Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

No,  niestety :(. Niszczyciele,  też bywają. Liluchna  Nutusi np,  a i niektóre tymczasy.  Lerka pruła  pluszaki,  wygryzała  dziury w psich kocyki(co gorsza,  co wygryzała,  to  zjadła). Psie posłanka,  mam w pokrowcach,  bo wygryzała suwaki  i strach,  że  też  zje. Na szczęście,  nie gryzie dywanów,  mebli i drzwi,  ani butów_ tfu, tfu 

Posted

Ha, ha, ha! Ale się uśmiałam. Rzeczywiście tym się nasze psie posłanka od siebie różnią. Juce wyraźnie odpowiada takie rozkawałkowane otoczenie, bo znowu wcisnęła się między gąbkę i śpi.

Posted

Jak będę w domu,  to wrzucę zdjęcie Bliss  na posłanku.  To już  drugie,  bo w poprzednim,   Lerka wydrapała  dziury w podłodze, moszcząc się w nim do spania,  wyrzucając uprzednio kocyk. No i ogólnie było  przechodzowane, bo miało 3 lata.   Jak pies nie wygryza ścian, podłogi,  mebli,  dywanów i to nałogowo,  to nie jest niszczycielem :). 

Posted

Przepraszam Irenko,ale uśmiałam się setnie.

Tak niewinnie i rozkosznie wygląda czarnulka w tym zdewastowanym posłaniu.

Moja Rasti wydrapuje dziury .Tylko jeden materacyk gąbkowy z dziecięcego łóżeczka ma u niej poważanie i tego nie drapie.

W drugim pokoju posłanie reguralnie co 3 m-ce jest zmieniane.Ostatnio kładę jej po prostu kołdrę na 4 złożoną.

 

Posted

Ja za to miałam w sobotę bardzo przykre zajście.

Poprzedniego dnia wieczorem cała ulica szczekała, wyła, piszczała, bo jak się okazało, na naszym "osiedlu" ze dwie suczki mają cieczki, zlazło się kawalerstwo, naszym psom mało pyski od szczekania nie poodpadały. I przemykała ulicą chuda wilkowata suczka, za nią dwaj kawalerowie - rudy mały lisek i nasz sąsiad Nero. Rano psów jakoś nie widziałam, zaszyłam sie w kuchni przygotowując obiad, bo zaraz miały nadjechać dzieci. Przyszła do mnie sąsiadka, i mówi, ze pod furtka do naszego b=gabinetu leży jakiś piesek, i coś mu jest, bo jeszcze pół godziny temu siedział i piszczał, teraz już leży i piszczy. Pobiegłam za nią, i patrzę: leży ten mały liskowaty na boku na skraju drogi (rzeczywiście, z metr od furtki lecznicowej), oczy już nieobecne, uchylony zapiaszczony pyszczek, ruchy łapkami maneżowe... Ewidentnie, potracił go samochód. Wróciłam do domu po telefon, po klucze do lecznicy (Tomek cały dzień od rana był w Warszawie na zjeździe izby lek.-wet), obdzwoniłąm dwóch "miejscowych" lekarzy, którzy mają gabinet w naszej wsi, ale gdzie tam! wszyscy nieobecni. Zadzwoniłam do młodziutkiego lekarza, który mieszka niedaleko nas, a pracuje w Pułtusku. Był w terenie, obiecał za godzinę przyjechać. Pobiegłam do psiaka z kocem, by go zabrać do lecznicy - niestety, już odszedł. Przyniosłam go do gabinetu, położyłam na podłodze, przeprosiłam w imieniu ludzi, którzy go skrzywdzili...Wieczorem inna babka pyta Anię, która wyszła  z Kenią na spacer:  "Tu leżał taki  piesek, zajął się nim ktoś? Bo jego samochód przejechał, o tak, przez brzuszek" Zajął, cholera, ale baba nawet do furtki nie zadzwoniła, nie powiedziała... Choć myślę, że i tak wcześniejsze zgłoszenie by nie pomogło psu, ale moze by tak długo nie cierpiał...

Posted

Współczuję Ci Malagosku dołującego przeżycia :(. Biedne te psy, gnane hormonami i głupi i bezduszni właściciele, którzy nie sterylizują suk, nie kastrują psów. Ilu nieszczęść można by uniknąć :(. Przerażająca jest ta głupota ludzka i powszechna znieczulica - cóż, pieska samochód przejechał i leży pod płotem - taki psi los.....za suką poleciał.....

 

Irenko, zapraszam na wątek Lerki, w celu zobaczenia identycznej kanapy, jak ma Dziunia, tyle, że z gąbką w środku

 

Posted

Ja też Ci współczuję, Malagos. Taka ludzka obojętność i bezduszność rzeczywiście potrafią zdołować. A Juka? Według "mądrej inaczej" leżała w rowie trzy dni, a tak naprawdę Bóg (i ten, kto ją potrącił) wie jak długo. I babsztyl nie zdobył się na wysiłek, żeby choćby zadzwonić na policję. Dla mnie to pierwszy odruch, kiedy dzieje się coś, z czym sama sobie nie mogę poradzić. Bo w "moim" świecie ta formacja służy do pomagania (a nie do ścigania domniemanych zbrodniarzy wśród szarych obywateli, czy wlepiania mandatów). Oni powinni wiedzieć, co gdzie i jak można załatwić. Złudzenie? Mam nadzieję, że nie do końca.

