Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

evel napisał(a):

Nikt tu nie twierdzi jak sądzę, że wpier*ol dobry na wszystko :diabloti: albo że jak się kundla nie bije to mu wątroba gnije, ale skoro pies karci swojego człowieka zębami, bo sobie NIE ŻYCZY no to heloł. Trzeba zmienić bardzo, bardzo wiele. Przede wszystkim w swojej własnej głowie.

No dokładnie :)

motyleqq napisał(a):
pokazać psu stopniowo, że złapanie za obrożę nic nie oznacza złego. najpierw bez zbędnych rozproszeń, lekko dotykasz obroży i dajesz smaki. potem zaczynasz łapać, odciągać, dając smaki. potem ćwiczysz to na zabawkach(jak masz psa nakręconego na zabawki). chodzi o to, żeby zrobić to(łapanie za obrożę)w równie silnych emocjach jak przy psach, ale bez ryzyka, że pies się odwinie(bo robimy to stopniowo). ogólnie ćwiczenie różnych rzeczy w wysokich emocjach fajnie się potem przekłada na posłuszeństwo w stresowych sytuacjach


Wydawało mi się, że PP odczulała Patryka w ten sposób od samego początku? Widać z jakim skutkiem. Ten pies jest przekupiony, a nie odczulony.

Posted

dog193 napisał(a):


Wydawało mi się, że PP odczulała Patryka w ten sposób od samego początku? Widać z jakim skutkiem. Ten pies jest przekupiony, a nie odczulony.



też tak sądzę :placz:
myślałam, że po prostu przyzwyczai się do ręki, ale on się jej nie boi - on po prostu sobie NIE ŻYCZY, gdyby się bał, to pewnie te odczulanie by poszło gładko, a on nie ma w sobie lęku (chyba że idę z podejrzanymi rzeczami jak waciki, patyczki do uszu czy nie daj boże psia mgiełka zapachowa :diabloti: wtedy spieprza i widać, że się boi).

dodam jeszcze, że w momentach prawdziwego lęku (np. przy wetce), kiedy go przenoszę/przytrzymuję, to raczej żałośnie zawodzi z warczeniem, niż realnie kłapie.. tak więc kąsanie to nie jest jego reakcja na strach, a po prostu CHAMSTWO :roll:

Posted

No właśnie to inna sprawa, bo jak pies się boi, to jednak widać to po nim, skulone uszy, oblizywanie się itd. Wtedy odczulanie ma sens. A jak pies po prostu stawia swoje warunki i traktuje cię jak podnóżek, to trochę inna sprawa...

Posted

dog193 napisał(a):




Wydawało mi się, że PP odczulała Patryka w ten sposób od samego początku? Widać z jakim skutkiem. Ten pies jest przekupiony, a nie odczulony.


mhm, tylko że skoro pies jest przekupiony, a nie odczulony, to nie jest wina metody, tylko Magdy że zrobiła coś źle ;)

a skoro pies kłapie i warczy również na TŻ Magdy, mimo że on sobie nie pozwala, przygniata go do ziemi, to znaczy, że to nie działa na tego psa(albo też robi to źle).

w stresowej sytuacji pies też powinien się spodziewać nagrody za wybrnięcie z niej w odpowiedni sposób(spodziewać się oczywiście nie dlatego, że machamy mu czymś przed nosem). gdyby mój pies gryzłby mnie, bo zabieram go za obrożę sprzed jeża, to zamiast się z nim szarpać i ponownie zostać ugryzioną, wolałabym popracować nad idealnym odwołaniem.

Posted

[quote name='motyleqq']mhm, tylko że skoro pies jest przekupiony, a nie odczulony, to nie jest wina metody, tylko Magdy że zrobiła coś źle ;)
Jeśli Patryk by się bał, to być może. Ale jeśli on ją po prostu karci... cóż, ja mam inne spojrzenie na tą sprawę.

a skoro pies kłapie i warczy również na TŻ Magdy, mimo że on sobie nie pozwala, przygniata go do ziemi, to znaczy, że to nie działa na tego psa(albo też robi to źle).

Kłapać chyba nie kłapie, z tego co PP pisała. Widać za bardzo go szanuje.

gdyby mój pies gryzłby mnie, bo zabieram go za obrożę sprzed jeża, to zamiast się z nim szarpać i ponownie zostać ugryzioną, wolałabym popracować nad idealnym odwołaniem.


