konfirm31 Posted May 8, 2016 Posted May 8, 2016 No, niestety :(. Niszczyciele, też bywają. Liluchna Nutusi np, a i niektóre tymczasy. Lerka pruła pluszaki, wygryzała dziury w psich kocyki(co gorsza, co wygryzała, to zjadła). Psie posłanka, mam w pokrowcach, bo wygryzała suwaki i strach, że też zje. Na szczęście, nie gryzie dywanów, mebli i drzwi, ani butów_ tfu, tfu Quote
konfirm31 Posted May 9, 2016 Posted May 9, 2016 A piesia, wyraźnie zadowolona ze swoich dokonań :). Mamy takie same psie kanapy, tylko moja ma gąbkę w środku ;) Quote
irenas Posted May 9, 2016 Author Posted May 9, 2016 Ha, ha, ha! Ale się uśmiałam. Rzeczywiście tym się nasze psie posłanka od siebie różnią. Juce wyraźnie odpowiada takie rozkawałkowane otoczenie, bo znowu wcisnęła się między gąbkę i śpi. Quote
konfirm31 Posted May 9, 2016 Posted May 9, 2016 Jak będę w domu, to wrzucę zdjęcie Bliss na posłanku. To już drugie, bo w poprzednim, Lerka wydrapała dziury w podłodze, moszcząc się w nim do spania, wyrzucając uprzednio kocyk. No i ogólnie było przechodzowane, bo miało 3 lata. Jak pies nie wygryza ścian, podłogi, mebli, dywanów i to nałogowo, to nie jest niszczycielem :). Quote
Grażyna49 Posted May 9, 2016 Posted May 9, 2016 Przepraszam Irenko,ale uśmiałam się setnie. Tak niewinnie i rozkosznie wygląda czarnulka w tym zdewastowanym posłaniu. Moja Rasti wydrapuje dziury .Tylko jeden materacyk gąbkowy z dziecięcego łóżeczka ma u niej poważanie i tego nie drapie. W drugim pokoju posłanie reguralnie co 3 m-ce jest zmieniane.Ostatnio kładę jej po prostu kołdrę na 4 złożoną. Quote
malagos Posted May 9, 2016 Posted May 9, 2016 Ja za to miałam w sobotę bardzo przykre zajście. Poprzedniego dnia wieczorem cała ulica szczekała, wyła, piszczała, bo jak się okazało, na naszym "osiedlu" ze dwie suczki mają cieczki, zlazło się kawalerstwo, naszym psom mało pyski od szczekania nie poodpadały. I przemykała ulicą chuda wilkowata suczka, za nią dwaj kawalerowie - rudy mały lisek i nasz sąsiad Nero. Rano psów jakoś nie widziałam, zaszyłam sie w kuchni przygotowując obiad, bo zaraz miały nadjechać dzieci. Przyszła do mnie sąsiadka, i mówi, ze pod furtka do naszego b=gabinetu leży jakiś piesek, i coś mu jest, bo jeszcze pół godziny temu siedział i piszczał, teraz już leży i piszczy. Pobiegłam za nią, i patrzę: leży ten mały liskowaty na boku na skraju drogi (rzeczywiście, z metr od furtki lecznicowej), oczy już nieobecne, uchylony zapiaszczony pyszczek, ruchy łapkami maneżowe... Ewidentnie, potracił go samochód. Wróciłam do domu po telefon, po klucze do lecznicy (Tomek cały dzień od rana był w Warszawie na zjeździe izby lek.-wet), obdzwoniłąm dwóch "miejscowych" lekarzy, którzy mają gabinet w naszej wsi, ale gdzie tam! wszyscy nieobecni. Zadzwoniłam do młodziutkiego lekarza, który mieszka niedaleko nas, a pracuje w Pułtusku. Był w terenie, obiecał za godzinę przyjechać. Pobiegłam do psiaka z kocem, by go zabrać do lecznicy - niestety, już odszedł. Przyniosłam go do gabinetu, położyłam na podłodze, przeprosiłam w imieniu ludzi, którzy go skrzywdzili...Wieczorem inna babka pyta Anię, która wyszła z Kenią na spacer: "Tu leżał taki piesek, zajął się nim ktoś? Bo jego samochód przejechał, o tak, przez brzuszek" Zajął, cholera, ale baba nawet do furtki nie zadzwoniła, nie powiedziała... Choć myślę, że i tak wcześniejsze zgłoszenie by nie pomogło psu, ale moze by tak długo nie cierpiał... Quote
