AMIGA Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 Tym bardziej, że 2 - 3 dni to trochę za mało na przemianę z wersji eksportowej na "zasiedziałą" Quote
Marysia R. Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 [quote name='AMIGA']Tym bardziej, że 2 - 3 dni to trochę za mało na przemianę z wersji eksportowej na "zasiedziałą"[/QUOTE] Też tak myślę, że w tak krótkim czasie obserwacje mogłyby być zdecydowanie mało wiarygodne. Quote
Nutusia Posted February 11, 2014 Author Posted February 11, 2014 Ale żeby tak zobaczyć czy w ogóle ona potrafi być inna. Co prawda u nas też na samym początku nie rozrabiała - za to była bardzo wystraszona i niepewna. A może takie coś spróbować zastosować?... [url]http://www.kuchniapupila.pl/pies/zdrowie1/feromony2/sentry_hc_good_behavior,p1113485667[/url] To, że ona tak szaleje nie jest (chyba) objawem lęku separacyjnego, tylko nadpobudliwości. A może stress-out? A może... BROM!?!?!? A dla mnie... podwójne relanium proszę ;) Quote
malagos Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 [SIZE=3][B]Dziewczyny, pomocy! trzeba zabrać zaraz tę kremową sunię z Kozienic! Błagam o pomoc w transporcie! choćby łączonym, po trochu![/B][/SIZE] Quote
konfirm13 Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 [quote name='Nutusia']Ale żeby tak zobaczyć czy w ogóle ona potrafi być inna. Co prawda u nas też na samym początku nie rozrabiała - za to była bardzo wystraszona i niepewna. A może takie coś spróbować zastosować?... [URL]http://www.kuchniapupila.pl/pies/zdrowie1/feromony2/sentry_hc_good_behavior,p1113485667[/URL] To, że ona tak szaleje nie jest (chyba) objawem lęku separacyjnego, tylko nadpobudliwości. A może stress-out? A może... BROM!?!?!? A dla mnie... podwójne relanium proszę ;)[/QUOTE] Dopiero teraz przeczytałam . Mieliście Armageddon - współczuję :shake:. W ten lękseparacyjny - nie wierzę. Żadne D.A.P. jej raczej nie potrzebne - jeśli kupować to tylko takie - bez lawendy i rumianku - to dla zmylenia ludzkich oczu? nosa? Działają tylko feromony. Już ten stres out - lepszy:). Może ją wyhamuje? w stres Alutki nie wierzę ;), ale jam nie behawiorysta/[B]psy[/B]cholog. A brom - zawsze najlepszy ;) można pytać: Alutka, brombrałaś ;)? [B]A jak jest, kiedy Wy jesteście - też demon zniszczenia? Czy tylko wówczas, kiedy Was nie ma - bo może to jednak reakcja na brak ludzia?[/B] A na serio, to proponuję klatkę(kennel) dla psów. W domu. Pogadaj na ten temat z Martens - Ona się na tym zna. I nie myśl po "ludzku" - klatka:crazyeye: - psy myślą inaczej. I - poczytaj [url]http://ulubiency.wp.pl/kat,89794,title,10-przykazan-dobrego-uzycia-klatki,wid,12663701,wiadomosc.html?ticaid=1122fd[/url] Wiem, że Ci nie do śmiechu:shake:. Przytulam Quote
Gosiapk Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 [quote name='malagos'][SIZE=3][B]Dziewczyny, pomocy! trzeba zabrać zaraz tę kremową sunię z Kozienic! Błagam o pomoc w transporcie! choćby łączonym, po trochu![/B][/SIZE][/QUOTE] Jaką sunię malagosku? Quote
konfirm13 Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 [quote name='malagos'][SIZE=3][B]Dziewczyny, pomocy! trzeba zabrać zaraz tę kremową sunię z Kozienic! Błagam o pomoc w transporcie! choćby łączonym, po trochu![/B][/SIZE][/QUOTE] Napisz, malagos, o co chodzi? Patrzyłam na wątku kozienickim - nic nie widzę. Nie mam jak pomóc w transporcie, to chociaż wesprę dobrą myślą - jak i u siebie. . Quote
Mattilu Posted February 11, 2014 Posted February 11, 2014 Nutusiu tak mi przykro :( Mysle, ze Ala tak rozrabia rowniez dlatego, ze jest w gromadzie: ona najwyzej wskakuje, ale rozrabiaja razem...Klatka...no sama nie wiem..:shake: Moze poprosic cud doktora o cos na wyciszenie? Quote
AMIGA Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 Klatka wcale nie jest takim złym pomysłem, bo jak się pies przyzyczai to traktuje ją jak swój azyl. Tylko problem w tym, że sama Alutka w klatce, a pozostałe psyluzem - to nie jest chyba najlepszy pomysł. Quote
