Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='agutka']bo jak korygujesz szarpaniem i pies się ogarnął to nie masz prawa popuścić mu i pozwolić na złe zachowanie ;) teraz to szarp do bólu i efektu nie zobaczysz :diabloti: ja popełniłam ten błąd i teraz to se poszarpać mogę ale włosy pod pachami ;)

Patuś miał tarczycowe badania?[/QUOTE]

a apropos szarpania - co masz na myśli? w sensie gdzie popełniłam błąd i gdzie mu 'popuściłam'? po szarpaniu był zawsze ochrzan, noga, krótka smycz i tak jest ciągle - nie rozumiem :cool3:

nie pozwalam mu na złe zachowanie - jedynie kiedy muszę zapoznać psy, to po prostu pozwalam mu więcej razy podejść, ale i tak go karcę równo za wywalanie z mordą - po którymś razie mu się nudzi i wtedy podchodzi grzecznie, a potem jest nagroda w postaci dzikiej gonitwy z tym oto nowym kumplem...

z resztą pocieszam się, że wcale nie jest taką mendą do szpiku kości, bo na koncie mam Neskę, którą polubił z marszu i sznaucerkę olbrzymkę sąsiada :D

Posted

szarpanie w ramach korekty (szybkie i krótkie). Jeżeli ma być spokój to niema prawa ząbka pokazać a tym bardziej szczekać ;)
Patryk gdzieś tą granice szybko przekroczył i dlatego twoje korekty to za mało a sam Pat ma je gdzieś. Na spotkaniu z naszym behawiorystą wszystko miałam wytłumaczone o co chodzi z korektami tylko w przypadku mojej bestii behawiorystka nie miała szans na skorygowanie i wyciszenie :diabloti: a ćwiczyłaś kiedyś siadanie przy próbie ataku wściekłości, to jest dobre rozwiązanie bo pies musi myśleć . Ja zmuszałam do siadania podczas szału łapiąc ręką za doopsko i do ziemi. Teraz moja usiądzie ale siedząc i tak drze japę :/

Posted

to samo - identycznie :D
"siaaaaad" na cały regulator, to królewicz usiądzie z łaską, ale zaczyna ujadać na siedząco - w ostateczności uda mu się czasem nie wstać, ale to nie metoda :D

dam radę go wybić z tropu, jeśli pokażę piłkę albo zainteresuje saszetką z chrupkami, ale wówczas jest to jakby 'nagradzanie' go za darcie ryja :roll:

Posted

Szarpanie różnie na psy podziałać może : np Amor szarpany rozjuszał się jeszcze bardziej, łapał mnie za ręce itd, a Waldek szarpnięty czuje się ciężko pobity i idzie przy mnie przykulony. Pat wydaje mi się psem na tyle wypośrodkowanym i wpatrzonym w Ciebie że z nim wystarczy tylko żelazna konsenwencja. A Ty faktycznie mu trochę odpuszczasz, za dużo komentujesz co robi, uśmiechasz się do ludzi, obserwujesz drugiego psa ,a za mało działasz w tym momencie kiedy trzeba zareagować ( teraz się na mnie śmiertelnie pewnie obrazisz i nigdy już ze mną na spacer nie pójdziesz :placz:). Obserwuję was z boku, więc mogę spojrzeć na to obiektywnie. Ze mnie szkoleniowiec jak z tej d.... trąba, ale już kilka razy widziałam że natychmiast zareagowałaś i Pat wyczuł że teraz nie przelewki i trzeba odpuścić. To jest wg mnie tylko kwestia co Ty mu przekażesz, a i Ty przekazać umiesz i pies umie to zrozumieć :)

Posted

PP - warto wysłuchać porad ;) ja na klatę przyjmuję wszystko bo jeżeli pies nic się nie poprawia to tylko moja wina:eviltong:
a z drugiej strony jedna drugiej doradza same mamy problem ;)

