Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Szyszka napisał(a):
Betinko, masz takie informacje?

Wiec tak sunia ma okolo 9 lat, nie jest wysterylizowana, jest troszke wieksza niz jamnik, z kotami mieszkala i swietniue sie z nimi dogadywala, natomiast do innych psiakow jest obojetna!!Jest poprostu kochana, ta jej opiekunka mowi ze jak bedzie musiala sie z nia rozstac to bedzie za nia plakala bo tak sie do niej juz przyzwyczaila, ale potrzebny jest jej domek gdyz jej kontakt z czlowiekiem to jakies 3 godziny na dobe!!!

  • Replies 703
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Szyszka napisał(a):
Jeszcze mi się przypomniało, wyslałam Irime ogłoszenia Misi i pomoże nam w w rozwieszani w Trójmieście. :loveu:
Kochana jest.

Super bardzo sie ciesze!!!!

Posted

OK. To ja już pisze do Irmy i Tundry. Niech wiedzą. Mam taką nadzieję, zę uda sie nam znaleźć domek, tyle osób jest zaangażowanych....Dzięuje wszystkim, którzy nie pozstali obojętni na moje prośby o pomoc. :loveu:

Posted

Szyszka napisał(a):
OK. To ja już pisze do Irmy i Tundry. Niech wiedzą. Mam taką nadzieję, zę uda sie nam znaleźć domek, tyle osób jest zaangażowanych....Dzięuje wszystkim, którzy nie pozstali obojętni na moje prośby o pomoc. :loveu:

A JA DZIEKUJE I TOBIE sZYSZECZKO ZE SIE TAK W TO ZAANGAZOWALAS:loveu:

Posted

Coś Ty, Betinko, nie ma za co dziękować.:p
Byłabym bardzo szczęśliwa gdyby Misia trafiła do domku, gdzie ktoś poświęciłby jej dużo czasu i pokochał całym sercem.
Żeby już nie czuła się taka samotna i resztę swojego życia spędziła z kochającymi ludźmi.
I tak ma w życiu odrobine szczęścia, że trafiła na takich ludzi, którzy nie powzolili jej uśpić i zrobić krzywdy. :loveu:

Posted

[quote name='kaerjot']Akucha napisała piękny tekst, napewno nie obrazi się jeżeli ktoś jeszcze zechce go wykorzystać w ogłoszeniach, na trojmiejskim już jest:

List do człowieka! Misi cichutka prośba o życie...

