Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='Unbelievable']tak :) i generalny remont w pakiecie :diabloti:[/QUOTE]

Czyli zostajesz w Gdańsku na stałe?
Pochwal się u siebie postępami w remoncie (jak już jakieś będą) :p

Posted

[quote name='Justa']Czyli zostajesz w Gdańsku na stałe?
Pochwal się u siebie postępami w remoncie (jak już jakieś będą) :p[/QUOTE]
się okaże, jak mi się życie potoczy, ale taki mam plan ;)
na pewno się będę chwalić :diabloti:

Posted

Fakt, w Warszawie mieszkan jest bardzo duzo. Gdzie sie czlowiek nie odwroci tam nowe inwestycje. I o zgrozo rynek wtorny sie nie oplaca. Takiego nawet nie bralam pod uwage. Kwetsia wyboru dzielnicy, tu ceny czami dwukrotnie wyzsze.

No i ja na mieszkanie czekalam rowno dwa lata :) Ale to byl dobry czas na znalezienie stalej pracy i zbierania po malu roznych rzeczy. Kupilam wiec tzw dziure w ziemi i mam nadzieje, ze ostatni raz. Jednak co innego wejsc do mieszkania, zobaczyc jakie jest, jaki jest widok z okna etc a co innego patrzec na plan i wyobrazac sobie jak to bedzie...Moglam na tym etapie sporo w nim zmienic, jednak zmiany zrobilam raptem 3. Nie bylam w stanie tak wczesnie wymyslec np elektryki.

Unbe..a czemu zdecydowanie nie chcesz aneksu? Ja tez tak sadzilam poczatkowo, ale szybko mi przeszlo. No i ja nie mam typowego aneksu, w zasadzie nie jest w ogole aneksem :) Kuchnia nie jest ciemna, ma okno i jest po prostu z boku mieszkania. Oczywiscie widac ja, nie da sie zamknac ale dzieki temu jest wieksza przestrzen.

Teraz planuje rozbudowac szafki w kuchni potem dalej bede kupowac szafki, zabudowywac..i tak chyba kolejne 5 lat:evil_lol:

Posted

Ja to przez 4 lata znosiłam graty do mieszkania, większość z odzysku, znalezione lub wyszperane. Miałam też meble w tym mieszkaniu, ale zostało ich tylko kilka, wszystkie meblościanki, pawlacze i zabudowy wywaliłam z dzikim uśmiechem na twarzy.
Teraz mam moment oczyszczania mieszkania, bo mam wrażenie, że jednak trochę w nim za dużo rzeczy...
Żałuję, że nie miałam możliwości zrobić generalnego remontu, tylko tak dziubałam pokój za pokojem. Nową elektrykę mam tylko w kuchni + nowe gniazdko w przedpokoju, bo to szło wtedy w tym samym remoncie. Reszta bez zmian, niestety. Stare, aluminiowe kable, 2 gniazdka na duży pokój. Tragedia jakaś.
Ale ostatecznie (oprócz toalety i łazienki - stan zastany) jestem całkiem zadowolona z wyglądu mojego mieszkania.

Posted

[quote name='Agnes']Fakt, w Warszawie mieszkan jest bardzo duzo. Gdzie sie czlowiek nie odwroci tam nowe inwestycje. I o zgrozo rynek wtorny sie nie oplaca. Takiego nawet nie bralam pod uwage. Kwetsia wyboru dzielnicy, tu ceny czami dwukrotnie wyzsze.

No i ja na mieszkanie czekalam rowno dwa lata :) Ale to byl dobry czas na znalezienie stalej pracy i zbierania po malu roznych rzeczy. Kupilam wiec tzw dziure w ziemi i mam nadzieje, ze ostatni raz. Jednak co innego wejsc do mieszkania, zobaczyc jakie jest, jaki jest widok z okna etc a co innego patrzec na plan i wyobrazac sobie jak to bedzie...Moglam na tym etapie sporo w nim zmienic, jednak zmiany zrobilam raptem 3. Nie bylam w stanie tak wczesnie wymyslec np elektryki.

Unbe..a czemu zdecydowanie nie chcesz aneksu? Ja tez tak sadzilam poczatkowo, ale szybko mi przeszlo. No i ja nie mam typowego aneksu, w zasadzie nie jest w ogole aneksem :) Kuchnia nie jest ciemna, ma okno i jest po prostu z boku mieszkania. Oczywiscie widac ja, nie da sie zamknac ale dzieki temu jest wieksza przestrzen.

