Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Wydaje mi się że autorka, nawet jeśli to nie jej pies , to założyła wątek bo na psa nie leje tylko chce coś zrobić, chce jakoś unormować sytuację tak żeby pies był dobrym towarzyszem rodziny i żeby oni wraz z dzieckiem czuli się bezpieczni przy tym psie. Dla mnie to jest znak że szuka pomocy - ufa nam że tu ją znajdzie i jej pomożemy, a tu na wstępie "pozbądź sie problemu bo i tak nie dacie sobie rady i nie nadajecie się na właścicieli psa".

Ja nie będę zakładać się i wolę nie skreślać ani psa ani właścicielki, bo nie znamy na tyle sytuacji żeby być czegokolwiek pewnym.
Czyli rozumiem że jeśli mój pies kosztuje mnie wiele nerwów, czasu i pieniędzy to mam nie szkolić go tylko oddać i wsio gra?
Wszystko da się okiełznać i ogarnąć- trzeba jedynie chcieć. Najprościej jest psa wziąć, odchować, trzymać go w braku reguł przez te kilka lat, a potem jak sprawi problem pozbyć się ze wsparciem ludzi z forum które rzekomo ratuje psy ( co innego mnie śmieszy, że gdyby w pierwszym poście napisała " chcę oddać psa bo jest niewychowany i zagraża dziecku" to spadłyby na nią wszelkie gromy).
Mój pierwszy pies był również źle wychowany i sądzę że też byłby w stosunku do dziecka nie miły i byłoby bardzo ciężko - ale nie oddałabym przyjaciela którego tak 13 lat chowałam i któremu charakter zepsułam.

[quote name='maartaa_89']dla mnie pies nie ma prawa rzucić się na człowieka ktory nic mu nie robi tylko stoi/siedzi. Taki pies dla mnie jest od razu do "odstrzału". Rozumiem warczenie,kłapanie zębami czy ich szczerzenie. Rozumiem szczekanie. Ale realny atak? W zyciu nie ryzykowalabym zdrowiem mojego dziecka bo ktos sobie nie poradził w wychowaniu psa. Ba- nawet gdyby to mój pies się tak zachował to bym poważnie rozwazyła opcję oddania go.[/QUOTE]
Ale ten pies nie urodził się i nie rzucił na właścicieli tylko został wychowany tak a nie inaczej.
Złota rada dogomani - wychowaj źle psa a potem do "odstrzel".. - popieramy faktycznie odpowiedzialność i miłość do psów...

Czuję że ten wątek zszedł do tego że dziewczyna pisze że ma problem i szuka pomocy w rozwiązaniu go, a tu wyraźny przekaz - jesteście beznadziejni, nie dacie rady, oddajcie psa bo już nic z tego nie będzie.
Ja bym z perspektywy osoby która przeczytała 2 zdania w necie nie wnioskowała jak napewno jest, bo może mimo wszystko warto tu coś zrobić żeby umilić rodzinie życie z psem a nie skazywać go na schronisko. Tymbardziej że jeśli by ten pies był z takim morderczym problemem że faktycznie nie da się już nic z nim zrobić to oddanie go do nowego domu w wieku 7 lat to cud...
Ja bym spróbowała z tym psem popracować, opanować jego kontakty z dzieckiem i zadbać o porozumienie. Nie wierzę że się nie da. Da się jeśli tylko się chce.
Ale ten wybór już pozostawię właścicielom.

  • Replies 146
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Mam wrażenie że nie umiesz czytać :roll: ...
Była radzona praca z psem, było radzone męczenie fizyczne i psychiczne, były rady jak doraźnie pomóc. Jednak jak ktoś pisze że nie będzie pracować bo nie chce, bo nie może, bo nie. To sorry czego ty od ludzi oczekujesz, że pojadą i wyszkolą im psa :shake:
Nikt nie napisał że to pies morderca, tylko że jest jaki jest bo nikt go nie wychował. Jest w kwiecie wieku i lepiej oddać go teraz niż za 2-3lata do schroniska wywalić 'bo pies miał żyć max 7lat'.

Zamiast w kółko powtarzać 'pracuj z psem', przeczytaj co właściwie pisze założycielka wątku. Ona psem się nie zajmie bo nie może, teściowa nie umie i się nie nauczy, faceci mają sprawę gdzieś. Gdzie ty tu widzisz możliwości szkolenia i wychowania psa...

Posted (edited)

Powiem Wam, że nie mogłam w nocy spać z powodu tego psa i podejścia tych ludzi i przypomniała mi się taka bardzo podobna historia.

9 lat temu kuzynka przyniosła do domu szczeniaka, który okazał się miksem amstaffa z kundelkiem. Pies jest duży i nadpobudliwy. Podobny z wyglądu do bohatera wątku. Jej rodzice są głuchoniemi i był to ich pierwszy pies, więc nie potrafili go wychować. Gdy przychodzą do nich goście, pies wariuje i niekoniecznie to jest radość. Jest wówczas zamykany w pokoju i po ok. 10 min. jak się nieco uspokoi, a gość zasiądzie w fotelu, wówczas wypuszczają tego psa i on obwąchuje wtedy nieznajomego. Tak było przez kilka lat, aż wydarzyła się tragedia. Pewna znajoma zaczęła piszczeć na jego widok, wstała z fotela i krzyknęła coś w tym stylu " ojej ja się go boję". Wówczas pies ją zaatakował -zawisł na jej piersi i wujek musiał go odrywać. Pomimo wypchanego gąbką stanika obrażenia były dość poważne- pierś sina i pokaleczona.
Od tej pory ciocia z wujkiem już nie wypuszczają psa z pokoju, gdy są goście,a na spacerach zachowują jeszcze większą ostrożność (smycz + kaganiec).
Kuzynka założyła rodzinę i mieszkała przez jakiś czas z rodzicami, a gdy była w ciąży nie było nawet takiego tematu co zrobić z psem. Porto nie zna dzieci i zachowuje się wobec nich nerwowo. Dla wszystkich było oczywiste, że nie mogą mieszkać "na kupie" na 3 pokojach z maleńkim dzieciątkiem i agresywnym psem.
Pomoc behawiorysty odpada, bo rodzina jest niezamożna i w dodatku są to ludzie głuchoniemi, więc porozumienie się z behawiorystą byłoby trudne, a w dodatku ciocia czy wujek nie usłyszą warczenia psa, więc z opóźnieniem reagują na pewne sytuacje.
Kuzynka po prostu musiała wynająć mieszkanie. Dziecko ma w tej chwili roczek i ma kontakt z psem, pod ścisłą kontrolą, kiedy odwiedzają babcię. Kuzynka wynajęła mieszkanie bardzo blisko, bo chce mieć blisko babcię.

