Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='Majkowska']akurat atak o jedzonko jest wytłumaczalny.
a pomyslałam teraz - czy Pat nie jest czasem o Ciebie zazdrosny? bo mi to nie wyglada na taka typowa agresje, to raczej takie kąsanie odpędzające w momencie kiedy pies podchodzi do was.
A ten pan do którego się wybierasz (wybieramy) na szkolenie to ma jakieś podstawy psiej psychologi, czy tylko szkoli podstawowe posłuszeństwo?

Nie wiem, kochana, muszę pogrzebać, bo mi kontakt jakaś ciotka wysyłała dawno temu, poszukam to Ci dam znać na pewno.

Pat jest zazdrosny w sytuacjach tego typu, że Izka woła swoją Neskę, przytula, itd., a wtedy on lezie i nadstawia łeb, ze mną średnio to działa :D bo nie jestem dla niego atrakcyjna na co dzień tak jak np. jakaś znajoma. inna sprawa, że on nawet puszczony luźno pogoni psa, nie tylko, kiedy się do mnie zbliży, ale fakt, że bez smyczy łatwiej przebiega ta 'socjalizacja' :diabloti: no ale sama widziałaś, że zaryzykowałam spuszczenie dopiero w wodzie, a i tak Waldkowi przyłożył później parę razy za nic, bo za smaczka to się nie dziwię :cool3:
no i mówiłam, że to nie jest typowa agresja na zasadzie "zabiję gnoja", ale powitanie nie wyglądało ładnie :shake: ani mi się chce to oglądać, ani stresować np. Waldka, Pat to po prostu prostak, gnębiciel i furiat :diabloti:

[quote name='marta.k9080']Nesca jest śliczna:loveu:

https://lh6.googleusercontent.com/-sSXVZxlbRwU/UnEx_2r5ejI/AAAAAAAAPRU/o0pA_Nr5Ac0/s576/skałkowate 086.jpg

nie ma to jak wspólne moczenie doopek :evil_lol:


Neska jest śliczna, ułożona i przekochana, to piesek - loteria, wzięta z tymczasa, gdzieś tam jest jej wątek na dogo, sterylka aborcyjna z dwunastką maluchów i trafiła do mojej znajomej - żyje z kotem, nigdy nikogo nie użarła, można jej wyjąć jedzenie z pyska, jedyny minus jest taki, że nie odwołuje się w sekundę, ale w jej przypadku to niepotrzebne, bo nie zrobi krzywdy żadnemu zwierzęciu, a Iza jej nie spuszcza w pobliżu jezdni. Trochę wycofana, kiedy się na nią wrzeszczy, ale ogólnie nie broi i jest jedyną przyjaciółką mojego Patryka :D Waldek jest na razie w "umiarkowanie tolerowanych znajomych" :cool3:

Posted

Pani Profesor napisał(a):
mojemu się trzęsła, ale ja mieszkam 5min od tego zalewu, więc no problem :)


A ja moją Torę kapałam w tym tygodniu, to wieczorem, żeby już na dwór nie wychodziła ;)
Nie wiem czy pozwoliłabym jej wejść do wody jak już tak zimno na dworze :roll: Bo nie wiem jak było u Was dzisiaj, ale u mnie tylko 11 stopni :/

Posted

u nas trochę cieplej, nie powiem Ci ile, ale generalnie Pat to odporny pies, dużo razy się gdzieś zamoczył w chłodniejsze dni, nigdy go nie przewiało, z resztą szybko go wytarłam w domu i jest ok, choć już w grudniu nie zamierzam go raczej kąpać ;) oczywiście w jeziorach, bo wanny nie uniknie :diabloti:

Posted

magdabroy napisał(a):
A ja moją Torę kapałam w tym tygodniu, to wieczorem, żeby już na dwór nie wychodziła ;)
Nie wiem czy pozwoliłabym jej wejść do wody jak już tak zimno na dworze :roll: Bo nie wiem jak było u Was dzisiaj, ale u mnie tylko 11 stopni :/

ja też już nie pozwalam bo jest za zimno, a u nas w rzece lodówa płynie, ale mój łobuz ma inne zdanie i mi spieprza do wody :P

Posted

[quote name='magdabroy']A nie trzęsły im się potem dooopki z zimna??