A wierzysz w idealne odwołanie?
Bo ja też mówię, że mój pies jest odwoływalny zawsze. Chodzi bez smyczy najczęściej. A jednak wczoraj - po raz pierwszy w życiu - uciekł mi za zającem i ogłuchnął. A śmiem twierdzić, że przywołanie mamy zrobione bardzo dobrze, naszej relacji też nie mogę niczego zarzucić.
A z tego co pamiętam przy akcji z jeżem, to Patryk też się zamknął na wszystkie bodźce i akurat wątpię, że to jest do wypracowania w "zwykły" sposób.

Posted

tż-ta potrafi kłapnąć, ale raczej dotknąć zębami, niż faktycznie ugryźć - trudno mi Wam to opisywać,ale to zupełnie inny kaliber odgryzania się, ewentualnie warczy.

u niego stresowa sytuacja to nie jest sytuacja, gdzie się boi, chodzi mi raczej o momenty "dyskomfortu", przez co pies rozumie przerywanie mu czynności (której ja nie dopuszczam, np. polowanie) albo opatrywanie ran, itd.

tak czy siak, mam jakieś okropne przeczucie, że ten pies mnie nigdy nie polubi do tego stopnia, żeby mówić tu o przyjaźni :roll: i to jest okropne.
bezinteresowna 'dobroć' z jego strony zdarza się rzadko, w stosunku do tż-ta - codziennie.

muszę się chyba z tym pogodzić :cool3: i prawdę mówiąc, w obecnej sytuacji bardziej mi odpowiada rola "tej złej", niż "tej do poniewierania"... bo o partnerstwie nie ma co gadać, partnerstwo jest, jak czuje smaczki - wtedy pracuje nam się ekstra.

Posted

No to jak pies karci właściciela za coś co normalnie powinien sobie dać zrobić ufając mu że ten mu nie zrobi krzywdy to nie leży w wychowaniu tylko w tym że nie dostał lekcji dominacji??

Wyśmiewajcie ile chcecie i nie zgadzajcie się, dla mnie jest nieco inaczej.
Gdyby to był mój pies to bym go traktowała z góry inaczej, nie dławiąc się przewagą siłową i nie walcząc z nim a udowadniając mu że tak nie będzie i koniec bo jesteśmy teamem i musimy działać wspólnie, a ja go poprowadzę tak żeby był bezpieczny.
Pat wg mnie nakłapał bo mu wolno, bo to korzystne - dopina swojego, warknie to od niego odchodzą czy też odchodzili. Też biorę pod uwagę że nie rzuca się wyżerając z rąk mięso tylko robi taki strzał żeby odsunąć ich od siebie.
Dla mnie to jasny efekt braku czegoś w relacji.
Sądzę że szkoleniowiec jeśli to zobaczy będzie wiedział już co z tym zrobić, a robienie czegoś na własną rękę bo koleżanki z forum powiedziały nie musi koniecznie przynieść dobrych efektów...

Posted

[quote name='Majkowska']No to jak pies karci właściciela za coś co normalnie powinien sobie dać zrobić ufając mu że ten mu nie zrobi krzywdy to nie leży w wychowaniu tylko w tym że nie dostał lekcji dominacji??

Wyśmiewajcie ile chcecie i nie zgadzajcie się, dla mnie jest nieco inaczej.
Gdyby to był mój pies to bym go traktowała z góry inaczej, nie dławiąc się przewagą siłową i nie walcząc z nim a udowadniając mu że tak nie będzie i koniec bo jesteśmy teamem i musimy działać wspólnie, a ja go poprowadzę tak żeby był bezpieczny.
Pat wg mnie nakłapał bo mu wolno, bo to korzystne - dopina swojego, warknie to od niego odchodzą czy też odchodzili. Też biorę pod uwagę że nie rzuca się wyżerając z rąk mięso tylko robi taki strzał żeby odsunąć ich od siebie.
Dla mnie to jasny efekt braku czegoś w relacji.
Sądzę że szkoleniowiec jeśli to zobaczy będzie wiedział już co z tym zrobić, a robienie czegoś na własną rękę bo koleżanki z forum powiedziały nie musi koniecznie przynieść dobrych efektów...


