malagos Posted June 9, 2016 Posted June 9, 2016 Sonia odchodzi.... mogę tylko głaskać jej łepetynkę, podtrzymywać opadającą głowę. Nie ma siły wstać, a jeszcze na mój widok macha ogonem. Jest na przeciwbólowych zastrzykach, nie cierpi. Oddycha spokojnie. W jeszcze wczoraj, w ogóle od jakiegoś czasu bardzo dyszała, miała trudności z oddychaniem.. Quote
Grażyna49 Posted June 10, 2016 Posted June 10, 2016 Strasznie smutna wiadomość. Trzymaj się Malagosku. Quote
malagos Posted June 10, 2016 Posted June 10, 2016 Sonia odeszła dziś rano [*]. Nie ma jeszcze siły o tym mówić. Quote
irenas Posted June 10, 2016 Author Posted June 10, 2016 Małgosiu, bardzo Ci współczuję i przytulam serdecznie. Quote
irenas Posted June 12, 2016 Author Posted June 12, 2016 Tuż po powrocie z wojaży zauważyłam, że Juka ma jakąś ogromną gulę na kolanie, tym złamanym. Dzisiaj pojechałam więc do Ostrołęki, bo tam jest rentgen. Pani wetka obejrzała nogę dokładnie, powyginała ją w różne strony, opukała gulę i stwierdziła, że złamanie się "przebudowuje" (???). Powiedziała, że całkowite zagojenie złamania potrafi trwać nawet kilka lat i żebym się nie niepokoiła, bo nic złego się nie dzieje. No i dała jakieś weterynaryjne leki przeciwbólowe na w razie czego. Biedna Juka mało zawału nie dostała, przekonana, że niedobra pańcia zabiera sukę z domu na zawsze i wywozi do złej wetki, która robi zastrzyki i wyłamuje psom nogi. Po wizycie trzy razy ją wsadzałam do auta, za każdym razem wyślizgiwała się jak piskorz zanim zdążyłam zatrzasnąć drzwi. Tłumaczyłam, że jedziemy do domku, ale ona jeszcze wyraźnie nie opanowała tych 200 słów, co to każdy średnio inteligentny pies potrafi opanować. W końcu udało mi się ją wepchnąć pod tylne siedzenie, ale uspokoiła się dopiero kiedy się zorientowała, że to już Dyszobaba. Bardzo się cieszyła, że z powrotem jest w domu. Jak to czasem niewiele trzeba, żeby kogoś uszczęśliwić! Quote
konfirm31 Posted June 12, 2016 Posted June 12, 2016 No, to miałyście trudną niedzielę, Irenasie. Nie wiem, na czym ma polegać ta przebudowa złamania, zwłaszcza, że gula w kolanie, a złamana była miednica ? A a Juka była prześwietlana? Ja bym popytała Złotego Doktora Nutusi, bo jakoś to mi dziwnie wygląda(po urazowe zwichnięcie rzepki??) . Nadal pukam z telefonu i marnie mi to idzie. Quote
malagos Posted June 13, 2016 Posted June 13, 2016 Ta noga to chyba wcześniejsze złamanie, tak? Biedna mała, ciagle coś się jej czepia! Quote
konfirm31 Posted June 13, 2016 Posted June 13, 2016 Z tego co wiem , to tylna łapa(złamana miednica), a nie przednia(stare złamanie), chyba, że nie zrozumiałam wypowiedzi Irenki Quote
irenas Posted June 13, 2016 Author Posted June 13, 2016 O mamuniu! Ale namieszałam. Tylna lewa łapa, stare złamanie. (Miednica to świeższy uraz). Pojechałam, bo wydawało mi się, że gula, która już tam była, jako że kości są krzywo zrośnięte (zamiast zrosnąć się "czołowo", przytuliły się do siebie bokiem, stąd kolano jest grubsze), się powiększyła i myślałam, że Juka coś sobie dodatkowo w to kolano zrobiła, szalejąc z Szerlokiem (szalejąc z Szerlokiem - ha! to powinno być ćwiczenie językowe dla cudzoziemców.). Przepraszam za larum, które powstało. Od razu uściślę, że nie zamierzam nigdzie z Juką w tej sprawie dodatkowo jeździć. Jak chcecie znać mój stosunek do uporczywej terapii, poczytajcie moją wymianę zdań ze Świętkokrzyskim "Zwierzakiem' na temat Modiga i jego (licznych) operacji. Jeszcze, nie daj Boże, też trafimy na jakiegoś