Biednego pieska w klatce trzyma :mad:

A trzęsły. Ale powiedz Waldkowi że zimno jest i nie można pływać tyle...
Choć po pewnym czasie juz odpuścił i stał z postawioną sierścią na sztorc na brzegu i chciał wskoczyć raz jeszcze i nie chciał zarazem bo zimno :D


Potem go jeszcze puściłam żeby nie zamarzł i ledwie odpięłam smycz to wyleciał z krzaków bażant, Waldek się podkręcił i rozpędzony wleciał pod wyjeżdzający niewiadomo skąd radiowóz...Panowie na szczęscie jechali wolno- bo oni zawsze jeżzą przepisowo :diabloti:, więc zahamowali, Waldek spojrzał do środka z wyrzutem i miną pt " uważaj typie jak jeździsz, bażant mi przez ciebie uciekł" i poleciał radośnie dalej, a ja się zastanawiałam czy nie udawać ze to mój pies ale minęli mnie bez problemu.

Apropos wody jeszcze to dodać muszę że Waldek w tym zalewie pływał zimą! Dokładnie w grudniu, jak zaczęły się pierwsze przymrozki. Puściłam go na łąkę, a on rzucił sie w dół ze skarpy i usłyszalam tylko kruszący się lód - spojrzałam w dół, a tam Waldemar płynie i klatą łamie lekką tafelkę która się juz zaczęła tworzyć... Myślałam ze zemdleję...

Posted

słyszałam dziś tę historię z taflą :diabloti: a odnośnie policji, to ja nie miałam nigdy problemu z nimi, gorzej straż miejska... policja to jeszcze przypomni, żeby zapiąć, bo gdzieś mogą się wyłonić strażnicy :D ale nieprzyjemności nie miałam nigdy, a Pat też przeparadował nieraz odpięty z piłką w mordzie przed radiowozem, bo często parkują na Zakrzówku...

Posted

ej, ale ja po kąpieli też go suszę suszarą, oczywiście po takiej ciepłej, domowo-waniennej, a te 'terenowe' jakoś mu nie wychodzą na złe, przynajmniej do tej pory nie wychodziły, ale nie wygląda na przeziębionego :D

Posted

Niufciak napisał(a):
a propos policjantów to kiedyś przez Toro nie dowiedziałam się po co mnie zatrzymali bo zagadali się na temat psa i puscili :P


teraz całkiem serio mówię - my kiedyś na trasie nocą uniknęliśmy mandatu,bo policjanci zaczęli się dusić ze śmiechu, jak wysiadłam z auta żeby zapalić, a w ręku miałam słoik z RYBĄ :D przewoziłam bojownika, póki jeszcze go miałam, no i tak ich to wyjątkowo rozbawiło :mad: że tylko pouczyli i siemka ;)

Posted

Dziś coś policja wybitne jeździła. Jak wracałam to 3 razy mnie minął radiowóz.
A ze strażą miejską miałam kiedyś też wpadkę, bo byłam w parku nad stawem i Waldek biegał z cockerką więc kaganiec zdjęłam, ale potem siadłam na ławce poczytać książkę i stwierdziłam że go nie będę zapinać tylko namordnik założę i niech sobie lata. Ledwie to zrobiłam to zobaczyłam białe auto i tuż przed zderzakiem Waldka. Radośnie podskoczył przed samochodem zaglądając czy czasem nikt znajomy nie jedzie i pobiegł dalej...

Amor natomiast był taki że do każdego auta wsiadał. Raz szłam z nim i stała policja i mieli otwarte drzwi , nim się zorientowałam to mój Amor wskoczył i usadawiał się na tylnym siedzieniu :D
A jak stanęło przy nas jakiekolwiek auto to zawsze musiał zaglądnąć do środka czy czasem nie ma tam naszego taty. Kiedyś na wsi nam nawiał z placyku i mrożąc mi krew w żyłach zaczął sobie beztrosko przechodzić przez jezdnię, nadjeżdżajace auto zahamowało z piskiem, a Amor zamiast się przestraszyć stanął na zderzaku i merdając ogonkiem szukał w środku swojego pana...To było straszne...

Posted

mój Pat to samo - każde auto jego.
nauczył się, że auto zawsze oznacza coś dobrego - albo gdzieś jedziemy, albo ktoś przyjeżdża.
robotnicy pod blokiem kiedyś jedli śniadanie i zagwizdali "azor, do nogi", no to azor im wskoczył na pakę :diabloti: a jak przechodzimy obok jakiegoś parkingu, to też za każdym autem się obraca i ma zamiar się do niego wtrynić.

a tak kiedyś nie chciał wsiadać :loveu:

Posted

Ja Waldka uczę teraz tego że auta są złe i nie wolno do nich za blisko podbiegać.
To samo mówię tacie odnośnie wiejskich burków - zawsze się zatrzymywał i czekał aż burek przejdzie, jeszcze był w stanie zrobić blokadę ulicy aż taki delikwent się przetoczy. Teraz każę mu trąbić i generalnie burki straszyć. Nie wiem czy dobrze czy źle, ale wydaje mi się że to ze pies się aut boi i nie ciągnie go na jezdnię wychodzi mu tylko na plus.