malagos Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 Przepraszam za kolejny wtręt, ale wyjaśnię co z tą sunią: obiecałam dać bdt niewielkiej kremowej suni od mestudio z Kozienic, do 11 lutego trwała kwarantanna, sunia do zabrania od wczoraj, a ja niezmotoryzowana. Jestem w kontakcie z dziewczynami pomagającymi mestudio, może uda się przywieźć sunię do Warszawy. ale stad jeszcze 100 km do mnie..... Quote
Nutusia Posted February 12, 2014 Author Posted February 12, 2014 [quote name='konfirm13']Dopiero teraz przeczytałam . Mieliście Armageddon - współczuję :shake:. W ten lękseparacyjny - nie wierzę. Żadne D.A.P. jej raczej nie potrzebne - jeśli kupować to tylko takie - bez lawendy i rumianku - to dla zmylenia ludzkich oczu? nosa? Działają tylko feromony. Już ten stres out - lepszy:). Może ją wyhamuje? w stres Alutki nie wierzę ;), ale jam nie behawiorysta/psycholog. [B][COLOR=#0000cd]Też nie wierzę w lęk separacyjny, choć [U]psy[/U]chologiem nie jestem. Stress-out nie miałby wyeliminować stresu (bo też w niego u Ali nie wierzę w momencie zostawania w domu bez nas), ale właśnie wyciszyć ten jej huragan emocji i energii.[/COLOR] [/B] A jak jest, kiedy Wy jesteście - też demon zniszczenia? Czy tylko wówczas, kiedy Was nie ma - bo może to jednak reakcja na brak ludzia? [B][COLOR=#0000cd]Ona praktycznie 24 na dobę jest gotowa do wszelkiego działania. Przy nas po prostu boi się broić, bo cały czas ją kontrolujemy. Wystarczy, że na chwilę zniknie nam z oczu, od razu sprawdzamy co robi... Nie dalej jak dziś rano, wychodząc z łazienki kątem oka widziałam jak... zeskakuje z blatu. Latem, gdy drzwi tarasu są wciąż otwarte, potrafiła wynieść cichcem z domu np. moją sukienkę i ją poszarpać w krzakach (choć byliśmy w domu!) [/COLOR] [COLOR=#0000cd]Mechanizm jest więc taki: są w domu, trzeba się mieć na baczności, ale jak tylko nie patrzą, można coś przeskrobać - no a jak kota nie ma w domu - MYSZA tańcuje na całego![/COLOR] [/B] A na serio, to proponuję klatkę(kennel) dla psów. W domu. Pogadaj na ten temat z Martens - Ona się na tym zna. I nie myśl po "ludzku" - klatka:crazyeye: - psy myślą inaczej. I - poczytaj [URL]http://ulubiency.wp.pl/kat,89794,title,10-przykazan-dobrego-uzycia-klatki,wid,12663701,wiadomosc.html?ticaid=1122fd[/URL] [COLOR=#0000cd][B]Poczytałam i: - jak napisała Amiga - w jaki sposób miałabym zostawiać Alę w klatce, gdy reszta jest na wolności?... - przyzwyczajanie do klatki: - gdybym tam wrzuciła smaczki czy gryzaki - w klatce natychmiast znaleźliby się WSZYSCY (z kotem włącznie) - klatka powinna stać w cichym kąciku - w pokoju, kuchni i korytarzu, gdzie zostają psy trudno o cichy kącik, a Ala by chyba na zawał zeszła widząc, jak towarzycho się świetnie bawi (bez niej) - w klatce zwierzę powinno mieć zapewniony maksymalny spokój - patrz jak wyżej - w klatce zwierzę powinno się wyciszyć i spać - ale nie zamknięte na 10 godzin chyba jednak... - mała przestrzeń... już myślałam o tym, żeby z jednego pokoju na jakiś czas wynieść wszystko i zamykać tam Alę, bo faktycznie u nas przestrzeń dla psów jest dość duża i tam możliwości jej ograniczenia nie ma, bo to otwarta przestrzeń jest. Ale jeśli za drzwiami do tego pomieszczenia będą pozostałe psy, to efektem może być tylko... przymusowa wymiana drzwi po powrocie do domu :shake: Marysia O. zamyka Lunkę w klatce, w osobnym pokoju. Ale: a) Lunka była małym, dzikiem szczeniaczkiem, gdy do Marysi trafiła, b) jej psy nie uprawiają takich dzikich harców w domu jak np. Lili z Kreską, c) nie zostają na aż tak długo jak moje... [/B][/COLOR] Wiem, że Ci nie do śmiechu:shake:. Przytulam[/QUOTE] [quote name='Mattilu']Nutusiu tak mi przykro :( Mysle, ze Ala tak rozrabia rowniez dlatego, ze jest w gromadzie: ona najwyzej wskakuje, ale rozrabiaja razem...Klatka...no sama nie wiem..:shake: Moze poprosic cud doktora o cos na wyciszenie?[/QUOTE] [COLOR=#0000cd][B]Pogadam z nim, ale ciężko o taki specyfik... Pewnie, że one rozrabiają razem. Choć moje już się nieco utemperowały (zestarzały?). W sobotę, gdy pojechaliśmy z Alą na sesję, reszta została w domu (bez żadnych zasieków) i stan zastany po powrocie był identyczny do tego, który zostawiliśmy. Oczywiście to mógł być przypadek! [/B][/COLOR] [quote name='AMIGA']Klatka wcale nie jest takim złym pomysłem, bo jak się pies przyzyczai to traktuje ją jak swój azyl. Tylko problem w tym, że sama Alutka w klatce, a pozostałe psyluzem - to nie jest chyba najlepszy pomysł.