Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

dziękuję za dobre myśli..
wszystkiego najserdeczniejszego Kochane - dla Was i Waszych Rodzin (wszystkich członków - tych na dwóch i więcej łapach ;))

Posted

dziękuję za dobre myśli..
wszystkiego najserdeczniejszego Kochane - dla Was i Waszych Rodzin (wszystkich członków - tych na dwóch i więcej łapach ;))

 

Agatko, to czekamy do wtorku na wiadomości od Ciebie i mocno trzymamy kciuki.

Posted

Niestety... złośliwy rak
Moja kochana, waleczna, niezłomna...

O kurcze, nie takich wieści się spodziewałam :(
A jak koteńka się czuje? Mam nadzieję, że oprócz tego paskudztwa nic jej nie dolega i jeszcze choć przez chwilę bez cierpienia z Wami pobędzie.
Posted

Niestety... złośliwy rak ;( 

Moja kochana, waleczna, niezłomna... 

 

Agatko...

Napisz coś więcej.

Czy weterynarz zaproponował jakieś leczenie ?

Daj znać.

Posted

Dzięki Wam kochane za dobre słowa, i przepraszam Luśkota, że na jego wątku taką prywatę uprawiam..

Leczenia raczej nie będzie, bo primo - guz jest wysoko na łopatce - nawet nie ma go jak specjalnie usunąć.. byłaby to masakra dla całego układu kostnego i kota i  byłoby to wielkie cierpienie dla niej..; secundo - nie wiadomo, czy przeżyłaby narkozę (bo ten guz uaktywnił się w szalonym tempie po zabiegu usuwania zębów w narkozie :(- urósł w ciągu tygodnia!) a i mogłoby to przyspieszyć procesy nowotworowe i przerzuty (rak jest niestety w złośliwej mocno formie). Daję kotusi codziennie matacam i na razie funkcjonuje sobie jako - tako. Nie jest to już co prawda moja kochana żywiołowa niedotykalska niezależna wszystko-mająca-gdzieś wariatka, ale chyba jeszcze nie cierpi. Dużo je, dużo śpi, jest łagodniejsza, daje się nawet brać na ręcę i przytulić.. Wetka powiedziała, że metacam można podawać dość długo, działa on nawet trochę spowalniająco na rozwój raka. Więc dopóki nie ma oznak cierpienia, kłopotów z oddychaniem czyli przerzutów do płuc... to tak będzie. Nie wiem co innego mogłabym zrobić w tej sytuacji. 

Posted

Agatko, to jest jak najbardziej właściwy wątek dla Twojej Kici.

Wątek Siuśkota, już dawno przestał być wątkiem Siuśkota, bo co ja więcej mogę o Siuśkocie napisać ?

Dopóki nie wyślę zdjęć do dr Kemilewa - to nic.

W ogóle zmienię tytuł wątku, na mniej więcej taki : Luśkot i opowieści innych zwierzaków :)

Mieliśmy tu już jeże, psy, łosiczkę, inne koty.

To już dawno nie jest wątek Luśki i bardzo dobrze.

 

Agatko, ja sobie tak myślę, że jeszcze długo będziecie mogli cieszyć się swoim towarzystwem.

Kicia ma wspaniałą opiekę, dostaje lek, który tak jak piszesz spowalnia rozwój choroby.

Jakieś 10 lat temu mieliśmy trzy pieski - suczki - mamusia i jej dwie córki. Dinka, Pixik i Dixik.

Cała trójka miała raka. Guzy były zauważalne, jak pieski miały ok. 12 lat.

Pixik miał operację i po operacji żył rok, a Dixik nie był operowany i żył od momentu wykrycia guza półtorej roku.

Do końca pieski wychodziły na dwór, jadły w miarę przyzwoicie, cieszyły się spacerkami.

 

Oby Twoja Kicia długo cieszyła się dobrym samopoczuciem i dobrym apetytem.

Trzymam za to mocno kciuki.

  • Upvote 1
Posted

Tytuł zmieniony.

Zapraszam z wszelkimi postami o wszystkich zwierzakach :)

 

Agatko, ja mam nadzieję, że Kitusia będzie czuła się dobrze, że będzie piękne jadła.

