Majkowska Posted May 19, 2014 Author Posted May 19, 2014 Wola istnienia. napisał(a):Jśli moge nieśmiało spytać- dlaczego akurat pointer? Pytam z czystej ciekawosści, bo nigdy nie udało mi sie go zobaczyć (niestety) na swojej wsi oraz w Łodzi, w ktorej swojego czasu byłam co weekend, spacerując po parkach i mniej zaludnionych uliczkach. Bardzo ładny ten Twój Waldek! :) Dlaczego ta rasa - to też moje ulubione pytanie,też mnie to zawsze interesuje czemu ktoś wybrał takiego psa a nie innego ;) Pisałam już 200 razy, ale powtórzę raz jeszcze ;) - od wielu lat z pointerami miałam praktycznie codziennie do czynienia, jakieś 6 lat temu poznałam hodowczynię , która wciągnęła mnie w ten świat , goniłyśmy wspólnie po polach, jeździły na konkursy, wystawy, podczytywałam też o nich trochę choć w opisach nie wyglądają tak ładnie jak w rzeczywistości. Choć nigdy mnie do myślistwa nie ciągnęło to spodobała mi się cholernie ich praca, to z jakim potwornym zaangażowaniem to robią i jaką mają precyzję (ecześniej spotykałam się z wyżłami czy seterami ale zawsze polowanie miało dla mnie jakąś obrzydliwą morderczą formę, więc i te psy się przedstawiały na tym świetle kiepsko) a stójka z sekundowaniem na kilka psów to już w ogóle rarytas. Zawsze ciągnęło mnie do sportu, do aktywności z psem, poprzedni mój kundel niestety nie miał absolutnie żadnych predyspozycji,więc szukałam jakichś ras, ale każda miała to "ale". Po obcowaniu z Amorem jako agresywnym terytorialnym dominantem powiedziałam sobie że na pewno nie chcę psa z ostrym charakterem,mimo że myślałam nad kilkoma rasami które absolutnie łatwe w prowadzeniu by nie były. Życie z pointerami mnie jakoś do nich przyzwyczaiło, nawet z ich popyrtaniem, choć nie każdy jeden pointer jest aż tak szalony. Codziennie byliśmy w polach, brałam je na spacery czy nawet hodowczyni mi je zostawiała jak wyjeżdzała, pomagałam chować kilka miotów i jakoś mi ten pointer wszedł w krew. Tym bardziej że mając hodowce w tak bliskich relacjach byłam w dość dobrym położeniu bo zawsze mi pomogła czy doradziła w razie problemu, poprowadziła przez całe polowe zawijasy, no i stoi nad karierą wystawową i użytkową do tej pory pilnując :D Ogólnie pointer mi odpowiada całokształtem - jest żywiołowy, dobrej wielkości, o miłym usposobieniu, z reguły łagodnym do ludzi i innych zwierząt, chętny do aktywności : pojeździ się z nim i na rowerze, i pobiega, i przejdzie najdłuższą górską trasę , i poskacze trochę przez przeszkody, no i pole przede wszystkim, a i to lubię. I nie powiem- jest jakimś wyzwaniem. Czasem wydaje mi się że aż za mocnym wyzwaniem :lol: To dlaczego wybrałam akurat Waldka jest już bardziej skomplikowaną i niezależną ode mnie kwestią, której wolę nie analizować :evil_lol: Quote
Majkowska Posted May 19, 2014 Author Posted May 19, 2014 agutka napisał(a): podnietka ,podnietką ale w wielu przypadkach np jak u mojego psa żadna podnieta + trzęsienie się nie jest wskazane ;) nawet pozytywne podnietki gdy są codziennie bardzo niekorzystnie wpływają na serduszko co może także owocować problemami:shake: jeżeli pies codziennie ekscytuje się z byle czego ("pozytywnie" ) tak czy siak staje się dość nerwowy po jakimś dłuższym czasie;) Bo chyba trzeba rozróżnić nadmierne podniecenie odbierające umysł od zwykłej radości, pasji i zdrowej przyjemności. No i odpoczynek zarówno ciała jak i umysłu. Dla mnie to też ważne,a niestety czasem się chce tak bardzo psa zaspokoić że się o tym zapomina. Sama tak zrobiłam na początku : biegałam na potęgę, brałam psa do pracy żeby się nie nudził w domu, brałam go wszędzie, narażałam go na notoryczne bodźce, a do tego jeszcze galop galop galop ciągły galop, aktywność która go cieszyła ale tak się w nią wkręcał że nie umiał znaleźć końca. To i owszem, było niezdrowe. Ale tak żeby powiedzieć ahh muszę mojego psa zamknąc w klatce żeby się nie stresował, zero ruchu , zero bodźców to też nie jest pomoc. Wyciszenie psa ok, jak najbardziej, ale wg mnie takie wysterylizowanie świata bodźców też mu nie pomoże szczególnie że żyjemy w haosie i hałasie i ten pies za każdym spacerem do tego wraca... Quote