Majkowska, ale szkoleniowiec doradza właśnie to, co większość tutaj - gleba, ewentualnie kara cielesna w postaci dziobnięcia w żebra, żeby wytrącić z transu (tutaj działa czasem głośniejsze EJ, albo klaśnięcie, choć czasem muszę przerywać pstrykiem w nos, np. kiedy węszy w kuchni, a mu zabraniam).

i jeszcze co do pierwszego - nie sądzę, że on się broni ze strachu - po prostu nie chce tej czynności, bo w jego psim łebku sfera łap jest nienaruszalna, a poza tym rana go boli i sobie nie życzy majstrowania przy niej.
to za cholerę nie jest brak zaufania, przecież pies nie rozumie, że mu się za x-dni poprawi, jak zmienię ten opatrunek, że musi pozwolić, to się zagoi ładnie, itd.

psu przeszkadza tu i teraz, a że warczy, a ja nie cofam ręki, to dziabie.
wg. mnie tutaj nie ma nic do rzeczy spartolona relacja, bo np. wetce się daje ze strachu, drży i piszczy, ale nie miota się, truchleje po jakimś czasie i odpuszcza. (nie ma z nią żadnej relacji, wita w drzwiach ale zaraz spieprza,bo orientuje się, kto to przylazł :diabloti:)


inna sprawa, że pokazanie mu, że nie robię krzywdy nie jest takie proste, bo przecież w jego rozumku ROBIĘ mu krzywdę! (dotykam rany,szwów, które go bolą - więc krzywdzę).
jakim cudem pies ma skumać, że "to dla jego dobra"?

Posted

Majkowska napisał(a):
No to jak pies karci właściciela za coś co normalnie powinien sobie dać zrobić ufając mu że ten mu nie zrobi krzywdy to nie leży w wychowaniu tylko w tym że nie dostał lekcji dominacji??


Eeeeee, nie wiem. Nigdy nie dawałam psu "lekcji dominacji" przy przytrzymaniu za obrożę czy opatrywaniu rany. Jedyne, co robiłam, to pokazywałam mu, jakie zachowania absolutnie nie będą przeze mnie akceptowane (np wyskoki na króliki). Ja tam tego dominacją nie nazywam, ba, ja nigdzie nie pisałam o przygniataniu do ziemi, bo według mnie to akurat głupie (choć nie powiem, zdarzyło mi się).

Więc tak - zaufanie, budowanie więzi, szacunek, kosekwencja to dla mnie podstawa relacji z psem. ALE jeśli pies zrobi coś, co wybitnie mi się nie podoba, to zostanie o tym odpowiednio poinformowany (a jak - to już zależy od stopnia przewinienia, czasami wystarczy, że na niego spojrzę).

Posted

dog193, a co to znaczy "pokazywałam, jakie zachowania nie będą przeze mnie akceptowane"? tzn. chodzi mi o to, co robiłaś, kiedy interesował się królikami - krzyk, upomnienie, klepnięcie?

co do spojrzenia - moje też czasem magicznie działa! kiedy kroję coś w kuchni, a wesz się zakradnie pod barowy stół i udaje, że go nie ma, to wystarczy że odwrócę się znad blatu i rzucę mu spojrzenie, a on od razu wywala białka, kuli uszy i odchodzi.
pielęgnuję tę czynność :diabloti: bo to jedyny moment, kiedy mi naprawdę pokazuje szacunek, autentycznie kuli ogon i odchodzi skruszony, zazwyczaj na miejsce.
czasem się przenosi gapić z drugiej strony :diabloti: ale wtedy spojrzę i odwraca łeb od razu.

to samo jest z jedzeniem - nieraz odprowadza każdą łyżkę do buzi wzrokiem, a czasem, kiedy nie wiem, że jestem obserwowana i się skapnę, rzucam mu spojrzenie pt. "chyba śnisz" - wtedy też się odwraca, uszy po sobie, ewidentna uległość i "przepraszam". i nie muszę nic mówić.

nie zmienia to faktu, że często nawet głośna korekta nie działa :roll: ale to w innych sytuacjach.

Posted

PP a rozmawiałaś ze szkoleniowcem o tym zachowaniu czy wywnioskowałaś z jego ogólnego stosunku że on na wszystko co nam nie pasuje zaleca na grzbiet i za kark??

I co - jak dziabniesz warczącego Pata w żebra to to działa??
Przestaje i już tego nie robi??

