Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Majka OE dla bezmózga i owszem zrobi z psa idiotę ,przecież nie będę psa razić pradem co chwilę ;) a o kopaniu kto pisał bo nie bardzo rozumiem??? sama widziałaś że żadne bodźce na nia nie działaja tylko ciśnie w jedna stronę a po zmianie szybko zmienia kurs.
Jedna z hodowców poleciła mi to gdyż miała spory problem ze swoim astem mimo trzech szkoleń i zdanych pozytywnie egzaminów. Jeżeli pies zacznie się bać czy bardziej fisiować wiadomo taka zabawka idzie na odstawkę. Ja ponad rok czasu z tym walczę w tym jeden bechawior się wycofał to trochę za długo...

IPO słabo widzę :shake: skoro w tylu miejscach jest ogłaszany a jest garstka ludzi w tym większość osób które znam osobiście to marne szanse...
ja w to miejsce idę na inne szkolenie no i zaczne szybciej niż bym była na IPO ;)

Posted

agutka napisał(a):
Majka OE dla bezmózga i owszem zrobi z psa idiotę ,przecież nie będę psa razić pradem co chwilę ;) a o kopaniu kto pisał bo nie bardzo rozumiem??? sama widziałaś że żadne bodźce na nia nie działaja tylko ciśnie w jedna stronę a po zmianie szybko zmienia kurs.
Jedna z hodowców poleciła mi to gdyż miała spory problem ze swoim astem mimo trzech szkoleń i zdanych pozytywnie egzaminów. Jeżeli pies zacznie się bać czy bardziej fisiować wiadomo taka zabawka idzie na odstawkę. Ja ponad rok czasu z tym walczę w tym jeden bechawior się wycofał to trochę za długo...


Ja z przywołaniem jako takim walczyłam tak "na pełnym etacie" w sumie ponad półtora roku, mając psa, odkąd ten skończył pół roku. Obecnie w niektórych sytuacjach nadal mam go wyłącznie na lince, ale poprawa jest o 200% ;) Dużo wymagało to też pracy nade mną, a nie nad psem stricte. OE nam polecano, nie zdecydowałam się i cieszę się, że się nie zdecydowałam. Znajoma hodowczyni JRT ma sukę, która wraca tylko, gdy ma OE na szyi. Gdy biega bez - nie ma szans na powrót... A to chyba nie tak ma działać.

Posted

wiesz szczerze to długo to rozważałam i nie mam serca coś takiego robić ale boję się tego że kiedyś mogłaby się smycz ,obroża co kolwiek urwać byłby mega problem bo to nie york czy nawet owczarek niemiecki a "morderczy bullterier" ;) nie wspomnę o wbiegnięciu pod auto.
Tu nie chodzi mi o przywołanie bo ona pięknie przybiega pięknie słucha ale nie wtedy gdy jest pies czy człowiek a o całokształt zachowania (pies jest maksymalnie pobudzony wszystkim). Gdy brałam ja z adopcji pytałam czy ona słyszy

Posted

agutka napisał(a):
wiesz szczerze to długo to rozważałam i nie mam serca coś takiego robić ale boję się tego że kiedyś mogłaby się smycz ,obroża co kolwiek urwać byłby mega problem bo to nie york czy nawet owczarek niemiecki a "morderczy bullterier" ;) nie wspomnę o wbiegnięciu pod auto.
Tu nie chodzi mi o przywołanie bo ona pięknie przybiega pięknie słucha ale nie wtedy gdy jest pies czy człowiek a o całokształt zachowania (pies jest maksymalnie pobudzony wszystkim). Gdy brałam ja z adopcji pytałam czy ona słyszy


A tak, problem z pobudzeniem też przerabialiśmy. Pies był pobudzony wszystkim - bo coś stuknęło, bo liść przeleciał, bo pies zaszczekał, bo auto przejechało, bo ktoś szedł i rozmawiał przez telefon. Słuchu zero - też nas pytano, czy on ma dobry słuch, skoro w ogóle nie reaguje na przywołanie i na komendy, a tak było na początku. Ale myśmy nad tym pracowali zupełnie osobno - wyciszenie, crate games, skupienie, doggie zen. I dało się, ale wymagało masy cierpliwości - i jak zaniedbamy sobie ćwiczenia przez jakiś czas, to pies znów głupieje, dlatego ćwiczymy ciągle ;)

Posted

A jak chcesz stosować oe bez używania prądu ???