Posted

Ale doradzanie zawsze tylko doradzaniem będzie i doradzać nic złego ;)
Gorzej jak na forum osoby które nie wiedzą nic o psie diagnozują jego problem i stawiają 100% pewności na skuteczność ich metody ( która defacto przeważnie jest tylko ich twórczością nie opartą na żadnych naukowych i fachowych analizach). Wiem coś o tym, bo sama kiedyś kilka takich złotych rad dostałam, mało tego zostałam sprowadzona do poziomu zero i uderzając o dno zorientowałam się że ktoś kto nie widział nigdy mojego psa na oczy wie o nim więcej niż ja :roll:
To jest tak że rady zawsze są milo widziane, tyle że trzeba też się do nich ustosunkować z własnej perspektywy ;)

Najlepsze co można zrobić to przeanalizowanie dogłębnie zachowania swojego psa i wybranie metody która na niego podziała i którą my jesteśmy w stanie z pełną autentycznością zastosować. Bo też wydaje mi się że ta autentyczność jest ważna - bo jeśli ktoś nie umie być autentyczny przy tym czego od psa oczekuje to mu nigdy nie wyjdzie zastosowanie takiej a nie innej metody. Dlatego przy wyborze szkolenia patrzę na to czy szkolą psa wkładając mu kolczatkę i szarpiąc żeby szedł ulegle, czy szkolą "mnie" na dobrego i autentycznego przewodnika.
I nie jestem zwolenniczką ani metod brutalnych , ani metod titania i wpychania smaczków, jestem zwolenniczką wypośrodkowania wedle tego co właściciel jest w stanie zrobić z psem. I nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, jakby się uprzeć to by i nawet Waldka można było oduczyć pracy nosem :D
Jak żem źle co napisała to mnie proszę naprowadzić na drogę dobrego myślenia ;D

Posted

Ja bym pomyślała o szkoleniowcu :) serio, sama mam 2 psy, wcześniej miałam psy a jak trafił do mnie Oszołom to przeżyłam kryzys światopoglądowy. Miałam już psy z przeróżnymi jazdami, bo nigdy nie miałam zwierzaka od zupełnego malucha, wymizianego przez hodowcę, ale Oszłom bije je wszystkie na głowę :D w tym psie skupione są chyba wszystkie możliwe problemy jakie wykazują psy.... jest lękliwy, agresywny, ma fizia na punkcie zasobów, nie ma oporów przed ugryzieniem człowieka, psa czy innego zwierzaka, dużo szczeka i jest bardzo nieufny. Ale kocha mnie nad życie, pierwszy raz mam psa który jest jakiś tak...mocno ze mną związany, ciężko to opisać :)
Myślałam że podołam sama wyprostowaniu tego kundla ale niestety :shake: zreszta 3 szkoleniowców po kolei rezygnowało, teraz czwarty się za niego zabrał i wreszcie są jakieś postępy. Przede wszystkim mnie musiał wyszkolić, bo okazało się że jednak nie umiem błyskawicznie skakać z jednej metody na drugą, a tu trzeba umieć odpowiednio balansować. Raz huknąć, innym razem zasypać smakołykami/głaskaniem, a jeszcze za innym ostro szarpnąć i od razu podrzucić pod nos parówkę. Dramat :D

Posted

[quote name='Majkowska']Szarpanie różnie na psy podziałać może : np Amor szarpany rozjuszał się jeszcze bardziej, łapał mnie za ręce itd, a Waldek szarpnięty czuje się ciężko pobity i idzie przy mnie przykulony. Pat wydaje mi się psem na tyle wypośrodkowanym i wpatrzonym w Ciebie że z nim wystarczy tylko żelazna konsenwencja. A Ty faktycznie mu trochę odpuszczasz, za dużo komentujesz co robi, uśmiechasz się do ludzi, obserwujesz drugiego psa ,a za mało działasz w tym momencie kiedy trzeba zareagować ( teraz się na mnie śmiertelnie pewnie obrazisz i nigdy już ze mną na spacer nie pójdziesz :placz:). Obserwuję was z boku, więc mogę spojrzeć na to obiektywnie. Ze mnie szkoleniowiec jak z tej d.... trąba, ale już kilka razy widziałam że natychmiast zareagowałaś i Pat wyczuł że teraz nie przelewki i trzeba odpuścić. To jest wg mnie tylko kwestia co Ty mu przekażesz, a i Ty przekazać umiesz i pies umie to zrozumieć :)[/QUOTE]


