Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 2.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Gosiapk napisał(a):
Oddaj im Liluchnę :siara:


Za blisko mieszkają ;) Od wczoraj mają już boksiowego chłopaczka :) W tygodniu wpadnę podpisać umowę, to poznam kawalera!

Mattilu napisał(a):
Och! No to wreszcie jestem spokojna!!! Alutka ma praktycznie jakby u nas miala, nowy pancio i jego metody bardzo mojego TZ przypominaja :evil_lol:


Taaaaa.... konsekwencja, konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja :)

Poker napisał(a):
Pańcio chory czy co ,że potrzebował okładów z psiego futra ?:evil_lol:


Tfu, tfu - jaki chory? Stosuje okłady... profilaktycznie :)

Bejotka napisał(a):
Reakcja mojego TZ - "a mogła ze mną tak spać..." :-D


Ano mogła! ;)

AMIGA napisał(a):
Ale cudowne zdjecia :-)
Z formułki "ostrożny optymizm" skreślam słowo "ostrożny" :loveu:


Skreślenie jak najbardziej słuszne :)

Posted

Nutusia napisał(a):
Za blisko mieszkają ;) Od wczoraj mają już boksiowego chłopaczka :) W tygodniu wpadnę podpisać umowę, to poznam kawalera! (...)


Liluchny serce w niebezpieczeństwie :)

Posted

Dzisiaj na psiej łączce spotkała mnie niespodzianka :)
Zamiast Fiony w bikini w szkocką kratę spotkałam....Alutkę i Skippera.
Alutka pobierała nauki posłuszeństwa.
Jak tak dalej pójdzie to Psia Łączka zmieni nazwę na Łączkę Dogomaniacką :)

Posted

Mazowszanka2 napisał(a):
Dzisiaj na psiej łączce spotkała mnie niespodzianka :)
Zamiast Fiony w bikini w szkocką kratę spotkałam....Alutkę i Skippera.
Alutka pobierała nauki posłuszeństwa.
Jak tak dalej pójdzie to Psia Łączka zmieni nazwę na Łączkę Dogomaniacką :)

A to ci numer! :D :D :D

I pomyśleć, że w którymś momencie kombinowałam, czy po kilka podpowiedzi w sprawie Fiony nie stuknąć do "tych agilitowych szkoleniowców z Bródna, co są na dogo, tylko nie pamiętam, jak się dokładnie nazywają..." :grins:

Posted

Lekarstwo zostały zdobyte i wystarczy do końca ciąży, ale trzeba je odkupić i oddać. A do kupienia jest chyba tylko w Czechach - Marysiu, olśniło mnie!!!!!! Mogłabyś poprosić, by się Rodzice zorientowali w kosztach?...
Myszka jest bardzo, bardzo dzielna, a uznani weci przecierają oczy ze zdumienia, że daje radę przy tak słabych wynikach. Jesteśmy dobrej myśli i kciuków nie puszczamy ;)

Posted

Bardzo dziękuję w imieniu swoim, Agi i Myszki :loveu:

Wczoraj odwiedziła nas Ciocia Ziutka z Iwonką i z Olusiem. Lili była już chyba nawet nie w siódmym, ale w setnym niebie!!!! Olek też cały w emocjach. Psów się nie boi, "lizy" Lili też mu nie straszne - wręcz ją zaczepia i prowokuje. I pięknie woła "Lili" :) Było też rzucanie piłeczek i innych zabawek w ogrodzie. Bardzo dziękujemy za urocze popołudnie! :) Po Waszym wyjeździe, Lili zległa jak z byka skóra i chrapała niemiłosiernie. Zrobiła w spaniu krótką przerwę na kolację i dalej w kimono ;) A jak Oluś? Nie szczekał przez sen?...:razz:

Wczoraj też była akcja-lecznica z boksereczkiem adoptowanym z Palucha - tym, gdzie byłam na wizycie PA, a potem na podpisaniu umowy. Boksio Bono - CUDO! Ma już chłopak swoje latka (ok. 7), więc mniejszy z niego wulkan energii niż z Lili, ale boksiołkowy charakterek ma - miłość do całego świata i gotowość do zabawy w każdych okolicznościach. Po przyjeździe do DS miał problemy żołądkowe. Następnego dnia przeszło, a wczoraj chłopaczek znowu był osowiały, nie chciał jeść ani pić. Państwo pojechali więc do naszego Doktora (ja już drżałam czy to nie od kleszcza...). Na szczęście wygląda to tylko na reminiscencje po schroniskowej stołówce. Dietka, malutkie porcyjki co 2 godzinki i powinno być dobrze. Dostał leki, jutro kolejna wizyta i porcja leków.

No i jeszcze jedna dobra wiadomość - w lecznicy od dłuższego czasu mieszkały 2 kotki - chłopczyk Czaruś i dziewuszka Żmijka. Doktor - jak to on - twierdził, że oni nigdy nie pójdą do adopcji, że będą lecznicowymi rezydentami, bo są dzikawe i nie dają się dotknąć. Ale Czaruś dla innych ludzi (spoza pracowników lecznicy) był całkiem miły i miziasty, o czym niejednokrotnie mogliśmy się przekonać ;) Gorzej ze Żmijską. Dodatkowy problem był taki, że te koty żyć bez siebie nie umiały. Jeśli jedno znikało gdzieś (np. Żmijka kiedyś się wypuściła na tygodniową wyprawę) - drugie nie chciało jeść, było osowiałe i wyraźnie było mu źle na świecie. Przy okazji wizyty z Szefciem, koleżanka Szefciowej Pańci postanowiła adoptować Czarusia. Miała poczekać tydzień, bo kocio miał jeszcze przejść zabieg usunięcia polipa z ucha. I gdy nadszedł dzień zabiegu - Czaruś dał nogę i ani myślał wracać do lecznicy - zadekował się na pobliskiej budowie. Wtedy to koleżanka poznała historię "nierozłączności" kotów i wczoraj... adoptowała obydwa! :) I kolejna teoria Doktora o kompletnie nieadopcyjnych zwierzętach znów legła w gruzach!:evil_lol:

Posted

Nutusia napisał(a):
W leczenie na szczęście wierzą jak w święty obraz. Tylko na adopcyjności się Doktor nie zna ;) :)
Toż to nie czasy renesansu, aby znać się na wszystkim ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...