chirurgicznego maniaka, który zapłonie żądzą przeprowadzania naukowych eksperymentów na żywym organizmie (co według mnie robią weterynarze z Czech w tym konkretnym przypadku). i na przykład zechce ponownie łamać łapę i na nowo ją składać. A na coś takiego nie ma zgody! Sam se złam łapę i ją składaj! Zdjęcie tego złamania widziałam, stąd wiem, jak te kości się zrosły, pani wetka zbadała dokładnie łapę, jej ruchomość itp. i zapewniła mnie, że nic złego się nie dzieje i tego się będę trzymać. Juka czasami kuleje, czasami nie, kiedy się bawi całkowicie zapomina o krótszej nodze. Jest radosnym, szczęśliwym psem i nie zamierzam tego niszczyć. Rzekłam! Quote
konfirm31 Posted June 13, 2016 Posted June 13, 2016 Nie wiem czemu, zdawało mi się, że stare złamanie było na przedniej łapie. Co do "uporczywej terapii", to jestem przekonana, że Złoty Doktor Nutusi, jej nie praktykuje. A ponownie łamanie zrastającego się złamania? Cóż, mój brat w dzieciństwie miał ponownie łamaną źle złożone przedramię. Zrosło się prawidłowo i jest ok. Quote
irenas Posted June 15, 2016 Author Posted June 15, 2016 W miarę upływu czasu odkrywam nowe cechy Juki. Niestety nie pozytywne. Jest przerośniętym jamnikiem, czyli kopidołem. Póki są to doły przy furtce, czy też na drodze do domu potrafię jej wybaczyć. Ale wykopanie wielkiej funkii już mi się zdecydowanie nie spodobało. Lubi czytać, co na własnej skórze (a właściwie okładce) odczuł przepiękny album pt. Ziemia z nieba, którego część sama tłumaczyłam. Kocha moje skarpetki i buty. Przywiozłam sobie z Kanady bajeranckie "adidasy" jakiejś podobno super marki New Balance za jedne cztery stówy i już mam tylko jeden but. Gdzie jest drugi, nie udało mi się odkryć. Mam nadzieję, że jednak się znajdzie i to w nienaruszonym stanie, chociaż tego ostatniego nie mogę być pewna. Pluszowy dziobak, ulubiona zabawka Szerloka został pozbawiony mózgu, czyli Juka wyrwała wszystkie bebechy z głowy. Wszystko to robi z radosnym zachwytem małego dziecka, które odkrywa świat i jego tajemńice. Aż trudno się na nią gniewać, tym bardziej, że niszczy bardzo cicho i dyskretnie, dopiero po jakimś czasie natykam się na skutki jej działań, a wtedy już nie ma sensu na nią krzyczeć, bo w ogóle nie skojarzy, o co mi chodzi. Quote
Dżesulina Posted June 15, 2016 Posted June 15, 2016 Dzień dobry. Nie znamy się i nie udzielam się na dogo zbyt wiele, ale zdarza mi się podczytywać wątek (jest uroczy). Mam dwie sunie, z czego jedna owczarkowata - i jest to mój pierwszy pies, który niszczy. Nie były to może mega zniszczenia, ale pogryzła mi nowe kapcie, nowe tenisówki, obcasy od trochę przechodzonych butów, dwie książki, kosmetyczkę z materiału (rzeczy w środku pogruchotane) itp. Jedno, co pomogło, to coś takiego: http://www.e-pies.eu/dziczyzna/920-noga-sarny-1szt-dl-ok-35cm-naturalny-gryzak.html Wiem, to obrzydliwe, jak pomyślimy o biednej sarence itp, ale ten gryzak ma następujące zalety: - tani a starcza na baaaardzo długo - z punktu widzenia człowieka nie śmierdzi (w przeciwieństwie do wielu gryzaków naturalnych) - nie trzeba się bawić jak z kongiem (konga napychasz, potem pies to wylizuje w 10 minut, potem musisz umyć a pies znowu chce coś pogryźć). W każdym razie polecam. Ja też na swoją niestety nie umiem się gniewać, nawet rozedrzeć się porządnie nie potrafię. Ot, takie fascynujące dziecko z kłami. Quote
