Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='gops']Super! Dziękuje :)[/QUOTE]
Może być??
Jest lekkawo czerwony (w każdym razie robiłam tam rózne wariacje z kolorem i wyszło tak) , miał być czarny ale może aż tak nie widać ;)

Posted

[quote name='magdabroy']Moim skromnym zdaniem, to ten dla gops wyszedł Ci Majka najlepiej :p
Reszta też fajna, ale ten jeden najlepszy :)
Aaa bo Ty mroczna jakaś taka i czernie Ci się podobają :eviltong:
Mój tęczowy też odrzuciłaś mimo że był taki piekny kolorowy:evil_lol:

Posted

[quote name='Majkowska']Może być??
Jest lekkawo czerwony (w każdym razie robiłam tam rózne wariacje z kolorem i wyszło tak) , miał być czarny ale może aż tak nie widać ;)[/QUOTE]
Pewnie że może ! Bardzo fajny :)

Posted

[quote name='Majkowska']Aaa bo Ty mroczna jakaś taka i czernie Ci się podobają :eviltong:
Mój tęczowy też odrzuciłaś mimo że był taki piekny kolorowy:evil_lol:[/QUOTE]

A co ja, lesba jestem, żeby tęczę mi tu wciskać :diabloti::eviltong:
Ale fakt, lubię czernie ;) No może nie tyle czernie, co jednokolorowe tła :)

Posted

Hehehehe :D

Jednokolorowe tła owszem, są eleganckie, ale ja mam zawsze jakieś szaleńcze wizje - nastukać kolorów, wzmocnić , wyostrzyć , nawalić maksymalnie dużo tekstu, każda literka w innym kolrze i najlepiej jeszcze 100 obrazków :lol:

Posted (edited)

Jakby Cię fantazja naszła na plakat, że ta suczka zbiera na leczenie. Numer konta i te inne są w opisie. Taka bida, a taki ładny psiak... https://www.facebook.com/events/272740182929427/
A jak już wrzucam, to i podrzucę Komara https://www.facebook.com/events/553595598015610/?fref=ts
Może grafika w Twoim wykonaniu przekona kogoś do niego?
Komar jest w hotelu, ma deklaracje, ale wiecie same ,ze żaden hotel nie zastąpi domu.
W Komarze jestem zakochana, jest typowym burkiem polskim, nic w nim pewnie nie ma pięknego, ale z mordki gdzies przypomina mi mojego Tosia.Gdyby nie kocica, to przekonałabym Kosmitę do polubienia Komara.Może któras z Was zna kogoś, kto poszukuje takiego Komarka :D
I już przepraszam za wrzucenie obcych psów ;)

Edited by ewaal1982
Bo przecież o Komarze trzeba wspomnieć ;)
Posted

Zakopiańskie Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami
34-500 Zakopane
ul. Sienkiewicza 32
Bank PKO S.A 59 1240 5165 1111 0010 3884 3478 z dopiskiem Wola życia

Przelewy zagraniczne: IBAN PL59124051651111001038843478 SWIFT: PKOP PL PW

Wolontariusze dyżurni:
Pani Mariola tel. 728571773,
Pani Małgorzata tel. 606406303,

Ponad 100 kleszczy, amputowana łapa, anemia. Nie wiem co tam jeszcze. Umęczona bólem bidula, ale z ogromną wolą życia :)

Posted

Gdyby dla Nurasa albo jakichś innych bezdomniaków potrzeba było niech ciotka śmiało pisze :):)
Jak okiełznam profesjonalne tworzenie plakacików to też mogę strzelać jeden za drugim.




A wracając do wątku warchliczego :
Coś dziwnego dzieje się z tym kundlem...
Zaczął notorycznie jojczeć w domu. Ten tydzień jakiś koszmarny...
Na codzień jak tż jest w pracy to biorę dzidziusia do wózka i sobie idę na te 2 godzinki na spacer, ale jak pada nie chodzimy, więc Wald siedzi te 7-8 h w domu.
Wald umie leżeć spokojnie , bo głupi nie jest i wie że nie pójdzie, zawsze wytrzymywał.
Ale przychodzi godz 16 (tż w tym tyg chodzi na 14 do pracy więc go przed wyjściem wyprowadza) , wchodzi do domu teściowa, Wald się zrywa, skacze,ziewa, trzepie się jak wariat, poszczekuje na nią i...zaczyna piszczeć.
Teściowa też go pobudza i mówię jej żeby tego nie robiła i karcę go odsyłając na miejsce, ale on dalej. Do mnie tego nie robi, do teściowej rozgrywa histerie żeby uratowała pieska.
W tym tyg chodziłam pozakonkursowo na dodatkowy spacer bo się nabieram że on może ma srakę czy diabli wiedzą... Nieraz już wyleciałam na łeb na szyję a pies stał i podziwiał swoje osiedle... Powiedziałam koniec. Dziś oświadczyłam teściowej że go nie wyprowadzam,ale tak jojczył że ona go wkońcu wzięła i wyprowadziła. Potem wyszła do sklepu, wróciła i Wald jojkot na nowo...więc ja znów na pole. Zaczęła się bawić z Kinką a on znowu, więc ja znów... Zawsze jak jest teściowa.
Jak jestem z nim sama ani nie piśnie. Nie wiem czy on się mnie tak strasznie boi że nie odważy się nawet zapiszczeć czy może dostaje sraczki na widok teściowej...:roll:

Posted

Jesteśmy po spotkaniu ze szkoleniowcem.

Jestem średnio zadowolona:roll:
I nie z pana , który dzielnie spacerował z pointeritem po deszczu , a z Warchliczego.
Pan stwierdził mniej więcej to co i ja wiem - jedna wielka ekstaza myśliwska.
Waldek tak bardzo skupia się na tym żeby pracować że traci kontakt ze światem żywym - to jest nasz problem w chodzeniu na smyczy, on odcina się ode mnie i pruje choć wie że mnie to nie satysfakcjonuje, ale jest tak głęboko wyłączony że widzi tylko ptaki, wiatr i otoczenie.
Na początku pan dostał smycz do ręki i ćwiczył z nim tak jak i ja to ćwiczę - kiedy pies ciągnie ja ciągnę go do siebie do nogi przestajemy iść i czekamy na kontakt wzrokowy. Normalne psy szybko rozumieją o co chodzi, ale Wald...
zrobili sobie conajmniej kilka serii stania w deszczu, facet stał jak kamień, Wald jak debil piszczał i usiłował jakoś wrócić na trop, ani mu się śniło spojrzeć na gościa trzymającego smaka. Stałam z boku i obserwowałam i choć się śmiałam trochę z Warchla to wiedziałam że mnie w tych sytuacjach już dawno puszczają nerwy. Oni stali, do momentu jak Wald nie mignął oczami na faceta,wtedy dopiero po nagrodzie ruszali dalej, Wald jest naprawdę ciężki pod tym względem... pokazuje się mu sto razy jak jest ok, człowiek chwali i cieszy się jak durny a on i tak w którymś momencie zanika i traci kontakt :(
Widziałam chwilami że gość dla niego nie istnieje, równie dobrze mogłabym go przywiązać do drzewa i nie byłoby większej różnicy.
Ten brak kontaktu wcale mnie nie podbudował, wręcz poczułam się beznadziejnie że nie mam z psem takiej podstawy...
No i powiedział mi to co ja trochę wiem - za dużo do psa mówię. Za często się powtarzam.
Za to Wald pokazał eleganckie przywołanie, choć twierdziłam że mi sie przestał dobrze odwoływać. Spodziewałam się tego że akurat jak będziemy pracować to warunki będą sielankowe i facet nie zobaczy wszystkiego co chciałabym pokazać.
Mam sobie ćwiczyć i za jakiś czas umówimy się pewnie znowu.
Choć szczerze chciałabym mieć takiego pana przy sobie na każdym spacerze, bo sama się czuję jakoś beznadziejnie i dość szybko się zniechęcam.
Zresztą wydaje mi się że po raz kolejny będziemy przerabiać to samo, a ja znowu odpuszczę bo będzie mi sie wydawało to bezsensowne...

Posted

Żadnego odpuszczania !
Świadomie wybrałaś rase, wiedziałaś jakie mogą być problemy .
To teraz ogarnij się i pracuj z nim ! Pan szkoleniowiec pokazał Ci jak , naprowadził na dobrą droge teraz już tylko do Ciebie zależy czy Wald się zmieni czy nie .

Posted

Trzymam kciuki! Dobrze, że pan J nie rozczarował Cię.
A może początkowo próbuj z takim smakołykiem, który Waldek uwielbia, ale rzadko dostaje? (np z pieczonym kurczakiem)Na Kosmitę działało w czasie cieczek. Wiem, że pies mysliwski to pies myśliwski i największy smaczek siedzi w krzakach, ale może ma coś takiego, za co zrobiłby wszystko.
Po sobie wiem, że im więcej razy dajecie, tym większa satysfakcja.
Ja w chwilach zwątpienia dzwonię do pana J i błagam, żeby przyjechał :D Nie odmówił chyba jeszcze ;)
Prostuje mnie, idzie z nami na spacer, a ja po takim spacerze z nim lepiej się czuję. Pewniejsza. Trzymam kciuki za Twoją cierpliwość:)