I na co chcesz to stosować? Pies piszczy a Ty go kopiesz?? Pies nie chce się skupić to kop go??

Tu nie chodzi o serce, tu chodzi o sens tego po co się to robi i na co.

I to jest fakt że psy noszące obrożę muszą ją już nosić zawsze. Pies głupi nie jest, wie kiedy ma boleśny środek przymusu na szyi a kiedy nie i może olać pana z którym nic go nie łączy i pognać dalej.

Osobiście jestem przeciwna wszelkim metodom szkoleniowym wywołującym ból czy też przymus. I nie chodzi o to że ja pieskowi tiutiam i tak trzeba. Tu chodzi o kontakt którego się nie wyrobi po założeniu kolczatki czy oe a który trzeba wypracować.
Dziś widziałam ttb na kolczatce, co pociągnął to wracał do laski i zachowywał się dziwnie : merdał do niej, kładł się... jakby przepraszał... Obserwowałam go za każdym razem i stwierdziłam że ok, nie ciągnie, ale czy chciałabym mieć takiego psa na smyczy dla którego panem nie jestem ja tylko kolczatka...

Posted

Agutka, to jeżeli suka się tak eksyctuje-może warto pobawić się we wszelakie gry i zabawy na koncentracje, wyciszające? Create games, doggie zen/ćwiczenia na samokontrole? Pełno róznych przeróżnych opcji do wyboru- zaszkodzić nie zaszkodzi, a może pomóc pieskowi ogarnać emocje. Nie wymaga to jakiegoś szczególnego zachodu, trochę czasu tylko i cierpliwości, ale efekty wierz mi na słowo widac, już po kilku sesjach.

A ta mniej pozytywna rada. Idź do dobrego szkoleniowca, wykup 2-3 lekcje indywidualne, niech Ci pokaże jak prawidłowo z kolczatki korzystać. Lepsze to niz inwestycja w OE (swoją drogą kupa kasy), i serio narzedzie jakie wybierzesz samo z siebie wiele nie zdziała.
Ja przerobiłam agresora, przerobiłam pieska, który ma problem z emocjami. W jednym i drugim przypadku nam kolce bardzo pomogły ALE jako dodatek do szkolonka pozytywnego. Metoda robisz dobrze-ciastko, zrobisz źle-"kuku" u nas przyniosła rezultaty. Rotek po 2 latach takiej pracy mogł spokojnie isc na impreze plenerowa z ludźmi/psami i ani jednego wyskoku. A wczesniej był to pies, który atakował zeby zabić. W schronie do uśpienia, wyciągnięty na naszą własną odpowiedzialność, bo na koncie miał 2 pieski, kilka kotkó i ugryzionego dzieciaka.

Tyle tylko, że musi ktoś doswiadczony was wziąc w obroty. Nie behawiorysta, zaden pozytywista, tylko dobry sprawdzony szkoleniowiec-taki co to z róznymi trudnymi pieskami ma do czynienia, i nie trajkocze o więzi i zaufaniu jako leku na całe zło. ( oczywiscie, to tez jest potrzebne, ale miłością się wszystkich problemów nie rozwiąże :diabloti:)

Plus z mojej strony taka uwaga- może błedny wniosek wysunęłam- bo opieram się tylko na tym co wyczytam w galerii, ale mam wrażenie, ze za bardzo stawiacie na to, żeby psa wymęczyć fizycznie, a za mało jej dajecie takiego zajęcia umysłowego. Pomęczcie trochę jej mózgowice- napewno nie zaszkodzi. I chociaz bulle to wyjątkowo uparte stworzonka, to na pewno bedziecie w stanie dojsc to etapu olewania psów na spacerze, bo to, że ona nagle pokocha wszystkie pieski jest bardzo mało prawdopodobne. :roll:

Posted

Majkowska napisał(a):

I to jest fakt że psy noszące obrożę muszą ją już nosić zawsze.


Zawsze zawsze, w każdym przypadku? Bo ja znam od myśliwych i hodowców inną wersję - dobrze działająca OE jest stosowana kilka razy i to wystarcza.