Witaj, piszę do Ciebie, bo jesteś moją ostatnią szansą. Tak, masz racje, nie znam Cię, ale bardzo chciałabym, żebyśmy się spotkali. Mimo wszystko wierzę, że jeszcze wyrwę losowi kilka szczęśliwych lat, że jeszcze nie czas na mnie, choć wyrok już zapadł. Tak bardzo chcę żyć.
Oto moja historia:
Jeszcze niedawno miałam swoich ludzi, wybrali mnie, bo byłam taką samą jak oni niekochaną, błąkającą się, wtedy jeszcze maleńką, istotą. Mieszkaliśmy na działkach, różnie bywało, czasem głodno i chłodno, ale byłam szczęśliwa. Nauczyłam się rozumieć moich ludzi, o których inni mówili alkoholicy; wybaczałam im wiele. Wiele razy usuwałam się w bezpieczny kąt i cichutko czekałam na lepszy dzień. Na swój sposób mnie kochali. Do dziś pamiętam pieszczotliwy dotyk ich rąk, smutne historie ich życia i powierzane mi tajemnice, łzy płynące z ich zmęczonych oczu. Kochałam ich całym swoim sercem i wierzyłam, że tak będzie zawsze.
Pewnego dnia mój Pan umarł, niedługo potem zachorowała moja Pani, gdzieś ją zabrano. Pilnowałam naszej altanki i czekałam, na jej powrót. Ale mijały kolejne dni, a ona nie wracała. Wreszcie zjawiła się jakaś kobieta, która przyniosła mi jedzenie, pojawiała się tak co kilka dni. Wtedy zrozumiałam, że zostałam sama. Bardzo się bałam, nie wiedziałam, co ze mną będzie. Ta kobieta któregoś dnia zabrała mnie do swojego domu, bardzo to przeżyłam, tak bardzo, że stało się ze mną coś dziwnego. Podobno dostałam ataku padaczki, ale ja tego nie pamiętam. I to był koniec moich nadziei na nowe życie. Zaprowadzono mnie do schroniska i poproszono o uśpienie, byłam przecież psem bezdomnym, więc powinno się to zrobić bezpłatnie. Jednak wydarzył się cud, świadkiem mojego pojawienia się w schronisku i całego zamieszania była pewna kobieta, która od lat opiekuje się bezdomnymi psami. Stwierdziła, że nie nadaję się do schroniska, bo w czasie kolejnego ataku zostanę zagryziona prze inne psy. Zlitowała się nade mną i zabrała mnie do swojego domu. Tam miałam jeszcze 2 razy atak, ale biorę leki i zdarzają się one rzadko. Ostani miałam miesiąc temu, w sumie było ich 5.
Nie spisałam się w tym domu. Moja nowa Pani opiekuje się bardzo ciężko chorym mężem, a ja przysporzyłam jej wielkiego zmartwienia. Gdy pewnego dnia oboje wyszli z domu, postanowiłam ich poszukać. Szukając zabłądziłam, odnaleźli mnie dopiero po dwóch tygodniach. Po tym wydarzeniu trafiłam do domu córki mojej opiekunki. Mam dach nad głowa i nie jestem głodna, ale całymi dniami siedzę samiutka w domu, bo moja opiekunka długo pracuje. Smutno mi, a moja wybawicielka bardzo się o mnie martwi. Tak bardzo, że dwa razy dziennie jeździ do mnie 15 km, żebym nie czuła się samotna. Wszyscy są już tą sytuacją bardzo zmęczeni. Od wielu tygodni poszukują mi nowego domu, ale bezskutecznie. Podsłuchałam, że nie ma wyjścia. I kolejny raz wyrok zawisł nad moja głową.

Ja chcę żyć!!! Ale tak, żeby nie być niczyim zmartwieniem. Dlatego pisze do Ciebie tę prośbę-podanie o życie.
Obiecuję, że będę Twoim cieniem, będę dzielić z Tobą wszystkie radości i smutki, przecież to potrafię. Będę wierna, wysłucham wszystkich Twoich skarg, zawsze z miłością i oddaniem spojrzę Ci w oczy, aby przegonić wszystkie smutki. Podobno jestem przemiła. Dlaczego tak cierpię?
Kto po mnie zapłacze, gdy przyjdzie mi przekroczyć bramę Tęczowego Mostu? Czyja łza mnie pożegna?
Pomóż mi, proszę!!!

Misia Niczyja
Pozwolilam sobie skorzystac z Twojego listu pozamieszczalam go na allegro i wkleilam na poczatek watku. Tekst jest codowny

Posted

Szyszka napisał(a):
Coś Ty, Betinko, nie ma za co dziękować.:p
Byłabym bardzo szczęśliwa gdyby Misia trafiła do domku, gdzie ktoś poświęciłby jej dużo czasu i pokochał całym sercem.
Żeby już nie czuła się taka samotna i resztę swojego życia spędziła z kochającymi ludźmi.
I tak ma w życiu odrobine szczęścia, że trafiła na takich ludzi, którzy nie powzolili jej uśpić i zrobić krzywdy. :loveu:

Jest za co dziekowac!!! Zaczynam wierzyc ze Misia wkrotce bedzie w domku i bedzie kochana i szczesliwa

Posted

betinka24 napisał(a):
Jest za co dziekowac!!! Zaczynam wiezyc ze Misia wkrotce bedzie w domku i bedzie kochana i szczesliwa


Misiu, widzisz cioteczki wierzą, to już musi być dobrze. :loveu:

Posted

Misiu, ja bym już u Ciebie była kilka razy, tylko mam problem z poruszaniem się po Dogo....Nie wiem co się dzieje.
Już kiedyś tak było. A potem wszystko było ok.:roll:
Nie opuszczamy Cie malutka. Czekamy razem z Tobą na domek. Jutro Tundra nam pomoże. Zobaczysz będzie dobrze.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...