agat21 Posted April 16, 2016 Posted April 16, 2016 Kochane, bardzo bardzo żałuję, ale nie dam rady jutro przyjechać na spotkanie :( Tak mi przykro, ale inne sprawy trzymają mnie jutro w miejscu. Życzę Wam wspaniałego spotkania przy pięknej pogodzie i raz jeszcze dziękuję za zaproszenie. Może następnym razem się uda :) Wielkie uściski dla Was wszystkich! Quote
konfirm31 Posted April 17, 2016 Posted April 17, 2016 Szkoda, Agat, że Cię nie było :( Irenasie, dziękujemy wspólnie z TZtem za miłe spotkanie, któremu nawet deszcz nie odebrał wiosennego uroku :). Quote
malagos Posted April 17, 2016 Posted April 17, 2016 I my dziękujemy - było bardzo przyjemnie, i tak ... serdecznie :) Zapraszamy tym razem do nas 1 maja - Agat, może będziesz mogła?... Quote
Mazowszanka13 Posted April 18, 2016 Posted April 18, 2016 I my dziękujemy za przemiłe spotkanie :) Quote
irenas Posted April 19, 2016 Author Posted April 19, 2016 Kochani! Jesteście absolutnie super. Bardzo, bardzo miło mi było Was widzieć. Mam nadzieję, że latem powtórzymy spotkanie i spacer nad Narwią. Nadal pykam po literce na klawiaturze ekranowej, co jest upiorne. Niby wszystko jest w porządku, a klawiatura nadal nie działa. Quote
Grażyna49 Posted April 19, 2016 Posted April 19, 2016 a ja zaglądam i zaglądam,myślałam,że jakieś fotki będą,że opowiecie jakieś przygody........ Quote
konfirm31 Posted April 19, 2016 Posted April 19, 2016 43 minut temu, irenas napisał: Kochani! Jesteście absolutnie super. Bardzo, bardzo miło mi było Was widzieć. Mam nadzieję, że latem powtórzymy spotkanie i spacer nad Narwią. Nadal pykam po literce na klawiaturze ekranowej, co jest upiorne. Niby wszystko jest w porządku, a klawiatura nadal nie działa. A jak się pyka nie po literce na komputerze? Chyba, że piszesz "na telefonie", ale to inna sprawa ;) 12 minut temu, Grażyna49 napisał: a ja zaglądam i zaglądam,myślałam,że jakieś fotki będą,że opowiecie jakieś przygody........ Fotek nie było, bo na spacerze padało. Przygód (czemu te mi się zawsze kojarzą z "ratowaniem psów" ;) ) - też nie było. Tylko znajoma Irenasa, opowiadała bardzo ciekawe historie o nietoperzach, które zamieszkały u niej w domku na działce :) Quote
Grażyna49 Posted April 20, 2016 Posted April 20, 2016 O 19.04.2016o10:03, konfirm31 napisał: Fotek nie było, bo na spacerze padało. Przygód (czemu te mi się zawsze kojarzą z "ratowaniem psów" ;) ) - też nie było. Tylko znajoma Irenasa, opowiadała bardzo ciekawe historie o nietoperzach, które zamieszkały u niej w domku na działce :) U mnie na działce było bardzo dużo nietoperków/tak moja wnusia mówi/. Niestety kilka lat temu wycięli dużo starych w drzew w okolicznym lesie i jest ich dużo mniej. Monika zakochana w nietoperkach ma zamiar na działce specjalne domki dla nich powiesić. Quote
