Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Frędzelek dziś był ze mną u weterynarza. Jak przyszłam po niego do Agaty przywitał mnie skacząc po mnie i szczekając. Jednak to są chwilowe jego zastrzyki energii potem słabnie. W samochodzie ładnie siedział i nie sprawiał żadnych problemów. Gorzej jednak było u weterynarza. Panikarz z niego straszny, jeszcze nic się przy nim nie robi a on już wyje. Niestety znowu uszkodził wenflon więc trzeba było wymienić. Oj ile przy tym krzyku i paniki było. Trzy osoby musiały go trzymać, bo chłopak za nic w świece nie chciał sobie dać założyć tego wenflonu. Ale udało się. Miał pobraną krew. I będzie wiadomo m.in. na jakim poziomie są enzymy trzustkowe, jaki jest poziom białka, czy nerki dobrze pracują, czy nie ma niedoczynności tarczycy. Jutro o 9 trzeba dzwonić.
Miał zrobione również USG jamy brzusznej - tam wszystko jest w porządku. Dostał kolejną kroplówkę, gdzie były elektrolity, glukoza i został dodany żółty płyn, z tego co pamiętam były to aminokwasy. Niestety Frędzelek tak lamentował przy kroplówce jak tylko dotknęło się jego łapki z wenflonem. Ale weterynarz zapewniał, że tam wszystko jest ok, może odczuwać lekki dyskomfort. Kroplówka zleciała bez problemu. Na koniec dostał jeszcze dwa wlewy dożylnie i zastrzyk czyli przeciwzapalny i przeciwgorączkowy lek oraz antybiotyk. Oczywiście przy tym też był lament. Ale udało się przetrwać kolejny dzień. Prawdopodobnie jutro będzie kolejna próba z jedzeniem, tym razem może suchym. Jeszcze trzeba to dokładnie dogadać z weterynarzem. ale najpierw Frędzelka czeka kolejna kroplówka.
Frędzelek jest słabiutki, ale to normalne przy tego typu chorobie. Poprawa może nastąpić po trzech dniach ale i po trzech tygodniach. Trzeba być cierpliwym. Pan doktor zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i jestem pewna, że Frędzel jest w dobrych rękach :) trzeba mieć tylko nadzieję, że jego organizm sobie poradzi.

Posted

:) to Patrycja się opisała :) dzięki niej Frędzelek pozostawał dziś bez towarzystwa ludzkiego zaledwie 5 godzin. Jutro będzie gorzej niestety, bo dyżur do weta z nim jadę ja no i z pracy choć się zwolnię wyjdę dopiero o 14.00 - mam nadzieję. Tak więc jutro czeka chłopaka 7,5 godziny bez ludziUFF ... :(

Posted

U Frędzelka coraz lepiej. Od wczoraj włączyliśmy do kroplówek również małe porcje lnu, a dzisiaj kleik ryżowy. Kroplówki i zastrzyki, w tym antybiotyk jeszcze do końca tygodnia na pewno. W piątek będzie powtórka morfologii. Musimy sprawdzić, czy leukocyty spadają. Reszta wyników OK. Frędzelek ma glistafony. Toxocary dziady, ale preparat dostanie jak już będzie trzustka w pełni opanowana. Domek na Frędzelka czeka, aż wet da zielone światło dla adopcji.
Frędzelek zostaje w domu z moją trzodą nawet na 7 godzin, nie popiskuje już nawet kiedy wychodzę. Pytałam sąsiadów swych najbliższych - cisza spokój kontemplacja, obiecali, że będą czujni i jak będzie coś słychać to mi dadzą znać. Na razie głucha cisza .... Nawet jak wychodzę z samą Kasią (wspólnie z Frędzelkiem to się dziewczyna nie nachodzi) to Frędzelek nie lamentuje nic a nic.
TAKA SYTUACJA :)

Ciągła aktualizacja Frędzelkowego powrotu do życia:
https://www.facebook.com/events/1388032654764893/1432903046944520/?notif_t=like

Posted

MagdaB napisał(a):
Ci ludzi co mieli Frędzla wcześniej to nigdy nie powinni mieć już żadnego zwierzaka. Zero odpowiedzialności!
Patrycja, może dać ich na Czarne Kwiatki?