Posted

Ja również bardzo Ci współczuję - Malagosku.

Na ludzką bezmyślność szkoda słów.

Mnie strasznie drażnią rolnicy,którzy bardzo dbają n,p, o konie a pies na krótkim łańcuchu przy budzie lub w kojcu 1x1 czy 1,5x1,5 bez miski z wodą a do jedzenia to co kurom rzucają czyli ziemniaki z ospą.Są tacy którzy potrafią zrozumieć co się do nich mówi ale są też tacy co tylko klątwami cię obrzucą.

Dzisiaj byłam na kontroli u ortopedy ww stolicy.Nie było nas 8 godzin.

Po powrocie zastałam jedno legowisko / to z kołdry/w drobny mak poszarpane.To w drugim pokoju nie tknięte.

Posted

Dawno, dawno temu jechałam z moim pierwszym psem autobusem w Warszawie. Posadziłam go sobie na kolanach, jako że był nieduży i nie chciałam, żeby go ktoś nadepnął. Na wprost mnie siedział jakiś facet. Patrzył na Rudego długo i z obrzydzeniem, po czym rzekł: "Żeby to choć podłogi froterowało!". Masz, Grażynko, wyjaśnienie, dlaczego o konia dbają, a o psa nie. Według nich pies nic nie robi, do niczego nie służy, tylko żreć mu trzeba dawać. Szkoda nawet tej śruty czy ospy.

Moja akcja adopcyjna spaliła na panewce. Spotkałam dziś u wetki "mityczną" panią Asię, która zarządza Punktem przetrzymań w Makowie, i dowiedziałam się, że nie pojechała do pani pielęgniarki, bo ta coś strasznie ściemniała na temat warunków, w jakich psina miałaby żyć. Suczka podobno jest bardzo mądra i powinna mieć jak najwięcej kontaktu z ludźmi, mieszkanie samej w kojcu na pustej działce nie wchodzi w grę, tym bardziej, że nie wiadomo, co niby miałoby z nią być zimą. Mnie samą też niepokoiły te opowieści, usiłowałam uczulić pielęgniarkę, że nie można trzymać psa samego na działce, pewno dlatego ściemniała pani Asi, bo już wiedziała, że są ludzie, którzy mają inne podejście do psów. Czyli w ogólnym rozrachunku może to dobrze, że nic z tego nie wyszło. Postępowanie pani pielęgniarki z psem wpisuje się w ten sam bezduszny nurt co krótki łańcuch i kartofle z ospą - tutaj psisko odgrywa rolę alarmu, przedmiotu, któremu w zasadzie nie poświęca się wiele uwagi.

 

Co powiedział ortopeda? Pewno żebyś na czworakach nie zbierała strzępów kołdry, co?

Posted

No, niestety. Taka jest polska wieś. Polska się zaczyna tam, gdzie pies jest uwiązany pod dziurawą budą na krótkim łańcuchu i przy pustej misce. nawet  - bez wody :(. To zmienia się baaardzo powoli. Ale - jednak. Pani Asia - tutejsza, a  z ogromnym sercem dla zwierząt, więc może.....

Suni szkoda do kojca na pustej działce na odludziu. Zbyt wiele złego doświadczyła, a na mądrą wyglądała mi od samego początku. W dodatku, jest ładna i jeszcze młoda. Może wpadnie komuś w serce?

http://olx.pl/oferta/szajni-bardzo-madra-i-przepiekna-sunia-w-typie-wyzla-CID103-IDeRenP.html#7244a7c332

Jest matką "mojego" Aresa, do którego uśmiechnęło się szczęście(znalazł dom pod Rzeszowem) i babką (młodą!!) dzieci Małej, którym domy znalazła Pani Małgosia z TD dla Szczeniąt Judyta.

Posted
13 godzin temu, irenas napisał:

Co powiedział ortopeda? Pewno żebyś na czworakach nie zbierała strzępów kołdry, co?

Trafiłam na wyjątkowo sympatycznego lekarza.W zasadzie powinien mnie wykreślić "z leczenia" ponieważ kategorycznie odmówiłam operacji zespolenia na stałe kręgosłupa lędźwiowego.Operacja nie gwarantuje,że przestaną dokuczać potworne bóle a na dodatek może się "posypać" wyższy odcinek.

Pan doktor wytłumaczył mi ,że może zaistnieć taka sytuacja,że przestanę chodzić i wtedy jedynym wyjściem będzie to zespolenie.Żebym nie musiała od nowa w kolejce oczekiwać na zabieg /kilka lat/lepiej przyjeżdżać  2x do roku , niby na leczenie , zachowując w ten sposób stałe miejsce w kolejce.Ja już miałam jedną operację kręgosłupa i w zasadzie poprawa była na rok a później zrobiło się jeszcze gorzej.Niestety na moją przypadłość nie działają blokady.

