Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted (edited)

[quote name='ewee']Hmmm .. w gruncie rzeczy pospolity przypadek , pojawiło się dziecko pies won z domu :( Następne "matczyne prawo " na pozbycie się psa to że dziecko "na pewno będzie miało alergię " Mnóstwo jest tego typu ogłoszeń w necie , i zwykle cała dogomania aż gotuje się z oburzenia . A tu pełna akceptacja na pozbycie się psa. Tylko że , tutaj nikt prawidłowo nie wprowadził do rodziny ani dziecka , ani synowej . Prawdopodobnie za jakiś czas kura wyprowadzi się , ale pies już nie wróci do tej rodziny. Ot, kolejny pies straci dom bo wiadomo "matczyne prawa "[/QUOTE]
Rzeczywiście! Co tam możliwość zmasakrowania dziecku twarzy, najważniejszy jest biedny niewychowany piesek.

Nie wiem w jakim świecie co niektórzy tu żyją, ale na prawdę nie spotykacie się z ludźmi którzy bagatelizują problemy i w gruncie rzeczy mają w dupie swojego psa? To nie jest pies autorki tematu i jak sama wspomniała- nie jest w stanie wymóc na rodzinie przestrzeganie okreslonych zasad.

Osoby piszące że behawiorysta mógłby coś zadziałać grubo sie mylą. Bo niby co zadziała? Postraszy, da tuzin porad, może przez 2 tygodnie się do nich postosują a potem wrócą do dawnych nawyków. Zatrudnianie fachowca ma sens wtedy gdy cała rodzina chce coś zmienić.

Nawet gdy pies w końcu wyrządzi krzywdę dziecku to ci ludzie nie skorzystają z pomocy szkoleniowca tylko psa oddadzą/uśpią.

Wiem, że to się co niektórym w głowach nie mieści ale takie jest życie. To nie są osoby szaleńczo zainteresowane psami, szkoleniem i własnym czworonogiem. To ludzie, którzy może i lubią psy ale na zasadzie "fajnie że jest, jest co pogłaskać".


[quote name='toyota']


Te zdjęcia co wkleiła Martens są straszne, ale dla mnie to jest nie do pojęcia, żeby pies tak poranił dziecko, z którym mieszka w jednym domu. Owszem są takie zdarzenia, że pies łańcuchowy czy 2 lub kilka psów biegających samopas zaatakuje przypadkowe dziecko, ale pies, który coś takiego by zrobił we własnym domu w stosunku do domownika kwalifikowałby się do eutanazji i miałby coś zdecydowanie z głową. To chyba są marginalne przypadki ???
[/QUOTE]

Nie, to nie są marginalne przypadki. Codziennie dzieci (i dorośli) są gryzieni przez psy. Moja koleżanka pracuje w firmie ubezpieczeniowej i co namniej raz w tygodniu ma sprawę związaną z pogryzieniem przez psa.

I nie- to nie są psy łańcuchowe czy kilka biegających samopas. Takie rzeczy się dzieją często na zwykłych spacerach, nie tak dawno w mojej miejscowości mały chłopiec (4 lata) skończył z wydartym policzkiem bo przebiegł koło pseudo labradora, który za dziećmi nie przepadał. Tak szarpnął mocno smyczą, że wyleciała ona z ręki właścicielowi a pies wbił się prosto w twarz dziecka.

I przy całej mojej miłości do psów- jestem za usypianiem tego typu zwierząt. Guzik mnie obchodzi, że są rodziny bez dzieci, na odludziu, gdziekolwiek- dla mnie taki pies nie ma prawa chodzić po ulicy i stwarzać zagrożenie dla dziecka. Rozumiem szczekanie, warczenie, pokazywanie zębów. Ale gryzienie do krwi?