Posted

[quote name='Majkowska']Czyli Clay jest drugim psem??
To tak jak u mnie :)

To smutne że chciałoby się czasem zajrzeć na wątek przyjaciela którego już z nami nie ma, a wątek wygląda tak że aż nie chce się patrzeć.
A mozesz tu dodać jej kilka zdjęć?? Jestem jej ciekawa...
Miałam jeszcze przez 15 lat pudelka z którym się wychowałam (odszedł 2 lata temu , Misia prawie rok temu w czerwcu ) .
Mam całą mase jej zdjęć , jej zdjęcie wisi w głównym miejscu na działce na wsi , tam gdzie najbardziej kochała jeżdzić .







Z Basterkiem (nasz pudelek)


Posted

[quote name='omry']Pamiętam jak adoptowałam Avril i ktoś mi napisał, że Misia ma teraz konkurencję z tym jednym uszkiem bardziej :eviltong:
:evil_lol: ano ucho miała żyjące własnym życiem , potrafiło być tydzień klapnięte a potem kolejne pół roku stojące żeby znowu na tydzień klapnąć :lol:



i Basterek


A ja nadal będę twerdzić że pudle i staffiki mają wiele wspolnego :diabloti:

Posted

LadyS napisał(a):
Zawsze zawsze, w każdym przypadku? Bo ja znam od myśliwych i hodowców inną wersję - dobrze działająca OE jest stosowana kilka razy i to wystarcza.

I tak i nie ;)

Dużo psów właśnie bez obroży lubi sprawdzić co stanie się jeśli odadzą się pokusie i zrobią to czego nie wolno.
Nie wiem czy kiedyś widziałaś jakie ludzie zakładają psom imitacje oe? Dawniej przechoddziło to na konkursach nawet, bo obroża z dużą klamrą przyległą do szyi może być a to że w środku jakieś wypustki nikt nie widział, teraz patrzą rygorystyczniej, ale ludzie kombinują, bo wiele psów bez oe poprostu nie pracuje jak powinno - nagle z super wyszkolonego psa okazuje się że pies wcale nie wraca do właściciela i myśli głównie o tym żeby nawiać i skasować kilka saren.
Psy to wiedzą, dużo spotkałam takich które w polu zachowują się w zależności od tego czy mają oe czy nie. Znam psy hodowców, szkoleniowców, które przy raz niezałożonej obroży idą na totalną samowolkę - i skądś to wiedzą że jak nie mają to można to zrobić...
Jak z tym na dłuższą metę jest to nie wiem, bo nie używam na codzień a defacto nie używam wcale.
Mój np dostał na sarny kopa na przyhamowanie i przez pewien czas był spokój bo skojarzył sobie bardzo boleśnie sarnę, zaczął się zastanawiać czy aby napewno ją gonić, ja ten moment wahania wychwyciłam i nagrodziłam powrót do mnie. Ale bez oe pozwala sobie pogonić i wie że ja będę stała jak ciołek i darła się, a on moze biec aż po horyzonty... To że ma obrożę nie powoduje absolutnie zmiany w jego głowie - ona mu się źle kojarzy i powoduje u niego lęk przed karą, ale ja nie jestem wtedy dla niego żadnym autorytetem. Za to wypracowanie chociażby warowania czy dobrego przywołania jest o milion razy lepsze - pies wtedy bez względu na okoliczności wie że nie ma wyjścia i musi, bo ja jestem kimś, kto jak mówi to go trzeba słuchać ;) Teraz trenuję też na linie i choć jej szczerze nienawidzę to jest efekt ...
Zresztą wydaje mi sie że psy wiedzą co na sobie mają - przecież psy rozróżniają czy to obroże czy to szelki i np na jednych ciągną jak oszalałe a na innych wiedzą że chodzi się przy nodze.

Posted

gops napisał(a):
Miałam jeszcze przez 15 lat pudelka z którym się wychowałam (odszedł 2 lata temu , Misia prawie rok temu w czerwcu ) .
Mam całą mase jej zdjęć , jej zdjęcie wisi w głównym miejscu na działce na wsi , tam gdzie najbardziej kochała jeżdzić .

Cudna, wyglądała jak szczeniaczek. Nie przypisałabym jej bandyckiego charakteru.
Ta sierść jest ostrzyżona czy taką miała??

Posted

Asiak- ja ja męczę bo późniejsze spacery sa łatwiejsze w obsłudze ;) gdy ona się nie wymęczy cała energia odbija się na moich spacerach z nia.
Szkoleniowca już mam i czekam aby rozpoczać kurs. Co do samego wyciszania zabawiałam się nawet w masowanie psa na spacerach w miejscach gdzie jest nakręcona do poziomu wrzenia, taki spacer trwał ok 4godzin a przeszliśmy może z kilometr.

