Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Hej

dołączam do grona chorych.I to kurcze zmogło mnie tak jak chyba ostatnio w dzieciństwie.Przez 20 lat nie byłam tak przeziębiona.na szczęście wracam do zywych i Tobie tez dużo zdrówka zycze.

Posted

Witam witam wszystkich :)

 

Majkowska a tu szukałaś? 

http://www.petsitter.pl/d/znajdz_opiekuna 

Moze uda sie kogoś rozsądnego trafic...chociaż ja bym chyba na zawal zeszła gdybym miała komuś obcemu psa powierzyć...ja to nawet mężowi nie pozwalam samemu na spacery łazić bo mam schize ze cos odwali :P

 

Nie szukałam, bo nie jest to tak gwałtowne żebym musiała szukać , tż właściwie już powoli się zbiera do życia , ja też, jutro Kiśka do nas wraca od dziadków.

A tez zależy mi na kimś "istniejącym już z opinią", nawet jak nie na teraz to na sytuacje awaryjne gdzie będzie potrzebny jeden spacer na rok. Pisałam do dwóch znajomych z tej branży ale ani jedna ani druga w tej chwili nie ma wolnego miejsca na kolejne psy.

 

 

Majka a hodowczyni Wasza nie może go zabrać na jakieś pola?

 

Może i nie może.

Sama ma 3 swoje psy, suki są może i ułożone i już chodzą głównie na doczepkę, ale nad 4 nie zapanuje sama , bo przecież jest jeszcze brat Waldka który go maniakalnie chce pożreć mimo że Wald skacze mu pod nogi z uległością...

Nasza hodowczyni teraz zresztą jest w trakcie przygotowań do krycia więc nie sądzę że z otwartymi ramionami przyjmie kolejnego psa do wypracowania.

 

Wygląda że Wald musi jeszcze pocierpieć, dziś trochę go wyszalałam szarpaniem i aportowaniem.
Liczę że się zbiorę już jakoś i wreszcie zaczniemy kolejny miesiąc normalnie...

Posted

Witam znowu.

 

Powolutku wracam do obiegu, dziś nawet z Warchliną byliśmy na pierwszym tzw spacerku do zologa.

Dla lansu ubraliśmy naszą nową taksóweczkę (tą bardziej ozdobną) i mija mnie kobieta z młodą dziewczyną i : " ojejku, zobacz jaką on ma obrożę!!!".

Na to ta młoda " to są takie specjalnie - dla nich!". ( wydaje mi się że tu chodziło jej o charta).

starsza :" jaaaaak to?!"

młodsza : " no tak!...".

Uśmiałam się jak fix, ale to prawda, jak masz taksową obrożę to każdy zwróci uwagę, chce pomacać itd, a pytania skąd to taka że czasem mam ochotę odpowiedzieć że sprowadzana z Meksyku :D

Z niecierpliwością czekam aż wręczę Franchlinie szelki. Będzie lans na całego.

Posted

Taaaak, epidemia.

Ostatnio nawet gadałam z PP i zaczęła rozmowę od " nie uwierzysz, wyzdrowiałam i jestem znów chora!". Skwitowałam tylko że uwierzę bo ja też jadę na 4 antybiotyku...

Posted

Mnie tez coś rozkłada, ale nie poddaje się. Byle do wystawy w Zielonce :) 
Kurde, znowu przegapiłam bazarek z taksowymi rzeczami :(

Posted

Ja też przegapiłam, ale nie duża strata bo i tak musiałam składać zamówienie na szele dla Franka. Jedyne co mnie martwi to to że nie ma już naszyć z krabami, a ja się jeszcze łakomiłam...

 

U nas piękna pogoda <3

Posted

Ja też przegapiłam, ale nie duża strata bo i tak musiałam składać zamówienie na szele dla Franka. Jedyne co mnie martwi to to że nie ma już naszyć z krabami, a ja się jeszcze łakomiłam...

 

U nas piękna pogoda <3

Edit :

 

Pokazuję modela w tych oto obrożach tzn w tej jednej ozdobniejszej  :

taksoweczkah.jpg

 

apolloobroze.jpg

 

I stwierdzam przy tym też że Wald jest chory.