Edited by maartaa_89
  • Replies 146
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Ponadto załóżmy, że jednak pies wyląduje w schronisku- teściowa -właścicielka nie widzi problemu.
I jeszcze jest aprobata niektórych dogomaniaków - cóż-bezpieczeństwo dziecka najważniejsze.

A czy nikt nie widzi tego, że może się zdarzyć, że pójdzie do schroniska p. Kowalska i zaadoptuje tego psa do domu z dziećmi ? Jest to pies domowy, garnący się do ludzi, w schronisku przygnębiony warunkami, może Kowalska się zlituje.

No, ale najważniejsze, że ludzie, którzy mieli go 7 lat, będą mieli problem z głowy. Dupy nie będą musieli więcej ruszyć na spacer, ani wydatków na kojec, ani na behawiorystę, wnusio bezpieczny, "posprzątane" w chacie. Niech się Kowalska męczy - chciała - to ma :diabloti:.

Posted

[quote name='maartaa_89']Rzeczywiście! Co tam możliwość zmasakrowania dziecku twarzy, najważniejszy jest biedny niewychowany piesek.

Nie wiem w jakim świecie co niektórzy tu żyją, ale na prawdę nie spotykacie się z ludźmi którzy bagatelizują problemy i w gruncie rzeczy mają w dupie swojego psa? To nie jest pies autorki tematu i jak sama wspomniała- nie jest w stanie wymóc na rodzinie przestrzeganie okreslonych zasad.

Osoby piszące że behawiorysta mógłby coś zadziałać grubo sie mylą. Bo niby co zadziała? Postraszy, da tuzin porad, może przez 2 tygodnie się do nich postosują a potem wrócą do dawnych nawyków. Zatrudnianie fachowca ma sens wtedy gdy cała rodzina chce coś zmienić.

Nawet gdy pies w końcu wyrządzi krzywdę dziecku to ci ludzie nie skorzystają z pomocy szkoleniowca tylko psa oddadzą/uśpią.

Wiem, że to się co niektórym w głowach nie mieści ale takie jest życie. To nie są osoby szaleńczo zainteresowane psami, szkoleniem i własnym czworonogiem. To ludzie, którzy może i lubią psy ale na zasadzie "fajnie że jest, jest co pogłaskać".
[/QUOTE]

Z tym się zgadzam, nie da się psa 'naprostować' i wychować mając w tyłku jego złe zachowanie. Bagatelizując ataki przyzwalamy na nie, już sam fakt warczenia na osobę którą zna jest dla mnie nie dopuszczalne.
Nigdy nie byłam za oddawaniem psów, jednak niektórzy najzwyczajniej nie dorośli do bycia właścicielami...

[quote name='maartaa_89']
Nie, to nie są marginalne przypadki. Codziennie dzieci (i dorośli) są gryzieni przez psy. Moja koleżanka pracuje w firmie ubezpieczeniowej i co namniej raz w tygodniu ma sprawę związaną z pogryzieniem przez psa.
[/QUOTE]

Z tym również się zgodzę, mnie opierniczył biegający samopas husky. W końcu biedny pieseczek nie może siedzieć zamknięty w domu gdy pańciu idzie do pracy, lepiej żeby latał po osiedlu i kłapał zębami :roll:...
[quote name='maartaa_89']
I nie- to nie są psy łańcuchowe czy kilka biegających samopas. Takie rzeczy się dzieją często na zwykłych spacerach, nie tak dawno w mojej miejscowości mały chłopiec (4 lata) skończył z wydartym policzkiem bo przebiegł koło pseudo labradora, który za dziećmi nie przepadał. Tak szarpnął mocno smyczą, że wyleciała ona z ręki właścicielowi a pies wbił się prosto w twarz dziecka.