konfirm31 Posted May 9, 2016 Posted May 9, 2016 Współczuję Ci Malagosku dołującego przeżycia :(. Biedne te psy, gnane hormonami i głupi i bezduszni właściciele, którzy nie sterylizują suk, nie kastrują psów. Ilu nieszczęść można by uniknąć :(. Przerażająca jest ta głupota ludzka i powszechna znieczulica - cóż, pieska samochód przejechał i leży pod płotem - taki psi los.....za suką poleciał..... Irenko, zapraszam na wątek Lerki, w celu zobaczenia identycznej kanapy, jak ma Dziunia, tyle, że z gąbką w środku Quote
irenas Posted May 10, 2016 Author Posted May 10, 2016 Ja też Ci współczuję, Malagos. Taka ludzka obojętność i bezduszność rzeczywiście potrafią zdołować. A Juka? Według "mądrej inaczej" leżała w rowie trzy dni, a tak naprawdę Bóg (i ten, kto ją potrącił) wie jak długo. I babsztyl nie zdobył się na wysiłek, żeby choćby zadzwonić na policję. Dla mnie to pierwszy odruch, kiedy dzieje się coś, z czym sama sobie nie mogę poradzić. Bo w "moim" świecie ta formacja służy do pomagania (a nie do ścigania domniemanych zbrodniarzy wśród szarych obywateli, czy wlepiania mandatów). Oni powinni wiedzieć, co gdzie i jak można załatwić. Złudzenie? Mam nadzieję, że nie do końca. Quote
Grażyna49 Posted May 10, 2016 Posted May 10, 2016 Ja również bardzo Ci współczuję - Malagosku. Na ludzką bezmyślność szkoda słów. Mnie strasznie drażnią rolnicy,którzy bardzo dbają n,p, o konie a pies na krótkim łańcuchu przy budzie lub w kojcu 1x1 czy 1,5x1,5 bez miski z wodą a do jedzenia to co kurom rzucają czyli ziemniaki z ospą.Są tacy którzy potrafią zrozumieć co się do nich mówi ale są też tacy co tylko klątwami cię obrzucą. Dzisiaj byłam na kontroli u ortopedy ww stolicy.Nie było nas 8 godzin. Po powrocie zastałam jedno legowisko / to z kołdry/w drobny mak poszarpane.To w drugim pokoju nie tknięte. Quote
irenas Posted May 10, 2016 Author Posted May 10, 2016 Dawno, dawno temu jechałam z moim pierwszym psem autobusem w Warszawie. Posadziłam go sobie na kolanach, jako że był nieduży i nie chciałam, żeby go ktoś nadepnął. Na wprost mnie siedział jakiś facet. Patrzył na Rudego długo i z obrzydzeniem, po czym rzekł: "Żeby to choć podłogi froterowało!". Masz, Grażynko, wyjaśnienie, dlaczego o konia dbają, a o psa nie. Według nich pies nic nie robi, do niczego nie służy, tylko żreć mu trzeba dawać. Szkoda nawet tej śruty czy ospy. Moja akcja adopcyjna spaliła na panewce. Spotkałam dziś u wetki "mityczną" panią Asię, która zarządza Punktem przetrzymań w Makowie, i dowiedziałam się, że nie pojechała do pani pielęgniarki, bo ta coś strasznie ściemniała na temat warunków, w jakich psina miałaby żyć. Suczka podobno jest bardzo mądra i powinna mieć jak najwięcej kontaktu z ludźmi, mieszkanie samej w kojcu na pustej działce nie wchodzi w grę, tym bardziej, że nie wiadomo, co niby miałoby z nią być zimą. Mnie samą też niepokoiły te opowieści, usiłowałam uczulić pielęgniarkę, że nie można trzymać psa samego na działce, pewno dlatego ściemniała pani Asi, bo już wiedziała, że są ludzie, którzy mają inne podejście do psów. Czyli w ogólnym rozrachunku może to dobrze, że nic z tego nie wyszło. Postępowanie pani pielęgniarki z psem wpisuje się w ten sam bezduszny nurt co krótki łańcuch i kartofle z ospą - tutaj psisko odgrywa rolę alarmu, przedmiotu, któremu w zasadzie nie poświęca się wiele uwagi. Co powiedział ortopeda? Pewno żebyś na czworakach nie zbierała strzępów kołdry, co? Quote