konfirm31 Posted April 20, 2016 Posted April 20, 2016 Grażynko, co innego pojedyncze nietoperki(łapią komary, muszki i jest super), a co innego kolonia rozrodcza kilkuset!!! nietoperzy pod własnym dachem. Nietoperze są sinantropijne i gnieżdżą się w bliskim sąsiedztwie człowieka. Są to ssaki pod ścisłą ochroną i należy czekać, aż wyprowadza młode, mieć nadzieję, że należą do gatunku odlatującego na zimę, lub zimującego w piwnicach, bunkrach(pieczar u nas deficyt ;)) i że nie zamieszkały w domu użytkowanym całoroczne, bo wtedy mogą tam również zimować i będzie pat. Temat jest całkiem na serio i po powrocie do domu, z zainteresowaniem, poczytałam o nim w necie http://forum.przyroda.org/topics1/jak-wyeksmitowc-nietoperze-z-domu-vt2235,90.htm http://www.salamandra.org.pl/nietoperzechce.html Dobrze, że w moim działkowym dachowcu, chyba nie chcą zamieszkać i niech nadal tak będzie :) Quote
Grażyna49 Posted April 21, 2016 Posted April 21, 2016 19 godzin temu, konfirm31 napisał: Grażynko, co innego pojedyncze nietoperki(łapią komary, muszki i jest super), a co innego kolonia rozrodcza kilkuset!!! nietoperzy pod własnym dachem. Nietoperze są sinantropijne i gnieżdżą się w bliskim sąsiedztwie człowieka. Są to ssaki pod ścisłą ochroną Tak,wiem.Monika robi magisterkę na SGGW.Ona kocha wszystko co żyje/od 15 lat jest weganką/ ale na punkcie nietoperków oszalała. Późną jesienią i wczesną wiosną jeździli na liczenie stad/kolonii.Oj , mam ja z nią problem..... Quote
konfirm31 Posted April 21, 2016 Posted April 21, 2016 Czyli będziesz mieć własnego chiropterologa :) Quote
malagos Posted April 21, 2016 Posted April 21, 2016 Z przyjemnością poczytałam o nietoperzach na forum :) Quote
agat21 Posted April 21, 2016 Posted April 21, 2016 Bardzo żałuję, że nie mogłam przyjechać. Pasjami przepadam za spacerami nad rzeką i za nietoperzami :) Obiecuję, że jeśli nie wyjadę gdzieś dalej na łykend majowy, to stawię się na pewno na kolejne spotkanie - takich kobiet, jak Wy, jak najwięcej i jak najczęściej spotykać się chce :) Quote
Aldrumka Posted April 21, 2016 Posted April 21, 2016 agat21 gdybyś jechała z Wa-wy to daj znać, może mnie przygarniesz :) Quote
malagos Posted April 22, 2016 Posted April 22, 2016 9 godzin temu, Aldrumka napisał: agat21 gdybyś jechała z Wa-wy to daj znać, może mnie przygarniesz :) O, dobry pomysł, w kupie raźniej, a u nas ogród i dom duży - czekamy na Was! Quote
Grażyna49 Posted April 22, 2016 Posted April 22, 2016 O 21.04.2016o11:25, konfirm31 napisał: Czyli będziesz mieć własnego chiropterologa :) No nie tylko ,bo w zasadzie dba o wszystkie zwierzęta ogólnie rozumiane. Jesienią układa deseczki i patyczki w wieżyczki jako schronienie dla różnych owadów. Na działce nigdy nie stosowaliśmy chemii ,ale teraz jesteśmy jeszcze bardziej kontrolowani. Dlatego śliweczki częściej idą jako witaminki dla kurek bo są z nadzieniem..... Quote
malagos Posted April 23, 2016 Posted April 23, 2016 Irenka ma tymczasowiczkę! Sunia potracona prze samochód 4 dni leżała w rowie przy szosie Warszawa - Ostrołęka... Całe szczęscie, ze zauważyła ją kobieta jadąca na rowerze, bo z auta nie widać dna tego rowu. Irenka pojechała po suczkę, zatrzymała samochód (z jadącymi do pracy robotnikami), by ktoś pomógł włożyć psa do samochodu, bo to dość spore zwierzę. I do Makowa do wetki. Suczka bardzo odwodniona, zagłodzona, zakleszczona, ale bez babeszjozy. Ma uraz kolana i prawdopodobnie miednicy. Jutro Irena pojedzie do Ostrołęki na rentgen. Na razie wydatki 105 zł plus paliwo........ Quote
konfirm31 Posted April 23, 2016 Posted April 23, 2016 Biedna sunieczka :(. A skąd wiadomo, że leżała 4 dni w rowie - ludzie widzieli i....nic? Brawo, Irenko :). Quote