I przy całej mojej miłości do psów- jestem za usypianiem tego typu zwierząt. Guzik mnie obchodzi, że są rodziny bez dzieci, na odludziu, gdziekolwiek- dla mnie taki pies nie ma prawa chodzić po ulicy i stwarzać zagrożenie dla dziecka. Rozumiem szczekanie, warczenie, pokazywanie zębów. Ale gryzienie do krwi?[/QUOTE]

Natomiast z tym się zgodzić nie mogę.
To nie wina psa że ma za właściciela debila, dzieciaki też są tak super wychowane że szkoda gadać. Sama nie raz opierniczałam takie właśnie 4-6lat i ich zakichane mamusie bo gówniarzeria rzucała w mojego psa patykami 'dlaczego on nie aportuje', biegała w koło psa szarpiąc go za futro 'bo ma takie fajne włoski', szturchała, zaczepiała, przebiegała, wołała, szczuła żarciem - matko długo by opowiadać...
Mój pies kocha dzieci (na szczęście) bo jak do nas trafił miał z nimi styczność, na smyczy, pod kontrolą bo to jednak typ ADHD który szybko się ekscytuje. Tylko dlatego w większości olewa takie zaczepki dzieciaków, jednak mnie szlag trafia i sama nie raz drę japę 'bierz pani bachora albo psu kaganiec ściągnę' (inna argumentacja nie dociera).

Tak więc uważam że spora część pogryzień jest z winy ludzi, jednak jeśli wiemy że nasz pies może nie wyrobić psychicznie maltretowania przez dzieciaki to... W domu izolujmy, na smyczy w kagańcu kontrolujmy jego zachowanie do puki nie będziemy jego pewni. Na dworze wyprowadzajmy psa w kuble na ryju, nawet jak trzaśnie kagańcem to nie odgryzie głowy.

Posted

[quote name='Sybel']Nie wiem, jak można nie rozumieć powagi sytuacji. Autorka NIE JEST właścicielką psa, jest mamą, do tego nie ma siły ani możliwości fizycznie zająć się psem. Po prostu. Zbrodnia? Wyprowadzić się nie ma gdzie, ani jak - to akurat żadna nowość w naszym pięknym kraju, nie każdego stać na dom z ogrodem i stado psów.

Autorko, jeśli zdołasz namówić rodzinę na oddanie psa, postarajcie się poprosić jakąś fundację, np. niechciane i zapomniane, czy jakąs inną lokalną, o patronat i opiekę nad adopcją. Można tak zrobić, zeby pies trafił do właściwego domu. Powiedz, że nie chcesz, zeby twoje dziecko zostało przerobione na tatara przez psa zaniedbanego przez obu panów[/QUOTE]


Akurat trafiłaś kulą w płot, bo autorka wątku mieszka w domu z DUŻYM ogrodem.

Fundacje to nie są jacyś nadludzie, którzy mają nadzwyczajną wiedzę i zdolności. DT oferują osoby, które zazwyczaj mają rodziny, dzieci i swoje psy. I wszystko muszą pogodzić i wszystkim zapewnić bezpieczeństwo. Nierzadko są to ludzie pracujący. Członkowie fundacji zajmują się pomocą charytatywnie, bezpłatnie i w swoim wolnym czasie (jeśli ktoś tego jeszcze nie wie). I najczęściej zabierają z ulicy zwierzęta w koszmarnym stanie, połamane, łyse, stare, chore itp.itd Na psy od prywatnych właścicieli, którym się odechciało zajmować psem, nie ma niestety już miejsca. Nie da się przerobić tego oceanu ludzkiej głupoty i nieodpowiedzialności.