konfirm31 Posted May 10, 2016 Posted May 10, 2016 No, niestety. Taka jest polska wieś. Polska się zaczyna tam, gdzie pies jest uwiązany pod dziurawą budą na krótkim łańcuchu i przy pustej misce. nawet - bez wody :(. To zmienia się baaardzo powoli. Ale - jednak. Pani Asia - tutejsza, a z ogromnym sercem dla zwierząt, więc może..... Suni szkoda do kojca na pustej działce na odludziu. Zbyt wiele złego doświadczyła, a na mądrą wyglądała mi od samego początku. W dodatku, jest ładna i jeszcze młoda. Może wpadnie komuś w serce? http://olx.pl/oferta/szajni-bardzo-madra-i-przepiekna-sunia-w-typie-wyzla-CID103-IDeRenP.html#7244a7c332 Jest matką "mojego" Aresa, do którego uśmiechnęło się szczęście(znalazł dom pod Rzeszowem) i babką (młodą!!) dzieci Małej, którym domy znalazła Pani Małgosia z TD dla Szczeniąt Judyta. Quote
Grażyna49 Posted May 11, 2016 Posted May 11, 2016 13 godzin temu, irenas napisał: Co powiedział ortopeda? Pewno żebyś na czworakach nie zbierała strzępów kołdry, co? Trafiłam na wyjątkowo sympatycznego lekarza.W zasadzie powinien mnie wykreślić "z leczenia" ponieważ kategorycznie odmówiłam operacji zespolenia na stałe kręgosłupa lędźwiowego.Operacja nie gwarantuje,że przestaną dokuczać potworne bóle a na dodatek może się "posypać" wyższy odcinek. Pan doktor wytłumaczył mi ,że może zaistnieć taka sytuacja,że przestanę chodzić i wtedy jedynym wyjściem będzie to zespolenie.Żebym nie musiała od nowa w kolejce oczekiwać na zabieg /kilka lat/lepiej przyjeżdżać 2x do roku , niby na leczenie , zachowując w ten sposób stałe miejsce w kolejce.Ja już miałam jedną operację kręgosłupa i w zasadzie poprawa była na rok a później zrobiło się jeszcze gorzej.Niestety na moją przypadłość nie działają blokady. Co do nieudanej adopcji ,też jestem zdania,że pani pielęgniarka kręci.Poza tym co to za pomysł zostawiać samego pieska na działce. Lata temu,kiedy jeszcze pracowałam i mieszkałam w W-wie też zostawiałam od maja do października sunię na działce,ale wymienialiśmy się z mężem i w tygodniu na zmianę na działkę jeździliśmy.Tylko,że to był wielki pies /Moskiewski Stróżujący/ , prawdziwy stróż swoich włości/hi hi hi 1500 metrów do własnej psiej działalności/. Drzwi do domku miała otwarte więc sobie wybierała miejsce dowolnie. Leda była nieszczęśliwa jak jesienią zabieraliśmy ją do domu..Na szczęście 2 lata później przeprowadziłąm się na działkę na stałe. Quote
malagos Posted May 11, 2016 Posted May 11, 2016 A ja mam wieści od Sonka - młoda pani (I kl. LO) wyprowadza go na spacer! Na wsi! "Bo tak było mówione, żeby go na spacer wyprowadzać, bo jak ta pani przyjedzie na kontrolę, to co?" - to o mnie :) Quote
konfirm31 Posted May 11, 2016 Posted May 11, 2016 Ale super. Na kontrolę, musisz pojechać, bo zrobisz zawód ;) Quote
irenas Posted May 11, 2016 Author Posted May 11, 2016 Każdego szkoda do kojca na odludziu. Wycofany pies zdziczeje do cna, a kontaktowy straci zdolność kontaktu. Quote
konfirm31 Posted May 11, 2016 Posted May 11, 2016 Masz rację, Irenasie, ale konkretnie tej suni, szczególnie żal.... Quote