agutka Posted May 19, 2014 Posted May 19, 2014 tak ale mówię o tym żeby nie dopuszczać psa do takiej ekstazy że się aż trzęsie na każdym kroku ;) takie zachowania szybko przecież my właściciele potrafimy utrwalić a psy nadto pobudliwe jak np Leda szybko zachodzą w stan bzika dlatego trzeba starać się właśnie taki stan starać się za tłumić ;) my obecnie jesteśmy na dobrym etapie bo Ledzi już się tak nie trzęsie z ekstazy i pobudzenia na każdym kroku a to w grzeczniejszym zachowaniu w miarę skutkuje ;) Wiadomo jakieś laski czy inne miejsca są jeszcze do długiej pracy no ale mówię tu o zwykłym spacerku na smyczy ;) Quote
Majkowska Posted May 19, 2014 Author Posted May 19, 2014 To co napisałaś jest jak najbardziej ok. Nadmierna ekscytacja nie jest dobra. Ale też zauważam jakiś trend na psi stres,czy tam dominację, ok psy to mają, ale jakoś za często i w tym wszystkim przynajmniej ja nie umiem czasem odnaleźć logiki. Quote
Baski_Kropka Posted May 19, 2014 Posted May 19, 2014 Ehh Waldkowa.. jak ja Cie rozumiemz tym twoim poczuciem bezradności... Jedziemy sobie wczoraj po zajebiaszczym spacerzepo lesie i nad jeziorem... pies jedzie autobusem wyluzowany a tu BUM! Ktoś w połowie drogi strzelił petardą koło autobusu...:placz: Nie musze pisać czym to się skończyło... pies wpadł w panike i dziką trzęsawkę :( Czasem nei mamy wpływu na to co się dzieje kogo spotykamy i jak te osoby/psy reagują... ja się cieszę chociaż, że mam wsparcie w TZ. Może nie każdy mój pomysł bardzo pochwala, ale mnie wspiera i stara się dostosować jeśli chodzi o psa... Quote
Majkowska Posted May 19, 2014 Author Posted May 19, 2014 Mój z niestety nie przejawia zbytniego zaangażowania, choć kocha Warchlicze i wiem że chce mu pomóc. Ale jest w jakiś tam sposób pocieszający jak on na spacerach nie może wytrzymać nerwowo pierwszy , jak mu mogę oddać psa i wrzeszczeć " nie szarp go!!" i poprawiać średnio co drugi krok, wtedy sobie mówię " widzisz, z tobą nie jest tak źle" :diabloti: Choć wczoraj z nim w parku ćwiczył i szło im dobrze, mam nawet filmik. Podobno ze mną chodzi identycznie, ale ja tego wcale nie widzę. Wald na szczęście nie boi się niczego , a wszelki huk go podnieca bo przecież ptaszki lecą jak coś strzeli i jest fantastycznie. No może jedno go stresuje - mój krzyk, i to nawet nie skierowany bezpośrednio do niego. Czasem krzyknę do Kinki jak ta wrzeszczy w niebogłosy żeby ją przekrzyczeć i choć jesteśmy w drugi pokoju to zaraz widzę po Waldku że coś jest nie tak, bo już patrzy na mnie jakby błagał o litość. A dzisiaj czuję się względnie ok, ba nawet mam ochotę iść i ćwiczyć, wiem że mi przejdzie jak tylko wyjdę na spacer :p Quote
Majkowska Posted May 19, 2014 Author Posted May 19, 2014 No i mi przeszło...przeszłoby właściwie, bo jakoś wytrzymałam.Ostatni raz byłam na spacerze z tż w każdym razie, bo w końcu się naprawdę rozwiedziemy o psa. Wolę już mieć psa do szkolenia i Kinkę w wózku niż żeby TŻ sie za mną wlókł i jojczył gorzej niż ten pies. Wchodzimy na ścieżkę, szykuję się, jeszcze dobrze nie zaczęłam a tż do mnie już znudzony " no idziesz????!!!" i znów czy ja coś widzę poza psem, czy ważny jest pies czy rodzina... Odpowiedziałam tylko że Wartkunia też jest moją rodziną i... poszłam w drugą stronę motając się i zawracając po stokroć. Usiłował mnie dogonić,ale w efekcie nagonił się tylko za mną, bo robiłam 2 kroki, zwrot, 2 kroki, zwrot... Wściekła na niego byłam bo pałęta się za mną i skrzeczy, zamiast wziąć dziecko, usiąść na ławce, pobawić się z nią, poczekać jak ja sobie na spokojnie zrobię itd. Wreszcie wyszarpałam mu wózek i stojąc nad nim niemalże z batem wymusiłam żeby się zajął Warchlem. Oczywiście kiedy nie patrzałam szarpał go, choć udawał że nie i klikał w powietrze gdy pies miał go w dupie. Generalnie dużo napiętej smyczy, dużo szarpania, 2 razy Warchl leżał w rowie bo mu się znudziło chodzenie z pańciem, a głównym osiągnięciem szkoleń było to że tż sobie mógł przy Waldku zapalić... Wreszcie posadziłam go na ławce i poszłam sobie sama ćwiczyć. Szło lepiej, ale nie dobrze, w każdym razie pies mi się nie odciął mimo obecności ptaków i psów. Trochę pobawiliśmy się i znowu ćwiczonko, trochę gonitwy i ćwiczonko. Jak odmówił smaczków to zaczęłam zamiast podawać to mu je rzucać więc on zachłannie łapał patrząc czy czasem nie rzucę jeszcze ;) Może znalazłam jakiś tam sposób, choć od tych smaków