Ty chyba oszalałaś, że się obrażę:D ja przyjmuję wszystko na klatę, bo żaden ze mnie ekspert i część rzeczy robię instynktownie po prostu. Jeżeli jestem 'za miękka', to tylko dlatego, że wiem, że ten głupek lubi się odwinąć (może nie tak jak Amor, ale jak go złapię za wsiarz to mnie gryzie w obronie własnej, więc go nie łapię, bo się rozjusza jeszcze bardziej), stąd może to wyglądać łagodnie, ale uwierz, że się w środku gotuję :D a jeśli mówię do niego łagodnie,to go mniej nakręcam.

Tak mi się zdaje. Przykład - darcie mordy w domu na dziwny odgłos z zewnątrz. Kiedy robiłam serenadę krzyków i uspokajania, to pies darł się jeszcze bardziej (pewnie czuł, że się stresuję, czyli w jego łebku oznaczało to 'intruz, intruz, mama też wrzeszczy'). Teraz jak burknie, to nic nie mówię - dwa, trzy szczeknięcia i jest cicho, chyba sobie uświadamia, że nic się nie dzieje. Jak się nie zamyka, to rzucam w niego kapciem :diabloti: co oczywiście mu nie sprawia bólu, ale rozprasza i wybija z transu - a wtedy się zamyka.
Tak samo próbuję na spacerach - jak się nakręci na psa, to staram się nie spinać, tylko jeśli szarpnięcie nic nie da to odchodzę bez słowa, żeby go nie nakręcać. Efekty - gówno, jak widać :roll:

TŻ z kolei go terroryzował (tzn. w Waszym mniemaniu pewnie to nie było jakieś straszne, ale miotnął nim na smyczy zawsze + ewentualnie przewalił do ziemi) i Pat się uspokajał, bo co miał zrobić innego - nie zmienia to faktu, że na kolejnego psa znowu wyrywał, więc to też nie podziałało jako metoda. Zarobił też nieraz klapsa w dupala i koniec końców efekt był taki, że psa minął gładko, ale przy następnym się 'resetował' i znowu to samo. Dodatkowo on za 'brutalne' metody się obraża i potem jest sfochowany cały dzień.

[quote name='agutka']PP - warto wysłuchać porad ;) ja na klatę przyjmuję wszystko bo jeżeli pies nic się nie poprawia to tylko moja wina:eviltong:
a z drugiej strony jedna drugiej doradza same mamy problem ;)[/QUOTE]

ale to jest standard:D wymiana doświadczeń. ja mogę na kilku płaszczyznach doradzić z czystym sumieniem, a tutaj - klapa.

[quote name='czi_czi']Ja bym pomyślała o szkoleniowcu :) serio, sama mam 2 psy, wcześniej miałam psy a jak trafił do mnie Oszołom to przeżyłam kryzys światopoglądowy. Miałam już psy z przeróżnymi jazdami, bo nigdy nie miałam zwierzaka od zupełnego malucha, wymizianego przez hodowcę, ale Oszłom bije je wszystkie na głowę :D w tym psie skupione są chyba wszystkie możliwe problemy jakie wykazują psy.... jest lękliwy, agresywny, ma fizia na punkcie zasobów, nie ma oporów przed ugryzieniem człowieka, psa czy innego zwierzaka, dużo szczeka i jest bardzo nieufny. Ale kocha mnie nad życie, pierwszy raz mam psa który jest jakiś tak...mocno ze mną związany, ciężko to opisać :)
Myślałam że podołam sama wyprostowaniu tego kundla ale niestety :shake: zreszta 3 szkoleniowców po kolei rezygnowało, teraz czwarty się za niego zabrał i wreszcie są jakieś postępy. Przede wszystkim mnie musiał wyszkolić, bo okazało się że jednak nie umiem błyskawicznie skakać z jednej metody na drugą, a tu trzeba umieć odpowiednio balansować. Raz huknąć, innym razem zasypać smakołykami/głaskaniem, a jeszcze za innym ostro szarpnąć i od razu podrzucić pod nos parówkę. Dramat :D[/QUOTE]


