Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Kochane, bardzo bardzo żałuję, ale nie dam rady jutro przyjechać na spotkanie :( Tak mi przykro, ale inne sprawy trzymają mnie jutro w miejscu. Życzę Wam wspaniałego spotkania przy pięknej pogodzie i raz jeszcze dziękuję za zaproszenie. Może następnym razem się uda :) Wielkie uściski dla Was wszystkich!

Posted

Kochani! Jesteście  absolutnie super. Bardzo, bardzo miło mi było Was widzieć. Mam nadzieję, że latem powtórzymy spotkanie i spacer nad Narwią.

Nadal pykam po literce na klawiaturze ekranowej, co jest upiorne. Niby wszystko jest w porządku, a klawiatura nadal nie działa.

Posted
43 minut temu, irenas napisał:

Kochani! Jesteście  absolutnie super. Bardzo, bardzo miło mi było Was widzieć. Mam nadzieję, że latem powtórzymy spotkanie i spacer nad Narwią.

Nadal pykam po literce na klawiaturze ekranowej, co jest upiorne. Niby wszystko jest w porządku, a klawiatura nadal nie działa.

A jak się pyka nie po literce na komputerze? Chyba, że piszesz "na telefonie", ale to inna sprawa ;)

12 minut temu, Grażyna49 napisał:

beksa_V6_orig.gif a ja zaglądam i zaglądam,myślałam,że jakieś fotki będą,że opowiecie jakieś przygody........

 

Fotek nie było, bo na spacerze padało. Przygód (czemu te mi się zawsze kojarzą z "ratowaniem psów" ;) ) - też nie było. Tylko znajoma Irenasa, opowiadała bardzo ciekawe historie o nietoperzach, które zamieszkały u niej w domku na działce :)

Posted
O 19.04.2016o10:03, konfirm31 napisał:

 

Fotek nie było, bo na spacerze padało. Przygód (czemu te mi się zawsze kojarzą z "ratowaniem psów" ;) ) - też nie było. Tylko znajoma Irenasa, opowiadała bardzo ciekawe historie o nietoperzach, które zamieszkały u niej w domku na działce :)

U mnie na działce było bardzo dużo nietoperków/tak moja wnusia mówi/.

Niestety  kilka lat temu wycięli dużo starych w drzew w okolicznym lesie  i jest ich dużo mniej.

Monika zakochana w nietoperkach  ma zamiar na działce specjalne domki dla nich powiesić.

 

Posted

Grażynko, co innego pojedyncze nietoperki(łapią komary, muszki i jest super), a co innego kolonia rozrodcza kilkuset!!! nietoperzy pod własnym dachem. Nietoperze są sinantropijne i gnieżdżą się w bliskim sąsiedztwie człowieka. Są to ssaki pod ścisłą ochroną i należy czekać, aż wyprowadza młode, mieć nadzieję, że należą do gatunku odlatującego na zimę, lub zimującego w piwnicach, bunkrach(pieczar u nas deficyt ;)) i że nie zamieszkały w domu użytkowanym całoroczne, bo wtedy mogą tam również zimować i będzie pat.

 Temat jest całkiem na serio i po powrocie do domu, z zainteresowaniem, poczytałam o nim w necie

http://forum.przyroda.org/topics1/jak-wyeksmitowc-nietoperze-z-domu-vt2235,90.htm

http://www.salamandra.org.pl/nietoperzechce.html

Dobrze, że w moim działkowym dachowcu, chyba nie chcą zamieszkać i niech nadal tak będzie :)

Posted
19 godzin temu, konfirm31 napisał:

Grażynko, co innego pojedyncze nietoperki(łapią komary, muszki i jest super), a co innego kolonia rozrodcza kilkuset!!! nietoperzy pod własnym dachem. Nietoperze są sinantropijne i gnieżdżą się w bliskim sąsiedztwie człowieka. Są to ssaki pod ścisłą ochroną

Tak,wiem.Monika robi magisterkę  na SGGW.Ona kocha wszystko co żyje/od 15 lat jest weganką/ ale na punkcie nietoperków oszalała.

Późną jesienią i wczesną wiosną jeździli na liczenie stad/kolonii.Oj , mam ja z nią problem.....

Posted

Bardzo żałuję, że nie mogłam przyjechać. Pasjami przepadam za spacerami nad rzeką i za nietoperzami :) Obiecuję, że jeśli nie wyjadę gdzieś dalej na łykend majowy, to stawię się na pewno na kolejne spotkanie - takich kobiet, jak Wy, jak najwięcej i jak najczęściej spotykać się chce :)

Posted
9 godzin temu, Aldrumka napisał:

agat21 gdybyś jechała z Wa-wy to daj znać, może mnie przygarniesz :)

O, dobry pomysł, w kupie raźniej, a u nas ogród i dom duży - czekamy na Was!