Teraz planuje rozbudowac szafki w kuchni potem dalej bede kupowac szafki, zabudowywac..i tak chyba kolejne 5 lat:evil_lol:[/QUOTE]
w gdańsku jest dużo mieszkań w tzw. falowcach- długich, 10-piętrowych blokach, zbudowanych tymczasowo dla pracowników. A i tak ich ceny, to jakieś 5-10% mniej, niż w zwykłych blokach, czy zwykłych wieżowcach. Nowe są trochę droższe, ale i tak niewiele- można kupić surowe mieszkanie w cenie wyremontowanego z rynku wtórnego.
Właśnie, oglądać mieszkanie, a kupować z katalogu i rozkładu, to zupełnie różne bajki ;) inna sprawa, że ja chyba nie miałabym cierpliwości wynajmować 2 lata, mając już kupione własne :diabloti:

po pierwsze, prawdopodobnie będę wynajmować pokój. Po drugie, ja nie chcę mieszkać w kuchni ;) chcę mieć możliwość zrobić obiad, i nie musieć patrząc na powstały bajzel :diabloti:

ja na razie żyję miejscami kontaktów i wyjść na kibelek :evil_lol:
[quote name='IZMADO']Ja to przez 4 lata znosiłam graty do mieszkania, większość z odzysku, znalezione lub wyszperane. Miałam też meble w tym mieszkaniu, ale zostało ich tylko kilka, wszystkie meblościanki, pawlacze i zabudowy wywaliłam z dzikim uśmiechem na twarzy.
Teraz mam moment oczyszczania mieszkania, bo mam wrażenie, że jednak trochę w nim za dużo rzeczy...
Żałuję, że nie miałam możliwości zrobić generalnego remontu, tylko tak dziubałam pokój za pokojem. Nową elektrykę mam tylko w kuchni + nowe gniazdko w przedpokoju, bo to szło wtedy w tym samym remoncie. Reszta bez zmian, niestety. Stare, aluminiowe kable, 2 gniazdka na duży pokój. Tragedia jakaś.
Ale ostatecznie (oprócz toalety i łazienki - stan zastany) jestem całkiem zadowolona z wyglądu mojego mieszkania.[/QUOTE]
ja właśnie mam w planach odnowić(pomalować) meblościankę, a całkiem ładna jest jak na to, co się czasem widzi ;) i rozstawić jakoś sensownie po mieszkaniu. Mam też stary rozkładany stół i krzesła, które sukcesywnie szlifuję i będę malować ;) poza tym mam jeszcze kilka pomysłów, żeby się fajnie urządzić małym kosztem. Ale to przyjdzie z czasem.

U mnie właśnie miało być wiele rzeczy nie ruszanych, w tym podłoga. Ale jednak robimy wszystko, za jednym razem. W końcu i tak trzeba będzie to wszystko zrobić, a tak przynajmniej będzie jedno sprzątanie... :evil_lol:

jeżeli chodzi o elektrykę, to ja mam mieszkanie po panu wykładowcy telekomunikacji ;) wszystko jest na tip- top, nawet mam podłączenie światła w piwnicy :evil_lol: i gniazdek sensowna ilość. Ale i tak wymienić trzeba.

Posted

[quote name='Unbelievable']

ja właśnie mam w planach odnowić(pomalować) meblościankę, a całkiem ładna jest jak na to, co się czasem widzi ;-) i rozstawić jakoś sensownie po mieszkaniu. Mam też stary rozkładany stół i krzesła, które sukcesywnie szlifuję i będę malować ;-) poza tym mam jeszcze kilka pomysłów, żeby się fajnie urządzić małym kosztem. Ale to przyjdzie z czasem.

U mnie właśnie miało być wiele rzeczy nie ruszanych, w tym podłoga. Ale jednak robimy wszystko, za jednym razem. W końcu i tak trzeba będzie to wszystko zrobić, a tak przynajmniej będzie jedno sprzątanie... :evil_lol:

jeżeli chodzi o elektrykę, to ja mam mieszkanie po panu wykładowcy telekomunikacji ;-) wszystko jest na tip- top, nawet mam podłączenie światła w piwnicy :evil_lol: i gniazdek sensowna ilość. Ale i tak wymienić trzeba.