I tyle Wam powiem, że mam szacunek dla tych ludzi, bo mogli wy....bać tego psa do schroniska, mogli go poddać eutanazji i jeszcze mieliby Wasz aplauz prawda ?
Dodam tylko, że ciocia jest głuchoniemą sprzątaczką, natomiast wujek jest głuchoniemy i na rencie. Młodzi natomiast- kuzynka po ekonomiku a jej mąż po zawodówce i sobie radzą, nie są krezusami.

Tyle, że oni tego psa kochają i są po prostu odpowiedzialni.

Młoda mama ani jej dziecko nie jest pępkiem świata, a wnuczek nie przestanie być ukochanym wnusiem, jeśli nie będzie siedział non stop na głowie u dziadków.


To tyle na ten temat, bo nie chcę się denerwować nieodpowiedzialnymi ludźmi.

Edited by toyota
Posted

Moze wtrace moje uwagi. Ja widze, ze pies nie jest wybiegany i tutaj powinni inni(mescy) domownicy wkroczyc i umozliwic dlugie spacery z kontrola przy ciaganiu linki.W trakcie spacerow nawiazuja sie relacje, a tesciowa wyprowadza psa tylko na koo i pipi. To jest za malo. Sami wiecie, ile duzy pies gania. Bezdroze tez jest potrzebne. To nie jest pudelek lub ratlerek, ktory po 10 min. wraca do domu. I tu mamy ten nadmiar energi u psa. Moja rada - pogonic chlopow do roboty i wykastrowac (ale tylko psa):loveu:

Posted

[quote name='Maron86']Mam wrażenie że nie umiesz czytać :roll: ...
Była radzona praca z psem, było radzone męczenie fizyczne i psychiczne, były rady jak doraźnie pomóc. Jednak jak ktoś pisze że nie będzie pracować bo nie chce, bo nie może, bo nie. To sorry czego ty od ludzi oczekujesz, że pojadą i wyszkolą im psa :shake:
Nikt nie napisał że to pies morderca, tylko że jest jaki jest bo nikt go nie wychował. Jest w kwiecie wieku i lepiej oddać go teraz niż za 2-3lata do schroniska wywalić 'bo pies miał żyć max 7lat'.

Zamiast w kółko powtarzać 'pracuj z psem', przeczytaj co właściwie pisze założycielka wątku. Ona psem się nie zajmie bo nie może, teściowa nie umie i się nie nauczy, faceci mają sprawę gdzieś. Gdzie ty tu widzisz możliwości szkolenia i wychowania psa...[/QUOTE]

Masz rację, ze źle wychowanym psem nie da się nic już absolutnie zrobić prócz uśpienia lub oddania do schroniska - może propozycje spróbowania od nowa z psem są wogóle śmieszne, kosmiczne i idealistyczne bo przecież to niemożliwe... A złe wychowanie psa wcale winą wlaściciela nie jest .
Od jakich ludzi ja coś oczekuję , bo nic mi o tym nie wiadomo żebym kogoś tu na wątku o coś prosiła w stosunku do m.d.k?
Nie wiem czy się znacie czy nie, ale napisałaś w imieniu wlaścicielki kilka postów wcześniej że ten pies zagraża dziecku i jest w jakiś tam sposób nieobliczalny.
Jeśli kwiat wieku to 7 lat (gdzie z weterynaryjnego pukntu się ten wiek nazywa seniorem) to czemu ludzie nie chcą zbytnio psów w kwiecie wieku?

Skoro właścicielka wątku napisała wyraźne- co ja pominęłam bo nie umiem czytać- że nie będzie z tym psem pracować i nie chce nic z nim do czynienia mieć tylko chce się go pozbyć to po co ten wątek? Co to , szukanie poklasku dla oddawania psa do schroniska czy co? Nie rozumiem, wydawało mi się że to osoba o dobrym sercu tylko postawiona w dramatycznej sytuacji gdzie nie wie co ma zrobić i pyta o pomoc, myślałam że w takim wypadku można (bo nie jest to na forum zabronione) wyrazić swoje zdanie i doradzić z pełnym wsparciem. Ale widocznie nie....

Posted

Jeśli można :roll:
W 100 % zgadzam się z Majkowską i Toyotą
Dajcie psu jeszcze jedną szanse. Praca pozytywna, nawet Ty możesz z nim tak pracować naucz go (jeśli nie umie) siadać na komendę(niech siedzi/leży czy co chcesz w obecności dziecka) i skojarzenia pozytywne dziecko = smaczki, zabawa,
spacer, Wasza uwaga. Pies szybko załapie o co Wam chodzi , sama mówiłaś ze na szkoleniu zaczaił szybko. Od początku socjal psa z dzieckiem
I co do męskiej strony tej rodziny to myślę że jeżeli zależy im na dziecku i na psie to ruszą dupska i popracują choć trochę z psem, chociażby spacer ... to tak wiele ?

Posted

Pies atakował nie tylko dziecko, także autorkę postu, jest agresywny wobec psów, ludzi, wózków, samochodów - mniejsze od siebie "obiekty" atakuje z chęcią rozszarpania (post 1). Teściowa już raz została przez niego ugryziona, poza tym "fruwa" za nim po ulicy (post 1), z każdego spaceru wraca umęczona i obolała (post 3). Nie ma nikogo, kto mógłby się zająć szkoleniem, bo autorka wątku nie może ze względów zdrowotnych, teściowa nie przestrzega zasad (post 3) i uważa, że pies ma coś z głową (post 11), teść ma to gdzieś i zwala winę na dziecko, które ma ile? - 8, 9 miesięcy [!] (post 7) a mąż nie widzi żadnego zagrożenia (post 7). Kaganiec jest, ale boją się go psu założyć [sic!] (post 3)
Jeśli opis jest prawdziwy to pies jest nieźle zwichrowany plus błędy popełnione przy wprowadzaniu dziecka do domu (post 11).