To nie jest fizycznie możliwe żeby on był taki grzeczny i opanowany!!

Wykorzystaliśmy moment słonka i poszliśmy zanieść do dziadków lekarstwa.

Fajnie mi się z nim szło, emeryckim krokiem, chyba zrozumiał że nie możemy się przemęczać bo inaczej znowu będzie kicha.

Nawet nic nas nie zaatakowało i nie pogryzło, choć wpadliśmy raz na rogu na babkę z cane corso - znam psa, będzie już miał trochę lat, ale odkąd pamiętam to był agresywny jak cholera...

Zastanawiam się zawsze co kieruje takimi ludźmi i gdzie mają rozum. Wczoraj dopiero wpadłam na babeczkę z mastifem, na flexi, miotała się , próbowała go zasłonić, uspokoić, ani w te anie w te, stanęła na środku chodnika i przepycha psa w krzaki... szczerze mówiąc aż mi gardło ścisnęło jak przechodziłam, bo nie wyglądało to na panowanie nad sytuacją, szczególnie jak się ktoś zwraca do psa " jesteś niepoważny!".

Dziś ta to samo - flexi rozwinięta, pies na jakiejś pierwszej lepszej obróżce parcianej, kaganiec jeszcze większa atrapa niż ma Waldek i siup na rogu ucieka, wpadła na jakiegoś faceta idącego za nią chodnikiem, ten ją chciał minąć, pies do gościa skoczył :O A potem oczywiście przeszła za nami i szła nam po piętach z wypuszczonym na całą długośc psem. Ja wiem że na flexi jest napisane że utrzymuje tonę, ale jakoś dziwnie zero komfortu, nie mówiąc o tym że jak człowiek chce do domu wrócić to musi kołować po drugiej stronie ulicy, bo strach się odwrócić...

Czasem mi się zdaję że to ja wyglądam śmiesznie i nieogarnięcie jak próbuję opanować psa, ale raczej wątpię że ktoś się obawia że go nie utrzymam i się rzuci...

 

A odnośnie Warchliny - jutro jego dzień :):)

Obróżkami już się lansuje, ucho które dostał w prezencie już zeżarł, a ja znów szykuję kalejdoskop od narodzin aż po 3 lata z pointerem ;)

Posted

Hwj

Fajnie,że wracasz do zdrowia.Obrózka elegancja !

I też często aż mnie "dreszcz" przechodzi jak spotykamy ludzi z którymi to psy wychodza a nie oni z nimi :(

 

I WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO dla Waldka !!!

Posted

Trzeba było brać kraby póki były :D

Ajj nie zdązyłam, padłam akurat chora do łóżka w tym czasie i nie ogarnęłam kiedy się to kończy a kiedy zaczyna.

Zresztą, widziałam że chcą wprowadzać jakieś udoskonalenia, bo paniom nie za dobrze jak ktoś licytuje na sam koniec, a ja często inaczej nie dam rady, bo nim się ogarnę że to już koniec i wskoczę na kompa to bazarek mija...

 

 

Dziś spotkaliśmy się tez z Frankiem - jaki on malutki się zrobił :D

Szelki ciotce odebrały dech w piersiach, pasują, kwestia rozciągnięcia pasków, gorzej że łeb nam słabo przeszedł bo to ma takie wiadro :D

Ale fajnie mu pasują, jestem zadowolona :):)

 

I też często aż mnie "dreszcz" przechodzi jak spotykamy ludzi z którymi to psy wychodza a nie oni z nimi :(

U mnie taki byczek molosowato dogowaty chodzi bez smyczy, ze starszym facetem, wieczorami go zazwyczaj spotykam i też łykam kluche w gardle, bo pies idzie, gość wrzeszczy "stój, wróć, zostaw..." i wszystko co w takim krytycznym momencie można krzyczeć, a pies idzie przyczajony i nabuzowany na nas i ma go w doopie. Jestem pewna że w razie akcji facet by nad nim nie zapanował, nie byłby w stanie go opanować ani nawet odciągnąć...