Moje wszystkie meblościanki i segmenty to były zabudowy na całą ścianę aż po sufit. Strasznie mnie to przytłaczało. Mam jedno zdjęcie. Tzw. Nowa Łódź - stało się po to w kolejkach :P Wysoki połysk, szybki i przytłaczający kolor i rozmiar...



Na zdjęciu widać jeszcze kawałek kanapy (ta akurat była fajna, miała ponad 30 lat, a tylko się trochę rozkleiła, chciałam dać ją do tapicera, ale koszt... no lepiej było kupić nową), stół, zabudowę przy oknie (było tak w każdym pokoju - fujka! ... I widać też syf z rzeczy kuchennych, które wylądowały w tym pokoju jak remontowałam kuchnię z przedpokojem. Ten pokój został wyremontowany jako ostatni i nareszcie wygląda tak, jak sobie wymyśliłam, kiedy tu zamieszkałam. O tym pokoju miałam wizje od samego początku ;)

Ja uwielbiam właśnie drewniane meble, którym można dać nowy żywot, te, które miałam jak się do siebie wprowadziłam, to była płyta, paździerz i inne obrzydlistwa. Nie dało się z tym nic zrobić!

Posted

Ja mieszkalam u rodzicow do momentu wyprowadzki, wiec nie mialam tego problemu ;) Musielismy ze soba wytrzymac jeszcze ten okres i tyle. Ale i tak uwazam, ze posuniecie dobre, bo stala praca znacznie ulatwila wszystko, aczkolwiek...no tu temat rzeka, moze nie bede sie rozpisywac ;)
Ja generalnie w mieszkaniu mam porzadek, nie jestem typem balaganiarza. Jak robie obiad, jem, po jakims czasie wszystko sprzatam, nie lezy nic jakos bardzo dlugo wiec pod tym katem otwarta kuchnia mi kompletnie nie przeszkadzala. Fakt, ze ma okno zwieksza mozliwosc wentylacji, wietrzenia. No i ja nie wynajmuje pokoju. Raz ze, ktos by mieszkal w pokoju z kuchnia, dwa kolidowaloby mi to z psem ;) No i nie mam ochoty na mieszkanie ze znajoma, a tym bardziej obca osoba. Kilka dni tydzien, jest fajnie, ale dluzej...nie dziekuje ;)

Posted

[quote name='Agnes']Ja mieszkalam u rodzicow do momentu wyprowadzki, wiec nie mialam tego problemu ;) Musielismy ze soba wytrzymac jeszcze ten okres i tyle. Ale i tak uwazam, ze posuniecie dobre, bo stala praca znacznie ulatwila wszystko, aczkolwiek...no tu temat rzeka, moze nie bede sie rozpisywac ;)
Ja generalnie w mieszkaniu mam porzadek, nie jestem typem balaganiarza. Jak robie obiad, jem, po jakims czasie wszystko sprzatam, nie lezy nic jakos bardzo dlugo wiec pod tym katem otwarta kuchnia mi kompletnie nie przeszkadzala. Fakt, ze ma okno zwieksza mozliwosc wentylacji, wietrzenia. No i ja nie wynajmuje pokoju. Raz ze, ktos by mieszkal w pokoju z kuchnia, dwa kolidowaloby mi to z psem ;) No i nie mam ochoty na mieszkanie ze znajoma, a tym bardziej obca osoba. Kilka dni tydzien, jest fajnie, ale dluzej...nie dziekuje ;)[/QUOTE]
a czemu kolidowałoby ci z psem?