malagos Posted April 23, 2016 Posted April 23, 2016 Ta kobieta od roweru widziała ją codziennie, ale dopiero dziś rano powiedziała o tym Irenie. Tak się jakoś zgadało o psach, i ona o tej suni powiedziała...Nawet miała gdzieś to zgłosić, ale nie widziała, gdzie ... Irena ma założyć suni wątek i będzie trzeba trochę grosza zebrać. Quote
konfirm31 Posted April 24, 2016 Posted April 24, 2016 10 godzin temu, malagos napisał: Ta kobieta od roweru widziała ją codziennie, ale dopiero dziś rano powiedziała o tym Irenie. Tak się jakoś zgadało o psach, i ona o tej suni powiedziała...Nawet miała gdzieś to zgłosić, ale nie widziała, gdzie ... Irena ma założyć suni wątek i będzie trzeba trochę grosza zebrać. Cud boski, że sunia dożyła. Oczywiście, będziemy pomagać Irence na wszelkie sposoby. A jeśli "kobieta wiedziała", to może od gminy, na terenie której doszło do wypadku drogowego, uda się jakieś pieniądze wycisnąć? przecież to "ich" pies i są zobowiązani ustawa do udzielenia pomocy. Quote
Grażyna49 Posted April 24, 2016 Posted April 24, 2016 Włosy mi dęba stanęły. Cztery dni patrzyła jak ranny pies leży w rowie....... Całe szczęście,że podzieliła się tą wiadomością z Irenką. Ja ostatnio jechałam z mężem na targ w Radzyminie.Na środku skrzyżowania,przy cmentarzu widzę leży kolorowy kocyk a pod nim pies. Takiego krzyku narobiłam i za rękę męża złapałam,że prawie na cmentarnym ogrodzeniu wylądowaliśmy. Mąż wyskoczył z samochodu zanim ja się wygramoliłam,podbiegł,podniósł kocyk a tam.....nic nie było. Na szczęście nie było psiaka którego ja w wyobraźni zobaczyłam. Quote
irenas Posted April 24, 2016 Author Posted April 24, 2016 Mój internet już na chodzie, klawiatura też, przed godziną wróciłam z Ostrołęki, mogę więc Wam wszystko opowiedzieć. Sunia - nazwałam ją Juka - wg. wetki z Ostrołęki ma około roku (tak po pierwszej cieczce). Ogólnie jest całkiem zdrowa (wetka w Makowie zrobiła badanie krwi nawet na babeszję), natomiast jeśli chodzi o urazy: złamana kość łonowa, przesunięty w górę staw biodrowy. Uraz ma jakieś dwa tygodnie. Czyli, że to biedactwo albo się czołgało takie połamane (ma dziwnie starte pazury), albo leżało w tym rowie znacznie dłużej, niż twierdzi ta pani. Można tak też sądzić po stopniu odwodnienia. Rzeczywiście cud, że w ogóle przeżyła. Uraz kolana to dawno temu złamana i źle zrośnięta kość udowa. Wnioski: będzie kulała na tę nogę, tak jak kuleje, a operacja miednicy jest bardzo kosztowna i nie gwarantuje sukcesu, czyli czekamy aż się zrośnie. Nie wolno jej zajść w ciążę, bo nie urodzi. Miednica zrobiła się bardzo wąska. Ale przecież i tak nikt nie chciałby, żeby rodziła. Tak nawiasem mówiąc mam obserwować, czy przypadkiem nie jest w ciąży, bo trzeba będzie szybko przeprowadzić sterylizację aborcyjną (zamkną mnie w kiciu za to? Eee tam, psie życie to nie życie, nawet poczęte). Juka jest absolutnie cudowna: pozwoliła sobie robić wszystko bez jednego warknięcia protestu. A przecież zarówno wczoraj jak i dzisiaj została zbadana bardzo dokładnie, co oznaczało także wyginanie kulawej nogi, przeginanie suni w pasie itp. czyli musiało ją boleć. Za to znowu ma zamiar spędzić noc w samochodzie. Niech jej będzie. Dziś rano wygramoliła