Posted

gratulujemy cioci decyzji o szkoleniu :loveu:

i widzę, że mamy te same wątpliwości, tj. w pewnym momencie przychodzi wrażenie, że praca jest bezcelowa i sruuu, niech se lata, pal licho zasady...

ja przyznam, że ZAWSZE tak było, że po tygodniu pracy odpuszczałam i nawet nieraz nie chciało mi się go karcić, jak wyskakiwał z mordą na setnego psa w ciągu spaceru.. miałam już olewkę i podejście 'a niech się debil drze'.. teraz się trzymam twardo i serio SĄ efekty, wczoraj znowu minęliśmy luzem yorka, choć Pat się trochę odwracał i furkotał pod nosem.

trzymam kciuki :)
(i za pogodę też, bo jak się nie poprawi,to Patryk zdechnie z nudów i tyle ze wspólnych spacerów...)

Posted

Majka i Profesorka znam to uczucie jak idę zrezygnowana i mam gdzieś jak pies fisiuje ale to tylko dajemy zielone światlo naszym wariatom :) trzeba być twardym :diabloti:

wszystkie już byłyście teraz kolej na mnie ;)

Posted

Heheh teraz pójdzie sznur szkolenia , a wszystko dzięki PP, która spięła dupsko i poszła pierwsza :D

Ja w chwilach zwątpienia dzwonię do pana J i błagam, żeby przyjechał :-D Nie odmówił chyba jeszcze ;-)

To ja chyba naprawdę zapytam ile kosztuje całodobowo :placz:
Mogłam sobie chłopa wśród szkoleniowców szukać :evil_lol:
A niestety mój uważa że na nic te ceregiele , bo Waldek jest głupi i tyle i on napewno nie będzie z nim stał na ulicach i czekał jak piesek się wyciszy. Generalnie on facetowi współczuje, więc planuję i Tomaszka zaciągnąć na jakiś piękny spacer i postawić do szkolenia.
Wrócił teraz ze spaceru lekko sfrustrowany bo co ja z psem zrobiłam że już od jakiegoś czasu pies się boi wysikać i nie odchodzi mu od nogi. Więc mu mówię że to świetnie, na co tż mi odpowiedział że namawia go do pójścia na trawę powtarzając mu "naprzód" i stwierdził że psa psychicznie zgnębiłam.


A wiecie co mnie zastanawia jeszcze - kwestia piszczenia.
Spotkałam już bardzo wiele osób , które mówią żeby na piszczenie nie reagować i ten szkoleniowiec też tak uważa.
A mnie to zadziwia, bo nie umiem stolerować kiedy pies równolegle do robienia czegoś ze mną piszczy jakbym go obrywała ze skóry. Dzisiaj jeszcze Warchlowi rozgrzeszę bo lał mu deszcz na łeb aż z niego parowało a jakiś obcy facet przywiązał go sobie jak do drzewa i kazał stać cierpiętniczo i męczennie :D Ale na codzień w piękne słoneczne dni jego piszczenie uznaję jako objaw nadmiernej ekscytacji i staram się zrobić coś żeby go zamknąć
- tylko teraz doszło do mnie że może ja go za to piszczenie nagradzam skoro on robi to tak nieświadomie jak oddycha. Bo nieraz np na jego piszczałkowania starałam się zająć go i skupić na smaku poprzesz jakiś szybki i energiczny ciąg sztuczek nagrodzony za wykonanie.
Próbowało z nim kilka osób mające pojęcie o szkoleniu i to różnymi sposobami od wyciszania aż po ostre metody i jeszcze się taki nie urodził żeby go zamknął na amen.


Jeszcze chciałabym przerobić dzieci i obszczekiwanie itd, ale głównie mnie interesuje to diabelne chodzenie na smyczy...
Teraz żałuję że nie zaczęłam z nim takiego szkolenia wcześniej.

A co do rasy to myślicie że lepiej bym podołała z jakimś dobkiem czy onkiem bo nie ma instynktu? :evil_lol:



No nic, będę twardo i zawzięcie ćwiczyła z klikerem i smaczkami,a jakbym się na dogo nie pojawiała to znaczy że się załamałam i powiesiłam :-P

Posted

Myślę, że warto, byś zabrała swojego męża na szkolenie. Bo tak de facto szkoli się człowieka, nie psa, pokazując, jak sobie poradzić z problemem. Ale jeśli oboje dążycie do czegoś innego, może być kłopot... Wiem po sobie. Viki kilka dni pochodzi na spacery z mamą i już nie ma z nią kontaktu. Natomiast ja psa ograniczam i krzywdzę tym kontrolowaniem, co pies robi. Nawet wyciągnąć zawczasu woreczka na kupę nie mogę, bo to psinę rozprasza :diabloti: Co z tego, że później gówienka znaleźć nie mogę :roll:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...