irenas Posted May 11, 2016 Author Posted May 11, 2016 Przyroda obeszła hucznie imieniny św. Bonifacego, zimnego ogrodnika. A po imieninach było tak: Jak to po imieninach... Quote
malagos Posted May 11, 2016 Posted May 11, 2016 O kurcze, my 20 km dalej i tylko zagrzmiało ze dwa razy i trochę popadał deszcze! Jak Tomkowi teraz pokazał Twój filmik, to pobiegł wstawiać samochód do garażu. Quote
Mazowszanka13 Posted May 11, 2016 Posted May 11, 2016 Współczuję gradobicia. Mam nadzieję, że niczego nie połamało. Paprotka, widzę, ładnie rośnie :) Quote
konfirm31 Posted May 11, 2016 Posted May 11, 2016 Nieźle- znaczy fatalnie. A to jeszcze przed Ogrodnikami. Pankracy , Serwacy i Bonifacy _od jutra. Potem piętnasty i zimna Zośka. U nas na działce, była solidna burza, ale na szczęście bez gadu. Quote
malagos Posted May 12, 2016 Posted May 12, 2016 Rozmawiam z różnymi ludźmi w pracy, co fajniejszym proponuję Rudzika. Ten ma już dwa psy, ten nie chce drugiego, bo poprzednie się zagryzły, ten już zamówił szczeniaczka u pani A.- sunia jej się oszczeniła, to maleńkie pieski, a on ma małe dzieci (taka logika, ratlerek dla 2-letniego dziecka!) - ręce opadają. Ta pani A. fajna babka, sołtyska, rezolutna, a rozmnaża te psy na potęgę. Na fb widzę szczeniaki po wilkowatej suczce "co się przybłąkała i oszczeniła, 7 szczeniąt szuka domu", i te małe ratlerkowate, i pewnie kilka innych, bo ona kocha pekińczyki i ma ich kilka. Quote
irenas Posted May 12, 2016 Author Posted May 12, 2016 Ja bardzo przepraszam, ale czy mi się wydaje, czy są na to jakieś przepisy dotyczące rozmnażania psów. Czy przypadkiem nie jest to dozwolone tylko w zarejestrowanych hodowlach? Coś mi się takiego po głowie kołacze. Może trzeba by z panią sołtys na ten temat porozmawiać w tym duchu, postraszyć w razie konieczności, w końcu nie jest prywatną osobą tylko urzędnikiem państwowym, a od takiego więcej się wymaga. Tak na zdrowy rozum, nie? Tylko mi nie mówcie, że teoria to jedno, a praktyka drugie. Jak nie zaczniemy praktyki wprowadzać w życie, nigdy się z tego zaklętego kręgu nie wydostaniemy. No tak. Ja też powinnam porozmawiać o tym z panią nauczycielką... Na swoją obronę mam to, że rozmawiałam z jej mężem. Z marnym skutkiem, o czym Wam już chyba donosiłam. Wracając do wczorajszego gradobicia, zniszczyło wszystkie kwiaty na jabłonce. Nie wiem, czy już były zapylone i czy w związku z tym w ogóle będą jabłka. Kwiatów było sporo. Poza tym ziemia jest pokryta młodymi listkami dębu (co zresztą widać na zdjęciu) i kwiatami bzu, a inne rośliny są stłamszone. Ale jak znam przyrodę, za dzień, dwa nie będzie śladu zniszczeń. Co do imienin Bonifacego - szczęśliwi czasu nie liczą... Quote
konfirm31 Posted May 12, 2016 Posted May 12, 2016 Sołtysce nie przystoi być bezmyślną rozmnażaczką. I wątpię, czy ani grosza za te szczeniaki nie bierze :(. Niestety, nie bardzo wiadomo, co z tym zrobić, bo do sołtysa zgłosić, nie da rady. Masz rację Irenasie, ale prawo nie zakazuje rozmnażania, tylko sprzedawania psów z niezazarejestrowanej hodowli. Rozmnażać i rozdawać za darmo - można Quote
konfirm31 Posted May 12, 2016 Posted May 12, 2016 Malagosku, może daj Pani Sołtys plakat 'nie rozmnażaj' do powieszenia w gminie. Może zrozumie aluzję? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.