Za to mocno trzymam kciuki.

  • Upvote 1
Posted

O Luśce zaś nie ma co pisać - wkomponowała się w krajobraz, a my nauczyliśmy się z nią żyć.

Postawiłam jej dość wysokie wymagania - ale dzięki temu jest mniej nerwów i złości w wzajemnych relacjach.

Luśka wie, że może siedzieć tylko na jednym fotelu.

Fotel jest opatulony workiem na śmieci, a na worku leży koc, albo poducha - żeby łatwo można było uprać.

Ponadto, jak jest biegunka to Lusiek śpi w transporterku, żebym rano nie musiała sprzątać przez godzinę.

Luśka chodzi też po całym mieszkaniu.

Ostatnio nadawałam mojemu mężowi na Luśkę, że taka, siaka, owaka - ale głównie chodziło o sprawy, na które Luśkot nie ma wpływu - czyli o wydalenie.

A mój mąż mi się pyta:

- No ale przecież oprócz tego to ona jest ZDROWA ???

No i mnie rozwalił:
- No tak, oprócz tego Luśka jest zdrowa.

  • Upvote 2
Posted

Tak sobie pomyślałam, że gdyby mój Misio był w takim stanie zdrowia jak Luśka, ale by żył...to nic by się nie zmieniło...cieszyłabym się, że żyje.

Misia bardzo kochałam...od początku...co za pech, że uraz był w głowę, co za pech...co za pech, że Misio nie żyje...

Luśkę trudniej jest zaakceptować, bo nie znałam jej jak była zdrowym kotem, w pełni sił...nasza relacja przypomina trochę drogę przez mękę...nie mamy wspólnych wspomnień sprzed wypadku.

Gdyby Misio przeżył wypadek, ale nie chodził relacja byłaby wtedy jasna - nic się w tych relacjach nie zmieniło, oprócz obecności pieluchy...

Ale on dostał w głowę...

Posted

I oby Luśkot taki zdrowy był :) Fajny Twój mąż ;)

 

On w ogóle nie jest - jak to się mówi - obrzydliwy i w ogóle to higiena nie jest Jego przyjacielem, więc dla Niego Luśka jest OK.

Posted

Asiu będę wredna. Dobrze, że Misio zginął na miejscu, a nie leżał na poboczu sparaliżowany, czekający na śmierć.

agat21 najważniejsze, żeby nie bolało.

Mój 15 letni Bazyl dzisiaj zwymiotował, a potem go zgięło w pół, nie panował nad tylnymi łapami, zaczął robić kupę.... To nie był luźny stolec. Potem już nie miał siły. Dostał mega dawkę no-spy forte. Wieczorem przeszedł pozytywnie test szynki, czyli zjadł plasterek. Rusza się powoli, ale jest słaby. Chciałabym, żeby dociągnął do swoich 15 urodzin, które ma w czerwcu. Na razie go obserwuję, ale się nie nastawiam.

Zastanawiałam się nawet jakby sobie radził sparaliżowany, czy byłby szczęśliwy.

Posted

Mój 15 letni Bazyl dzisiaj zwymiotował, a potem go zgięło w pół, nie panował nad tylnymi łapami, zaczął robić kupę.... To nie był luźny stolec. Potem już nie miał siły. Dostał mega dawkę no-spy forte. Wieczorem przeszedł pozytywnie test szynki, czyli zjadł plasterek. Rusza się powoli, ale jest słaby. Chciałabym, żeby dociągnął do swoich 15 urodzin, które ma w czerwcu. Na razie go obserwuję, ale się nie nastawiam.

Zastanawiałam się nawet jakby sobie radził sparaliżowany, czy byłby szczęśliwy.

 

 

Dorotko, czyli Bazyl się pochorował...trzymam kciuki.

Dorotko, nigdy bym nie pomyślała jak to mówisz: "Asiu będę wredna", nigdy...wiem jak dużo robisz dla zwierzaków i wiem co miałaś na myśli. Rozmawiałyśmy o tym przez telefon.

Jak się miewają jeże ?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...