Zdarzyło mi się spotkać go też na ulicy, ale z jakimiś młodymi chłopaczkami  i w kagańcu, więc nawet jak do nas podszedł to się psychicznie lepiej czułam, choć była między nimi spina, ale Wald spacyfikował, a jak gośc ryknął to tamten tez odszedł od rzucenia się.

 

Ogólnie sam fakt tego że np takie psisko jest na dobrej smyczy i obroży - a szczerze mówiąc w takich układach niech ma nawet i byle jak założoną kolczatkę, niż byle jakąś obróżkę - jest budujące. A jak ma jeszcze dobry kaganiec to już zupełnie rarytas ;)

W sumie nie wiem po co ktoś kupuje sobie molosa i potem odkrywa że nie daje sobie rady. Przy psie 90 kg jest to do przewidzenia, że jak się nie ułoży to już nie jest zabawa...

Posted

Bo te panie mają jakiś ból dupy, ja na następnym bazarku mam zamiar zrobić to samo ;)

 

Ogólnie nie jest do zabronione, taka sama licytacja jak każda inna, choć to faktycznie niefajnie wygląda jak bazarek pusty i nagle 3 ostatnie minuty 100 przebitek, ale taka np ja też tak robię i bynajmniej nie z tego powodu że chcę komuś zaszkodzić ;)

 

Posted

Współczuję chorowania :| Jakaś masakra teraz jest, faktycznie wszyscy chorzy, szpitale są przepełnione. Ja ostatnio miałam mega anginę, a teraz znowu z nosa mi cieknie i boję się co to będzie jak się rozwinie. Kosmos. Zdrówka życzę!

 

Wszystkiego naj naj naj dla Walda :D Pięknie mu w tej taksóweczce.

 

A odnośnie bazarku... hmmmm... no nie obraźcie się, ale bazarek na dogo (gdzie zebrana kasa idzie na potrzebujące psiaki) to jednak co innego niż aukcja na allegro gdzie licytuje się w ostatnich sekundach po to żeby było jak najtaniej. Dziewczyny tam pisały, że wszystko nic, ale chętnie by te obroże policytowały, a nie miały takiej okazji bo ktoś nagle wpadł i w ostatniej minucie zalicytował. Dla mnie to też takie trochę nie halo jest, niedługo snajpera się na dogo będzie ustawiać żeby automatycznie w ostatniej sekundzie przebił.

 

Ja miałam fuksa bo jak się bazar kończył to leżałam z gorączką 39,5 i nie byłam w stanie nawet komórki wziąć do łapy, ale fuks sprawił że akurat nikt się na te moje nie połaszczył ;) Gdyby było inaczej to pewnie też skończyłabym z "bólem dupy" ;)

Posted

Masz rację, ale z drugiej strony taksówki to obiekt pożądania całego dogo, wiele osób nie wchodzi na ten bazarek dla psów, a dla obroży...

Oczywiście że pochwalam że taks to robi dla psów bezdomnych, znacznie chętniej kupuję jak wiem że idzie na bezdomniaki, ale też nie można takiego spojrzenia rzucać że jak kupujesz psu a nie myslisz o bezdomniakach to jesteś be.  Chcę kupić konkretną obrożę pod koniec licytacji - jak jest lepiej : wylicytować w ostatniej chwili coś  na bazarku na bezdomniaki, czy sobie odpuścić z tego względu że komuś to nie pasuje i nie dać nawet tej złotówki więcej?

Jak dziewczyny chcą to niech licytują między sobą, ktoś przyjdzie i przebije większą sumę...a tak to jest cisza z obydwu stron to ludzie widzą że jest martwo i tez się nie rzucają z licytacją.

 

 

Ja już po L4, jutro do pracy, słaba jestem jak licho, ale to chyba ten pies mnie tak osłabia.

Wczoraj nam się nie skleiło nic. Wald nie pobiegał, a i wreszcie pokazał jak bardzo jest niewyżyty. Jak jeszcze rano był spokojny i opanowany tak popołudniu coś w niego wstąpiło jak odkrył że idziemy w pasującą mu stronę - a postanowiliśmy z tż iśc go wybiegać na lotnisko. Gdy już go opanowałam to z kolei zadzwonili moi rodzice że nam chcą przywieźć Kinię i musieliśmy zawrócić do domu...