A dziecko jest na progu wejścia w fazę raczkowania i za chwilę skończy się noszenie na rękach. Zrobi się cholernie niebezpiecznie, bo z psem nikt się nie chce/nie umie dogadać, a z dzieckiem przez jakiś czas jeszcze nie będzie się dało.
Wyjścia są dwa - albo pies do nowego domu, albo autorka z dzieciakiem do nowego domu. Kastracja na cito - w każdym z rozwiązań może tylko pomóc.
Bo na wdepnięcie w szkoleniową nirwanę teścia albo męża raczej bym nie liczyła. Na cud ozdrowienia fizycznego autorki też nie. Choć można w tych intencjach świeczkę zapalić. Byleby to nie był diabłu ogarek - dobrymi chęciami łatwo wybrukować cudze piekło, które potem ogląda się na oddziale traumatologii dziecięcej.

Posted

[quote name='filodendron']Pies atakował nie tylko dziecko, także autorkę postu, jest agresywny wobec psów, ludzi, wózków, samochodów - mniejsze od siebie "obiekty" atakuje z chęcią rozszarpania (post 1). Teściowa już raz została przez niego ugryziona, poza tym "fruwa" za nim po ulicy (post 1), z każdego spaceru wraca umęczona i obolała (post 3). Nie ma nikogo, kto mógłby się zająć szkoleniem, bo autorka wątku nie może ze względów zdrowotnych, teściowa nie przestrzega zasad (post 3) i uważa, że pies ma coś z głową (post 11), teść ma to gdzieś i zwala winę na dziecko, które ma ile? - 8, 9 miesięcy [!] (post 7) a mąż nie widzi żadnego zagrożenia (post 7). Kaganiec jest, ale boją się go psu założyć [sic!] (post 3)
Jeśli opis jest prawdziwy to pies jest nieźle zwichrowany plus błędy popełnione przy wprowadzaniu dziecka do domu (post 11).


A dziecko jest na progu wejścia w fazę raczkowania i za chwilę skończy się noszenie na rękach. Zrobi się cholernie niebezpiecznie, bo z psem nikt się nie chce/nie umie dogadać, a z dzieckiem przez jakiś czas jeszcze nie będzie się dało.
Wyjścia są dwa - albo pies do nowego domu, albo autorka z dzieciakiem do nowego domu. Kastracja na cito - w każdym z rozwiązań może tylko pomóc.
Bo na wdepnięcie w szkoleniową nirwanę teścia albo męża raczej bym nie liczyła. Na cud ozdrowienia fizycznego autorki też nie. Choć można w tych intencjach świeczkę zapalić. Byleby to nie był diabłu ogarek - dobrymi chęciami łatwo wybrukować cudze piekło, które potem ogląda się na oddziale traumatologii dziecięcej.

Jezu, wreszcie kolejny głos rozsądku, już się zastanawiałam czy to ja jestem jakaś dziwna.

Majkowska,toyota- nie wiem czy wy czytacie inny wątek?
Majkowska-to że akutorka założyła temat nie oznacza że tak na prawdę psu chce pomóc. Może musi sie wygadać, może potrzebuje "kopa" do podjęcia trudnej decyzji o oddaniu psa?

Serio,dla mnie tu nie ma w ogóle miejsca na zastanawianie się. Pies jest niebezpieczny a to, dlaczego tak się stało nie ma najmniejszego znaczenia. Nie w sytuacji gdy w domu jest MAŁE DZIECKO. To jest chwila, kilka sekund i dziecko może skończyć co najmniej mocno poturbowane i nastarszone. Nikt w tym domu nie da sobie rady z tym psem z jednego powodu- NIKOMU się nie chce.

Posted

też uważam że pora na zabawę w kliker minęła.
pies zaatakował dziecko.bezpieczeństwo dziecka jest ważniejsze.

nie mówię,że ten pies zasługuje na witaminę M.
ale myślę że decyzję o jego oddaniu trzeba podjąć zanim dziecko zacznie raczkować.
tylko gdzie oddać problematycznego psa,żeby miał szansę na dobre życie?

Posted

Ja nie wiem, czy niektórym rzyguś tęczusią do wszystkich piesków świata tak zaślepia mózg, że będą czekali aż dziecko będzie miało 50 szwów na twarzy, żeby orzec, że pies nie nadaje się do mieszkania z nim?

Pies jest agresywny wobec człowieka, pogryzł już ludzi, w tym swoją właścicielkę; zaatakował również dziecko "przez kojec" mimo że go nie prowokowało. Czemu miałby mieć jakiekolwiek opory przed ugryzieniem go jutro, za miesiąc albo za 2 lata?

Autorka wątku wyraźnie napisała, że z psem sobie nie radzi, CZASEM jest w stanie coś od niego wyegzekwować (!), nie może się nawet z nim szarpać, była również obiektem agresji, w swoich wysiłkach jest osamotniona. Były już próby pracy ze specjalistą, ale jak widać efektu nie przyniosły - bo rodzina nie chciała się stosować i nie będzie. Sorry, ale wyżej d*py nikt nie podskoczy. To nie jest nawet jej pies, ona sama sobie z nim nie poradzi, a rodzina ma gdzieś niebezpieczeństwo i pracę z psem.

Z całą swoją miłością do psów i niechęcią do oddawania/usypiania psów, bo ciąża/dziecko, w TAKIEJ sytuacji, zrobiłabym wszystko, żeby pies zniknął z otoczenia mojego dziecka, czy to przez znalezienie innego domu, czy uśpienie. I nie autorka wątku jest winna tej sytuacji, tylko właściciele psa, którzy przez całe lata, jeszcze przed przybyciem synowej, sukcesywnie go rozwydrzali i doprowadzili do tego, że stał się niebezpieczny. Oprócz dziecka i jego potencjalnej tragedii może wypadałoby pomyśleć, jak na wszystkich bogu ducha winnych psach większych/groźniejszych ras, odbija się każdy medialny przypadek ugryzienia dziecka. Za takie sytuacje jak tutaj, gdzie psa rozpuszcza się jak dziadowski bicz i kompletnie ignoruje niebezpieczeństwo, jakie on stwarza dla dziecka, cierpi potem opinia mnóstwa psów, tylko dlatego, że są duże, albo nie tej rasy co trzeba. Nikt nie zapamięta, że rodzina olewała jawną agresję, że lata źle wychowywała psa - będzie tylko afera, że pies bandyta pogryzł dzieciaka, psy są złe.