Majka OE nie zaczęła bym sama używać tylko pod porada osoby znajacej się w tym fachu. Takim desperatem nie jestem...

ona jest dość madra suka jak na bula nie trudna w obsłudze, ale wszystko to tyczy się terenu domowego , fajny kontakt łapie także gdzie przeleci cały teren i zakuma że nic ani nikt nie zakłóci jej spokoju. spaceruje jak typowy bulik przy nodze, patrzy prosto w oczka , wykonuje polecenia- jeszcze niedawno tego nie było. Ja także nie przeczę że jestem super treserka bo wiem że tak nie jest i na 100 % robię błędy :(


Ladys czy w sposób zen tylko ćwiczyliście? do szkoleniowca chodziliście?

Posted

[quote name='Majkowska']Cudna, wyglądała jak szczeniaczek. Nie przypisałabym jej bandyckiego charakteru.
Ta sierść jest ostrzyżona czy taką miała??
Strzyżona , normalną miała jak owieczka :)
"Że co nie widać ? "

:evil_lol:



Wkręciłas mi :) siedze i oglądam zdjęcia sprzed kilku lat .

Posted

gops napisał(a):

Wkręciłas mi :) siedze i oglądam zdjęcia sprzed kilku lat .


Ja nie umiem ciągle tak sobie siąść i oglądać zdjęć Amorka...
Co mi się wspomni to pół dnia ryczę...:-(
Zresztą, zawsze wydaje mis ię że zrobiłam mu o jedno zdjęcie za mało...


A jaka ona była duża?? Nie mogę jej określić po fotach, tu niby mała, tu niby spora...:D

Posted

agutka napisał(a):
Gops na co Misia umarła? na niebieskim dużo nie napisałaś a także nie chciałam pisać zaraz po stracie

Systuacja wyglądała tak że po stracie Bastera zaczęła chudnąć (zwaliliśmy to na jakąś tęsknote bo była z nim bardzo zżyta , pilnowała go ciągle) . To najprawdopodbniej był już znak jakiejś choroby , po jakiś pół roku zaczęła zarzucać tyłkiem a w końcu jakoś na początku czerwca zaczęła mieć drgawki , wet powiedział że to padaczka , dał leki , nie pomogło .
Drgawki były codzinnie , pies był wykończony , jeżdzilismy na kroplówki , zrobiliśmy mase badań , prześwietleń i na dobrą sprawe nie wyszło nic takiego .
Wet powiedział że miał taki przypadek , bardzo podobny psa boksera i był to guz w mózgu .
Nie chcieliśmy jej usypiać , próbowaliśmy ratować na siłe ale gdy nie zjadła nic kolejny dzień i jechała na kroplówkach które nic nie dawały musieliśmy podjąć decyzje (była bardzo dzielna mimo wielkiego bólu) .
Weterynarz miał problem nawet by się wkłuć ponieważ miała już zapadnięte żyły .
Gdyby nie Clayton chyba bym wpadła w depresje , to był mój pies , bardzo długo zajęło mi pozbieranie się po tej stracie .
I zawsze to będzie ten pies, ten najważniejszy w życiu .

Clayton to spełnienie marzeń o staffiku , uwielbiam go ale takiego psa jak Misia ma się tylko raz .

Starczy bo już mi się ciężko zrobiło .

Posted

Majkowska napisał(a):
Ja nie umiem ciągle tak sobie siąść i oglądać zdjęć Amorka...
Co mi się wspomni to pół dnia ryczę...:-(
Zresztą, zawsze wydaje mis ię że zrobiłam mu o jedno zdjęcie za mało...


A jaka ona była duża?? Nie mogę jej określić po fotach, tu niby mała, tu niby spora...:D

Większa niż Clayton :evil_lol: no ale o to nie trudno :p
47cm i +/- 17kg .
Ja potrafie oglądać zdjęcia , ostatnio poryczałam się bo weszłam jakims cudem na stare konto na youtubie gdzie były jej filmiki sprzed kilku lat .

Posted

agutka napisał(a):

Ladys czy w sposób zen tylko ćwiczyliście? do szkoleniowca chodziliście?