Wieczorem znów szłam i ... znów zawróciłam bo dostałam telefon od znajomego że by się przeszedł.

Spacer był długi ale smyczowy, co Walda doprowadzało do rozpaczy. Potem puściłam go u znajomego w ogródku i znów za jego przyzwoleniem przekopał im pół trawnika, ale miał numer specjalny - zaczął wyrywać żywopłot z korzeniami...

Jak już go spieprzyłam solidnie i sto razy odwołałam od niecnych czynów to odnalazł swoją piłkę, która tam w ogródku leży, i dopiero wtedy jakoś normalnie się pobawił.

Obydwoje wspomnielismy starego dobrego Amorka, którego mogłam tam w ogrodzie zostawić spokojnie, nie piszczał, nie orał grządek itd tylko spał, ewentualnie od czasu do czasu obszcekiwał przechodniów.

A ten... nieopanowany. I do tego piszczy jak obdzierany ze skóry bo to przecie cycuś mamuni jest i nie umie być sam.

 

 

A zostając w temacie - w czerwcu mam wesele koleżanki.

Tradycyjnie mamy problem z psem, bo to z nikim nie zostanie, piszczeć będzie, przeżywać itd.

Ustaliłam to sobie że muszę go zabrać z nami, jeszcze nie wiem jak ja to zrobię ale jakos muszę, choć to będzie uciążliwe bo tam są dwa ich psy...

W każdym razie nic mi mądrego nie przychodzi do głowy, zawsze imprezowaliśmy z Warchliną, niech tradycja trwa...

Posted

Masz rację, ale z drugiej strony taksówki to obiekt pożądania całego dogo, wiele osób nie wchodzi na ten bazarek dla psów, a dla obroży...

Oczywiście że pochwalam że taks to robi dla psów bezdomnych, znacznie chętniej kupuję jak wiem że idzie na bezdomniaki, ale też nie można takiego spojrzenia rzucać że jak kupujesz psu a nie myslisz o bezdomniakach to jesteś be.  Chcę kupić konkretną obrożę pod koniec licytacji - jak jest lepiej : wylicytować w ostatniej chwili coś  na bazarku na bezdomniaki, czy sobie odpuścić z tego względu że komuś to nie pasuje i nie dać nawet tej złotówki więcej?

Jak dziewczyny chcą to niech licytują między sobą, ktoś przyjdzie i przebije większą sumę...a tak to jest cisza z obydwu stron to ludzie widzą że jest martwo i tez się nie rzucają z licytacją.

 

 

Ja już po L4, jutro do pracy, słaba jestem jak licho, ale to chyba ten pies mnie tak osłabia.

Wczoraj nam się nie skleiło nic. Wald nie pobiegał, a i wreszcie pokazał jak bardzo jest niewyżyty. Jak jeszcze rano był spokojny i opanowany tak popołudniu coś w niego wstąpiło jak odkrył że idziemy w pasującą mu stronę - a postanowiliśmy z tż iśc go wybiegać na lotnisko. Gdy już go opanowałam to z kolei zadzwonili moi rodzice że nam chcą przywieźć Kinię i musieliśmy zawrócić do domu...

Wieczorem znów szłam i ... znów zawróciłam bo dostałam telefon od znajomego że by się przeszedł.

Spacer był długi ale smyczowy, co Walda doprowadzało do rozpaczy. Potem puściłam go u znajomego w ogródku i znów za jego przyzwoleniem przekopał im pół trawnika, ale miał numer specjalny - zaczął wyrywać żywopłot z korzeniami...

Jak już go spieprzyłam solidnie i sto razy odwołałam od niecnych czynów to odnalazł swoją piłkę, która tam w ogródku leży, i dopiero wtedy jakoś normalnie się pobawił.

Obydwoje wspomnielismy starego dobrego Amorka, którego mogłam tam w ogrodzie zostawić spokojnie, nie piszczał, nie orał grządek itd tylko spał, ewentualnie od czasu do czasu obszcekiwał przechodniów.