Posted

[quote name='Majkowska']Masz rację, ze źle wychowanym psem nie da się nic już absolutnie zrobić prócz uśpienia lub oddania do schroniska - może propozycje spróbowania od nowa z psem są wogóle śmieszne, kosmiczne i idealistyczne bo przecież to niemożliwe... A złe wychowanie psa wcale winą wlaściciela nie jest .
Od jakich ludzi ja coś oczekuję , bo nic mi o tym nie wiadomo żebym kogoś tu na wątku o coś prosiła w stosunku do m.d.k?
Nie wiem czy się znacie czy nie, ale napisałaś w imieniu wlaścicielki kilka postów wcześniej że ten pies zagraża dziecku i jest w jakiś tam sposób nieobliczalny.
Jeśli kwiat wieku to 7 lat (gdzie z weterynaryjnego pukntu się ten wiek nazywa seniorem) to czemu ludzie nie chcą zbytnio psów w kwiecie wieku?

Skoro właścicielka wątku napisała wyraźne- co ja pominęłam bo nie umiem czytać- że nie będzie z tym psem pracować i nie chce nic z nim do czynienia mieć tylko chce się go pozbyć to po co ten wątek? Co to , szukanie poklasku dla oddawania psa do schroniska czy co? Nie rozumiem, wydawało mi się że to osoba o dobrym sercu tylko postawiona w dramatycznej sytuacji gdzie nie wie co ma zrobić i pyta o pomoc, myślałam że w takim wypadku można (bo nie jest to na forum zabronione) wyrazić swoje zdanie i doradzić z pełnym wsparciem. Ale widocznie nie....

Kobieto serio zacznij czytać to co piszę!
Gdzie ja napisałam że ten pies taki czy siaki, gdzie napisałam że won do schronu - a najlepiej to uśpić? Ty w ogóle czytasz, czy przelatujesz po poście bo za długi :angryy:...
Sama mam psa 'problemowego' (adhd + agresja do samców + dominacja + spierniczony socjal przez poprzednich idiotów) i jakoś nie wylądował w schronie (baaa nawet został z niego zabrany), nie został uśpiony. O zgrozo nawet trafił do szkoleniowca, później na obedience, teraz w trakcie ćwiczenia śladów. Tylko jest jedno ALE - JA z psem pracuje i CHCĘ pracować żeby żyło nam się lepiej, MOGĘ pracować.

Tak napisałam 'w imieniu założycielki tematu' bo sama tak napisała we własnych postach.... o czym byś wiedziała gdybyś je przeczytała. :roll:

Tak pies jest w kwiecie wieku, zazwyczaj problemy z psami zaczynają się po 10roku życia (różne choroby, zmiany w zachowaniach, itp.) jednak też nie zawsze (nasz 16letni pies był normalny do końca, ostatnie 2m-c nie kontaktował i był agresywny do psów- odszedł na raka z przerzutami na całym ciele...).

Mam DT dla różnych psów (w zasadzie powyżej 3roku życia) i nie ma znaczenia czy pies ma 6m-c, czy 8-12lat. Jeśli ktoś chce psa bo się w nim zakocha to go weźmie.
Sama mam przypadek wyadoptowania psa który był oceniony na 8-12lat. Po 2,5m-c u mnie na DT poszłą do swojego domu stałego. Pies z agresją lękową - kłapał zębami na wszystko i wszystkich. Ciężka codzienna praca, pies wyszedł do nowego domu w miarę normalny, po 3m-c był nawrót zachowań. Właściciele mogli się psa pozbyć (wcale bym się nie zdziwiła), prosili o pomoc i ją uzyskali - teraz psiaka kochają ponad życie, a ona da się tulić, turlać po ziemi itp. Obcych ludzi nie cierpi.

filodendron - dziękuję za tak dokładne ujęcie tego co było pisane, może teraz przestaną być posty czytane na odpiernicz z dopisywaniem wielkiej ideologii

Posted

Nie wiem, jak można nie rozumieć powagi sytuacji. Autorka NIE JEST właścicielką psa, jest mamą, do tego nie ma siły ani możliwości fizycznie zająć się psem. Po prostu. Zbrodnia? Wyprowadzić się nie ma gdzie, ani jak - to akurat żadna nowość w naszym pięknym kraju, nie każdego stać na dom z ogrodem i stado psów.

Autorko, jeśli zdołasz namówić rodzinę na oddanie psa, postarajcie się poprosić jakąś fundację, np. niechciane i zapomniane, czy jakąs inną lokalną, o patronat i opiekę nad adopcją. Można tak zrobić, zeby pies trafił do właściwego domu. Powiedz, że nie chcesz, zeby twoje dziecko zostało przerobione na tatara przez psa zaniedbanego przez obu panów, nie ono jest tu winne tego, że komuś się nie chciało ruszyć odwłoka. Nie jest też ono królikiem doświadczalnym, na którym można badać kwestię "czy psa da się z dzieckiem oswoić". Przykre, ale sama jako mama siedemnastomiesiecznego chłopca, oczekująca na wiosnę dziewczynki regularnie stawiam szlaban miedzy suką teściów i swoim dzieckiem, bo suka nie została przez teściów wychowana i nie potrafi do dziecka podejść bez histerii i ataku. Pozostałe psy, z mojej strony rodziny, dziecko akceptują, bo od początku tego były uczone, ale suka niestety sobie nie radzi, więc ma zakaz zbliżania, gdyż nie życzę sobie, zeby moje dziecko było gryzakiem dla niestabilnego psa. Przy czym największy pies waży może 25 kg, a ta suka jakieś 14-15 (inna sprawa, ze rodzina przyprowadza ją do domu z dzieckiem np. wytarzaną w różnych świństwach...). Także bądź asertywna i nie daj się po prostu. Psa żal, ale można się postarać, by wyszło mu to na dobre, by znalazł dom, w którym go wymęczą, wybiegają, wychowają.

