Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Oj tak, oj tak! Z dogomaniaczkami włącznie.

Przeczytałam przed chwilą artykuł na www.kobieta.onet.pl pt. "Jak polskie prawo chroni zwierzęta przed cierpieniem?" Bardzo ciekawe, pouczające i budzące (niewielką, ale zawsze) nadzieję. Jedno mnie tylko zastanawia i martwi: zamieszczono go w dziale "kobieta", co świadczy o mało poważnym podejściu redaktorów  Onetu do problemu. Na ogół w tym dziale umieszcza się równie ważne sprawy jak kwestia najmodniejszych fryzrur, sztucznych rzęs czy tipsów i podejrzewam, że żaden facet w te damskie ostępy się nia zapuszcza. A jak stwierdza sam autor artykułu, 80% znęcających się nad zwierzętami to mężczyźni. Dlaczego nie umieszczono tego tekstu w dziale "Wiadomości"? 

 

PS W toronto jest dziś 36 stopni Celsjusza. No comments.

 

 

Posted

Temperatury,  to zdecydowanie  Ci nie zazdroszczę.  Nawet nie wiedziałam,  że  w  T.  są takie  gorące  klimaty.   Losem zwierząt,  interesują się  głównie  panie,  więc  zostało  to tak potraktowane. Z resztą,  redaktor naczelny,  pewnie  też  facet. Dla faceta,  to nie jest nius. 

Posted

Widzę, że ktoś tu jeszcze nie może spać! Mnie zżera rajzefiber, bo podróż już pojutrze. Trzymajcie kciuki, żeby była wygodniejsza niż w tę stronę.

Toronto leży na wysokości Barcelony, należałoby się więc raczej dziwić, że mają takie ostre i śnieżne zimy. Latem panują tu upały nieznośne zwłaszcza ze względu na wysoką wilgotność powietrza. Dziwne, że w tym roku natura tak się pospieszyła z gorącem. Na szczęście jest jezioro Ontario, które wygląda zupełnie jak morze, plaże, deptak nadmorski - o przepraszam, nadjeziorny. Bardzo przyjemne miejsce podobno latem tłumnie oblegane. 

Kanadyjczycy w ogóle nie cenią swojej miejskiej przeszłości, liczy się tylko forsa i bez litości burzą urocze stare kamieniczki, stawiajac na ich miejsce upiornie wysokie wieżowce, o których już wspominałam.  To w śródmieściu, a w dzielnicach "willowych" na miejscu małych domków budują ogromniaste domiszcza, które często wyglądają jak dekoracje z jakiegoś "gotyckiego" horroru. Tylko drzewa, krzewy i kwiaty, których pełno, nie poddają się tej manii. Roślinność tu przecudna, wszystko zabrałabym do domu i posadziła w ogródku, a zwłaszcza judaszowiec kanadyjski i dereń Kousa. Cuda!

Dziś byłyśmy w żydowskiej dzielnicy, na której "żydowskość" złożyły się niezbyt liczne rodziny wracające z synagogi w uroczystych, czarno białych strojach i czterech chasydów w szlafrokach z czarnej podszewki, futrzanych okrągłych  pudełkach na kapelusze na głowach (przypominam - 36 stopni!), białych podkolanówkach i czarnych półbutach. Ja, naiwny żuczek, myślałam, że te ich futrzane czapy to coś miękkiego i miłego, a to takie sztywne, jakby kartonowe konstrukcje! Ha! Człowiek się całe życie uczy.

 

 

Posted

Do powrotu zostało mniej niż 12 godzin. Właśnie skończyłam walkę z brytyjskimi linami w kwestii "check in" (ja rozumiem, że jak coś jest "completed" to nie trzeba tego uzupełniać, ale Brtyjczycy mają inne zdanie - trzeba.) Dlatego nie udało mi się zarezerwować miejsca przy przejściu. Zła jestem z tego powodu jak chrzan. Podróż do Toronto przy oknie była upiorna i z powrotem też się taka zapowiada. Dobrze, że chociaż z Londynu do Warszawy będę miała trochę luzu. Skandalem jest to, jak bardzo upycha się ludzi w samolotach. "Wygoda", o której trąbią wszystkie linie to po prostu mit, no chyba że w biznes klasie. Zwykłych śmiertelników stłacza się w ilościach przemysłowych, byle jak najwięcej zarobić. A potem wielkie larum, że 29-letnia kobieta umiera z powodu zakrzepicy.

Nic to. Przetrzymam. Do zobaczenia w Polsce!

 

 

Posted

Udanej-pomimo wszystko- podróży.  Też uważam,  że  linie lotnicze nie biorą  pod uwagę,  że  człowiek ma taką samą anatomię,  niezależnie,  jaką  klasą leci. 