się z niego, czyli musi "odsiedzieć" stres. Moja gadzina przyjęła ją nad wyraz spokojnie, nawet koty nie wpadły w panikę. Po prostu obeszły ją dużym łukiem, natomiast ona nie spuszczała z nich zainteresowanego oka. Zobaczymy, jak będzie kiedy wydobrzeje. Wczoraj w ogóle nie podnosiła się na nogi, ale dziś, widząc, że idziemy na spacer, wstała. Tyle, że tylne nogi się jej "złożyły", położyła się więc z żalem z powrotem. Jednak do lecznicy dokuśtykała o własnych siłach. Będziemy jeszcze chodzić razem na spacery. Moja sąsiadka, pani Wiesia, popłakała się, kiedy jej opowiedziałam historię Juki i kiedy ją zobaczyła. Są jeszcze wrażliwi ludzie na świecie. Bardzo Wam dziękuję za chęć pomocy. Obawiam się, że takiego "połamańca" nikt nie zechce, chociaż suczka jest bardzo urodziwa. I ma żółte oczy, co sprawia, że jej wzrok robi wrażenie ostrego jak żyleta. Na razie niech będzie u mnie, niech się zrasta i wyzbywa stresu, a potem zobaczymy. Szerlokowi przydałoby się młode towarzystwo... Siedemnastoletni Kajtuś nie będzie żył wiecznie, a i Dziunia ma już ponad 14 lat. Jestem wariatka? Z innej beczki - Konfirmie nie zapominaj, że ja jestem biurwa, czyli pisanie na klawiaturze mam niemal w naturze (ale rym cym cym!), dlatego pykanie po jednej literce tak mnie denerwuje. A oto jedyne jak na razie zdjęcie Juki: Quote
konfirm31 Posted April 24, 2016 Posted April 24, 2016 Irenko, jesteś WIELKA :). Juka ma ogromnego farta, że na Ciebie trafiła. Faktycznie, jest dość spora - taka jak Szerlok? Pani Wiesia(rozumiem, że to nie ta od roweru), zasługuje w pełni na miano Człowieka :). Mam nadzieję, że Juka nie zaciążyła i czeka ją dopiero za jakiś czas, jak wyzdrowieje zwykłe ubezpłciowienie, a nie - aborcja. Nawet w takiej pozycji, widać, jaka z niej chudzina - żeberka sterczą :(. Ładna ta Twoja panienka :). Quote
Aldrumka Posted April 24, 2016 Posted April 24, 2016 Uraz ma 2 tygodnie !! to biedula słodki pyszczek a łapka wielka Quote
irenas Posted April 24, 2016 Author Posted April 24, 2016 No właśnie! Jak ją zobaczyłam, te wielkie łapska, słodki pyszczek, to pomyślałam - szczeniak. Ale wetka w Makowie zauważyła jakiś osad na bielutkich ząbkach i stwierdziła, że jednak nie. Oceniła ją na 3 lata. Tyle, że też uważała, że pyszczydło ma szczeniaka. A w Ostrołęce powiedziano mi, że jako że: a) nie rodziła (co pewno u wiejskich suczek zdarza się zaraz po pierwszej cieczce), b) takie złamania kości udowych nad kolanem zdarzają się głównie bardzo młodym psom, c) ma szczenięcy pyszczek i d) te wielkie łapy to nie może mieć więcej niż 10 - 12 miesięcy! W zasadzie to wszystko jedno. Pewne jest, że jest młoda, a nie stara. Co dobrze rokuje jak o zrastanie się złamań chodzi. A Juka ma szczęście przede wszystkim, że ta pani jechała tamtędy na rowerze, a nie autem, bo w ogóle by jej nie zauważyła. Pani jest trochę "myśląca inaczej", czyli nie do końca rozgarnięta, dobrze jednak, że sobie o suni przypomniała i mi opowiedziała. Chciała nawet ze mną jechać, żeby mi pokazać, gdzie to dokładnie jest, ale tak precyzyjnie opisała to miejsce, że wcale nie była potrzebna. PS Jak przypuszczałam siedzimy w samochodzie. Tam widać najbezpieczniej. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.