Posted

naprawdę bardzo dziękuję tym, którzy dokładnie przeczytali za uwagę i chęć obrony i adwokatowania... :)

toyota - w skrócie: pies nie szczekał na dziecko w ekscytacji, tylko na nie skoczył z zębami na wierzchu i z głuchym warkotem, po czym zatrzymał się z pyskiem między szczeblami. Wiem, że takie a nie inne zachowanie psa to kwestia (nie)wychowania. Przez pierwsze lata jego życia nie miałam z tym wychowaniem nic wspólnego, pomysł szkolenia bez opiekuna a za to z łamaniem uważam za głupi i okrutny dla psa, póki mi zdrowie pozwalało to pracowałam z tym psem w miarę możliwości, choć nie było to łatwe, bo cały czas ktoś mi robił krecią robotę, naprawdę można stracić motywację. Nie mam żadnej władzy nad innymi dorosłymi osobami w tym domu, nie mogę się wyprowadzić mimo szczerych chęci... Kilka osób które teoretycznie znają się na psach doradzały nam to samo jeśli chodzi o wprowadzanie małego do domu po porodzie, nie myślałam o tym żeby zatrudniać behawiorystę żeby nas w tym poprowadził, bo zresztą wyglądało na to że układa się OK. Polegało to np. na tym, że najpierw wchodził do domu wózek a nie pies, jak pies chciał się rzucić z czułościami (?) na dziecko, to siad, zostań, smakołyk, potem grzecznie powąchać, no i sztywne zasady że np. do sypialni nie wolno. Nie chcę, żeby pies został uśpiony. Nie chcę, żeby poszedł do schroniska, bo nie wyobrażam go sobie w klatce z innymi psami, polecą kłaki i krew (podszerstek to chyba ma, ma dłuższe kłaki i krótkie puchate pod spodem które gubi na lato). Ale to były pierwsze opcje zaproponowane w rodzinie. Dlatego tu jestem, bo może jest coś o czym nie pomyślałam. Dowiedziałam się, owszem, o klatkach kennelowych i o tym że psi behawiorysta to faktycznie spotykany zawód ;)

No dobra, ale nie będę już zajmować miejsca na tłumaczenie się. Jak pisałam, rozmawiałam z teściową, ona uważa że nie da sobie rady ze szkoleniem psa. I ja też tak uważam (aha, niedyspozycja zdrowotna potrwa jak dobrze pójdzie może rok, może dłużej). Decyzja już zapadła, pies będzie oddany. I powiem Wam, że przyszło mi na myśl, że może to mu nawet wyjść na dobre. W momentach kiedy był ostro w karbach, na zdyscyplinowanych spacerach, z zabawą i bieganiem na lince, był spokojniejszy i szczęśliwszy. Może znajdzie się ktoś kto będzie mógł mu to zapewnić.

Teraz martwi mnie jedno, tzn. jak znaleźć i przede wszystkim zweryfikować osobę która zaopiekowałaby się psem. Przecież każdy może powiedzieć, że odchował setki trudnych psów, a potem zostawić psa na podwórzu na łańcuchu. Piszecie o fundacjach np. niechciane i zapomniane, gdzie jeszcze warto się zwrócić o pomoc i w jaki sposób to działa? Mieszkamy pod Wrocławiem.

Posted

naprawdę bardzo dziękuję tym, którzy dokładnie przeczytali za uwagę i chęć obrony i adwokatowania...


toyota - w skrócie: pies nie szczekał na dziecko w ekscytacji, tylko na nie skoczył z zębami na wierzchu i z głuchym warkotem, po czym zatrzymał się z pyskiem między szczeblami. Wiem, że takie a nie inne zachowanie psa to kwestia (nie)wychowania. Przez pierwsze lata jego życia nie miałam z tym wychowaniem nic wspólnego, pomysł szkolenia bez opiekuna a za to z łamaniem uważam za głupi i okrutny dla psa, póki mi zdrowie pozwalało to pracowałam z tym psem w miarę możliwości, choć nie było to łatwe, bo cały czas ktoś mi robił krecią robotę, naprawdę można stracić motywację. Nie mam żadnej władzy nad innymi dorosłymi osobami w tym domu, nie mogę się wyprowadzić mimo szczerych chęci... Kilka osób które teoretycznie znają się na psach doradzały nam to samo jeśli chodzi o wprowadzanie małego do domu po porodzie, nie myślałam o tym żeby zatrudniać behawiorystę żeby nas w tym poprowadził, bo zresztą wyglądało na to że układa się OK. Polegało to np. na tym, że najpierw wchodził do domu wózek a nie pies, jak pies chciał się rzucić z czułościami (?) na dziecko, to siad, zostań, smakołyk, potem grzecznie powąchać, no i sztywne zasady że np. do sypialni nie wolno. Nie chcę, żeby pies został uśpiony. Nie chcę, żeby poszedł do schroniska, bo nie wyobrażam go sobie w klatce z innymi psami, polecą kłaki i krew (podszerstek to chyba ma, ma dłuższe kłaki i krótkie puchate pod spodem które gubi na lato). Ale to były pierwsze opcje zaproponowane w rodzinie. Dlatego tu jestem, bo może jest coś o czym nie pomyślałam. Dowiedziałam się, owszem, o klatkach kennelowych i o tym że psi behawiorysta to faktycznie spotykany zawód


No dobra, ale nie będę już zajmować miejsca na tłumaczenie się. Jak pisałam, rozmawiałam z teściową, ona uważa że nie da sobie rady ze szkoleniem psa. I ja też tak uważam (aha, niedyspozycja zdrowotna potrwa jak dobrze pójdzie może rok, może dłużej). Decyzja już zapadła, pies będzie oddany. I powiem Wam, że przyszło mi na myśl, że może to mu nawet wyjść na dobre. W momentach kiedy był ostro w karbach, na zdyscyplinowanych spacerach, z zabawą i bieganiem na lince, był spokojniejszy i szczęśliwszy. Może znajdzie się ktoś kto będzie mógł mu to zapewnić.


Teraz martwi mnie jedno, tzn. jak znaleźć i przede wszystkim zweryfikować osobę która zaopiekowałaby się psem. Przecież każdy może powiedzieć, że odchował setki trudnych psów, a potem zostawić psa na podwórzu na łańcuchu. Piszecie o fundacjach np. niechciane i zapomniane, gdzie jeszcze warto się zwrócić o pomoc i w jaki sposób to działa? Mieszkamy pod Wrocławiem.

