądając jakichś Anglików, do których owce podbiegały jak psy po smakołyki, a którzy to Anglicy przyznali, że hodują je na mięso, przeżyłam coś w rodzaju wstrząsu. Potrafię opanować wyobraźnię, kiedy chodzi o anonimowe zwierzęta, natomiast zupełnie nie wyobrażam sobie, żebym miała zjeść stworzenie, które przybiega do mnie z całą ufnością i się łasi.

Psycholog pewno by powiedział, że chodzi mi o własne wyobrażenie jako osoby wrażliwej na cudze cierpienie. Pewno miałby rację, ale w końcu wszystko w zasadzie robimy dla siebie - pomagamy innym też. Cholera, jakie to życie jest skomplikowane!

Posted

Masz rację, Irenko. Wszystko co robimy, robimy dla siebie. 

Ja dla siebie zaprzestałam konsumpcji mięsa ssaków i produktów mlecznych, bo coraz gorzej się z tym czułam. Coraz bardziej mięso kojarzyło mi się z ciałem.......

Z drobiem i rybami, czuję mniejsze pokrewieństwo, ale nie wiem, jak długo to potrwa :). 

Co do świnek, które podobno są mądrzejsze od psów, to babcia mojej bratowej, miała świnkę wychowaną przez ową  babcię na smoczku, która chodziła za nią jak pies i kiedyś uratowała jej życie, kiedy babcia, jako mała dziewczynka, topiła się w pobliskiej rzece. Świnka wskoczyła do wody i wyciągnęła babcię na brzeg.  Nie trzeba chyba dodawać, że mądra i dzielna świnka nie  uniknęła zwykłego świńskiego losu..... 

 

Posted

Prawdziwy horror!

 

Przejdźmy do milszych rzeczy. A przynajmniej "obojętnych moralnie", jak mawiała jedna z moich szefowych. Czy znacie taką stronę: www.bitiba.pl? Reklamują się jako "Twój dyskont zoologiczny" i mają duży wybór karm wszelakich i dla psów i dla kotów. Zamówiłam na próbę, zobaczymy co to jest.

Ogólnie rzecz biorąc poszłam za ciosem i natrafiłam na przepis na domowe suszenie smaczków dla czworonogów (http://pieswwarszawie.pl/diy/suszone-smaksy-diy). Spróbuję, ciekawa jestem czy mi się uda. Muszę się zacząć bawić w szkolenie Juki i Psotki, a kupnych "nagródek" nie lubią.

Posted

Ja od zawsze kupowałam w Krakvecie, potem w Zooexpresie, potem znowu w Krakvecie, czasem w Keko. Teraz zaczęłam przygodę z Zooplusem. Bitiby nie znam. 

Super, że bierzesz się za szkolenie panienek. Jako smaczki, polecam pokrojone na talarki najtańsze parówki i ser żółty krojony w małą kostkę. I kup sobie książkę o pozytywnym szkoleniu psów, lub pooglądaj filmy na YouTube. Życzę sukcesów. 

Posted

Moje zainteresowanie domowymi smaczkami wzięło się z rozmowy z kanadyjską przyjaciółką, która szkoli swojego bearded collie o dziwacznym imieniu Koo (wybranym przez jej kanadyjskie wnuki. Ona na niego mówi Kuku) za pomocą suszonej wątróbki. Zaczęłam szukać i u nas, okazało się, że owszem można dostać, ale to naprawdę droga impreza. Przy okazji pokazały mi się strony na temat domowego wyrobu tego smakołyku (jedną podałam wyżej), wydało mi się to niezwykle interesujące. Dlatego chcę spróbować.

Jak na razie z sukcesów pedagogicznych zraziłam do siebie Psotkę. Otóż wczoraj podstępem założyłam jej obróżkę przeciwkleszczową. Jakoś to przeżyła, ale już próby przycięcia zwisającego końca nie. Ucieka teraz ode mnie, nie muszę nawet nic brać do ręki. Nadal chce się przytulać, ale - cwana gapa - skacze mi w tym celu na plecy, kiedy siedzę przy komputerze, a kiedy wyciągnę rękę, żeby ją pogłaskać, natychmiast wieje, gdzie pieprz rośnie. Czyli całą pracę zaczynamy od zera. Kurcze blade!

Posted

Jeśli chodzi o lecznicze właściwości witamin a zwłaszcza C jest to stara sprawa .

Już w dziewiętnastym wieku prowadzono badania z pozytywnym rezultatem.

Niestety do nas te wiadomości bardzo słabo docierają ,wydaje mi się,że farmacja macza w tym palce.

Jak człowiek sięgnie do tych opracowań to dopiero oczy  mu się otwierają.

Co do pięknych różowych świnek.....W naszej rodzinie każdy ma prawo sam decydować o  podejściu do tego tematu.

Szanujemy każde odrębne zdanie nie starając się przekonywać do własnych przemyśliwań.

Dlatego Monika szczęśliwie mogła ciążę przebrnąć na wege diecie.Zazwyczaj są u nas potrawy dla mięsożerców i tych myślących inaczej.

To już trwa 16 lat.Ja w zasadzie należę do mięsożerców ,ale podobnie jak Krysia opieram się na drobiu i rybach.

Wiem,że te gatunki też cierpią no ale chyba jeszcze nie dojrzałam do tego żeby wszystko wyeliminować.

Z drugiej strony tłumaczę sobie,ze przecież rośliny też są unerwione,więc też czują.Gdybym popadła w taką paranoję to zostało by mi tylko

odżywianie energią słoneczną.Bardziej mnie męczy sposób chowu i późniejszy ubój niż sam fakt jedzenia mięsa.

Dlaczego ludzie potrafią się zajmować psami na łańcuchach /oczywiście chwała im za to/ czy kurach w klatkach , a nie widzą cierpienia krów,które nigdy pastwiska,trawy,słonka nie widzą w nowoczesnej hodowli.Dlaczego krowie odbiera się cielę,nawet nie pozwalają na wylizanie,dlaczego cielaczek nie zna zapachu ,smaku mamy....

Drapieżniki jedzą swoich pobratymców i wszystko jest o.k.Chodzi tylko o sposób zabijania i ilość.Tylko tyle ile potrzeba do przeżycia.

To co niejaki pan Szyszko wyprawia z bażantami ,teraz z jeleniami przyprawia mnie o wściekłość.Zwierzęta pozbawione dotychczasowego domu,

po beznadziejnej wycince drzew....Jak taki człowiek może chodzić do kościoła,modlić się.....i spokojnie iść na polowanie , TAKIE polowanie.

 

  • Upvote 3
Posted

No właśnie, Grażynko! Ja też wychodzę z założenia, że powinniśmy walczyć z metodami hodowania i zabijania zwierząt, a nie tak bardzo z samym faktem jedzenia mięsa. W końcu nas też ktoś zje. Polowanie pana Szyszki we mnie też wzbudza taką agresję, że gdybym go miała pod ręką to bym go... ustrzeliła! (gdybym miała z czego). Najgorsza w tych ludziach jest ich buta i arogancja. Każdy z nich ma jakiegoś "protektora" i śmieje się ludziom w oczy "i co mi zrobisz?". Protektorem tego indywiduum jest podobno o. Rydzyk. Stąd jego bezkarność i tupet. Zwróć uwagę, że on ma w nosie samego szeregowego posła!

  • Upvote 1

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...