Nie chodziliśmy do szkoleniowca. Nie uważam psa, który jest bardzo pobudzony i ma problem z opanowaniem emocji za powód do konsultacji ze specjalistą czy za powód na chodzenie do specjalisty. Oczywiście, jeśli ktoś nie wie, w jakim kierunku pracować - okej. Natomiast my pracowaliśmy zupełnie sami, robiliśmy crate games, ćwiczyliśmy wyciszenie, bardzo dużo rzeczy ćwiczyliśmy umysłowo, mniej fizycznie, bo kiedyś to jego fizyczne ćwiczenia jeszcze bardziej nakręcały, dziś go nie nakręcają, ale tez nie wyciszają - może biegać cały dzień i nie widać różnicy, a po dłuższej sesji intensywnych ćwiczeń psychicznych idzie spać ;)

Posted

LadyS napisał(a):
Nie chodziliśmy do szkoleniowca. Nie uważam psa, który jest bardzo pobudzony i ma problem z opanowaniem emocji za powód do konsultacji ze specjalistą czy za powód na chodzenie do specjalisty. Oczywiście, jeśli ktoś nie wie, w jakim kierunku pracować - okej. Natomiast my pracowaliśmy zupełnie sami, robiliśmy crate games, ćwiczyliśmy wyciszenie, bardzo dużo rzeczy ćwiczyliśmy umysłowo, mniej fizycznie, bo kiedyś to jego fizyczne ćwiczenia jeszcze bardziej nakręcały, dziś go nie nakręcają, ale tez nie wyciszają - może biegać cały dzień i nie widać różnicy, a po dłuższej sesji intensywnych ćwiczeń psychicznych idzie spać ;)


Ja z Polą na początku miałam dokładnie to samo, plus to, że ona nie umiała nic-wiec katowaliśmy komendy, a do tego wszelkie ćwiczonka na samokontrolę, wszystko co uruchamiało jej móźdżek. Po sesji 15 min ze smakami i klatką pies byl bardziej zajechany niz po 15km spaceru w lesie +aport+szarpanie.

Ona do tej pory jak się za mocno podnieci to ma problem z ogarnieciem się i potrafi wyłamać komendę. Na zlociku poszliśmy sobie "popaczeć" jak rzucają talerzyk i to było straszne :eviltong:
Ona fizycznie ma naprawde niezłą wydolność i regeneracja po spacerze zajmuje jej 10min. U nas bardzo fajnie się sprawdziło szukanie smaków na komende. Rozkładalismy smakołyki po pokoju, w rożnych dziwnych miejscach, a ona używając nosa miała je znaleźć-30min takiej zabawy w domu i pies spał pół dnia. Dlatego szczerze doradzam wszystkie zabawy wymagające od psa skupienia i myslenia. Po pierwsze to napewno nie zaszkodzi, a może tylko pomóc w dalszej robocie.

szkoleniowiec na pewno nie zaszkodzi, bo jak ktoś z boku się przyjrzy pracy z psem zauważa wiecej błedów-łatwiej to naprostować- a co 2 głowy to nie jedna ;)

I nie znam nikogo kto by pracował z psem i nie popełniał błedów. Każdy pies to inny przypadek i nie ma osoby, która by robiła wszystko perfekcyjnie. A jeżeli ktoś twierdzi, ze wie wszystko- to najlepiej omijac taka osobę szerokim łukiem :cool3:

Posted

Zdawało mi się zawsze, że OE, podobnie jak kolce czy hejtowana tu i tam linka to tylko narzędzie czasowe. Oczywiście, jak ktoś coś spieprzy to pies chodzi w tym do końca swoich dni, ale z reguły tak być nie powinno. No chyba, że zachodzą jakieś inne okoliczności typu pańcia waży 45kg a piesek 50+ i takie tam, wtedy rzeczywiście trzeba brać pod uwagę bezpieczeństwo otoczenia ;)


Z innej beczki - agutka​, warto tylko wspomnieć, że przy takim nakręconym piesku, który nie do końca ogarnia własny musk i własne emocje potrzeba żelaznej konsekwencji, przynajmniej na początku. Czyli jak - załóżmy - wymagasz siadu przed drzwiami to nigdy nie wypuszczasz psa jak skacze, jęczy, siada na sekundę i wstaje itd., bo chce już wyjść. Poczytaj sobie o NILIF - nothing in life is free, nie ma w życiu nic za darmo ;) Super sprawa, bo pies SAM musi dojść do pewnych rzeczy przy użyciu rozumku. U nas nawet pieprznięta 5-miesięczna Raven już wie, że jak chce wyjść to musi klapnąć tyłkiem przed drzwiami, jak chce biegać luzem to musi klapnąć albo chociaż spojrzeć na mnie na dłużej, jak chce chrupka z ręki to musi z niego najpierw "zrezygnować" czyli np. cofnąć się i usiąść zamiast drapać, gryźć dłoń, bo wtedy chrupka nie ma, co najwyżej można w łeb dostać :evil_lol: itd. Oprócz tego to, o czym pisały poprzedniczki - wpisz sobie w youtube doggie zen i crate games, na forum też znajdziesz co nieco na ten temat. Super sprawa i naprawdę działa, mimo że efekty czasem przychodzą dopiero po dłuższym czasie. I wysiłek fizyczny oraz umysłowy. Leda tropi?