Posted

naprawdę bardzo dziękuję tym, którzy dokładnie przeczytali za uwagę i chęć obrony i adwokatowania...


toyota - w skrócie: pies nie szczekał na dziecko w ekscytacji, tylko na nie skoczył z zębami na wierzchu i z głuchym warkotem, po czym zatrzymał się z pyskiem między szczeblami. Wiem, że takie a nie inne zachowanie psa to kwestia (nie)wychowania. Przez pierwsze lata jego życia nie miałam z tym wychowaniem nic wspólnego, pomysł szkolenia bez opiekuna a za to z łamaniem uważam za głupi i okrutny dla psa, póki mi zdrowie pozwalało to pracowałam z tym psem w miarę możliwości, choć nie było to łatwe, bo cały czas ktoś mi robił krecią robotę, naprawdę można stracić motywację. Nie mam żadnej władzy nad innymi dorosłymi osobami w tym domu, nie mogę się wyprowadzić mimo szczerych chęci... Kilka osób które teoretycznie znają się na psach doradzały nam to samo jeśli chodzi o wprowadzanie małego do domu po porodzie, nie myślałam o tym żeby zatrudniać behawiorystę żeby nas w tym poprowadził, bo zresztą wyglądało na to że układa się OK. Polegało to np. na tym, że najpierw wchodził do domu wózek a nie pies, jak pies chciał się rzucić z czułościami (?) na dziecko, to siad, zostań, smakołyk, potem grzecznie powąchać, no i sztywne zasady że np. do sypialni nie wolno. Nie chcę, żeby pies został uśpiony. Nie chcę, żeby poszedł do schroniska, bo nie wyobrażam go sobie w klatce z innymi psami, polecą kłaki i krew (podszerstek to chyba ma, ma dłuższe kłaki i krótkie puchate pod spodem które gubi na lato). Ale to były pierwsze opcje zaproponowane w rodzinie. Dlatego tu jestem, bo może jest coś o czym nie pomyślałam. Dowiedziałam się, owszem, o klatkach kennelowych i o tym że psi behawiorysta to faktycznie spotykany zawód


No dobra, ale nie będę już zajmować miejsca na tłumaczenie się. Jak pisałam, rozmawiałam z teściową, ona uważa że nie da sobie rady ze szkoleniem psa. I ja też tak uważam (aha, niedyspozycja zdrowotna potrwa jak dobrze pójdzie może rok, może dłużej). Decyzja już zapadła, pies będzie oddany. I powiem Wam, że przyszło mi na myśl, że może to mu nawet wyjść na dobre. W momentach kiedy był ostro w karbach, na zdyscyplinowanych spacerach, z zabawą i bieganiem na lince, był spokojniejszy i szczęśliwszy. Może znajdzie się ktoś kto będzie mógł mu to zapewnić.


Teraz martwi mnie jedno, tzn. jak znaleźć i przede wszystkim zweryfikować osobę która zaopiekowałaby się psem. Przecież każdy może powiedzieć, że odchował setki trudnych psów, a potem zostawić psa na podwórzu na łańcuchu. Piszecie o fundacjach np. niechciane i zapomniane, gdzie jeszcze warto się zwrócić o pomoc i w jaki sposób to działa? Mieszkamy pod Wrocławiem.

EDIT: Ups, przepraszam za powtórki, internet mi się zaczął zwieszać i oto efekty...

Posted (edited)

Ja myślę, że to jest dobra decyzja o znalezieniu mu nowego domu, jednak może to być trudne.

Czy nie ma możliwości, żeby go przenieść, np. do garażu czy zmontować mu kojec i wychodzić na spacery, żeby całkiem nie zdziczał ? Czy mieszkacie w domu i jest jakieś podwórko ?

Powiem szczerze, że mi się to w głowie nie mieściło co opisujesz, że w domu są 4 osoby dorosłe i z tego 3 bagatelizują problem. Myślałam, że może przesadzasz, bo po prostu nie znasz się na psach, nie znasz też tego psa tak jak pozostali domownicy, więc może niepotrzebnie się go tak obawiasz i dlatego zasugerowałam, że może ktoś doświadczony by rzucił na psa fachowym okiem.

Cyt." Wobec mnie też - kiedy się wprowadzałam do domu teściów po ślubie to przez pewien czas traktował mnie z góry i nie raz miałam zębiska przy twarzy." Podejrzewałam, że opis może być przesadzony, bo taki horror to mi się w głowie nie mieści i nie wiem jak można dać radę żyć w takim domu. Ja uwielbiam psy, ale z takiego domu to bym spieprzała po prostu (przepraszam za wyrażenie). Wydaje mi się, że Twój mąż wraz z rodziną powinni zrobić wszystko, abyście mogli normalnie mieszkać, a co dopiero teraz jak jest małe dziecko.


W każdym razie nadal uważam, że pies nie powinien trafić do schroniska, bo z doświadczenia wiem, że adopcja schroniskowa byłaby do przypadkowej osoby, może nawet rodziny z dziećmi i może wtedy dopiero dojść do tragedii. Wy tego psa znacie i jego reakcje, a pomimo tego jest nieprzewidywalny.

Ideałem byłby doświadczony dom, tylko żeby taki znaleźć.

Edited by toyota
Posted (edited)

[quote name='toyota']Ja myślę, że to jest dobra decyzja o znalezieniu mu nowego domu, jednak może to być trudne.

Czy nie ma możliwości, żeby go przenieść, np. do garażu czy zmontować mu kojec i wychodzić na spacery, żeby całkiem nie zdziczał ? Czy mieszkacie w domu i jest jakieś podwórko ?

Powiem szczerze, że mi się to w głowie nie mieściło co opisujesz, że w domu są 4 osoby dorosłe i z tego 3 bagatelizują problem. Myślałam, że może przesadzasz, bo po prostu nie znasz się na psach, nie znasz też tego psa tak jak pozostali domownicy, więc może niepotrzebnie się go tak obawiasz i dlatego zasugerowałam, że może ktoś doświadczony by rzucił na psa fachowym okiem.