[/QUOTE] [B]O[COLOR=#0000cd]tóż to... To jest sytuacja, o której mówił nam p. Piotr behawiorysta, gdy był u nas kiedyś "moglibyście Państwo to i to, ale przy tej liczbie psów, rzeczywiście ciężko" "Albo można spróbować to i to - jednak przy tylu psach nie wiem czy się uda".[/COLOR] [/B] [COLOR=#0000cd]No i przykład z wczoraj... Ala wywinęła mi się z szelek na spacerze - tak była nakręcona na psy za płotem! Była też z nami Kreska, Lili i Lesio. Początkowo się nas trzymała, więc nie wpadłam w panikę. Tym bardziej, że byliśmy jakieś 200-30 m od domu. Nawet podbiegała do mnie, gdy wołałam, ale o jej złapaniu mogłam tylko pomarzyć. Miałam nadzieję, że w "stadzie" wrócimy do domu. Wszystko dobrze szło, dopóki nie mijaliśmy ogrodzenia Andrzeja Rybińskiego (co to godzin i lat nie liczy ;)). Do płotu podbiegła jego Aza i... się zaczęło! Alutka kompletnie straciła sterowalność. Mógłby się tam wtedy pojawić tabun słoni, a ona i tak by ich nie zauważyła. Była jak w amoku - tym bardziej, gdy się zorientowała, że na przedłużeniu płotu Andrzeja jest kolejny płot, a za nim dwa oszalałe ONki. Ani razu na mnie nie spojrzała, nie nawiązała żadnego kontaktu... Już od dłuższego czasu uchodzę we wsi za spsiałą wariatkę, ale wczoraj, gdy rzucałam się na każdy przejeżdżający samochód sąsiada wracającego z pracy osiągnęłam... mistrzostwo i cud, że po psychiatrę nikt nie zadzwonił! Bo jedyną rzeczą, która była w stanie [U]na ułamek sekundy[/U] oderwać Alę od płotu był właśnie przejeżdżający samochód! Nie wiem co się takiego stało, że w pewnym momencie jakaś klapka odskoczyła w tym durnym łepeczku (prawdopodobnie tamte psy za płotem dały sobie spokój, bo ile można) i Ala radośnie pobiegła za Kreską (która cały czas była na smyczy flexi) w kierunku domu. Skręciła w naszą Poziomkę i jak gdyby nigdy nic, wbiegła do ogrodu przez otwartą furtkę. Dodam, że "akcja płot" odbywała się jakieś 100 m od naszego domu! Po powrocie była tak brudna, że błoto z niej wręcz ciekło. Trafiła od razu pod prysznic. Myślałam, że po tych "przeżyciach" choć na chwilę się położy - ale gdzie tam!?!?!? Biegała wokół komina, napastowała Helenkę i bardzo była niepocieszona, że reszta po spacerze postanowiła poleżeć! Ala całkiem przyzwoicie chodzi na smyczy, można się z nią porozumieć, skontaktować, ale w momencie, gdy usłyszy/zobaczy, że za płotem jest pies (a u nas jest praktycznie za każdym) - KONIEC! Teraz, gdy jest ciemno, nie zapuszczamy się tam, gdzie nie ma domów i latarni... Na widok innego psa (np. jak jesteśmy w Nowym Dworze) też reaguje dość histerycznie, ale nie tak, jak na te za płotem... Dziś pójdę tylko z nią i chyba będą chodzić dotąd, aż uzna, że psy za płotami to normalna rzecz. Tylko czy mieszkańcy naszej wsi to zniosą?...:cool3:[/COLOR] Quote
AMIGA Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 A ten behawiorysta nie radził, żeby przez jakiś czas nie wypuszczać Ali samopas do ogrodu, tylko wychodziza kazdym razem na smyczy? Nie wiem, czy to coś da, ale taka myśl mi się nasuneła, bo może wtedy Diabong by się nauczył, że musi słuchać ludziów? Quote
Nutusia Posted February 12, 2014 Author Posted February 12, 2014 Ten behawiorysta był dawno, jeszcze za czasów rozszczekanej Beci i śpiącej na stole ;) Dumki (obie maciupeński Pikuś przy Ali, choć Dumcia też ma sporo zniszczeń na koncie). Jeśli chodzi o wychodzenie na smyczy do ogrodu... Ola - byłaś, widziałaś jak to się odbywa... I jeszcze Ala, która jest gotowa wychodzić za każdym razem, gdy choć spojrzysz na drzwi :( No nic, będę próbowała samotnych spacerów z nią, skoro przyzwoicie się zachowujące towarzystwo nie ma na nią absolutnie żadnego wpływu. I wyposażę się może w parówkę (mocniej pachnie niż zwykłe smaczki, które w napadzie szału Ala ma... pod ogonkiem). Z Alą jest ten problem, że ona od małego mieszkała w domu z ogrodem, do którego miała stały dostęp. Na "ulicę" wychodziła sporadycznie, bo - jak mówiła jej Pani - spacer z dwójką małych dzieci i psem na smyczy (już nie dopowiedziała, że rzucającym się w amoku na każdy płot) nie należał do najłatwiejszych. Muszę spytać Doktora czy brom na psy działa podobnie jak na ludzi ;) Quote