Ja nie kusilam pów niczym, to dziewczyny tam czymś machały im :D
Ja mojego pieska nie motywuję i nawet smaczków na spacery nie biorę, bo on ma je w nosie ;) Ja to go tylko w klatce zamykam i kąpię w zimnej wodzie :P I pozwalam mu się tarzać w błocie. Ahh jestem beznadziejna :D

Posted

ja biorę smaczki z nadzieją, że może TYM RAZEM go odwiodą od darcia mordy na psy, z resztą to nie smaczki, tylko regularna sucha karma :diabloti: ale dla niego to może być nawet piętka od chleba.

i trudno, żebyś musiała Waldkowi machać, jak on pozuje jak model :loveu: ja jestem w nim zakochana na zabój!

Posted

Ja wAldkowi jako smaczki kupuję takie malutkie kostki Maged czy Maced. Ewentualnie Britowskie kawałki mięsa. Wszystko inne ignoruje. Zresztą w takiej sytuacji kiedy ma co innego na celowniku taki przysmak to sobie mogę wsadzić:roll:
A to że on lubi pozować to fakt, wie chyba że mnie tym uszczęsliwia :loveu:

Ty się tak nie rozkochuj, tydzień byś z nim spędziła i miałabyś go dość :D Poprzeciągałby Cię po krzakach,oczywiście minimum kilka godzin a jak nie to by rozwalił pół domu i kochaj takiego :lol:

Posted

kostki Maced, też Pat dostawał, zanim go zaczęłam trzymać wyłącznie na acanie i warzywach, my mieliśmy takie "dla yorków", mikro kąski, dobre były do szkolenia, bo się nie najadał i chciał więcej :D tylko capiły mocno sztucznym aromatem wędzonki, ale fajne i smakowały.
widziałaś ile się na nich nauczył :cool3:

Posted

buuu a mi Wald na kostkach nauczył się marnie dosyć.
Zresztą widziałyście Waldka pokaz "chcesz coś ode mnie? To ja zrobię szybko wszystko co potrafię i uciekam sobie biegać" :D Szczerze to bałam się jak któraś z was kazała mu podać łapę, bo on te łapy ma jakieś nieskordynowane całkiem i rzuca nimi radośnie na wszystkie strony.W twarz, nie w twarz, co za różnica :D
Oddam Ci Waldka na szkolenie ;)

Tak, spacer byl miły, mam nadzieję ze to powtórzymy ;)

Posted

pewnie, że miły :D i pójdziemy na pewno jeszcze nie raz.

a odnośnie sztuczek, to ja Patryka w dzień potrafię nauczyć kilku nawet, może nie do perfekcji, ale coś tam załapie, np. "wstydź się" zrobi raz na odwal się i tupnie w ziemię, a raz idealnie założy łapę na pysk. triki chwyta w moment, na klikerze i chrupkach, za to na spacerze... :roll: ogólnie posłuszeństwo mu o wiele wolniej idzie, jakby nie kumał konkretnie o co mi chodzi, albo nie umiem tego pokazać, bo sztuczkę pokazuję mechanicznie :diabloti: te "wstydź się" nauczyłam tak, że brałam jego łapę i miziałam go po pysku, za trzecim razem załapał...

Posted

Jak tylko masz czas to zapraszam , ja chodzę chętnie.
Jutro napewno też się gdzieś przejdę, ale nie wiem jak co i gdzie, bo mój tata wymyślił popołudniu wyprawę żeby pozałatwiać sprawy , a ja chcę z małą się przejść, bo dawno nie byliśmy (dawno czyli jakieś 2 dni temu, bo dziś paskudnie było). Zresztą mam lekki armagedon, bo mi się Tż zaziębił więc muszę ograniczać jego kontakty z małą i wypadałoby jej mu nie zostawiać...
A mała ostatnio mnie zaskakuje, nie wiem co się stało ale przestała podnosić główkę. Jeszcze niedawno jak położyłam ją na brzuszku to dźwigała się jak siłacz i potrafiła trzymać się tak dłuższą chwilę. A teraz kładę, a ona nosem w kocyk i nie może sobie poradzić. Na boczku też coś sypiać już nie chce a przedtem to uwielbiała.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...