Posted

na grzbiet i za kark to chyba już mało sensowny sposób... kiedyś to był sposób na pokazanie psu swojej "dominacji" z tym że niektórym to na zdrowiu nie wyszło ;)

Posted

Majkowska napisał(a):
PP a rozmawiałaś ze szkoleniowcem o tym zachowaniu czy wywnioskowałaś z jego ogólnego stosunku że on na wszystko co nam nie pasuje zaleca na grzbiet i za kark??

I co - jak dziabniesz warczącego Pata w żebra to to działa??
Przestaje i już tego nie robi??


rozmawiałam, w szkoleniowcu mi przeszkadza, że do wszystkiego dopisywał dużo filozofii, a z praktycznych porad w zasadzie nic nie wyniosłam, prócz "konsekwencji", "nie odpuszczać" i tak dalej. ogólnie glebę polecał jako narzędzie przy totalnej niesubordynacji.

a co do dźgania w żebra, czy jakiejś tam innej malutkiej korekty fizycznej - przestaje, bo go to wybija z transu, ale jeżeli jest to czynność bardzo mocno frapująca (jak polowanie), to nic nie daje - wtedy walczy i się odgryza.
jeśli mówię "ej, nie liż łapy", a on dalej liże,to drugie EJ dostaje z pstryczkiem - odpuszcza.
tak to działa, na takie właśnie drobiazgi.

Posted

agutka napisał(a):
na grzbiet i za kark to chyba już mało sensowny sposób... kiedyś to był sposób na pokazanie psu swojej "dominacji" z tym że niektórym to na zdrowiu nie wyszło ;)


nie wiem co Wy przez tę "glebę" rozumiecie, ja rozumiem wywalenie i przytrzymanie na boku (to pozycja, która wymusza niejako relaks - tak go ćwiczymy przy misce, ma się położyć bokiem i wytrzymać bez przewracania się, bo wtedy się nakręca, a leżąc na boku siłą rzeczy cziluje)

Posted

mojej żeberka są zbędne bo i tak nie czuje jak ma szał:cool3:
za to gdy idziemy przy nodze z zaczyna rwać biorę zewnętrznym bokiem stopy szturnę w udko i wraca do fasonu, jest to mój sposób gdyż jest niska i szybka a tak łatwiej mi się do niej dostać ;)

Posted

Pani Profesor napisał(a):
dog193, a co to znaczy "pokazywałam, jakie zachowania nie będą przeze mnie akceptowane"? tzn. chodzi mi o to, co robiłaś, kiedy interesował się królikami - krzyk, upomnienie, klepnięcie?


To też zależało od sytuacji, bo z tym różnie było.
Czasami jak leżał i za bardzo zaczynał się ekscytować, podczołgiwać to go upominałam przeciągłym "eeeeeej", albo powtórzeniem komendy, żeby spokojnie leżał. Czasem wchodził do pokoju i jak królik leżał naprzeciwko to do niego podchodził, trącał nosem, wtedy było "hej!" i kazałam mu przyjść do mnie, położyć się lub wyjść z pokoju. Czasami musiałam go szturchnąć, żeby się otrząsnął. Natomiast raz się zdarzyło, że zwyczajnie wyskoczył za biegnącym królikiem, naprawdę wyskoczył, chciał złapać, zresztą klepnął ryjem w powietrzu, na szczęście królik był szybszy, to były ułamki sekund. Moja reakcja była natychmiastowa, chwyciłam go i po prostu spuściłam mu łomot z "co to ku*wa miało być?!", po czym wywaliłam za drzwi.
Obecnie pies przy królikach jest całkowicie zrelaksowany, mogą sobie biegać koło niego a on nic sobie z tego nie robi, nie robi na nim wrażenia już nawet jak biorę któregoś na ręce, co wcześniej było mega podjarką. Przy jego królikach, zaznaczam, bo jeśli chodzi o obce to inna sprawa, bardzo mocno się nakręca :roll:

Posted

Pani Profesor napisał(a):
nie wiem co Wy przez tę "glebę" rozumiecie, ja rozumiem wywalenie i przytrzymanie na boku (to pozycja, która wymusza niejako relaks - tak go ćwiczymy przy misce, ma się położyć bokiem i wytrzymać bez przewracania się, bo wtedy się nakręca, a leżąc na boku siłą rzeczy cziluje)


piszesz na boku a mnie chodzi o trzymanie z mega siłą psa za kark tak długo aż się uspokoi, w takiej sytuacji nigdy nie wyczilałtuje no nie ;)