A ten... nieopanowany. I do tego piszczy jak obdzierany ze skóry bo to przecie cycuś mamuni jest i nie umie być sam.

 

 

A zostając w temacie - w czerwcu mam wesele koleżanki.

Tradycyjnie mamy problem z psem, bo to z nikim nie zostanie, piszczeć będzie, przeżywać itd.

Ustaliłam to sobie że muszę go zabrać z nami, jeszcze nie wiem jak ja to zrobię ale jakos muszę, choć to będzie uciążliwe bo tam są dwa ich psy...

W każdym razie nic mi mądrego nie przychodzi do głowy, zawsze imprezowaliśmy z Warchliną, niech tradycja trwa...

Posted

Moich tez nie, jednakże jakby ktoś to zrobił to nie miałabym wątów. Nawet jeżeli byłaby to osoba, która zaczęła by licytować nagle. Licytacja to licytacja. Było w opcji KT, źle. W licytacji tez źle...

Posted

Jak komuś były na sercu tylko biedne pieski a nie obróżki, to mógł licytować za stówkę, miałby pewniaka :)

Ostatnio Meri zapoznała się z pointerem, chyba z Więcborskich pól czy jakoś tak. Spodobał nam się, bardzo fajny psiak z niego. Moze uda nam sie wybrać kiedyś na spacer ;) Jeszcze się zakocham w pointerach :)  

Posted

Nie wiem, co to za wąty z tą licytacją. Nikt w ostatniej chwili się na moje kraby nie połasił :D

Bo byłam chora ;) Ponapawaj trochę moje oczy tą obróżką, wrzućże foty ;)

 

 

 

Wiecie co...

Tak sobie sumuję te 3 lata bycia z naszym pieskiem...

 

Pojawił się tak nagle, z tych wszystkich planów wysnuł się nagle on.

Czytanie artykułów o rasach, gadania z hodowcami , ambicje, konkursy, treningi, świat sportu , robienie wszystkiego naraz, tresura, psie przedszkole, wszystko wszystko wszystko profesjonalnie... Dobermany, owczarki, goldeny, azjaty, karelskie...

I nagle się porobiło - pointer.

I to nie od pierwszego wejrzenia, bo przecież pierwsze pół roku jego życia goniłam za nim w hodowli ze szmatką i ścierałam siuśki, a potem walczyłam jak żarł mnie po rękach żeby tylko ustawić go do zdjęcia w dobrej wystawowej pozie żeby go ktoś zechciał, jeździłam z nim w pola i na wystawy i uważałam że hodowczyni trochę przesadza że on taki myślący i opanowany...

Tyle miesięcy minęło, żyłam tyle lat napalona najpierw na jego wujka, potem na 2 pieski z kolejnego miotu, potem na jego brata... a on nigdy dla mnie nie zaistniał choć mój tż go uwielbiał a ja zawsze gdzieś idąc myślałam sobie " o tu bym puściła mojego pointera żeby sobie pobiegał...".

I żyłam tyle miesięcy z tym " planuję psa" a on obok mnie i jakoś nam się to nie łączyło.

A potem jedno słowo i miałam już jego.

Nie podniecało mnie że mam szczenię, wręcz odwrotnie, chciałam już dorosłego, najlepiej jakby był mądry z natury...I ładny, bo zawsze mi gdzieś w myślach śmigała sportowa sylwetka, żeberka na wierzchu, twarde udka i forma taka żeby był nie do zajechania. I show, chciałam wystawy, konkursy, tak jak te wielkie psy przy których rzucasz imię i wszyscy mówią " ahhh to ten Walduch?! Ten ?!".

Teraz jak patrzę na niego to powiem szczerze - był brzydki. Płaska głowa, długi tułów, prawie deptał sobie po uszach, nogi mu się zaplatały.