konfirm31 Posted June 15, 2016 Posted June 15, 2016 U nas zawziętym kopidołem jest Lerka, ale to inna skala. Niestety, takie same skłonności ma Max, który jednym grzebnięciem łapy, wykopuje dół, w którym Lerka może się schować i z radością podkopuje nam fundamenty domku i przypłocie :). Lerka jest zawziętym mordercą pluszaków i przez jakiś czas, musieliśmy chować co lepsze buty. Ideałem jest Bliss - nie czyta książek, nie kopie dołków, nie morduje zabawek, posłanek, butów. Przychodzi natychmiast na wołanie, nie goni i nie tropi zwierzyny. Jedyne wady, to nadmierne ganianie i szczekanie pod płotem działkowym, no i niechęć (?) do kotów. Quote
malagos Posted June 15, 2016 Posted June 15, 2016 Jako dt zawsze się obawiam, ze jak jeden psiak był "niegryzący", to kolejny się trafi gryzak, kopacz czy szczekacz. Ostatni Rudzik był super, to teraz kolej na problematyczne psy. Zobaczymy, jaka będzie te mała sunia z Ch. i jaka się okaże ta chudzinka z kojca gminnego. Ale przynajmniej się nie będę nudzić, a co! Quote
irenas Posted June 16, 2016 Author Posted June 16, 2016 Hau, hau, hau! Odszczekują to z butami za cztery stówy! Okazało się, że tylko wyciągnęła jeden but z szafki, a mnie, sklerozie jednej, uciekło z pamięci, że je tam włożyłam, myślałam, że zostawiłam przed szafką. Tak to jest, jak ktoś jest bałaganiarą (to ja). To teraz opowiem Wam niesamowitą historię. Otóż moja kanadyjska przyjaciółka musiała dwa czy trzy miesiące temu uśpić swoją starą suczkę z powodu nowotworu. Szybko zorientowała się, że nie potrafi żyć bez psa i zaczęła poszukiwać takowego w internecie. Kilka dni temu trafiła na suczkę o wdzięcznym imieniu Emmie, która ją zachwyciła. Zadzwoniła więc do strażaków (tak, tak oni też zajmują się bezpańskimi psami w Kanadzie!), gdzie dowiedziała się, że suczka jest w.... Tajlandii (!!!), a do Kanady przyjedzie dopiero 21 lipca. Okazało się, że ta organizacja zajmuje się różnymi biednymi zwierzakami w Azji. Wyobrażacie sobie? To chyba dlatego, że w Toronto nie widziałam ani jednego psa, którego można by uznać za bezpańskiego. Podobno jest więcej chętnych na Emmie, ale obie z Ewą święcie wierzymy, że to jej się to cudo(na oko terierowate) dostanie. Ja nabrałam takiego przekonania, kiedy mi opowiedziała, co odrzekła na pytanie "dlaczego pani chce tego psa?". Sama bym jej dała każdego psa, którego miałabym pod ręką. I należy życzyć wszystkim futrzakom, żeby ich właściciele mieli takie podejście do sprawy, jak ona. Powiedziała bowiem, że może psu poświęcić dużo czasu, że potrzebuje towarzysza długich spacerów, że brakuje jej psiej radości itd. w tym duchu. Pokazała, że pies nie jest dla niej przedmiotem, ani zabawką. A moi bogaci sąsiedzi, którym jorczek zginął jakiś miesiąc temu, bo go w ogóle nie pilnowali, chyba mają następnego. Rozumiem, że dziecku było smutno bez pieska. Wrrr! Chętnie bym ich ugryzła. 2 Quote
konfirm31 Posted June 19, 2016 Posted June 19, 2016 Widać, nawet joreczki są w pełni zastępliwe - dla niektórych :(. Trzymam kciuki za Ewę i Emmę :) Irenasie, jak przetrwałaś piątkową nawałnicę? Ty i stadko? Quote
irenas Posted June 20, 2016 Author Posted June 20, 2016 Okazało się, że jednak nie wzięli nowego jorka. Szczekał Gucio sąsiadów-letników, których nigdy dotąd nie widziałam. Pewno dzieci tych, ktorzy według mnie w tamtym domu mieszkają. I całe szczęście, bo Gucio jest wyraźnie świetnie zaopiekowany i poczuwa się bardzo do obrony swojego terytorium. Nawet moje cztery "basiory" go nie przestraszyły. Widzę, że mja historia tajlandzkiej Emmie nikogo nie poruszyła, poza moim sąsiadem Maćkiem, który oburzony wykrzyknął: "Dobroć musi mieć swoje granice! To już w Kanadzie żadnego psa nie było? Przecież ten ma obce zarazki!" ( Hm... skąd ja to znam?) No cóż, wszędzie są ludzie i ludziska. Nawałnica po prostu zwaliła mnie z nóg, a jako, że prąd wyłączyli już o 19.00, poszłam spać i spałam blisko 12 godzin. Ten model (czyli ja) tak ma, że przesypia wszelkie kłopoty, dolegliwości i stresy. Quote
