Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

a siekierką się bawiłaś i prawie palca odciełaś ;) bo ja 4 razy szyta byłam ..
wiesz stwierdzam że głupota dalej siedzi we mnie bo wczoraj syna w łóżku za nogi chciałam złapac i się poplątałam o własne kapcie, spadając na ziemię zacisnęłam zęby tak że połowa dwójki wypadła:shake: no i co do dentysty bo jak patola wyglądam

Posted

Mój Theoś wczoraj chciał się pobawić w "baran, baran buc" ;) Tylko, że zamiast w czoło, dał mi z baśki w zęby :roll: Od wewnątrz mam wargę fioletową :evil_lol: ale zębów nie straciłam ;)

Posted

[quote name='agutka']a siekierką się bawiłaś i prawie palca odciełaś ;) bo ja 4 razy szyta byłam ..
wiesz stwierdzam że głupota dalej siedzi we mnie bo wczoraj syna w łóżku za nogi chciałam złapac i się poplątałam o własne kapcie, spadając na ziemię zacisnęłam zęby tak że połowa dwójki wypadła:shake: no i co do dentysty bo jak patola wyglądam[/QUOTE]

aż tak to nie.
Ale jak już się licytujemy : kiedyś z dzieciakami na wsi zrobiliśmy ognisko, a że nam się palić nie chciało to zarządziłam że się gdzieś trzeba schować i... wleźliśmy ojcu pod auto i tam rozpaliliśmy ognicho. Dodam że auto było i na gaz i na benzynę :D
Ale bylby odlot ...

Kiedyś też jako mała dziewczynka na cmentarzu ...podpaliłam grób mojego dziadka:oops:
Dopadłam zapałki i gdy wszyscy się modlili ja zaczęłam podpalać suche trawki i nagle poszło - , zapalił się trawnik , zapaliła się róża za grobowcem i przeszło na wiązanki itd...

Posted

[quote name='magdabroy']Mój Theoś wczoraj chciał się pobawić w "baran, baran buc" ;) Tylko, że zamiast w czoło, dał mi z baśki w zęby :roll: Od wewnątrz mam wargę fioletową :evil_lol: ale zębów nie straciłam ;)[/QUOTE]

baran buc... no masz, ale dziecko brzydko uczysz :diabloti:

To mój Wald ma bardzo ekspresyjną babcię i w dodatku babka wykorzysta każdą okazję do głaskania i ryje się na chama na kolana. I kiedyś już od hodowczyni wychodzimy i tż kuca wiążąc buta, a tu wyskakuje Pumka [babka W] i w podskakując wbiega na mojego tż, podbija mu z całym impetem głowę swoim łbem w wyskoku , mój tż przewala się na drzwi, a Pumson jakby nigdy nic włazi mu na kolana i się przytula :lol:
Pamiętam że tż wtedy też ładnie napuchł i miał guza.

Posted

piromanka :cool3:
biegając po garażach zawalił się dach i wpadłam do pomieszczenia gdzie było auto faceta który wszystkie dzieci bił kijem i gonił po podwórku ;)
pech chciał że kolega nie poszedł do mojej matki tylko do niego żeby otworzył garaż i mnie wypuścił, ja otworzył drzwi od razu zaczął mnie okładać badylem i gonił po samą klatkę a ja wołałam mamę :eviltong:

Posted

[quote name='agutka']to chociaż u Was szczęście w nieszczęściu ;) warga się wygoi :)
a ja nie dość że się boję dentysty to jeszcze zaczynam się bać ceny nadsztukowania :/[/QUOTE]
Mi też się ukruszyła ociupinka (naprawdę mikro) i nie mogłam z tym żyć, ale już się przyzwyczailam ;)
Za to też sr... przed dentystą bo mam do zrobienia zęba którego kanałowałam ponad rok (najpierw mi w pracy babka nie chciała ustąpić żebym szła na wizyty kiedy była moja dentystka, potem ciąża i guzik się dało zrobić z zębem), też prawdopodobnie do wyrwania. I też zastanawiam się co z nim zrobić. Podobno można wprawić z jakiejś masy szkliwowej imitację stałą zęba ( bo protezki nie planuję :D) ale to jest koszt rzędu 5 tys...