już ma sraczkę, a karma nie jest taka atrakcyjna... Na koniec stwierdziłam że był całkiem niezły i postanowiłam go nagrodzić bieganiem w polu. Przegonił się fest, obleciał całe okoliczne chaszcze, a następnie wpadł na babę rozrzucającą gnój... ale bez większych ekscesów. Nie naszczekał dziś na nikogo mimo że miał okazję - zaczepiły go starsze panie i zaczęły głaskać, kilkoro dzieciaków wymachiwało rękami poszczekując i wpadliśmy na jakąś grupę niepełnosprawnych którzy wykonywali przeróżne kwiki i tiki. Być może to też moja kwestia bo za każdym razem kiedy taką osobę spotykałam starałam się odwrócić głowę i zignorować. Zawsze się spinam analizując czy czasem mój pies nie postawił uszu, czy się nie zjeżył , nie zadarł ogona, nie chce szczeknąć itd. Tu nic nie zrobiłam i chyba wyszło lepiej. W polu też chodził fajnie , bardzo grzecznie i na gwizdek od razu wracał. Po gonitwie szczęśliwy zażył kąpieli w kałuży. Tż NAKAZAŁ mi od tej pory nosic na spacerki 5 l kanister z wodą żeby Warchlaczek miał się gdzie ochłodzić :D Pod samym domem spotkaliśmy najpierw naszą jedną znajomą - radość sięgneła zenitu, Wald ją uwielbia! Wycałowali się do granic możliwości, a następnie znajoma zamówiła Warchla na jutro na bieganie. Hmm, zobaczymy co im z tego wyjdzie, ale niech idzie ;) Następnie spotkałam tą znajomą co mi Walda obiecała szkolić - a to pech, akurat jak zgłosiłam się na szkolenie to ona mi oznajmiła że może już powrócić i możemy się spotykać. Mimo wszystko zostaję już przy jednym szkoleniu, choć właściwie metody nic się nie róznią, ale zawsze mogę ją potraktować jako wsparcie dodatkowe, które czuję że jest mi potrzebne :oops: Quote
Majkowska Posted May 19, 2014 Author Posted May 19, 2014 A w temacie szkoleń, to jako że odpaliłam aparat to prezentuję moją nową panią szkoleniowiec - w jej rękach wszystko, tylko ona umie okiełznywać tak trudne przypadki jak Warchlicze :D Kliker i smaczki gotowe, pies na stanowisku zwarty i gotowy do współpracy :D najpierw nauka równania : Quote
Majkowska Posted May 19, 2014 Author Posted May 19, 2014 i jeszcze jedno z sesji polowej czyli czarno na białym : Quote
ewaal1982 Posted May 19, 2014 Posted May 19, 2014 Wsparcie dodatkowe zawsze mile widziane. Jeśli chodzi o pana J. to daje mi takie poczucie, że mogę zadzwonić, czy napisać. Zawsze powie co w takiej , a w takiej sytuacji. Jak proszę, żeby przyjechał nigdy nie odmówił. I jest zainteresowany, co robię z psem, jak pies się sprawuję i jak sobie ogólnie dajemy radę. Wspiera nawet na odległość, co jest strasznie fajne. Jeśli metody mają podobne to wsparcie znajomej przecież mile widziane ;) TŻ bardzo by mógł pomóc w szkoleniu, szkoda ,że jesteś z tym sama. Też jestem sama z Kosmicznym,więc znam ten ból. I wiem jakie to czasem irytujące. Mama tylko utrudnia zadanie i rozpuszcza go okrutnie.Ciężko jej się dziwić, mój pies jest stworzony do rozpuszczania :loveu:Tyle, że ona z nim nie wychodzi na spacery przez kręgosłup. Po tym jak ją wyszarpał na początku ze dwa razy, oznajmiła ,ze siły na to nie ma i że sorry :D Dlatego pewnie jest o wiele lepiej.W domu znów, on raczej grzeczny jest, poza darciem mordy na każdy szmer na klatce, ale o to go nie opierniczam - w końcu pilnuje chałupy.Mnie też czasem brak cierpliwości i nie potrafię np chodzić z Kosmitą po schodach, tak jak J> Brakuje mi cierpliwości do tego. I tak ładniej chodzi i nie leci, ale to nie jest idealne chodzenie przy nodze. Trzymam kciuki za szkolenia, niezależnie czy z Panem J, czy ze znajomą :) Quote
kalyna Posted May 19, 2014 Posted May 19, 2014 Jak masz zły dzień to nie zabieraj się za szkolenie psa, bo wtedy i psy się obrywa... albo walnij sobie kielicha i wrzuć na luz :evil_lol: Ale masz marudę, tego TŻta :evil_lol: Jaki Warchlunio to pilny uczeń przy Kini :loveu: nie wiem po co chodzisz do szkoleniowca, jak w domu masz takiego zaklinacza Waldka :lol: Quote
Pani Profesor Posted May 19, 2014 Posted May 19, 2014 https://lh3.googleusercontent.com/-T9C9CcAtKGs/U3p3Dk82jJI/AAAAAAAAYys/gzuF-_3OfGw/s640/zjemy.jpg :grin: Quote