Posted

a ja się o co innego zapytam, bo widzę że ten wątek dąży niewiadomo dokąd...
MDK czy ogłaszając tego psa masz może jakies kryteria co do adopcji? Umowę adopcyjną jakąś itd?
A może przydałaby się faktycznie czyjaś pomoc przy adopcji żeby tego psa wydać dobrze i odpowiedzialnie ( nie zakładam z góry że tego nie zrobisz, ale nie oszukujmy się jeśli pies jest bardzo agresywny to będzie z tym ciężko)? Niestety na takie psy czekają też pasjonaci agresji - bo fajny, duży, postrach dzielni, w typie asta, superkiller : i im bardziej będziesz pisać ze pies jest ostry tym ich bardziej ucieszysz.
Może spróbuj poszukać na forum, w fundacjach , zaufanych ludzi którzy by Ci pomogli, którzy by ocenili gdzie pies się nadaje, żeby faktycznie błędu nie popełnić i żeby nikt wam oczu nie zmydlił?
I przemyślenie jeszcze takie - skoro ten pies nie nadaje się do domu z dziećmi to rozumiem że rodzina ma być absolutnie bezdzietna przez te minimum 5 lat?
Dobrze wam życzę, mam nadzieję że się psiakowi uda dobry dom znaleźć (choć szkoda mi tak jak pisałam się go pozbywać).
A założyłaś mu może na dogo jakiś wątek - może by tu się ktoś znalazł kto da mu tymczas i nad nim popracuje żeby stwierdzić jaki on ma charakter jeśli będzie prowadzony z pełną konsekwencją? Hop siup napewno nie będzie, ale zawsze warto spróbować :)

Posted

Tutaj jest dział http://www.dogomania.pl/forum/forums/28-Psy-do-adopcji-znalezione/page2
Myślę, że warto założyć psu wątek ze zdjęciami i opisem charakteru w pierwszym poście. Ewentualnie poprosić o pomoc w ogłoszeniach, są bazarki - można wykupić ogłoszenia na wielu portalach. Radzę zrobić wizytę przedadopcyjną przed oddaniem psa (również można kogoś o to poprosić, jak już będzie chętny potencjalny dom), wykastrować psa, spisać umowę adopcyjną, w której umieścić m.in zakaz trzymania na łańcuchu i zapewnienia mu karmy, wody, legowiska, także zakaz brania udziału w psich walkach.
Może ktoś wysłałby gotowca, bo ja niestety zgubiłam w kompie ? Mam tylko podrukowane.

Trzeba być przygotowanym na to, że pies z adopcji może wrócić. Ludzie robią takie numery, że im się odwidzi i mogą po prostu oddać psa lub odwieźć go do schroniska. Z tym, że znane mi schroniska nie przyjmują psów od prywatnych właścicieli.

Ponadto behawiorysta, żeby ocenił czy pies nie zagraża otoczeniu, bo może w ogóle nie kwalifikuje się do adopcji i zeżre obcą osobę, albo problem jest wyolbrzymiony i pies będzie mógł zostać tam gdzie jest.

Pies oddawany do adopcji musi mieć książeczkę zdrowia z aktualnym szczepieniem na wściekliznę. Gdyby krótko po adopcji kogoś ugryzł, to Wy możecie mieć przykre konsekwencje z tego tytułu, że był nieszczepiony.

Posted

[quote name='ewee']Hmmm .. w gruncie rzeczy pospolity przypadek , pojawiło się dziecko pies won z domu :( Następne "matczyne prawo " na pozbycie się psa to że dziecko "na pewno będzie miało alergię " Mnóstwo jest tego typu ogłoszeń w necie , i zwykle cała dogomania aż gotuje się z oburzenia . A tu pełna akceptacja na pozbycie się psa. Tylko że , tutaj nikt prawidłowo nie wprowadził do rodziny ani dziecka , ani synowej . Prawdopodobnie za jakiś czas kura wyprowadzi się , ale pies już nie wróci do tej rodziny. Ot, kolejny pies straci dom bo wiadomo "matczyne prawa "[/QUOTE]

No tak, włóżmy do jednego worka brak czasu i chęci, i wydumaną alergię razem z ryzykiem poważnego pogryzienia, czy sytuacjami kiedy dzieciak ląduje na pogotowiu, bo się dusi od sierści.
Za tą sytuację nie odpowiada Kura, ani tym bardziej dziecko - tylko teściowie. A niestety wygląda na to, że pierwsze w kolejce do ponoszenia odpowiedzialności za ich zaniedbania jest małe dziecko. I dla niektorych miłośników piesków to na dodatek jest w porządku. Straszne...