Można by. Choć ja sama nie wiem co mam o tym myśleć. Z jednej strony szlag mnie trafia, że oddała psa w takim stanie, ale z drugiej ewidentnie zabrakło jej wyobraźni, przerosło ją to, bo dzwoniła do mnie z płaczem, że nie daje rady... i psa to ona już raczej nie weźmie... A niestety takich ludzi jest masa. Nie zdają sobie sprawy z tego, jaką odpowiedzialność biorą na siebie mając psa. Myślą, że jak wezmą taką biedę, dadzą jej ciepły kąt i pełną miskę to już wystarczy. A dobrze wiemy, że nie wystarczy... Szczególnie jeśli chodzi o te schroniskowe zwierzaki.
Ja się strasznie ciesze, że leczenie Frędzla zaczyna przynosić efekty i to nasze jeżdżenie do weterynarza nie idzie na marne :) i mam nadzieję, że ten dom który na niego czeka będzie już tym właściwym. A czasu już niestety nie cofniemy.

Posted

Patrycja* napisał(a):
Można by. Choć ja sama nie wiem co mam o tym myśleć. Z jednej strony szlag mnie trafia, że oddała psa w takim stanie, ale z drugiej ewidentnie zabrakło jej wyobraźni, przerosło ją to, bo dzwoniła do mnie z płaczem, że nie daje rady... i psa to ona już raczej nie weźmie... A niestety takich ludzi jest masa. Nie zdają sobie sprawy z tego, jaką odpowiedzialność biorą na siebie mając psa. Myślą, że jak wezmą taką biedę, dadzą jej ciepły kąt i pełną miskę to już wystarczy. A dobrze wiemy, że nie wystarczy... Szczególnie jeśli chodzi o te schroniskowe zwierzaki.

Ja się strasznie ciesze, że leczenie Frędzla zaczyna przynosić efekty i to nasze jeżdżenie do weterynarza nie idzie na marne :) i mam nadzieję, że ten dom który na niego czeka będzie już tym właściwym. A czasu już niestety nie cofniemy.


W pełni zgadzam się z Patrycją, to niestety kwintesencja naszych adopcji...

Posted

Co prawda staramy się z Patrycją na bieżąco aktualizować informacje o Frędzelku na ego wydarzeniu na fb, ale tutaj też napiszę. Frędzelek nadal na kroplówkach i małych porcjach jedzenia. Niestety niepokojącym jest fakt, że gdy porcja jedzenia jest nieco większa psiak od razu markotnieje, słabnie, temperatura wzrasta do stanu podgorączkowego :( Chudnie cały czas. Jedzonko jakie dostaje to kleik ryżowy z marchewką, len z garstką chrupek Royal Hypoallergenic. Nadal dostaje antybiotyk i lek przeciwzapalny. Jak już nam się wydaje, że jest lepiej, znowu zaczyna być gorzej i tak w kółko :( W weekend karmię go praktycznie co godzinę, co półtorej malutkimi porcyjkami i wtedy jest w miarę ok, niestety w tygodniu kiedy chodzę do pracy mogę podać mu to jego marne jedzonko 2 - 3 razy rano w odstępach godzinnych a potem mniej więcej tyle razy popołudniem. Dodatkowo pomiędzy 15.30 a 18.30 jest to niemożliwe bo albo ja albo Patrycja jesteśmy z nim w lecznicy na kroplówkach i zastrzykach. To jest taki kochany psiak. Tyle już wycierpiał :( Waży 6,5 kg ... Kiedy go zabierałam ze schroniska w czwartek 17 stycznia ważył 8,10 kg. Czasem są noce kiedy śpię po 3 godziny bo się po prostu o niego martwię. Śpi w łóżku - pcha się pod kołdrę i wcale spod niej nie wyłazi. Zaraz czuję kiedy ma wysoką temperaturę, bo aż parzy. Wtedy się modlę, żeby termometr nie pokazał 40 stopni :( Wczoraj był dobry dzień, był wesoły, zapraszał Kasię do zabawy, nawet dwa razy na spacerku podniósł nóżkę do sikania :) Ale po 21.00 przyszło kompletne załamanie ... Ech ... Dzisiaj Patrycja pojechała z chłopakiem do lecznicy. Teraz pewnie kończą kroplówę. Mówiła, że jak przyszła po niego to wykrzesał całą energię skumulowaną żeby ją przywitać. Pewnie radośnie i doniośle ją obszczekał i obskakał :) Taki mały pajączek ... Jak tak sobie poczłapuje niezdarnie chudzinka to mi właśnie pajączka przypomina :( Czy on wydobrzeje? Powiedzcie, że tak dobrze?