Ja szkoleniowca szukam od dawna, wszyscy tu polecani i tak wzbudzili we mnie wątpliwości po 'zasięgnięciu opinii', że tak powiem - naocznej. Jak trafi mi się klikacz-smakołykowiec, to może sobie wepchać wiadomo gdzie te smakołyki, kliker u Pata działa tylko na sztuczki - nie dałam rady mu wyklikać spokoju na spacerze :cool3: musiałabym chyba kliknąć cegłą o beton, żeby to usłyszał i wybił się z transu.
Z kolei szkoleniowiec, który mi go 'złamie' to też nie metoda, bo ten burak naprawdę się zamyka w sobie po jakiejkolwiek 'przemocy' (specjalnie w cudzysłów, bo nie lejemy go, chodzi mi o szarpnięcie, skarcenie fizyczne, itd.) i mam na parę dni pozamiatane - wtedy mnie nie słucha, nie chce nawet usiąść na komendę i udaje, że nie słyszy, a jak się zdenerwuję i wrzasnę, to wysyła CS-y, odchyla łeb, podnosi łapę, a za cholerę nie wykona, co się od niego chce.

Dajcie mi, błagam, kogoś konkretnego z Krakowa, kto:

- nie leje psów i ich nie 'łamie', bo z Patryka potulnego baranka się nie zrobi, a łamanie go na każdym spacerze to nie metoda,
- kogoś, kto nie będzie tłukł mi podstaw, bo na maile szkoleniowcy mi odpisywali takimi tekstami jak "nauka posłuszeństwa", "częste ćwiczenia" i tak dalej, jakbym ja tego nie robiła na co dzień :roll:

to jest serio posłuszny pies (no, poza odwrotem za czymś ciekawym, ale to ćwiczę non stop i wraca troszkę się ociągając :diabloti:), ale przy odpowiedniej motywacji. za karę to mogę sobie wziąć drugiego takiego psa, a nie coś wskórać. Obrazi się, pójdzie do siebie, burknie i tyle go widziałam :D

Posted

[quote name='czi_czi'], teraz czwarty się za niego zabrał i wreszcie są jakieś postępy. Przede wszystkim mnie musiał wyszkolić, bo okazało się że jednak nie umiem błyskawicznie skakać z jednej metody na drugą, a tu trzeba umieć odpowiednio balansować. Raz huknąć, innym razem zasypać smakołykami/głaskaniem, a jeszcze za innym ostro szarpnąć i od razu podrzucić pod nos parówkę. Dramat :D

i tu się zgadzam :)
Dla mnie szkolenia gdzie zgnębia się psa tudzież dominuje się go na każdym kroku żeby szedł przy nodze są bez sensu. Bo przyjdzie taka sierota jak ja,co psa porządnie szarpnąć nie umie, więc szkoleniowiec osobiście go przetyrpie, on ulegnie szkoleniowcowi, a mnie dalej będzie mieć w poważaniu.
Jeździłam na szkolenia myśliwskie i tam bez przerwy dostawałam ochrzan typu " jak mówisz psu stój to po co podciągasz go [za obrożę] do przodu" " po co wypowiadasz 100słów na minutę, wystarczy jedno które psu wyjaśni czy zrobił dobrze czy źle" "nie wypowiadaj komendy kiedy jesteś pewna że pies cię nie posłucha" itd. Gość szkolił mnie, pies był narzędziem którym musiałam sterować tak żebyśmy szli po dobrej lini porozumienia. Szkoleniowiec też wiedział jaki jest mój pies i działał wobec niego tak żeby psa nie zrazić, a żeby wpoić mu do łebka pewne rzeczy. Bardzo jestem z tego szkolenia zadowolona.
Niestety widziałam też zwykłe szkolenia psów (na które w związku z tym się nie zdecydowałam, a szukałam tego odpowiedniego) i nie wiedzieć czemu przeważnie pies po tych szkoleniach słucha szkoleniowca który go kilka razy poszarpał i rozłożył na łopatki. Zresztą zawsze zastanawia mnie jak patrzy na to pies : idzie z właścicielem, nagle zabiera go obcy facet i dominuje, jak pies stawia opór dostaje kolczatkę czy dławik i jest szarpany do oporu, aż nie zmięknie i nie będzie słuchał obcego faceta. A potem obcy facet oddaje go pańci i piesek znów jest wolny :diabloti:


PP - a jakbyś tak w tym momencie kiedy widzisz że idzie jeszcze daleko obcy pies przeprowadziła tzw musztrę? Czyli " nie szczekasz i koniec". Wybierasz coś co na niego działa - jednych uspokaja to że go posadzisz i skorygujesz kiedy zaczyna mu się układać w głowie żeby szczeknąć, innych uspokoi np zwrot w drugą stronę i równanie ze skupieniem na przewodniku- i mijasz psa. Nie ważne jak to zrobisz, decyzja Twoja - byleby skuteczna, ważne że pies ma się nie odzywać :D Do tego krótka stanowcza komenda "nie" "fe" czy "ej" (u mnie "ej" to magiczne słowo), a jak pies wykona dobrze pokazujesz mu że tego od niego oczekiwałaś.

Ja jak nie chcę żeby pies szczekał mówię krótką i zwięzłą komendę. I nie obchodzą mnie wtedy jego ochoty poszczekania, bo jeśli mi dziecko śpi a on drze japę bo coś usłyszał to w tymże to momencie ma być cisza i koniec. Rozpraszacza czasem też rzucam, ale to w ostateczności kiedy widzę że olewa mnie całkiem.

Czasem szarpnięcie działa i nie jest tak że cokolwiek się dzieje to pieska szarpnąć nie można. Pewnie gdybym ja dostała takiego gagatka na smycz i miała z nim zrobić porządek to dokładnie tak bym zrobila - w momencie kiedy zaczyna się nakręcać to jest korekta, wydaję komendę zakazującą i egzekwuję. Napewno nie będzie tak że zrobi się to raz i pies będzie naprawiony. Trzeba ćwiczyć i ćwiczyć i ukazywać wyrażne zadowolenie z postępów.

Pies się nie obraża ;) Może unikać kontaktu z innych powodów - bo np nie wie jak ma teraz zareagować jak nagle pan się na niego rzucił- ale nie obrazić się.

Ja jestem cały czas chętna na szkolenie. Mam nawet ambitny plan, trzeba się tylko zebrać i spotkać ze szkoleniowcem ;)

Posted

sorki Was bardzo ale ja miałam konsultacje ze szkoleniowcem ;) pani behawior powiedziała że dobrze postępuje z psem lecz czasem za nerwowo ;) gadu, gadu i na koniec obserwacji i rozmowy stwierdziła że sklepie mi jakis plan i do dnia dzisiejszego się nie odezwała :/

Posted

A my nie wmawiamy (przynajmniej ja) Ci że źle postępujesz :)

Tak naprawdę uważam że mało jest specjalistów którzy są specjalistami naprawdę.
Albo lecą jedną metodą do wszystkich psów,albo dominacją bo tak w TV widzieli, albo smaczkami itd.
Namawiam PP na wypróbowanie jednej pani która też trochę szkoli i trochę zajmuje się behawiorem , co nam z tego wyjdzie zobaczymy :)

