Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

magdabroy napisał(a):
Czyli kiedy??

Patrz niżej :D
kalyna napisał(a):
dogo mówi, że w czwartek :evil_lol:



Jaka ja jestem dzisiaj załamana! Dex cały dzień rozstrojony. Jedynie rano miał humor... po południu nawet na dwór nie chciał iść bo nieco grzmiało z oddali... a jak wracałam z działki z psami w fajnych nastrojach to gównażeria jakaś na stawach strzelała petardami!
Dla nas to oznaczało zupełną katastrofę! Miałam ochotę tych gówniarzy po prostu zmieść z powierzchni ziemi! Po prostu jak bym ich dopadła to chyba bym rozszarpałą!
Ochrzaniłam ich i poszłam bo cóż miałam zrobić z trzęsącym się psem :/
Cały jest dzisiaj nadwrażliwy na dźwięki, na mnie to nawet patrzeć nie chce... no jestem zdołowana :(
Dałam mu spokój, cóż zrobić :(

Posted

Komplecik dorze w Czwartek bo mi Mikowata pośle do Tychów.
W przyszłym tygodniu przyjeżdża do nas behawiorystka. Niestety bywają lepsze i gorsze okresy tych jego lęków i fobii wiec postanowiłam zrobić to co już dawno temu powinnam.
Fakt, że spotkamy się w Tychach u mamy, bo w Częstochowie nikogo niema, a z dojazdem z Katowic do Częstochowy to bym musiała bank okraść.
Takze trzymajcie za nas kciuki, mam nadzieje, że kobitka nam pomoże, powie jak pracować z tymi lękami, żeby je złagodzić, a finalnie najlepiej się ich pozbyć. Chociaż wiadomo jak jest, czasami pewnych rzeczy nie da się wypracować.
W każdym razie, najbardziej zależy mi na tym, aby zawalczyć z tą nadwrażliwością dźwiękową i pomóc psu opanować emocje w mieście wśród ludzi :)
Wiadomo komunikacja miejska tez chciała bym aby byłą inprogress :)

Posted

U nas sprawa dosyć złożona. Dopóki nie przyszedł sezon burzowy i nie napierdzielały bachory nagminnie petardami dąło się żyć, wiedziałam jak sobie poradzić.. od kilku dni jestem w kropce, a Dexa wyraźnie mniej bawią spacery po dworze.

Nie potrafię przejść do porządku dziennego z tymi jego lekami i fobiami i muszę mu pomoc. Sama nie poradziłam sobie ze wszystkim więc musi nam ktoś pomoc :)

Posted

No u mnie też łatwo nie jest :( Jak grzmi z oddali to jeszcze dam radę ją zagadać, jak z bliska to chowa się w kąt i piszczy. Za to petardy nie do przejścia, przestała wychodzić z domu, jedynie na szybkie siku i quu, a po skończonym sylwestrze jak już wszyscy przestali strzelać to nie wychodziła na dwór jeszcze przez ponad 2 tygodnie ze strachu że zaczną. Dopiero jak na siłę kilka razy ją wziął tata (ja nie dałam rady) to się przemogła :shake:

Posted

Marta, ja dzisiaj przegadałam trochę czasu z behawiorystkami i lęk przed burzą i fajerwerkami idzie fajnie przepracować. Jesteś z okolic Katowic no w każdym razie nie jakiejś dramatycznej odległości.
Pomyśl czy by nie zainwestować w jedno lub dwa spotkania, żeby Ci kobitka powiedziała co i jak... bo takie wystrzały petard zdarzają się w życiu codziennym odpusty i innei nigdy nie wiadomo.. a dla psa to przeżycie wielkie...