Posted (edited)

Martens, odpowiedzialność za psa spoczywa na właścicielach. To rzeczywiście jest bardzo proste dla niektórych -oddać psa najlepiej do schronu, niech sobie go ktoś inny adoptuje, niech pogryzie inne dziecko, w innym domu, najważniejsze, że ja nie poniosę żadnych konsekwencji, wydatków, prawda ? Myślę tu o stanowisku teściowej, które jest dla mnie karygodne i mam nadzieję, ze żadne schronisko tego psa nie przyjmie.

Schroniska to nie są dożywotnie hotele dla psów, ani ośrodki resocjalizacyjne (niestety). Pies ze schroniska wychodzi najczęściej jeszcze bardziej problemowy niż był i trafia do przypadkowej osoby adoptującej. Znamy przecież realia.

A ja na miejscu Kury, gdyby było rzeczywiści realne zagrożenie atakiem psa na moje dziecko, a teściowie byliby głusi, to opuściłabym ten dom i zabrała dziecko choćby do swojej matki.
No chyba, że nie jest wcale tak źle..
Wówczas powtarzam się- to jest dom z ogrodem i można stworzyć bezpieczne warunki i dla dziecka i dla psa.

Na bezludną wyspę i tak ten pies się nie wyprowadzi i musi funkcjonować pomiędzy ludźmi.

Edited by toyota
Posted

czytam ten wątek i czytam i widzę tylko jedną opcję i jest to co napisała MAJKOWSKA

Zgłoś się do jakiejś fundacji, tam zbadają psa, wezmą pod obserwację może się akurat tak zdarzy że trafi do DT i będą go tam "naprawiać" i dzięki temu znajdą mu odpowiedzialny dom. Opisz sytuację co, jak i dlaczego a oni na pewno pomogą.
Fundacja jest lepszym rozwiązaniem niż czekanie w schronisku na cud.

Kojec też jest dobrym rozwiązaniem bo pies może latać luzem np. w nocy i mieć kojec otwarty. On by pilnował i miał dom a właściciele spokój.
No niestety trzeba znaleźć dużo chęci żeby zaopiekować się dzieckiem i psem. Zadbać o bezpieczeństwo, a jak widać po postach to faceci dbają tylko o swój tyłek i najlepiej jak potrafią wycofują się z problemu. Tak to już niestety bywa.
Tylko to jest moje zdanie na ten temat, bo skoro psiak sprawiał problemy wychowawcze i nic z tym nie robiono to po co brac psa i się wzajemnie męczyć.

Posted

Toyota, Mała Dzika Kura - a to ona jest autorką wątku - nie proponowała schroniska. Zrozumiałam, że to jest opcja teściowej. Kontra opcja teścia - uśpić. Mała Dzika Kura próbuje znaleźć trzecie wyjście - ma prawo. Jeśli nie uda się upchnąć psa gdzieś, gdzie ktoś będzie z nim pracował/będzie potrzebował do stróżowania/będzie miał czas na 3-godzinne spacery dziennie itp, to być może faktycznie opcja teścia jest rozsądniejsza niż schronisko.
Wyprowadzić się tez można, jasne. Tylko że mi się wydaje, że jak ktoś może się wyprowadzić od teściów, to zrobiłby to nawet gdyby piesio był milusińskim blabladorkiem z papieru toaletowego. Przynajmniej ja nie znam nikogo, kto mieszka z teściami, bo tak chce i lubi, a nie bo musi :cool3:

Posted

a mogę prosić o podanie namiarów na jakieś fundacje, które mogłyby pomóc? do "niechciane i zapomniane" już pisałam ale bez odzewu