Posted

tak, dobrze piszecie, ciotki, odnośnie tego łamania, bo mój TŻ miał różne 'przejścia' z Patrykiem (typu TŻ go wziął za fraki, Pat się odgryzł, to TŻ go na ziemię, Pat warczał, to TŻ go przygniatał i ogólnie wyglądało to koszmarnie, jak takie durne siłowanie się z psem), ale fakt faktem - to jego bardziej słucha ode mnie w kwestii posłuszeństwa :roll:

ze mną lepiej idą sztuczki i 'rozrywki', ale jak ja huknę, to jest często o dupę rozbić, a jeśli już TŻ huknie, to pies skulony wpół. najlepsze jest to, że i tak bardziej go 'lubi' niż mnie, tj. pierwszego wita, jeśli oboje wracamy, a jeżeli jedno z nas mówi 'chodź' a drugie 'stój', to posłucha tego, co mówi TŻ :roll:

ma przed nim większy respekt, bardziej się go boi, niż mnie, a jednocześnie bardziej go lubi :roll:


nie wyobrażam sobie zatem, że jakiś pan szkoleniowiec mi złamie Patryka, tym bardziej, że on ma tendencję do słuchania się obcych ludzi - tak, dobrze widzicie :D ktoś obcy = atrakcja + będę grzeczny, 'nowej' osobie aportuje piłkę pod nogi i ogólnie wkupuje się w łaski, więc taki treser byłby zachwycony pracą z nim.

ja w domu będę mogła się wypchać... :D tak coś obstawiam...

Posted

Wydaje mi się że taki treser zawsze będzie dla psa większą atrakcją, a nawet nie to, bo treser widzi psa przez godzinę lub dwie, nie darzy go uczuciem i generalnie ma w nosie czy pies go będzie lubiał czy nie, i tak robi co ma robić więc taki pies treserowi jest uległy, bo na dzieńdobry dostaje od niego regulamin. Treser wobec psa jest zimny, nie zatiutia do niego " no co pieseczku, obraziłeś się że szarpnąłem?" tylko zmusi do wykonania co mu karze i amen. Pod tym względem taki treser ma lepiej niż właściciel, który z psem przebywa non stop i analizuje co piesek czuje i co piesek myśli.
Mój pies na widok naszego szkoleniowca wpada w trans i nawiązuje z nim taką nić porozumienia że przewiduje nawet co ten zrobi za chwilę. Jadę więc do szkoleniowca z psem który mnie szarpie na smyczy, a szkoleniowiec psa przejmuje, odpina ze smyczy i zajmuje się zupełnie czym innym. I ten pies który mnie by sto razy poleciał w pole przy tym facecie nie opuszcza jego nogi, patrzy mu głęboko w oczy mimo że facet właściwie nic nie robi, nie odzywa się do psa, jakąś siłą woli go trzyma... A ja psa przejmuję i pies się z transu budzi :lol: Bo ja pieska kocham i wybaczę mu zbyt wiele...;)

Posted

w sensie 'list ekonomiczny'? proponowałabym list ekonomiczny chociaż polecony, wtedy masz potwierdzenie nadania i tak łatwo nie zaginie... to różnica pewnie max 2zł, jutro rozsyłam Wam info i czekam na przelewy, bo dziś znów nie zdążyłam..

Posted

Wlazłam przez Twoją sygnaturkę Pani Profesor. Patrzę na nią i sobie myśle, może mój Kosmita komuś zaginął. Później patrzę
50% sznupa, 40% kundla, 10% mendy - myślę cholera bankowo jest o kosmicie! Jednak nie zaginął, ale podobni jakoś do siebie sa. I tak przeglądam ten wątek i jestem przerażona tym co mnie czeka. Będę zaglądać może mnie tu natchnienie złapie jak postępować z kosmicznym psem. Mam takie właśnie Patrykowate od soboty, 1,5 roczny Kosmita nie pies.Gęba mi się uśmiecha, że nie jestem sama i jest jeszcze ktoś mieszkający pod jednym dachem z psem kosmicznym ;-)) Pozdrawiam serdecznie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...