Posted

Ciekawie się te wasze opowieści czyta - teraz to wydaje się śmieszne, ale w momencie gdy to się działo to już zapewne takie nie było...
Pamiętam jak pare lat temu wylądowałam w szpitalu i leżałam na sali z dziewczyną która mi opowiadała swoje i jej kuzyna wyczyny gdy byli mali... Ich najwikszym wyczynem był upadek z 5 piętra w wieku trzech lat - kuzyn wypchnął ją. Także, myślę, że u Was az tak źle przynajmniej nie jest :evil_lol:

Posted

[quote name='agutka']piromanka :cool3:
biegając po garażach zawalił się dach i wpadłam do pomieszczenia gdzie było auto faceta który wszystkie dzieci bił kijem i gonił po podwórku ;)
pech chciał że kolega nie poszedł do mojej matki tylko do niego żeby otworzył garaż i mnie wypuścił, ja otworzył drzwi od razu zaczął mnie okładać badylem i gonił po samą klatkę a ja wołałam mamę :eviltong:[/QUOTE]


Przebijam :

Z kuzynami zrobiliśmy na wakacjach u ciotki w ogródku huśtawkę.
Hustawka to była lina z patykiem zawieszona na starej sośnie nad wyrwą w pochyłej działce gdzie było tzw miejsce parkingowe. Pech chciał że wujek zaparkował tam auto, ale nie przeszkadzało nam to w huśtaniu się. I wtedy przyszedł kuzyn wrzeszcząc że on też chce się huśtać, więc z kuzynką zrobiłyśmy dziewczęcy sojusz który chłopaków do huśtawki nie dopuści. Na to kuzyn zacwaniaczył - wyplótł sobie z buta sznurówkę, przewinął przez gałąź i huśtnął się. Dziwna rzecz się stała bo sznurówka pękła i kuzyn spad prosto na maskę wujkowego auta i odbił tam kontur swojej inteligentej postaci :lol:

Posted

[quote name='Majkowska']baran buc... no masz, ale dziecko brzydko uczysz :diabloti:[/QUOTE]

Kochającą matką jestem :eviltong:

[quote name='Majkowska']Mi też się ukruszyła ociupinka (naprawdę mikro) i nie mogłam z tym żyć, ale już się przyzwyczailam ;)
Za to też sr... przed dentystą bo mam do zrobienia zęba którego kanałowałam ponad rok (najpierw mi w pracy babka nie chciała ustąpić żebym szła na wizyty kiedy była moja dentystka, potem ciąża i guzik się dało zrobić z zębem), też prawdopodobnie do wyrwania. I też zastanawiam się co z nim zrobić. Podobno można wprawić z jakiejś masy szkliwowej imitację stałą zęba ( bo protezki nie planuję :D) ale to jest koszt rzędu 5 tys...[/QUOTE]

A czemu w ciąży zęba nie zrobiłaś?
W dzisiejszych czasach można leczyć zęby w ciąży ;)


Jak miałam 7 lat, to poszłam do koleżanki. Jej rodziców nie było w domu (praca), a my doszłyśmy do wniosku, że upieczemy ciasto dla jej rodziców. Piecyk gazowy, więc potrzebna była zapalarka ;) No i zamiast zapalić piecyk, to zapaliłyśmy laminat na podłodze :evil_lol: Dobrze, że szybko sąsiadkę zawołałyśmy, bo pewnie cały blok byśmy spaliły :diabloti:

Posted

hehehe.
A to mam jeszcze :

Na wakacjach u tej samej ciotki.
Moja mama zostawiła mnie pod opieką kuzyna. Kuzyn miał coś wtedy 16-19 lat. Miał pilnować mnie jak oka w głowie i przyrzekł to mojej mamie. I pilnował. Do czasu aż nie wróciliśmy do domku ciotki gdzie się okazało że ciotki gdzieś poszły, a dom jest zamknięty. Kuzyn trochę był wycięty z filmu sciencie fiction, więc jako megabohater postanowił wpuścić mnie do domu wchodząc przez okno i otwierając mi drzwi od środka.
Więc włazi po dachu ze stromym gontem, nogi mu się ślizgają, dochodzi do okna i już prawie je otwiera i nagle... urywa się rynna i kuzyn ląduje na betonowym podjeździe... Było tam jakieś 2-3 metry... Ale jak superbohater podniósł się bez szwanku żeby czyn bohaterski powtórzyć. Na szczęscie jak się wdrapywał po dachu to pojawily się ciotki - okazało się że są obok tylko zbierają jagody za bramką ogrodu i drzwi zamknęły żeby się nikt nie włamał.