AMIGA Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 [quote name='Nutusia'] Jeśli chodzi o wychodzenie na smyczy do ogrodu... [B]Ola - byłaś, widziałaś[/B] jak to się odbywa... I jeszcze Ala, która jest gotowa wychodzić za każdym razem, gdy choć spojrzysz na drzwi Muszę spytać Doktora czy brom na psy działa podobnie jak na ludzi ;)[/QUOTE] Bylam, widzialam i rzeczywiście sobie tego nie wyobrażam inaczej, jak złapanie najpierw Alutki i ubranie jej smyczy, a dopiero potem kierowanie się do drzwi i wypuszczanie całego stada i narazanie Alutki na zatratowanie przez pozostałe nakręcone psy. Myslę, że dla Ali musiałaby być podwójna, albo i potrójna dawka bromu ;-) Quote
Marysia R. Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 (edited) [quote name='Nutusia'][B][COLOR=#0000cd]Też nie wierzę w lęk separacyjny, choć [U]psy[/U]chologiem nie jestem. Stress-out nie miałby wyeliminować stresu (bo też w niego u Ali nie wierzę w momencie zostawania w domu bez nas), ale właśnie wyciszyć ten jej huragan emocji i energii.[/COLOR][/B][/QUOTE] Też mi się wydaje, że to nie jest lęk separacyjny ani nic z tych rzeczy tylko raczej nuda w połączeniu z niespożytą energią i wyjątkową pomysłowością. [quote name='Nutusia'][B][COLOR=#0000cd]Ona praktycznie 24 na dobę jest gotowa do wszelkiego działania. Przy nas po prostu boi się broić, bo cały czas ją kontrolujemy. Wystarczy, że na chwilę zniknie nam z oczu, od razu sprawdzamy co robi... Nie dalej jak dziś rano, wychodząc z łazienki kątem oka widziałam jak... zeskakuje z blatu. Latem, gdy drzwi tarasu są wciąż otwarte, potrafiła wynieść cichcem z domu np. moją sukienkę i ją poszarpać w krzakach (choć byliśmy w domu!) [/COLOR] [COLOR=#0000cd]Mechanizm jest więc taki: są w domu, trzeba się mieć na baczności, ale jak tylko nie patrzą, można coś przeskrobać - no a jak kota nie ma w domu - MYSZA tańcuje na całego![/COLOR][/B][/QUOTE] Ona ma niespożytą energię i potrzebę ciągłej aktywności. [quote name='Nutusia'][COLOR=#0000cd][B] Poczytałam i: - jak napisała Amiga - w jaki sposób miałabym zostawiać Alę w klatce, gdy reszta jest na wolności?... - przyzwyczajanie do klatki: - gdybym tam wrzuciła smaczki czy gryzaki - w klatce natychmiast znaleźliby się WSZYSCY (z kotem włącznie) - klatka powinna stać w cichym kąciku - w pokoju, kuchni i korytarzu, gdzie zostają psy trudno o cichy kącik, a Ala by chyba na zawał zeszła widząc, jak towarzycho się świetnie bawi (bez niej) - w klatce zwierzę powinno mieć zapewniony maksymalny spokój - patrz jak wyżej - w klatce zwierzę powinno się wyciszyć i spać - ale nie zamknięte na 10 godzin chyba jednak... - mała przestrzeń... już myślałam o tym, żeby z jednego pokoju na jakiś czas wynieść wszystko i zamykać tam Alę, bo faktycznie u nas przestrzeń dla psów jest dość duża i tam możliwości jej ograniczenia nie ma, bo to otwarta przestrzeń jest. Ale jeśli za drzwiami do tego pomieszczenia będą pozostałe psy, to efektem może być tylko... przymusowa wymiana drzwi po powrocie do domu :shake: Marysia O. zamyka Lunkę w klatce, w osobnym pokoju. Ale: a) Lunka była małym, dzikiem szczeniaczkiem, gdy do Marysi trafiła, b) jej psy nie uprawiają takich dzikich harców w domu jak np. Lili z Kreską, c) nie zostają na aż tak długo jak moje...[/B][/COLOR][/QUOTE] Myślę, że akurat nauczenie Al wchodzenia do klatki byłoby do zrobienia ale obawiam się, że ona mogłaby dostać amoku w tej klatce albo po prostu znalazłaby sposób na wydostanie się z niej (moja buldożka jako szczeniak nauczyła się rozginać pręty (!!!) pod drzwiczkami do klatki i pod naszą nieobecność się z niej wydostawała). Choć mogłoby być też tak, że nauczył by się wyciszać i spać w tej klatce. Ale tego nie wiemy. Lunka zostaje w tym samym pomieszczeniu co reszta. Ale u mnie psy większość czasu kiedy mnie nie ma przesypiają i ew. jeśli zostaną na długi czas to z nudów znajdują sobie coś co można pogryźć, podrzeć etc. Tak jak piszesz, jestem prawie pewna, że nie uprawiają dzikich harców, ew. czasem poszczekają kiedy usłyszą coś na zewnątrz. [quote name='Nutusia'][COLOR=#0000cd][B]Pogadam z nim, ale ciężko o taki specyfik... Pewnie, że one rozrabiają razem. Choć moje już się nieco utemperowały (zestarzały?). W sobotę, gdy pojechaliśmy z Alą na sesję, reszta została w domu (bez żadnych zasieków) i stan zastany po powrocie był identyczny do tego, który zostawiliśmy. Oczywiście to mógł być przypadek![/B][/COLOR] [B][COLOR=#0000cd]O[/COLOR][COLOR=#0000cd]tóż to... To jest sytuacja, o której mówił nam p. Piotr behawiorysta, gdy był u nas kiedyś "moglibyście Państwo to i to, ale przy tej liczbie psów, rzeczywiście ciężko" "Albo można spróbować to i to - jednak przy tylu psach nie wiem czy się uda".