Jak dla mnie to byłaby najlepsza opcja, gdyby ktoś go wziął na DT, nie wiem jakie są realia i zwyczaje, no ale żarcie itp. od nas by mógł mieć oczywiście, no i przede wszystkim od kogoś ocenę i socjalizację, a ja jednoczesnie bym szukała domu i miała się kogo poradzić jeśli chodzi o oddanie komuś psa. Mam ściągnięte jakieś umowy ale kurde, nawet nie wpadłoby mi do głowy pisać o walkach :( więc dzięki

założę jeszcze wątek tu na dogomanii przy psach do adopcji, ale to lepiej w lokalnych czy na ogólnym?
aha, i tyle mojego działania na teraz, bo dziecko się obudziło :] więc sorry że nie odpisuję na wszystkie pytania teraz, mam czas w sumei tylko późnym wieczorem

Posted

Może na wątku się odezwą jakieś osoby, które mają dt i warunki na takiego psa.

A jakby tego psa podesłać do dogowatych i owczarkowych fundacji? Może i to tak stricte on czy dog nie jest, ale jest ładny, więc podejrzewam że fundacja się nim może zainteresować, albo choc pomóc przez ogłoszenie go na stronie.

Wsadzenie psa do kojca jest dla mnie o tyle bezsensowne że skoro nie macie możliwości pracy z nim w domu to samym zamknięciem w kojcu go nie wychowacie. To może być chwilowa izolacja psa dla zapewnienia spokoju o dziecko, ale na dłuższą metę wcale psu nie pomoże : on nadal będzie potrzebował pracy i ruchu. Tymbardziej że pies zamkniety często wcale milszy się nie robi, a wiosna przyjdzie, dziecko będzie się chciało do wieczora bawić na ogródku więc pies będzie musiał być zamknięty praktycznie cały czas. Jeśli już podejmiecie taki krok to trzeba się będzie mocno z tym liczyć że trzeba będzie jeszcze osobny czas poświęcić dla psa żeby przebywanie notorycznie w kojcu nie było dla niego męczarnią.

A co mówi teściowa o obecnej sytuacji i padających tu pomysłach?

Posted

[quote name='Majkowska']
A co mówi teściowa o obecnej sytuacji i padających tu pomysłach?[/QUOTE]

.. właśnie dziś zagadnęłam co z kastracją, a że w międzyczasie zadzwoniłam jeszcze do naszego schroniska żeby podpytać, to też się podpieram autorytetem że tam mówili stanowczo że jak pies jest agresywny to przed rozpoczęciem pracy z nim pierwszy krok to kastracja, no a ona, że to koszty, że trzeba będzie psa pielęgnować, może będzie miał trudności z chodzeniem, a jak odebrać pod narkozą, nie te plecy żeby nosić i w ogóle. Mam wrażenie że najlepiej jakby się samo zrobiło... No ja nie wiem, ale myślę że jakoś by się dało umówić żeby chociażby przetrzymali w lecznicy do obudzenia, żeby uspokoić przed zabiegiem, pogadać spróbuję z mężem bo na taką krótkofalową akcję to może dla świętego spokoju pójdzie. No a inne pomysły, szkolenie nie, kojec nie, garaż nie.
Dostałam od pani ze schroniska namiary na dwie fundacje w każdym razie, 2 plus 4 i dla bokserów

Posted

To powiedz teściowej że żadna lecznica nie wyda jej po pierwsze nieprzytomnego psa.
Po operacji psa wybudzają. Fakt faktem słania się na nogach ale jako tako jest w stanie stać sam. Zresztą u weta zawsze można poczekać na to aż pies będzie w miarę już trzeźwy - tak jak napisałaś :) Pielęgnacja po kastracji też wyczynem nie jest, tyle żeby nie lizał i nie rozerwał rany. Rana się goi bardzo szybko.
Jeśli go wykastrujecie to już będzie odhaczony jeden punkt odsunięcia potencjalnych niestosownych chętnych. Dla waszego spokoju też to dobrze zrobić.