Z tym samym kuzynem wleźliśmy kiedyś na czereśnię. Do tej pory tą wiśnię pamiętam jakie dawała owoce wielgachne i słodkie:loveu: I zaczęła się rywalizacja o najsmaczniejszą gałąź, więc zaczęło się popychanie. I kiedy kuzyna chciałam konkretnie zrzucić z drzewa to on wyciągnął rękę i ja się odbiłam i z hukiem poleciałam w dół... Spadłam z jakichś 5 metrów, skąd kuzyn mnie szybko pozbierał i szantarzem namówił żebym nikomu nie powiedziała. Cały tyłek i plecy miałam sine, ale nie pisnęłam ani słowa, nawet jak mama podczas kąpieli dociekała co się stało.

Posted (edited)

O kurcze jakie tu opowiastki się snują :loveu:
To ja dorzucę coś od siebie :diabloti:

Mam 7 lat młodszego brata. Jak miałam sama 7/8 lat mama kazała mi pilnować go pod klatką a konkretnie wózka z nim. Wróciła się tylko po coś do domu (4pietro schody) A w tym samym czasie wyszła moja funfelka z 2 piętra (10 lat wówczas miała) i mówi ,że na polu się pali i straz pożarna jedzie :D No to my heja na to pole patrzeć na pożar :D Jak poleciałyśmy w południe tak wróciłyśmy jak było ciemno (lato) i spotkałyśmy się z naszymi matkami ,które nas szukały po osiedlu :shake: Oj powiem Wam piekła dupa :placz:

Chodziliśmy osiedlem na stare przedszkole gdzie były stare metalowe podwójne huśtawki. Miałam jakies 10-11 lat. Huśtalismy jeden drugiego na podbitki :diabloti: A mi się jakoś palec omsknął.. i mi huśtawka zgniotła. Krew się lała ale do domu dotarłam,szok był więc nie bolało ,szycie i czyszczenie odłamków kości + szyne gipsową miałam w gratisie :megagrin:

Albo skakałam sobie przez łańcuchowe płotki i się wyrypałam na gębę.. na chodnik.. Jakaś babka mnie do domu zaprowadziła bo koleżanka mi zwiała.. Śmiertelnie się wówczas na nią obraziłam ,dopiero w tym roku jakieś kilka zdań zamieniłyśmy na fejsie :D Do dziś mam 2 cm blizne na brodzie :eviltong:

Łaziłam też do tzw "małpiego gaju" same brzózki. No to co,kto wlezie wyżej. Kto mógł wejść wyżej jak nie ja :cool3: Wtedy waga piórkowa to mogłam włazić :D Wlazłam po ludzku ale leciałam w dół jak rakieta.. ze 3-4 metry było na bank. Całą bluzkę podarłam a mama ją potem znalazła za książkami :D Bałam się powiedziec hehe

Mój brat też był dobry :D Jak miał 2 lata to wsadził sobie witamine C do nosa i zaczął się pienić jak wściekły,mama leciała do swojej koleżanki (wspomnianej wyżej matki mojej koleżanki z 2 pietra) ,która była pielęgniarką ale zanim mu to wyjęły to już się rozpuściła :D A ja klęczałam w domu przed obrazkiem i modliłam się ,żeby nie umarł :evil_lol:

Nasikał też mojemu koledze na głowe z 4 piętra :loveu: Przez dziurę wyciętą dla psa :D

Co do mojego syna ,to wywaliłam go raz z wózka jak wychodziłam z klatki i zahaczyło mi się kółko o wystającą kratkę.. Wyobraźcie sobie ,że wiecie o tym jako pierwsze :diabloti: Nigdy nikomu nie powiedziałam. A ile razy mi za łóżko spadł... Tzn na boki łóżka.. Jak przysnęłam z nim a on miał faze bezszelestnego pełzania...