Sorry gops za off :oops:

Posted

Spoko , takie rzeczy warto przyswoić nie wiadomo jakiego psa się będzie miało za x czasu .
Clayton też jest nadpobudliwy i w emocjach nie myśli tylko on nie jest tak agresywny i jak np. na Misie podczas atakowania nie działalo nic , żądna piłka , komenda nic to Claytona mogę ogarnąć dośc szybko .
Gorzej jak jest dobra zabawa , wtedy troszke przestaje myśleć a u mnie od zawsze przy każdym psie jest zasada nic za darmo , wymagam nawet siadania zanim odpne/zapne smycz , siadania przy przejsciach na ulicy , jak odpinam smycz pies nie ma prawa ruszyć do przodu póki mu nie pozwole .

A ostatnio zorientowałam się że mieliśmy mały problem z przywołaniem z mojej winy , nie psa .
Najczęściej biega luzem przy torach , i nauczył się że jak się kończą tory on siada ja do niego dochodzę zapinam go i idziemy do domu , więc potem jak go wołałam to on siadał tam gdzie stał i czekał aż to ja podejde i zapne .
Przyznaje że to z mojej winy , za rzadko dawałam komende i jej nie nagradzałam już długo a to siadanie w sumie mi nie przeszkadzało .
Zaczęłam wymagać podchodzenia wiadomo , pies juz po kilku razach skumał że wracamy do starych nawyków , wołałam jak szczylka co chwila, chwaliłam , nagradzałam i mam nauczke żeby nie zapominać nagradzać co jakiś czas nawet tych już wyuczonych starych komend bo psy lubią kombinować po swojemu i jak im łatwiej .

Posted

Jeśli już doszliśmy do tematu hejtowania to w tych wszystkich (przynajmniej moich) wypowiedziach nie chodzi o hejt, a o moje cudowne odkrycie :cool3: pt bez pracy nie ma nic . Za czasów Amorka głównie krążyły złote rady pt : pies ma agresję genetycznie (nie to żebyśmy go źle wychowali...) i tylko dominacja i kolczatka mogą mu pomóc. I gdyby nie miał padaczki to pewnie bym też na nim głupio spróbowała jakichś cudnych wynalazków pt oe czy diabli wiedzą co. Dzięki Bogu go ta padaczka ocaliła przed wieloma rzeczami, które nie dałyby nic. Teraz mam Waldka,który od Amora jest całkiem inny,ale też ma hopla na innnych płaszczyznach, tyle że nie robi tym nikomu krzywdy... Mimo wszystko Amor nauczył mnie tego że psa trzeba sobie wypracować, a wszystko może trwać bardzo długo ale da się to zrobić bez metod awersyjnych, których czasem stosowanie jest bez sensu. Nikt nikomu nie zabroni szarpać całe życie psa na kolczacie czy kopać prądem, ale chyba znacznie fajniej jest coś zrobić pozytywnie i zawiązać sobie więź, która nie będzie opierała sie na "musisz" [w domyśle - bo cię będzie boleć] a "chcesz".
Widziałam Ledę i trochę miałam okazję ją obserować i fakt faktem on się wybija z rzeczywistości i rwie do przodu z jazgotem. Ale widziałam ją też np w sytuacji jak wsiadł na nią terrier rosyjski i zaczął gwałcić i byłam zaskoczona że ona go nie rozerwała na strzępy za takie naruszenie jej. Zachowywała się bardzo przyzwoicie jak na wszelkie reakcje które psy zazwyczaj mają.
Mimo wszystko uważam że Leda jest jednak kumatym psem, a agutka ogarniętą właścicielką i dadzą radę bez próbowania jakby tu do psa dotrzeć bólem.

Faktycznie robimy gops trochę ot....:oops:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...