Wiem, że to pieniądze.. ale ja postanowiłam zainwestować. Mam nadzieje, że nam się uda to wszystko wypracować :)

Posted

Magda, ja właśnie wiem jaki to mieć komfort psa odważnego z mega dobrą socjalką, dla tego nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tymi lękami.
Po prostu jak brała Dexa to mu obiecałam, że mu pomogę i muszę dotrzymać obietnicy :)

Jak się nie boi i nie panikuje to jest taki rozkosznyyy <3 A jaki z niego przymilak przytulak oh i ah <3

Posted

Ja przerabiałam też strach psa, na punkcie petard :roll: Na szczęście, to było tylko na tle petard, bo kiedyś wystrzeliła jedna obok niej ;) To było 15 lat temu i wtedy nie miałam takiej wiedzy jak teraz :shake:
Teraz mogłabym jej pomóc ;) Wtedy, mogłam ją tylko brać do łóżka, bo wtedy czuła się bezpieczniej ;)

Życzę sukcesów :)

Posted

Amor w okresie sylwestrowym potrafił się nie załatwić 2-3 dni. WCALE. Nie był w stanie się nawet wysikać, czasem jak już był naćpany tabletkami uspokajającymi to jakąś kroplę moczu puścił ale tak na codzień strzały były nie do przeżycia.
Koszmar.
Burzę wyczuwał jeszcze jak było słońce, jakieś 2 h przed gdy nikt się nie spodziewał potrafił pchać się na siłę pod siatkę, kaleczył się, wieszał, wpychał pod meble, kilkakrotnie utknął pod wanną, w płocie czy za szafą...
Myśmy też wiele lat pieprzyli sprawę bardzo go pocieszając i dając mu "poczucie bezpieczeństwa" niuniuając, głaszcząc, przytulając...
Teraz z Waldem jestem na porządku dziennym ze wszystkim.



Życzę wam powodzenia w odczulaniu go na stres.

Posted

Dzieki wsparcie i doping się przydadzą! Tym bardziej że od miesiąca jesteśmy sami i TZ wraca w przyszłym tygodniu... zresztą on nie do końca widzi to co ja :) Nie zna tych wszystkich psich sygnałów, jeszcze się uczy :) No ale popiera wszelkie moje działania.
Z Dexem z tymi pojedyńczymi strzałami gigantycznego problemu nie ma bo nie ucieka w szaleńzym pędzie przed siebie, raczej się troszkę zastanawia w którą stronę się to kalkuluje... i do tej pory udąło mi się go odwołać jakos...

No ale przez te incydenty z petardami i burzą która nas złapała w drodze do domu trochę nam zaszwankowała współpraca. Więc wróciłam do podstaw.
Podawanie dziennej porcji jedzenia z ręki, i radosne krótkie serie ćwiczonek w domu. A z dworu wracamy w momencie kiedy ma możliwie najlepszy nastrój... żeby jednak czekał kiedy pójdziemy na ten fajny dwór znowu.

Kropa z tą swoją nadpobudliwą szczekliwością nam trochę o dziwo pomogła na ostatnim spacerze wieczornym, bo wyleciała z klatki jak torpeda obszczekując eter, więc Dex zajmował się czymś zupełnie innym niż jakiś tam lęk i zajął się troszke swoim ulubionym wąchankiem podsikiwaniem i zakopywaniem tych sików i wszystkiego co znajduje się w promieniu 10m :P

Co do burzy, Dex też wyczuwa co jak gdzie i kiedy o wiele wcześniej, chociaż on nie ma tak ogromnych jazd o jakim pisałaś z Amorem. Jemu wystarczy możliwie szybki bezproblemowy powrót do domu i kanapa tudzież posłanie w spokojnym zakątku.