[/COLOR] [/B] [COLOR=#0000cd]No i przykład z wczoraj... Ala wywinęła mi się z szelek na spacerze - tak była nakręcona na psy za płotem! Była też z nami Kreska, Lili i Lesio. Początkowo się nas trzymała, więc nie wpadłam w panikę. Tym bardziej, że byliśmy jakieś 200-30 m od domu. Nawet podbiegała do mnie, gdy wołałam, ale o jej złapaniu mogłam tylko pomarzyć. Miałam nadzieję, że w "stadzie" wrócimy do domu. Wszystko dobrze szło, dopóki nie mijaliśmy ogrodzenia Andrzeja Rybińskiego (co to godzin i lat nie liczy ;)). Do płotu podbiegła jego Aza i... się zaczęło! Alutka kompletnie straciła sterowalność. Mógłby się tam wtedy pojawić tabun słoni, a ona i tak by ich nie zauważyła. Była jak w amoku - tym bardziej, gdy się zorientowała, że na przedłużeniu płotu Andrzeja jest kolejny płot, a za nim dwa oszalałe ONki. Ani razu na mnie nie spojrzała, nie nawiązała żadnego kontaktu... Już od dłuższego czasu uchodzę we wsi za spsiałą wariatkę, ale wczoraj, gdy rzucałam się na każdy przejeżdżający samochód sąsiada wracającego z pracy osiągnęłam... mistrzostwo i cud, że po psychiatrę nikt nie zadzwonił! Bo jedyną rzeczą, która była w stanie [U]na ułamek sekundy[/U] oderwać Alę od płotu był właśnie przejeżdżający samochód! Nie wiem co się takiego stało, że w pewnym momencie jakaś klapka odskoczyła w tym durnym łepeczku (prawdopodobnie tamte psy za płotem dały sobie spokój, bo ile można) i Ala radośnie pobiegła za Kreską (która cały czas była na smyczy flexi) w kierunku domu. Skręciła w naszą Poziomkę i jak gdyby nigdy nic, wbiegła do ogrodu przez otwartą furtkę. Dodam, że "akcja płot" odbywała się jakieś 100 m od naszego domu! Po powrocie była tak brudna, że błoto z niej wręcz ciekło. Trafiła od razu pod prysznic. Myślałam, że po tych "przeżyciach" choć na chwilę się położy - ale gdzie tam!?!?!? Biegała wokół komina, napastowała Helenkę i bardzo była niepocieszona, że reszta po spacerze postanowiła poleżeć! Ala całkiem przyzwoicie chodzi na smyczy, można się z nią porozumieć, skontaktować, ale w momencie, gdy usłyszy/zobaczy, że za płotem jest pies (a u nas jest praktycznie za każdym) - KONIEC! Teraz, gdy jest ciemno, nie zapuszczamy się tam, gdzie nie ma domów i latarni... Na widok innego psa (np. jak jesteśmy w Nowym Dworze) też reaguje dość histerycznie, ale nie tak, jak na te za płotem... Dziś pójdę tylko z nią i chyba będą chodzić dotąd, aż uzna, że psy za płotami to normalna rzecz. Tylko czy mieszkańcy naszej wsi to zniosą?...:cool3:[/COLOR][/QUOTE] Współczuję przeżyć. Ale akurat jeśli chodzi o taką reakcję na szczekające za płotem psy to sporo psów tak ma. Ja też nie raz widziała coś takiego w wykonaniu swoich psów (szczególnie Borówki). Bieganie w tą i z powrotem wzdłuż płotu za którym są psy z obłędem w oczach połączone z chwilową ale całkowitą głuchotą. Nie wiem czy jednorazowe przechadzanie się tamtędy (nawet najdłuższe) coś da. Postawiłabym raczej na częste i regularne przechadzki. Odnoszę wrażenie, że czymś co mogłoby pomóc Alutce, to zapewnienie jej codziennej, solidnej dawki wysiłku... umysłowego. Bo w jej wypadku gdyby próbować ją zmęczyć samym wysiłkiem fizycznym to można by samemu wyzionąć ducha a ten łobuz dalej byłby gotowy do działania. Jakieś ćwiczenia z posłuszeństwa, psi sport, ćwiczenie sztuczek itp. Tyle, że łatwo mówić a trudniej zrobić. Edited February 12, 2014 by Marysia O. Quote