 

Co do nieudanej adopcji ,też jestem zdania,że pani pielęgniarka kręci.Poza tym co to za pomysł zostawiać samego pieska na działce.

Lata temu,kiedy jeszcze pracowałam i mieszkałam w W-wie też zostawiałam od maja do października sunię na działce,ale wymienialiśmy się z mężem i w tygodniu na zmianę na działkę jeździliśmy.Tylko,że to był wielki pies /Moskiewski Stróżujący/ , prawdziwy stróż swoich włości/hi hi hi 1500 metrów do własnej psiej działalności/.

Drzwi do domku miała otwarte więc sobie wybierała miejsce dowolnie.

Leda była nieszczęśliwa jak jesienią zabieraliśmy ją do domu..Na szczęście 2 lata później przeprowadziłąm się na działkę na stałe.

 

Posted

A ja mam wieści od Sonka - młoda pani (I kl. LO) wyprowadza go na spacer! Na wsi!

"Bo tak było mówione, żeby go na spacer wyprowadzać, bo jak ta pani przyjedzie na kontrolę, to co?" - to o mnie :)

Posted

Każdego szkoda do kojca na odludziu. Wycofany pies zdziczeje do cna, a kontaktowy straci zdolność kontaktu. 

Posted

Przyroda obeszła hucznie imieniny św. Bonifacego, zimnego ogrodnika.

 

A po imieninach było tak:

 

20160511_172027.jpg

Jak to po imieninach...

Posted

O kurcze, my 20 km dalej i tylko zagrzmiało ze dwa razy i trochę popadał deszcze! Jak Tomkowi teraz pokazał Twój filmik, to pobiegł wstawiać samochód do garażu.

Posted

Nieźle- znaczy fatalnie.  A to jeszcze przed  Ogrodnikami.

 Pankracy ,  Serwacy i Bonifacy _od  jutra.  Potem  piętnasty  i zimna Zośka.  U nas na działce,  była solidna burza,  ale na szczęście bez gadu. 

Posted

Rozmawiam z różnymi ludźmi w pracy, co fajniejszym proponuję Rudzika. Ten ma już dwa psy, ten nie chce drugiego, bo poprzednie się zagryzły, ten już zamówił szczeniaczka u pani A.- sunia jej się oszczeniła, to maleńkie pieski, a on ma małe dzieci (taka logika, ratlerek dla 2-letniego dziecka!) - ręce opadają.

Ta pani A.  fajna babka, sołtyska, rezolutna, a rozmnaża te psy na potęgę. Na fb widzę szczeniaki po wilkowatej suczce "co się przybłąkała i oszczeniła, 7 szczeniąt szuka domu", i te małe ratlerkowate, i pewnie kilka innych, bo ona kocha pekińczyki i ma ich kilka.

Posted

Ja bardzo przepraszam, ale czy mi się wydaje, czy są na to jakieś przepisy dotyczące rozmnażania psów. Czy przypadkiem nie jest to dozwolone tylko w zarejestrowanych hodowlach? Coś mi się takiego po głowie kołacze. Może trzeba by z panią sołtys na ten temat porozmawiać w tym duchu, postraszyć w razie konieczności, w końcu nie jest prywatną osobą tylko urzędnikiem państwowym, a od takiego więcej się wymaga. Tak na zdrowy rozum, nie? Tylko mi nie mówcie, że teoria to jedno, a praktyka drugie. Jak nie zaczniemy praktyki wprowadzać w życie, nigdy się z tego zaklętego kręgu nie wydostaniemy. No tak. Ja też powinnam porozmawiać o tym z panią nauczycielką... Na swoją obronę mam to, że rozmawiałam z jej mężem. Z marnym skutkiem, o czym Wam już chyba donosiłam.

 

Wracając do wczorajszego gradobicia, zniszczyło wszystkie kwiaty na jabłonce. Nie wiem, czy już były zapylone i czy w związku z tym w ogóle będą jabłka. Kwiatów było sporo. Poza tym ziemia jest pokryta młodymi listkami dębu (co zresztą widać na zdjęciu) i kwiatami bzu, a inne rośliny są stłamszone. Ale jak znam przyrodę, za dzień, dwa nie będzie śladu zniszczeń. 

 

Co do imienin Bonifacego - szczęśliwi czasu nie liczą...

Posted

Sołtysce nie przystoi być  bezmyślną rozmnażaczką.  I wątpię,  czy ani grosza za te szczeniaki nie bierze  :(.  Niestety,  nie bardzo  wiadomo,  co z tym zrobić,  bo do sołtysa zgłosić,  nie da  rady.  

Masz rację  Irenasie,  ale prawo nie zakazuje rozmnażania,  tylko sprzedawania psów z niezazarejestrowanej hodowli.  Rozmnażać i rozdawać  za darmo  - można

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...