Czytałam dużo o burzy i lęku u psów przed nią.
To nie tylko dźwięk i błyski które słyszymy. To jakieś takie napięcie-mikrorozładowania w powietrzu które "włazi"psu w futro drżenie ziemi której my nie odczuwamy oraz zapachy które przy tworzeniu się burzy są znacznie bardziej intensywne.
Napisałam to tak ogólnikowo bo oczywiście nie pamiętam dokładnie co to się w powietrzu tworzy.Ale sens zachowany. Dzieją się rzeczy które psy wyczuwają i słyszą znacznie wcześniej, a my o niektórych nie mamy w ogóle pojęcia.
Na te dziwne wyładowania w futrze są nawet specjalne płaszczyki dla psa gdzieś widziałam... ale to już chyba paranoja :P

Posted

Amor zwijał chodnik jak tylko usłyszał strzał. I to nie tylko petardę, wystarczyło że ktoś trzepał dywan, że coś w silniku strzeliło czy tir podskoczył na progu. I nie wiem czy nie bał się bardziej strzałów pojedynczych znienacka niż takich salw. Bałam się go puszczać, bo wiedziałam że w tym amoku popędzi przed siebie... Nie umiałam nad tym panować, starałam sie go sadzać i uspokajać ale słabo.
Wtedy też nie było metod, jedyną słuszną rzeczą była kolczatka, psa za kark, wyszarpać za uszy, przerwrócić na plecy łapiąc za pysk/gardło , zdominować itd. Chyba nie muszę pisać nic :D



Ej ale na dobrą sprawę, nie wiem jak wy, ale ja np burzę odczuwam po sobie, czuję się jakbym się cięzko naćpała, nie mogę zapanować nad tym żeby na kogoś nie ryknąć i spałabym jak obłożnie chora. Ja wstaję rano i juz wiem,że wieczorem będzie burza...

Posted

Ja mam właśnie plan odłożyć i pójść do jakiegoś specjalisty. Ale do tego czasu jakoś popracować. U mnie gorzej jest z tym że rodzina w czasie jej lęków zawsze ją pociesza/gładka, i na nic zdają się moje tłumaczenia i krzyki. Jak tylko wychodzę z pokoju zaczynają od nowa :shake: Jest jakiś postęp- jak grzmi w oddali to daję radę ją "zagadać"- piłka, szarpak itp. Ale jak przestaje się nią na chwilę zajmować to leci się schować :shake: Plus jest taki że Kaja nie ucieka na oślep- leci kawałek, ale na moje wołanie zatrzymuje się, podchodzi, a jak ją zapnę to ciągnie do domu :roll:

Posted (edited)

[quote name='Majkowska']Amor zwijał chodnik jak tylko usłyszał strzał. I to nie tylko petardę, wystarczyło że ktoś trzepał dywan, że coś w silniku strzeliło czy tir podskoczył na progu. I nie wiem czy nie bał się bardziej strzałów pojedynczych znienacka niż takich salw. Bałam się go puszczać, bo wiedziałam że w tym amoku popędzi przed siebie... Nie umiałam nad tym panować, starałam sie go sadzać i uspokajać ale słabo.
Wtedy też nie było metod, jedyną słuszną rzeczą była kolczatka, psa za kark, wyszarpać za uszy, przerwrócić na plecy łapiąc za pysk/gardło , zdominować itd. Chyba nie muszę pisać nic :D

Ej ale na dobrą sprawę, nie wiem jak wy, ale ja np burzę odczuwam po sobie, czuję się jakbym się cięzko naćpała, nie mogę zapanować nad tym żeby na kogoś nie ryknąć i spałabym jak obłożnie chora. Ja wstaję rano i juz wiem,że wieczorem będzie burza...

Wiem, że kiedyś nie było sposobów, albo inaczej, one były ale dostęp do takiej wiedzy i wykwalifikowanego w temacie osobnika było trudne, bo to wszystko - szkolenie, psia psychologia - nie były u nas popularne. Traktowano to raczej jako jakiś wybryk :)
Ja akurat burzy jakoś specjalnie źle nie przechodzę, nawet lubię jak jest tak upiornie :D
Ale przy Dexie średnio mnie to już zachwyca :P
Jako dziecko, siadałam z kolegą na balkonie, ja na swoim on na swoim. Były tylko lekko przedzielone takim panelem, i miały lodże więc były duże i oglądaliśmy pioruny :D To było nasze ulubione zajęcie :D Ale kiedy to było :D