Posted
O 21.04.2016o11:25, konfirm31 napisał:

Czyli będziesz mieć własnego chiropterologa :)

No nie tylko ,bo w zasadzie dba o wszystkie zwierzęta ogólnie rozumiane.

Jesienią układa deseczki i patyczki w wieżyczki jako schronienie dla różnych owadów.

Na działce nigdy nie stosowaliśmy chemii ,ale teraz jesteśmy jeszcze bardziej kontrolowani.

Dlatego śliweczki częściej idą jako witaminki dla kurek bo są z nadzieniem.....

Posted

Irenka ma tymczasowiczkę! Sunia potracona prze samochód 4 dni leżała w rowie przy szosie Warszawa - Ostrołęka... Całe szczęscie, ze zauważyła ją kobieta jadąca na rowerze, bo z auta nie widać dna tego rowu. Irenka pojechała po suczkę, zatrzymała samochód (z jadącymi do pracy robotnikami), by ktoś pomógł włożyć psa do samochodu, bo to dość spore zwierzę. I do Makowa do wetki. Suczka bardzo odwodniona, zagłodzona, zakleszczona, ale bez babeszjozy. Ma uraz kolana i prawdopodobnie miednicy. Jutro Irena pojedzie do Ostrołęki na rentgen. Na razie wydatki 105 zł plus paliwo........

Posted

Ta kobieta od roweru widziała ją codziennie, ale dopiero dziś rano powiedziała o tym Irenie. Tak się jakoś zgadało o psach, i ona o tej suni powiedziała...Nawet miała gdzieś to zgłosić, ale nie widziała, gdzie ...

Irena ma założyć suni wątek i będzie trzeba trochę grosza zebrać.

Posted

 

10 godzin temu, malagos napisał:

Ta kobieta od roweru widziała ją codziennie, ale dopiero dziś rano powiedziała o tym Irenie. Tak się jakoś zgadało o psach, i ona o tej suni powiedziała...Nawet miała gdzieś to zgłosić, ale nie widziała, gdzie ...

Irena ma założyć suni wątek i będzie trzeba trochę grosza zebrać.

Cud boski, że sunia dożyła.

Oczywiście, będziemy pomagać Irence na wszelkie sposoby. A jeśli "kobieta wiedziała", to może od gminy, na terenie której doszło do wypadku drogowego, uda się jakieś pieniądze wycisnąć? przecież to "ich" pies i są zobowiązani ustawa do udzielenia pomocy.

Posted

Włosy mi dęba stanęły.

Cztery dni patrzyła jak ranny pies leży w rowie.......

Całe szczęście,że podzieliła się tą wiadomością z Irenką.

Ja ostatnio jechałam z mężem na targ w Radzyminie.Na środku skrzyżowania,przy cmentarzu widzę leży kolorowy kocyk a pod nim pies.

Takiego krzyku narobiłam i za rękę męża złapałam,że prawie na cmentarnym ogrodzeniu wylądowaliśmy.

Mąż wyskoczył z samochodu zanim ja się wygramoliłam,podbiegł,podniósł kocyk a tam.....nic nie było.

Na szczęście nie było psiaka którego ja w wyobraźni zobaczyłam.

Posted

Mój internet już na chodzie, klawiatura też, przed godziną wróciłam z Ostrołęki, mogę więc Wam wszystko opowiedzieć.

Sunia - nazwałam ją Juka - wg. wetki z Ostrołęki ma około roku (tak po pierwszej cieczce). Ogólnie jest całkiem zdrowa (wetka w Makowie zrobiła badanie krwi nawet na babeszję), natomiast jeśli chodzi o urazy: złamana kość łonowa, przesunięty w górę staw biodrowy. Uraz ma jakieś dwa tygodnie. Czyli, że to biedactwo albo się czołgało takie połamane (ma dziwnie starte pazury), albo leżało w tym rowie znacznie dłużej, niż twierdzi ta pani. Można tak też sądzić po stopniu odwodnienia. Rzeczywiście cud, że w ogóle przeżyła. Uraz kolana to dawno temu złamana i źle zrośnięta kość udowa. Wnioski: będzie kulała na tę nogę, tak jak kuleje, a operacja miednicy jest bardzo kosztowna i nie gwarantuje sukcesu, czyli czekamy aż się zrośnie. Nie wolno jej zajść w ciążę, bo nie urodzi. Miednica zrobiła się bardzo wąska. Ale przecież i tak nikt nie chciałby, żeby rodziła. Tak nawiasem mówiąc mam obserwować, czy przypadkiem nie jest w ciąży, bo trzeba będzie szybko przeprowadzić sterylizację aborcyjną (zamkną mnie w kiciu za to? Eee tam, psie życie to nie życie, nawet poczęte).