Posted

agutka napisał(a):
mojej żeberka są zbędne bo i tak nie czuje jak ma szał:cool3:
za to gdy idziemy przy nodze z zaczyna rwać biorę zewnętrznym bokiem stopy szturnę w udko i wraca do fasonu, jest to mój sposób gdyż jest niska i szybka a tak łatwiej mi się do niej dostać ;)


ja nie szturcham, bo próbowałam - raz nadepnęłam na łapę, raz się debil potknął i wywrócił :diabloti: i ogólnie to takie durne dla mnie, mam nieskoordynowane ruchy :eviltong:

tak w ramach raportu dodam, że bez darcia mordy zmieniliśmy mu z tż-tem opatrunek :smhair2:

podeszłam, wzięłam sobie łapę, odwinęłam, jak burczał to dałam "a weź przestań" i po prostu zmieniłam...pojęczał tylko przy smarowaniu szwów, ale ogólnie podejrzanie udane - a nie zrobiłam nic inaczej, niż zawsze.

Posted

Czytam, czytam i ogólnie to chyba zgadzam się z dog. Jakie lekcje dominacji? Dżizys, to chodzi tylko o pokazanie, że, drogi piesku, tak a tak NIE robimy. A ogólnie to mamy jakieś tam zasady, które się opłaca przestrzegać a jak się je narusza to są konsekwencje różnego kalibru. I nie ma, że boli, że jest niedziela, że jesteśmy w gościach, że coś tam - zasady to zasady. Żadne tam dociskanie za kark do ziemi, jeśli już to np. mnie się zdarza Ravena wziąć na glebkę i położyć na boku, żeby mózg wrócił z dupy do głowy. Działa. Nie jest to podszyte złością, wściekłością czy czymś takim, po prostu - przeginasz pałę, masz karnego.

PP, ja myślę, że Ty się źle nastawiasz po prostu. Piszesz nam tu, że Patryk NA PEWNO nie pozwoli tego czy tamtego, że będzie robił to i tamto, że nie uda Wam się zrobić tego i śmego, bo... i tak dalej. A gdybyś mniej sobie wizualizowała negatywów, tylko po prostu podeszła i zrobiła to, co masz zrobić? :) U mnie młoda już zakumała, że jak mam coś zrobić to zrobię to tak czy siak i nie opłaca się świrować, bo to niczego nie zmieni. Ale staram się maksymalnie wyluzować zawsze, robię 3 głębokie wdechy i staram się być naprawdę oazą spokoju, bo przy tej zarazie, która się zachowuje jakby miała w tyłku dynamit albo wtyczkę z prądem się nie da inaczej ;)

Posted (edited)

Pani Profesor napisał(a):
rozmawiałam, w szkoleniowcu mi przeszkadza, że do wszystkiego dopisywał dużo filozofii, a z praktycznych porad w zasadzie nic nie wyniosłam, prócz "konsekwencji", "nie odpuszczać" i tak dalej. ogólnie glebę polecał jako narzędzie przy totalnej niesubordynacji.

Przeczytałam całą dyskusję.
Nie będę dorzucać do dyskusji swoich trzech groszy.Odniosę się tylko do tego co napisałaś o szkoleniowcu. Weź Ty zadzwoń do pana J.Umów się na spotkanie i zobacz.Będzie Ci odpowiadał bardziej pan, z którym działasz teraz to będziesz kontynuuować z nim, ale myślę ,że zostaniesz przy panu J ;-) Tam mało ogólnego gadania i filozofii , a konkretne problemy i sytuacje od strony praktycznej przepracowane.

Edited by ewaal1982
sasa
Posted

zadzwonię, kochana, poproszę o nr na priv :)
skonsultuję z kimś świeżym dla porównania, zanim się odezwę znów do 'mojego' szkoleniowca.

ciekawostka - byliśmy z tż na spacerze nocnym, przed nim musiałam włożyć Patowi skarpetę, podeszłam, włożyłam i heja.
po spacerze od nowa trzeba było zawiązać bandaż i skarpetkę,bo podbiegł i zleciało - przewaliłam, założyłam - do widzenia.

zero warknięcia, kłapnięcia - NIC!
teraz pozostaje pytanie - DLACZEGO? sama obecność tż-ta? <nie przytrzymywał go, nie ingerował, Pat na niego nie patrzył>
nie zrobiłam NIC nowego, NIC inaczej niż wcześniej, a widać było, że cierpiał, bo mu drżała ta nóżka przy smarowaniu szwów.

nie jest to też "nauczył się w końcu",bo na spacerze rwał do przodu i testował, czy może wyjść naprzód, czy jednak musi równać całą drogę. albo to jest pies - loteria, albo ja jestem skrajnie głupia :diabloti:
bilans dziabnięć z dzisiejszej doby - 0.