Spotkałam się z tym, że wolontariuszki w schronisku (co prawda młode dziewczyny), chciały wyprowadzić młodego psa z kojca, pies w wieku 6-7 miesięcy wariował z radości i ekscytacji i je trochę podgryzał za rękawy, a one stwierdziły, że go nie wyprowadzą, bo jest agresywny i kazały go z powrotem zamknąć pracownikowi do kojca. Serio !

Mój w wieku 6m-c gryzł już do krewi, nie lubił ludzi i ogólnie uważał ich za super zbędnych. Jak się mówiło 'wyjdź' lub 'zejdź' szedł atak z jego strony. U mnie też nikt z psem nie chciał pracować bo przecież to jeszcze młody pies i wyrośnie, jednak jak moja matka pofrunęła za nim na spacerze do psa z którym musiał się koniecznie przywitać - zapadła decyzja o szkoleniu :D. Mój ojciec w ogóle nic nie wymaga od psów i nigdy nie wymagał twierdząc że 'on nie pisał się na psa', szamotać się rano i 'miziać' owszem.
Dlatego osobiście wierzę że komuś nie chce się brać udziały w wychowaniu psa i ma to gdzieś, pomimo że to dorosły człowiek ... później zdziwienie że pies nie ma zamiaru miejsca ustąpić w przejściu i się na bezczela wpatruje aż pańciu ruszy dupsko :diabloti:

Mała dzika kura - wydaje mi się że należy szukać pomocy we wrocławskim TOZie. Poszukać po necie umów adopcyjnych i oglądnąć je, powystawiać z ładnym opisem i zdjęciami psiaka na portalach ogłoszeniowych. Poogłaszać małego na psich forach. Wyślij w świat na FB ogłoszenie że szukasz małemu nowego domu.

EDIT
[quote name='toyota']Cyt." Wobec mnie też - kiedy się wprowadzałam do domu teściów po ślubie to przez pewien czas traktował mnie z góry i nie raz miałam zębiska przy twarzy." Podejrzewałam, że opis może być przesadzony, bo taki horror to mi się w głowie nie mieści i nie wiem jak można dać radę żyć w takim domu. Ja uwielbiam psy, ale z takiego domu to bym spieprzała po prostu (przepraszam za wyrażenie). Wydaje mi się, że Twój mąż wraz z rodziną powinni zrobić wszystko, abyście mogli normalnie mieszkać, a co dopiero teraz jak jest małe dziecko.

Zdziwiłabyś się...
Suka którą wyciągnęłam ze schroniska na 18ur. potrafiła zaatakować bez ostrzeżęnia - zerwać się i gryźć...
Masę błędów przy niej popełniliśmy, między innymi mama zabraniała psa szkolić i wymagać czegokolwiek od niej bo 'biedny stary piesek', bo 'starego psa już nic nie nauczysz', bo 'ona ma 8lat ile życia jej zostało'. Jak się okazało żyła z nami 6lat, ostatnie 2lata jej życia ja się bałam wychodzić ze swojego pokoju pod nieobecność rodziców. Pies mnie nie lubił (ja to tak odbierałam) bo tylko ja od niego czegoś wymagałam, a to 'wielkie wymaganie' to było: nie szczekanie w domu, nie atakowanie psów których się boi, nie tratowanie mnie gdy ucieka w popłochu przed 'strasznymi rzeczami' (drukarka, pralka, tv, firanka, itd). Do dziś mam kilka blizn na nogach... Do dziś gdy widzę tak niestabilnego psa mam duszę na ramieniu, po dziś dzień każdy pies który przekroczy próg mieszkania w którym ja żyje ma wyznaczone zasady.
Naprawdę wszyscy nam radzili uśpienie psa, w tym 2weterynarzy. Nie tylko z powodu agresji, miała sporo innych problemów, była wręcz nieobliczalna. Była to wina nie tylko złego zachowania, ale i niestabilności psychicznej...

Edited by Maron86
Posted (edited)

W sumie Mała Dzika Kura nie dziwię się Twojej decyzji o oddaniu psa, bo to generalnie nie problem socjału psa tylko braku pomocy ze strony reszty rodziny / głównie męża/ ale to całkiem inna bajka. Bez doświadczenia sama nie ogarniesz tematu, a jeszcze reszta rodziny jest niereformowalna. Duży szacun za chęć walki o psa, nie każdego na to stać.

Edited by Shilomaniak
Posted

toyota - no akurat zębiska przy twarzy to może dawać niedokładne wyobrażenie, po prostu sytuacje które wyzwalały u psa agresję były wtedy, kiedy ja miałam twarz nisko, bo się nad kimś [ważniejszym?] pochylałam. Byłam przerażona, ale jednocześnie to nei był stricte atak taki jak teraz na dziecko, tylko pies był raczej przestraszony. To i podjęcie szkolenia sprawiło że jako-tako nam się żyło, pod warunkiem, że nie wychodziłam z nim na spacer i nie próbowałam zabiegów higienicznych itd.
Mieszkamy w domu z dużym ogrodem. Teoretycznie byłoby miejsce na kojec, ale j.w., no aż mi głupio to pisać ale z męskiej strony tu nie będzie żadnej pomocy... Teść ma teraz trudną sytuację w pracy i ostatnie o czym by marzył to kombinowanie kojca. Mąż... no.

filodendron - co do kastracji to myśleliśmy ale jest jeden problem. Pies jak idzie na szczepienie, to nasz wet potrzebuje jeszcze dwóch osób, zwykle teściowa i mąż, a teraz bym musiała męża zmusić żeby uczestniczył, delikatna kwestia. No i znowu mi głupio :/

Maron86 - Twój tata to jak mój teść z podejściem do psa... Dzięki za konkretne informacje.

Shilomaniak - dzięki, chociaż w sumie się czuję zupełnie odwrotnie. gdyby nie ja to pewnie by se tu siedział na kanapie do starości :/

Posted

Mała dzika kura jeśli 'twoi faceci' mają wyrąbane na szkolenie psa, a szkolenia nie będzie nie dlatego że brak finansów tylko nie ma komu - z mojej strony jedna rada (sama piszesz że pies ma podszerstek więc da radę) kupcie gotowy kojec z podłogą i dobrą budą. Teściowa niech dalej wyprowadza psa na spacery żeby nie zdziczał, bo wtedy będzie już mega problem. W ogrodzie możesz psa szkolić bez smyczy itp. tak żeby go przygotować i wprowadzić w nowe życie, ludzie jednak biorąc dorosłego psa lubią wiedzieć że umie podstawowe komendy i jest na czym bazować przy szkoleniu psa.