dlatego właśnie ja mam oddzielną kuchnię, i dwa oddzielne pokoje. Będzie o niebo łatwiej, a ściana między kuchnią a jednym pokojem jest tylko działowa, więc bez problemu można ją wyburzyć :)
ja mieszkam sama już prawie 3 lata, i mimo, że jest całkiem fajnie, to ja się nie obrażę jak będzie mieszkał ze mną ktoś, z kim się dogaduję ;) a mam kilkoro znajomych, którzy wynajmują, i no, się okaże ;) na pewno nie chcę mieszkać z kimś, kto mnie irytuje :evil_lol:
no i pies- jak mieszkam sama, i wychodzę na długo, to np. nikt mi z nią nie wyjdzie, nikt nie nakarmi, zawsze jak wyjeżdżam muszę o niej myśleć, muszę ją albo specjalnie gdzieś do znajomych zawozić, albo brać ze sobą, no ogólnie nieziemskie kombinacje. Nie obraziłabym się też, jakby ktoś ją na bieganie zabierał jak ja muszę się uczyć, albo jestem chora. No i to moje mieszkanie, więc moje zasady :diabloti: mam nadzieję, że to jakoś fajnie się ułoży

Posted

Mieszkanie z kimś obcym jest katorgą! Agnieszka akurat zna moją historie życiową jak to sie skończyło gdy wynajełam pokój KOLEŻANCE :) finał taki że nie mam ani koleżanki ani faceta haha :))) poza tym wynajmując komuś dane pomieszczenie, ta osoba nie jest zoobowiązana do karmienia czy wyprowadzania psa :)
Od kilku lat mieszkam z przyjaciółką i to jest jedyna osoba z którą ja potrafie mieszkać, ale my się rozumiemy bez słów :) także to inna bajka. Obcy ludzie? Znajomi? Nie! :) bo w końcu zacznie Cie wkurzać kubek w zlewie i od tego sie zacznie...

Posted

oczywiście, że nie są, ale tak samo, jak ktoś może poprosić mnie o odebranie paczki, tak ja mogę poprosić o wyjście z psem : P ja jestem raczej mało konfliktowa i łatwo się ze mną dogadać. Mam wielu znajomych, którzy wynajmują mieszkania czy nawet pokoje z kimś, no kurde, przecież to normalna rzecz. A ja nie mam 30 lat i własnej pracy ;)

Posted

Rozumię Cie :-)
Ja mimo wszystko sama nie mieszkam, a z przyjaciółką tak jak pisałam wyżej , ale wiem że gdy nasze drogi sie rozejdą (dzieci te sprawy..) to na pewno już nie bede w stanie mieszkać z kimś obcym :) i oczywiście moja Milena dba o Miye jak o własnego psa, wychodzi z nią, karmi, wypuszcza na ogród gdy mnie nie ma i to duże ułatwienie bo tak jak piszesz , jeśli w domu nikogo nie ma to musisz zawijać do domu czy chcesz czy nie ;)
Mamy 3 pokoje plus salon, jeden pokoj stoi pusty i mogłybyśmy go wynając bo rachunki mniejsze i za wynajem i ogrzewanie, ale gdy wprowadziła się nasza znajoma to wszystko sie zmieniło, ja nawet z pokoju swojego nie wychodziłam ;) bo tak mnie irytowała... a zawsze używałam swojej sypialni tylko do spania ;) inaczej jest gdy idziesz do kogoś na kawę i widzicie się kilka godzin,a inaczej z kimś mieszkać. Jednak gdy jest się młodziutkim to i tak lepsze rozwiązanie mieszkać z kimś niż z rodzicami ;) i jak dobierzesz dobrego lokatora to i tak bedzie wszystko w porządku, ale lepiej ustalić zasady na samym początku, bo z znajomości można przejść w komunikatywe wroga ;)

Posted

a ja mieszkałam z przyjaciółką i po pół roku skończyła się przyjaźń i wspólne mieszkanie oczywiście też ;) i cóż, zostaliśmy na lodzie, bo mieszkanie było na 4 osoby, a zostaliśmy tylko my. potem mieszkał z nami chwilę jakiś koleś, ale przeszkadzał mu pies, a potem jeszcze moja koleżanka, umowa dobiegła końca i zmyliśmy się do tańszego mieszkania tylko razem :eviltong:
tylko że ja jestem taka, że trudno mi się dogaduje z ludźmi, którzy przebywają koło mnie dłużej niż pół dnia :diabloti: bardzo dużo drobiazgów mnie irytuje, więc najlepiej mi tak, jak jest teraz ;) ale przecież wiadomo, niektórzy całe studia mieszkają w akademiku i nie narzekają, dla mnie niepojęte, ale kwestia gustu :evil_lol:

Posted

Gdybym miala wynajac mieszkanie obce z kolezanka to pewnie by dalo rade. Ale gdyby mial sie wprowadzic ktos do MOJEGO mieszkania zrobionego za ciezko zarobione pieniadze to juz podziekuje. Drazniloby mnie wszystko co jest po nie mojej mysli, kazde ew zniszczenie, zmiana. Co innego jak ja w cos walne i mam ryske, a co innego jak obca osoba ;)
Pomijam kwestie dogadania sie badz nie. Ja serio mocno myslalam nad tym jak kupilam mieszkanie. Bralam pod uwage ze wynajme. Ale nie, wole sama.
Pomoc w opiece nad psem? Raczej nie znajde jelenia co bedzie wychodzic codziennie w ciagu dnia:evil_lol: No i ja nie szukam studenta, a najczesciej kazdy jak pracuje to etatowo, wiec czy mnie nie ma czy nas by nie bylo, to niewiele by dalo.
No i tu sie rozchodzi o "wadzenie" z psem. Duzo czasu poswiecilam na nauczenie Fanty zostawania - gops wie jak duzo:eviltong: Doszlam do dlugich godzin, ktos sie wprowadza. Pracuje inaczej, wszystko sie zaczyna rozlazic, potem wyprowadza a ja znowu sie musze chrza-nic z przestawianiem psa. Plus pare innych kwestii. Ja musialabym serio mocno zaufac danej osobie, zeby ta mogla wychodzic z moim psem. Nie jest mi obojetne kto z nia wychodzi, zreszta tak mialam i z Aza ;)

Pewnie, finansowo towarzysko by bylo wygodniej. Ale wole zacisnac pasa i robic co chce kiedy chce i jak chce. Bo wreszcie moge zyc tak jak mi sie podoba. Fakt, ze mieszkam sama i mam psa - komplikuje to zycie wiadomo, ale nie sa to sytuacje bez wyjscia. Nie pojde nigdzie odrazu po pracy, ale jesli jest taka sytuacja - wieczorem dzien wczesniej zawoze psa do rodzicow, albo wracam do pracy wychodze z psem (ew podrzucm rodzicom) i jade dalej ;) Daje rade. Choroby i samotnosci z psem jeszcze nie przechodzilam:lol: i oby tfu tfu jak najdluzej.

Ale ja mam blisko rodzicow, na ktorych zawsze moge liczyc. Sucz lubia bardzo i ze wzajemnoscia ;)

Posted

[quote name='Unbelievable']oczywiście, że nie są, ale tak samo, jak ktoś może poprosić mnie o odebranie paczki, tak ja mogę poprosić o wyjście z psem : P ja jestem raczej mało konfliktowa i łatwo się ze mną dogadać. Mam wielu znajomych, którzy wynajmują mieszkania czy nawet pokoje z kimś, no kurde, przecież to normalna rzecz. A ja nie mam 30 lat i własnej pracy ;)[/QUOTE]

Mieszkanie z kimś jest serio bardzo fajne, o ile się ludzie ze sobą dogadują. Od niecałego roku mieszkam ze znajomymi w czteropokojowym mieszkaniu, mamy dwa pokoje jednoosobowe, jeden pokój zajmowany przez parę i duży salon z aneksem kuchennym. I żyje się nam całkiem spoko. Największym zmartwieniem do tej pory było, żeby się zwierzaki w miarę możliwości nie pozabijały; na mieszkaniu są dwa koty i pies. Wszyscy studiujemy, mamy swoje życie, ale przy okazji też działamy w zupełnie innych godzinach - tylko poniedziałek był takim dniem, że nie było nas wszystkich jednocześnie więcej niż 6 godzin. Z psem się wychodzi jak trzeba, koty się karmi (i mizia i zwala z notatek i pozwala spać na klawiaturze laptopa), a paczkę i polecony też ma kto odebrać ;)

[quote name='motyleqq']tylko że ja jestem taka, że trudno mi się dogaduje z ludźmi, którzy przebywają koło mnie dłużej niż pół dnia :diabloti: bardzo dużo drobiazgów mnie irytuje, więc najlepiej mi tak, jak jest teraz ;) ale przecież wiadomo, niektórzy całe studia mieszkają w akademiku i nie narzekają, dla mnie niepojęte, ale kwestia gustu :evil_lol:[/QUOTE]