A i jeszcze wpakowałam swojego psa pod koła :oops: Schroniskowy agresor doprowadzony przeze mnie (15lat) do stanu "używalności" . Ogólnie mówiąc słuchał tylko mnie zawsze i wszędzie. Więc rzucałam mu kamyczki... Kamyczek przeleciał przez krzaczki a za krzaczkami ulica.. Pies za kamyczkam i jeb.. Lece i już rycze w locie dopadam go a on wstał ,otrzepał się złapał kamyczka i kuśtykając ,na 3 łapkach wrócił na chodnik.. Jakieś baby na mnie się darły ale uwierzcie ,że nic nie słyszałam tylko pobiegłam z nim do weta. Nic a nic mu nie było,cud jakiś. A budowę charta to to miało ;)

Edited by Robokalipsa
Posted

Świetne :)

Moja koleżanka wsadziła sobie jako dziecko kawałek gąbki do nosa...
Chodziła z tym przez długi czas nic nikomu nie mówiąc, aż zaczęli sie zastanawiać co to za okrutny fetor się z jej okolicy unosi... Wkońcu zlokalizowali. Zawsze śmieję się z tego bo ona taka pańcia z dobrego domu.

Z kolei wyżej wspomniany moj kuzyn kiedyś bawił się ze mną i zamknął mnie w piwnicy. Tyle że nie zamknął drzwi a wielką metalową kratę, do której złamał mu się kluczyk i został w zamku. Wyłam podobno tak strasznie przez kilka godzin i nikt mnie nie mógł uwolnić :D

Posted

bosze my wyrodne matki ;)
moja matka dała mojego brata pod opiekę siostry a ta żeby dziecku się nie nudziło weszła na łóżko trzymając go na rękach zaczęła skakać tak że obydwoje uderzyli głowami o sufit. J się dziwię e moje psy są stuknięte jak ja i cała moja rodzina do zdrowych nie należy ;)

Posted

A co do psów...
Nam Amorek kilka razy spadł u ciotki z balkoniku...
Na barierce suszyła się pościel , a on leżał i podsuwał się do niej , podsuwał pod barierką, aż pościel się skończyła i zleciał z hukiem w dół. Na szczęście balkonik miał jakieś 2 metry tylko, więc wstał , otrzepał sie i wrócił na górę.

Raz też nam wpadł do piwnicy...
Byliśmy z tatą na działkach i tata poszedł do altanki po ziemniaki. Altanka była ciemna i w podłodze miała dziurę gdzie schodziło się na jakieś 2,5 metra do piwniczki.
Amorek miał obłęd jak o tatę chodzi i kiedy powiedziałam "tata?!" to rozpędził się jak torpeda i pobiegł go szukać. Pech chcial że klapa do piwniczki była otwarta (inaczej tata by nie wylazł) i Amor tam wpadł. Pewnie by się zabił gdyby nie spadł na stertę ziemniaków zagrzebaną w piachu...
Pamiętam że wtedy wszyscy byliśmy przerażeni...


A apropos Amorka to śnił mi się dziś...
Sen całościowo był dziwny, ale Amor znów wrócił do mnie choć na chwileczkę...

Posted

Fuuuuj jak ona funkcjonowała z tą gabką w nosie :D
Piwnica mi się kojarzy z horrorami i w swojej jeszcze ani razu nie byłam, nawet nie wiem która to a już 7 mieś grzeję dupę na swoim :diabloti:

A tam odrazu wyrooodne :D Przystosowujemy się do życia z dzieckiem,a raczej dzieci do życia z nami :eviltong:
Mój dobry kolega za dzieciaka nasrał na szafie rodzicom w salonie hahaha jego rodzice co rusz nam to opowiadali ,biedny :evil_lol:

Posted

z psami to przebojów jakby nie było, Sagat ma tendencje do potykania się lub spadanie ze schodów (ma to po mnie) raz na pomoście wszedł na krzesełko z którym wpadł do wody, niby nie śmieszne ani nie ciekawe ale komicznie wyglądało jak leciał i patrzył jak się zanurza :)

Amorek odwiedza cię i sprawdza co u ciebie :)

Posted

Ja też się bałam piwnicy (i boję się nadal!!).
Pamiętam jak w piwnicy u nas w bloku mieszkały kotki syjamskie (rodzina mojej Inki) i zaplanowałam je uratować. Tyle że sama byłam porobiona w gacie na myśl o wejściu do piwnicy więc poprosiłam przyjaciółkę żeby poszła ze mną. Wzięłyśmy koc, karton i latarkę i poszłyśmy. Jak poświeciłam w kącik i mignęło nam 5 par oczu patrzących na nas to zwiałyśmy z piwnicy z piskiem...
Już więcej tam nie weszłyśmy.
A to było 5 malutkich uroczych syjamskich kociątek, po które zresztą tam poszłyśmy...