Szura Posted May 20, 2014 Posted May 20, 2014 podnietka ,podnietką ale w wielu przypadkach np jak u mojego psa żadna podnieta + trzęsienie się nie jest wskazane ;-) nawet pozytywne podnietki gdy są codziennie bardzo niekorzystnie wpływają na serduszko co może także owocować problemami:shake: jeżeli pies codziennie ekscytuje się z byle czego ("pozytywnie" ) tak czy siak staje się dość nerwowy po jakimś dłuższym czasie;-) A ja się z tym nie zgodzę. Mam psa, którego cieszy wszystko, banalnie łatwo go nakręcić, jest zawsze gotowy do zabawy, szalonych czułości czy pracy. Jednocześnie jest jednym z najbardziej wyluzowanych psów, jakie znam. ;) Jara się piłką - i to jak! - ale jeśli padnie 'wystarczy, koniec' to nie ma problemu, żeby zajął się sobą czy czymś innym. A jest to pies stale podkręcany, bo ja bym jednak chciała większego wariata, choć oczywiście wszystko z umiarem. ;) Też mi się wybitnie nie podoba ten trend "wyciszajmy pieski i oszczędzajmy im stresu". Owszem, znam psy nerwowe, nieumiejętnie i przesadnie nakręcane. Znam psy zafiksowane na piłce niezdrowo. Ale to są skrajności. Już mnie raz jakaś panienka na spacerze zaczepiła i zaczęła mnie opierniczać, że nie powinnam Yukiemu rzucać piłki więcej, niż 10 razy dziennie, bo się piesek zafiksuje i zestresuje. :evil_lol: A i mój znajomy, szkolący psy, po tym jak opisałam mu nasze problemy z szarpakiem od razu stwierdził, że fiksacja piłką i trzeba odstawić. Szkoda, że ocena padła bez obserwacji, jak pies się bawi i jak zachowuje, gdy zabawa się kończy. ;) Quote
Majkowska Posted May 20, 2014 Author Posted May 20, 2014 kalyna napisał(a):Jak masz zły dzień to nie zabieraj się za szkolenie psa, bo wtedy i psy się obrywa... albo walnij sobie kielicha i wrzuć na luz :evil_lol: Musiałabym chodzić narąbana 24/24 :diabloti: A tak serio to chyba faktycznie se walnę. Szura napisał(a):A ja się z tym nie zgodzę. Mam psa, którego cieszy wszystko, banalnie łatwo go nakręcić, jest zawsze gotowy do zabawy, szalonych czułości czy pracy. Jednocześnie jest jednym z najbardziej wyluzowanych psów, jakie znam. ;-) Jara się piłką - i to jak! - ale jeśli padnie 'wystarczy, koniec' to nie ma problemu, żeby zajął się sobą czy czymś innym. A jest to pies stale podkręcany, bo ja bym jednak chciała większego wariata, choć oczywiście wszystko z umiarem. ;-) Też mi się wybitnie nie podoba ten trend "wyciszajmy pieski i oszczędzajmy im stresu". Owszem, znam psy nerwowe, nieumiejętnie i przesadnie nakręcane. Znam psy zafiksowane na piłce niezdrowo. Ale to są skrajności. Już mnie raz jakaś panienka na spacerze zaczepiła i zaczęła mnie opierniczać, że nie powinnam Yukiemu rzucać piłki więcej, niż 10 razy dziennie, bo się piesek zafiksuje i zestresuje. :evil_lol: A i mój znajomy, szkolący psy, po tym jak opisałam mu nasze problemy z szarpakiem od razu stwierdził, że fiksacja piłką i trzeba odstawić. Szkoda, że ocena padła bez obserwacji, jak pies się bawi i jak zachowuje, gdy zabawa się kończy. ;-) Właśnie to gdzieś podkreśliłam co napisałaś ;) Też słyszałam nieraz że Waldka powinnam zgasić , wyciszyć do zera żeby go zwierzyna nie obchodziła. Przy czym każdy jednogłośnie wrzeszczy że to pies myśliwski i powinien polować :lol: On jest w jakiś sposób zafiksowany, owszem, ale zastanawia mnie to - jeśli on kocha polować, jeśli on chce pracować, a szukanie jest dla niego sensem istnienia to po co właściwie mam mu to zmieniać i na siłę zastępować mu to czym innym? Dla mnie praca z nim jest przyjemna, lubię tą jego polową sztukę i nie chce tego wyrzucać. Zresztą, to jakbym chciała nauczyć polowania bordera czy maltańczyka , pewnie jak włożę w to mnóstwo pracy to nauczę tak jak i Waldka nauczę wiele różnych rzeczy. Ale po co właściwie to robić... Wczoraj tak analizowałam wypowiedzi krążące w necie i czasem wychodzi na to że pointer właściwie nie jest dla nikogo, bo to tak trudne i dzikie stworzenie które pędzi tylko za instynktem. A jakoś te pointery żyją i nawet niektóre nie polują , a nawet jak polują to zachowują się na codzień ok. Nasz problem to chyba że nie nauczyłam go z tego trybu pracy wyłączyć się i żyć normalnie. I mam nadzieję że to wypracujemy nic w nim nie gasząc. I zaczynam trochę bardziej rozumieć co robimy i dlaczego, że nie chodzi o to co chciałam uzyskać - wyszkolonego psa, chodzi o to żeby ten pies chciał ze mną współpracować i czerpał z tego przyjemność. Mam nadzieję że do tego dojdziemy :):) Quote