No niestety, trzeba mieć świadomość, że wspólne mieszkanie to nie jest bajka i czasami zrezygnować ze spokoju. Ludzie się wkurzają, to jasne, ale i na osobiste przyzwyczajenia trzeba mieć daleko rozwiniętą tolerancję, funkcjonujemy w różnych godzinach, różnie rozkładają się nam zaliczenia i egzaminy w sesji... Kłócimy się, dogadujemy się, potem znowu kłócimy :evil_lol:

[quote name='Agnes']Gdybym miala wynajac mieszkanie obce z kolezanka to pewnie by dalo rade. Ale gdyby mial sie wprowadzic ktos do MOJEGO mieszkania zrobionego za ciezko zarobione pieniadze to juz podziekuje. Drazniloby mnie wszystko co jest po nie mojej mysli, kazde ew zniszczenie, zmiana. Co innego jak ja w cos walne i mam ryske, a co innego jak obca osoba ;)
Pomijam kwestie dogadania sie badz nie. Ja serio mocno myslalam nad tym jak kupilam mieszkanie. Bralam pod uwage ze wynajme. Ale nie, wole sama. [/QUOTE]

No ja jestem teraz na dwa miesiące (miejmy nadzieję) od przeprowadzki "na swoje". Długo myśleliśmy z Połówkiem, czy chcemy kogoś w mieszkaniu czy nie, no i stanęło na tym, że ja z nim sama nie wytrzymam, dlatego przenoszę się ze starego mieszkania razem ze współlokatorką i kociakami, a że pozostałej dwójce nie pasowała okolica mojego mieszkania, to będziemy musieli znaleźć jeszcze kogoś.
Jasne, remont był robiony całkiem na mój koszt - chociaż w tym wypadku to były bardzo kosmetyczne sprawy, bo cała instalacja elektryczna była wzorcowa, więc przemalowaliśmy ściany, odnowiliśmy drewnianą podłogę, zrobiliśmy nową łazienkę... Nie przejmuję się tym, że ktoś coś popsuje albo zbrudzi - przecież to są tylko rzeczy. Większość da się wyczyścić, odmalować, naprawić czy wymienić. Będę miała całe dorosłe poważne życie na mieszkanie z Połówkiem, więc studiując chcę jeszcze, chociaż pozornie - bo już na swoim - mieszkać po studencku ;)

Posted

[quote name='Instant']


No niestety, trzeba mieć świadomość, że wspólne mieszkanie to nie jest bajka i czasami zrezygnować ze spokoju. Ludzie się wkurzają, to jasne, ale i na osobiste przyzwyczajenia trzeba mieć daleko rozwiniętą tolerancję, funkcjonujemy w różnych godzinach, różnie rozkładają się nam zaliczenia i egzaminy w sesji... Kłócimy się, dogadujemy się, potem znowu kłócimy :evil_lol:
[/QUOTE]

tylko że ja nie chcę z tego spokoju rezygnować, więc nie robię tego ;)

Posted

[quote name='motyleqq']tylko że ja nie chcę z tego spokoju rezygnować, więc nie robię tego ;)[/QUOTE]

Toż to ja tylko napisałam, że się da, jak się chce. Przy czym nie trzeba chcieć ;)

Posted (edited)

No..moj czas studencki dawno dobiegl konca moze i dlatego patrze na to troche inaczej ;)

Mialam zabrac aparat na spacer, ale nie chce mi sie go dzwigac 2h, do tego patrzec czy koniec linki jest w moim zasiegu:eviltong: Wiec byla mini sesyjka domowa, a min.:

[IMG]http://i248.photobucket.com/albums/gg186/Prejska/Fanta/DSC_2413.jpg[/IMG]

Edited by Agnes
Posted

Ja na dłuższą metę nie wytrzymałabym sama, za bardzo lubię jak coś się dzieje. I jak jest się do kogo odezwać. Od razu człowiek ma inny humor cały dzień, jak się pośmieje rano, a że czasem się wkurzam... Przejdzie mi ;)

Posted

Ja w pracy spedzam 9h codziennie, tam sie nagadam, nasmieje, ponarzekam :evil_lol: a weekendy raczej spedzam po za domem, wiec nie jest tak tragicznie :) Wiadomo! Nie chce tak zyc caly czas, ale, no ale nie z kolezanka:eviltong:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...