konfirm13 Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 Oj, Nutusiu - ciężko :(. Podziwiam Cię, bo ja dawno juz bym wyszła z nerw! i - co bym zrobiła? A...nie wiem :shake: Jako zasada (z moimi wszystkimi psami w "życiu" ) - żadnego niszczenia - zagryzania - patroszenia zabawek, starych kapci itp. Tylko szarpaki z plastikiem(który można gryźć i wypluwać ) i bez, z lanej, twardej gumy , i duże. Lub - kość. Inne zabawki (podatne na psie ząbki) - tylko w moim towarzystwie. Jako zasada: przez dłuższy czas, spacery wyłącznie "we dwoje" a pies na smyczy(lince), uczony skupiania uwagi na przewodniku (=JA jestem najważniejsza) i przychodzenia na wołanie. Ale na takie psie szaleństwa, mogą sobie pozwolić tylko jedno i dwupsowi i raczej - emeryci :( Kciukam za opanowanie Alutki z ADHD Quote
Marysia R. Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 [quote name='konfirm13']Oj, Nutusiu - ciężko :(. Podziwiam Cię, bo ja dawno juz bym wyszła z nerw! i - co bym zrobiła? A...nie wiem :shake: Jako zasada (z moimi wszystkimi psami w "życiu" ) - [B]żadnego niszczenia - zagryzania - patroszenia zabawek, starych kapci itp.[/B] Tylko szarpaki z plastikiem(który można gryźć i wypluwać ) i bez, z lanej, twardej gumy , i duże. Lub - kość. Inne zabawki (podatne na psie ząbki) - tylko w moim towarzystwie. Jako zasada: przez dłuższy czas, spacery wyłącznie "we dwoje" a pies na smyczy(lince), uczony skupiania uwagi na przewodniku (=JA jestem najważniejsza) i przychodzenia na wołanie. Ale na takie psie szaleństwa, mogą sobie pozwolić tylko jedno i dwupsowi i raczej - emeryci :( Kciukam za opanowanie Alutki z ADHD[/QUOTE] Zasada bardzo dobra tylko niestety trudna do wyegzekwowania kiedy jest się zmuszonym zostawiać codziennie psy na x godzin same w domu:shake: Quote
Nutusia Posted February 12, 2014 Author Posted February 12, 2014 Stąd ci emeryci ;) Boszzzzzzzzz, jak ja marzę o emeryturze!!!!!! Oczywiście Marysiu, że nie jednorazowa przechadzka. Niestety, na więcej niż 1 spacer dziennie nie ma szans. No, chyba że zacznę zarabiać na DeTowaniu, a nie do niego dokładać i zrezygnuję z pracy ;) Bo na wymarzoną emeryturę muszę jeszcze zaczekać :( Wyjeżdżamy z domu ok. 7ej. Nawet gdybym się wygramoliła wcześniej rano, chyba bym się pod ziemię zapadła, budząc całą wieś jazgotaniem Ali. No i nie ma tak, że mogę wyjść tylko z nią, a reszcie powiedzieć, że skoro są grzeczne i nie łażą po blatach, to siedzą w domu, bo one wszystkie się cieszą na wyjście i m.in. dlatego staraliśmy się wychodzić ze wszystkimi na raz (co jest nie lada sztuką!), bo inaczej rozpacz za drzwiami jest przeogromna. Nie wychodzi tylko Gapcia - jeszcze nie ten etap... Wracamy po pracy 17.15-17.30 (jak dobrze pójdzie!). Sprzątanie pobojowiska i zdejmowanie "zasieków" to jakieś 20 min. Obiad (gotowany w weekend), zmywanie - robi się 18.30. Kolacja dla psów, odsikiwanie i karmienie jeża, chwila dla siebie - ok. 19.30 staramy się wyjść. Jeśli idziemy ze wszystkimi - wracamy ok. 20.30, jeśli na dwie raty, to jest po 21ej. Później nie bardzo chcemy, bo naprawdę podnosimy alarm w całej wsi! Za chwilę zacznie się sezon zmasowanego ataku kleszczy - pomimo zabezpieczeń, wychodzenie w naszym terenie będzie bardzo ryzykowne. Właściwie psy nie powinny schodzić z asfaltu... Ćwiczenia, sztuczki - musiałyby być poza domem, bo inaczej o skupieniu nie może być mowy. Tylko kiedy, ja się pytam?... M.in. dlatego im szybciej Alutka by znalazła dom (świadomy, odpowiedzialny i taki, który nie szuka jedyne maskotki na kanapę) tym lepiej. Jeszcze co do zabawek... Krysiu - one mają zabawek aż nadto. Różne - te do wybebeszania też. I sznurki, i kongi, i gumowe, i plastikowe. Ale one pod naszą nieobecność sobie... leżą i są bezużyteczne. Użyteczne jest to, co się "zdobędzie", zwędzi, wyciągnie, wyszarpie, ukradnie... Staramy się chować niektóre zabawki, gdy wracamy do domu i wyciągać je co któryś dzień (żeby zyskały na atrakcyjności). W odruchu rozpaczy zaczęliśmy zostawiać kartony, gazety, plastikowe pojemniki - niech szarpią to, co mogą zniszczyć, a nie np. buty czy inne użyteczne i ważne dla nas przedmioty. Z naszą boksią Nutusią w jej młodości było podobnie - wielkim wysiłkiem zdobytą za komuny kość cielęcą zaczynała obgryzać po naszym powrocie do domu! A gdy wychodziłam z domu, jeszcze nie zdążyłam dojść do windy, a już słyszałam jak wygryza dziurę w drzwiach od szafy!!!! Wyrosła z tego po... 3 latach! I w dużej mierze dlatego, że na świecie pojawił się mój Tomek i byłam w domu... To, co nam urządzała wcześniej, nie jest do ogarnięcia ludzkim rozumem. Mieliśmy dom bez klamek, bo potrafiła sobie otworzyć każde drzwi. Codziennie cerowałam narożnik, regularnie patroszony z gąbki. Otwierała szafki kuchenne, wyciągała z nich wszystko, rozszarpywała na środku dywanu, po czym zawijała róg dywanu "ukrywając" to pobojowisko. Tak więc teraz się czuję jakbym miała... deja vu! ;) Quote