Posted

Majkowska to żeście akcje ratunkową kotkom odwaliły haha :D

agutka mój białas też się potyka albo zaliczy glebe jak się puszcza szalonym galopem :diabloti: Lubi też próbować wejść podjazdem na wózki i wtedy tańcuje jak na lodzie :D

Posted

piiiiiszz!:loveu:

To zaczynając temat kotków:

byłam dziś u rodziców.
Inka chciała się bardzo przywitać, ale zbyt się mnie bała i uciekała ...
Za to Sroll leżała na kanapie tłusta jak zazwyczaj i łasiła się.
Na pytanie jak jej zdrowie tata odpowiedział że bardzo dobrze, że nie posikuje już itd...
Podeszłam do niej i jeszcze dobrze powietrza nie wciągnęłam a juz poczułam fetor:roll: Tyłek okazał się być mokruteńki od moczu i odparzony... A podobno tata wczoraj ją dopiero mył.
Jedno co dobre- ma bardzo ładną miękką sierść. Chyba się wzięli za jej czesanie, bo na zimę będzie armagedon z jej futrem.
Coś czuję że wybieramy się do weta... Tylko nie wiem co ja mam od tej wetki chcieć jak badania wychodzą dobrze...

Posted

Ja też się boję piwnic :oops:


Jak miałam 7 lat, to zaraz po szkole pobiegłam na plac zabaw. W domu oczywiście zostawiłam sajgon :diabloti: Na placu zabaw robiła fikołki na jakiejś tam barierce i z niej spadłam, z jakiś 2m prosto na twarz i straciłam przytomność. Jakiś facet mnie pozbierał i zaprowadził na pogotowie-300m dalej. Oczywiście karetką do szpitala na szycie, bo miałam wargę rozciętą jak wąż język. Po wszystkim karetka zawiozła mnie do domu, gdzie mama czekała na mój powrót, żeby mnie skarcić za bałagan :evil_lol: Jak mnie zobaczyła, to myślałam, że na zawał zejdzie :roll: Byłam cała w krwi, w buzi miałam tyle krwi, że mama myślała, że nie mam zębów :shake: Dopiero później zobaczyła, że je mam tylko czerwone :evil_lol:

Posted

Ja na szczescie nie miałam większych powaznych wypadków a wszystko ci sie przytrafiło wspominam ze śmiechem.
Jeden poważny wypadek miałam po którym został mi ślad :
na wsi wyprowadzałyśmy psa onkowatego z łańcucha i gdy szłyśmy przy jednej z posesji wyskoczył na nas wielki onek długowłosy - posesja była w stylu amerykańskim ogrodzona tylko niskim drewnianym płotkiem, tak to otwarta, a pies leżał w otwartej bramce i uznawano go za wzór spokoju i wyszkolenia...
Ja złapałam mojego za kolczatkę i nagle tamten podszedl i rzucił się, a moja ręka w kolczatce została... Łańcuszek owinął mi się kilkakrotnie wogól nadgarstka zasikając się do granic możliwości , a kolce wbiły się w palce... Na to jeszcze doszła zaciśnięta szczęka tamtego który mojego od razu złapał za gardło. Nie było szans żebym się wyrwała, nie było opcji psów roździelić ani puścić mojego, bo byłam z nimi "spięta". Wkońcu koleżanka zaczęła wrzeszczeć do mnie bodajże " puść go!" i tamten jakby zaragował na komendę i odszedł...
Potem pogotowie, szycie, szyna, gips...
Do tej pory mam w prawej ręce wystającą kość nadgarstka. Nie przeszkadza mi w funkcjonowaniu, jedyne to że jak chodziłam do szkoły i dużo się pisało to potrafiła mi się zetrzeć do krwi i zawsze cholernie bolało...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...