agutka Posted May 20, 2014 Posted May 20, 2014 Sznura napisałaś że mówisz koniec i pies się wycisza.... ok a co jak pies tego nie potrafi? albo wyciszanie trwa dość długo? to chyba lepiej starać się nie doprowadzać go do jakiejkolwiek ekstazy no nie ;) Ja lubię jak pies się na coś pozytywnego nakręca ,nie porównuje tego do stresu lecx jedno słowo i psiak powinien wrócić do normy, z tym że rozmawiamy o ekstazie u psa z jakimś problemem. Inna sprawa jak pies nie zna hamulców np na ludzi czy psy( na widok trzęsie się) czy to radość czy agresja jest to niezdrowe i uciążliwe dla obojga. Psia ekscytacja powinna być wielbiona przez właściciela i psa w danej sytuacji a sam pies powinien mieć równo pod sufitem ;) Majkowska- po moim dzieciaku stwierdziłam że maluchy są najlepszymi szkoleniowcami !! :D pies ma robić to co dziecko chce a nie jakies delikatne metody ha,ha Kinia świetna jest ;) Quote
Majkowska Posted May 20, 2014 Author Posted May 20, 2014 Agutka, wiadomo , nie pozwalasz psu wchodzić w ekstazę ale też pisanie żeby go nie biegać ani sie z nim nie bawić żeby się nie stresował to lekka przesada ;) Wstałam w takim dobrym nastroju i już się gotuję :angryy::angryy: Wzięłam się za pranie ciuszków małej, Kinkę puściłam z Waldkiem na dywan w pokoju teściowej i zerkam uśmiechnięta jak tam sobie grzecznie siedzi ,obserwuję ją non stop a ona siedzi i się bawi bąkiem za firanką a pies patrzy. Nagle Kinka kaszle i kaszle, wyglądam z łazienki a ona między nogami trzyma GARNEK z jakąś breją i to zjadają z psem!:crazyeye:. Złapałam ją natychmiast , wyciągam jej to z ust, a ona ma w gardle liść laurowy i jakiś kawałek mięsa...Cały dywan w tej brei, pies to wpieprza aż mu sie uszy trzęsą, ona brudna w jakichś farfoclach kaszle... Przeżyłam chwilę grozy,roztrzęsłam się makabrycznie , bo przecież na moich oczach by się dziecko udusiło mimo że siedzi mi praktycznie pod nogami a ja na nią cały czas patrzę...Szok. Normalnie jak teściowa przyjdzie to ją tak zj....ę, tłumaczę jak łomowi, zbieram wszystko z szafek co może być ostre i szkodliwe, a ona se garnek z jakimś starym żarciem zostawia na ziemi...:angryy: No bo w sumie gdzie, przecież dziecko ani pies z lodówki nie wyciągnęło, a w to żeby Wald skądś przytargał nie wierzę... Quote
Pani Profesor Posted May 20, 2014 Posted May 20, 2014 wiem, że w tym nie ma nic śmiesznego, ale mnie tak nieziemsko bawią takie perypetie, że szok :D jak Ci przejdzie złość to sama będziesz się śmiała, że się dwa zbóje w porozumieniu pożywiły na własną rękę :D a teściowej chyba trzeba nasypać szyszek pod kołdrę :roll: Quote
Majkowska Posted May 20, 2014 Author Posted May 20, 2014 To przyjdz do mnie, to będziesz miała perypetie...:roll: Co dzień to samo - ja chowam dekoder żeby kabel nie wisiał,teściowa wyciąga i zaraz Kinka łapie przełącznik i jej psuje narażając się na porażenie prądem, ja chowam, ona zrzuca... Wczoraj odkurzałam jak wariatka szorując dywan dzisiaj juz podłoga zasypana tytoniem, w kuchni bułka i farfocle z cebuli... Quote
4Łapki Posted May 20, 2014 Posted May 20, 2014 Teściowa to najwidoczniej jednostka niereformowalna... Oby udało się Wam szybko stamtąd czmychnąć, bez niej oczywiście... Szkoda nerwów po prostu, bo to odbija się na Was wszystkich :shake: Quote
Pani Profesor Posted May 20, 2014 Posted May 20, 2014 inna sprawa, że trudno też zmienić czyjś styl życia "u siebie" - moja mama w domu rozkłada moje rzeczy jak jej się podoba, nie rozumie, że mam 24 lata i mogę mieć pretensje, nie widzi problemu w wepchaniu mi rąk do torebki "bo ja chciałam wziąć gumę" (i serio chce gumę, ale mimo wszystko - można spytać, cholera wie, co ja tam noszę :diabloti:), ogólnie wszystko ma być pod jej dyktando i jak wyjdę i wrócę, to zastanę np. swoje rzeczy z walizki wypakowane po szafach, "bo jak to tak będzie leżeć"... ...za to kiedy przyjechała do mnie,to po krótkiej reprymendzie uznała "twój cyrk, twoje małpy" i nawet nie sprzątała wszystkiego opętańczo :diabloti: może teściówka ma tak, że skoro tak żyła przez x-lat to "nie będzie jej tu nikt rozkazywał", do tego dodać charakterek i masz problem... ...życzę rychłej wyprowadzki :cool3: (tylko gdzieś blisko mnie :placz:) Quote