Juka jest absolutnie cudowna: pozwoliła sobie robić wszystko bez jednego warknięcia protestu. A przecież zarówno wczoraj jak i dzisiaj została zbadana bardzo dokładnie, co oznaczało także wyginanie kulawej nogi, przeginanie suni w pasie itp. czyli musiało ją boleć. Za to znowu ma zamiar spędzić noc w samochodzie. Niech jej będzie. Dziś rano wygramoliła się z niego, czyli musi "odsiedzieć" stres.

Moja gadzina przyjęła ją nad wyraz spokojnie, nawet koty nie wpadły w panikę. Po prostu obeszły ją dużym łukiem, natomiast ona nie spuszczała z nich zainteresowanego oka. Zobaczymy, jak będzie kiedy wydobrzeje. Wczoraj w ogóle nie podnosiła się na nogi, ale dziś, widząc, że idziemy na spacer, wstała. Tyle, że tylne nogi się jej "złożyły", położyła się więc z żalem z powrotem. Jednak do lecznicy dokuśtykała o własnych siłach. Będziemy jeszcze chodzić razem na spacery.

Moja sąsiadka, pani Wiesia, popłakała się, kiedy jej opowiedziałam historię Juki i kiedy ją zobaczyła. Są jeszcze wrażliwi ludzie na świecie.

Bardzo Wam dziękuję za chęć pomocy. Obawiam się, że takiego "połamańca" nikt nie zechce, chociaż suczka jest bardzo urodziwa. I ma żółte oczy, co sprawia, że jej wzrok robi wrażenie ostrego jak żyleta. Na razie niech będzie u mnie, niech się zrasta i wyzbywa stresu, a potem zobaczymy. Szerlokowi przydałoby się młode towarzystwo... Siedemnastoletni Kajtuś nie będzie żył wiecznie, a i Dziunia ma już ponad 14 lat. Jestem wariatka?

Z innej beczki - Konfirmie nie zapominaj, że ja jestem biurwa, czyli pisanie na klawiaturze mam niemal w naturze (ale rym cym cym!), dlatego pykanie po jednej literce tak mnie denerwuje.

 

A oto jedyne jak na razie zdjęcie Juki:

 

20160423_130707.jpg

Posted

Irenko, jesteś WIELKA :). Juka ma ogromnego farta, że na Ciebie trafiła. Faktycznie, jest dość spora - taka jak Szerlok? Pani Wiesia(rozumiem, że to nie ta od roweru), zasługuje w pełni na miano Człowieka :). Mam nadzieję, że Juka nie zaciążyła i czeka ją dopiero za jakiś czas, jak wyzdrowieje zwykłe ubezpłciowienie, a nie - aborcja.

 Nawet w takiej pozycji, widać, jaka z niej chudzina - żeberka sterczą :(. Ładna ta Twoja panienka :).

Posted

No właśnie! Jak ją zobaczyłam, te wielkie łapska, słodki pyszczek, to pomyślałam - szczeniak. Ale wetka w Makowie zauważyła jakiś osad na bielutkich ząbkach i stwierdziła, że jednak nie. Oceniła ją na 3 lata. Tyle, że też uważała, że pyszczydło ma szczeniaka. A w Ostrołęce powiedziano mi, że jako że: a) nie rodziła (co pewno u wiejskich suczek zdarza się zaraz po pierwszej cieczce), b) takie złamania kości udowych nad kolanem zdarzają się głównie bardzo młodym psom, c) ma szczenięcy pyszczek i d) te wielkie łapy to nie może mieć więcej niż 10 - 12 miesięcy! W zasadzie to wszystko jedno. Pewne jest, że jest młoda, a nie stara. Co dobrze rokuje jak o zrastanie się złamań chodzi.

A Juka ma szczęście przede wszystkim, że ta pani jechała tamtędy na rowerze, a nie autem, bo w ogóle by jej nie zauważyła. Pani jest trochę "myśląca inaczej", czyli nie do końca rozgarnięta, dobrze jednak, że sobie o suni przypomniała i mi opowiedziała. Chciała nawet ze mną jechać, żeby mi pokazać, gdzie to dokładnie jest, ale tak precyzyjnie opisała to miejsce, że wcale nie była potrzebna.

 

PS Jak przypuszczałam siedzimy w samochodzie. Tam widać najbezpieczniej.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...