konfirm13 Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 (edited) [quote name='Nutusia']Stąd ci emeryci ;) Boszzzzzzzzz, jak ja marzę o emeryturze!!!!!! [SIZE=1]Oczywiście Marysiu, że nie jednorazowa przechadzka. Niestety, na więcej niż 1 spacer dziennie nie ma szans. No, chyba że zacznę zarabiać na DeTowaniu, a nie do niego dokładać i zrezygnuję z pracy ;) Bo na wymarzoną emeryturę muszę jeszcze zaczekać :( Wyjeżdżamy z domu ok. 7ej. Nawet gdybym się wygramoliła wcześniej rano, chyba bym się pod ziemię zapadła, budząc całą wieś jazgotaniem Ali. No i nie ma tak, że mogę wyjść tylko z nią, a reszcie powiedzieć, że skoro są grzeczne i nie łażą po blatach, to siedzą w domu, bo one wszystkie się cieszą na wyjście i m.in. dlatego staraliśmy się wychodzić ze wszystkimi na raz (co jest nie lada sztuką!), bo inaczej rozpacz za drzwiami jest przeogromna. Nie wychodzi tylko Gapcia - jeszcze nie ten etap... Wracamy po pracy 17.15-17.30 (jak dobrze pójdzie!). Sprzątanie pobojowiska i zdejmowanie "zasieków" to jakieś 20 min. Obiad (gotowany w weekend), zmywanie - robi się 18.30. Kolacja dla psów, odsikiwanie i karmienie jeża, chwila dla siebie - ok. 19.30 staramy się wyjść. Jeśli idziemy ze wszystkimi - wracamy ok. 20.30, jeśli na dwie raty, to jest po 21ej. Później nie bardzo chcemy, bo naprawdę podnosimy alarm w całej wsi! Za chwilę zacznie się sezon zmasowanego ataku kleszczy - pomimo zabezpieczeń, wychodzenie w naszym terenie będzie bardzo ryzykowne. Właściwie psy nie powinny schodzić z asfaltu... Ćwiczenia, sztuczki - musiałyby być poza domem, bo inaczej o skupieniu nie może być mowy. Tylko kiedy, ja się pytam?... M.in. dlatego im szybciej Alutka by znalazła dom (świadomy, odpowiedzialny i taki, który nie szuka jedyne maskotki na kanapę) tym lepiej. Jeszcze co do zabawek... Krysiu - one mają zabawek aż nadto. Różne - te do wybebeszania też. I sznurki, i kongi, i gumowe, i plastikowe. Ale one pod naszą nieobecność sobie... leżą i są bezużyteczne. Użyteczne jest to, co się "zdobędzie", zwędzi, wyciągnie, wyszarpie, ukradnie... Staramy się chować niektóre zabawki, gdy wracamy do domu i wyciągać je co któryś dzień (żeby zyskały na atrakcyjności). W odruchu rozpaczy zaczęliśmy zostawiać kartony, gazety, plastikowe pojemniki - niech szarpią to, co mogą zniszczyć, a nie np. buty czy inne użyteczne i ważne dla nas przedmioty. Z naszą boksią Nutusią w jej młodości było podobnie - wielkim wysiłkiem zdobytą za komuny kość cielęcą zaczynała obgryzać po naszym powrocie do domu! A gdy wychodziłam z domu, jeszcze nie zdążyłam dojść do windy, a już słyszałam jak wygryza dziurę w drzwiach od szafy!!!! Wyrosła z tego po... 3 latach! I w dużej mierze dlatego, że na świecie pojawił się mój Tomek i byłam w domu... To, co nam urządzała wcześniej, nie jest do ogarnięcia ludzkim rozumem. Mieliśmy dom bez klamek, bo potrafiła sobie otworzyć każde drzwi. Codziennie cerowałam narożnik, regularnie patroszony z gąbki. Otwierała szafki kuchenne, wyciągała z nich wszystko, rozszarpywała na środku dywanu, po czym zawijała róg dywanu "ukrywając" to pobojowisko. Tak więc teraz się czuję jakbym miała... deja vu! ;)[/QUOTE] [/SIZE] Nutusiu, moja kochana, tylko emerytury mogę Ci życzyć :shake:. W dodatku - godziwej, bo samymi psami na to zasłużyłaś. Kiedyś były "ordery chlebowe". Może należałoby wymyślić podobnie wyprofilowane z dodatkowymi %%finansowymi - psowe? Ale - to nie u nas - niestety:shake:. Alutce można tylko życzyć mądrego i sensownego domku u....emerytów - takich spsiałych na amen ;), lub jeśli młodszej, to niepracującej i mądrej Pani Psowej /Pana Psowego (z gotówką od drugiej połówki życiowej -(równouprawnienie) - bo żyć za coś trzeba). Mogę Cię