Szkolenie nie , kojec nie, garaż nie - czyli padło na oddanie psa?
Kurcze, teściowa uparta,ale cóż, pies jej, i tak dobrze że ma Ciebie i trzymasz rękę na pulsie mimo że mogłabyś od razu wziąć psa za fraki i wy.... z domu.
Tylko dziwię się trochę jak komuś może być szkoda "krzywdzić" psu wprowadzając reguły, a już oddać go nawet do schroniska - nie.

Wkleisz może link do wątku który mu zrobiłaś na dogo?

Posted

[quote name='mała dzika kura'].. właśnie dziś zagadnęłam co z kastracją, a że w międzyczasie zadzwoniłam jeszcze do naszego schroniska żeby podpytać, to też się podpieram autorytetem że tam mówili stanowczo że jak pies jest agresywny to przed rozpoczęciem pracy z nim pierwszy krok to kastracja, no a ona, że to koszty, że trzeba będzie psa pielęgnować, może będzie miał trudności z chodzeniem, a jak odebrać pod narkozą, nie te plecy żeby nosić i w ogóle. Mam wrażenie że najlepiej jakby się samo zrobiło... No ja nie wiem, ale myślę że jakoś by się dało umówić żeby chociażby przetrzymali w lecznicy do obudzenia, żeby uspokoić przed zabiegiem, pogadać spróbuję z mężem bo na taką krótkofalową akcję to może dla świętego spokoju pójdzie. No a inne pomysły, szkolenie nie, kojec nie, garaż nie.
Dostałam od pani ze schroniska namiary na dwie fundacje w każdym razie, 2 plus 4 i dla bokserów[/QUOTE]

Pielęgnacja psa po operacji to pikuś. Szczególnie w porównaniu z suką. Nie otwiera się brzucha, pies ma na mosznie kilkucentymetrowe nacięcia w samej skórze, których teraz zwykle nawet się nie szyje, bo tak szybciej się goi.
Psa dostaniecie wybudzonego i chodzącego, sam powinien wejść do auta i chodzić. Mój w dniu kastracji był po zabiegu nie w humorze, tzn. kręcił się po domu i mamrotał, ale bardziej z powodu kiepskiego samopoczucia po narkozie niż wielkich "ran". Na drugi dzień po psie nie było widać, że w ogóle miał jakikolwiek zabieg! Biegał, skakał, szczekał - tyle że do wygojenia chodził w kołnierzu, żeby nie dłubał w rankach. Pielęgnacja po operacji to było dwukrotne popsikanie sreberkiem w sprayu ranek. Po 10 dniach były tylko blizny. Teściowa ma jakieś dzikie wyobrażenie o zabiegu ;) nie trzeba psa nosić, cudować z jakąś wielką pielęgnacją ran ani nic.

Posted

[quote name='Majkowska']
Tylko dziwię się trochę jak komuś może być szkoda "krzywdzić" psu wprowadzając reguły, a już oddać go nawet do schroniska - nie.[/QUOTE]
to nie niechęć do "krzywdzenia" psa tylko niechęć do pracy z psem wynikająca z lenistwa. łatwiej jest oddać zwierzątko niż poświęcić mu trzy godziny dziennie, a do tego wymagać od niego non stop posłuszeństwa. teściowej by się przydała wizyta w schronisku, tak zeby się zapoznała z warunkami tam panującymi i była w pełni świadoma tego, gdzie pies trafić może.

Posted

Mój pies był kastrowany - miał szwy 'rozpuszczalne', po tygodniu trzeba było tylko podejść do weta żeby luknął czy wszystko ok. Tyle z tej ciężkiej pielęgnacji. Mój nawet kołnierza nie nosił bo nie interesował się, a kołnierz od razu rozpindrzył. Pies niecałą dobę po kastracji przejechał jakieś 250km ze schroniska do nas do domu, normalnie chodził, załatwiał się, sikał, miał wtedy nawet apetyt (co u niego było rzadkością i jest nadal niespotykane).
Tak więc kastracja psa to pikuś.