 

 

 

 

 

 

 

Posted

No więc witajcie w Dyszobabie! Dziękuję za życzenia udanej podróży - sprawdziły się po części. Tylko po części bo:

a) Boeing 777 okazał się bardzo wygodnym samolotem, aczkolwiek nie zmrużyłam oka (wyleciałam o 21.50, czyli powinnam spać), bo nie potrafię na baczność, a mimo wygody położyć się nie było gdzie;

b) samolot z Londynu do Warszawy spóźnił się, doleciałam więc dopiero o 18.00, a nie blisko godzinę wcześniej, jak planowano;

c) w wyniku zmęczenia nie zauważyłam skrętu  na Pragę Północ i udało się nam (jechałam z Ewą, która po mnie wyszła bardzo miło) zjechać z autostrady prawie pod Grójcem;

d) w wyniku strasznego zmęczenia, w Różanie przysnęłam na ułamek sekundy i wylądowałam w rowie. Jako że jestem dzieckiem szczęścia, nic mi się nie stało, a na dodatek przeżyłam ostry atak wzmożonej wiary w człowieka, albowiem zatrzymały się koło mnie od razu dwa auta, wysiedli z nich dwaj chłopcy (jeden z Dzbądza, drugi z Łasi) i dziewczyna (też z Dzbądza), dziewczyna zajęła się mną (sądząc, że bardzo jestem zdenerwowana, a ja taka byłam zmęczona, że nawet się przejąć nie potrafiłam), a chłopcy zatrzymali przejeżdżającego akurat znajomego szambiarza, który w mgnieniu oka wyciągnął Pandzię z rowu i postawił na koła. Okazało się, że prawdziwemu dziecku szczęścia nawet auto nie ulega poważnej awarii - potłukły się kołpaki i przedni reflektor oraz spadła przednia lewa opona i to by było na tyle! No trzeba ją umyć, bo umorusała się jak prosię, ale tak poza tym jest w doskonałym stanie. Podobnie jak ja, bo mam tylko maleńkiego siniaczka od pasów. Strasznie mi wstyd, że zrobiłam taką głupotę, trzeba było się przespać choć z godzinkę na poboczu. Wiem, że moje tłumaczenie - że bardzo chciałam zobaczyć zwierzaki (które nawiasem mówiąc niemal mnie nie poznały) - też jest idiotyczne. Nigdy więcej, żeby miało się walić i palić! I Wam też radzę - nigdy nie wsiadajcie za kółko, jeśli źle się czujecie (chora na grypę nie zmieściłam się we własną bramę)  lub jesteście zmęczone. Wiem, że to oczywista oczywistość, ale człowiek czasem o tym zapomina.

Posted

Dzięki za miłe powitanie! wysypiać zaczęłam się już dziś - różnica czasu dopadła mnie o 13.30. A wstałam dokładnie w chwili, kiedy zaczęła się burza. Przyszedł właśnie sąsiad z wizytą, siedzieliśmy sobie na tarasie pod dachem i oglądaliśmy spektakl, który zafundowała nam przyroda. Fajnie było! Mam nadzieję, że żywioł nie zrobił nikomu krzywdy.

Posted

Oj tak! Zdaję sobie z tego sprawę.Kiedy tak sobie pomyślę, jak to się mogło skończyć, to skóra na karku mi cierpnie. No ale wszystko dobre, co się dobrze kończy, więc teraz alleluja i do przodu, jak mawia pewien klasyk.

  • Upvote 1
Posted

Mam nadzieję, że Twoje  jestestwo (po wypadkowym powrocie)   nadal okazuje  się nieuszkodzone,  zaś autko rychło będzie naprawione.  Stukam na telefonie,  więc forma  przeważa nad treścią ;). 

Posted

Moje jestestwo fizyczne nie uległo praktycznie żadnemu uszkodzeniu, a i autku bardzo ta przygoda nie zaszkodziła. Panowie mechanicy czekają na jakieś części, mieli mnie powiadomić, ile ta naprawa będzie kosztować, niestety nikt nie zadzwonił, a ja potrzebuję samochodu na pojutrze, bo muszę jechać do Iławy na pogrzeb. Czyli nie mogę się już zastanawiać, czy zapłacę z marszu, czy skorzystam z ubezpieczenia.  Trudno, byle je naprawili.

Stadko w porządku. Szerlok z Juką szaleją, odbywają wariackie gonitwy, bawią się w przeciąganie dziobaka, przytulają się - po prostu sielanka. Dziunia energicznie protestuje przy każdej okazji, a Kajtusiowi wisi i powiewa. Czarnulki znowu zaczęły przychodzić na jedzenie, nie kryjąc się, nawet powoli nocą ładują się do łóżka.mCzyli wszystko wraca do normy.

Posted

Super wieści o zwierzaczkach.