Jeśli zaś chodzi o kastrację to - zaciągnijcie go do weta, tam zostanie poddany narkozie więc ze stołu nie zwieje ;) . Jeśli faceci nie chcą to może jakiegoś sąsiada poproście.

U mnie właśnie z dzniem dzisiejszym odwróciła się sytuacja. Magia nawarczała na ojca gdy ten poproszony o zmierzenie firanki wszedł do mojego pokoju (nikogo prócz ojca z psami nie było). Ojciec się przeraził (to mimo wszystko spory pies taki mix 'charta z hovawart'em) i zgodził się poświęcać 30minut dziennie psu. Zacznę z nim od podawania smakołyków i posiłków, kwestia tygodnia max 2 zacznie ją wyprowadzać (ona w ogóle nie ciągnie i nie jest agresywna więc mogę pozwolić mu z nią chodzić) i szkolić na zewnątrz (wszystko umie bo chodzi na obedience ;) ).

Posted

Mała dzika kuro, to może być trudne, znalezienie dla niego domu. My szukamy nieraz domów przez kilka miesięcy dla psów intensywnie je ogłaszając i często są to psy typu " do rany przyłóż" i tak jest ciężko.

Poza tym, jeśli pies jest nieobliczalny, to adopcja jest ryzykowna. Ja bym się bała wyadoptować psa, który ma taki problem, no chyba, że komuś świadomemu jakie ryzyko bierze na siebie i trzeba mówić szczerze w czym jest problem. I nie wiem wtedy, czy będzie chętny, no chyba, że chcesz go oddać do pilnowania np. parkingu , to ładny pies i pewnie by się chętny znalazł, ale niestety w takich miejscach rzadko kiedy się o psy dba, a jak zwierzak podupadnie na zdrowiu, to nikt sobie nie zadaje trudu, żeby go leczyć. No i raczej do stróżowania to raczej są chętni na młodsze psy.
Kastracja to szansa dla tego psa na uspokojenie się i to jest bardzo ważne, także jeśli trafi do nowego domu, to chyba lepiej dla wszystkich jeśli będzie mniej pobudliwy.

Sklecenie kojca, to nie jest jakiś mega wyczyn dla mężczyzny, tu chodzi o bezpieczeństwo Twojego dziecka. A legowisko dla psa w garażu, czy kotłowni ?

Posted

Ok, spróbuję przycisnąć kwestię kastracji. Tylko że teściowej wet powiedział, że pies jest już za stary żeby to coś pomogło, więc ona jest nieprzekonana. Dzięki za kolejne pomysły. Rany, czuję się już totalnie przybita tym wszystkim. Pomysł, może kojec na podwórzu, i od razu sobie wyobrażam rozmowę, że przecież on taki nieprzyzwyczajony, taki rozpieszczony. A legowisko w garażu, ale to by go trzeba tam uwiązać przecież, bo inaczej po prostu przyjdzie do domu, bo faceci uważają że tak powinno być, a teściowa, że nie ma sposobu żeby go tam utrzymać i do domu nie wpuszczać, przecież on już tak nauczony i kropka.
Komend parę umie i ćwiczę z nim na codzień te, które mogę łatwo, tzn. siad, waruj, zostań. Komendy typu "do mnie" "chodź" i "do nogi" zostaną i tak skutecznie przez teściową spalone. Więc jest tylko luźne "chodź tutaj [jak masz ochotę]". Ale też to nie jest tak, że mogę codziennie pół godziny wyjść z psem komendy ćwiczyć, dziecko w wózku bym musiała mieć przy sobie, to się zaraz znudzi i rozryczy. No ale to też będę próbować, jak to wyjdzie organizacyjnie, przy dzisiejszym spacerze z dzieckiem spróbuję.

Posted

Wybacz jednak jeśli tak podchodzą do tematu to trzeba nimi potrząsnąć. Już nie sam fakt że 'zróbcie bo pies ugryzie' tylko 'co was czeka prawnie gry pies zrobi krzywdę'. Może to jakoś do nich dotrze...
Z tego co piszesz wynika że pies jest rozpuszczony jednak nikomu nawet do głowy nie przyszło żeby to zmienić. Macie naprawdę komfortową sytuację domek z ogrodem. Postaw sprawę jasno, albo kojec (taki 2x4m, bo to duży pies), albo garaż i koniec dyskusji.
Uświadom rodzinie że jak pies trafi do schroniska (a mieli takie genialne pomysły) to będzie siedzieć w zimnie, smrodzie, głodzie z innymi psami w małej klatce i walczyć o przeżycie. Chyba tego nie chcą skoro 'straszna krzywda się psu stanie' siedząc w garażu'.

Posted

Pies teściów miał kastrację w wieku 10 lat, co jest wręcz wskazane, bo niekastrowanemu może się zacząć na stare lata rozwijać rak prostaty. Akurat coś o tym wiem, usypialiśmy z tej okazji ukochanego psa, tak samo umarł też pies przyjaciół, a wyżej wspomniany pies teściów miał już przerost prostaty, który kastracja zahamowała. Tak więc wytłumacz, ze dojarzały pies nieprzeznaczony do hodowli, a więc niekatywny płciowo, ma spore szanse na problemy z prostatą na stare lata. Niestety, uroki bycia samcem...
Dziecko bierz w wózku w porze drzemki, niech pokima na spacerku przed domem. Nic mu nie będzie ;) Wiem, mi np. jest żal tracić dzieciecą drzemkę na cokolwiek innego, niż robienie czegoś dla siebie (np. siku... ale ja sama siedze w domu z młodym często), ale warto spróbować.
Co do kojca, powiedz, ze dziecka na dwór nie wystawisz, zeby go pies nie zeżarł i postaw sprawę jasno: nie zdołali przez siedem lat psa wychować, to teraz niech zbierają żniwo swojego niechlujstwa. Twoje dziecko, a ICH WNUK nie będzie płacić za coś takiego.
Możesz ich zaprosić na wycieczkę do schroniska, niech zobaczą, jakie spa chcą psu funodwać.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...