tylko przytulić i....podziwiać :buzi::buzi: Ale wam się ADEHADKA trafiła :-( [B] Po przemyśleniu sprawy edycja [/B]: [B]NIE, NIE, NIE[/B] [B]Możesz mnie Nutusiu[/B] najmilejsza, [B]zupełnie znielubić, a pozostałe forumki - zatłuc ciapem[/B] za pisanie takich herezji na dogo. Ale [B]jeżeli Kochana, w Twoich opisach jest sama prawda, a nie...licentia poetica, to jedna mała psica, nie może niszczyć życia dwojga ludzi, jeża, reszty psów - które się uczą jak nie należy robić ;). Ja bym Alutkę izolowała na czas Waszej nieobecności. [/B]Nie wiem - pusty pokój, kennel, wybieg z budą - wszystko można rozważyć, żeby zmienić obecną sytuację. Bo tak dalej być nie może. Czytając wątek, odnoszę wrażenie eskalacji ...hmmm..złego zachowania Alutki? [B][U]Może na ten temat, najpierw - rozmowa z mądrym behawiorystą?[/U] Tylko z COAPE [/B] [url]http://coape.pl/[/url] A po powrocie - osobne wyjście po zbiorowym spacerze z reszta psów - a potem z samą Alutką. Na smyczy. Jak grzeczna, nawet spuścic można(na lince treningowej:diabloti:) Bo jeśli nawet Alutka znajdzie domek, to jeśli pozostanie sobą - strach pomyśleć :shake: Jestem okrutna i bez serca? Pewnie - tak :evil_lol: Co do dewastowanie domku przez Boksera Samego w Domu, to pamiętam opowieści o tym, jaką demolkę robił u znajomycjh niejaki Karat ( w typie rasy, po przejściach) - z oberwaniem i rozbiciem umywalki w łazience, wyżarciem drzwi "dyrektorskich" do blachy, zjedzeniem paninowego kożucha przywiezionego z Bułgarii........Państwo dzielnie przy nim trwali i w którymś momencie, pies uwierzył, że ludzie wracaja do domu. Cóż, wówczas o kennelowaniu/klatkowaniu - nikt nie słyszał...... Edited February 12, 2014 by konfirm13 przemyślenie sprawy Quote
Nutusia Posted February 12, 2014 Author Posted February 12, 2014 Dzięki, Krysiu :) Do wydatków na Alę dopisuję 50,87 za 7 kg karmy na luty (odważona z 15 kg worka Dog Chow). W styczniu karmę dla całej bandy zasponsorowała Amiga, za co pięknie pasibrzuchy dziękują! :) Quote
konfirm13 Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 [quote name='Nutusia']Dzięki, Krysiu :) Do wydatków na Alę dopisuję 50,87 za 7 kg karmy na luty (odważona z 15 kg worka Dog Chow). W styczniu karmę dla całej bandy zasponsorowała Amiga, za co pięknie pasibrzuchy dziękują! :)[/QUOTE] Nie dziękuj - napisałam edycję ;) Ale i tak Cię kocham :) Quote
Gosiapk Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 Niektórzy weci przepisują Paramolan dla nadaktywnych psów na uspokojenie. Quote
konfirm13 Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 [quote name='Gosiapk']Niektórzy weci przepisują Paramolan dla nadaktywnych psów na uspokojenie.[/QUOTE] Sądzę, że myślisz o [B]Pramolanie[/B]. Jest to lek p. lękowy i p. depresyjny. Starej generacji, ale - skuteczny. Ale - czy pomoże Alutce? [url]http://www.przychodnia.pl/el/leki.php3?lek=1764[/url] Tak czy inaczej, trzymam z całej siły kciuki za pozytywne rozstrzygnięcie problemu ADHD Alutki i za spokój Całej Rodziny - ze szczególnym uwzględnieniem Nutusi :) Quote
Mattilu Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 Brak mi slow i pomyslow :( Moge tylko wspolczuc i przytulic :( Quote
Hope2 Posted February 12, 2014 Posted February 12, 2014 Nutusiu-wczoraj u szczylków napisałam Ci cudownie długą odpowiedź, dałam "zamieść odpowiedź"-już nie sprawdzałam, jak zapisało, tylko prze=ybiegłam do Ali i czytałam wsio od początku...Patrzę dzisiaj-tylko link dało...ale w edycji odpowiedź jest....dałam zapisz...ale nie pomaga :( dlaczego??? Tak czy inaczej-Ala ma sporo z Kraksy (całkiem możliwe koligacje rodzinne?) Ulv z jej względu nie ma w domu kuchenki gazowej, bo...nie ma co licha kusić... Co do kenelka...hm...Kra potrafi się wydostać z każdego-wakładam,że i Ali to nie sprawi problemu-teraz ulv robiła kenelek na zamówienie, jakiś mega mocny-ale już nie dopytałam, czy przeżył-Kra pomimo zniszczenia kompa żyje (komp niestety starcia nie przeżył :( ) Jakbyś potrzebowała urlopu-pakuj Alę kurierowi i wysyłaj śmiało-mam Hadesa (co prawda mega pierdoła-za to nie do zabiegania...więc będa mogli sobie biegać-Ala oczywiście na smyczy (!)) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.