konfirm31 Posted June 20, 2016 Posted June 20, 2016 Zazdroszczę Ci tego łatwego snu. Ja z trudem zasypiam, wyłącznie na proszkach, budzę się w nocy wielokrotnie. Kiedyś nie rozumiałam, jak można nie móc zasnąć. TZ w Warszawie, a ja z psami na działce, które na zmianę, albo śpią, albo się boją, bo gdzieś daleko grzmi. Deszcz pada równo. Quote
malagos Posted June 20, 2016 Posted June 20, 2016 A ja w pracy, w biurze. Od jutra przez 4 dni muszę dojeżdżać do sąsiednich Płoniaw, szkolimy rolników. Za jakieś dwie godz. wraca po operacji Hesia, pracownik gminy ma ją zostawić u nas w kuchni. Na tę okazję Melę (która broni tego swojego kuchennego kącika!) zamknęłam w kojcu przed domem, razem z Rudzikiem. Ale Rudzik to sam chętnie wchodzi do kojca, to jego azyl, i chętnie wychodzi, jak tylko wrócę z pracy i biega sobie luzem (właściwie to siedzi po furtką prawie cały czas i obserwuje ulicę). Mała Mela, jak wychodziłam już do samochodu, próbowała wyjść z kojca pomiędzy sztachetami.... Quote
Grażyna49 Posted June 20, 2016 Posted June 20, 2016 4 godziny temu, irenas napisał: Widzę, że mja historia tajlandzkiej Emmie nikogo nie poruszyła, poza moim sąsiadem Maćkiem, który oburzony wykrzyknął: "Dobroć musi mieć swoje granice! To już w Kanadzie żadnego psa nie było? Przecież ten ma obce zarazki!" ( Hm... skąd ja to znam?) No cóż, wszędzie są ludzie i ludziska. Wiesz,Irenko,dla nas dogomaniaczek to nie jest nowina o adopcjach zagranicznych. Może tylko uznanie dla Twojej koleżanki,że uparła się przy adopcji na odległość. To zawsze jest ryzyko jeśli się wcześniej pieska nie spotka osobiście. Człowiek może się zakochać z piesek nie koniecznie. Są przecież takie,które pana sobie wybierają. Quote
konfirm31 Posted June 20, 2016 Posted June 20, 2016 Masz rację, Grażynko. Do tanga, trzeba dwojga. ;). Malagosku cały czas trzymam zaciśnięte kciuki za Ciebie i Twoje bezdomniaki. Będzie dobrze, bo..... musi być dobrze :). 1 Quote
irenas Posted June 20, 2016 Author Posted June 20, 2016 Jejku dziewczyny! Mnie nie chodzi o adopcje zagraniczne, tylko o fakt, że są ludzie, którym na sercu leży los psów w Tajlandii, albo w jakimkolwiek innym "egzotycznym" kraju, gotowi tłuc się taki szmat drogi, wydawać (na pewno) z trudem zdobyte pieniądze i walczyć z uprzedzeniami (vide mój sąsiad lub sąsiadka, która uważa, że psom nie powinno się pomagać, skoro na świecie są głodne dzieci), agresją i głupotą. Już nie bądźcie takie zblazowane i nie traktujcie mnie jak dziecko! Podziwiam każdego, kto robi coś - dogomaniaczki też i Ewę Błaszczyk, że walczy nie tylko o swoje dziecko i jest w tym skuteczna i wszystkich tych ludzi, którym nie jest wszystko jedno. I cieszy mnie każdy objaw dobrego serca i pomocna dłoń. W końcu to nie jest powszechne, musicie przyznać. Quote
irenas Posted June 20, 2016 Author Posted June 20, 2016 PS. Do jakiego stopnia to nie jest powszechne obejrzyjcie sobie i poczytajcie. Uprzedzam, że widok jest koszmarny http://natemat.pl/183013,bestialsko-okaleczyl-psa-internauci-zebrali-1500-zl-zeby-go-znalezc Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.