Współczuje tak leniwej rodziny, psa przygarnęli jednak nic nie chcą zrobić by psu żyło się lepiej. Każdy lubi jasne zasady i reguły, zwierzęta również.

Posted

W schronisku jak kastrują psa, to wiozą go taczką ogrodniczą do "gabinetu", a zaraz po narkozie wrzucają od razu do brudnego kojca z kilkom psami.

Narkozy są różne, w normalnym gabinecie weci stosują taką, która szybko się metabolizuje i pies wychodzi po zabiegu od razu na własnych nogach.

Posted

[quote name='toyota']W schronisku jak kastrują psa, to wiozą go taczką ogrodniczą do "gabinetu", a zaraz po narkozie wrzucają od razu do brudnego kojca z kilkom psami.

Narkozy są różne, w normalnym gabinecie weci stosują taką, która szybko się metabolizuje i pies wychodzi po zabiegu od razu na własnych nogach.[/QUOTE]

No proszę, a mój pies był sam do tego w czystym kojcu. Ogólnie całe schronisko nie było mordownią, a psy miały fajne warunki. Mój jak wyszedł miał w miarę czyste futro, nie śmierdział, fryzjerka psia szybciutko go wymyła i nie musiała wycinać dredów ani golic - tak wiem szok, sama byłam z ojcem w szoku.

Posted

Toyota, to co opisujesz odnośnie schroniska (już w niepierwszym poście) jest przerażające , aż uwierzyć nie mogę że tak u was jest. Na szczęście u nas jest o niebo lepiej, bo mimo że w schronisku warunków dobrych nie ma, to i tak jest w miarę, bo władze schroniska starają się jak mogą.
Niestety, nie każdy schron tak ma :(

Posted

U nas też nie wszystko się zobaczy na wejściu, na taczkach nie wożą psów przy potencjalnych adoptujących :p. Z resztą to akurat chyba nie jest szkodliwe dla tych psów, tyle tylko, że strasznie wygląda, zwłaszcza, że jedzie na raz kilka nieprzytomnych psów jeden na drugim.

Ja mówię o tym, jakie są realia, żeby ludzie zastanowili się zanim oddadzą swojego psa do schroniska, bo im się nie chce dłużej zajmować, albo żeby nie podrzucali do schroniska swoich szczeniaków, bo suka musi mieć przecież młode, bo tak natura chce itp. , i wierzą święcie, że dobrze robią, bo przecież schronisko się zaopiekuje.
Otóż, opieka jest jak w obozie koncentracyjnym i ja na miejscu tych psów wolałabym popełnić samobójstwo waląc głową w budę, natomiast szczeniaki w większości umrą na parwowirozę. Mogłabym zamieścić fotki dokumentujące warunki tego schroniska, ale nie chcę zaśmiecać wątku i robić tu bałaganu. Dodam tylko, że kontrole z PIW są i jest wszystko w porządku.

Posted

Zgadzam się że warunki są jakie są, opieka jest jaka jest. Nie zgadzam się że każde schronisko jest mordownią, są schroniska jak w Szczecinku, są schroniska które dążą do tego by było jak w Szczecinku. Nie można znów każdego wrzucać do jednego wora.
JEDNAK - oddanie psa do schroniska jest okrutne, nie ma wytłumaczenia dla takiego zachowania. Oddanie do schroniska bo jest się leniem i psa do porządku nie chce się doprowadzić również jest straszne (tu pomysł teściowej założycielki wątku). Ludzie którzy 'mnożą' 'bo jeden miot musi być' to tylko bezmózgie (moim zdaniem) osobniki nie dostrzegające ogromu krzywdy wyrządzanej zwierzętom.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...