Ale był grzeczny, tego mu nie odmówię, bo nigdy mi się nie przeciwstawił , zawsze uległy i posłuszny. Nie robił zbytnich problemów, chodził ze mną do pracy, jeździł busami pokornie wciskając się pod fotel, dzień w dzień robilismy długie spacery przed i po mojej pracy... Było fajnie. Dał mi to czego nie miałam z Amorem - spokój. Mogłam go puścić i nie martwić się co dalej, bo nawet jakby to pięknie łagodził wszystkie inne zestresowane pieski. Do tej pory pamiętam jak ludzie byli zachwyceni i pytali po jakich on jest kursach że jest tak idealny - że to nie jest możliwe żeby taki młodziak na gwizdek zostawiał wszystko i leciał na złamanie karku do pańci.

A dla mnie było normalne, choć duma mnie napawała, że to wszystko działo się za " ślicznie!" i robił to dla mnie, za nic, zwyczajnie dla mnie choć zawsze istniały troche nagrody smaki i zabawki. Pamiętam nasz pierwszy dysk - tak bardzo chciałam coś z tym dyskiem rozkręcić, początek był fajny, a potem... skichało się, bo ważne zaczęło być tylko bieganie.

Pamiętam jego dorastanie, gdy miał jakies 8 miesięcy przeszedł jakieś załamanie. Największym zaskoczeniem było dla mnie kiedy przestraszył się swojego przyjaciela goldena i uciekł przed nim w stronę ruchliwej ulicy , mimo że z goldenem widzieliśmy się dzień w dzień.

Wtedy też zaczął warczeć na ludzi i obszczekiwać. A to było trudno wytępić bo wszyscy wyciągali do niego łapki i zaczepiali...

Właściwie tak myślę że przeszlismy dużo, to dobre, jestem z tego dumna że nam się udało.

Udało nam się wyplenić to warczenie.

Udało nam się dogadać w polu - a to dla mnie ważne, bo to jakby nie było podstawa jego istnienia. Udało nam się zapanować nad gonieniem sarenek i wypracować fajną stójkę, odwołanie itd.

Przeszliśmy drugi ciężki okres kiedy Wald poczuł dorosłość i zapomniał o posłuszeństwie. Do tej pory pamiętam jak nagle odkryłam że wczoraj był super a dziś nie mogę go opanować.

Przeszliśmy też ostatnie problemy z nowym mieszkaniem, starciami z psami itd.

Było w tym wszystkim wiele załamań, były zwątpienia " czy dobrze zrobiłam biorąc taką rasę? czy jestem w stanie sobie dać radę czy może to jedak pies nie dla mnie i bez sensu się z nim wzajemnie męczyć?", a dobre dusze niejednokrotnie podkładały w krytycznym momencie nogi żeby udowodnić nam naszą beznadziejność. Za to w sumie dzięki, bo pomogło się zmobilizować, choć dało zbyt wiele myślenia, a za duża ilość analiz nigdy nie pomagała.

To mój postawowy błąd w tym wszystkim - za dużo myślałam, za dużo kombinowałam. Chciałam odpowiedzialnie, wyprzedzić zdarzenia, ale pominęłam psa, a to on był w tym wszystkim najważniejszy.

Wald mnie nauczył wiele, przede wszystkim doceniać drobiazgi i przyzawać się przed samą do błędów.

Zawsze dziwiłam się jak ktoś się może zachwycać że np jego pies czegoś nie zrobił tylko zachował się normalnie.

Teraz rozumiem. To ważne, trzeba doceniać te małe rzeczy, choćby świat tego nie rozumiał.

Przez te 3 lata Wald zmienił się nie do poznania.

Z infantylnego baranka zrobił się samcem. Dojrzewanie trochę mu zajęło, ale już wiem że jest dorosłym psim panem i choć czasem zachowuje się jak naćpany bażantami to ma mózg i ten mózg pracuje na dużych trybach.

Przez wszystkie szkolenia i przeboje związaliśmy się.

Jeszcze niedawno tak chciałam mieć z nim kontakt, martwiło mnie że woli się skupić na wypatrywaniu ptactwa niż na patrzeniu na pańcie, teraz znacznie częściej dostaję od niego " jestem. słucham" choć nie zawsze jest to idealne ale wiem że jest za mną.