Małgonia Posted May 20, 2014 Posted May 20, 2014 Jak ja się ciesze, że nie mieszkam ani z rodzicami ani z teściami, choć i takie propozycje nam już padały. Moge mieć swoja niepozamiataną podłoge, nieumyte gary i niepodlanego jedynego mojego kwiatka, ktory o dziwo rośnie aż miło :lol: Quote
Franca81 Posted May 20, 2014 Posted May 20, 2014 Pani Profesor napisał(a):Franca, a podzielisz się, jakie stosujesz metody, żeby ograniczyć suce stres? u nas podobno problem leży również w stresie psa, ale nie wyobrażam sobie go nie wybiegać, nakręcanie go piłką i gonitwa naprawdę mu daje radość - jak to zrobiłaś, że suka nie biega i nie wariuje, a jest jednocześnie spokojniejsza? u nas to się wyklucza, im dłużej Pat nie biega, tym gorzej się zachowuje. Chętnie się podzielę ale to chyba na PW by już wątku nie zaśmiecać. ;) Majkowska napisał(a):Ten facet jest behawiorystą i zajmuje sie problemami. Z tego co z nim wczoraj gadałam to jest po jakichś kursach, więc podbudowałam się że nie robi tego na ślepo ;) Ogólnie napiszę i nie piję do Ciebie ani nie podważam umiejętności powyższego szkoleniowca - najpierw warto sprawdzić jakie ktoś ma kwalifikacje. Bo kursów jest mnogo a ludzi co im się wydaje, że są dobrzy jeszcze więcej. Nawet na dogo szalała dość niedawno samozwańcza zaklinaczka psów... Dentystów też kilku było co gabinet otworzyli a nawet studiów nie mieli ukończonych. ;) Majkowska napisał(a):Nie uważam wpajania każdemu psu stresu , a zauważyłam że teraz wchodzi taka teoria że pies jest zestresowany, zbombardowany bodźcami itd. W takim układzie stresu nie mają tylko pieski które tkwią na kanapach czy stoją przy budach, bo nie ruszają się, nie mają bodźców. Nie wiem czy to było do mnie skierowane czy ogólnie. Bo ja nigdzie nie napisałam, że każdy pies jest zestresowany i najlepiej przypiąć do budy.... Napisałam jedynie że ja mam psa z dużym problemem i musi mieć wprowadzonych sporo ograniczeń a nie że każdy pies powinien tak mieć. Mój pies został zdiagnozowany przez weterynarza, certyfikowanego behawiorystę i szkoleniowców. Więc to nie jest tak, że sobie wymyśliłam teorię i kurczowo się jej trzymam. Majkowska napisał(a):Ja to samo. Kupić pointera i przetrzymywać go w 4 ścianach wychodząc tylko na 15 minut sikać i to na pełnym skupieniu żeby się nie stresował - dla mnie bez sensu. Faktycznie, obserwuję coś takiego u Waldka że jak nie biega to jest spokojniejszy. Ale nie nazwałabym to spokojem szczęśliwym, wygląda jakby nie żył - łeb spuszczony, bez reakcji, bez kontaktu, leży cały dzień i wzdycha...Im więcej nie biega tym bardziej się zamyka w jakimś świecie martwym, nie chcę na niego takiego patrzeć, dla mnie on jest spełniony kiedy gna przez pole i spełnia swoją naturalną potrzebę ruchu. Przy tym chcę żeby był psem fajnym w codziennym obyciu, i to jaki jest nie wypływa z jego rasy, bo przecież nie każdy pointer jest taki jak on. Tak jak napisała gops - wybrałam tą rasę z jego wszystkimi dobrodziejstwami i muszę jakoś to okiełznać, tymbardziej że nie idę w jakiś straszliwy problem rzędu dzika agresja czy lękliwość tylko chcę sobie zwyczajnie poprawić kontakt z psem. Póki co brnę w to co mi gość powiedział, nie zrobię psu tym krzywdy,bo to bardzo delikatna metoda a czy efekt będzie to się okaże. Z klikerem coś tam ćwiczyłam, ale potem mi go teściowa gdzieś wywaliła i tak oto ćwiczenia skończyły się, teraz go odnalazłam i zaczynam znowu. Wald na kliknięcie patrzy na mnie, zdarza się że merda ogonem, zdarza się ze ma w nosie klikanie, a i często nie przyjmuje smaka, bo ma ważniejsze priorytety. A gdzie ktoś napisał, że powinnaś z nim wychodzić tylko na 15 minut i w pełnym skupieniu? Bo jakoś znów mi jakimś przytykiem podchodzi. Gdybyś poznała mojego psa to takie spacery mają sens i to bardzo wielki. Pani Profesor napisał(a):no i właśnie o to mi chodzi, nie wyobrażam sobie unikania sytuacji 'stresujących', czyli po prostu wysokiego progu pobudzenia. inna sprawa, że mogę sobie darować domowe robienie orgii, bo szkoleniowiec absolutnie mi zakazał, ale z drugiej strony - ostatnio lało non stop, pies się nudził jak diabli, więc i tak mu zrobiłam obóz treningowy pt. "biegamy z szarpakiem w gębie i drzemy mordy na cały blok", ganiał za piłką po schodach, szaleństwo totalne - jak go miałam inaczej zmęczyć? :roll: My musimy unikać. Bo