Posted

Banerki dla Frędzelka. Przepraszam, że tak późno :oops: ale miałam nadzieję, że chłopak szybko dojdzie do siebie i powędruje do domku. Wielka szkoda, że ludzie jednak zrezygnowali...





Posted

[quote name='choba']Banerki dla Frędzelka. Przepraszam, że tak późno :oops: ale miałam nadzieję, że chłopak szybko dojdzie do siebie i powędruje do domku. Wielka szkoda, że ludzie jednak zrezygnowali...[/QUOTE]

Cóż wszyscy mieliśmy nadzieję... Ale dobrze, że chociaż chłopak wraca do zdrowia i zagrożenie życia minęło :) a banerki świetne, miałam niezły problem z wyborem :eviltong:

Posted

[quote name='maciaszek']Dzięki.
Pytam i szukam tutaj, bo na FB mnie nie ma ;).

U Frędzelka duża poprawa :) Z kroplówkami koniec, dostaje co godzinę drobne posiłki z chrupek (od wczoraj zmieniliśmy karmę już na otrzymaną od Pani Ani Hills dla psów chorych na trzustkę) ukidanych w kleiku ryżowym z marchewą. Do tego 2 x dziennie metronidazol i enzym trzustkowy. Jest już wesołym, żwawym pieskiem, pyskującym okrutnie :) Tyle, że nadal jest chudzieńki i pewnie potrwa zanim przytyje. Męczą mnie potwornie spacery z nim, bo śnupie okrutnie i czasem coś capnie do pyska - wówczas walczymy na śmierć i życie ;) Doktor obiecał mi wystawić w tym tygodniu fakturę za dotychczasowe leczenie i medykamenty, jakie mu podaję (metronidazolu mam jeszcze trzy tabletki, enzymy starczy mi na 2 tygodnie) razem z historią wszystkich działań, badań itd. Nie przekroczy 1 000 zł, ale to i tak dużo. Na fb udało się nam zebrać tylko 130 zł :( Ludzie o wiele chętniej patrzą na ręce lekarzowi - sami lepiej wiedzą, niż pomagają choć drobnym wsparciem. No cóż :( Ani ja, ani Patrycja nie liczymy ile kosztowały nas dojazdy do weta (36 km jednego dnia) - cieszymy się, że udało się go wyciągnąć z dołka. No i jeszcze kilka fotek - ta rozmazana to PYSKACZ nad pyskacze ;)





Posted

Patrycja dopisz proszę w pierwszym poście rozliczenie darowizn dla Frędzelka:


[TABLE="width: 420"]
[TR]
[TD="align: right"]20,00 zł[/TD]
[TD]23.01.2014[/TD]
[TD]Aleksandra S.[/TD]
[/TR]
[TR]
[TD="align: right"]60,00 zł[/TD]
[TD]23.01.2014[/TD]
[TD]Agata U.[/TD]
[/TR]
[TR]
[TD="align: right"]5,00 zł[/TD]
[TD]24.01.2014[/TD]
[TD]Elżbieta C.[/TD]
[/TR]
[TR]
[TD="align: right"]20,00 zł[/TD]
[TD]24.01.2014[/TD]
[TD]Ewa B.[/TD]
[/TR]
[TR]
[TD="align: right"]25,00 zł[/TD]
[TD]03.02.2014[/TD]
[TD]Jolanta W.

razem 130 zł

[/TD]
[/TR]
[/TABLE]

Posted

soboz, jest jeszcze pytanie od Alicji Świtały. wpłaciła 28.01. 100 zł dla Frędzelka. w historiach wpłat jakie otrzymałam od Ciebie (jedna jest do 27.01., druga od 29.01.) jej nie ma. możesz to sprawdzić? może jeszcze jakaś umknęła ...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...