Jestem dla niego ważna, może aż zbytnio, trochę go rozcyckowałam i jest może zbytnio "słodzinką mamuni" ale cóż...

Doceniam ogromnie każde spojrzenie, i to że tyle potrafi, tak bardzo chce współpracować i wykonywać wszystko dobrze...

Dziś spojrzałam na niego kiedy mijaliśmy jazgoczącego na smyczy foxa, kobieta tamtego nie mogła opanować, a Wald ... spojrzał na mnie, pomerdał ogonem jakby konsultował się " widzisz? a ja jestem mądry" i zachował się zupełnie statecznie.

W takich chwilach myślę sobie " boże, to nasze. To myśmy razem do tego dotarli. Ani ja bym nie zrobiła tego bez niego ani on beze mnie...". Cudowne.

Co się jeszcze zmieniło - jestem bardziej za nim.

Może to głupie ale mniej wymagam. Dawniej chciałam takiego pokazowego pieska, żeby chodził jak katarynka, nigdy nie miał żadnej wpadki, zawsze wpatrzony w pańcię... 

Teraz dostał ode mnie pełną akceptację, cokolwiek się stanie będziemy w sojuszu, a jedno za drugim pójdzie w ogień jak trzeba będzie.

Jestem go pewniejsza, zaczęłam bardziej obserwować co mówi swoim ciałem i choć daleko mi jeszcze do dobrej analizy to on wie, że jestem z nim, a nie przeciwko.  Staram się przewodzić mu odważnie, a nie być pańcią oh ah jak ja mam się zachować.

Nie zakładam co będzie, w przeróżnych sytuacjach zamiast wycofać się, ściągnąć krótko smycz i opanowywać go nim to potrzebne, obserwuję. Daję mu więcej wyboru, skończyłam z moim " masz się zachować tak a tak", to on decyduje a ja mu wierzę bo to mądre psisko, jest naprawdę rozsądny.

Wiele rzeczy robię jeszcze źle, pewnie nigdy się nie nauczę tak do końca pojmować psią logikę.

Choć nie ukrywam że Wald czasem zdaje się nielogicznym psem., jak patrzę na jego kumpli to wydają się być tacy prości.

Metody które działają na 100 psów po Waldzie spływają, a jego zainteresowania odbiegają zupełnie od wszystkiego.

Jeszcze niedawno pokroiłabym się żeby w parku aportował mi tą cholerną piłkę, a nie tylko pole pole pole...

Nagle zauważyłam że on to robi, tylko nie maniakalnie, a dla frajdy , wspólnej i tam gdzie jest do tego miejsce.

Ogólnie przez to wszystko stał się tak bardzo "dla mnie" a nie taki ogólny. Skończyłam oczekiwać od niego. Nie musi dobrze wyglądać, ani umieć sztuczek, ważne żeby był stabilnym i szczęśliwym psem. Nie musi jeździć na show i stawać na podium ani dawać się na ulicy macać jak maskotka na Krupówkach. Ma prawo spać i jeść kiedy mu się podoba i nawet ma trochę prawa do kopania w ziemi byleby nie orał i wyciągał żywopłotu z korzeniami tak jak wczoraj. Wybaczam mu nawet jego "sik maniakalny wielkim slalomem" czyli drzewko w prawo, krzaczek w lewo.

I te buty zeżarte mu też wybaczam, choć mi wstyd jak ktoś pyta co mi się z podeszwą stało, ale najważniejsze że sobie teraz leży rozwalony na swoim materacyku i pierdzi radośnie, a nie schizuje i przeżywa jak ta gąbka co się nawchłaniała brudu i teraz musi to gdzieś wypuścić.

Doceniam go za wszystko. Choćby to było najzwyklejsze na świecie.

I mam nadzieję że te kolejne lata będą się nam układać, bo nie ukrywam że ostatni czas był stresujący i tragiczny, a to co się działo odbiło się też na psie.

I prawdę mówiąc ciekawa jestem co będę wspominać za kolejny rok, ale się chyba o to martwić nie muszę, bo od tego jest dogomania ;)

  • Upvote 1

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...