u mojej wysoki próg pobudzenia powstaje w moment i trwa bardzo długo. :shake: agutka napisał(a):Zmierzchnica- podnietka ,podnietką ale w wielu przypadkach np jak u mojego psa żadna podnieta + trzęsienie się nie jest wskazane ;) nawet pozytywne podnietki gdy są codziennie bardzo niekorzystnie wpływają na serduszko co może także owocować problemami:shake: jeżeli pies codziennie ekscytuje się z byle czego ("pozytywnie" ) tak czy siak staje się dość nerwowy po jakimś dłuższym czasie;) Mój pies właśnie podnieca się na byle co i wtedy zamyka się na wszelkie bodźce zewnętrzne. Dodatkowo potrafi się trząść a w gorszych momentach dochodzi ślinienie i skomlenie (mój pies normalnie nigdy w życiu nie zaskomlał z innych powodów niż właśnie podnieta czy ból). Majkowska napisał(a):Bo chyba trzeba rozróżnić nadmierne podniecenie odbierające umysł od zwykłej radości, pasji i zdrowej przyjemności. No i odpoczynek zarówno ciała jak i umysłu. Dla mnie to też ważne,a niestety czasem się chce tak bardzo psa zaspokoić że się o tym zapomina. Sama tak zrobiłam na początku : biegałam na potęgę, brałam psa do pracy żeby się nie nudził w domu, brałam go wszędzie, narażałam go na notoryczne bodźce, a do tego jeszcze galop galop galop ciągły galop, aktywność która go cieszyła ale tak się w nią wkręcał że nie umiał znaleźć końca. To i owszem, było niezdrowe. Ale tak żeby powiedzieć ahh muszę mojego psa zamknąc w klatce żeby się nie stresował, zero ruchu , zero bodźców to też nie jest pomoc. Wyciszenie psa ok, jak najbardziej, ale wg mnie takie wysterylizowanie świata bodźców też mu nie pomoże szczególnie że żyjemy w haosie i hałasie i ten pies za każdym spacerem do tego wraca... A czy ktoś tak powiedział Ahhhh muszę psa zamknąć...? Bo nadal nie wiem skąd takie stwierdzenia. Pijesz do mnie, że mój pies ma zakaz na wszelkie ekscytacje, biegania i szaleństwa? Ale to nie oznacza żadnego zamykania w klatce... Skoro uważasz, że zamykanie psa w klatce jest niesieniem psu pomocy to wielce się mylisz. Stwierdzenia o braku ruchu też nie rozumiem. Ruch to nie tylko galop i szał z zabawkami.... jest cały szereg innych metod wymęczenia psa fizycznie jak i psychicznie. Szura napisał(a):A ja się z tym nie zgodzę. Mam psa, którego cieszy wszystko, banalnie łatwo go nakręcić, jest zawsze gotowy do zabawy, szalonych czułości czy pracy. Jednocześnie jest jednym z najbardziej wyluzowanych psów, jakie znam. ;) Jara się piłką - i to jak! - ale jeśli padnie 'wystarczy, koniec' to nie ma problemu, żeby zajął się sobą czy czymś innym. A jest to pies stale podkręcany, bo ja bym jednak chciała większego wariata, choć oczywiście wszystko z umiarem. ;) Też mi się wybitnie nie podoba ten trend "wyciszajmy pieski i oszczędzajmy im stresu". Owszem, znam psy nerwowe, nieumiejętnie i przesadnie nakręcane. Znam psy zafiksowane na piłce niezdrowo. Ale to są skrajności. Mój pies nie uznaje słowa "koniec". Jak się nakręci to szaleje aż mu sił starcza i serce prawie wyskakuje uszami. Ale jak odpocznie to znów nakrętka. Przerwy w nakrętkach ma z powodu niewydolności ogranizmu bo po prostu nie da się szaleć cały czas. Mój pies to właśnie ta skrajność. agutka napisał(a):Sznura napisałaś że mówisz koniec i pies się wycisza.... ok a co jak pies tego nie potrafi? albo wyciszanie trwa dość długo? to chyba lepiej starać się nie doprowadzać go do jakiejkolwiek ekstazy no nie ;) Ja lubię jak pies się na coś pozytywnego nakręca ,nie porównuje tego do stresu lecx jedno słowo i psiak powinien wrócić do normy, z tym że rozmawiamy o ekstazie u psa z jakimś problemem. Inna sprawa jak pies nie zna hamulców np na ludzi czy psy( na widok trzęsie się) czy to radość czy agresja jest to niezdrowe i uciążliwe dla obojga. Psia ekscytacja powinna być wielbiona przez właściciela i psa w danej sytuacji a sam pies powinien mieć równo pod sufitem ;) Całkowicie się zgadzam. I właśnie dlatego my mamy zakaz nakręcania się. Majkowska napisał(a):Agutka, wiadomo , nie pozwalasz psu wchodzić w ekstazę ale też pisanie żeby go nie biegać ani sie z nim nie bawić żeby się nie stresował to lekka przesada ;) A kto napisał żeby psa nie biegać i się z nim nie bawić? Albo przez wymądrzanie się innych (nie piszę o ludziach z dogo) ja już odbieram zbyt osobiście