Szerloczek nareszcie ma kumpelę do zabawy.

Gorzej z samochodem.Jak się zorientują,że Ci na czasie zależy to cena naprawy zapewne wzrośnie.

Szczęście w nieszczęściu,że Ty wyszłaś bez szwanku.

Posted

Jukowa cieczka już się dawno skończyła. Kiedy wróciłam było już po wszystkim. Teraz trzeba ustalić termin sterylizacji, jutro wybieram się do Makowa i zajrzę do pani Magdy.

Szerloczek owszem ma kumpelę, ale uczy ją samych złych rzeczy. On ostatnio dojrzał, stwierdził, że nie musi się mnie słuchać i znika w krzakach na długie minuty, nie reagując w ogóle na moje wołanie. A zakochana w nim Juka za nim! I też nie wraca, chociaż po dwóch, trzech zawołaniach jeszcze się pojawia. Szerlok już nie, wraca, kiedy uzna za stosowne. A wtedy każe się przytulać i całować! W nagrodę, że łaskawie wrócił. Poza tym te szaleństwa kosztowały Jukę gulę nad kolanem - nie wiem, czy sobie coś naciągnęła, czy to jakiś inny uraz, w każdym razie kuleje, wyraźnie jej to przeszkadza. Kolejny powód do wizyty u weterynarza. No i trzeba zaszczepić całe stado. To znaczy nie mam złudzeń co do szczepienia kotów - czarnulki nie dadzą się złapać. No i mam wątpliwości, czy szczepić Kajtusia. 17 lat - może to ryzykowne? W końcu chodzi wyłącznie na smyczy, nie styka się w ogóle z innymi psami. Co o tym sądzicie?

Posted

Niestety, złego się łatwo jest się/ kogoś nauczyć. Nauka dobrego - znacznie trudniejsza ;). Musisz chyba zdyscyplinować Szerloka (wrócić do nagradzania za powrót). Ja z takich "uciekaczy", mam Lerkę i Maxa, ale Bliss świeci przykładem, więc i hultajska dwójka, w miarę szybko wraca. Jak szybko, dostają smaka(Bliss - też), a jak wolno - na smycz. Bo jak Juka załapie, że rządzi nie Irenas, a ... Szerlok, mogą być kłopoty :D.

Z jukową gulą, to chyba trzeba się wybrać do weta z RTG - może do Ostrołęki?(dr Ślusarz ma?) Pułtuska? Legionowa? No, bo do Złotego Doktora Nutusi - daleko :(.

A Kajtusiowi, bym darowała to szczepienie. Pewnie był szczepiony w zeszłym roku, a szczepionka jako-taka działa przez 2 - 3 lata

http://opium.urpl.gov.pl/chplw/wet/RABISIN.pdf

Posted

Pewnie, że nie warto męczyć Kajtusia tym szczepieniem, ono z resztą też nie jest obojętne.

Nasz Rudzik też zapatrzony w Sonię, co ona to i on :)

Ale nasza Sonia ... źle z nią, bardzo słaba......

Posted

Przytulam,  Malagosku.  Sonia  ma u Was dobre,  szczęśliwe  życie  i niech ono trwa tak długo,  jak jest zapisane.  Praw Biologii  nie  przeskoczymy.

Też jestem  fanką  Waszej Soni- mądry Rudzik :) 

Posted

Ale ja nigdy nie musiałam Szerloka nagradzać, za to, że do mnie wraca! Zawsze to robił z pieśnią na ustach. Teraz też - jak mu się zechce. Przybiega cały zadowolony i staje w pozycji "przytulaj". I muszę przytulić, chyba że już jestem taka zeźlona, że nie mogę. Wtedy robię wykład naszpikowany "nie wolno". Na minutę skutkuje, a potem da capo al fine. Już go nawet straszę w ten sposób, że znikam, nie odzywam się, żeby się przestraszył. Na Jukę to działa, pędzi do mnie na złamanie karku. Szerlok już wie, że to udawane i przybiega jak zechce z umiarkowaną prędkością, staje w pozycji "przytulaj" (taki wymagalny się zrobił!), po czym spokojnie idzie wąchać, albo szczekać na Utę I Benię (z wzajemnością), albo zaczyna gonić Jukę i wpadają w szaleńczą gonitwę, podczas której muszę uważać na własne nogi, żeby mi nie połamały. Bardzo pilnuję, żeby nie zbliżał się do drogi na Ostrołękę, po nadnarwiańskich łąkach niech sobie lata do upadłego. Może trochę schudnie.

 

Malagosku trzymam kciuki za Sonieczkę, wiem, że gadka o dobrym życiu niewiele pomaga, gdy kochane zwierzątko odchodzi, ale jednak to ma znaczenie. Trzymaj się, kochana!

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...