Posted

Moim zdaniem, metoda wychowawcza powinna być dobrana do psa, a nie do ewentualnie panujących trendów szkoleniowych.
"Miękki" i "delikatny" pies powinien być wychowywany inaczej niż pies z temperamentem i dziką odwagą.
Większość psów, z którymi miałam styczność doskonale działa z klikerem, przy okazji nauki, ale już korygowanie błędów wymaga metody awersyjnej. I uwierzcie, jeśli ktoś ma rozjuszonego, wściekłego psa to może sobie klikać...aż straci rękę:cool3: Stan agresji u niebezpiecznego psa skierowanej do człowieka wymaga moim zdaniem innej reakcji, niż przyuczania łagodnego psa gdzie nie można załatwiać potrzeb. Doskonałych rad wychowawczych nauczyli mnie wieloletni hodowcy bulterierów, którzy mieli z nimi styczność w czasach, gdy te były naprawdę cięte i na psy i na ludzi. Metody niepoprawne politycznie, ale sprawdzone i skuteczne. A do tego, testowane na najtrudniejszej grupie.

Z ogromną ostrożnością należy podchodzić do internetowych porad, w wielu przypadkach, oparte są na wyczytanych informacjach i praktyce opartej na jednym (nieszczególnie problematycznym) psie.

Posted

jestem zdania co Obama ;)
PP- a może załatw sobie jakaś grubą rękawicę taką która nie przebije ci się do rąk . Wtedy bierzesz wszystko przy nim robisz on sobie zacznie kąsać a ty odważnie dalej zaczniesz robić swoje tak jak by się nic nie działo dodatkowo korygujesz słownie . Patyś zrozumie że na nic jego nerwy bo i tak się nie cofniesz ;)

Posted

Pani Profesor napisał(a):

ciekawostka - byliśmy z tż na spacerze nocnym, przed nim musiałam włożyć Patowi skarpetę, podeszłam, włożyłam i heja.
po spacerze od nowa trzeba było zawiązać bandaż i skarpetkę,bo podbiegł i zleciało - przewaliłam, założyłam - do widzenia.


A jak Twoje nastawienie? Nastawiłaś się, że po prostu to zrobisz,poszłaś i zrobiłaś? ;) Bo w przypadku niektórych psów to naprawdę ma znaczenie, choć idiotycznie brzmi - "wizualizuj sobie, że się uda" albo przynajmniej "nie spinaj dupy, myśl o szarlotce" :lol:

Posted

DLACZEGO? sama obecność tż-ta?

Byćmoże.
Obstawiam że przy tż czujesz się pewniej, bo wiesz że w razie wu on jest, nawet jak patrzy i nic nie robi.
No i bez czajenia się - robimy to i to jest normalne, wszystko jest ok :):)
To jest własnie to o czym napisałam wcześniej - nie możesz być sztucznie ostra, musisz być pewna siebie ;)

[quote name='Obama']Moim zdaniem, metoda wychowawcza powinna być dobrana do psa, a nie do ewentualnie panujących trendów szkoleniowych.
"Miękki" i "delikatny" pies powinien być wychowywany inaczej niż pies z temperamentem i dziką odwagą.
Większość psów, z którymi miałam styczność doskonale działa z klikerem, przy okazji nauki, ale już korygowanie błędów wymaga metody awersyjnej. I uwierzcie, jeśli ktoś ma rozjuszonego, wściekłego psa to może sobie klikać...aż straci rękę:cool3: Stan agresji u niebezpiecznego psa skierowanej do człowieka wymaga moim zdaniem innej reakcji, niż przyuczania łagodnego psa gdzie nie można załatwiać potrzeb.

Tak ale wydaje mi się że dziabanie Pata to nie agresja taka czysta stricte zabiję co się tylko rusza, a to jakaś forma komunikacji dziabnę- odsuną się.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...