wasze ostatnie wpisy albo pijecie do kogoś innego. Mój pies nie musi biegać by wpaść w ekstazę. A że mamy zakaz na szajbe z piłeczką itp to nie oznacza, że pies wcale się nie bawi..... No chyba, że dla niektórych metoda na zmęczenie psa to jedynie bieganie i zabawki typu piłka itd.... I również nie znalazłam niczyjego wpisu kto by doradzał by Wald nie biegał i siedział w klatce.... Tak dla wyjaśnienia dodam, że mój pies od szczeniaka nie był w wysterylizowanym środowisku. Jeździł pociągami, pływał na rowerach wodnych, bywał w różnego rodzaju firmach, domach i miejscach. Codziennie chodzi ze mną do pracy (nie ma możliwości zostawić psa na 12 godzin samego w domu), od małego wychowywała się z innymi zwierzętami. Młoda nie jest lękliwa ona się nakręca każdym człowiekiem, każdym zwierzęciem i każdą naturą ożywioną i nie potrafi w takich okolicznościach wrócić do poziomu "0". Nie boi się wyzwań fizycznych. Problemem jest psychika. Majkowska jeżeli Twoje wpisy odebrałam za bardzo personalnie to przepraszam. Ale co chwila słyszę jak ludzie (oczywiście ci co mieli lub mają psy) nie będący żadnymi specjalistami w dziedzinie problemów u psów tonem znawcy negują diagnozę kilku specjalistów u których byłam z psem. I ciągle ich diagnozą to niewybieganie i inne takie bo to taka rasa, taki wiek itd. Quote
Szura Posted May 20, 2014 Posted May 20, 2014 Zamiast non stop psa wyciszać i tyle, popracowałabym nad trybem pracy i trybem odpoczynku i nad nauką wyciszania się. To nie jest tak, że psy to magicznie same z siebie potrafią - no, nie wszystkie. :) U nas problemów nieco było tylko za szczeniaka,a i to niewiele, szokująco niewiele biorąc pod uwagę, że to terrier. Crate games, nauka samokontroli czy doggie zen: to wszystko może być pomocnym narzędziem. My się bawimy w dwa pierwsze i bardzo polecam. Jednak jest ogromna różnica, gdy pies potrafi się kontrolować i do tego widzi, że to jest fajne i opłacalne. Wiele psów się dzięki temu wycisza i luzuje na co dzień, co z kolei może właściciel wyłapywać i również wzmacniać. EDIT: Nie piszę o ekstremalnych psach i generalnie do nikogo osobiście nie piję, żeby nie było. ;) W końcu nie znam psów dogomaniaków. :D Quote
Majkowska Posted May 20, 2014 Author Posted May 20, 2014 Franca - nie zaśmiecasz :):) Możesz pisać spoko, jestem ciekawa. A to że komentuję ze swojego punktu widzenia to się nie przejmujcie, ja mam swoje śmieszne poglądy, wy swoje , nic nie szkodzi :D Ja napisałam ogólnie o posuwającej się "teorii stresu", jako że zauważyłam że niemal każdy pies idący do szkoleniowca ma bardzo złożony problem stresowy czy dominacyjny ;) No dobra, nie podważam, ale jesteś w stanie jakoś logicznie wytłumaczyć dlaczego RUCH wpływa stresująco na Twojego psa? To mnie interesuje, bo jeśli pies przy ruchu się stresuje to wydaje mi się że nie powinno się ruchu kasować z życia tylko ograniczyć ekscytację, ale absolutnie nie wycinając radość , ruch itd. NIE PRZYTYKAM Ci. Nie bierz tego do siebie, analizuję może skrajnie, ale nie mam nic do Ciebie, szanuję Cię i lubię także nie traktuj jako złośliwe ujadanie. Może to jakaś rzecz o której nie wiem, a nie ma mnie kto z błędu wyprowadzić. Owszem, jest dużo metod męczenia psa chociażby psychicznie, na skupieniu, ale nie da się non stop też psa trzymać skupionego, on potrzebuje ruchu, wiele psów przecież bez ruchu nie żyje. Może i trochę neguję bo łatwo mi powiedzieć nie widząc psa,ale tak czy siak uważam że problem może być sygnałem do zmiany trybu życia ale nie tak drastycznie jak zaprzestać jakiejkolwiek aktywności. Quote
Pani Profesor Posted May 20, 2014 Posted May 20, 2014 jestem tego samego zdania, choć mój szkoleniowiec sądzi coś odwrotnego, że psu nie potrzeba ekscytacji bez sensu - ja uważam, że to forma stymulowania, nawet te durne "PATRYK! GDZIE SKARPETA!" i szarpanie się z nim w chacie. nawet, jeśli mój pies leży jak zwłoki i nie pokazuje, że rozpiera go energia to wiem, że później odbije sobie te "niewyżycie" na psach. dowodem na to jest fakt, że wymęczony nie czepia się zwierząt, baa, można go nawet wpuścić wtedy w stado albo zapoznać z totalnie obcym samcem (vide - sytuacja z czarnym niby-flatem, pamiętasz, Majkowska?) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.