[quote name='marta1624']Ja mam właśnie plan odłożyć i pójść do jakiegoś specjalisty. Ale do tego czasu jakoś popracować. U mnie gorzej jest z tym że rodzina w czasie jej lęków zawsze ją pociesza/gładka, i na nic zdają się moje tłumaczenia i krzyki. Jak tylko wychodzę z pokoju zaczynają od nowa :shake: Jest jakiś postęp- jak grzmi w oddali to daję radę ją "zagadać"- piłka, szarpak itp. Ale jak przestaje się nią na chwilę zajmować to leci się schować :shake: Plus jest taki że Kaja nie ucieka na oślep- leci kawałek, ale na moje wołanie zatrzymuje się, podchodzi, a jak ją zapnę to ciągnie do domu :roll:
Jak się dowiem co i jak, to trochę Ci uchylę rąbka tajemnicy :)

[quote name='rashelek']Kiedy do Częstochowy wracasz, za tydzień w czwartek czy jeszcze później?
Tak tak, jak nie zapomnę to dzisiaj wyślę :diabloti:
Wrócę jak wrócę ;P chce jak najszybciej tzn mam nadzieje, że w czwartek przyszły już będę. W piątek przyjeżdżam podlać kwiatki i zabrać kilka rzeczy na uczelnie, ale bez psa tylko wpadnę i wypadne :P
Pozatym porządek na chacie musze zrobić i auto wyodkurzać, bo mnie lubi zje, że 4 tygodnie i mi czasu brakło na auto :D <3

Edit.
Właśnie dotarła do mnie książka Inki Sjosten Posłuszeństwo na codzień <3

Edited by Baski_Kropka
Posted

mój Sagat boi się tylko petard i dziwnych huków gdzieś w oddali, burza mu jakoś nie robi chyba że pod nosem gdzieś ostro trzaśnie aż wszyscy podskoczymy ;) Leda zaś pies cyborg.... niema nic czego się przestraszy, ostatnio sąsiad puszczał kilka urodzinowych Sagat po ścianach latał a biała ze stoickim spokojem i z zaciekawieniem wpatrywała się w kolorowe kuleczki na niebie:evil_lol:

Posted

Pat na sylwestra przeżył traumę życia..widziałam tylko kawałek,bo sobie poszłam balować :diabloti: a psa pilnował ojciec - mówi, że Pat trząsł się pod stołem, ojciec mu zrobił 'bunkier' z poduszek, bo ewidentnie chciał się gdzieś schować, a potem wkopał się ojcu w nogi i jak tata chciał odejść na 10cm to trzymał się go jak dzidzia maminej spódnicy.

nie pocieszał go - za moją radą - ale również nie ruszał, nie zabawiał, dał mu się z tym uporać. Pat sylwka odsypiał 2 dni.

burzy zaś nie lubi i kręci się niespokojnie kiedy grzmi tak lekko, nad miastem - kładzie się obok mnie (co robi bardzo rzadko) albo idzie do tż-ta w nogi pod komputer. nie trzęsie się, ale jest wyraźnie zaniepokojony więc pozwalamy mu się schować i tyle.
szkoleniowiec mówił, żeby nie pozwalać się ukrywać,ale nie widzę sensu zabawiać go przy burzy bo ma w dupie zabawki i woli sobie po prostu przeczekać.
jeśli zaś burza jest blisko i pioruny łupią bardzo głośno, to mamy powtórkę z rozrywki sylwestrowej - pies w nogach, skulony i drżący.
nie ma jakiejś strasznej paniki, po prostu znika i staje się przezroczysty, ale woli być przy człowieku - pozwalam mu, nie sądzicie, że to buduje w nim poczucie bezpieczeństwa? że skoro zwiewa do mnie/tż-ta, to czuje w nas jakieś oparcie? czy może znowu interpretuję zbyt "po ludzku"? :cool3:

Posted

agutka napisał(a):
mój Sagat boi się tylko petard i dziwnych huków gdzieś w oddali, burza mu jakoś nie robi chyba że pod nosem gdzieś ostro trzaśnie aż wszyscy podskoczymy ;) Leda zaś pies cyborg.... niema nic czego się przestraszy, ostatnio sąsiad puszczał kilka urodzinowych Sagat po ścianach latał a biała ze stoickim spokojem i z zaciekawieniem wpatrywała się w kolorowe kuleczki na niebie:evil_lol:

Zazdraszczam Ledzisławy :D Baski też się nei bał niczego! Jedyne co go ruszało, to jak butelką zbijaliśmy muchy i komary w lato i przeciąg/trzaskające drzwi... takie jego małe straszki.
Ale Dex to wrażliiiiwiec...

Pani Profesor napisał(a):
Pat na sylwestra przeżył traumę życia..widziałam tylko kawałek,bo sobie poszłam balować :diabloti: a psa pilnował ojciec - mówi, że Pat trząsł się pod stołem, ojciec mu zrobił 'bunkier' z poduszek, bo ewidentnie chciał się gdzieś schować, a potem wkopał się ojcu w nogi i jak tata chciał odejść na 10cm to trzymał się go jak dzidzia maminej spódnicy.

nie pocieszał go - za moją radą - ale również nie ruszał, nie zabawiał, dał mu się z tym uporać. Pat sylwka odsypiał 2 dni.

burzy zaś nie lubi i kręci się niespokojnie kiedy grzmi tak lekko, nad miastem - kładzie się obok mnie (co robi bardzo rzadko) albo idzie do tż-ta w nogi pod komputer. nie trzęsie się, ale jest wyraźnie zaniepokojony więc pozwalamy mu się schować i tyle.
szkoleniowiec mówił, żeby nie pozwalać się ukrywać,ale nie widzę sensu zabawiać go przy burzy bo ma w dupie zabawki i woli sobie po prostu przeczekać.
jeśli zaś burza jest blisko i pioruny łupią bardzo głośno, to mamy powtórkę z rozrywki sylwestrowej - pies w nogach, skulony i drżący.
nie ma jakiejś strasznej paniki, po prostu znika i staje się przezroczysty, ale woli być przy człowieku - pozwalam mu, nie sądzicie, że to buduje w nim poczucie bezpieczeństwa? że skoro zwiewa do mnie/tż-ta, to czuje w nas jakieś oparcie? czy może znowu interpretuję zbyt "po ludzku"? :cool3:

A ja znowu czytałam, że owszem zabawianie jeśli stopień lęku nie jest zbyt wielki, ale najlepiej właśnie pozwolić psu się schować, w miejscu które jest dla niego komfortowe.
Czyli tam gdzie możliwie najmniej słychać tą burzę jakimś przytulnym spokojnym.
Dex przy nas w życiu by się nie odważył wejść na kanapę a jak jest burze to idzie do sypialni na łóżko albo do nas na kanapę i zwija się w kłębek.
Zamykamy wtedy okna i zasłaniamy je żeby nie błyskało nam za bardzo i przytłumiamy burze lekko niepogłośnionym TV i to skutkuje. Nie biega po ścianach nie niszczy nie panikuje po prostu idzie to przeczekać :)
Gorzej, z wyjściem na dwór jak gdzieś tam w oddali burza się czai, nawet jak ja jej nei słysze to pies wie, że ona tam jest albo gdzieś tam zaraz przyjdzie.
Na dworze się trzęsie lekko i śpieszy się do domu :)

marta1624 napisał(a):
Dzięki za rady, każda jest pomocna ;)

Poczytaj troszkę w sieci o tym jak pies odczuwa burze, może Ci to pomoże też :)

Posted

Czytałam duuuużo jak psa przyzwyczaić, ale moja jest chyba niereformowalna :shake: Jeszcze były efekty, ale pocieszanie przez rodzinę wszystko psuje :shake: Muszę chyba najpierw się rodzinki pozbyć :roll:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...